Od
powrotu do szkoły minęły już dwa tygodnie. Dni były przepełnione zajęciami,
nauką, bieganiem od biblioteki do Pokoju Wspólnego i próbami ucieczki przed
Rozczochrańcem. Napuszony Łeb, jak to on, chodził nadęty jak dynia i tylko co
spotkał jakaś znajomą osobę wrzeszczał „W końcu Evans zmiękła! Idziemy na
randkę!”. Hm, no cóż. Niektórzy mu gratulowali, inni patrzyli jak na osobę
obłąkaną. I tak po dwóch tygodniach, chyba każdy uczeń, nauczyciel oraz duch
wiedział, że wybieram się z Rogaczem na randkę. Próbowałam tego w żaden sposób
nie komentować, ale gdy kolejna dziewczyna z naszego roku podchodziła do mnie i
gratulowała mi wyrwania takiej partii,
myślałam, że oszaleję. Dlatego starałam się unikać tej ferajny - czytaj
Pottera, Blacka, Lupina i Pettigrew. Właściwie większość czasu spędzałyśmy z
dziewczynami w bibliotece. Ja im pomagałam w eliksirach, a one mi w zaklęciach.
Było
piątkowe popołudnie gdy Dorcas wpadła na swój kolejny „genialny” pomysł:
- A
co wy na to, żeby zorganizować damską posiadówę? - zapytała drapiąc się w brodę
i lekko na nas zezując. Taa, miny to Dorcas robi świetne! - Porobimy sobie te
mugolskie masreczki…
-
Maseczki, Dor - wtrąciłam cicho chichocząc z jej „masreczek”.
- No,
przecież to powiedziałam! Pomalujemy paznokcie, pogadamy, poplotkujemy… -
urwała patrząc to na Mary, to na mnie z nadzieją.
- W
sumie niezły pomysł - odparła Mary, zwijając swoje wypracowanie z Transmutacji -
Szczerze mówiąc mam dość tego zakuwania. No i pomyślimy w co Lilka się ubierze
w niedziele! - dodała szczerząc się jak nienormalna. Eh, tak, domyślacie się
zapewne o co chodzi. W tą niedziele odbędzie się moja „gorąca randka” - jak
mówi Black, z Potterem. Od Remusa, którego kiedyś przydybałam samego w klasie,
dowiedziałam się, że Potter szykuje coś szczególnego i ogólnie powinno mi się podobać.
No, zobaczymy.
-
Nie przesadzajmy, nie będę się stroić dla tego Pawiana - odparłam pakując zwoje
pergaminów do torby - Ubiorę się w dżinsy i…- przerwał mi ryk Dor:
-
Żadne dżinsy, Evans! Sukienkę zakładasz, to randka! - aha, już słyszę tup, tup,
tup.
- Kto
się wydziera w mojej bibliotece?! - zawołała(a ona to może?!) nowa
bibliotekarka pani Pince. Droga pani Fish odeszła na emeryturę, bidulka, miała
już 120 lat i niedowidziała, czasem gubiła się między regałami i nawoływała,
żeby jej pomóc.
-
Wypad! - wrzasnęła czerwona jak burak bibliotekarka i wyrwała nam książki z
rąk. Ewakuacja!
-
Dobrze, niech się pani tak nie spina - odparła Dor i wybiegła za nami. Nawet na
korytarzu słychać było krzyki pani Pince o nieznośnej młodzieży.
-
Wracając do naszej posiadówy, to ok - odparła Mary - Poproszę Remusa,
przyniesie nam jakieś żarcie z kuchni - dodała i oddaliła się w stronę
korytarza na 4 piętrze, teraz tam Lupin jako prefekt miał obchód. Taa, ja też
nie wiem po co te obchody i dyżury, ale słyszałam, że prefekci odbierają coraz
więcej dziwnych amuletów ochronnych i innej niebezpiecznej szmiry.
- Do
Wspólnego? - zapytała Dor. Kiwnęłam głową i poszłam za przyjaciółką.
-
Dorcas! Lily! - ehh i koniec spokoju. Zza zakrętu wybiegli Black i Potter.
Zdyszani podbiegli do nas i Black oparł się na Dor.
-
Huuu, forma już nie ta - powiedział dysząc jak hm, pies. – No, piękne wiedźmy,
co robimy dziś wieczorem? - zapytał oplatając nas swymi długimi łapami za
szyje.
-
Black, umyj się w końcu - powiedziałam i wywinęłam się z jego śmierdzącego
uścisku.
