Marzec wlekł się strasznie.
OK, tak właściwie dopiero się zaczął, mijał pierwszy tydzień, ale powoli
miałam dość zimy, śniegu i zimna, chciałam żeby w końcu był przyjemniejszy
kwiecień.
Na kursie Aurorskim szło nam
całkiem nieźle. Zajęcia były naprawdę ciekawe, wykładowcy przykładali się,
żebyśmy mieli jak najlepszą i najrozleglejszą wiedzę. Oczywiście, Syriusz na to
narzekał, jęczał, że tyle co teraz, to przez cały Hogwart się nie nauczył.
Jednak jak ktoś chciał, to mógł dużo wyciągnąć z tych lekcji.
Ten weekend mieliśmy w
spokoju spędzać w domu, miała być sielska atmosfera, smaczne jedzenie i
odpoczynek. Jak to zwykle jest z naszymi planami - coś się zmienia.
Siedzieliśmy sobie jak stare
małżeństwo przed telewizorem i oglądaliśmy film przyrodniczy o surykatkach.
Uwielbiam te zwierzątka, a James zaczął podzielać tę pasję.
- Jeleniowaci, otwierać!! – wydarł
się Black zza drzwi i zaczął walić w nie pięściami. Spojrzałam na Jamesa, który
ruszył się do drzwi i ciężko westchnęłam.
- Ruda, zakładaj kieckę,
James muchę, hajtamy się! – wrzasnęła Dorcas od progu (https://www.youtube.com/watch?v=x9j6DE6RnSk)
Taaak, w tym momencie
przeżyłam mały szok.
- CO?! – krzyknęliśmy na raz
z Jamesem. Synchronizacja, to jest to!
- Bierzemy ślub. Dzisiaj.
Zaraz. Pośpieszcie się, jeszcze musimy skoczyć po ReMarów, Regulus już czeka –
wytłumaczył Syriusz. Niczym w transie ruszyłam w kierunku brunetki.
- Żartujecie sobie, prawda?
– zapytałam, gdy ta pociągnęła mnie na piętro, do sypialni.
- Oczywiście, że nie.
Siedzieliśmy z Syriuszem, nudziliśmy się okropnie i nagle jakby zapaliła mi się
żarówka nad głową! – zaczęła Dor przy okazji przeglądając moją szafę – Mówię do
Syriusz: Weźmy ślub, dzisiaj!
- I co on na to? – zapytałam
głupio. Ech.
- Chyba widzisz, jest
zadowolony. Powiedział, że woli taki spontan, niż nadęte przyjęcia – odparła
Dorcas. Zgromiłam ją wzrokiem – Oj, wiesz o co mi chodzi, wasze było piękne,
ale my, cóż, jesteśmy inni – dodała, rzucając we mnie sukienką.
- Przebierz się, poprawię ci
makijaż i ruszamy dalej – rozkazała.
Po szybkim przebraniu się,
poprawie makijażu i ujarzmieniu włosów, oraz przebraniu się Rogacza,
teleportowaliśmy się dalej, czyli do domu Mary.
- Mary, szykuj się, hajtamy
się z Syriuszem! – wrzasnęła Dor od progu. Władowaliśmy się całą bandą do domu
blondynki.
- Cześć, McDonald –
powiedział flirciarskim tonem Regulus. Kurczę, on leci na blondynkę, czy co?
- Hej, możesz powtórzyć? –
zapytała Mar w lekkim szoku. Bo niecodziennie nachodzą cię przyjaciele i oznajmiają, że zapraszają cię na ślub, który ma się odbyć, hmm, zaraz?!
- Ubieraj się w kieckę,
bierzemy dzisiaj ślub – odparł Syriusz, przyciągając do siebie uradowaną
brunetkę.
Mary zrobiła zdziwioną minę,
spojrzała na nas i szybko poszła na górę.
- Może pomogę jej w doborze
ubrania? – zapytał Regulus. Skarciłam go spojrzeniem.
- To dziewczyna Remusa,
głupku – powiedział Syriusz i rąbnął brata po plecach.
- Ałaaa, myślałem, że
przemoc domowa już się skończyła – poskarżył się Black Nr 2.
Bracia zaczęli się
przepychać i poszturchiwać, James śmiał się z żałosnych min Łapy, a my z Dorcas
niecierpliwie czekałyśmy.
- Jestem! – wydyszała
blondynka.
Teleportowaliśmy się dalej.
- Remusie, Lunatyku,
Luniaczku! – wrzeszczał Syriusz i walił w drzwi od domu Remusa.
