niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 34



Przewróciłam kolejną stronę grubej, starej księgi i westchnęłam. Nudziłam się. To jest straszne, ale nudziłam się czytając książkę. Co prawda, była napisana łaciną i może to był powód mojej nudy – nie znałam łaciny, więc nie rozumiałam co czytam, ale kiedyś, mogłam przeglądać każdą książkę i znajdowałam w niej coś ciekawego.
Pytanie brzmi: Co ten Potter ze mną zrobił, że znudziły mi się książki?
A następne pytanie brzmi: Gdzie on jest, gdy mi się tak nudzi?
            - Lily! – zawołał Syriusz, wpadając do Pokoju Wspólnego, zupełnie burząc spokój wszystkich osób przebywających w pomieszczeniu. – Tylko się nie denerwuj… - poprosił, co przyniosło zupełnie odwrotny skutek – zdenerwowałam się.
            - Co się stało? – zapytałam, wstając z fotela.
            - Tylko spokojnie… Właściwie nic im się nie stało – odparł.
Merlinie, i jak tu zachować spokój?!            
            - Black, gadaj! – zawołałam.
            - James i Remus wylądowali w Skrzydle Szpitalnym.


***


Mogłam zrozumieć to, że czasem przydarza się coś niespodziewanego. Albo ktoś się myli i rzuca jakieś przerobione zaklęcie, co ma często katastrofalne skutki.
Ale będąc Prefektem i Prefektem Naczelnym, nadal robić jakieś dziecinne żarty?
            - Macie za swoje! – zawołałam, gdy już pooglądałam ich obrażenia.
Nie były gigantyczne. Właściwie byli podrapani i jacyś tacy wymięci, ale nie wyglądali znowu aż tak źle.
            - Lily… - zaczął James, ale jaką byłabym dziewczyną, jeżeli bym mu nie przerwała?
            - James, zastanów się nad swoim zachowaniem – powiedziałam. – Pogadamy wieczorem – dodałam i zamaszystym krokiem wyszłam ze Skrzydła.


***


Remus skrzywił się, słysząc trzaśnięcie drzwiami i spojrzał na przyjaciela.
            - Dzięki – mruknął.
            - Nie musisz dziękować, Luniaczku – odparł James, patrząc na sufit. – Będzie obrażona przez parę godzin i jej przejdzie – dodał, wierząc w to, co mówi.
            - Albo i nie przejdzie – zauważył Syriusz, na co poszkodowani spojrzeli na niego ze zdziwieniem. – Może powinny się dowiedzieć. Mówię o Rudej i Dorcas. Przecież nas nie wydadzą, nie?
Remus jeszcze bardziej zbladł, a James patrzył na czarnowłosego z podziwem.
            - Stary, gdybym cię tak dobrze nie znał, to bym powiedział, że jesteś całkiem dojrzałym facetem – powiedział James i od razu dodał: - Dorcas ma cię już pod pantoflem, co? – i od razu zarechotał z oburzonej miny przyjaciela.
            - Nie tak głęboko, jak ciebie Evans – wyburczał Syriusz i spojrzał na Remusa. – Luniaczku, tylko one dwie. Wyglądają krucho, ale to silne dziewczyny, udźwigną twój mały, futrzasty problemik.
            - Problemik – powtórzył blondyn, wzdychając. – Problemikiem jest to, że ostatnio nie poszło ci najlepiej na Zaklęciach, a nie moje wilkołactwo – dodał, przyciszając głos przy słowie kluczu.
            - Oj tam – zlekceważył Syriusz, siadając w nogach szpitalnego łóżka. – Muszą wiedzieć. Dorcas już pytała gdzie znikam na noc… Chyba miała na coś ochotę, jeżeli wiecie o co mi chodzi…
            - Aha, to już rozumiemy! – odparł James, uśmiechając się. – Myślisz, że ona myśli, że ją zdradzasz i dlatego chcesz jej powiedzieć, że Remus jest wilkołakiem, żeby sobie dziewczyna nie myślała, że latasz za innymi!
Syriusz zamrugał, przetwarzając tę skomplikowaną wypowiedz przyjaciela, po czym skinął głową.
            - Poniekąd – wyburczał i spojrzał na blondyna. – Luniaczku, będzie dobrze! Rudzielec i Dor są rozsądne, wyedukowane, przecież nie będą się ciebie bały…