-
Oho, jacy jesteśmy delikatni! Pomagaliśmy Hagridowi w ogródku, miał pełno
gnomów. A poza tym, wiesz Rudzielcu, teraz wydzielam feromony czy inne jakieś
dziwne rzeczy, więc powinnaś się na mnie dosłownie rzucić - dodał w ogóle nie
przejmując się moją uwagą.
-
Taa, ale prysznic nie zaszkodzi - dodałam i ostentacyjnie zatkałam sobie nos.
-
Dobra, wracając do początku rozmowy, co dziś robimy? - Zapytał Potter
odbierając ode mnie torbę. O, jak miło. No, ciężka była!
- My nic nie robimy. Wy siedzicie u
siebie, a my z dziewczynami u siebie - odparłam.
-
Właściwie Lily, czemu nie? – zapytała Dor - Jak chcecie to wpadnijcie do
naszego dormitorium - dodała i uśmiechnęła się tym swoim najsłodszym uśmiechem,
działającym na każdego, nawet na Slughorna.
-
Hm, Dor, ja wiem, że ty czasem masz sklerozę, ale jak oni mają wejść? Alarm się
włączy i zjadą na tych swoich chudych dupach do Pokoju Wspólnego - odparłam
zdziwiona niewiedzą mojej przyjaciółki.
-
Evans, nie martw się, będziemy my, alarm nie zostanie uruchomiony - powiedział
Black patrząc na Pottera. Taa, już w myślach się cieszyłam, widząc ich, takich
poniżonych po zjechaniu na tyłkach, przy wszystkich Gryfonach! Co to będzie za
widok!!
-
OK., proszę bardzo, spróbujcie - powiedziałam uśmiechając się, a w duchu
umierając ze śmiechu. – Wiecie planujemy piżama party, więc zabierzcie swoje -
dodała Dorcas i uśmiechnęła się zalotnie do Blacka. Ugh, tylko nie to! Dor nie
flirtuj!
Przeszliśmy
przez portret Grubej Damy (hasło: Solone śledzie).
-
No, to do 19! - Zawołałam do wyszczerzonego Rozczochrańca i jego kompana.
- No
i widzisz Dor, wiedziałam, że tym łajzom się nie uda - powiedziałam do brunetki
nakładającej mi zieloną maseczkę na twarz - He He He, tylko czekam aż rozlegnie
się alarm! – dodałam z głupim uśmieszkiem na twarzy. Wiedziałam! Jest już
19:15, a ich nie ma. Bo niby jak mieli by się tu znaleźć? Chronią nas schody, w
zamku nie można się teleportować, jak inaczej mieli by się tu dostać?
-
Oj, Lilka, ty to tak nie wierzysz w chłopaków! - powiedziała Mary malując sobie
paznokieć palca wskazującego czerwonym lakierem - Myślę, że coś wymyślili, w
końcu mówiłyście, że byli tacy pewni siebie.
Phi,
przecież oni zawsze są pewni siebie! No, nic. Podeszłam do okna, żeby je otworzyć,
wieczór jak na połowę września był bardzo ciepły, już robiło się lekko ciemno,
gdy…
- Na
Merlina, potwór!! - wrzasnął Black wiszący na swoim Zmiataczu 3.66 naprzeciwko
naszego okna. Taa, możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy zobaczyłam trzy
postacie siedzące na miotłach zaglądające przez nasze okno. O, kurczę, udało
się im!
-
Suń dupę, Ruda, wlatujemy! - zawołał Syriusz i śmignął koło mojej głowy. Po
chwili trzech z czterech Huncwotów było w naszej sypialni.
- I
co, Liluś, cieszysz się, że masz takiego mądrego mężczyznę? - zapytał Potter -
To ja wpadłem na ten pomysł, no musiałem zobaczyć jak wyglądasz w piżamie -
dodał szczerząc zęby i czochrając tego swojego mopa na głowie.
-
Udało się wam! - zawołała Mary i wskazała im miejsca na podłodze koło siebie i Dor. A te szumowiny, rozsiadły
się jak u siebie i zaczęły jeść nasze chipsy!
-
Lily była przekonana, że wam się nie uda - powiedziała Dor robiąc słodkie oczy
do Blacka - Mówiła, że się poniżycie i coś o chudych tyłkach też mówiła -
dodała patrząc na mnie z potępieniem. No dzięki, Dorcas, wszystko im wygadaj!
Jak zawsze, długi jęzor brunetki rozpowiada wszystko.
