niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 2 Wieczór w damskim dormitorium



Od powrotu do szkoły minęły już dwa tygodnie. Dni były przepełnione zajęciami, nauką, bieganiem od biblioteki do Pokoju Wspólnego i próbami ucieczki przed Rozczochrańcem. Napuszony Łeb, jak to on, chodził nadęty jak dynia i tylko co spotkał jakaś znajomą osobę wrzeszczał „W końcu Evans zmiękła! Idziemy na randkę!”. Hm, no cóż. Niektórzy mu gratulowali, inni patrzyli jak na osobę obłąkaną. I tak po dwóch tygodniach, chyba każdy uczeń, nauczyciel oraz duch wiedział, że wybieram się z Rogaczem na randkę. Próbowałam tego w żaden sposób nie komentować, ale gdy kolejna dziewczyna z naszego roku podchodziła do mnie i gratulowała mi wyrwania takiej partii, myślałam, że oszaleję. Dlatego starałam się unikać tej ferajny - czytaj Pottera, Blacka, Lupina i Pettigrew. Właściwie większość czasu spędzałyśmy z dziewczynami w bibliotece. Ja im pomagałam w eliksirach, a one mi w zaklęciach.
Było piątkowe popołudnie gdy Dorcas wpadła na swój kolejny „genialny” pomysł:
- A co wy na to, żeby zorganizować damską posiadówę? - zapytała drapiąc się w brodę i lekko na nas zezując. Taa, miny to Dorcas robi świetne! - Porobimy sobie te mugolskie masreczki…
- Maseczki, Dor - wtrąciłam cicho chichocząc z jej „masreczek”.
- No, przecież to powiedziałam! Pomalujemy paznokcie, pogadamy, poplotkujemy… - urwała patrząc to na Mary, to na mnie z nadzieją.
- W sumie niezły pomysł - odparła Mary, zwijając swoje wypracowanie z Transmutacji - Szczerze mówiąc mam dość tego zakuwania. No i pomyślimy w co Lilka się ubierze w niedziele! - dodała szczerząc się jak nienormalna. Eh, tak, domyślacie się zapewne o co chodzi. W tą niedziele odbędzie się moja „gorąca randka” - jak mówi Black, z Potterem. Od Remusa, którego kiedyś przydybałam samego w klasie, dowiedziałam się, że Potter szykuje coś szczególnego i ogólnie powinno mi się podobać. No, zobaczymy.
- Nie przesadzajmy, nie będę się stroić dla tego Pawiana - odparłam pakując zwoje pergaminów do torby - Ubiorę się w dżinsy i…- przerwał mi ryk Dor:
- Żadne dżinsy, Evans! Sukienkę zakładasz, to randka! - aha, już słyszę tup, tup, tup.
- Kto się wydziera w mojej bibliotece?! - zawołała(a ona to może?!) nowa bibliotekarka pani Pince. Droga pani Fish odeszła na emeryturę, bidulka, miała już 120 lat i niedowidziała, czasem gubiła się między regałami i nawoływała, żeby jej pomóc.
- Wypad! - wrzasnęła czerwona jak burak bibliotekarka i wyrwała nam książki z rąk. Ewakuacja!
- Dobrze, niech się pani tak nie spina - odparła Dor i wybiegła za nami. Nawet na korytarzu słychać było krzyki pani Pince o nieznośnej młodzieży.
- Wracając do naszej posiadówy, to ok - odparła Mary - Poproszę Remusa, przyniesie nam jakieś żarcie z kuchni - dodała i oddaliła się w stronę korytarza na 4 piętrze, teraz tam Lupin jako prefekt miał obchód. Taa, ja też nie wiem po co te obchody i dyżury, ale słyszałam, że prefekci odbierają coraz więcej dziwnych amuletów ochronnych i innej niebezpiecznej szmiry.
- Do Wspólnego? - zapytała Dor. Kiwnęłam głową i poszłam za przyjaciółką.
- Dorcas! Lily! - ehh i koniec spokoju. Zza zakrętu wybiegli Black i Potter. Zdyszani podbiegli do nas i Black oparł się na Dor.
- Huuu, forma już nie ta - powiedział dysząc jak hm, pies. – No, piękne wiedźmy, co robimy dziś wieczorem? - zapytał oplatając nas swymi długimi łapami za szyje.
- Black, umyj się w końcu - powiedziałam i wywinęłam się z jego śmierdzącego uścisku.
- Oho, jacy jesteśmy delikatni! Pomagaliśmy Hagridowi w ogródku, miał pełno gnomów. A poza tym, wiesz Rudzielcu, teraz wydzielam feromony czy inne jakieś dziwne rzeczy, więc powinnaś się na mnie dosłownie rzucić - dodał w ogóle nie przejmując się moją uwagą.
- Taa, ale prysznic nie zaszkodzi - dodałam i ostentacyjnie zatkałam sobie nos.
- Dobra, wracając do początku rozmowy, co dziś robimy? - Zapytał Potter odbierając ode mnie torbę. O, jak miło. No, ciężka była!
- My nic nie robimy. Wy siedzicie u siebie, a my z dziewczynami u siebie - odparłam.
- Właściwie Lily, czemu nie? – zapytała Dor - Jak chcecie to wpadnijcie do naszego dormitorium - dodała i uśmiechnęła się tym swoim najsłodszym uśmiechem, działającym na każdego, nawet na Slughorna.
- Hm, Dor, ja wiem, że ty czasem masz sklerozę, ale jak oni mają wejść? Alarm się włączy i zjadą na tych swoich chudych dupach do Pokoju Wspólnego - odparłam zdziwiona niewiedzą mojej przyjaciółki.
- Evans, nie martw się, będziemy my, alarm nie zostanie uruchomiony - powiedział Black patrząc na Pottera. Taa, już w myślach się cieszyłam, widząc ich, takich poniżonych po zjechaniu na tyłkach, przy wszystkich Gryfonach! Co to będzie za widok!!
- OK., proszę bardzo, spróbujcie - powiedziałam uśmiechając się, a w duchu umierając ze śmiechu. – Wiecie planujemy piżama party, więc zabierzcie swoje - dodała Dorcas i uśmiechnęła się zalotnie do Blacka. Ugh, tylko nie to! Dor nie flirtuj!
Przeszliśmy przez portret Grubej Damy (hasło: Solone śledzie).
- No, to do 19! - Zawołałam do wyszczerzonego Rozczochrańca i jego kompana.


