niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 2 Wieczór w damskim dormitorium



Od powrotu do szkoły minęły już dwa tygodnie. Dni były przepełnione zajęciami, nauką, bieganiem od biblioteki do Pokoju Wspólnego i próbami ucieczki przed Rozczochrańcem. Napuszony Łeb, jak to on, chodził nadęty jak dynia i tylko co spotkał jakaś znajomą osobę wrzeszczał „W końcu Evans zmiękła! Idziemy na randkę!”. Hm, no cóż. Niektórzy mu gratulowali, inni patrzyli jak na osobę obłąkaną. I tak po dwóch tygodniach, chyba każdy uczeń, nauczyciel oraz duch wiedział, że wybieram się z Rogaczem na randkę. Próbowałam tego w żaden sposób nie komentować, ale gdy kolejna dziewczyna z naszego roku podchodziła do mnie i gratulowała mi wyrwania takiej partii, myślałam, że oszaleję. Dlatego starałam się unikać tej ferajny - czytaj Pottera, Blacka, Lupina i Pettigrew. Właściwie większość czasu spędzałyśmy z dziewczynami w bibliotece. Ja im pomagałam w eliksirach, a one mi w zaklęciach.
Było piątkowe popołudnie gdy Dorcas wpadła na swój kolejny „genialny” pomysł:
- A co wy na to, żeby zorganizować damską posiadówę? - zapytała drapiąc się w brodę i lekko na nas zezując. Taa, miny to Dorcas robi świetne! - Porobimy sobie te mugolskie masreczki…
- Maseczki, Dor - wtrąciłam cicho chichocząc z jej „masreczek”.
- No, przecież to powiedziałam! Pomalujemy paznokcie, pogadamy, poplotkujemy… - urwała patrząc to na Mary, to na mnie z nadzieją.
- W sumie niezły pomysł - odparła Mary, zwijając swoje wypracowanie z Transmutacji - Szczerze mówiąc mam dość tego zakuwania. No i pomyślimy w co Lilka się ubierze w niedziele! - dodała szczerząc się jak nienormalna. Eh, tak, domyślacie się zapewne o co chodzi. W tą niedziele odbędzie się moja „gorąca randka” - jak mówi Black, z Potterem. Od Remusa, którego kiedyś przydybałam samego w klasie, dowiedziałam się, że Potter szykuje coś szczególnego i ogólnie powinno mi się podobać. No, zobaczymy.
- Nie przesadzajmy, nie będę się stroić dla tego Pawiana - odparłam pakując zwoje pergaminów do torby - Ubiorę się w dżinsy i…- przerwał mi ryk Dor:
- Żadne dżinsy, Evans! Sukienkę zakładasz, to randka! - aha, już słyszę tup, tup, tup.
- Kto się wydziera w mojej bibliotece?! - zawołała(a ona to może?!) nowa bibliotekarka pani Pince. Droga pani Fish odeszła na emeryturę, bidulka, miała już 120 lat i niedowidziała, czasem gubiła się między regałami i nawoływała, żeby jej pomóc.
- Wypad! - wrzasnęła czerwona jak burak bibliotekarka i wyrwała nam książki z rąk. Ewakuacja!
- Dobrze, niech się pani tak nie spina - odparła Dor i wybiegła za nami. Nawet na korytarzu słychać było krzyki pani Pince o nieznośnej młodzieży.
- Wracając do naszej posiadówy, to ok - odparła Mary - Poproszę Remusa, przyniesie nam jakieś żarcie z kuchni - dodała i oddaliła się w stronę korytarza na 4 piętrze, teraz tam Lupin jako prefekt miał obchód. Taa, ja też nie wiem po co te obchody i dyżury, ale słyszałam, że prefekci odbierają coraz więcej dziwnych amuletów ochronnych i innej niebezpiecznej szmiry.
- Do Wspólnego? - zapytała Dor. Kiwnęłam głową i poszłam za przyjaciółką.
- Dorcas! Lily! - ehh i koniec spokoju. Zza zakrętu wybiegli Black i Potter. Zdyszani podbiegli do nas i Black oparł się na Dor.
- Huuu, forma już nie ta - powiedział dysząc jak hm, pies. – No, piękne wiedźmy, co robimy dziś wieczorem? - zapytał oplatając nas swymi długimi łapami za szyje.
