Pisane przy: https://www.youtube.com/watch?v=pNYFpTLazvA
Z
perspektywy Jamesa Pottera
Styczeń
1978 roku
Witchcraft,
voodoo
Love experiments, and paint books
Potions, lotion
Perfume to find you
Love experiments, and paint books
Potions, lotion
Perfume to find you
- Jesteś tego pewien, stary? – zapytał Syriusz, patrząc
uważnie jak wlewam połyskliwy płyn do kielicha wypełnionego sokiem dyniowym.
- Tak – odparłem pewnie.
Może przybliżę sytuację?
Był poniedziałek, 15
stycznia 1978 roku. Siedziałem wraz z mym najlepszym przyjacielem, Łapą, szerzej
znanym jako Syriusz Black i jadłem śniadanie. Był całkiem ładny poranek, Wielka
Sala była zapełniona tylko w połowie, i zbliżały się Eliksiry.
Aa, no i zapomniałem o
najważniejszym. Zaprawiałem sok dyniowy Amortencją, najsilniejszym eliksirem
miłosnym, jaki czarodzieje wymyślili.
- Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że to głupi pomysł –
powiedział poważnie Syriusz.
Spojrzałem na niego
zdziwiony.
- Ty uznajesz, że coś jest głupie? Mam ci przypomnieć o
tym, co wymyśliłeś na szóstym roku? – odparłem, obserwując kielich z sokiem.
- Uch, no nie – odpowiedział Syriusz, krzywiąc się lekko.
– Jeżeli myślimy o tym samym to nie musisz… Ale wracając do sprawy, nie
uważasz, że Evans zasługuje na coś, hm, lepszego?
- Lepszego, Łapo? – zapytałem. – Były kwiatki,
czekoladki, błaganie i inne sprawy, które źle wpływały na moje ego. Mam dość
czekania.
- Ale nie uważasz, że w końcu zmieniła stosunek do
ciebie? Wiesz, już tak nie wrzeszczy. A od kiedy zostałeś Prefektem Naczelnym,
to już w ogóle! Zachowuje się zupełnie jak nie Evans. Jest dla ciebie miła,
przyznaj – poprosił Syriusz.
- Jest miła, ale ja chcę więcej – odparłem i spojrzałem
na drzwi od Wielkiej Sali.
Nie wiem jak to się działo,
ale zawsze wyczuwałem, kiedy się zbliża. Wiem, brzmi to niesamowicie, i może
trochę niepokojąco, ale tak było.
Widziałem jak idzie w
kierunku stołu, o dziwo sama, bez tych swoich przyjaciółek z którymi spędzała
cały wolny czas… Tak, ten który mogłaby poświecić mi!
- Zawołaj ją, Łapo – poprosiłem.
Pewnie mógłbym to sam
zrobić, ale czy wtedy by podeszła? Być może. Ale pewnie nie.
- Lily, tutaj! – zawołał Syriusz, machając do dziewczyny.
Zmarszczyła brwi, ale
podeszła. Taak, stanowczo była za miła. Mogło się to na niej zemścić. Chociażby
zaraz…
- Cześć – mruknęła, spoglądając na nas. – Coś się stało?
- A czy musiało się coś stać? Chcieliśmy z tobą zjeść
śniadanie – odparł Syriusz, uśmiechając się szelmowsko. – Zawsze przyjemnie
popatrzeć na ładną koleżankę.
Rudowłosa przewróciła oczami
i usiadła naprzeciwko nas.
- Potter – powiedziała. Od razu spojrzałem na nią. –
Pamiętasz o dzisiejszym patrolu?
- Jasne – odparłem i obserwowałem jej ruchy. Z precyzją
godną magochirurga smarowała tosta masłem i go kroiła, a następnie dotknęła
puchar z sokiem.
- Słyszeliście o ataku na Bristol? – zapytała, jakby
usilnie chciała podtrzymać rozmowę.
- Taa, niezła jatka – odparł Syriusz, na co dziewczyna
lekko się skrzywiła.
- Jatka to mało powiedziane. Śmierciożercy zabili ponad
dwadzieścia osób – powiedziała, i chwyciła w rękę kielich.
Z napięciem patrzyłem jak
unosi go do ust i na chwilę go przy nich zatrzymuje. Spojrzała na mnie
zamyślona, ale się napiła.
Poczułem kopniaka w goleń,
zadanego mi przez Syriusza, ale zupełnie nie zwracałem na to uwagi.
Patrzyłem Lily prosto w oczy
i widziałem jej zmieniające się spojrzenie.
***
Oh my
heartache, but I know fate
Will send you my way
And when you came my heart was saved
I've known you for lifetime baby
Will send you my way
And when you came my heart was saved
I've known you for lifetime baby
Nie byłem pewien jak Lily
będzie się zachowywać po zaaplikowanej jej Amortencji. Właściwie najbardziej
bałem się tego, że ją po prostu wyczuje. No, ale gdy się człowiek czegoś nie
spodziewa, nie zwraca uwagi na takie szczegóły, jak trochę inny zapach soku.
- James – usłyszałem. Było to jak balsam na mą udręczoną
duszę.