- No i widzisz Dor, wiedziałam, że tym łajzom się nie uda - powiedziałam do brunetki nakładającej mi zieloną maseczkę na twarz - He He He, tylko czekam aż rozlegnie się alarm! – dodałam z głupim uśmieszkiem na twarzy. Wiedziałam! Jest już 19:15, a ich nie ma. Bo niby jak mieli by się tu znaleźć? Chronią nas schody, w zamku nie można się teleportować, jak inaczej mieli by się tu dostać?
- Oj, Lilka, ty to tak nie wierzysz w chłopaków! - powiedziała Mary malując sobie paznokieć palca wskazującego czerwonym lakierem - Myślę, że coś wymyślili, w końcu mówiłyście, że byli tacy pewni siebie.
Phi, przecież oni zawsze są pewni siebie! No, nic. Podeszłam do okna, żeby je otworzyć, wieczór jak na połowę września był bardzo ciepły, już robiło się lekko ciemno, gdy…
- Na Merlina, potwór!! - wrzasnął Black wiszący na swoim Zmiataczu 3.66 naprzeciwko naszego okna. Taa, możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy zobaczyłam trzy postacie siedzące na miotłach zaglądające przez nasze okno. O, kurczę, udało się im!
- Suń dupę, Ruda, wlatujemy! - zawołał Syriusz i śmignął koło mojej głowy. Po chwili trzech z czterech Huncwotów było w naszej sypialni.
- I co, Liluś, cieszysz się, że masz takiego mądrego mężczyznę? - zapytał Potter - To ja wpadłem na ten pomysł, no musiałem zobaczyć jak wyglądasz w piżamie - dodał szczerząc zęby i czochrając tego swojego mopa na głowie.
- Udało się wam! - zawołała Mary i wskazała im miejsca na podłodze  koło siebie i Dor. A te szumowiny, rozsiadły się jak u siebie i zaczęły jeść nasze chipsy!
- Lily była przekonana, że wam się nie uda - powiedziała Dor robiąc słodkie oczy do Blacka - Mówiła, że się poniżycie i coś o chudych tyłkach też mówiła - dodała patrząc na mnie z potępieniem. No dzięki, Dorcas, wszystko im wygadaj! Jak zawsze, długi jęzor brunetki rozpowiada wszystko.
- Ruda, chcesz popodziwiać nasze zgrabne tyłeczki? - zapytał Black ruszając zabawnie brwiami, po czym złapał Poczochrańca za dżinsy i opuścił je co najmniej do połowy jego tylniej części ciała.
- Kurwa, Łapo, opanuj się - warknął Potter, poprawiając swoje ubranie i robiąc się czerwonym! Serio, zarumienił się jak dziewczyna! Cóż, jak ja, przekleństwo rudzielców!
- Ale zobacz, Lilce się podobało, czerwoniutka jak jabłuszko - dodał Remus mrugając do Blacka.
Nie wiem jak on mógł zobaczyć cokolwiek przez tą warstwę maseczki na twarzy, ale OK. Może szyje mam czerwoną.
- Dobra, Dor zmywaj mi to ohydztwo, bo mnie twarz piecze -  powiedziałam, udając że nie było Sprawy Tyłkowej. Dor, za pomocą różdżki ściągnęła mi to coś z twarzy.
- To co robimy? Gramy w butelkę?- zapytał chytrze Potter. O nie, ja już wiem co ci po tym łbie chodzi!
- Pośpiewamy, mam karaoke - odparłam i wyciągnęłam sprzęt z kufra. Trzeba dodać, że to sprzęt mugolski, ale ulepszony za pomocą magii.
- A co to jest to karałoke?- zapytał Black z ustami wypełnionymi żelkami.
- Syriuszu, to jest ekstra, mówię ci! – zawołała Dor - To taki mugolski sprzęcik, który ma te mikropfony i do nich się śpiewa, na tym ekraniku wyświetla się tekst piosenki i to jest właśnie karałokee - dodała dumna ze swojej wiedzy brunetka. Chyba widać, a raczej słychać, że nie chodzi na Mugoloznawstwo. Mary tylko plasnęła się w czoło i porozumiewawczo uśmiechnęła.