-
Ruda, chcesz popodziwiać nasze zgrabne tyłeczki? - zapytał Black ruszając
zabawnie brwiami, po czym złapał Poczochrańca za dżinsy i opuścił je co
najmniej do połowy jego tylniej części ciała.
-
Kurwa, Łapo, opanuj się - warknął Potter, poprawiając swoje ubranie i robiąc
się czerwonym! Serio, zarumienił się jak dziewczyna! Cóż, jak ja, przekleństwo
rudzielców!
-
Ale zobacz, Lilce się podobało, czerwoniutka jak jabłuszko - dodał Remus
mrugając do Blacka.
Nie
wiem jak on mógł zobaczyć cokolwiek przez tą warstwę maseczki na twarzy, ale
OK. Może szyje mam czerwoną.
- Dobra,
Dor zmywaj mi to ohydztwo, bo mnie twarz piecze - powiedziałam, udając że nie było Sprawy
Tyłkowej. Dor, za pomocą różdżki ściągnęła mi to coś z twarzy.
- To
co robimy? Gramy w butelkę?- zapytał chytrze Potter. O nie, ja już wiem co ci
po tym łbie chodzi!
-
Pośpiewamy, mam karaoke - odparłam i wyciągnęłam sprzęt z kufra. Trzeba dodać,
że to sprzęt mugolski, ale ulepszony za pomocą magii.
- A
co to jest to karałoke?- zapytał Black z ustami wypełnionymi żelkami.
-
Syriuszu, to jest ekstra, mówię ci! – zawołała Dor - To taki mugolski sprzęcik,
który ma te mikropfony i do nich się śpiewa, na tym ekraniku wyświetla się
tekst piosenki i to jest właśnie karałokee - dodała dumna ze swojej wiedzy
brunetka. Chyba widać, a raczej słychać, że nie chodzi na Mugoloznawstwo. Mary
tylko plasnęła się w czoło i porozumiewawczo uśmiechnęła.
-
Dobra, to ja podłączę i ustalcie kolejkę wycia - odparłam i zaczęłam wsadzać te
wszystkie kabelki od mikrofonów i inne części sprzętu.
Po chwili zamieszania wyszło ze „śpiewamy” w parach, ta domyślacie się - Dor-Syriusz, Mary-Remus i ja- Poczochraniec. Zawsze pokrzywdzona!
Po chwili zamieszania wyszło ze „śpiewamy” w parach, ta domyślacie się - Dor-Syriusz, Mary-Remus i ja- Poczochraniec. Zawsze pokrzywdzona!
Zaczęła
para Dor- Syr( ale to brzmi…) śpiewali piosenkę mugolskiej piosenkarki pod
tytułem „I will always love you”. No nie powiem, całkiem nieźle im to szło, słodki
głos Dor mieszał się z całkiem męskim głosem Blacka. No, no mogli by nawet coś nagrać
razem.
Po
tym jakże wzruszającym występie nastąpił popis Remusa i Mary. Piosenka
Szmirowatych Szczurów pod tytułem „Kociołek pełen żabiego skrzeku”. Nie powiem,
zacny wybór. Piosenka ta królowała przez pół roku na liście przebojów Radia
Magik. Remus radził sobie zadziwiająco dobrze, ale Mary, cóż, lepiej tego nie
komentujmy, nie ma dziewczyna głosu.
-
Dobra Potter, do kibla marsz, musimy się naradzić - powiedziałam i pociągnęłam
go za koszulkę.
-
Whooaa, delikatniej - odparł Rogacz poprawiając swoją koszulkę z wizerunkiem
złotego znicza.
-
Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać. Musimy wygrać ten konkurs -
powiedziałam na jednym wydechu.
-
Przecież to nie konkurs - odparł Osobnik patrząc na mnie jak na głupią. Hm, to
nie konkurs?
- I
tak musimy być najlepsi. Śpiewamy to – pokazałam mu karteczkę z wykonawcą i
tytułem piosenki.
- Ale to śpiewa babka! - westchnął Okularnik
krzywiąc się - Mam piszczeć?
- Śpiewaj
normalnie zwrotki, ja się zajmę refrenem - odparłam i przywołałam zaklęciem
Accio srebrną kieckę przed kolana.
-
OK, Potter ufam Ci, odwróć się, a ja się przebiorę i zajmiemy się tobą -
dodałam patrząc uważnie czy nie podgląda. O dziwo nawet nie drgnął.
-
Już - powiedziałam i zaczęłam różdżką prostować włosy, a drugą ręką malować
usta na czerwono.