- Black, umyj się w końcu - powiedziałam i wywinęłam się z jego śmierdzącego uścisku.
- Oho, jacy jesteśmy delikatni! Pomagaliśmy Hagridowi w ogródku, miał pełno gnomów. A poza tym, wiesz Rudzielcu, teraz wydzielam feromony czy inne jakieś dziwne rzeczy, więc powinnaś się na mnie dosłownie rzucić - dodał w ogóle nie przejmując się moją uwagą.
- Taa, ale prysznic nie zaszkodzi - dodałam i ostentacyjnie zatkałam sobie nos.
- Dobra, wracając do początku rozmowy, co dziś robimy? - Zapytał Potter odbierając ode mnie torbę. O, jak miło. No, ciężka była!
- My nic nie robimy. Wy siedzicie u siebie, a my z dziewczynami u siebie - odparłam.
- Właściwie Lily, czemu nie? – zapytała Dor - Jak chcecie to wpadnijcie do naszego dormitorium - dodała i uśmiechnęła się tym swoim najsłodszym uśmiechem, działającym na każdego, nawet na Slughorna.
- Hm, Dor, ja wiem, że ty czasem masz sklerozę, ale jak oni mają wejść? Alarm się włączy i zjadą na tych swoich chudych dupach do Pokoju Wspólnego - odparłam zdziwiona niewiedzą mojej przyjaciółki.
- Evans, nie martw się, będziemy my, alarm nie zostanie uruchomiony - powiedział Black patrząc na Pottera. Taa, już w myślach się cieszyłam, widząc ich, takich poniżonych po zjechaniu na tyłkach, przy wszystkich Gryfonach! Co to będzie za widok!!
- OK., proszę bardzo, spróbujcie - powiedziałam uśmiechając się, a w duchu umierając ze śmiechu. – Wiecie planujemy piżama party, więc zabierzcie swoje - dodała Dorcas i uśmiechnęła się zalotnie do Blacka. Ugh, tylko nie to! Dor nie flirtuj!
Przeszliśmy przez portret Grubej Damy (hasło: Solone śledzie).
- No, to do 19! - Zawołałam do wyszczerzonego Rozczochrańca i jego kompana.


- No i widzisz Dor, wiedziałam, że tym łajzom się nie uda - powiedziałam do brunetki nakładającej mi zieloną maseczkę na twarz - He He He, tylko czekam aż rozlegnie się alarm! – dodałam z głupim uśmieszkiem na twarzy. Wiedziałam! Jest już 19:15, a ich nie ma. Bo niby jak mieli by się tu znaleźć? Chronią nas schody, w zamku nie można się teleportować, jak inaczej mieli by się tu dostać?
- Oj, Lilka, ty to tak nie wierzysz w chłopaków! - powiedziała Mary malując sobie paznokieć palca wskazującego czerwonym lakierem - Myślę, że coś wymyślili, w końcu mówiłyście, że byli tacy pewni siebie.
Phi, przecież oni zawsze są pewni siebie! No, nic. Podeszłam do okna, żeby je otworzyć, wieczór jak na połowę września był bardzo ciepły, już robiło się lekko ciemno, gdy…
- Na Merlina, potwór!! - wrzasnął Black wiszący na swoim Zmiataczu 3.66 naprzeciwko naszego okna. Taa, możecie sobie wyobrazić moją minę, gdy zobaczyłam trzy postacie siedzące na miotłach zaglądające przez nasze okno. O, kurczę, udało się im!
- Suń dupę, Ruda, wlatujemy! - zawołał Syriusz i śmignął koło mojej głowy. Po chwili trzech z czterech Huncwotów było w naszej sypialni.
- I co, Liluś, cieszysz się, że masz takiego mądrego mężczyznę? - zapytał Potter - To ja wpadłem na ten pomysł, no musiałem zobaczyć jak wyglądasz w piżamie - dodał szczerząc zęby i czochrając tego swojego mopa na głowie.
- Udało się wam! - zawołała Mary i wskazała im miejsca na podłodze  koło siebie i Dor. A te szumowiny, rozsiadły się jak u siebie i zaczęły jeść nasze chipsy!
