Witam w moim pamiętniku! Zapewne
zastanawiacie się, czemu ktoś publikuje swój pamiętnik, miejsce
najintymniejszych wyznań i skrywanych sekretów? Nie, to żebym była
ekshibicjonalistką, ale chciałabym żeby chociaż w kogoś wspomnieniach zostało
miejsce dla wspaniałego rocznika 1960! Zapraszam na kartki pełne wspomnień.
1 września 1977
Taak, to dziś, dzień wyczekiwany od
prawie dwóch tygodni! Mój ostatni powrót do Hogwartu. Och, ale nie chciałam być
nieuprzejma! Nazywam się Lily Evans, mam 17 lat (18 kończę już w styczniu! Nawet
w mugolskim świecie będę już dorosła), posiadam kota o imieniu Jim, starszą
siostrę Petunię, z którą obecnie jestem pokłócona, oraz szałową garderobę
mieszczącą tysiące ubrań i tyle samo dodatków. Nie jestem zakupoholiczką, nie
myślcie sobie o mnie źle, moja mama, była modelka kupuje mi ich w ilościach
prze-ogromnych! Chyba tym wynagradza sobie fakt, że przez 10 miesięcy w roku
widujemy się tylko na święta Wielkanocne i Bożonarodzeniowe. Mama jest osobą
zupełnie szaloną, jak już wspomniałam uwielbia zakupy, kocha wypieki - jej
ciasta - och, gdybyście spróbowali, to wiedzielibyście czemu w każde wakacje
tyję po 2-3 kilo. Ma fioła na punkcie zwierząt, przez nasz dom przetoczyły się
chmary bezdomnych psów, kotów, papużek, nawet gadów. Wiecznie o czymś zapomina,
żyje z głową w chmurach i marzy o niebieskich migdałach. Jest ciemną blondynką
o zielonych oczach. Tak, po mamusi odziedziczyłam kolor tęczówki. Jak już
wcześniej wspomniałam, mam siostrę o jakże pięknym (aha, taa, jasne) imieniu
Petunia. Petunia ma 18 lat, jest chudą wysoką blondynką, o trochę końskiej
twarzy. Mama ciągle powtarza, że ona stała się piękna dopiero w wieku 19 lat i
Petunia ciągle żyje w przekonaniu, że w dniu 19 urodzin odrodzi się jak feniks
z popiołów i nagle będzie ładna. Cóż, bądźmy realistami, tak się nie stanie!
Tata zawsze po cichu powtarza, że Peti może zrobić sobie operację plastyczną,
ale ja nie jestem pewna czy mugolski chirurg poradziłby sobie z jej garbatym
nosem. Tata mówi, że ten nos to
przekleństwo rodzinne i objawia się w co drugim pokoleniu, ja jestem tylko
zadowolona z tego, że mój nos jest normalny. W sensie, nie za duży nie za mały.
Piegowaty. Niestety, z naturą rudzielca nie wygrasz… No, ale na razie nie o
mnie, wróćmy do Petunii. Ma starszego o rok chłopaka - Vernona Dudley’a. Mama
mówi, że pewnie niedługo „Verni” - jak mówi Peti - się oświadczy i będzie miała
z głowy jedną córkę. Miła mamusia, nieprawdaż? Petunia od 6 lat odzywa się do
mnie monosylabami, parsknięciami, prychnięciami oraz różnymi nie fajnymi
epitetami. Przykładowa rozmowa między mną, a siostrą:
„- Cześc, co u ciebie? Cieszysz się,
że wróciłam na wakacje? - ja
- Uhhh, pfff, spadaj, wiedźmo..bla bla
bla…. - Petunia”
No, na mój widok Petunia najczęściej
wydaje coś pomiędzy warknięciem, a parsknięciem. Czasem po prostu wydaje mi
się, że jest opóźniona w rozwoju, ale mama mówi, że w mugolskim szpitalu robili
jej testy na inteligencję i podobno nie jest tak źle jak sądzę. Jednak spójrzmy
prawdzie w oczy, to lekarze mugolscy. Mogą
się mylić, a w przypadku mojej siostry, tak na pewno jest! Dobra, dość o
Petunii, przejdźmy teraz do taty, cóż to co mogę o nim powiedzieć na pewno -
jest pracoholikiem. W wakacje widuję go głównie wieczorami, na kolacji, albo na
wcześniej zaplanowanych wyjazdach. Tata jest wysoki, ma ciemne włosy
przyprószone siwizną, niebieskie oczy, oraz zmarszczki przy oczach od ciągłych
uśmiechów. Tata jest kawalarzem, co chwila robi jakieś psikusy. Porównałabym go
do Pewnej Persony, ale na razie wolę o tym kimś nie myślec. To może teraz
chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o mnie? Jak już wcześniej wspomniałam, mam
zielone oczy po mamie, rude włosy po babci, oraz wielkie ilości piegów podobno
po prababce. Ale to nie jest pewnie, bo zdjęcia prababci gdzieś zaginęły.