***


            - Chyba nie myślisz, że chcą czworokąt? – zapytała Dorcas.
Szłyśmy do sypialni Huncwotów „na rozmowę”, jak to określił James z Syriuszem, w króciutkim liściku.
            - Dorcas, no weź – jęknęłam.
Brunetka roześmiała się, dając mi znać, że jedynie żartowała.
            - Chociaż nigdy nie zapraszali nas listownie, nie? – zapytałam, przeczuwając najgorsze.
Merlinie, widok nagich pośladków Blacka mógłby mnie pozbawić wzroku! Już nie mówiąc o innych czynnościach z nim związanych. O fu.
            - Nie stresuj się, idziemy do naszych facetów, a nie na dywanik do McGonagall – mruknęła Dorcas, pukając do drzwi.
Które od razu zostały otworzone przez Remusa. Dzięki ci Merlinie za Remusa!
            - Wejdźcie – powiedział, otwierając szerzej drzwi.
No dobra, było dziwnie. James z Syriuszem siedzieli obok siebie z poważnymi minami, a Remus wyglądał, jakby szedł na ścięcie, lub przełamanie różdżki.
            - Coś się stało? – zapytałam, lekko zestresowana.
            - Nic – od razu odparł James. Za szybko.
Spojrzałyśmy na siebie z Dorcas i usiadłyśmy naprzeciwko chłopaków, na łóżku Franka.
            - Dorcas, Lily… - zaczął Syriusz, z poważną miną. – Musicie się o czymś dowiedzieć.
            - Tak, i nie martwcie się. To nic strasznego! – zapewnił nas James i spojrzał na Remusa.
            - To tylko tak źle zabrzmi… - pocieszył nas Remus.
Popatrzyłam na chłopaków.        
            - Jest źle, Lily – wyszeptała Dorcas, a Remus zaczął mówić.


***


To był szok. I nie tylko dla mnie, Dorcas siedziała z rozdziawioną buzią i szeroko otwartymi oczyma.
            - Rozumiem – mruknęłam, nie patrząc na żadnego z chłopaków.
Nie chciałam dać po sobie poznać, że panikowałam.
            - Doskonale – westchnął James.
Wcale nie było doskonale. Ciężko było mi sobie uzmysłowić fakt, że mój chłopak co miesiąc przemienia się w jelenia. W ogóle, czemu jeleń?! Czemu nie, no ja wiem, borsuk? Chociaż, jeleń jest dosyć dumnym zwierzęciem, a jeszcze biorąc pod uwagę okazałe poroże, mogłam zrozumieć, czemu James się w niego zamienia.
Bo, hello! Jego włosy! Zawsze mi coś przypominały, tylko nie wiedziałam co!
Poroże.
O Merlinie, spotykam się z dzikim zwierzem…
            - I tak pod samym nosem McGonagall? Dumbledore'a?  - zapytałam.
            - Cóż, jesteśmy genialni, to jedyna możliwość – odparł Syriusz, uśmiechając się.
            - Dumbledore wie – wtrącił Remus. – To znaczy, wie o mojej… przypadłości.
            - Nielegalni animadzy – mruknęła Dorcas, nagle wybudzona z jakiegoś transu. – Czarny pies… O Merlinie, to byłeś ty?! Randka z Smith’em, na szóstym roku, to z tobą się bawiłam?!
            - Ekhm, taa – odparł Syriusz.
            - I drapałam cię po brzuchu?! – zawołała zbulwersowana.
Zaśmiałam się z niedowierzającej i na raz wzburzonej miny Dorcas.
            - Remusie, niczym się nie martw – powiedziałam, gdy Syriusz zaczął się tłumaczyć Dor. – Wszystko będzie dobrze.
Co innego mogłam powiedzieć?


