niedziela, 12 lipca 2015

Miniaturka numer 13 – „Eliksir miłości”


Pisane przy: https://www.youtube.com/watch?v=pNYFpTLazvA


Z perspektywy Jamesa Pottera

Styczeń 1978 roku


Witchcraft, voodoo
Love experiments, and paint books
Potions, lotion
Perfume to find you



            - Jesteś tego pewien, stary? – zapytał Syriusz, patrząc uważnie jak wlewam połyskliwy płyn do kielicha wypełnionego sokiem dyniowym.
            - Tak – odparłem pewnie.
Może przybliżę sytuację?
Był poniedziałek, 15 stycznia 1978 roku. Siedziałem wraz z mym najlepszym przyjacielem, Łapą, szerzej znanym jako Syriusz Black i jadłem śniadanie. Był całkiem ładny poranek, Wielka Sala była zapełniona tylko w połowie, i zbliżały się Eliksiry.
Aa, no i zapomniałem o najważniejszym. Zaprawiałem sok dyniowy Amortencją, najsilniejszym eliksirem miłosnym, jaki czarodzieje wymyślili.
            - Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że to głupi pomysł – powiedział poważnie Syriusz.
Spojrzałem na niego zdziwiony.
            - Ty uznajesz, że coś jest głupie? Mam ci przypomnieć o tym, co wymyśliłeś na szóstym roku? – odparłem, obserwując kielich z sokiem.
            - Uch, no nie – odpowiedział Syriusz, krzywiąc się lekko. – Jeżeli myślimy o tym samym to nie musisz… Ale wracając do sprawy, nie uważasz, że Evans zasługuje na coś, hm, lepszego?
            - Lepszego, Łapo? – zapytałem. – Były kwiatki, czekoladki, błaganie i inne sprawy, które źle wpływały na moje ego. Mam dość czekania.
            - Ale nie uważasz, że w końcu zmieniła stosunek do ciebie? Wiesz, już tak nie wrzeszczy. A od kiedy zostałeś Prefektem Naczelnym, to już w ogóle! Zachowuje się zupełnie jak nie Evans. Jest dla ciebie miła, przyznaj – poprosił Syriusz.
            - Jest miła, ale ja chcę więcej – odparłem i spojrzałem na drzwi od Wielkiej Sali.
Nie wiem jak to się działo, ale zawsze wyczuwałem, kiedy się zbliża. Wiem, brzmi to niesamowicie, i może trochę niepokojąco, ale tak było.
Widziałem jak idzie w kierunku stołu, o dziwo sama, bez tych swoich przyjaciółek z którymi spędzała cały wolny czas… Tak, ten który mogłaby poświecić mi!
            - Zawołaj ją, Łapo – poprosiłem.
Pewnie mógłbym to sam zrobić, ale czy wtedy by podeszła? Być może. Ale pewnie nie.
            - Lily, tutaj! – zawołał Syriusz, machając do dziewczyny.
Zmarszczyła brwi, ale podeszła. Taak, stanowczo była za miła. Mogło się to na niej zemścić. Chociażby zaraz…
            - Cześć – mruknęła, spoglądając na nas. – Coś się stało?
            - A czy musiało się coś stać? Chcieliśmy z tobą zjeść śniadanie – odparł Syriusz, uśmiechając się szelmowsko. – Zawsze przyjemnie popatrzeć na ładną koleżankę.
Rudowłosa przewróciła oczami i usiadła naprzeciwko nas.
            - Potter – powiedziała. Od razu spojrzałem na nią. – Pamiętasz o dzisiejszym patrolu?
            - Jasne – odparłem i obserwowałem jej ruchy. Z precyzją godną magochirurga smarowała tosta masłem i go kroiła, a następnie dotknęła puchar z sokiem.
            - Słyszeliście o ataku na Bristol? – zapytała, jakby usilnie chciała podtrzymać rozmowę.
            - Taa, niezła jatka – odparł Syriusz, na co dziewczyna lekko się skrzywiła.
            - Jatka to mało powiedziane. Śmierciożercy zabili ponad dwadzieścia osób – powiedziała, i chwyciła w rękę kielich.
Z napięciem patrzyłem jak unosi go do ust i na chwilę go przy nich zatrzymuje. Spojrzała na mnie zamyślona, ale się napiła.
Poczułem kopniaka w goleń, zadanego mi przez Syriusza, ale zupełnie nie zwracałem na to uwagi.
Patrzyłem Lily prosto w oczy i widziałem jej zmieniające się spojrzenie.