- Lily była przekonana, że wam się nie uda - powiedziała Dor robiąc słodkie oczy do Blacka - Mówiła, że się poniżycie i coś o chudych tyłkach też mówiła - dodała patrząc na mnie z potępieniem. No dzięki, Dorcas, wszystko im wygadaj! Jak zawsze, długi jęzor brunetki rozpowiada wszystko.
- Ruda, chcesz popodziwiać nasze zgrabne tyłeczki? - zapytał Black ruszając zabawnie brwiami, po czym złapał Poczochrańca za dżinsy i opuścił je co najmniej do połowy jego tylniej części ciała.
- Kurwa, Łapo, opanuj się - warknął Potter, poprawiając swoje ubranie i robiąc się czerwonym! Serio, zarumienił się jak dziewczyna! Cóż, jak ja, przekleństwo rudzielców!
- Ale zobacz, Lilce się podobało, czerwoniutka jak jabłuszko - dodał Remus mrugając do Blacka.
Nie wiem jak on mógł zobaczyć cokolwiek przez tą warstwę maseczki na twarzy, ale OK. Może szyje mam czerwoną.
- Dobra, Dor zmywaj mi to ohydztwo, bo mnie twarz piecze -  powiedziałam, udając że nie było Sprawy Tyłkowej. Dor, za pomocą różdżki ściągnęła mi to coś z twarzy.
- To co robimy? Gramy w butelkę?- zapytał chytrze Potter. O nie, ja już wiem co ci po tym łbie chodzi!
- Pośpiewamy, mam karaoke - odparłam i wyciągnęłam sprzęt z kufra. Trzeba dodać, że to sprzęt mugolski, ale ulepszony za pomocą magii.
- A co to jest to karałoke?- zapytał Black z ustami wypełnionymi żelkami.
- Syriuszu, to jest ekstra, mówię ci! – zawołała Dor - To taki mugolski sprzęcik, który ma te mikropfony i do nich się śpiewa, na tym ekraniku wyświetla się tekst piosenki i to jest właśnie karałokee - dodała dumna ze swojej wiedzy brunetka. Chyba widać, a raczej słychać, że nie chodzi na Mugoloznawstwo. Mary tylko plasnęła się w czoło i porozumiewawczo uśmiechnęła.
- Dobra, to ja podłączę i ustalcie kolejkę wycia - odparłam i zaczęłam wsadzać te wszystkie kabelki od mikrofonów i inne części sprzętu.
Po chwili zamieszania wyszło ze „śpiewamy” w parach, ta domyślacie się - Dor-Syriusz, Mary-Remus i ja- Poczochraniec. Zawsze pokrzywdzona!
Zaczęła para Dor- Syr( ale to brzmi…) śpiewali piosenkę mugolskiej piosenkarki pod tytułem „I will always love you”. No nie powiem, całkiem nieźle im to szło, słodki głos Dor mieszał się z całkiem męskim głosem Blacka. No, no mogli by nawet coś nagrać razem.
Po tym jakże wzruszającym występie nastąpił popis Remusa i Mary. Piosenka Szmirowatych Szczurów pod tytułem „Kociołek pełen żabiego skrzeku”. Nie powiem, zacny wybór. Piosenka ta królowała przez pół roku na liście przebojów Radia Magik. Remus radził sobie zadziwiająco dobrze, ale Mary, cóż, lepiej tego nie komentujmy, nie ma dziewczyna głosu.
- Dobra Potter, do kibla marsz, musimy się naradzić - powiedziałam i pociągnęłam go za koszulkę.
- Whooaa, delikatniej - odparł Rogacz poprawiając swoją koszulkę z wizerunkiem złotego znicza.
- Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać. Musimy wygrać ten konkurs - powiedziałam na jednym wydechu.
- Przecież to nie konkurs - odparł Osobnik patrząc na mnie jak na głupią. Hm, to nie konkurs?
- I tak musimy być najlepsi. Śpiewamy to – pokazałam mu karteczkę z wykonawcą i tytułem piosenki.
-  Ale to śpiewa babka! - westchnął Okularnik krzywiąc się - Mam piszczeć?
- Śpiewaj normalnie zwrotki, ja się zajmę refrenem - odparłam i przywołałam zaklęciem Accio srebrną kieckę przed kolana.
- OK, Potter ufam Ci, odwróć się, a ja się przebiorę i zajmiemy się tobą - dodałam patrząc uważnie czy nie podgląda. O dziwo nawet nie drgnął.