***


            - Całkiem dobrze to przyjęły – powiedział James, spoglądając na nadal bladego przyjaciela.
            - Dorcas najbardziej przejęła się tym drapaniem po brzuchu… - dodał Syriusz, w ogóle nie rozumiejąc dziewczyny.
            - Jedyne wytłumaczenie, to takie, że są tak samo nienormalne jak wy – odparł Remus, widocznie odzyskując rezon.
            - Dzięki, stary – burknął Syriusz, patrząc na dwie kropeczki na Mapie Huncwotów. – Widocznie dobrze trafiliśmy.
            - Najlepiej – dodał James.


***


            - Jestem przerażona – mruknęłam do Dorcas, gdy zaszyłyśmy się w łazience, aby przypadkiem dziewczyny nas nie podsłuchały.
            - Ja też – odparła Dorcas. – Ufam Remusowi, ale przecież jako wilkołak nie panuje nad sobą! Może im zrobić krzywdę…
Od razu przed oczami stanęła mi wizja zakrwawionego ciała Jamesa, porozrywanego przez ostre pazury bestii… Nie był to miły widok, a moja wyobraźnia jest naprawdę bogata.
            - Ale z drugiej strony, nie możemy im nic zakazać – powiedziałam.
James słuchał mnie w wielu sprawach, i zawsze był wyrozumiały. Ale zakazać mu czegoś? Pf. To tak, jakby trzymać niedźwiedzia na sznurku i myśleć, że nie ucieknie. Nie da się.
            - Zostaje nam tylko wspieranie.


***


Tego samego dnia, spotkałam się z Jamesem na patrolu.
            - I jak? – zapytał na przywitanie.
I co ja mogłam odpowiedzieć? Świetnie? Cudownie wiedzieć, że co miesiąc ryzykujesz swoim życiem i zdrowiem? Ale wiem, że robisz to dla przyjaciela, więc to szanuję?
            - Dobrze – odparłam, zapinając guziki sweterka.
Trafił nam się patrol od 22 do 1 w nocy, a w zamku było naprawdę zimno. Zresztą, czego chcieć, to koniec lutego.
            - Twoja mina wcale nie oddaje tego słowa – powiedział, przyciągając mnie do swojego boku. – Powiedz, co ci leży na wątrobie.
            - Raczej na sercu – odparłam. Na wątrobie leżała mi tylko pożarta w samotności czekoladowa żaba. – Martwię się.
            - Martwisz się, czym? – zapytał, gdy ruszyliśmy schodami na szóste piętro, oświetlając sobie drogę różdżkami.
            - Tym, że stanie ci się krzywda, i nie będę mogła ci pomóc – powiedziałam, splatając palce z jego palcami.
            - Nie stanie mi się krzywda! – zaprzeczył gwałtownie.
            - Tego nie wiesz – syknęłam.
James się zatrzymał i spojrzał mi w oczy.
            - Jeżeli to poprawi ci nastrój, to mogę obiecać, że nie będę szarżował. Będę zachowywać się odpowiedzialnie i nie będę ryzykował.
Mówił to takim tonem, jakby to było coś okropnego…
            - Dziękuję.
            - Ale ty też musisz mi coś obiecać – powiedział, lekko całując mnie w policzek.
            - Co zechcesz – odparłam zadowolona.
            - Nie będziesz się zamartwiać przy każdej pełni. Jak dotąd wychodziliśmy z nich cali i przy okazji, nieźle się bawiliśmy.
Skinęłam głową.