- Co jest?! – zapytał dosyć
niemiło Remus. Nie dziwię się - też nie lubię wizyt Syriusza... Oj, oczywiście ściemniam... Wcale nie... No dobra, tak... Kurczę, jakieś rozdwojenie jaźni mam?
- Szykuj się bracie,
bierzemy dziś z Czekoladką ślub – powiedział Syriusz i przepchnął się koło blondyna
do przedpokoju. Weszliśmy za nim.
- Jak to? – zapytał Remus,
spoglądając na nas z lekkim niedowierzaniem.
- Ślub na spontanie –
wytłumaczyła mu zwięźle Dorcas.
- Jesteś ostatnim gościem –
dodał James – Więc przebieraj się i ruszamy do Ministerstwa Magii.
Remus zniknął w głębi domu i
dosłownie po chwili pojawił się w eleganckich ciuchach. No, ten to jest szybki!
- Kierunek: Ministerstwo
Magii! – krzyknęła Dorcas chwilę przed teleportacją.
- To gdzie mamy iść? –
zapytał Regulus, rozglądając się po atrium.
- Przecież widzisz, że
czytam – wysyczałam. Staliśmy przed tablicą z rozpiską wydziałów oraz piętrami na których się
znajdowały, i cóż, nie mogliśmy znaleźć tego z urzędnikami udzielającymi
ślubów, wydającymi akty narodzin, śmierci, własności i inne pierdoły.
- Mam! Wydział Urzędników –
Urząd Wydawczy – przeczytał James – Piętro 7.
- 7 to moja szczęśliwa
liczba – powiedziała Dorcas.
Poszliśmy do windy.
- Piętro 7 Urząd Wydawczy –
powiedział kobiecy głos. Wyszliśmy z windy i ruszyliśmy szerokim korytarzem.
- Gdzie to jest? – gadał pod
nosem Syriusz. Szliśmy dalej, aż Mary krzyknęła:
- To tutaj!
Spojrzeliśmy na szklane
drzwi.
- Wchodzimy – zadecydował
James i otworzył drzwi.
Pomieszczenie do którego
weszliśmy, było całkiem spore. Miało recepcję oraz mnóstwo krzesełek.
- Numer 143 proszony do
pokoju numer 2! – usłyszeliśmy głos mężczyzny. Młoda para trzymająca się za
ręce poszła do pokoju.
- Dzień dobry – zaczęła
Dorcas – Chcielibyśmy wziąć ślub – przyciągnęła do siebie Syriusza, zwracając
się do znudzonej recepcjonistki.
- Mają państwo akty urodzenia?
– zapytała. Dorcas podała jej arkusze.
- Proszę, to państwa
numerek, pokój numer 2 – powiedziała recepcjonistka i wcisnęła Syriuszowi w
rękę karteczkę.
- Numer 150 – przeczytał.
- To sobie trochę poczekamy
– powiedziałam, przypominając sobie, że dopiero padł numer 143.
Aż tak bardzo się nie
pomyliłam, siedzieliśmy w recepcji już dobre dwie godziny i był dopiero 147
numer.
- Już niedługo my! –
powiedziała Dorcas, ale już bez entuzjazmu. Tak naprawdę wszystkim się już
nudziło.
- Jestem głodny – wtrącił
James, zupełnie nie na temat.
- No, ja też. Gdybym
wiedział, że to będzie się tyle ciągnęło, zjadłbym coś przed wyjściem z domu –
dodał Syriusz, łapiąc się za burczący brzuch.
- Szacuję, że poczekamy
jeszcze z 40-50 minut i będzie wasza kolej – powiedział Remus spoglądając na
zegar.
- Merlinie… - wyszeptała
cicho Mary.
- Ludzie, więcej entuzjazmu!
– powiedziałam – Zaraz weźmiecie ślub, zostaniecie małżeństwem, będziecie mieć
wspólnotę majątkową oraz będziecie mogli wziąć razem kredyt – dodałam.
Dorcas spojrzała na mnie jak
na idiotkę.
- Podoba mi się tylko ten
fragment o wspólnym majątku – wyszeptała.
- Numer 150 proszony do pokoju
numer 2! – zawołał męski głos. Wstaliśmy z niewygodnych krzeseł i ruszyliśmy do
pokoju.
Pokój był całkiem przytulny.
Nieduży, utrzymany w jasnych kolorach, z parunastoma krzesłami ustawionymi w
półokręgu.
- Pani Dorcas Meadowes i pan
Syriusz Black? – przeczytał urzędnik patrząc na dokumenty, a później na
narzeczonych.
Bruneci skinęli głowami.
- Więc możemy zaczynać –
powiedział urzędnik i rozpoczął ceremonię.
