czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 1 Powrót do szkoły




Witam w moim pamiętniku! Zapewne zastanawiacie się, czemu ktoś publikuje swój pamiętnik, miejsce najintymniejszych wyznań i skrywanych sekretów? Nie, to żebym była ekshibicjonalistką, ale chciałabym żeby chociaż w kogoś wspomnieniach zostało miejsce dla wspaniałego rocznika 1960! Zapraszam na kartki pełne wspomnień.

1 września 1977
Taak, to dziś, dzień wyczekiwany od prawie dwóch tygodni! Mój ostatni powrót do Hogwartu. Och, ale nie chciałam być nieuprzejma! Nazywam się Lily Evans, mam 17 lat (18 kończę już w styczniu! Nawet w mugolskim świecie będę już dorosła), posiadam kota o imieniu Jim, starszą siostrę Petunię, z którą obecnie jestem pokłócona, oraz szałową garderobę mieszczącą tysiące ubrań i tyle samo dodatków. Nie jestem zakupoholiczką, nie myślcie sobie o mnie źle, moja mama, była modelka kupuje mi ich w ilościach prze-ogromnych! Chyba tym wynagradza sobie fakt, że przez 10 miesięcy w roku widujemy się tylko na święta Wielkanocne i Bożonarodzeniowe. Mama jest osobą zupełnie szaloną, jak już wspomniałam uwielbia zakupy, kocha wypieki - jej ciasta - och, gdybyście spróbowali, to wiedzielibyście czemu w każde wakacje tyję po 2-3 kilo. Ma fioła na punkcie zwierząt, przez nasz dom przetoczyły się chmary bezdomnych psów, kotów, papużek, nawet gadów. Wiecznie o czymś zapomina, żyje z głową w chmurach i marzy o niebieskich migdałach. Jest ciemną blondynką o zielonych oczach. Tak, po mamusi odziedziczyłam kolor tęczówki. Jak już wcześniej wspomniałam, mam siostrę o jakże pięknym (aha, taa, jasne) imieniu Petunia. Petunia ma 18 lat, jest chudą wysoką blondynką, o trochę końskiej twarzy. Mama ciągle powtarza, że ona stała się piękna dopiero w wieku 19 lat i Petunia ciągle żyje w przekonaniu, że w dniu 19 urodzin odrodzi się jak feniks z popiołów i nagle będzie ładna. Cóż, bądźmy realistami, tak się nie stanie! Tata zawsze po cichu powtarza, że Peti może zrobić sobie operację plastyczną, ale ja nie jestem pewna czy mugolski chirurg poradziłby sobie z jej garbatym nosem. Tata mówi,  że ten nos to przekleństwo rodzinne i objawia się w co drugim pokoleniu, ja jestem tylko zadowolona z tego, że mój nos jest normalny. W sensie, nie za duży nie za mały. Piegowaty. Niestety, z naturą rudzielca nie wygrasz… No, ale na razie nie o mnie, wróćmy do Petunii. Ma starszego o rok chłopaka - Vernona Dudley’a. Mama mówi, że pewnie niedługo „Verni” - jak mówi Peti - się oświadczy i będzie miała z głowy jedną córkę. Miła mamusia, nieprawdaż? Petunia od 6 lat odzywa się do mnie monosylabami, parsknięciami, prychnięciami oraz różnymi nie fajnymi epitetami. Przykładowa rozmowa między mną, a siostrą:
„- Cześc, co u ciebie? Cieszysz się, że wróciłam na wakacje? - ja
- Uhhh, pfff, spadaj, wiedźmo..bla bla bla…. - Petunia”