***


Wracaliśmy z patrolu.
            - Idziesz ze mną do łazienki prefektów? – zapytałam, gdy zmieniliśmy się z prefektami z Hufflepuffu.
            - Po co? – zapytał James.
Co za kretyn.
            - Wiesz, łazienka prefektów ma całkiem  sporą wannę… Powiedziałabym, że dwuosobową – odparłam uśmiechając się, gdy zobaczyłam zmieniającą się minę chłopaka. – I można wytworzyć wieeeelkie ilości piany – dodałam.
            - Czy ty próbujesz mnie uwieść? – zapytał James z niedowierzaniem.
            - Tak, tylko wydajesz się nieco oporny.
            - W żadnym wypadku nie jestem oporny! – zawołał James, przez co musiałam uciszyć go wkurzającym „ciii”. – I jestem chętny.
Roześmiałam się.
            - Gdybyś nie był chętny, pomyślałabym, że coś jest z tobą nie tak – odparłam, zatrzymując się przed obrazem, ukrywającym łazienkę. – Fioletowa piana.
Wpijając się w usta chłopaka, objęci weszliśmy do jasnego pomieszczenia.


***

Jest i to nawet dzień wcześniej ;) Co prawda jakiś krótki ten rozdział, ale lepszy niż żaden, prawda? Pisanie idzie mi naprawdę kiepsko. Czuję, jakbym cały czas pisała to samo, niektóre momenty dublują się ze starym opowiadaniem. Albo tylko tak mi się wydaje? Następny rozdział będzie w sierpniu, o ile w najbliższym czasie skończę pisać 36.

niedziela, 19 lipca 2015

Rocznica + miniaturka numer 14 – „Współczesny Hogwart”



Wyobraźcie sobie, że Huncwoci żyją w naszych czasach… Macie to przed oczami? Więc zapraszam!


***


            - Ten kretyn polubił moje zdjęcie na Magobook’u! – krzyknęłam do strzelającej sobie selfies Dorcas.
Siódmy rok nauki w Hogwarcie nie zaczął się dla mnie najprzyjemniej. Cały mój Magobook’owy wall był zawalony miłosnymi wpisami od jednej, jakże irytującej persony.
James Potter, moje przekleństwo.
            - Kurde, Lily, weź mi potrzymaj mój selfie stick,  i ogarnijmy jakąś nową fotkę na Intagrama, bo ta obrzydliwa Astoria ma więcej followersów ode mnie! – zawołała Dorcas, rzucając mi kijek od samojebek do ręki.
            - Na Merlina, Dor, ale czemu ty jesteś w samym staniku? – zapytałam, patrząc na prężącą się Dorcas i robiącą dzióbek do lustra.
            - Zdobędę tych zasranych followersów sposobem, nie? – odparła i stanęła koło mnie. – Ściągaj bluzkę i rób dzióbek… Czemu mój chirurg nie powiększył mi bardziej ust? Nie wydaje ci się, że są za małe?
Z całą pewnością usta Dorcas nie były małe. Tak samo jak jej cycki. I tyłek. Wszystko było robotą chirurga – magika.
            - Nie będę ściągać bluzki, bo Potter się spuści – odparłam, wydymając usta.
Od razu po oczach strzelił mi ostry rozbłysk flesza.
            - Kurna, Dorcas, ostrzegaj! – zawołałam przecierając oczy.
            - No co, dobrze wydęłaś usteczka – odpowiedziała dziewczyna, nadal wdzięcząc się pod obstrzałem smartphona.