-
Wow, Lily, no wyglądasz… wow - powiedział jak zwykle elokwentny Rogacz i
zlustrował mnie wzrokiem.
- Co
wy tam robicie?! - wrzasnął Syriusz
spod drzwi.
-
Potter sika, wiesz?! – odwrzasnęłam - Szykujemy się! Przygotować się na show,
robaczki!
Uczesałam
Potterowi włosy mokrym grzebieniem, wyczarowałam muszkę (taki niby krawat, ale
tak naprawdę kokardka) i założyłam na szyję Wypłosza.
-
Dobra mikrofon do łapy i wychodzimy! – powiedziałam podjarana jak dzika
wiewiórka - Włączcie muzykę!!
Gdy
z pokoju popłynęły dźwięki muzyki za pomocą różdżki Potter wyłączył światło w
sypialni i weszliśmy!
Pokój
tonął w mroku, jedynym światłem były różdżki naszych przyjaciół, którymi
machali jak mugole zapalniczkami na koncertach. No co, widziałam w telewizji.
Rozczochraniec
wszedł do pokoju i zaczął śpiewać pierwszą zwrotkę, o dziwo nie fałszując.
Muszę z przykrością stwierdzić, że śpiewał najlepiej ze wszystkich. Gibał się
jak gibon, zarzucając biodrami na każdą stronę niczym tancerka hula i rzucając
widowni boskie uśmiechy.
And
he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure
and it's gotta be soon
And he's gotta be larger than life!
larger than life.
Somewhere after midnight
in my wildest fantasy
Somewhere just beyond my reach
there's someone reaching back for me.
Racing on the thunder and rising with the heat
It's gonna take a superman to sweep me off my feet.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the end of the night.
He's gotta be strong
and he's gotta be fast
And he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure
and it's gotta be soon
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure
and it's gotta be soon
And he's gotta be larger than life!
larger than life.
Somewhere after midnight
in my wildest fantasy
Somewhere just beyond my reach
there's someone reaching back for me.
Racing on the thunder and rising with the heat
It's gonna take a superman to sweep me off my feet.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the end of the night.
He's gotta be strong
and he's gotta be fast
And he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure
and it's gotta be soon
(tekst Holding Out For A Hero– Bonnie Tyler)
Zaczęłam
jak to ja, niestety, trochę fałszować. Z min reszty nie dało się niczego
wyczytać, ale Rogaczowi się chyba podobało. Kończyliśmy już nasz występ gdy
nagle Potter chwycił mnie za rękę, okręcił dookoła osi i przechylił na ramieniu
jak na romantycznych filmach. Myślałam, że zaraz przysunie się z tą swoją
niestety przystojną twarzą, ale o dziwo nie zrobił tego. Pomógł mi się wyprostować,
po czym ukłoniliśmy się w stronę naszej widowni, przy dźwiękach braw i dzikich
gwizdów w wykonaniu Syriusza i Remusa.
-
Whooaa, nieźle brachu - rzucił Syriusz do Okularnika, po czym zwrócił się do
mnie - Ty też, Ruda Wiewióro byłaś niezła, no ale kiecka pierwsza klasa - dodał
lustrując wzrokiem moje nogi.
Potter
walnął go w czerep ze słowami „nie gap się”, po czym usiedliśmy. Chłopcy
zaczęli opowiadać o swoich wakacjach w Dolinie Godryka, przy okazji
dowiedziałyśmy się z dziewczynami, że Syriusz opuścił swą rodową posiadłość i
zamieszkał u Rogacza. Nikt nie wypytywał z jakiego powodu, chyba żadna z nas nie
chciała być niedyskretna i wścibska.
- A
tak w ogóle to gdzie jest Peter? - zapytała Mary, gdy nastała dziwna chwila
milczenia.
- Ma
szlaban - odparł Jam, hm, to jest Rogacz.
-
Bez was? – zapytała zdziwiona Dor - Co zrobił?
-
Ekhm, Filch go przydybał na jedzeniu czekolady w bibliotece, pani Pince to
usłyszała i dała mu szlaban. Czyści półki w bibliotece. Bez magii - odparł
Black klepiąc się po brzuchu. Zżarł nam całe żelki, buu.
- A
tak właściwie, to co Filch robił w bibliotece? To on UMIE czytać?- zapytała
Dorcas. Ehhh.