- Dobra, to ja podłączę i ustalcie kolejkę wycia - odparłam i zaczęłam wsadzać te wszystkie kabelki od mikrofonów i inne części sprzętu.
Po chwili zamieszania wyszło ze „śpiewamy” w parach, ta domyślacie się - Dor-Syriusz, Mary-Remus i ja- Poczochraniec. Zawsze pokrzywdzona!
Zaczęła para Dor- Syr( ale to brzmi…) śpiewali piosenkę mugolskiej piosenkarki pod tytułem „I will always love you”. No nie powiem, całkiem nieźle im to szło, słodki głos Dor mieszał się z całkiem męskim głosem Blacka. No, no mogli by nawet coś nagrać razem.
Po tym jakże wzruszającym występie nastąpił popis Remusa i Mary. Piosenka Szmirowatych Szczurów pod tytułem „Kociołek pełen żabiego skrzeku”. Nie powiem, zacny wybór. Piosenka ta królowała przez pół roku na liście przebojów Radia Magik. Remus radził sobie zadziwiająco dobrze, ale Mary, cóż, lepiej tego nie komentujmy, nie ma dziewczyna głosu.
- Dobra Potter, do kibla marsz, musimy się naradzić - powiedziałam i pociągnęłam go za koszulkę.
- Whooaa, delikatniej - odparł Rogacz poprawiając swoją koszulkę z wizerunkiem złotego znicza.
- Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać. Musimy wygrać ten konkurs - powiedziałam na jednym wydechu.
- Przecież to nie konkurs - odparł Osobnik patrząc na mnie jak na głupią. Hm, to nie konkurs?
- I tak musimy być najlepsi. Śpiewamy to – pokazałam mu karteczkę z wykonawcą i tytułem piosenki.
-  Ale to śpiewa babka! - westchnął Okularnik krzywiąc się - Mam piszczeć?
- Śpiewaj normalnie zwrotki, ja się zajmę refrenem - odparłam i przywołałam zaklęciem Accio srebrną kieckę przed kolana.
- OK, Potter ufam Ci, odwróć się, a ja się przebiorę i zajmiemy się tobą - dodałam patrząc uważnie czy nie podgląda. O dziwo nawet nie drgnął.
- Już - powiedziałam i zaczęłam różdżką prostować włosy, a drugą ręką malować usta na czerwono.
- Wow, Lily, no wyglądasz… wow - powiedział jak zwykle elokwentny Rogacz i zlustrował mnie wzrokiem.
- Co wy tam robicie?! - wrzasnął Syriusz spod drzwi.
- Potter sika, wiesz?! – odwrzasnęłam - Szykujemy się! Przygotować się na show, robaczki!
Uczesałam Potterowi włosy mokrym grzebieniem, wyczarowałam muszkę (taki niby krawat, ale tak naprawdę kokardka) i założyłam na szyję Wypłosza.
- Dobra mikrofon do łapy i wychodzimy! – powiedziałam podjarana jak dzika wiewiórka - Włączcie muzykę!!
Gdy z pokoju popłynęły dźwięki muzyki za pomocą różdżki Potter wyłączył światło w sypialni i weszliśmy!
Pokój tonął w mroku, jedynym światłem były różdżki naszych przyjaciół, którymi machali jak mugole zapalniczkami na koncertach. No co, widziałam w telewizji.
Rozczochraniec wszedł do pokoju i zaczął śpiewać pierwszą zwrotkę, o dziwo nie fałszując. Muszę z przykrością stwierdzić, że śpiewał najlepiej ze wszystkich. Gibał się jak gibon, zarzucając biodrami na każdą stronę niczym tancerka hula i rzucając widowni boskie uśmiechy.
And he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure
and it's gotta be soon