No, na mój widok Petunia najczęściej wydaje coś pomiędzy warknięciem, a parsknięciem. Czasem po prostu wydaje mi się, że jest opóźniona w rozwoju, ale mama mówi, że w mugolskim szpitalu robili jej testy na inteligencję i podobno nie jest tak źle jak sądzę. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, to lekarze mugolscy. Mogą się mylić, a w przypadku mojej siostry, tak na pewno jest! Dobra, dość o Petunii, przejdźmy teraz do taty, cóż to co mogę o nim powiedzieć na pewno - jest pracoholikiem. W wakacje widuję go głównie wieczorami, na kolacji, albo na wcześniej zaplanowanych wyjazdach. Tata jest wysoki, ma ciemne włosy przyprószone siwizną, niebieskie oczy, oraz zmarszczki przy oczach od ciągłych uśmiechów. Tata jest kawalarzem, co chwila robi jakieś psikusy. Porównałabym go do Pewnej Persony, ale na razie wolę o tym kimś nie myślec. To może teraz chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o mnie? Jak już wcześniej wspomniałam, mam zielone oczy po mamie, rude włosy po babci, oraz wielkie ilości piegów podobno po prababce. Ale to nie jest pewnie, bo zdjęcia prababci gdzieś zaginęły. Jestem dosyć wysoka – 170 cm. Chociaż patrząc jak wysocy są moi rodzice, to przy nich jestem kurduplem. Jestem szczupła, ale nie zbita, żaden typ sportowca. Zresztą w Hogwarcie nie ma WF-u, to tylko na treningach Quidditcha, mogłabym się jakoś wyrzeźbić, ale ten sport mnie odrzuca. Po prostu, trudno przyznać mi się do porażki. Pierwsza lekcja nauki latania na miotle była porażką. Jedną, gigantyczną żenadą. Zresztą może na razie o tym nie mówmy… Powróćmy do głównego tematu dzisiejszego wpisu. Powrót do Hogwartu!! Od dwóch tygodni na niego czekałam, po powrocie z Paryża, snułam się po domu i ogródku i nudziłam się jak mops. Tak, powiecie „inteligentni ludzie się nie nudzą”. Słyszałam, ale musiałam po prostu nic nie robić, w Hogwarcie mamy niezły zap**** i parę dni nudy, było bardzo orzeźwiające!

Budzik zadzwonił o 8, zwlekłam się z lóżka i skierowałam do łazienki. Po porannych czynnościach, typu mycie się i nawalenie kupy odżywki na włosy, żeby się cholery jakoś ułożyły, postanowiłam zrobić lekki makijaż. Po wakacjach nie wyglądam już jak albinos, opaliłam się na złoto, nawet za bardzo nie widać piegów! Po przeciągnięciu chyba, że sto razy szczotką po włosach, uznałam, że w końcu wyglądam jak człowiek płci żeńskiej i poszłam do garderoby, o mało co nie zabijając się o już zapakowany kufer. Na 6 roku, koleżanka kończąca szkołę rzuciła mi na kufer zaklęcie zwiększająco-zmniejszające i dzięki temu mogłam spakować całą kupioną przez mamę wyprawkę sukienek, szortów, dżinsów, bluzeczek, topów, butów, dodatków, i innych rupieci. Ech, szkoda, że Alicja już skończyła szkołę, jest szalenie dobra w takich zaklęciach! Na dworze była ładna pogoda więc zdecydowałam się na dżinsowe szorty, zielony t-shirt i białe trampki. Wrzuciłam kosmetyczkę do kufra i zaczęłam go znosić po schodach.
- Lily, przecież mówiłem, że zniosę ten kufer!- tata - Wiecznie musisz być taka samodzielna, przecież czasem mogę pomóc mojej małej dziewczynce - powiedział i poczochrał mi włosy.
- Tato, uhh, układałam je z 10 minut, znowu wyglądam jak strach na wróble! - zawołałam z przyganą w głosie- haa, mój ton na Pewnego Osobnika! A może powinnam powiedzieć, szkodnika?
- Zawsze jesteś śliczna, jak mama! Muszę przyznać, że mam szczęście, piękna żona, piękna córka, to jest o przepraszam córki, oczywiście! - poprawił tata i zaśmiał się ze swojego „wyśmienitego” żarciku. Gdyby to Peti słyszała, to miałby przechlapane. W końcu wiadomo, kto ma nochal dziadka Eda. Haa, bo przecież nie ja!!