- Już - powiedziałam i zaczęłam różdżką prostować włosy, a drugą ręką malować usta na czerwono.
- Wow, Lily, no wyglądasz… wow - powiedział jak zwykle elokwentny Rogacz i zlustrował mnie wzrokiem.
- Co wy tam robicie?! - wrzasnął Syriusz spod drzwi.
- Potter sika, wiesz?! – odwrzasnęłam - Szykujemy się! Przygotować się na show, robaczki!
Uczesałam Potterowi włosy mokrym grzebieniem, wyczarowałam muszkę (taki niby krawat, ale tak naprawdę kokardka) i założyłam na szyję Wypłosza.
- Dobra mikrofon do łapy i wychodzimy! – powiedziałam podjarana jak dzika wiewiórka - Włączcie muzykę!!
Gdy z pokoju popłynęły dźwięki muzyki za pomocą różdżki Potter wyłączył światło w sypialni i weszliśmy!
Pokój tonął w mroku, jedynym światłem były różdżki naszych przyjaciół, którymi machali jak mugole zapalniczkami na koncertach. No co, widziałam w telewizji.
Rozczochraniec wszedł do pokoju i zaczął śpiewać pierwszą zwrotkę, o dziwo nie fałszując. Muszę z przykrością stwierdzić, że śpiewał najlepiej ze wszystkich. Gibał się jak gibon, zarzucając biodrami na każdą stronę niczym tancerka hula i rzucając widowni boskie uśmiechy.
And he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure
and it's gotta be soon

And he's gotta be larger than life!
larger than life.
Somewhere after midnight
in my wildest fantasy

Somewhere just beyond my reach
there's someone reaching back for me.
Racing on the thunder and rising with the heat

It's gonna take a superman to sweep me off my feet.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the end of the night.
He's gotta be strong
and he's gotta be fast

And he's gotta be fresh from the fight.
I need a hero. I'm holding out for a hero 'til the morning light.
He's gotta be sure
and it's gotta be soon

(tekst Holding Out For A Hero– Bonnie Tyler)

Zaczęłam jak to ja, niestety, trochę fałszować. Z min reszty nie dało się niczego wyczytać, ale Rogaczowi się chyba podobało. Kończyliśmy już nasz występ gdy nagle Potter chwycił mnie za rękę, okręcił dookoła osi i przechylił na ramieniu jak na romantycznych filmach. Myślałam, że zaraz przysunie się z tą swoją niestety przystojną twarzą, ale o dziwo nie zrobił tego. Pomógł mi się wyprostować, po czym ukłoniliśmy się w stronę naszej widowni, przy dźwiękach braw i dzikich gwizdów w wykonaniu Syriusza i Remusa.
- Whooaa, nieźle brachu - rzucił Syriusz do Okularnika, po czym zwrócił się do mnie - Ty też, Ruda Wiewióro byłaś niezła, no ale kiecka pierwsza klasa - dodał lustrując wzrokiem moje nogi.
Potter walnął go w czerep ze słowami „nie gap się”, po czym usiedliśmy. Chłopcy zaczęli opowiadać o swoich wakacjach w Dolinie Godryka, przy okazji dowiedziałyśmy się z dziewczynami, że Syriusz opuścił swą rodową posiadłość i zamieszkał u Rogacza. Nikt nie wypytywał z jakiego powodu, chyba żadna z nas nie chciała być niedyskretna i wścibska.
- A tak w ogóle to gdzie jest Peter? - zapytała Mary, gdy nastała dziwna chwila milczenia.
- Ma szlaban - odparł Jam, hm, to jest Rogacz.
- Bez was? – zapytała zdziwiona Dor - Co zrobił?
- Ekhm, Filch go przydybał na jedzeniu czekolady w bibliotece, pani Pince to usłyszała i dała mu szlaban. Czyści półki w bibliotece. Bez magii - odparł Black klepiąc się po brzuchu. Zżarł nam całe żelki, buu.
- A tak właściwie, to co Filch robił w bibliotece? To on UMIE czytać?- zapytała Dorcas. Ehhh.
- Dor, to że jest tylko woźnym nie oznacza, że jest analfabetą - odparłam zagryzając czekoladową żabę - Patrz na takiego Pottera, jakoś się nauczył czytać, nie słodziaku?- zapytałam uśmiechając się ironicznie.
