czwartek, 27 listopada 2014

Rozdział 49 Kurs Aurorski



Z dziennika Jamesa Pottera
Niestety, nasza podróż poślubna w końcu musiała się skończyć. Po cudownym tygodniu spędzonym w Szkocji, wróciliśmy do szarej rzeczywistości. Jako, że już zaczął się luty, zaczął się też kurs, na który zapisaliśmy się z Syriuszem już jakiś czas temu. Syriusz teleportował się do nas do domu, a stamtąd za pomocą sieci Fiuu, dostaliśmy się do Ministerstwa Magii. 
Tu w całkiem sporej auli, siedziało około 30 facetów, podjaranych niczym małe dzieci przed urodzinami, na których to dostaną tonę prezentów i najedzą się słodyczy.
- Podobno te zajęcia są strasznie trudne – powiedziałem do Syriusza i odwróciłem się do faceta którego przed chwilą gadaliśmy – James Potter – przedstawiłem się.
- Scott Gill – odparł blondyn podając mi rękę.
- Syriusz Black – powiedział Łapa.
- W tamtym roku mieli chociaż dwie dziewczyny, a teraz pustka! – powiedział Scott i rozejrzał się po sali – Chociaż, o cholera! – dodał i zapatrzył się na drzwi.
Odwróciłem się i spojrzałem w tym samym kierunku, w którym teraz patrzyli wszyscy uczestnicy szkolenia.
W drzwiach stała pewna rudowłosa piękność i rozglądała się po auli.
- Lily?! – zawołałem z lekkim niedowierzaniem.
- Znasz ją? – zapytał blondyn – Chętnie bym się z nią umówił… - dodał spoglądając na mnie z nadzieją.
- Stary, spóźniłeś się, to żona Jamesa – odparł Syriusz, uśmiechając się do Lily – Wiewióro, uhuuu, tutaj!! – zawołał do rozglądającej się po sali dziewczyny.
Lily uśmiechnęła się olśniewająco (na co usłyszałem zbiorowe westchnięcie) i ruszyła do nas delikatnie kołysząc biodrami - niby tak jak zawsze, ale kurna, ci faceci pożerali ją wzrokiem!
- Co ty tu robisz? – zapytałem nadal zdziwiony, wstając z krzesła i przepuszczając Lily na środkowe miejsce, pomiędzy mną, a Syriuszem.
- Chodzę na zajęcia – odpowiedziała z uśmiechem. Że co?!
- A możesz mi powiedzieć, czemu mi nie powiedziałaś, że masz zamiar zapisać się na kursy Aurorskie? – zapytałem spokojnym tonem. Lily spojrzała na mnie bystro i odparła:
- Chciałam, żebyś miał niespodziankę. Nie cieszysz się? – zapytała i wygięła usta w podkówkę.
- Ja tam się cieszę – usłyszałem głos zza nas – Hej śliczna, Scott Gill, do usług – powiedział blondyn i mocno potrząsnął dłonią Lily.
- Lily Potter – odparła i uśmiechnęła się do chłopaka.
- No Wiewióro, chyba masz powodzenie – skomentował to Syriusz, a Lily się zaśmiała, na co wszyscy faceci się na nią obejrzeli.
Pomyślałem, że chyba szlag mnie trafi.


Zajęcia mijały w miłej atmosferze, na razie mieliśmy głównie teorię oraz mnóstwo pisania. Oczywiście, tak jak to było w Hogwarcie, chłopcy nie pisali, tylko opierali twarze na rękach i toczyli bezmyślnym wzrokiem po otoczeniu.
- James – syknęłam i kopnęłam bruneta pod stołem.
- Ałaa – wyjęczał cicho – Słucham?
- Nie będę się z tobą dzielić notatkami, pisz – odparłam i szybko zapisałam zdanie które wypowiedział szkoleniowiec.
- Jestem twoim mężem, twoim obowiązkiem jest dzielenie się ze mną notatkami – wyszeptał mi J do ucha.
- Obowiązkiem?! – wysyczałam – Moim zasranym obowiązkiem jest gotowanie ci obiadków, pranie twoich skarpetek i prasowanie twoich koszulek! I do tego jeszcze mam ci robić notatki? Chyba cię James, zdrowo pogrzało – wyszeptałam.
Rogacz zrobił niezadowoloną minę i wyjął notatnik.
- Zadowolona? – zapytał, gdy zapisał jakieś zdanie.
- Bardzo – odparłam i pogłaskałam go po ręce.

