Obudziłam
się i stwierdziłam, że coś jest nie tak. Moje łóżko jakby stało nie w tym
miejscu w którym powinno, kolor ścian był zupełnie inny - w naszej sypialni
jest słoneczna żółć, a tu jakiś granatowy. Może usnęłam w łóżku Mary? -
pomyślałam i spróbowałam się podnieść, ale coś mi przeszkadzało. Nawet nie coś,
ale ktoś. Gdy udało mi się w końcu przekręcić
z brzucha na plecy, odkryłam Napuszonego Łba w moim łóżku. Ale czy to na pewno
moje łóżko?
-
Uhh, Potter, złaz - wyjęczałam spod kołdry. Gdy się trochę odkryłam, ten pawian
zmienił pozycje i położył swój jak zwykle rozczochrany czerep na moim biuście.
Od razu poczułam żar na policzkach, wybaczcie, ale jeszcze nigdy nie dotarłam
do drugiej bazy, a ten tu zachowuje się jakbyśmy przeszli przez cały poligon.
-
Potter, twój łeb gniecie mi cycki - wysyczałam i szturchnęłam Rogacza nie
przygniecioną przez jego cielsko ręką. O, chyba w końcu coś załapał!
Rozejrzał
się nieprzytomnym wzrokiem po pokoju, a potem wyszeptał:
- O
choleraa.
Właśnie,
cholera. Nadal trzymał głowę tam gdzie nie powinien.
- Co
ty robisz w tym łóżku? - zapytałam na
pozór spokojnym głosem.
-
Jak to co? Śpię, to moje łóżko – eh.
-
Nie tak się umawialiśmy! I zabierz tą głowę - burknęłam i strąciłam to
rozczochrane coś z siebie. Potter z uśmiechem założył okulary i zmierzył mnie
wzrokiem. Najdłużej zatrzymał wzrok na klatce piersiowej. Czemu byłam taka
głupia i nie założyłam stanika? - pomyślałam, próbując ukryć się pod kołdrą.
-
Weź, bo się wstydzę - wyszeptałam spod kołdry i pod którą znowu zobaczyłam ten
rozczochrany czerep.
- A
uwierz mi, nie ma czego. Masz bardzo duże i jędrne me…- znowu musiałam zatkać
ten jego okropny potok słów ręką, która zapewne znowu będzie cała obśliniona.
-
Uhh i jak z tobą wytrzymać, co? - zapytałam wyskakując z łóżka i od razu
zakładając szlafrok.
-
Ale kotku, przecież niedługo będziesz codziennie się przy mnie budzić, także naprawdę nic przede mną nie musisz
ukrywać - powiedział Rogacz, po czym
skierował się do łazienki. Uh - pomyślałam rzucając się na łóżko Osobnika. Co
za palant.
-
Rogacz, gdzieś zgubiliśmy Lil.. Ooo - kolejna inteligentna wypowiedz Blacka - A
co ty tu robisz?!
-
Cicho, głowa mnie boli. Spałam, OK? Twój półinteligentny przyjaciel zrobił
sobie ze mnie poduszkę - odparłam niecierpliwie. Ja chcę do kibla, pęcherz mi
pęknie!
-
Rogacz, w końcu zaliczyłeś?! - wydarł się Syriusz, ciesząc się jak idiota.
-
Łapo, przymknij się - odparł Osobnik wychodząc z kibla. W samym ręczniku na
biodrach. O moje biedne serce. O moje biedne oczy. Nie patrz, nie patrz, eh,
znowu mnie moje ciało zawiodło i powieki same się otworzyły. I tak patrzyły i
och.
-
No, James, od początku mówiłem, że jak pokażesz się Wiewiórze półnagi lub nagi,
to od razu na ciebie poleci - powiedział Black klepiąc Osobnika Seksownego, o
sorry, Napuszonego po plecach i wchodząc do łazienki.
-
Black, ja chciałam wejść!! - zawołałam waląc pięścią w drzwi od kibla -
Sikuuu!!
Usłyszałam
tylko śmiech Łapy i dźwięk puszczanej wody pod prysznicem. Ze smutną miną
odwróciłam się do reszty - czytaj Napuszonego Łba i Remusa. O dziwo nigdzie nie
widziałam Petera. No, ale:
-
Potter, nie waż się zdejmować tego ręcznika przy mnie! - zawołałam widząc co
chce zrobić. Serce waliło mi jak młotem i zakryłam sobie oczy. Takie widoki od
rana…
- Ale
Lily, już Ci mówiłem naprawdę nie musimy się przed sobą wstydzić, ja już dziś
co nieco widziałem, to teraz ty może chcesz sobie pooglądać.