- Oj, Lily, nie doceniasz mnie. – powiedział Osobnik z pogardliwym uśmieszkiem - Chcesz to możesz się przekonać co potrafię - dodał poruszając brwiami jak idiota i szczerząc kły - Na przykład możemy iść do mojej sypialni i tam…ughh..bbb - przerwał, ponieważ zatkałam mu usta, cała czerwona. Jednak szybko oderwałam rękę od jego twarzy bo ją polizał.
- Ugh, Potter, to było obrzydliwe! - zawołała Mary śmiejąc się z mojej miny. Moja ulubiona ręka skażona śliną Pottera! Uh.
- Teraz ją umyjesz - wysyczałam i skierowałam się znowu do naszej łazienki. Słyszałam człapanie więc Rozczochraniec poszedł za mną.
- Myj - rozkazałam pokazując na kurek od umywalki i moje ulubione malinowe mydełko.
- Lily, przecież wiesz, że dla mnie to przyjemność, umyć twoje śliczne rączki z mojej śliny, naprawdę – powiedział podstawiając moją dłoń pod strumień letniej wody. Szczerze mówiąc, chyba wypiłam za dużo Ognistej, bo normalnie szorowałabym tą rękę sama. Na Merlina, co ja wyprawiam?!
- Dobra, czysta - powiedział Potter wycierając moją dłoń w zielony ręcznik. To było dziwne, ale wyszliśmy z kibelka trzymając się za ręce. W pokoju o dziwo, było cicho i ciemno, Mary i Dor spały na moim łóżku, Black wyciągnął się na łóżku Dor, a Remus na łóżku Mary. Noo heelloł!
- Hm, chyba pójdę spać do Pokoju Wspólnego - wyszeptałam wzięłam piżamę, żeby przebrać się w łazience. Gdy weszłam z powrotem do sypialni Pottera w niej nie było. Dziwne - pomyślałam i założyłam szlafrok. Zeszłam do Pokoju Wspólnego, i o mało nie umarłam ze strachu!
- Potter! O, ludzie, ale się przestraszyłam - wyszeptałam łapiąc się za serce. Potter w najlepsze leżał rozłożony na najwygodniejszej kanapie, na której chciałam spać!
- Lily, Lily, Lily, myślałaś że wychowywały mnie małpy? Jestem dżentelmenem i chciałem ci zaproponować nocleg w pokoju Huncwotów, czyli naszym nowym gniazdku miłości - odparł Rogacz uśmiechając się szelmowsko i wyciągając do mnie rękę.
A więc mam do wyboru mało wygodną kanapę i miłe łóżka moich znajomych, w dodatku co najmniej dwa puste łóżka.
- OK, ale bez podtekstów, tylko się prześpię na łóżku Blacka lub Lupina - powiedziałam i skierowałam się w stronę pokoju Huncwotów.
- Na Blacka nie radzę, śmierdzą mu stopy, a Remusa łóżko jest zawalone książkami i innymi duperelami - odparł „dżentelmen” i dodał - Odstąpię ci moje łóżko, jest czyściutkie, pachnące i ma milutką pościel.
Ehh.
- Dziękuję - pisnęłam nie swoim głosem. No co, jestem pierwszy raz w takiej sytuacji! Naprawdę nie pakuję się chłopakom do łóżek, jestem grzeczna - kolacyjka, paciorek i spanie we własnym łóżeczku. A tu taka sytuacja, hemoglobina… że co?
- Proszę bardzo - odparł Potter uśmiechając się i wskazując ręką na swoje łóżko. Rzeczywiście wyglądało zachęcająco, granatowa pościel, dwie duże poduchy i na wierzchu milutki fioletowy koc. Nice! Położyłam się pod czujnym wzrokiem Okularnika i owinęłam kołdrą. Otulił mnie delikatny zapach męskich perfum, całkiem niezłych. Potter ułożył się na łóżku obok, chyba Blacka i cicho westchnął.
- Pomyślałabyś, że będziesz kiedyś ze mną spać? - zapytał Idiota.
- Nie śpię z tobą, tylko obok na osobnym łóżku. Śpij – odparłam cicho. Po chwili w pokoju zrobiło się cicho, Potter chyba usnął. Po paru minutach i ja usnęłam…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.