-
Dor, to że jest tylko woźnym nie oznacza, że jest analfabetą - odparłam
zagryzając czekoladową żabę - Patrz na takiego Pottera, jakoś się nauczył
czytać, nie słodziaku?- zapytałam uśmiechając się ironicznie.
-
Oj, Lily, nie doceniasz mnie. – powiedział Osobnik z pogardliwym uśmieszkiem -
Chcesz to możesz się przekonać co potrafię - dodał poruszając brwiami jak idiota
i szczerząc kły - Na przykład możemy iść do mojej sypialni i tam…ughh..bbb -
przerwał, ponieważ zatkałam mu usta, cała czerwona. Jednak szybko oderwałam
rękę od jego twarzy bo ją polizał.
-
Ugh, Potter, to było obrzydliwe! - zawołała Mary śmiejąc się z mojej miny. Moja
ulubiona ręka skażona śliną Pottera! Uh.
-
Teraz ją umyjesz - wysyczałam i skierowałam się znowu do naszej łazienki.
Słyszałam człapanie więc Rozczochraniec poszedł za mną.
- Myj
- rozkazałam pokazując na kurek od umywalki i moje ulubione malinowe mydełko.
-
Lily, przecież wiesz, że dla mnie to przyjemność, umyć twoje śliczne rączki z
mojej śliny, naprawdę – powiedział podstawiając moją dłoń pod strumień letniej
wody. Szczerze mówiąc, chyba wypiłam za dużo Ognistej, bo normalnie szorowałabym
tą rękę sama. Na Merlina, co ja wyprawiam?!
-
Dobra, czysta - powiedział Potter wycierając moją dłoń w zielony ręcznik. To
było dziwne, ale wyszliśmy z kibelka trzymając się za ręce. W pokoju o dziwo,
było cicho i ciemno, Mary i Dor spały na moim łóżku, Black wyciągnął się na
łóżku Dor, a Remus na łóżku Mary. Noo heelloł!
-
Hm, chyba pójdę spać do Pokoju Wspólnego - wyszeptałam wzięłam piżamę, żeby przebrać
się w łazience. Gdy weszłam z powrotem do sypialni Pottera w niej nie było.
Dziwne - pomyślałam i założyłam szlafrok. Zeszłam do Pokoju Wspólnego, i o mało
nie umarłam ze strachu!
-
Potter! O, ludzie, ale się przestraszyłam - wyszeptałam łapiąc się za serce.
Potter w najlepsze leżał rozłożony na najwygodniejszej kanapie, na której
chciałam spać!
-
Lily, Lily, Lily, myślałaś że wychowywały mnie małpy? Jestem dżentelmenem i
chciałem ci zaproponować nocleg w pokoju Huncwotów, czyli naszym nowym gniazdku
miłości - odparł Rogacz uśmiechając się szelmowsko i wyciągając do mnie rękę.
A
więc mam do wyboru mało wygodną kanapę i miłe łóżka moich znajomych, w dodatku
co najmniej dwa puste łóżka.
-
OK, ale bez podtekstów, tylko się prześpię na łóżku Blacka lub Lupina - powiedziałam
i skierowałam się w stronę pokoju Huncwotów.
- Na
Blacka nie radzę, śmierdzą mu stopy, a Remusa łóżko jest zawalone książkami i
innymi duperelami - odparł „dżentelmen” i dodał - Odstąpię ci moje łóżko, jest
czyściutkie, pachnące i ma milutką pościel.
Ehh.
-
Dziękuję - pisnęłam nie swoim głosem. No co, jestem pierwszy raz w takiej
sytuacji! Naprawdę nie pakuję się chłopakom do łóżek, jestem grzeczna -
kolacyjka, paciorek i spanie we własnym łóżeczku. A tu taka sytuacja,
hemoglobina… że co?
-
Proszę bardzo - odparł Potter uśmiechając się i wskazując ręką na swoje łóżko.
Rzeczywiście wyglądało zachęcająco, granatowa pościel, dwie duże poduchy i na
wierzchu milutki fioletowy koc. Nice! Położyłam się pod czujnym wzrokiem
Okularnika i owinęłam kołdrą. Otulił mnie delikatny zapach męskich perfum,
całkiem niezłych. Potter ułożył się na łóżku obok, chyba Blacka i cicho
westchnął.
-
Pomyślałabyś, że będziesz kiedyś ze mną spać? - zapytał Idiota.
-
Nie śpię z tobą, tylko obok na osobnym łóżku. Śpij – odparłam cicho. Po
chwili w pokoju zrobiło się cicho, Potter chyba usnął. Po paru minutach i ja
usnęłam…