Na
Merlina nie wytrzymam.
-
Lepiej trzymaj ten ręczniczek, bo z wypadu w niedzielę nici - powiedziałam
patrząc na Poczochrańca jak na idiotę. Czyli jak zwykle.
- A
tak poza tym to nic nie widziałeś. Może coś poczułeś uchem, ale to się naprawdę
nie liczy. A poza tym nie chce cie jeszcze widzieć nagiego!
-
Oo, James, słyszałeś, słowo klucz: jeszcze! - zawołał Black wychodząc z
łazienki też w samym ręczniku. O ludzie, jakieś zgromadzenie ludzi poubieranych
w ręczniki. Co to sauna jakaś, czy co? No nic, Rogacz zaczął szczerzy się jak
szczerbaty na suchary, czy jak to się mówi, a ja cichaczem umknęłam do
łazienki. I byłam w szoku. Byłam tu pierwszy raz i po prostu zauważyłam, że ich
kibelek jest większy od naszego! No, żeby faceci mieli więcej miejsca w
łazience niż dziewczyny?! To jest totalnie nie fair. Po załatwieniu porannych
czynności typu siusiu i umycie zębów czyjąś nową szczoteczką (ha ha, mam
nadzieję, że teraz któryś z nich nie będzie miał) wyszłam z tego przybytku,
oczywiście upewniając się, że spod szlafroka oprócz głowy, łydek i dłoni nic nie
pożądanego nie widać.
Na
szczęście Potter i Black byli już ubrani, Remus minął mnie w drzwiach od łazienki
i zaraz było słychać szum wody.
- To
co Ruda, widzę, że już się rozgościłaś w rogaczowym łożu? – zapytał Black z
obleśnym uśmieszkiem.
-
Właściwie to można powiedzieć, że tak, ma bardzo fajną pościel - zgrywałam
głupa.
-
Raczej nie o to mi Wiewióro chodziło –
odparł z uśmiechem - Idziemy na śniadanie?
Już
chciałam przytaknąć, kiedy obczaiłam, że przecież nadal jestem w piżamie.
- To
kto mnie odstawi do mojego dormitorium? – zapytałam, a ci kretyni spojrzeli na
mnie jak na nienormalną – Nie chce żeby ktoś widział jak stąd wychodzę rano z
tym czymś na głowie - powiedziałam i wskazałam palcem na mój codzienny kołtun.
Naprawdę było po mnie widać, że tu spałam.
- To
ustępuje memu druhowi, Rogaczowi - powiedział Syriusz, wychodząc z pokoju i
zapewne kierując się na śniadanie. Potter wyciągnął swoją miotłę z kąta,
otworzył okno i powiedział:
-
Siadaj za mną i przytrzymaj się w pasie. Mam nadzieję, że nie masz lęku
wysokości?
Hm,
o tym to nie pomyślałam. Ale chyba nie będzie tak źle, nie? Które to piętro, 6
czy 7? Wsiadłam na miotłę za Potterem, złapałam się za witki i powiedziałam:
-
Lec.
-
Nie.
- Co
nie? No, lecimy! – odparłam zdenerwowana.
-
Masz się złapać w pasie, jeszcze spadniesz i będę musiał cię ratować -
odpowiedział szczerząc się do mnie. Ugh, dobra, lepiej się złapać niż spaść,
przecież mogłabym się nawet zabić, albo no nie wiem, połamać. Oplotłam brzuch
Pottera ramionami, przy okazji odkrywając, że ma twarde mięśnie, hm może ma też
sześciopak, jakim się zawsze Petunia podnieca oglądając mugolskie programy na
MTV. Chociaż ten jej Vernon na pewno nie ma wyrzeźbionego brzucha, no chyba że
na kształt piłki plażowej. Ale wracając do rzeczy, to Potter wystrzelił jak
szalony przez okno huncwockiej sypialni i zawisł za oknem. Spojrzałam w dół i
poczułam mdłości. Cholera, chyba jednak nie lubię takiej wysokości.
-
Możemy lecieć? – zapytałam chowając twarz na plecach Poczochrańca. – Czuje, że
zaraz zwymiotuje…
-
Co? - Potter odwrócił się - Kurczę Lily, jesteś zielona! Dobra, już obliczyłem
okna, trzymaj się.