And he's gotta be larger than life!
larger than life.
Somewhere after midnight
in my wildest fantasy

Somewhere just beyond my reach
there's someone reaching back for me.
Racing on the thunder and rising with the heat

It's gonna take a superman to sweep me off my feet.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the end of the night.
He's gotta be strong
and he's gotta be fast

And he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure
and it's gotta be soon

(tekst Holding Out For A Hero– Bonnie Tyler)

Zaczęłam jak to ja, niestety, trochę fałszować. Z min reszty nie dało się niczego wyczytać, ale Rogaczowi się chyba podobało. Kończyliśmy już nasz występ gdy nagle Potter chwycił mnie za rękę, okręcił dookoła osi i przechylił na ramieniu jak na romantycznych filmach. Myślałam, że zaraz przysunie się z tą swoją niestety przystojną twarzą, ale o dziwo nie zrobił tego. Pomógł mi się wyprostować, po czym ukłoniliśmy się w stronę naszej widowni, przy dźwiękach braw i dzikich gwizdów w wykonaniu Syriusza i Remusa.
- Whooaa, nieźle brachu - rzucił Syriusz do Okularnika, po czym zwrócił się do mnie - Ty też, Ruda Wiewióro byłaś niezła, no ale kiecka pierwsza klasa - dodał lustrując wzrokiem moje nogi.
Potter walnął go w czerep ze słowami „nie gap się”, po czym usiedliśmy. Chłopcy zaczęli opowiadać o swoich wakacjach w Dolinie Godryka, przy okazji dowiedziałyśmy się z dziewczynami, że Syriusz opuścił swą rodową posiadłość i zamieszkał u Rogacza. Nikt nie wypytywał z jakiego powodu, chyba żadna z nas nie chciała być niedyskretna i wścibska.
- A tak w ogóle to gdzie jest Peter? - zapytała Mary, gdy nastała dziwna chwila milczenia.
- Ma szlaban - odparł Jam, hm, to jest Rogacz.
- Bez was? – zapytała zdziwiona Dor - Co zrobił?
- Ekhm, Filch go przydybał na jedzeniu czekolady w bibliotece, pani Pince to usłyszała i dała mu szlaban. Czyści półki w bibliotece. Bez magii - odparł Black klepiąc się po brzuchu. Zżarł nam całe żelki, buu.
- A tak właściwie, to co Filch robił w bibliotece? To on UMIE czytać?- zapytała Dorcas. Ehhh.
- Dor, to że jest tylko woźnym nie oznacza, że jest analfabetą - odparłam zagryzając czekoladową żabę - Patrz na takiego Pottera, jakoś się nauczył czytać, nie słodziaku?- zapytałam uśmiechając się ironicznie.
- Oj, Lily, nie doceniasz mnie. – powiedział Osobnik z pogardliwym uśmieszkiem - Chcesz to możesz się przekonać co potrafię - dodał poruszając brwiami jak idiota i szczerząc kły - Na przykład możemy iść do mojej sypialni i tam…ughh..bbb - przerwał, ponieważ zatkałam mu usta, cała czerwona. Jednak szybko oderwałam rękę od jego twarzy bo ją polizał.
- Ugh, Potter, to było obrzydliwe! - zawołała Mary śmiejąc się z mojej miny. Moja ulubiona ręka skażona śliną Pottera! Uh.
- Teraz ją umyjesz - wysyczałam i skierowałam się znowu do naszej łazienki. Słyszałam człapanie więc Rozczochraniec poszedł za mną.
- Myj - rozkazałam pokazując na kurek od umywalki i moje ulubione malinowe mydełko.
- Lily, przecież wiesz, że dla mnie to przyjemność, umyć twoje śliczne rączki z mojej śliny, naprawdę – powiedział podstawiając moją dłoń pod strumień letniej wody. Szczerze mówiąc, chyba wypiłam za dużo Ognistej, bo normalnie szorowałabym tą rękę sama. Na Merlina, co ja wyprawiam?!
- Dobra, czysta - powiedział Potter wycierając moją dłoń w zielony ręcznik. To było dziwne, ale wyszliśmy z kibelka trzymając się za ręce. W pokoju o dziwo, było cicho i ciemno, Mary i Dor spały na moim łóżku, Black wyciągnął się na łóżku Dor, a Remus na łóżku Mary. Noo heelloł!
- Hm, chyba pójdę spać do Pokoju Wspólnego - wyszeptałam wzięłam piżamę, żeby przebrać się w łazience. Gdy weszłam z powrotem do sypialni Pottera w niej nie było. Dziwne - pomyślałam i założyłam szlafrok. Zeszłam do Pokoju Wspólnego, i o mało nie umarłam ze strachu!
- Potter! O, ludzie, ale się przestraszyłam - wyszeptałam łapiąc się za serce. Potter w najlepsze leżał rozłożony na najwygodniejszej kanapie, na której chciałam spać!
- Lily, Lily, Lily, myślałaś że wychowywały mnie małpy? Jestem dżentelmenem i chciałem ci zaproponować nocleg w pokoju Huncwotów, czyli naszym nowym gniazdku miłości - odparł Rogacz uśmiechając się szelmowsko i wyciągając do mnie rękę.
A więc mam do wyboru mało wygodną kanapę i miłe łóżka moich znajomych, w dodatku co najmniej dwa puste łóżka.
- OK, ale bez podtekstów, tylko się prześpię na łóżku Blacka lub Lupina - powiedziałam i skierowałam się w stronę pokoju Huncwotów.
- Na Blacka nie radzę, śmierdzą mu stopy, a Remusa łóżko jest zawalone książkami i innymi duperelami - odparł „dżentelmen” i dodał - Odstąpię ci moje łóżko, jest czyściutkie, pachnące i ma milutką pościel.
Ehh.
- Dziękuję - pisnęłam nie swoim głosem. No co, jestem pierwszy raz w takiej sytuacji! Naprawdę nie pakuję się chłopakom do łóżek, jestem grzeczna - kolacyjka, paciorek i spanie we własnym łóżeczku. A tu taka sytuacja, hemoglobina… że co?
- Proszę bardzo - odparł Potter uśmiechając się i wskazując ręką na swoje łóżko. Rzeczywiście wyglądało zachęcająco, granatowa pościel, dwie duże poduchy i na wierzchu milutki fioletowy koc. Nice! Położyłam się pod czujnym wzrokiem Okularnika i owinęłam kołdrą. Otulił mnie delikatny zapach męskich perfum, całkiem niezłych. Potter ułożył się na łóżku obok, chyba Blacka i cicho westchnął.
- Pomyślałabyś, że będziesz kiedyś ze mną spać? - zapytał Idiota.
- Nie śpię z tobą, tylko obok na osobnym łóżku. Śpij – odparłam cicho. Po chwili w pokoju zrobiło się cicho, Potter chyba usnął. Po paru minutach i ja usnęłam…

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 1 Powrót do szkoły




Witam w moim pamiętniku! Zapewne zastanawiacie się, czemu ktoś publikuje swój pamiętnik, miejsce najintymniejszych wyznań i skrywanych sekretów? Nie, to żebym była ekshibicjonalistką, ale chciałabym żeby chociaż w kogoś wspomnieniach zostało miejsce dla wspaniałego rocznika 1960! Zapraszam na kartki pełne wspomnień.