- No nie mogę uwierzyć,
wzięliśmy ślub! – powiedziała Dorcas, wyjmując z szafki kieliszki. Z
Ministerstwa teleportowaliśmy się prosto do domu Syriusza. Chociaż teraz może
powinnam powiedzieć do domu państwa Black?
- Jesteście szaleni –
stwierdziła Mary.
- Dokładnie tak –
potwierdziłam i zaniosłam szkło do salonu.
- To co, szczęścia i dużo
miłości, kochani! – Mary wzniosła kieliszek z szampanem i powinszowała młodej
parze.
- Skoczę do łazienki –
wyszeptałam do Jamesa. Ślub przeszedł w „wesele” - tak właściwie w zwykłą
popijawę… Nie wiem, chyba powoli stajemy się zwykłymi alkoholikami, chyba już
nie zliczę który to będzie kac w tym roku.
Poszłam po schodach na górę,
lekko się chwiejąc w wysokich szpilkach i otworzyłam drzwi od toalety.
- Ooo, przepraszam…. Mary?!
Regulus?! – krzyknęłam, widząc obściskującą się parę. Powiem tyle: O rany! Albo
dodam: WTF?!
- Lily? – wyszeptała
przerażona blondynka – Merlinie, Lily, błagam, nie mów nic Remusowi – dodała,
patrząc mi prosto w oczy.
- Ale… - zaczęłam.
Spojrzałam na złączone ręce Regulusa i Mar – Od kiedy? – zapytałam.
- Od waszego wesela – odparł
młodszy Black. Kiwnęłam głową i cofnęłam się do salonu.
W mojej nie do końca
trzeźwej głowie rozgrywała się mała bitwa. Powiedzieć Remusowi? Przecież to go
zrani! W ogóle jak Mary mogła, jeżeli chce tworzyć „coś” z Regulusem, najpierw
powinna zerwać z Remusem. I co powiedzą chłopcy? Przecież Remus jest ich
przyjacielem, ale znowu Regulus jest bratem Syriusza! Istna telenowela!
Stwierdziłam, że będę
siedzieć cicho i udawać, że nic nie widziałam. W końcu hej!, może mi się tylko
przewidziało? Wiecie, jakieś pijackie zwidy i omamy? Mam nadzieję, że tak…
- James – wyszeptałam i
szturchnęłam bruneta łokciem – Chyba powinniśmy wracać – dodałam.
- Jasne – odparł spoglądając
na moją bladą twarz.
Do domu wróciliśmy za pomocą
sieci Fiuu, dobrze że Blackowie podłączyli swoje kominki, teleportacja po
spożyciu alkoholu nie jest zbyt pewną komunikacją…
- Coś się stało? – zapytał
James, gdy wyszliśmy z kominka i otrzepaliśmy się z kurzu.
- Nic, jakoś się gorzej
poczułam, zaparzę sobie herbatę i mi przejdzie – odparłam i zrzucając buty w
salonie poszłam do kuchni – Też chcesz?! – krzyknęłam do J który został w
salonie.
- Taak – powiedział,
wchodząc za mną do pomieszczenia – Lily, czy ty chcesz mi coś powiedzieć? –
zapytał patrząc na mnie z uwagą. O nie!
- Niee, co niby miałabym ci
powiedzieć? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie, gotując wodę w czajniku
różdżką.
- Dobrze się bawiliśmy,
poszłaś do toalety i od razu chciałaś wyjść. To trochę dziwne – odparł. Kurczę,
detektyw się znalazł!
- Zupełnie nic się nie stało,
poczułam że robi mi się trochę słabo i… - trochę zaczęłam zmyślać, przyznaję!
- Słabo? Czy ty… - zaczął
James, wytrzeszczając oczy i patrząc na mój brzuch. No i jeszcze tego
brakowało…
- Co? Nie, na pewno nie jestem
w ciąży – odparłam, chociaż szkoda. Mogłabym w końcu przestać pic alkohol, w
końcu miałabym wymówkę.
James spojrzał jeszcze na
mnie podejrzliwie, jednak chyba uznał, że nic złego się nie dzieje i przestał
mnie zasypywać pytaniami i wątpliwościami.
A z Mary odbędę poważną rozmowę.
Tylko, czemu ja?!
ok mega wielkie zaskoczenie ale powiem ci że bardzo podoba mi się pomysł z połączeniem Mary i Regulusa :D tylko szkoda mi Remusa:( mam nadzieje że szybko znajdzie jakąs laskę xDD czekam na next :**
OdpowiedzUsuńNo nie spodziewałam się! Lecę czytać następne rozdziały ^u^
OdpowiedzUsuń