I
dosłownie śmignęliśmy i znaleźliśmy się w sypialni dziewcząt.
- O
Merlinie, chyba jednak masz lęk wysokości - powiedział Potter pchając mnie do
łazienki - Poczekam i pójdziemy razem na śniadanie!
Kątem
oka tylko dostrzegłam, że dziewczyny nadal razem chrapią na moim łóżku - Dorcas z głową na podłodze, a Mary z nogami na
poduszce. Super.
Po
zwykłych porannych ablucjach i ubraniu się w ciuchy które znalazłam w łazience-
czarne dżinsy, biały t-shirt i czarne balerinki wyszłam z kibelka.
- O,
poczekałeś. Ok, idziemy, zjadłabym tosta z serem i kawyyy! – powiedziałam i
pociągnęłam Rogacza do wyjścia. Gdy tylko jak idioci weszliśmy na schody,
rozległ się ryk alarmu i zjechaliśmy do PW. Miałam w miarę miękkie lądowanie,
bo Potter poleciał pierwszy. Gdy podnieśliśmy się, śmiejąc jak hieny czy inne
dzikie rysie, odkryłam że większość ludzi się nam przygląda albo coś szepcze.
- O
ludzie, no co wy, nie gapcie się – mruknęłam i pociągnęłam Rogacza do wyjścia.
Jeszcze tylko zostawił swoją miotłę na kredensie i wyszliśmy z PW.
-
Haha, widziałaś ich miny? Faceci byli w szoku, chyba jeszcze nie doszli, jak
łatwo można dostać się do dormitoriów dziewczyn – powiedział Rogacz zaśmiewając
się.
- A
widziałeś minę Sary Cabot? Myślałam, że rzuci we mnie Upiorogackiem, ona chyba
się w tobie podkochuje - odparłam nadal szczerząc pełną gablotę zębów.
-
Szkoda, że ona… - odparł Rogacz i przyśpieszył kroku. Po wejściu na Wielką
Salę, szybko zlokalizowaliśmy Remusa, Syriusza i w końcu Petera. No, ale gdzie
jedzenie, tam Peter!
- Co
tam gołąbeczki, z czego tak się cieszycie? – zapytał Syriusz pożerając w
całości kiełbaskę. Uh, obleśny jest.
- Z
miny Sary Cabot - odparł Rogacz.
-
Tej cycatej? – zapytał Black obleśnie się szczerząc. Temu jedno w głowie.
-
Raczej z tej co nie umie najprostszych zaklęć. Ty wiecznie o jednym - odparłam
jedząc tosta i popijając go poranną kawką. Jak miło.
-
Eh, Lily, ty widzisz braki w nauce, a ja widzę hm, inne zalety człowieka, a
raczej dziewczyny - powiedział Syriusz nadziewając na widelec kolejną porcję
kiełbasy. Taki szczupły, a tyle je! Ja to się muszę pilnować, parę chipsów zjem
i od razu kilogramy mi lecą w górę, a ten zeżre cały półmisek kiełbasek i
szczupły jak, hm szczupaczek.
Przy
drzwiach słychać było kłótnie, oo Mary i Dor w końcu wstały!
- Czemu nas nie obudziliście? – spytała naburmuszona Dorcas – Prawie przegapiłyśmy śniadanie - dodała patrząc smutno na pusty półmisek po kiełbaskach.
- Czemu nas nie obudziliście? – spytała naburmuszona Dorcas – Prawie przegapiłyśmy śniadanie - dodała patrząc smutno na pusty półmisek po kiełbaskach.
-
Tak słodko spałyście – odparłam - Jedna miała głowę na podłodze, druga nogi na
poduszce. Tak apropo, to Mary zmieniasz pościel, nie będę spała na poduszce po
twoich stopach.
Po
zjedzeniu śniadania uznałyśmy z dziewczynami, że można by jeszcze podłapać
ostatnie w tym roku promienie słońca i udałyśmy się na błonia, a Huncwoci ze
swoimi głupkowatymi uśmiechami poszli w kierunku lochów. Chyba nie muszę
dodawać, że wiem co zamierzają robić. A przynajmniej tak sądzę. Och, no po
prostu wiem czego się po nich spodziewać, zapewne będą robić żarty Ślizgonom. Szczerze mówiąc, nie wiem co się ze mną
dzieje, ale trochę przestaje mnie obchodzić co robią akurat ludziom z domu
Węża. Większość z nich gdy ich mijam wyzywa mnie od szlam, więc czemu niby mam
stopować zapędy tej czwórki do uprzykrzania życia akurat tym uczniom?