Jestem dosyć wysoka – 170 cm. Chociaż patrząc jak wysocy są moi rodzice, to
przy nich jestem kurduplem. Jestem szczupła, ale nie zbita, żaden typ
sportowca. Zresztą w Hogwarcie nie ma WF-u, to tylko na treningach Quidditcha,
mogłabym się jakoś wyrzeźbić, ale ten sport mnie odrzuca. Po prostu, trudno
przyznać mi się do porażki. Pierwsza lekcja nauki latania na miotle była
porażką. Jedną, gigantyczną żenadą. Zresztą może na razie o tym nie mówmy… Powróćmy
do głównego tematu dzisiejszego wpisu. Powrót do Hogwartu!! Od dwóch tygodni na
niego czekałam, po powrocie z Paryża, snułam się po domu i ogródku i nudziłam
się jak mops. Tak, powiecie „inteligentni ludzie się nie nudzą”. Słyszałam, ale
musiałam po prostu nic nie robić, w Hogwarcie mamy niezły zap**** i parę dni
nudy, było bardzo orzeźwiające!
Budzik zadzwonił o 8, zwlekłam się z lóżka
i skierowałam do łazienki. Po porannych czynnościach, typu mycie się i
nawalenie kupy odżywki na włosy, żeby się cholery jakoś ułożyły, postanowiłam zrobić
lekki makijaż. Po wakacjach nie wyglądam już jak albinos, opaliłam się na
złoto, nawet za bardzo nie widać piegów! Po przeciągnięciu chyba, że sto razy
szczotką po włosach, uznałam, że w końcu wyglądam jak człowiek płci żeńskiej i
poszłam do garderoby, o mało co nie zabijając się o już zapakowany kufer. Na 6
roku, koleżanka kończąca szkołę rzuciła mi na kufer zaklęcie
zwiększająco-zmniejszające i dzięki temu mogłam spakować całą kupioną przez
mamę wyprawkę sukienek, szortów, dżinsów, bluzeczek, topów, butów, dodatków, i
innych rupieci. Ech, szkoda, że Alicja już skończyła szkołę, jest szalenie
dobra w takich zaklęciach! Na dworze była ładna pogoda więc zdecydowałam się na
dżinsowe szorty, zielony t-shirt i białe trampki. Wrzuciłam kosmetyczkę do
kufra i zaczęłam go znosić po schodach.
- Lily, przecież mówiłem, że zniosę ten
kufer!- tata - Wiecznie musisz być taka samodzielna, przecież czasem mogę pomóc
mojej małej dziewczynce - powiedział i poczochrał mi włosy.
- Tato, uhh, układałam je z 10 minut,
znowu wyglądam jak strach na wróble! - zawołałam z przyganą w głosie- haa, mój
ton na Pewnego Osobnika! A może powinnam powiedzieć, szkodnika?
- Zawsze jesteś śliczna, jak mama!
Muszę przyznać, że mam szczęście, piękna żona, piękna córka, to jest o
przepraszam córki, oczywiście! - poprawił tata i zaśmiał się ze swojego
„wyśmienitego” żarciku. Gdyby to Peti słyszała, to miałby przechlapane. W końcu
wiadomo, kto ma nochal dziadka Eda. Haa, bo przecież nie ja!!
- Zostaw mi ten bagaż i lec na
śniadanie, mama oszalała i nasmażyła całą górę naleśników - dodał tata i zaczął
siłować się z kufrem. Uznałam, że poradzi sobie z tym bojowym zadaniem i
skierowałam swe kroki do kuchni, najpierw mijając salon, a potem główny hol.
