- James, ostrożniej z tym
kufrem! – zawołałam do bruneta, wciągającego nasze kufry do pociągu. Tak, moi
drodzy, nastał ten dzień, ostatnia podróż na trasie Londyn – Hogsmeade. Rogacz
chciał się pokazać z tej swojej męskiej, umięśnionej strony i postanowił wciągnąć
do pociągu dwa kufry za jednym zamachem, co przeczyło wszelkim prawom fizyki i
matematyki. Trochę mi było głupio, on się siłował z bagażami, a ja stałam przed
wejściem do przedziału z klatką w której spał Jim, oraz z klatką w której
siedział obrażony Paddington i na niego syczałam. Ale wiecie, sam się za to
wziął! Bo jednak mózg od czegoś jest, mógł po prostu użyć zaklęcia, jak Remus.
- Uff, no to teraz już tylko
na górę – wysapał, wrzucając kufry na półkę nad siedzeniami.
- Jesteś bardzo dzielny –
powiedziałam, całując go w spocony policzek. Mój kufer był zapakowany po
brzegi, a przecież został potraktowany zaklęciem zwiększająco-zmniejszającym! Więc
swoje ważył.
- Pomyślcie, to nasza ostatnia
podróż tym pociągiem! – zauważył Remus, siadając obok Mary.
- No chyba, że zostaniesz
nauczycielem lub osobą sprzedającą słodycze, to wtedy jeszcze możesz się
przejechać tym pociągiem – odparła Dorcas, uśmiechając się znad rozpoczętej
tabliczki czekolady.
- Albo maszynistą – dodałam,
biorąc od Mary czekoladową żabę.
Więc tak sobie jechaliśmy,
każdy zajęty sobą, lub jak w przypadku Dor, czesaniem blackowych włosów.
- Lily, mogę cię prosić na
chwilę? – zapytał James, w pewnym momencie wstając z siedzenia i wyciągając do
mnie rękę. Bez wahania złapałam za ciepłą dłoń Rogacza i wyszliśmy z
przedziału.
- Dokąd idziemy? – spytałam,
gdy mijaliśmy kolejne puste przedziały.
- Niespodzianka – odparł
James, uśmiechając się. Gdy już przeszliśmy przez dwa wagony, w końcu J stanął
i powiedział:
- Wejdź do tego przedziału.
Więc weszłam, rozejrzałam
się i pomyślałam „O co chodzi?”. Był to zwykły przedział, zupełnie niczym nie
różniący się od reszty.
- Pewnie zastanawiasz się,
co tu robimy? – zapytał J – Już wyjaśniam. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie?
- Oczywiście, że tak –
odparłam, przypominając sobie zachowanie Jamesa i Syriusza w stosunku do
Snape’a. I to jak mnie wtedy wkurzyli.
- Pierwszy raz zobaczyłem
cię w tym przedziale. Chciałbym żeby to tutaj zaczęła się nasza wspólna
przyszłość – powiedział James, klękając przede mną i wyjmując z kieszeni spodni
pudełko – Lily Evans, czy wyjdziesz za mnie? – zadał to tak wyczekiwane przeze
mnie pytanie.
Wyobrażałam sobie tę chwilę
w przeróżnych miejscach. Na plaży, na romantycznej kolacji przy świecach, przy
rodzicach(co by było totalną katastrofą i żenadą), czy nawet po prostu w domu. Jednak
nigdy bym nie wymyśliła, że J wymyśli coś takiego! Jadący pociąg jest taki, hm,
nieoczywisty?
- James ja… - zaczęłam,
czując olbrzymią gulę w gardle. Wzruszenia.
- Oczywiście, że tak! –
zawołałam, czując spływające po policzku łzy.
Rogacz szybko podniósł się z
klęczek, otworzył pudełeczko i wsunął mi na palec pierścionek.
- Jest piękny – wyszeptałam.
- To pierścionek rodowy.
Każda przyszła pani Potter go nosiła – powiedział James, delikatnie łapiąc moją
dłoń i oglądając ją z pierścionkiem na palcu – Pasuje idealnie – stwierdził i
pocałował wierzch mojej dłoni.