***


Oh my heartache, but I know fate
Will send you my way
And when you came my heart was saved
I've known you for lifetime baby


Nie byłem pewien jak Lily będzie się zachowywać po zaaplikowanej jej Amortencji. Właściwie najbardziej bałem się tego, że ją po prostu wyczuje. No, ale gdy się człowiek czegoś nie spodziewa, nie zwraca uwagi na takie szczegóły, jak trochę inny zapach soku.
            - James – usłyszałem. Było to jak balsam na mą udręczoną duszę.
Cały czas, od pierwszego roku w szkole słyszałem tylko „Potter”. Lub co gorsza jakieś niemiłe wyzwiska. Usłyszenie swojego imienia, z tych pełnych, różowych ust, było czymś doprawdy ekscytującym.
            - Porozmawiamy? – zapytała.
Skinąłem głową. Wstałem od stołu.
Idąc, cały czas patrzyłem na nią i jej uśmiech. Nie wiedziałem, że Amortencja wywołuje też dobry nastrój…
            - Gdzie chcesz rozmawiać? – zapytałem, gdy w końcu spotkaliśmy się obok drzwi, prowadzących do Wielkiej Sali.
            - Gdziekolwiek – odparła, i pociągnęła mnie za rękę.


***


I've fallen for you
I'm feeling a deja vu
Deja vu
I've fallen for you
Now I've got nothing to do
Deja vu, deja vu



Gdy dotarliśmy do jednej z nieużywanych klas, na czwartym piętrze, puściła moją rękę i stanęła naprzeciwko mnie.
            - Nie wiem kiedy to się stało – wyszeptała. – Ale chyba się w tobie zakochałam – dodała.
Wpatrywałem się w jej zielone tęczówki, i czułem się coraz gorzej. Myślałem, że będę podskakiwać z radości, gdy wreszcie usłyszę takie wyznanie padające z jej ust, ale było zupełnie inaczej.
Wstyd i wyrzuty sumienia zupełnie mną zawładnęły. Merlinie, jak mogłem zrobić coś takiego, osobie którą naprawdę kocham?!
            - Lily – powiedziałem, kręcąc głową. – Ty mnie wcale nie kochasz – dodałem. – Tak ci się tylko wydaje, zrobiłem coś okropnego, za co mnie znienawidzisz do końca życia – wyznałem.
Rudowłosa zagryzła wargę.
            - Jak mogłabym cię znienawidzić, jeżeli cię kocham? – zapytała.
Pokręciłem głową.
            - Lily zrobiłem coś okropnego… - wyszeptałem. – Dolałem ci eliksir do soku, to była…
            - Amortencja – powiedziała za mnie, Lily.
Szeroko otworzyłem oczy.
            - Skąd…? – zapytałem zdziwiony.
            - Czasami mógłbyś słuchać co mówi Slughorn – odparła tym swoim mentorskim tonem. – Amortencja pachnie tym, co lubimy, zapomniałeś? Zapach soku tego nie zmienił, James...
            - Ale… – zacząłem, zupełnie skołowany. – Przecież wypiłaś!
Nagle dziewczyna się uśmiechnęła.
            - Powiedziałaś, że mnie kochasz! Wypiłaś, prawda? Wiedząc, że ci dolałem? Czemu? – zapytałem.
            - Nie wypiłam – odparła, nagle zawstydzona. – Udawałam… Nie musiałam.
Zamrugałem oczami i zacząłem się w nią wpatrywać.
            - Nie musiałaś?
            - Nie – odparła. – Bo ja już się czułam, jakbym to wypiła, rozumiesz?
Mój mózg zupełnie nie działał, bo nie rozumiałem. Jedynie myślałem o tym, że wiedziała o moim podstępie, a i tak powiedziała, że mnie kocha. Czy była by aż tak okrutna?! Żeby tak zadrwić z moich uczuć?
            - James, nie musiałam tego wypijać, bo cię kocham. To spadło na mnie nie wiadomo kiedy. Może zdałam sobie z tego sprawę wtedy, gdy pomogłeś temu chłopcu zaatakowanemu przez Goyla, albo wtedy gdy był ten atak na Hogsmeade, i tak strasznie się bałam gdy nie wracałeś do zamku… Ja… Wcale tego nie chciałam, zawsze tak bardzo mnie irytowałeś, ale od jakiegoś czasu, wszystko się zmieniło! Szkoła, świat czarodziei, nawet ja – powiedziała, dotykając dłonią mojej ręki. – Już nie jesteś tym nieznośnym Potterem, tylko Jamesem, mężczyzną, w którym się zakochałam.
Patrzyłem na nią i nie mogłem w to uwierzyć.
            - Co prawda, chcąc napoić mnie Amortencją, trochę zaprzeczyłeś temu co myślałam, że już wydoroślałeś i jesteś odpowiedzialny, ale ciesz się, że masz tak dobrych przyjaciół – dodała, uśmiechając się łagodnie.
            - Syriusz? – wykrztusiłem. Powiedział jej?
            - Kto by pomyślał, prawda? – odparła, przysuwając się bliżej. – Kocham cię – powiedziała zupełnie poważnie.
            - Nawet nie wiesz, jak bardzo pragnąłem to usłyszeć – powiedziałem, przytulając ją. – Kocham cię, Lily Evans.
Spojrzałem jej w oczy i widząc w nich przyzwolenie, utonęliśmy w tak długo wyczekiwanym pocałunku.


Moments in time
I'm yours and you're mine
Two souls, one heart
Two souls, one heart
(Giorgio Moroder & Sia – Deja vu)


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.