- Zostaw mi ten bagaż i lec na śniadanie, mama oszalała i nasmażyła całą górę naleśników - dodał tata i zaczął siłować się z kufrem. Uznałam, że poradzi sobie z tym bojowym zadaniem i skierowałam swe kroki do kuchni, najpierw mijając salon, a potem główny hol. Mamy naprawdę duży dom na przedmieściach Londynu, rodzice ciągle powtarzają, że nie lubią zgiełku centrum miasta dlatego mieszkamy z dala od wszystkiego co jest fajne. Dom ma dwa piętra, 6 sypialni, dwa salony, dwa gabinety, 4 łazienki, 3 garderoby oraz wielką kuchnię w której królową jest moja mama. Po przekroczeniu progu kuchni od razu uderzył mnie słodki zapach naleśników i ożywczy zapach kawy.
- Mmm, jak pięknie pachnie - powiedziałam i wpakowałam sobie naleśnika do paszczy - Bałdzo dobłe, uaała - dodałam wachlując sobie usta. Naleśnika popiłam zimnym mlekiem.
- Dziecko, jedz jak człowiek, weź talerz, a nie jak dzikus pakujesz jedzenie do buzi - odparła mama, patrząc z niesmakiem jak płucze gardło zimnym mlekiem wydając z siebie zabawne „gul gul grrr”.
- Przepraszam. A gdzie ma droga siostra o nochalu nosorożca?- zapytałam i parsknęłam rubasznym śmiechem, uciekając przed ciosem ścierką do naczyń, który zadała mi moja rodzicielka.
- Lily, wiesz, że Petunia bardzo cierpi z powodu swojego nosa - powiedziała mama przerzucając, chyba setnego naleśnika na patelni - Nocowała u Vernona, ma wrócić po południu - dodała.
- Aha, czyli nie pożegna swojej kochanej siostrzyczki? - zapytałam wpychając kolejnego pancake’a do ust. Mama spojrzała na mnie krzywo i uśmiechnęła się swoim najbardziej profesjonalnym uśmiechem - czytaj mega sztucznie.
- Pogodzicie się, mówię Ci, Petunia już nie warczy jak słyszy sowę z listem - aha jasne.
- Tylko prycha - dodała mama po chwili zastanowienia.
Przełknęłam jedzenie, nie komentując zachowania siostry, wycałowałam mamę w jej wysokie policzki, wysłuchałam lamentu, na temat ciepłego ubierania się oraz pilnej nauki i poszłam na poszukiwania taty. Nie były to ciężkie zadanie, ponieważ znalazłam go w garażu. Tata ma obsesje na punkcie motoryzacji. Ma 3 samochody i 2 motory. O, już zapakował kufer do bagażnika Porsche. Haa, zajedziemy z klasą, chciałabym zobaczyć minę Blacka, na widok tego sportowego cacka. Wiem, że ma facet obsesję na punkcie mugolskich motocykli i aut.
- Gotowa?- zapytał tata z uśmiechem i znowu zmierzwił mi włosy. No, cholera!
-Tak- odparłam wygładzając rude loki. Tata usiadł za kierownicą, a ja wpakowałam się do przodu. Jee, jedziemy! Hogwarcie, nadchodzę!!

Po wyściskaniu mnie przez tatę, poczochraniu(znowu!) moich włosów, wycałowaniu, i moim zapewnieniu, że nie doczeka się jeszcze wnuka(że, kurde, co?!), w końcu mogłam przejść na peron 9 i ¾. Po przejściu przez magiczną barierkę, od razu na coś wpadłam. Można było usłyszeć tylko huk spadających z wózków kufrów i prychnięcie mojego kota Jima. No, cholera, co za palant staje na wejściu…
- Potter, cholera jasna, wiedziałam, że tylko ty jesteś tak ograniczony umysłowo, żeby zablokować wózkiem przejście! - zawołałam, próbując wstać na nogi. Ała, moje biedne kolano. Siniak będzie jak nic.
- Lily, mój piękny kwiecie! Witaj! Twój świergot o poranku działa na mnie jak Ognista! - zawołał poczochrany chłopak, po czym bezceremonialnie pociągnął mnie za rękę i postawił na nogi. No, no, silny!
- Przepraszam, nie chciałem, ma piękna lilio wodna. To Peter mnie przyblokował - powiedział i wskazał na potężnego(dobra, po prostu grubego) chłopaka.