***


            - Evans napisała: „Mam nowy towar”… Myślicie, że chodzi o nowego chłopaka, czy o dopalacze? – zapytał James, patrząc na kumpli.
Syriusz właśnie nagrywał nowego vloga, na swój dobrze prosperujący kanał na Youtube, Remus czytał e-book’a, a Peter strzelał fotki jedzenia i jak maniak wrzucał je na Instagrama i swojego kulinarnego bloga.
            - Pewnie znowu coś wymyślili na tym kółku eliksirowym – odparł Remus, odkładając czytnik Kindle obok talerza.
- Ostatni towar nieźle trzepał – dodał Syriusz, odkładając zgrabną kamerkę na stół. – Myślicie, że powinienem założyć sobie Snapchat? Moi fani żądni są każdej chwili z mojego życia!
- Jak chcesz – odparł James, drapiąc się po głowie. – Ja tam myślę nad Tinderem, Dorcas mi ostatnio powiedziała, że Evans sobie założyła…
- Evans? – zapytał z niedowierzaniem Syriusz. – A po co jej? Przecież to pewnie dziewica, a wiadomo po co jest Tinder, nie? Hehe.
- Może chce kogoś poznać? – wtrącił się Peter, kiedy już nastrzelał odpowiednią ilość fotek, które teraz skrupulatnie pokrywał różnymi filtrami z najnowszej aplikacji i wrzucał na bloga.
- Na Tinderze poznajesz kogoś, żeby uprawiać seks – wyjaśnił dobitnie Syriusz.
Syriusz, oczywiście znał temat. Można powiedzieć, że z pierwszej ręki…
            - Serio? – zapytał James.
Wyobraźnia zaczęła mu pracować.
            - No, coś w tym jest – powiedział Remus. – Chciałem kogoś ciekawego poznać, a skończyło się na samych propozycjach… Wiecie jakich – dodał, szybko unosząc brwi.
            - Luniaczku, kto by pomyślał… - mruknął Syriusz i zaraz zmienił temat. – Widzieliście sexy fotkę Evans i Meadowes z kibla? – zapytał przyjaciół, pokazując im swojego smatphona z otwartym Instagramem czarnowłosej.
            - Łooo – wykrztusił Potter, wyrywając mu telefon. – Może napiszę: „Sexy dziunie”?
            - Dziunie? – zapytał Remus. – Nie brzmi to dobrze…
            - No, szczególnie biorąc pod uwagę to, że Meadowes wygląda jak typowa dziunia – odparł Syriusz po chwili zastanowienia. – Lubię te z wielkimi ustami, cyckami i tyłkami… Chyba do niej uderzę, co myślicie? Będziemy jak Kanye West i Kim Kardashian! Tak samo sławni, tak samo próżni…
            - Chyba o czymś zapomniałeś – powiedział James.
            - O czym?
            - Nie jesteś raperem, tylko gadasz o stylizacji włosów na youtube…
Syriusz wykrzywił usta w podkówkę. I od razu podzielił się tym, jak przyjaciel zniszczył jego marzenia, ze wszystkimi znajomymi z Magobook’a.


***


            - Lil, Syriusz napisał na Magobook’u, że razem wyglądalibyśmy jak Kimmy i Kanye! – zawołała Dorcas, gdy wychodziłyśmy po śniadaniu na szkolne błonia. Oczywiście, na małą sesyjkę.
            - Lol – odparłam, wyobrażając sobie czarnowłosą z Blackiem. Chociaż, właściwie…
            - I od razu James napisał, że wy razem wyglądalibyście jak Brad Pitt i Angelina Jolie, tylko wiesz, przefarbowana Angie… No i z piegami. Ale nie martw się! Doktor Phil wysłał mi kwas glikolowy, to zaraz naprawimy ci buźkę – odparła Dorcas i rozejrzała się po błoniach. – Romantyczna sesyjka nad jeziorem? Czy może seksowna na boisku do quidditcha?
            - Romantyczna – odparłam, szybko pisząc komentarz pod wpisem Pottera.
„Nigdy nie będziesz wyglądał jak Brad, Potter.”


