Schodziłam wolno po
szerokich schodach w rezydencji Potterów i dyskretnie rozglądałam się po
przystrojonym pomieszczeniu. Wszędzie wisiały ozdoby oraz świeże kwiaty,
przeważnie lilie, które to uwielbia James. Wiem, że brzmi to dosyć banalnie,
mam na imię Lily, a mój już-za-chwilę-mąż lubi lilie. Ale tak jest prawda i
tyle.
Powoli, próbując się nie
zabić w wysokich szpilkach, zeszłam po schodach i podałam tacie dłoń. Czekał na
mnie przy wejściu na schody. Teraz miał mnie zaprowadzić do mojego
narzeczonego.
- Ślicznie wyglądasz, Lily –
szepnął i włożył sobie moją dłoń w zgięcie swojego ramienia.
- Dziękuję – wyszeptałam i
spojrzałam w stronę drzwi prowadzących na taras. To tam czekają na nas goście,
oraz James.
W wielkim, białym namiocie,
pośrodku zaśnieżonego ogrodu.
Sceneria była magiczna,
wyszliśmy przez drzwi tarasowe i weszliśmy do namiotu pełnego gości. Jednak nie
na nich patrzyłam.
Mój wzrok był skierowany
tylko w jeden punkt, mój cały Wszechświat na Ziemi.
James.
Stał obok urzędnika, który
to miał być mistrzem ceremonii. Niczym w transie, widziałam tylko ten jeden
punkt, jedną osobę.
W tym momencie istnieliśmy
tylko my dwoje.
Tata oddał moją dłoń Jamesowi
i odszedł na swoje miejsce.
Nasza
przyszłość zaczyna się tu i teraz.
- I jak się czujesz jako
pani Potter? – zapytał James. Ceremonia ślubna, płynnie przeszła w imprezę
weselną. Nasze rodziny zaczęły się zapoznawać, a co odważniejsi razem tańczyli,
lub o czymś debatowali. Cóż, szkoda, że niektóre momenty zostaną wymazane z
pamięci mojej mugolskiej rodziny…
- Czuję się wyśmienicie –
odparłam z szerokim uśmiechem. Mocniej wtuliłam się w ramiona męża i zaczęliśmy
tańczyć w takt wolnego kawałka.
- Wyglądasz dzisiaj
przepięknie – wyszeptał mi James na ucho i pocałował mnie lekko w policzek.
- To pewnie ta suknia –
odparłam.
Brunet spojrzał mi prosto w
oczy i pokręcił głową.
- To nie to, bije od ciebie
taki blask… Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale w moich oczach, aż się iskrzysz
– powiedział i mną zakręcił. Oo, nie piruety w wysokich obcasach!
- Spokojnie, trzymam cię –
dodał, gdy spanikowana chwyciłam go za ramię. Uśmiechnęłam się lekko i
pocałowałam męża w usta.
Z
różowego notatnika Dorcas Meadowes
- Patrz, są tacy słodcy –
wyjęczałam do Syriusza. Staliśmy obok dekoracji kwiatowej i przyglądaliśmy się
jedynej parze na parkiecie – Myślisz, że wiedzą, że wszyscy na nich patrzą? –
zapytałam, spoglądając na narzeczonego.
- Raczej nie, inaczej
Wiewióra by się zawstydziła i gdzieś uciekła – odparł i wyciągnął do mnie dłoń.
- Zatańczymy, madame? –
zapytał, lekko mi się kłaniając. Noo, co arystokrata, to dobre wychowanie! Hm,
no dobra, to dobre wychowanie wychodzi tylko czasami, a zazwyczaj Syriusz
zachowuje się… dziko? To chyba dobre określenie dla niego…
- Oczywiście, że tak –
odparłam i bez ceregieli zaciągnęłam go na parkiet.
Z
dziennika pijaczki Mary McDonald
Siedzieliśmy z Remusem przy
stoliku i popijaliśmy szampana. Wiem, obiecywałam sobie, że nie tknę alkoholu,
bo działa na mnie destrukcyjnie, ale co miałam robić? Remus siedział przy stole
i jadł, prawie nie zwracał na mnie uwagi.