- Uh, zapomnijmy o tym - powiedziałam wyrywając rękę z mocnego uścisku Rozczochrańca. – Gdzie zgubiliście resztę kompanii?- zapytałam z krzywym uśmieszkiem, po czym znowu upadłam. Cóż, nie z mojej winy, czy nawet Pottera. Z rykiem dzikiej świni, rzuciła mi się na szyję Dorcas Meadows oraz Mary McDonald.
- Lily, mua mua, moja piękna, jaka opalona! A jak schudłaś! Dwa miesiące się nie widziałyśmy, a ty jakby znowu urosłaś! – wykrzykiwała niziutka Dorcas, pomagając mi wstać i nadal całując moje policzki.
- Mary! - zawołałam i też wycałowałam drugą przyjaciółkę. – Potter, zajmiesz się naszym bagażem? - zapytałam uśmiechając się słodko.
- Liluś, wiesz, że dla ciebie wszystko! Tylko jeden warunek, jedziemy w jednym przedziale! - zawołał Rozczochrany Łeb i wyszczerzył swoje olśniewająco białe zębole. A to jeden, wycwanił się. Kiedyś po prostu zaniósł by ten bagaż i coś jęczał o tym, że jestem straszna, bo nie chce iść z nim na randkę.
- Hmmm - odparłam i spojrzałam na dziewczyny. Dorcas machała głową na „tak” jak szalona, a Mary wzruszyła ramionami. Tej to obojętne, bo i tak pół drogi spędzi w przedziale prefektów.
- Dobra, Potter, znaj mą łaskę, możesz z resztą tej swojej bandy z nami siedzieć. Tylko bez głupich dowcipów, rozumiemy się? - zapytałam, na co rozradowany Rozczochraniec, zaczął ciągnąc dwa kufry - swój i mój, oraz nieść koszyk z Jimem, oraz klatkę ze swoją sową Paddingtonem. No, no, nieźle mu się mięśnie napięły pod rękawami t-shirtu, pomyślałam i od razu zganiłam się za głupie rozmyślanie. Poszłam za Mary, ze skaczącą u boku Dorcas, za nami Potter obładowany niczym bagażowy z Peterem, który męczył się ze swoim kufrem i jakaś wielką szeleszczącą torbą. Zapewne z jakimiś słodyczami, w końcu co on by mógł targać, jak nie słodycze?! Chłopcy zaprowadzili nas do swojego przedziału, w którym już królował rozciągnięty na siedzeniach Black, oraz Remus zaczytany w świeżutkim Proroku Codziennym.
- No, no, no, kogo moje piękne oczy widzą?- zapytał Black, podnosząc się i kulturalnie zajmując jedno miejsce - Rudzielec i jej dwie piękne przyjaciółki - rzucił Black i zaśmiał się po swojemu, czyli według niego zapewne seksownie. Chociaż patrząc na Dor, to chyba jej się podobało bo wydała z siebie jakieś takie „aahhhh”. No.
- Witaj Syriuszu- powiedziałam poważnie - Wraz z mymi pięknymi przyjaciółkami, uznałyśmy, że zaszczycimy takie kmiotki jak wy, naszymi pięknymi licami - odparłam, odrzucając włosy na ramię. W oczach Pottera widziałam zachwyt.
- No co ty, stary, twój przyjaciel robił za bagażowego, no i jakoś tak wyszło - dodałam z pewnym zażenowaniem. Usiadłam i zaraz to samo zrobił Potter. Oczywiście obok musiał usiąść. A chciałam pogadać z dziewczynami…
- Widzę, że James zrobi wszystko, żebyś tylko koło niego posiedziała - odezwał się Remus składając gazetę. Hm, no chyba coś w tym jest! Nic na to nie odpowiedziałam, tylko udałam, że bardzo interesują mnie moje paznokcie. Dor, jak to ona zaczęła o czymś gadać z Blackiem, Peter zajadał cukierki, Mary poszła zrobić obchód po pociągu, a Potter uhh.
- Czy mógłbyś wziąć tą głowę? - zapytałam grzecznie przez zaciśnięte zęby. Oparł łeb na moim ramieniu i chrapał!! Tak, zwyczajnie usnął!
- Ciii, Lily, nie spał dzisiaj całą noc, był tak podjadany, że cie zobaczy- odparł szeptem Syriusz i wrócił do cichej rozmowy z Dorcas. Po chwili siedzenia w niewygodnej pozycji, z Potterem u boku usnęłam.