***


Wyszli na szkolne błonia. Syriusz chciał wypróbować swoją nową kamerkę GoPro, którą to przyczepił do swoich przedłużanych włosów, aby jego youtubowi fani, mogli widzieć każdą chwilę z jego życia.
            - Patrz Rogaczu, kto to sobie strzela selfie nad wodą… Założę się, że podpiszą: #romantycznie #jeziorobezdna #zpsiapsiółką – zarechotał Syriusz, jakby sam nigdy nie hasztagował swoich foci z insta.
            - Podejdziemy? – zapytał, chociaż nie było takiej potrzeby. Syriusz już wstawił na wall’a wiadomość, że idą nad szkolne jeziorko.
            - Elo – przywitali się, patrząc na wijącą się na kamieniu Dorcas, z kijem do samojebek. Wyglądało to komicznie, ale przecież już wszyscy byli przyzwyczajeni do takich widoków…
            - Patrzcie co sobie ostatnio kupiłem na ebay’u – powiedział Syriusz i wskazał na swoje włosy, w których to kryła się kamerka. – Powiedzcie coś do moich fanów, nadaję na żywo!
            - Spadaj Black – mruknęła Lily, zaczytana w czymś na swoim smartphonie.
            - Tinderujesz? – zapytał James, stając obok dziewczyny.
Lily zamrugała.
            - Kto ci powiedział, że mam Tindera? – zapytała.
James mimowolnie spojrzał na Syriusza, który nagrywał wyginającą się Dorcas.
            - To #łajzy…


***


Obserwowałam każdego z osobna i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Każdy z nas trzymał w ręku jakieś urządzenie elektryczne. No, lub jak Syriusz – na głowie.
            - „Świat oszalał” – wklepałam na telefonie i dodałam na Magobook’u.
            - Wiem, Evans, a ja wraz z nim… Na twoim punkcie  – mruknął mi Potter koło ucha.
Przewróciłam oczami i otworzyłam Tindera. W końcu miało się okazać, kto według wszelkich preferencji i innych takich, powinien do mnie pasować. Może będzie to ktoś tak przystojny, jak ten facet, który w „The Vampire Diaries” gra Damona? Albo może ten który grał Edwarda Cullena? Cholera, co ja tak gustuję w wampirach?! Hm, to może ten z „50 Shades of Grey”? Kaloryfer miał zacny.
            - No – mruknęłam, pośpieszając wolno działającą apkę. – O żesz! – krzyknęłam, widząc tylko jedno zdjęcie.
Roześmiana facjata patrzyła na mnie z błyskiem w ciemnym oku. Nie było by tak źle, gdybym nie wiedziała, do kogo należy ta twarz…
            - Widzisz, Evans, to od zawsze było przeznaczenie – powiedział Potter, zaglądając mi przez ramię.
            - #wkurzona – mruknęłam.


***


            - Owocny dzień, nie sądzisz? – zapytała Dorcas, obficie smarując swoje olbrzymie usta Lip Maximizerem Diora.
            - A jakże – odparłam, przypominając sobie radochę Pottera, gdy przyznałam mu maksymalną liczbę punktów na Tinderze.
            - Wiesz, że Syriusz zaproponował mi, że moglibyśmy razem założyć kanał na youtube? – zapytała, a gdy pokręciłam głową, dodała: - On będzie opowiadał o włosach i o swoim zajebistym życiu, a ja będę mówić o operacjach plastycznych, botoxie, kwasie hialuronowym, kosmetykach, stylizacjach, urządzaniu domu, gotowaniu, kręceniu filmików, tańcu, makijażu…
Spojrzałam na Dorcas z podziwem.
            - Dor, z ciebie to istny człowiek renesansu, normalnie.
            - WTF? – odparła.
Pokręciłam głową i z niechęcią zgodziłam się na zaproponowaną przez Pottera randkę. Pisząc mu to na „skajpaju”.