- Zatańczymy? – zapytałam,
już trochę niecierpliwie, blondyna.
- Może później? – odparł,
wdając się w rozmowę z jednym z kuzynów Jamesa.
Wzruszyłam ramionami i
wstałam od stolika. Na nowego partnera nie czekałam długo.
- Chcesz zatańczyć,
McDonald? – zapytał Regulus Black, patrząc mi kpiąco w oczy.
- Jasne, Black – odparłam i
chwyciłam za jego wyciągniętą rękę.
Z
dziennika Severusa Snape’a
Zupełnie nie wiem co ja
tutaj robiłem. Patrzyłem na najszczęśliwszy dzień życia byłej przyjaciółki i
miłości mojego życia. Sam siebie katowałem widokiem rudowłosej z Potterem.
Chociaż teraz ona też ma na nazwisko Potter…
- Severusie, przyszedłeś! –
zawołała i lekko mnie uścisnęła – Chciałabym, żebyś kogoś poznał, to moja
kuzynka Megan White – dodała i odsłoniła dziewczynę stojącą za nią.
Zobaczyłem najpiękniejszą
kobietę w swoim życiu. Trochę podobną do Lily, też była ruda, ale zupełnie
inna.
- Witaj, jestem Megan –
powiedziała jedwabistym głosem, który pieścił moje zaczerwienione uszy.
- Severus Snape – odparłem i
lekko potrząsnąłem jej wyciągniętą ręką.
Z
dziennika Jamesa Pottera
Szukałem Lily po całym
pomieszczeniu. Nigdzie jej nie było, szczerze mówiąc, zacząłem się martwic,
chyba tak szybko by ode mnie nie uciekła?
- Lily? – zapytałem. Stała w
gronie hm, rudych osób.
- James! – zawołała i
rzuciła mi się w ramiona – Poznaj proszę, to moja kuzynka Megan, oraz kuzyni
Matt i Jack. Czyli Gang Rudych – dodała i się zaśmiała. Spojrzałem na nią i
załapałem.
- To nimi nam zawsze
groziłaś! – krzyknąłem. Tak właściwie, to może nawet było by się czego bać.
Kuzyni Lily byli naprawdę wysocy (jakaś rodzinna cecha) oraz bardzo umięśnieni.
Za to kuzynka wydawała się dosyć krucha.
- Cześć – powiedział wyższy
– Mam nadzieję, że Lily nie będzie musiała korzystać z naszych usług –
zażartował. To znaczy, chyba zażartował. Bo mówił to dosyć poważnym tonem.
- Nigdy – odparłem i
wytrzymałem jego zabójcze spojrzenie. Kiwnął głową i odszedł gdzieś z bratem.
- Przeszedłeś test! –
wykrzyknęła Megan i poklepała mnie po plecach – Możesz być z siebie dumny, mój
poprzedni chłopak go nie zaliczył – dodała.
- I co się z nim stało? –
zapytałem, bardzo ciekawy odpowiedzi.
- Zaginął w niewyjaśnionych
okolicznościach – powiedziała poważnym tonem Lily.
Musiałem chyba zrobić głupią
minę, bo obie wybuchnęły śmiechem.
- Spokojnie, był zwykłym
palantem, nic mu nie zrobili – wyjaśniła Megan – Chociaż ostrzę sobie pazurki
na nowe mięsko – powiedziała i spojrzała w kierunku… SNAPE’A?!
- Mówisz o Severusie S? –
zapytałem, będąc w niezłym szoku.
- Lubię takich Emo –
odparła. Spojrzałem na Lily, bo nic nie załapałem.
- Później ci wyjaśnię –
wyszeptała mi na ucho. Skinąłem głową.
- Snape lubi rude –
powiedziałem, spoglądając na wywracającą oczami Lil.
- Dobrze wiedzieć – odparła
Megan, potrząsnęła włosami i ruszyła w kierunku czarnowłosego.