- Mamy przerwę, idziemy na lunch? – zapytałam chłopaków.
- Z tobą piękna, zawsze – powiedział Scott i szarmancko podał mi swoje ramie. James spojrzał na niego zabójczym wzrokiem i mocno pociągnął mnie za rękę.
- Tak swoją drogą, to mogłaś nie zakładać tak obcisłych spodni – powiedział cicho, pewnie żeby nie usłyszeli nas idący za nami faceci.
Spojrzałam na swoje spodnie i westchnęłam.
- Pewnie spódnica do kostek byłaby lepsza, co? – zapytałam ironicznie. James chwilę się zastanowił i kiwnął głową. O ludzie!


Z dziennika Jamesa Pottera
Na lunch poszliśmy do pobliskiej kafejki, zresztą prowadzonej przez czarodziei.
- Więc, kiedy wzięliście ślub? – zapytał Scott, pakując sobie do ust garść frytek.
- W grudniu – odparłem, patrząc nieprzychylnie na tego chłopaka. Wcześniej wydawał się całkiem spoko, jednak to jak patrzył na Lily, zupełnie go skreślało z listy znajomych.
- Młodzi małżonkowie – zauważył. Bystrzak...
- Dokładnie, dopiero co wróciliśmy z podróży poślubnej – powiedziała Lil, mocno ściskając moją rękę. Spojrzałem nasze splecione dłonie i poczułem się trochę lepiej.
- Stary, żebyś ty wiedział co James przeszedł, żeby w końcu zdobyć tą oto Wiewiórkę – powiedział Łapa, wskazując frytką na rudowłosą – Błaznował, łaził za nią, robił z siebie totalnego kretyna, błagał ją o randki, masakra.
Spojrzałem z wyrzutem na kumpla.
- Nie było tak źle – odparłem.
- Cóż, czasami było źle – powiedziała Lily – Kiedyś nawet groził pobiciem jednemu chłopakowi, który chciał się ze mną umówić – dodała, patrząc prosto na Scotta. Ten spojrzał na mnie i spuścił wzrok.
- A może masz jakieś wolne koleżanki? – zapytał po chwili, kierując pytanie do Lily.


- Zajęcia były świetne, prawda? – powiedziałam, gdy przekroczyliśmy próg domu.
- Taaa – odparł J.
- James, co jest? – zapytałam, łapiąc bruneta za rękę – Odkąd weszłam do auli, czuję, że coś jest nie tak – dodałam, zastanawiając się o co mu chodzi.
- Nie widziałaś jak się na ciebie gapili? – powiedział J, zataczając w powietrzu koło ręką – Wszyscy, nawet wykładowca! – dodał. Zamrugałam, lekko zdziwiona.
- Jesteś zazdrosny?! – krzyknęłam, rzucając zdjęte botki obok szafki.
James spojrzał na mnie jak na nienormalną i kiwnął głową. Uśmiechnęłam się lekko.
- Jelonku, przecież nie masz najmniejszego powodu – powiedziałam – Kogo kocha Wiewiórka? – zapytałam z lekka dziecinnym głosem.
- Jelonka – odparł James i wybuchnął śmiechem.


- Merlinie, te zajęcia wcale nie są fajne – powiedziałam. To był trzeci tydzień kursów, zaczęliśmy zajęcia praktyczne. Czyli co chwilę trzeba było uskakiwać przed lecącymi zaklęciami, samemu rzucać jakieś trudne czary, walczyć z przeróżnymi wrogami. Powiem tyle: masakra!
- Huuu! – Syriusz zasiadł obok mnie na ławce – Ale się spociłem – dodał. Właśnie przeszedł tor przeszkód przyszykowany przez wykładowcę.
- Czuję to, Łapo – odparłam i patrzyłam na podbiegającego do nas Jamesa.
- Jestem wykończony – powiedział, rzucając się obok nas na ławkę.