- Mam pomysł – dodał i
wyciągnął różdżkę. Przyłożył ją do drewna znajdującego się nad siedziskiem i za
pomocą czarów wyrył mały napis.
- L.E+J.P 1978 –
przeczytałam i uśmiechnęłam się.
Powrót do przedziału w
którym siedzieli nasi przyjaciele był długi. Co chwilę zatrzymywałam się, a to
żeby popodziwiać swój pierścionek, albo żeby obdarzyć Jamesa pocałunkiem. W tym
momencie byłam najszczęśliwszą osobą w całym Wszechświecie!
- Zgodziła się! – zawołał J
na samym wstępie. Dalszą wypowiedz zagłuszył pisk, oraz gratulacje.
- Pokaż pierścionek! –
rozkazała Mary. Gdy już każdy nam pogratulował, dziewczyny pozachwycały się
pierścionkiem(Dorcas kazała sobie kupić swój pierścionek zaręczynowy jak
najszybciej, co Black skwitował ciężkim westchnięciem) wróciliśmy do tego co
robiliśmy wcześniej, czyli do typowych podróżnych czynności, jak czytanie,
granie w karty i rozmowy.
- James, stresuję się, a co
będzie jak twoi rodzice mnie nie polubią? – powiedziałam do Rogacza. Powoli
dojeżdżaliśmy do stacji w Londynie, a mnie dopadał coraz większy stres. Nasze
wcześniejsze plany wywróciły się o 180º, mieliśmy jechać na tydzień do moich
rodziców, odwiedzić Petunię i Vernona oraz Dudley’a, jednak w końcu wrócili z
misji rodzice bruneta i napisali w liście, że odbiorą nas z dworca i zabiorą do
siebie. No powiedzcie, jak mogłam odmówić? Nie mogłam, to oczywiste!
- Z miejsca cię pokochają,
tak samo jak ja – odparł J z uśmiechem. Uch. Więc ze stresu zupełnie zepsułam
swój manicure, przez co czułam się jeszcze gorzej, bo w końcu jak to mówi
Dorcas: „Paznokcie to wizytówka dziewczyny”. A moje były w opłakanym stanie.
- I dojechaliśmy! –
powiedział z entuzjazmem Syriusz, gdy pociąg się zatrzymał. Chłopcy zajęli się
bagażami, a my klatkami z naszą zwierzęcą trzodą.
Szłam za chłopakami, gdy
usłyszałam:
- James! Syriusz! Remusie,
ale wyrośliście! – zawołała pani Potter. Moja przyszła teściowa. O matko.
Stanęłyśmy z dziewczynami
trochę z boku, przyglądając się tej sielankowej scenie, gdy to pani Potter
ściskała i obcałowywała chłopaków, a pan Potter witał się uściskiem dłoni i
klepnięciem w plecy.
- Mamo, wystarczy – wyjęczał
James, trochę się wyrywając z objęć rodzicielki – Mamo, tato, poznajcie Lily.
Moją narzeczoną – powiedział z dumą w głosie James.
A ja, jak to z rudzielcami
bywa, zrobiłam się czerwona jak pomidor i wykrztusiłam powitanie.
- Więc to ty jesteś tą
słynną Wiewiórką! – wykrzyknął pan Potter, na co zgromiłam wzrokiem zacieszającego
paszczę Syriusza. Zabiję go później…
- Wołałabym po prostu Lily –
odparłam z grzecznym uśmiechem, jednak w sercu miałam chęć mordu.
- Niech ci się przyjrzę,
Lily – powiedziała pani Potter – Piękna, te włosy i te urocze piegi! Będę miała
śliczne wnuki – stwierdziła rodzicielka J, na co Łapa zakrztusił się ze
śmiechu.
- Syriuszuuu – wyjęczała
Dorcas, strofującym tonem.
- Mamo, nie zawstydzaj Lily.
Ale poznaj, to jest Dorcas Meadowes, narzeczona Syriusza – powiedział James,
wskazując na brunetkę – I Mary McDonald, dziewczyna Remusa – dodał, gdy Mary
podała rękę pani Potter. Więc już wszyscy się poznaliśmy, było miło, jednak jak
zwykle taką chwilę psuje Syriusz. I tak było tym razem.