Mamy naprawdę duży dom na przedmieściach Londynu, rodzice ciągle powtarzają, że
nie lubią zgiełku centrum miasta dlatego mieszkamy z dala od wszystkiego co
jest fajne. Dom ma dwa piętra, 6 sypialni, dwa salony, dwa gabinety, 4
łazienki, 3 garderoby oraz wielką kuchnię w której królową jest moja mama. Po
przekroczeniu progu kuchni od razu uderzył mnie słodki zapach naleśników i
ożywczy zapach kawy.
- Mmm, jak pięknie pachnie -
powiedziałam i wpakowałam sobie naleśnika do paszczy - Bałdzo dobłe, uaała -
dodałam wachlując sobie usta. Naleśnika popiłam zimnym mlekiem.
- Dziecko, jedz jak człowiek, weź
talerz, a nie jak dzikus pakujesz jedzenie do buzi - odparła mama, patrząc z
niesmakiem jak płucze gardło zimnym mlekiem wydając z siebie zabawne „gul gul
grrr”.
- Przepraszam. A gdzie ma droga
siostra o nochalu nosorożca?- zapytałam i parsknęłam rubasznym śmiechem,
uciekając przed ciosem ścierką do naczyń, który zadała mi moja rodzicielka.
- Lily, wiesz, że Petunia bardzo
cierpi z powodu swojego nosa - powiedziała mama przerzucając, chyba setnego
naleśnika na patelni - Nocowała u Vernona, ma wrócić po południu - dodała.
- Aha, czyli nie pożegna swojej
kochanej siostrzyczki? - zapytałam wpychając kolejnego pancake’a do ust. Mama
spojrzała na mnie krzywo i uśmiechnęła się swoim najbardziej profesjonalnym
uśmiechem - czytaj mega sztucznie.
- Pogodzicie się, mówię Ci, Petunia
już nie warczy jak słyszy sowę z listem - aha jasne.
- Tylko prycha - dodała mama po chwili
zastanowienia.
Przełknęłam jedzenie, nie komentując
zachowania siostry, wycałowałam mamę w jej wysokie policzki, wysłuchałam lamentu,
na temat ciepłego ubierania się oraz pilnej nauki i poszłam na poszukiwania
taty. Nie były to ciężkie zadanie, ponieważ znalazłam go w garażu. Tata ma
obsesje na punkcie motoryzacji. Ma 3 samochody i 2 motory. O, już zapakował
kufer do bagażnika Porsche. Haa, zajedziemy z klasą, chciałabym zobaczyć minę
Blacka, na widok tego sportowego cacka. Wiem, że ma facet obsesję na punkcie
mugolskich motocykli i aut.
- Gotowa?- zapytał tata z uśmiechem i
znowu zmierzwił mi włosy. No, cholera!
-Tak- odparłam wygładzając rude loki.
Tata usiadł za kierownicą, a ja wpakowałam się do przodu. Jee, jedziemy!
Hogwarcie, nadchodzę!!
Po wyściskaniu mnie przez tatę,
poczochraniu(znowu!) moich włosów, wycałowaniu, i moim zapewnieniu, że nie
doczeka się jeszcze wnuka(że, kurde, co?!), w końcu mogłam przejść na peron 9 i
¾. Po przejściu przez magiczną barierkę, od razu na coś wpadłam. Można było usłyszeć
tylko huk spadających z wózków kufrów i prychnięcie mojego kota Jima. No,
cholera, co za palant staje na wejściu…
- Potter, cholera jasna, wiedziałam,
że tylko ty jesteś tak ograniczony umysłowo, żeby zablokować wózkiem przejście!
- zawołałam, próbując wstać na nogi. Ała, moje biedne kolano. Siniak będzie jak
nic.
- Lily, mój piękny kwiecie! Witaj!
Twój świergot o poranku działa na mnie jak Ognista! - zawołał poczochrany
chłopak, po czym bezceremonialnie pociągnął mnie za rękę i postawił na nogi.
No, no, silny!
- Przepraszam, nie chciałem, ma piękna
lilio wodna. To Peter mnie przyblokował - powiedział i wskazał na potężnego(dobra,
po prostu grubego) chłopaka.