- Miesiąc szkoleń za nami! – krzyknął entuzjastycznie Syriusz. Siedzieliśmy grupką w Dziurawym Kotle i popijaliśmy piwo kremowe. Dobra, sprostowanie, ja piłam kremowe, a faceci Ognistą.
- Nie wiem jak ty to robisz, ale znowu byłaś najlepsza – powiedział Scott, patrząc na mnie z podziwem.
- Mam to we krwi – odparłam ze śmiechem. Przysunęłam się bliżej Jamesa i westchnęłam – Jestem wykończona, wracamy do domu? – zapytałam. J skinął głową, pożegnaliśmy się ze znajomymi i wróciliśmy do naszego gniazdka miłości.


Po powrocie do domu od razu poszłam pod prysznic.
- Milutko – wyszeptałam do siebie, czując bicze wodne na plecach. Po chwili poczułam zimne powietrze i spojrzałam za siebie.
- Jeszcze milej – dodałam widząc Jamesa pod strumieniem wody.


- Pierwszy test zaliczający! Morgano, tak się stresuję… - siedzieliśmy pod aulą w której zazwyczaj mieliśmy zajęcia teoretyczne i cóż, jęczałam. Bo jak się nie zaliczy pierwszego testu, to już można przestać chodzić na kurs. Wybraliśmy ten przyśpieszony, trwający pięć miesięcy, więc o wiele więcej od nas wymagali.
- Wypadasz doskonale na testach, nie martw się – pocieszył mnie James.
- Zapraszam – powiedział wykładowca.

- 96 punktów na 100 – wyszeptałam, wpatrując się w swój arkusz. Następnego dnia zostały nam wydane, jak się okazało - wszyscy zaliczyli.
- 97 – powiedział James. Westchnęłam żałośnie, na co się głupio zaśmiał.
- 95 – powiedział Syriusz.
- 96 – dodał Scott.
Uśmiechnęłam się do chłopaków i zaczęłam zapisywać, co ważniejsze informacje z wykładu.


- Więc mówisz, że macie tam samych facetów? – zapytała Dorcas. Zaprosiłam dziewczyny na piątkowe ploteczki, a faceci siedzieli w kuchni. Został zaproszony też Scott, z którym to najbardziej się zgraliśmy z całej grupy. Reszta była, ugh, dziwna. Typowe geeki.
- Samiuteńkich – odparłam.
- U nas, na magomedycznych jest po połowie – powiedziała Mary i napiła się wina.
- Tak właściwie to dobrze, że nie ma innych lasek, nie muszę pilnować Syriusza – dodała Dorcas i się zamyśliła.
- Słyszałyście o McKinnon? – zapytała Mary – Podobno wzięła ślub – dodała, widząc nasze zaciekawione miny.
- Uff, to można odetchnąć – zażartowałam. Dorcas głośno się zaśmiała.
- Taa, straszna z niej była puszczalska – odparła.
- Kto jest puszczalski? – zapytał Scott wchodząc do salonu.
- Aaa taka jedna. James, słyszałeś? McKinnon ma męża – powiedziałam do bruneta.
- Nie słyszałem – odparł, uwalając się obok mnie na sofie – Accio Ognista Whisky!
No, i tak się zaczęła mała impreza. 

***
Rozdział krótki - więc następny postaram się dodać w piątek/sobotę. Jeżeli lubicie opowiadania z serii "Dramione", czyli parring Hermiona&Draco - chciałabym wam polecić dwa mega zabawne opowiadania:
oraz:

Pierwsze opowiadanie jest tłumaczeniem (boskim!), a drugie to opowiadanie dwóch dziewczyn. Opowiadania są śmieszne, naprawdę wyjątkowe. Więc, jeśli ich nie czytałyście, a lubicie tą tematykę, polecam!


2 komentarze:

  1. hahaha Rogaś jest zazdrosny hihihi ale to było takie wow jak Ruda weszła na sale xD genialne :D czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jelonek tak bardzo zazdrosny ;3 Hihihi <3 Rozdział jest awesome, że tak powiem awesome. Życzę weny i czekam na nexta ^u^

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.