- Musisz wiedzieć Doreo parę
rzeczy o Lily. Uwielbia ludziom grozić, dla przykładu naliczyłem, że mi już
groziła 17 razy i nawet dopuściła się czynów fizycznych, takich jak walnięcie w
nerkę, lub czochranie włosów, co jest niedopuszczalne – powiedział Syriusz.
Pani Potter spojrzała na
mnie zdziwiona, James zaczął się śmiać, a pan Potter, cóż dołączył do syna.
- Proszę go nie słuchać,
pani Potter – powiedziałam, delikatnie kopiąc Syriusza w kostkę. Chciałam
mocniej… - Syriusz sobie żartuje, zresztą jak zawsze, prawda Łapo? – zapytałam,
a brunet z niezadowoloną miną pokiwał głową.
Pani Potter lekko
odetchnęła(pewnie nie chciałaby mieć terrorysty w rodzinie, ale cóż, będzie
miała…), uśmiechnęła się i zapytała:
- Pochodzisz z mugolskiej
rodziny, tak Lily?
- Tak, z tego co wiem, to w
mojej rodzinie nie ma czarodziei – odparłam, spoglądając na pogrążonego w
rozmowie z tatą Jamesa – Mam nadzieję, że to pani nie przeszkadza? – zapytałam,
robiąc zmartwioną minę.
- Och dziecko, oczywiście,
że nie! Z tego co mówił James, to miałaś najlepsze wyniki na roku!
- Na równi z Remusem –
poprawiłam.
- Gdyby tylko James uczył
się tak dobrze! – westchnęła pani Potter – O i jest nasz świstoklik!
Dzięki świstoklikowi
przenieśliśmy się do Doliny Godryka. Niestety tylko my, w sensie ja, James i
jego rodzice. Syriusz z Dorcas pojechali do jego odziedziczonego domu, a Mary
zmusiła Remusa do odwiedzenia jej rodziny.
- Mają państwo piękny dom –
powiedziałam, gdy przekroczyliśmy próg posiadłości.
- Dziękuję kochana. Ależ oni
się guzdrzą z tymi kuframi! – odparła kobieta – Wnieście je od razu na górę,
Lily zajmie sypialnię naprzeciwko twojej, James.
- A nie może spać u mnie? –
zapytał Rogacz, robiąc smutną minę. O Boże.
- Jameees – jęknęłam cicho i
spojrzałam z naganą na bruneta. Pani Potter zaśmiała się i powiedziała:
- Jeżeli tylko chce nocować
w tym bałaganie, to proszę bardzo. Chodź Lily do kuchni, napijemy się herbaty –
powiedziała, prowadząc mnie korytarzem do sporego pomieszczenia. Kuchnia
państwa Potter była wielka i wysprzątana na wysoki połysk, pani Genowefa nigdy
nie uzyskała u nas takiego efektu.
- To powiedz mi, jakie macie
plany? – zapytała kobieta, podając mi parującą filiżankę.
- Po wizycie u państwa
wybierzemy się do moich rodziców i pewnie odwiedzimy moją siostrę, niedawno
urodziła dziecko, a jeszcze go nie widziałam – odparłam, prawie sobie parząc
usta gorącą herbatą.
- A kiedy ślub? – zapytała,
podając paterę z ciastkami. O nie, wyjdzie na jaw moje łakomstwo!
- Mamoo, dopiero co się
oświadczyłem! – powiedział James, wchodząc do kuchni i pakując sobie do ust
spore ciastko.
- Ale ja chcę mieć wnuka –
oświadczyła pani Potter, śmiejąc się z mojej przerażonej miny – Oczywiście, nie
naciskam. Jednak swoje lata już mam i chciałabym mieć pewność, że mój jedynak
ma swoją rodzinę.
Do kuchni wszedł pan Potter,
mówiąc małżonce że zawsze wygląda bosko(to chyba jakaś rodzinna cecha) i
zaproponował, żeby James oprowadził mnie po domu.