- Ejj, cicho bądźcie - powiedział jakiś głos - Jedyne chwile kiedy mogę być tak blisko niej, a wy chcecie to popsuć. Phi, przyjaciele z koziej dupy, czy jak to się mówi - dodał ten sam głos, na co inne parsknęły cichym śmiechem. Na włosach poczułam lekki dotyk czyjejś dłoni i już chciałam zapadać w kolejną błogą drzemkę, kiedy obczaiłam bazę. Pociąg. Hogwart. Przedział z Huncwotami. Ahaa. Otworzyłam oczy i jeszcze niewyraźnie widząc zobaczyłam dwa orzechowe punkciki. No, ładne. Gdy wzrok mi się wyostrzył w końcu zajarzyłam. Spałam na kolanach Pottera! Na gacie Merlina, twarzą leżałam prawie w jego, ekhm no wiecie!
- O ja Pier****- westchnęła, i usłyszałam szczekliwy śmiech.
- Hm, no Potter, przepraszam, chyba nie kontrolowałam mojej głowy - dodałam do wcześniejszej, jakże elokwentnej wypowiedzi. Wstałam z kolan Pewnego Osobnika i usiadłam jak człowiek. Black w najlepsze zacieszał ryja, Mary i Remusa nie było - pewnie jak to prefekci szlajali się po pociągu, a Dorcas uhahana jak surykatka czy tam inny zwierz spoglądała na nas zza „Czarownicy”. Tylko Peter zachowywał pełny spokój - po prostu spał jak zabity z twarzą przyciśniętą do szyby. Uh, czy to ślina na oknie? Ale ohyda!
- Naprawdę nic się nie stało, Lily - powiedział w końcu Rogacz i poklepał mnie po głowie. No, jak psa.
- Hm, taak, przegapiłam coś? - zapytałam próbując odciągnąć uwagę moich przyjaciół od tej Sytuacji. Tak przez duże „S”.
- Oj, Ruda, a żebyś wiedziała jak sobie ładnie wzdychałaś - powiedział Syriusz szczerząc swoje całe idealne uzębienie - Nawet chyba słyszałem coś w stylu „James… Jamsiku…”- dodał mrugając do Poczochrańca. Och, tak gramy?
- Zapewnie mówiłam coś w stylu JIM, tak ma na imię mój kot, pamiętasz Black? - zapytałam wskazując na klatkę z moją białą, puchatą kulą sierści.
- Jasnee - odparł Idiota Numer 2 uśmiechając się obleśnie - Pewnie śniło Ci się co byś wyprawiała z Rogaczem, gdybyś w końcu łaskawie poszła z nim na tą głupią randkę - no cholera, zatłukę dziada jak muchę. No, to zaraz mu udowodnię dziadowi jednemu, uh:
- Taaak? A wiesz, może tak było - odparłam - Potter, pierwsze wyjście do Hogsmeade - randka. Ty i ja w herbaciarni u pani Puddifoot - odparłam patrząc wyzywająco na Poczochrańca. Ten był cóż, trochę zdziwiony. OK, wcale nie trochę, tak dziwnie rozdziawił gębę i się gapił. Merlinie i Morgano, z kim ja się zadaję? Czemu mnie pokaraliście takimi ludźmi?
- To się porobiło…- zaczęła coś mówić Dorcas patrząc na mnie jak na ducha. Chociaż może to złe porównanie, bo do duchów dawno się przyzwyczailiśmy. Może jak na sklątkę tylnowybuchową? No nic, wypowiedz, zapewnie bardzo przemyślaną(ahaa) przerwał huk otwieranych drzwi od przedziału.
- A co wy nadal nie przebrani? Już dojeżdżamy, ruchy trolle! - zawołała Mary wyciągając Dor i mnie z przedziału do łazienki dla dziewcząt. W końcu coś zjem, pomyślałam i usłyszałam głuche burknięcie. Jeść! Zjadłabym jednorożca z kopytami!
Po przebraniu się, wysiadce i załadowaniu, niestety znowu z Huncwotami, do powozu dojechaliśmy do Hogwartu. Taak, w końcu w domu!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.