1 września 1977
Taak, to dziś, dzień wyczekiwany od prawie dwóch tygodni! Mój ostatni powrót do Hogwartu. Och, ale nie chciałam być nieuprzejma! Nazywam się Lily Evans, mam 17 lat (18 kończę już w styczniu! Nawet w mugolskim świecie będę już dorosła), posiadam kota o imieniu Jim, starszą siostrę Petunię, z którą obecnie jestem pokłócona, oraz szałową garderobę mieszczącą tysiące ubrań i tyle samo dodatków. Nie jestem zakupoholiczką, nie myślcie sobie o mnie źle, moja mama, była modelka kupuje mi ich w ilościach prze-ogromnych! Chyba tym wynagradza sobie fakt, że przez 10 miesięcy w roku widujemy się tylko na święta Wielkanocne i Bożonarodzeniowe. Mama jest osobą zupełnie szaloną, jak już wspomniałam uwielbia zakupy, kocha wypieki - jej ciasta - och, gdybyście spróbowali, to wiedzielibyście czemu w każde wakacje tyję po 2-3 kilo. Ma fioła na punkcie zwierząt, przez nasz dom przetoczyły się chmary bezdomnych psów, kotów, papużek, nawet gadów. Wiecznie o czymś zapomina, żyje z głową w chmurach i marzy o niebieskich migdałach. Jest ciemną blondynką o zielonych oczach. Tak, po mamusi odziedziczyłam kolor tęczówki. Jak już wcześniej wspomniałam, mam siostrę o jakże pięknym (aha, taa, jasne) imieniu Petunia. Petunia ma 18 lat, jest chudą wysoką blondynką, o trochę końskiej twarzy. Mama ciągle powtarza, że ona stała się piękna dopiero w wieku 19 lat i Petunia ciągle żyje w przekonaniu, że w dniu 19 urodzin odrodzi się jak feniks z popiołów i nagle będzie ładna. Cóż, bądźmy realistami, tak się nie stanie! Tata zawsze po cichu powtarza, że Peti może zrobić sobie operację plastyczną, ale ja nie jestem pewna czy mugolski chirurg poradziłby sobie z jej garbatym nosem. Tata mówi,  że ten nos to przekleństwo rodzinne i objawia się w co drugim pokoleniu, ja jestem tylko zadowolona z tego, że mój nos jest normalny. W sensie, nie za duży nie za mały. Piegowaty. Niestety, z naturą rudzielca nie wygrasz… No, ale na razie nie o mnie, wróćmy do Petunii. Ma starszego o rok chłopaka - Vernona Dudley’a. Mama mówi, że pewnie niedługo „Verni” - jak mówi Peti - się oświadczy i będzie miała z głowy jedną córkę. Miła mamusia, nieprawdaż? Petunia od 6 lat odzywa się do mnie monosylabami, parsknięciami, prychnięciami oraz różnymi nie fajnymi epitetami. Przykładowa rozmowa między mną, a siostrą:
„- Cześc, co u ciebie? Cieszysz się, że wróciłam na wakacje? - ja
- Uhhh, pfff, spadaj, wiedźmo..bla bla bla…. - Petunia”
No, na mój widok Petunia najczęściej wydaje coś pomiędzy warknięciem, a parsknięciem. Czasem po prostu wydaje mi się, że jest opóźniona w rozwoju, ale mama mówi, że w mugolskim szpitalu robili jej testy na inteligencję i podobno nie jest tak źle jak sądzę. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, to lekarze mugolscy. Mogą się mylić, a w przypadku mojej siostry, tak na pewno jest! Dobra, dość o Petunii, przejdźmy teraz do taty, cóż to co mogę o nim powiedzieć na pewno - jest pracoholikiem. W wakacje widuję go głównie wieczorami, na kolacji, albo na wcześniej zaplanowanych wyjazdach. Tata jest wysoki, ma ciemne włosy przyprószone siwizną, niebieskie oczy, oraz zmarszczki przy oczach od ciągłych uśmiechów. Tata jest kawalarzem, co chwila robi jakieś psikusy. Porównałabym go do Pewnej Persony, ale na razie wolę o tym kimś nie myślec. To może teraz chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o mnie? Jak już wcześniej wspomniałam, mam zielone oczy po mamie, rude włosy po babci, oraz wielkie ilości piegów podobno po prababce. Ale to nie jest pewnie, bo zdjęcia prababci gdzieś zaginęły. Jestem dosyć wysoka – 170 cm. Chociaż patrząc jak wysocy są moi rodzice, to przy nich jestem kurduplem. Jestem szczupła, ale nie zbita, żaden typ sportowca. Zresztą w Hogwarcie nie ma WF-u, to tylko na treningach Quidditcha, mogłabym się jakoś wyrzeźbić, ale ten sport mnie odrzuca. Po prostu, trudno przyznać mi się do porażki. Pierwsza lekcja nauki latania na miotle była porażką. Jedną, gigantyczną żenadą. Zresztą może na razie o tym nie mówmy… Powróćmy do głównego tematu dzisiejszego wpisu. Powrót do Hogwartu!! Od dwóch tygodni na niego czekałam, po powrocie z Paryża, snułam się po domu i ogródku i nudziłam się jak mops. Tak, powiecie „inteligentni ludzie się nie nudzą”. Słyszałam, ale musiałam po prostu nic nie robić, w Hogwarcie mamy niezły zap**** i parę dni nudy, było bardzo orzeźwiające!