Postanowiłam, że dzisiaj będę się cieszyc
słońcem i po prostu poplotkuje z przyjaciółkami.
-
Dobra, Dor, zwierzaj się. Coraz częściej widać jak gapisz się na Syriusza z
wywalonym jęzorem - powiedziała Mary rozkładając się wygodniej na kocu przywołanym
z sypialni Huncwotów. Taak, tym milusim
kocyku Pottera.
-
Co, to widać? To znaczy nie wiem o czym mówisz - odparła Dorcas stłumionym
głosem. Kłamczuszek!
-
Ojj, Dorciku, po tobie widać wszystkie emocje - włączyłam się do rozmowy -
Gadaj, co czujesz do pana arystokraty?
-
No, wiecie jest przystojny, popularny, ma fajny tyłek – odparła brunetka z
filuternym uśmiechem – Lubię spędzać z nim czas i myślę, że na razie tyle. Nie
patrzcie tak na mnie, nie kocham go czy coś, po prostu jestem nim zauroczona,
o!
Spojrzałam
w błękitne oczy Dorcas i od razu poznałam, że mówi prawdę.
- A
co z tobą Mary? Nie masz żadnego przystojniaczka na oku? – zapytała Dor z
diabelskim uśmiechem. Chyba wiem co pod tą śliczną kopułką się działo, bo i ja
to zauważyłam.
-
Mary lubi Remusa, Mary śni o Remusie, Mary się zakooochała - zanuciłam cicho,
przez co zarobiłam w łeb od blondynki. Ałaaa, za mówienie prawdy?
-
Wcale nie! To, że czasem razem się uczymy, czy mamy razem dyżury, czy inne
prefektowskie sprawy, to nie znaczy, że jaa ee, no nie – odparła zmieszana pani
prefekt.
-
Oj, Mar ty chyba myślisz, że jesteśmy ślepe – westchnęła Dorcas i z powrotem
założyła na nos okulary przeciwsłoneczne.
- To
zostałaś tylko ty Lilka do obgadania. Tak w ogóle to gdzie spałaś? – zapytała
Mary skubiąc lakier na paznokciach.
- U
Huncwotów.
-
Co? Gdzie?
-
No, w sypialni Pottera, Blacka, Lupina i Pettigrew – ehh, to ich powolne
jarzenie.
-
Wow, ale zaraz moment, pamiętam, że jak padłam na łóżko, to Black i Lupin też
zwalili się na nasze posłania. To spałaś tylko z Jamesem?! – zawołała Dor.
- No
taak. Na osobnych łóżkach! Chociaż rano stało się coś dziwnego, bo Rogacz spał
ze mną – odparłam nieco załamana.
-
Spałaś z Jamesem?! – ponownie zawołała Dor.
- Na
Merlina, uspokój się, wszyscy mają pomyśleć że się puściłam czy coś? –
odburknęłam – Spaliśmy oddzielnie, tylko chyba rano pomylił łóżka, bo ja wcześniej
spałam w jego, a on w Blacka. Coś gadał, że tam cuchnie skarpetami, to
pamiętam.
-
Lily, żeby z tego dzieci nie było – powiedziała Mary i zaczęła zacieszac twarz
z mojej miny.
- Do
niczego nie doszło - odparłam i
rozłożyłam się na kocu. Eh, tak to jest mieć takie dociekliwe przyjaciółki.
Chyba uznały, że wystarczająco mnie zmęczyły, bo po chwili też się przymknęły.
Niestety chwile spokoju nie trwają długo, na błoniach rozległ się ryk Blacka:
-
Dorcas, Wiewióra, Mary, gdzie jesteście?!
O
niee, no nie, czemu oni?
-
Tutaj Syriuszu!! – wydarła się Dor nad moją głową i zaczęła dziko machać do
chłopaków.
-
Wiewióro, spaliłaś sobie kinol – powiedział Łapa z głupim uśmiechem. Kinol!
-
Black, kinol to ma moja siostra, ja mam całkiem zgrabny nosek po mamie –
odpowiedziałam zdegustowanym tonem.
-
Właśnie Łapo, Lily ma piękny nos, zresztą cała jest piękna – powiedział Rogacz
siadając obok mnie na kocu.