Cały czas, od pierwszego
roku w szkole słyszałem tylko „Potter”. Lub co gorsza jakieś niemiłe wyzwiska. Usłyszenie
swojego imienia, z tych pełnych, różowych ust, było czymś doprawdy
ekscytującym.
- Porozmawiamy? – zapytała.
Skinąłem głową. Wstałem od
stołu.
Idąc, cały czas patrzyłem na
nią i jej uśmiech. Nie wiedziałem, że Amortencja wywołuje też dobry nastrój…
- Gdzie chcesz rozmawiać? – zapytałem, gdy w końcu
spotkaliśmy się obok drzwi, prowadzących do Wielkiej Sali.
- Gdziekolwiek – odparła, i pociągnęła mnie za rękę.
***
I've
fallen for you
I'm feeling a deja vu
Deja vu
I've fallen for you
Now I've got nothing to do
Deja vu, deja vu
I'm feeling a deja vu
Deja vu
I've fallen for you
Now I've got nothing to do
Deja vu, deja vu
Gdy dotarliśmy do jednej z
nieużywanych klas, na czwartym piętrze, puściła moją rękę i stanęła naprzeciwko
mnie.
- Nie wiem kiedy to się stało – wyszeptała. – Ale chyba
się w tobie zakochałam – dodała.
Wpatrywałem się w jej
zielone tęczówki, i czułem się coraz gorzej. Myślałem, że będę podskakiwać z
radości, gdy wreszcie usłyszę takie wyznanie padające z jej ust, ale było
zupełnie inaczej.
Wstyd i wyrzuty sumienia
zupełnie mną zawładnęły. Merlinie, jak mogłem zrobić coś takiego, osobie którą
naprawdę kocham?!
- Lily – powiedziałem, kręcąc głową. – Ty mnie wcale nie
kochasz – dodałem. – Tak ci się tylko wydaje, zrobiłem coś okropnego, za co
mnie znienawidzisz do końca życia – wyznałem.
Rudowłosa zagryzła wargę.
- Jak mogłabym cię znienawidzić, jeżeli cię kocham? –
zapytała.
Pokręciłem głową.
- Lily zrobiłem coś okropnego… - wyszeptałem. – Dolałem
ci eliksir do soku, to była…
- Amortencja – powiedziała za mnie, Lily.
Szeroko otworzyłem oczy.
- Skąd…? – zapytałem zdziwiony.
- Czasami mógłbyś słuchać co mówi Slughorn – odparła tym
swoim mentorskim tonem. – Amortencja pachnie tym, co lubimy, zapomniałeś?
Zapach soku tego nie zmienił, James...
- Ale… – zacząłem, zupełnie skołowany. – Przecież
wypiłaś!
Nagle dziewczyna się
uśmiechnęła.
- Powiedziałaś, że mnie kochasz! Wypiłaś, prawda?
Wiedząc, że ci dolałem? Czemu? – zapytałem.
- Nie wypiłam – odparła, nagle zawstydzona. – Udawałam… Nie
musiałam.
Zamrugałem oczami i zacząłem
się w nią wpatrywać.
- Nie musiałaś?
- Nie – odparła. – Bo ja już się czułam, jakbym to
wypiła, rozumiesz?
Mój mózg zupełnie nie
działał, bo nie rozumiałem. Jedynie myślałem o tym, że wiedziała o moim
podstępie, a i tak powiedziała, że mnie kocha. Czy była by aż tak okrutna?!
Żeby tak zadrwić z moich uczuć?
- James, nie musiałam tego wypijać, bo cię kocham. To
spadło na mnie nie wiadomo kiedy. Może zdałam sobie z tego sprawę wtedy, gdy
pomogłeś temu chłopcu zaatakowanemu przez Goyla, albo wtedy gdy był ten atak na
Hogsmeade, i tak strasznie się bałam gdy nie wracałeś do zamku… Ja… Wcale tego
nie chciałam, zawsze tak bardzo mnie irytowałeś, ale od jakiegoś czasu,
wszystko się zmieniło! Szkoła, świat czarodziei, nawet ja – powiedziała,
dotykając dłonią mojej ręki. – Już nie jesteś tym nieznośnym Potterem, tylko
Jamesem, mężczyzną, w którym się zakochałam.
Patrzyłem na nią i nie
mogłem w to uwierzyć.
- Co prawda, chcąc napoić mnie Amortencją, trochę
zaprzeczyłeś temu co myślałam, że już wydoroślałeś i jesteś odpowiedzialny, ale
ciesz się, że masz tak dobrych przyjaciół – dodała, uśmiechając się łagodnie.
- Syriusz? – wykrztusiłem. Powiedział jej?
- Kto by pomyślał, prawda? – odparła, przysuwając się
bliżej. – Kocham cię – powiedziała zupełnie poważnie.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo pragnąłem to usłyszeć –
powiedziałem, przytulając ją. – Kocham cię, Lily Evans.
Spojrzałem jej w oczy i
widząc w nich przyzwolenie, utonęliśmy w tak długo wyczekiwanym pocałunku.
Moments
in time
I'm yours and you're mine
Two souls, one heart
Two souls, one heart
I'm yours and you're mine
Two souls, one heart
Two souls, one heart
(Giorgio
Moroder & Sia – Deja vu)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.