Z
dziennika Syriusza Blacka
Tańczyliśmy z Czekoladką
gorące tango, seksowną rumbę oraz szaloną lambadę. Naprawdę dobrze się bawiłem,
chociaż zazwyczaj nie tańczę, w końcu nie lubię wprawiać ludzi w zachwyt nad
moją boską osobą. Chociaż, dobra, przyznaję, uwielbiam! Kocham być w centrum
zainteresowania, uwielbiam być podziwiany i naśladowany!
- Nie mam siły! – wydyszała
Dor i zaciągnęła mnie do stolika.
- Masz słabą kondycję –
zauważyłem. W końcu sam popracowałem nad formą, przestałem jeść chipsy i
zacząłem biegać. A musicie wiedzieć, że bieganie, gdy na dworze leży minimum 30
centymetrów śniegu, nie jest łatwe. Dlatego dzisiaj, mogę się pochwalić płaskim
brzuchem i niezłą formą. Oraz brakiem drugiego podbródka.
- No, maam – wyjęczała.
Nagle uniosła wyżej głowę i głośno wciągnęła powietrze – Czy twój brat tańczy z
Mary?! – wykrzyknęła i wskazała palcem.
Owszem, pod ścianą mój
młodszy braciszek, z cwaniackim uśmiechem obłapiał zadowoloną blondynkę.
- Chuć Blacków… –
skomentowała to Dorcas.
Z
dziennika Remusa Lupina
Stałem z panem Potterem obok
stołu z przekąskami i rozmawialiśmy o aspektach życia w stricte czarodziejskiej
wiosce.
- … także uważam… Czy ty
mnie w ogóle słuchasz, Remusie? – zapytał pan Charlus, patrząc na mnie, cóż,
całkiem jak syn. Te ich podobieństwo!
- Taak – odparłem, trochę
rozkojarzony – Przepraszam na chwilę – dodałem i odszedłem kawałek dalej.
Teraz miałem idealny widok
na moją dziewczynę, nieprzyzwoicie
tańczącą z bratem Syriusza. Tak jakbym zobaczył przed sobą czerwoną płachtę,
ruszyłem na chłopaka niczym taran.
- Merlinie, co oni
wyprawiają?! – krzyknęłam do Dorcas. Dosiadłam się do stolika przy którym
siedziała Dor wraz z Syriuszem i cicho wymienialiśmy uwagi na temat wesela. Jednak naszą
uwagę przyciągnęło zamieszanie na parkiecie. Syriusz wstał z krzesła.
- Remus okłada Regulusa
pięściami, a Mary zakrywa sobie dłonią usta – powiedział Syriusz, jakby to było
coś najnormalniejszego w świecie.
Wytrzeszczyłam oczy,
zebrałam fałdy kiecki w dłoń i podbiegłam do małego tłumu zaaferowanych gości.
- James, zrób coś! –
zawołałam do bruneta, który to nadbiegł zaraz za mną.
- Protego! – krzyknął J i
między bijącymi się facetami stanęła tarcza.
- Koniec przedstawienia! –
krzyknęłam do tłumu, a właściwie do kuzynów Jamesa, oraz do zdziwionych moich
kuzynów. Ugh, później wymaże im się to wspomnienie.
- Co was napadło? –
wysyczałam do poobijanej dwójki.
- O- on doobierał się do
Mary – powiedział Remus, chyba z gniewu się jąkając. O kurczę, a ja myślałam,
że on zawsze jest taki spokojny!
- Tańczyliśmy, palancie! –
odparł Regulus, wstając na nogi i otrzepując szatę – Spadam. Wesołego życia,
czy co to się tam życzy nowożeńcom – dodał, kiwnął nam głową i z cichym
trzaskiem się teleportował.
Spojrzałam na Jamesa i ten
jakby czytał mi w myślach, odciągnął Remusa na stronę.
- Mar, co tu się stało? –
zapytałam.