Budzik zadzwonił o 8, zwlekłam się z lóżka i skierowałam do łazienki. Po porannych czynnościach, typu mycie się i nawalenie kupy odżywki na włosy, żeby się cholery jakoś ułożyły, postanowiłam zrobić lekki makijaż. Po wakacjach nie wyglądam już jak albinos, opaliłam się na złoto, nawet za bardzo nie widać piegów! Po przeciągnięciu chyba, że sto razy szczotką po włosach, uznałam, że w końcu wyglądam jak człowiek płci żeńskiej i poszłam do garderoby, o mało co nie zabijając się o już zapakowany kufer. Na 6 roku, koleżanka kończąca szkołę rzuciła mi na kufer zaklęcie zwiększająco-zmniejszające i dzięki temu mogłam spakować całą kupioną przez mamę wyprawkę sukienek, szortów, dżinsów, bluzeczek, topów, butów, dodatków, i innych rupieci. Ech, szkoda, że Alicja już skończyła szkołę, jest szalenie dobra w takich zaklęciach! Na dworze była ładna pogoda więc zdecydowałam się na dżinsowe szorty, zielony t-shirt i białe trampki. Wrzuciłam kosmetyczkę do kufra i zaczęłam go znosić po schodach.
- Lily, przecież mówiłem, że zniosę ten kufer!- tata - Wiecznie musisz być taka samodzielna, przecież czasem mogę pomóc mojej małej dziewczynce - powiedział i poczochrał mi włosy.
- Tato, uhh, układałam je z 10 minut, znowu wyglądam jak strach na wróble! - zawołałam z przyganą w głosie- haa, mój ton na Pewnego Osobnika! A może powinnam powiedzieć, szkodnika?
- Zawsze jesteś śliczna, jak mama! Muszę przyznać, że mam szczęście, piękna żona, piękna córka, to jest o przepraszam córki, oczywiście! - poprawił tata i zaśmiał się ze swojego „wyśmienitego” żarciku. Gdyby to Peti słyszała, to miałby przechlapane. W końcu wiadomo, kto ma nochal dziadka Eda. Haa, bo przecież nie ja!!
- Zostaw mi ten bagaż i lec na śniadanie, mama oszalała i nasmażyła całą górę naleśników - dodał tata i zaczął siłować się z kufrem. Uznałam, że poradzi sobie z tym bojowym zadaniem i skierowałam swe kroki do kuchni, najpierw mijając salon, a potem główny hol. Mamy naprawdę duży dom na przedmieściach Londynu, rodzice ciągle powtarzają, że nie lubią zgiełku centrum miasta dlatego mieszkamy z dala od wszystkiego co jest fajne. Dom ma dwa piętra, 6 sypialni, dwa salony, dwa gabinety, 4 łazienki, 3 garderoby oraz wielką kuchnię w której królową jest moja mama. Po przekroczeniu progu kuchni od razu uderzył mnie słodki zapach naleśników i ożywczy zapach kawy.
- Mmm, jak pięknie pachnie - powiedziałam i wpakowałam sobie naleśnika do paszczy - Bałdzo dobłe, uaała - dodałam wachlując sobie usta. Naleśnika popiłam zimnym mlekiem.
- Dziecko, jedz jak człowiek, weź talerz, a nie jak dzikus pakujesz jedzenie do buzi - odparła mama, patrząc z niesmakiem jak płucze gardło zimnym mlekiem wydając z siebie zabawne „gul gul grrr”.
- Przepraszam. A gdzie ma droga siostra o nochalu nosorożca?- zapytałam i parsknęłam rubasznym śmiechem, uciekając przed ciosem ścierką do naczyń, który zadała mi moja rodzicielka.
- Lily, wiesz, że Petunia bardzo cierpi z powodu swojego nosa - powiedziała mama przerzucając, chyba setnego naleśnika na patelni - Nocowała u Vernona, ma wrócić po południu - dodała.
- Aha, czyli nie pożegna swojej kochanej siostrzyczki? - zapytałam wpychając kolejnego pancake’a do ust. Mama spojrzała na mnie krzywo i uśmiechnęła się swoim najbardziej profesjonalnym uśmiechem - czytaj mega sztucznie.
- Pogodzicie się, mówię Ci, Petunia już nie warczy jak słyszy sowę z listem - aha jasne.
- Tylko prycha - dodała mama po chwili zastanowienia.
Przełknęłam jedzenie, nie komentując zachowania siostry, wycałowałam mamę w jej wysokie policzki, wysłuchałam lamentu, na temat ciepłego ubierania się oraz pilnej nauki i poszłam na poszukiwania taty. Nie były to ciężkie zadanie, ponieważ znalazłam go w garażu. Tata ma obsesje na punkcie motoryzacji. Ma 3 samochody i 2 motory. O, już zapakował kufer do bagażnika Porsche. Haa, zajedziemy z klasą, chciałabym zobaczyć minę Blacka, na widok tego sportowego cacka. Wiem, że ma facet obsesję na punkcie mugolskich motocykli i aut.
- Gotowa?- zapytał tata z uśmiechem i znowu zmierzwił mi włosy. No, cholera!
-Tak- odparłam wygładzając rude loki. Tata usiadł za kierownicą, a ja wpakowałam się do przodu. Jee, jedziemy! Hogwarcie, nadchodzę!!