- Uh, zapomnijmy o tym - powiedziałam
wyrywając rękę z mocnego uścisku Rozczochrańca. – Gdzie zgubiliście resztę
kompanii?- zapytałam z krzywym uśmieszkiem, po czym znowu upadłam. Cóż, nie z
mojej winy, czy nawet Pottera. Z rykiem dzikiej świni, rzuciła mi się na szyję
Dorcas Meadows oraz Mary McDonald.
- Lily, mua mua, moja piękna, jaka opalona!
A jak schudłaś! Dwa miesiące się nie widziałyśmy, a ty jakby znowu urosłaś! –
wykrzykiwała niziutka Dorcas, pomagając mi wstać i nadal całując moje policzki.
- Mary! - zawołałam i też wycałowałam
drugą przyjaciółkę. – Potter, zajmiesz się naszym bagażem? - zapytałam
uśmiechając się słodko.
- Liluś, wiesz, że dla ciebie
wszystko! Tylko jeden warunek, jedziemy w jednym przedziale! - zawołał
Rozczochrany Łeb i wyszczerzył swoje olśniewająco białe zębole. A to jeden,
wycwanił się. Kiedyś po prostu zaniósł by ten bagaż i coś jęczał o tym, że
jestem straszna, bo nie chce iść z nim na randkę.
- Hmmm - odparłam i spojrzałam na
dziewczyny. Dorcas machała głową na „tak” jak szalona, a Mary wzruszyła
ramionami. Tej to obojętne, bo i tak pół drogi spędzi w przedziale prefektów.
- Dobra, Potter, znaj mą łaskę, możesz
z resztą tej swojej bandy z nami siedzieć. Tylko bez głupich dowcipów,
rozumiemy się? - zapytałam, na co rozradowany Rozczochraniec, zaczął ciągnąc
dwa kufry - swój i mój, oraz nieść koszyk z Jimem, oraz klatkę ze swoją sową
Paddingtonem. No, no, nieźle mu się mięśnie napięły pod rękawami t-shirtu,
pomyślałam i od razu zganiłam się za głupie rozmyślanie. Poszłam za Mary, ze
skaczącą u boku Dorcas, za nami Potter obładowany niczym bagażowy z Peterem,
który męczył się ze swoim kufrem i jakaś wielką szeleszczącą torbą. Zapewne z
jakimiś słodyczami, w końcu co on by mógł targać, jak nie słodycze?! Chłopcy
zaprowadzili nas do swojego przedziału, w którym już królował rozciągnięty na
siedzeniach Black, oraz Remus zaczytany w świeżutkim Proroku Codziennym.
- No, no, no, kogo moje piękne oczy
widzą?- zapytał Black, podnosząc się i kulturalnie zajmując jedno miejsce -
Rudzielec i jej dwie piękne przyjaciółki - rzucił Black i zaśmiał się po
swojemu, czyli według niego zapewne seksownie. Chociaż patrząc na Dor, to chyba
jej się podobało bo wydała z siebie jakieś takie „aahhhh”. No.
- Witaj Syriuszu- powiedziałam
poważnie - Wraz z mymi pięknymi przyjaciółkami, uznałyśmy, że zaszczycimy takie
kmiotki jak wy, naszymi pięknymi licami - odparłam, odrzucając włosy na ramię.
W oczach Pottera widziałam zachwyt.
- No co ty, stary, twój przyjaciel
robił za bagażowego, no i jakoś tak wyszło - dodałam z pewnym zażenowaniem.
Usiadłam i zaraz to samo zrobił Potter. Oczywiście obok musiał usiąść. A
chciałam pogadać z dziewczynami…
- Widzę, że James zrobi wszystko,
żebyś tylko koło niego posiedziała - odezwał się Remus składając gazetę. Hm, no
chyba coś w tym jest! Nic na to nie odpowiedziałam, tylko udałam, że bardzo interesują
mnie moje paznokcie. Dor, jak to ona zaczęła o czymś gadać z Blackiem, Peter
zajadał cukierki, Mary poszła zrobić obchód po pociągu, a Potter uhh.
- Czy mógłbyś wziąć tą głowę? -
zapytałam grzecznie przez zaciśnięte zęby. Oparł łeb na moim ramieniu i
chrapał!! Tak, zwyczajnie usnął!
- Ciii, Lily, nie spał dzisiaj całą
noc, był tak podjadany, że cie zobaczy- odparł szeptem Syriusz i wrócił do
cichej rozmowy z Dorcas. Po chwili siedzenia w niewygodnej pozycji, z Potterem
u boku usnęłam.