- … I moja sypialnia –
powiedział, otwierając drzwi. Pokój typowego faceta, bałagan, chociaż przebywał
w nim może z dziesięć minut.
- Podobają mi się te
gryfońskie proporczyki – stwierdziłam, rozglądając się po pokoju. Bo chyba nie
będę komentować rozwalonego na środku kufra, oraz brudnej klatki Paddingtona,
stojącej na biurku.
- Więc nocujesz tutaj? –
zapytał James, zamykając mnie w swoich ramionach.
- Chcesz, żeby twoi rodzice
pomyśleli, że jestem puszczalska? – odpowiedziałam pytaniem.
- Nigdy tak nie pomyślą! –
odparł James, mocniej mnie przytulając – Chcesz żebym się do ciebie zakradał w
nocy, jak ten, jak mu tam było, hmmm, o wiem, Romeo?
Cóż, gdy wyobraziłam sobie J
jako Romea to cóż, tylko parsknęłam śmiechem.
- Lily, no weeeź. Przecież
byłem grzeczny, nie karz mnie – wyszeptał, zbliżając się z ustami do mojej
szyi. O nie, alarm, alarm! Niestety, moją wadą jest to, że mam bardzo czułą
szyję. Jak tylko James ją dotknie lub pocałuje, od razu się rozpływam jak
masło, czy inny tłuszcz. Co jest dosyć dziwnym porównaniem, ale dobra.
- Będziesz tutaj nocować? –
zapytał, sunąc ustami po szyi i co chwilę, składając na niej pocałunek. O
Morgano.
- Tak – odparłam,
przymykając oczy i dając się pocałować w usta.
- Łatwizna – skwitował to James,
gdy już się od siebie oderwaliśmy.
- I jak ci smakuje creme
brulee? – zapytała pani Potter, gdy już byliśmy przy deserze. W domu Rogacza
kolacja jest bardzo wykwintna, przebraliśmy się do niej, James o dziwo się
uczesał i zostały podane wielkie ilości przeróżnych dań.
- Jest przepyszny, tak dobry
jadłam tylko we Francji – odparłam uśmiechając się do pani domu.
- Lily zwiedziła z rodzicami
kawał Świata – zagaił brunet – Zwiedziła pół Europy, byli też w Stanach,
Brazylii – zaczął wyliczać James.
- Moi rodzice uwielbiają
podróże, co wakacje tata zabierał nas w coraz to ciekawsze miejsca – powiedziałam,
myśląc czy poproszenie o dokładkę deseru nie będzie odebrane jako wielkie
łakomstwo.
- A czym zajmują się twoi
rodzice? – zapytał pan Potter, popijając kawę.
- Mój tata jest maklerem na
giełdzie, a mama była modelką – odparłam.
- To już wiemy skąd się wzięła
twoja uroda, mama modelka! – powiedział pan Potter, na co się zaczerwieniłam
jak burak – James zawsze miał dobry gust – dodał, patrząc z dumą na syna.
- Ale powiedz, jak to się
stało, że jesteście razem? Z tego co James opowiadał, od początku go odtrącałaś
– zauważyła pani P.
- James bardzo w tym roku
wydoroślał, zaczęło się od trochę wymuszonej randki, a skończyło na zaręczynach
– odparłam, przypominając sobie naszą pierwszą randkę w kawiarence u pani
Pudditfoot.
- Tak , widzę, że James się
zmienił – powiedziała pani Potter, gdy J odsunął mi krzesło jak wstawałam –
Miłej nocy kochani – dodała, odprowadzając wzrokiem naszą dwójkę.
***
Mam jeszcze pytanie, znacie jakieś opowiadania o Huncwotach,
gdzie są dodawane rozdziały częściej niż raz na miesiąc? Zastanawiam się, czy to tylko ja, jestem tak płodna "twórczo"? :) W tym miesiącu dodałam 18(!!) rozdziałów, aż zaczynam się zastanawiać, czy wszystko jest ze mną OK i czy nie przesadzam...
Więc, jak znacie jakieś fajne blogi, możecie podrzucić linki w komentarzach, będę wdzięczna.