Po wyściskaniu mnie przez tatę, poczochraniu(znowu!) moich włosów, wycałowaniu, i moim zapewnieniu, że nie doczeka się jeszcze wnuka(że, kurde, co?!), w końcu mogłam przejść na peron 9 i ¾. Po przejściu przez magiczną barierkę, od razu na coś wpadłam. Można było usłyszeć tylko huk spadających z wózków kufrów i prychnięcie mojego kota Jima. No, cholera, co za palant staje na wejściu…
- Potter, cholera jasna, wiedziałam, że tylko ty jesteś tak ograniczony umysłowo, żeby zablokować wózkiem przejście! - zawołałam, próbując wstać na nogi. Ała, moje biedne kolano. Siniak będzie jak nic.
- Lily, mój piękny kwiecie! Witaj! Twój świergot o poranku działa na mnie jak Ognista! - zawołał poczochrany chłopak, po czym bezceremonialnie pociągnął mnie za rękę i postawił na nogi. No, no, silny!
- Przepraszam, nie chciałem, ma piękna lilio wodna. To Peter mnie przyblokował - powiedział i wskazał na potężnego(dobra, po prostu grubego) chłopaka.
- Uh, zapomnijmy o tym - powiedziałam wyrywając rękę z mocnego uścisku Rozczochrańca. – Gdzie zgubiliście resztę kompanii?- zapytałam z krzywym uśmieszkiem, po czym znowu upadłam. Cóż, nie z mojej winy, czy nawet Pottera. Z rykiem dzikiej świni, rzuciła mi się na szyję Dorcas Meadows oraz Mary McDonald.
- Lily, mua mua, moja piękna, jaka opalona! A jak schudłaś! Dwa miesiące się nie widziałyśmy, a ty jakby znowu urosłaś! – wykrzykiwała niziutka Dorcas, pomagając mi wstać i nadal całując moje policzki.
- Mary! - zawołałam i też wycałowałam drugą przyjaciółkę. – Potter, zajmiesz się naszym bagażem? - zapytałam uśmiechając się słodko.
- Liluś, wiesz, że dla ciebie wszystko! Tylko jeden warunek, jedziemy w jednym przedziale! - zawołał Rozczochrany Łeb i wyszczerzył swoje olśniewająco białe zębole. A to jeden, wycwanił się. Kiedyś po prostu zaniósł by ten bagaż i coś jęczał o tym, że jestem straszna, bo nie chce iść z nim na randkę.
- Hmmm - odparłam i spojrzałam na dziewczyny. Dorcas machała głową na „tak” jak szalona, a Mary wzruszyła ramionami. Tej to obojętne, bo i tak pół drogi spędzi w przedziale prefektów.
- Dobra, Potter, znaj mą łaskę, możesz z resztą tej swojej bandy z nami siedzieć. Tylko bez głupich dowcipów, rozumiemy się? - zapytałam, na co rozradowany Rozczochraniec, zaczął ciągnąc dwa kufry - swój i mój, oraz nieść koszyk z Jimem, oraz klatkę ze swoją sową Paddingtonem. No, no, nieźle mu się mięśnie napięły pod rękawami t-shirtu, pomyślałam i od razu zganiłam się za głupie rozmyślanie. Poszłam za Mary, ze skaczącą u boku Dorcas, za nami Potter obładowany niczym bagażowy z Peterem, który męczył się ze swoim kufrem i jakaś wielką szeleszczącą torbą. Zapewne z jakimiś słodyczami, w końcu co on by mógł targać, jak nie słodycze?! Chłopcy zaprowadzili nas do swojego przedziału, w którym już królował rozciągnięty na siedzeniach Black, oraz Remus zaczytany w świeżutkim Proroku Codziennym.
- No, no, no, kogo moje piękne oczy widzą?- zapytał Black, podnosząc się i kulturalnie zajmując jedno miejsce - Rudzielec i jej dwie piękne przyjaciółki - rzucił Black i zaśmiał się po swojemu, czyli według niego zapewne seksownie. Chociaż patrząc na Dor, to chyba jej się podobało bo wydała z siebie jakieś takie „aahhhh”. No.
- Witaj Syriuszu- powiedziałam poważnie - Wraz z mymi pięknymi przyjaciółkami, uznałyśmy, że zaszczycimy takie kmiotki jak wy, naszymi pięknymi licami - odparłam, odrzucając włosy na ramię. W oczach Pottera widziałam zachwyt.
- No co ty, stary, twój przyjaciel robił za bagażowego, no i jakoś tak wyszło - dodałam z pewnym zażenowaniem. Usiadłam i zaraz to samo zrobił Potter. Oczywiście obok musiał usiąść. A chciałam pogadać z dziewczynami…
- Widzę, że James zrobi wszystko, żebyś tylko koło niego posiedziała - odezwał się Remus składając gazetę. Hm, no chyba coś w tym jest! Nic na to nie odpowiedziałam, tylko udałam, że bardzo interesują mnie moje paznokcie. Dor, jak to ona zaczęła o czymś gadać z Blackiem, Peter zajadał cukierki, Mary poszła zrobić obchód po pociągu, a Potter uhh.
- Czy mógłbyś wziąć tą głowę? - zapytałam grzecznie przez zaciśnięte zęby. Oparł łeb na moim ramieniu i chrapał!! Tak, zwyczajnie usnął!
- Ciii, Lily, nie spał dzisiaj całą noc, był tak podjadany, że cie zobaczy- odparł szeptem Syriusz i wrócił do cichej rozmowy z Dorcas. Po chwili siedzenia w niewygodnej pozycji, z Potterem u boku usnęłam.