- Ejj, cicho bądźcie - powiedział
jakiś głos - Jedyne chwile kiedy mogę być tak blisko niej, a wy chcecie to popsuć.
Phi, przyjaciele z koziej dupy, czy jak to się mówi - dodał ten sam głos, na co
inne parsknęły cichym śmiechem. Na włosach poczułam lekki dotyk czyjejś dłoni i
już chciałam zapadać w kolejną błogą drzemkę, kiedy obczaiłam bazę. Pociąg.
Hogwart. Przedział z Huncwotami. Ahaa. Otworzyłam oczy i jeszcze niewyraźnie
widząc zobaczyłam dwa orzechowe punkciki. No, ładne. Gdy wzrok mi się wyostrzył
w końcu zajarzyłam. Spałam na kolanach Pottera! Na gacie Merlina, twarzą
leżałam prawie w jego, ekhm no wiecie!
- O ja Pier****- westchnęła, i
usłyszałam szczekliwy śmiech.
- Hm, no Potter, przepraszam, chyba
nie kontrolowałam mojej głowy - dodałam do wcześniejszej, jakże elokwentnej
wypowiedzi. Wstałam z kolan Pewnego Osobnika i usiadłam jak człowiek. Black w
najlepsze zacieszał ryja, Mary i Remusa nie było - pewnie jak to prefekci
szlajali się po pociągu, a Dorcas uhahana jak surykatka czy tam inny zwierz
spoglądała na nas zza „Czarownicy”. Tylko Peter zachowywał pełny spokój - po
prostu spał jak zabity z twarzą przyciśniętą do szyby. Uh, czy to ślina na
oknie? Ale ohyda!
- Naprawdę nic się nie stało, Lily -
powiedział w końcu Rogacz i poklepał mnie po głowie. No, jak psa.
- Hm, taak, przegapiłam coś? -
zapytałam próbując odciągnąć uwagę moich przyjaciół od tej Sytuacji. Tak przez
duże „S”.
- Oj, Ruda, a żebyś wiedziała jak
sobie ładnie wzdychałaś - powiedział Syriusz szczerząc swoje całe idealne
uzębienie - Nawet chyba słyszałem coś w stylu „James… Jamsiku…”- dodał mrugając
do Poczochrańca. Och, tak gramy?
- Zapewnie mówiłam coś w stylu JIM,
tak ma na imię mój kot, pamiętasz Black? - zapytałam wskazując na klatkę z moją
białą, puchatą kulą sierści.
- Jasnee - odparł Idiota Numer 2 uśmiechając
się obleśnie - Pewnie śniło Ci się co byś wyprawiała z Rogaczem, gdybyś w końcu
łaskawie poszła z nim na tą głupią
randkę - no cholera, zatłukę dziada jak muchę. No, to zaraz mu udowodnię
dziadowi jednemu, uh:
- Taaak? A wiesz, może tak było -
odparłam - Potter, pierwsze wyjście do Hogsmeade - randka. Ty i ja w herbaciarni
u pani Puddifoot - odparłam patrząc wyzywająco na Poczochrańca. Ten był cóż,
trochę zdziwiony. OK, wcale nie trochę, tak dziwnie rozdziawił gębę i się
gapił. Merlinie i Morgano, z kim ja się zadaję? Czemu mnie pokaraliście takimi ludźmi?
- To się porobiło…- zaczęła coś mówić
Dorcas patrząc na mnie jak na ducha. Chociaż może to złe porównanie, bo do
duchów dawno się przyzwyczailiśmy. Może jak na sklątkę tylnowybuchową? No nic,
wypowiedz, zapewnie bardzo przemyślaną(ahaa) przerwał huk otwieranych drzwi od
przedziału.
- A co wy nadal nie przebrani? Już
dojeżdżamy, ruchy trolle! - zawołała Mary wyciągając Dor i mnie z przedziału do
łazienki dla dziewcząt. W końcu coś zjem, pomyślałam i usłyszałam głuche
burknięcie. Jeść! Zjadłabym jednorożca z kopytami!
Po przebraniu się, wysiadce i
załadowaniu, niestety znowu z Huncwotami, do powozu dojechaliśmy do Hogwartu.
Taak, w końcu w domu!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.