***


            - Lanczyk, branczyk, świeży soczek, czy wegański burger?
Potter sypał propozycjami jak Dorcas nowymi kolorami szminek. Lub z szybkością nowych komentów pod roznegliżowaną fotką na insta.
            - Belgijskie frytki – zadecydowałam, chociaż doskonale wiedziałam, że co najmniej od roku są już passe.
            - Lubię to – powiedział Potter.
            - Dokładnie, daję lajka mojej wypowiedzi – powiedziałam, na co oboje się uśmiechnęliśmy.
            - Zahaczymy o Starbucks? – zapytałam, skrycie marząc o średniej Latte, z sojowym mlekiem i oczywiście – bez cukru.
            - Co, focia na insta? – zagadnął, a gdy skinęłam głową, weszliśmy do kawiarni.
Gdy wreszcie dostaliśmy swoje kubki, oczywiście podpisane i z narysowanymi uśmiechniętymi emotikonami, ruszyliśmy w stronę mniej modnej części Hogsmeade.
            - Frytki belgijskie razy dwa, z sosami andalouse – powiedział Potter.
Po chwili, trzymaliśmy parujące frytki i usiedliśmy na leżakach, rozstawionych dookoła food - truck'a.
            - Strzelić ci fotkę? – zapytał brunet. – Widzę, że nie wzięłaś swojego kijka do selfie – dodał, jakby zmartwiony.
            - Nie, dzięki – odparłam. – Więc… - zagaiłam. – Widziałeś ostatnie nagranie Dor i Syriusza?
            - To z recenzją wosku do włosów i pokazu najnowszych lakierów z O.P.I, Dorcas?
            - Taaa. Nie uważasz, że oni do siebie… pasują? – zapytałam. Byłam ciekawa, czy tylko ja to widzę.
            - Też tak myślę – odparł podnosząc się z leżaka. – Chodźmy jeszcze na mrożony jogurt…


***


            - Nie było tak źle, co? – zapytał Potter, gdy dochodziliśmy do Wieży Gryffindoru.
Po frytkach, poszliśmy na mrożony jogurt. Przerażające było to, że Potter doskonale wiedział, jakie lubię dodatki. Chociaż… W erze, gdy wszystko jest podane jak na tacy, na instagramie, czy Magobook’u, czego innego mogłam się spodziewać?
            - Było spoko – odparłam lakonicznie, zapisując sobie w pamięci to, że mam polubić nasze wspólne zdjęcie z randki, na profilu Pottera.
            - Może dodamy sobie jakiś cytat, zamiast zwykłego podpisu pod zdjęciem? – zapytał.
Spojrzałam na niego podejrzliwie. To było trochę obciachowe…
            - Jaki?
            - Na przykład – zaczął: - Amor vincit omnia?
            - Jakie Amor, Potter!? – wydarłam się.
Co on sobie myśli, jedna randka i już wielkie love? WTF, Potter?!
            - No dobra, to chociaż: „#frytkibelgijskie #supertowarzystwo #randka #odjazdowo”?
            - Może być – mruknęłam.
Potter od razu wklepał to coś, na swoim smartphonie, przez co byłam zmuszona do polajkowania tego. Na insta i Magobook’u of course.
            - To może chociaż buziaczek na dobranoc? – zapytał.
Przewróciłam oczami.
            - W policzek – zadecydowałam.
I wszystko było by dobrze, gdyby kretyn Black, nie strzelił nam fotki.
Fotki, która można powiedzieć, była dowodem naszej znajomości, na stopie „coś więcej niż wrogowie, ale mniej niż kochankowie”.
Jednak z każdym kolejnym wypadem na kawkę do Starbunia, czy na mrożony jogurt, lub nawet wege burgera, nasze uczucie rozkwitało.
I zostało skrupulatnie udokumentowane na Magobook’u, Instagramie, Snapchacie oraz innych portalach społeczności czarodziejskiej…


***


Dzisiaj, 19 lipca mija dokładnie rok od założenia bloga!! <fanfary> 
Jestem w szoku, gdy zakładałam, myślałam, że zaraz to usunę. A tu proszę, już rok wypisuję te głupoty, niewiarygodne :)
Miniaturka prześmiewcza - ale bardzo z życia wzięta. Mam parę koleżanek, których zachowanie zainspirowało mnie, do stworzenia tego czegoś.
Postanowiłam, że nie będę zawieszać bloga, najwyżej rozdziały będą ukazywać się rzadziej. Może raz na tydzień, albo na dwa. Będzie to zależało od wielu czynników.
Na pewno w tym miesiącu ukaże się jeszcze jeden rozdział :)