- Ejj, cicho bądźcie - powiedział jakiś głos - Jedyne chwile kiedy mogę być tak blisko niej, a wy chcecie to popsuć. Phi, przyjaciele z koziej dupy, czy jak to się mówi - dodał ten sam głos, na co inne parsknęły cichym śmiechem. Na włosach poczułam lekki dotyk czyjejś dłoni i już chciałam zapadać w kolejną błogą drzemkę, kiedy obczaiłam bazę. Pociąg. Hogwart. Przedział z Huncwotami. Ahaa. Otworzyłam oczy i jeszcze niewyraźnie widząc zobaczyłam dwa orzechowe punkciki. No, ładne. Gdy wzrok mi się wyostrzył w końcu zajarzyłam. Spałam na kolanach Pottera! Na gacie Merlina, twarzą leżałam prawie w jego, ekhm no wiecie!
- O ja Pier****- westchnęła, i usłyszałam szczekliwy śmiech.
- Hm, no Potter, przepraszam, chyba nie kontrolowałam mojej głowy - dodałam do wcześniejszej, jakże elokwentnej wypowiedzi. Wstałam z kolan Pewnego Osobnika i usiadłam jak człowiek. Black w najlepsze zacieszał ryja, Mary i Remusa nie było - pewnie jak to prefekci szlajali się po pociągu, a Dorcas uhahana jak surykatka czy tam inny zwierz spoglądała na nas zza „Czarownicy”. Tylko Peter zachowywał pełny spokój - po prostu spał jak zabity z twarzą przyciśniętą do szyby. Uh, czy to ślina na oknie? Ale ohyda!
- Naprawdę nic się nie stało, Lily - powiedział w końcu Rogacz i poklepał mnie po głowie. No, jak psa.
- Hm, taak, przegapiłam coś? - zapytałam próbując odciągnąć uwagę moich przyjaciół od tej Sytuacji. Tak przez duże „S”.
- Oj, Ruda, a żebyś wiedziała jak sobie ładnie wzdychałaś - powiedział Syriusz szczerząc swoje całe idealne uzębienie - Nawet chyba słyszałem coś w stylu „James… Jamsiku…”- dodał mrugając do Poczochrańca. Och, tak gramy?
- Zapewnie mówiłam coś w stylu JIM, tak ma na imię mój kot, pamiętasz Black? - zapytałam wskazując na klatkę z moją białą, puchatą kulą sierści.
- Jasnee - odparł Idiota Numer 2 uśmiechając się obleśnie - Pewnie śniło Ci się co byś wyprawiała z Rogaczem, gdybyś w końcu łaskawie poszła z nim na tą głupią randkę - no cholera, zatłukę dziada jak muchę. No, to zaraz mu udowodnię dziadowi jednemu, uh:
- Taaak? A wiesz, może tak było - odparłam - Potter, pierwsze wyjście do Hogsmeade - randka. Ty i ja w herbaciarni u pani Puddifoot - odparłam patrząc wyzywająco na Poczochrańca. Ten był cóż, trochę zdziwiony. OK, wcale nie trochę, tak dziwnie rozdziawił gębę i się gapił. Merlinie i Morgano, z kim ja się zadaję? Czemu mnie pokaraliście takimi ludźmi?
- To się porobiło…- zaczęła coś mówić Dorcas patrząc na mnie jak na ducha. Chociaż może to złe porównanie, bo do duchów dawno się przyzwyczailiśmy. Może jak na sklątkę tylnowybuchową? No nic, wypowiedz, zapewnie bardzo przemyślaną(ahaa) przerwał huk otwieranych drzwi od przedziału.
- A co wy nadal nie przebrani? Już dojeżdżamy, ruchy trolle! - zawołała Mary wyciągając Dor i mnie z przedziału do łazienki dla dziewcząt. W końcu coś zjem, pomyślałam i usłyszałam głuche burknięcie. Jeść! Zjadłabym jednorożca z kopytami!
Po przebraniu się, wysiadce i załadowaniu, niestety znowu z Huncwotami, do powozu dojechaliśmy do Hogwartu. Taak, w końcu w domu!!

sobota, 19 lipca 2014

Prolog



Marzenia.

Zapewne zastanawiacie się o czym może marzyc 17-letnia dziewczyna? 
O chłopaku, pieniądzach, zgranej paczce przyjaciół, o zagranicznych wycieczkach? Widzicie moi czytelnicy, ja to (prawie) wszystko mam. Moi rodzice są majętni - tata londyński makler giełdowy, mama była modelka, obecnie tak zwana „kura domowa”. Zagraniczne wojaże? Phi, przy forsie mojego taty, co wakacje zwiedzamy różne ciekawe zakątki świata. Przyjaciele na śmierć i życie? Mam dwie przyjaciółki, oddane mi z całego serca, zresztą tak jak ja im. Tak, teraz nastaje ten moment. Chłopak. Mężczyzna. Facet. Konkubent ;), jak zwał tak zwał. Widzicie moi drodzy, ja od zawsze marzyłam o wielkiej miłości. Nie takiej, która kończy się po pierwszych problemach, czy po zdradach. Marzę o miłości dodającej skrzydeł, przejmującej kompletnie kontrolę nad życiem. Marzę o romantycznych spacerach po plaży w świetle księżyca, o pięknych wyznaniach kochanków, o romantycznych zawirowaniach, o bukietach kwiatów i słodkich czekoladkach. Pomyślicie, że naczytałam się tanich romansideł. Nawiasem mówiąc, moja mama ma ich pełną biblioteczkę, ale tak, MARZĘ, o chłopaku idealnym, który będzie gotowy oddać dla mnie nawet życie. Pewnie teraz pukacie się w czoło i myślicie „ha, naiwniaczka, takich facetów nie ma!”. Cóż, widzicie, jesteście w błędzie. Ja takiego mężczyznę poznałam, co prawda dopiero po paru latach znajomości go tak naprawdę dojrzałam.

James Potter, miłość mojego życia.