- Tańczyłam z Regulusem i
Remusowi zupełnie odbiło! Rzucił się na niego i zaczął go okładać pięściami –
odparła. Po policzkach płynęły jej łzy i rozmazywały jej tusz.
- Chodź – powiedziałam do
blondynki i zaprowadziłam ją do stolika, przy którym siedzieli Dor z Syriuszem
– Zajmijcie się nią – dodałam i poszłam szukać Jamesa i Remusa.
Moje poszukiwania nie trwały
długo, zakończyły się w łazience na parterze.
- Remus, co ci odwaliło? –
zapytałam chłopaka. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Przepraszam Lily,
zrujnowałem wasze wesele – odparł patrząc na naszą dwójkę.
- No stary, aż takich zasług
sobie nie przypisuj – powiedział James. Uśmiechnęłam się na ten tekst i
poklepałam Lunatyka po ramieniu.
- Ochłoń trochę i przeproś
Mary. Była przerażona – powiedziałam i wyciągnęłam Jamesa z toalety.
- Wisisz mi co najmniej dwa
tańce – dodałam. Skierowaliśmy się na zapchany parkiet.
Z
pamiętnika Petunii Dursley
Mama przejęła obowiązek
opieki nad Dudziaczkiem, więc mogłam szaleć razem z Vernonem na parkiecie! Tak
naprawdę określiłabym nas Królem i Królową imprezy, gdyby nie to, że jest to
wesele mojej siostry, więc to jej się należą honory.
- Mogłabym tak co wieczór! –
krzyknęłam do męża, próbując przekrzyczeć głośną muzykę.
- A ja chyba nie! –
odkrzyknął zasapany. Zaśmiałam się z jego nieporadnej miny i mocno przytuliłam.
Po tych idiotycznych
zabawach w rzucanie bukietu (złapała Dorcas!), oraz krawatu (Syriusz, to chyba
coś oznacza…), impreza powoli się kończyła.
- Jestem wykończona –
powiedziałam, zdejmując z obolałych stóp szpilki. Ziewnęłam i przytuliłam się
do cieplutkiego Jamesa – Zaniesiesz mnie? – zapytałam. Brunet uśmiechnął się i
teleportowaliśmy się do domu.
- Już nie jesteś zmęczona? –
zapytał James, gdy władowałam mu się do kabiny prysznicowej.
- Nie bardzo – odparłam i
przejechałam palcem po jego linii kręgosłupa. Po plecach przeszedł mu dreszcz.
- Nieładnie się bawisz –
powiedział i odwrócił się do mnie przodem. Uśmiechnęłam się lekko i przysunęłam
najbliżej jak mogłam. James spojrzał mi w oczy i gorąco pocałował.
Ta
noc była niewiarygodna.
***
Zupełnie nie podoba mi się ten rozdział. Tak właściwie nie opisałam ceremonii ślubnej z dwóch powodów - po pierwsze chciałam, żebyście sobie same to wyobraziły, po drugie - jestem leniem, nie miałam głowy do wymyślania jakiś formułek, czy innych tekstów, które się mówi przy takich uroczystościach i nie chciałam wpaść w jakieś płaczliwo-wzruszające tony. Także, cóż, jest jak jest. Następny rozdział dodam w niedzielę wieczorem, no chyba że uda mi się wcześniej.
Och chyba Lunatyk jest zazdrosny o swoją dziewczynę. Wesele cudowne ( pomijająć tą bójkę.)
OdpowiedzUsuńTen rozdział jest cudowny <3 Taki, taki awww *U* Życzę weny i czekam na next ;3
OdpowiedzUsuńPowiem ci że ten rozdział wcale nie jest zły ba jest nawet bardzo dobry :D uuu Lupin zazdrosny i nawet wybacze ci to że nie zabiłaś Snape'a xDDD czekam na next :*
OdpowiedzUsuńNareszcie poznałyśmy Gang Rudych hahaha :D Luniaczek zazdrosny? Nowość ::P Czeka na kolejną ;) Chce potterka !!! :3
OdpowiedzUsuń