-
Widzisz, jeden co się zna na rzeczy – odpowiedziałam.
-
Ha, żebyście zobaczyli mamę Rudzielca – powiedziała Dor – Była mugolską modelką
w młodości, nie Lil?
-
Taak – odparłam wzdychając. Dor chyba myśli, że to fajnie mieć taką ładną mamę.
Tylko szkoda, że jest ładniejsza od swoich córek.
-
No, no, Rogacz, będziecie mieć ładne dzieci! Podobno uroda przekazywana jest co
drugie pokolenie – powiedział Syriusz – Nawet wystarczy spojrzeć na moich
starych, wyglądają jak stare muchomory, a ja? Boski Black!
No
właśnie Łapa i jego teorie na temat piękna. A szczególnie jego piękna!
-
Niestety muszę cię Potter zawieść, nasze przyszłe dzieci, których tak naprawdę
nie będzie mogą odziedziczyć nos dziadka Eda. Niestety, podobno co jakiś czas
pojawia się w rodzinie, na szczęście Petunia go ma, a nie ja - Haa, chociaż geny
trafiły mi się lepsze, bo z racji wieku Petunia ma większy pokój. Wiecie
starsze dziecko- lepszy pokój, nowe zabawki i tak dalej.
-
Właściwie nasze dzieci mogłyby być brzydkie, byle miały twoje oczy – odparł
Rogacz po czym poczochrał tego swojego i tak już potarganego łba. Oo, to było
słodkie, uważa że mam ładne oczy?
-
Dzięki.
Po
chwili każdy zajął się sobą – Remus i Mary dyskutowali o najnowszym wydaniu
książki z Zielarstwa, Black i Dor ostro flirtowali, a Peter poszedł na drugą
część szlabanu u pani Pince. A my z Potterem siedzieliśmy jak te dzieci
specjalnej troski czasem na siebie łypiąc spod łba. Naprawdę, nawet nie
wiedziałam o czym mam z nim gadać! Odkąd na zakończeniu 6 roku podpisałam pakt
o nieagresji i o niewrzeszczeniu (który grupowo napisali Gryfoni z naszego
roku, mieli dość kłótni w Pokoju Wspólnym) po prostu nie wiedziałam o czym mam
z nim gadać. Tak wystarczyło wrzasnąć na przykład „Spadaj Potter”, „Włóż sobie
miotłę w tyłek”, „Nie odzywaj się, nie oddychaj, nie patrz na mnie!”. Taak, te
wyuczone od pierwszego roku nauki w Hogwarcie teksty ZAWSZE się sprawdzały. A
teraz wychodzi, że nie mam co przy nim powiedzieć. Ja, jakże elokwentna i
wykształcona Lily Evans, ten prymus czy kujon, jak zwał tak zwał. Czułam się
jak jakiś głupek wioskowy tak siedząc w ciszy więc:
- To
co będziemy jutro robić? – zapytałam zezując na Pottera.
- Myślałem
żeby iść do pani Pudditfoot, to podobno dobre miejsce na rand… to jest
spotkania - powiedział i podrapał się po tym mopie na głowie.
-
Wiesz, jeżeli nie chcesz iść do tej kawiarni, to możemy po prostu skoczyć do
Trzech Mioteł, albo do Miodowego Królestwa – odparłam. Kurczę , co jest ze mną
nie tak? Rumienię się jak idiotka i bredzę.
-
Hm, jeżeli chcesz spotkać Łapę i słuchać jego uwag na temat…
-
Nie, to może jednak idźmy do tej herbaciarni! – przerwałam. Już sobie
wyobrażałam jakiego obciachu Łapa by nam nastrzelał w pubie. I jeszcze zapewne
by podsłuchiwał i mogę sobie dać rękę uciąć, że Dorcas i Mary chętnie by mu w
tym pomagały.
- To
co, o 11 w Pokoju Wspólnym? – zapytałam podnosząc się na nogi. Rogacz jako
„dżentelmen” pomógł mi się podnieść.
-
Taak, idziesz do dormitorium? – zapytał, a gdy kiwnęłam głową dodał - To
odprowadzę cię, słyszałaś o tym co się stało Rachel z Huffelpuffu? Ktoś ją popchnął na schodach i trafiła do
Skrzydła Szpitalnego. Podobno ktoś ze Slytherinu..
Aha,
czyli wiadomo do czego Rozczochraniec pije. Rachel tak jak ja pochodzi z nie magicznej
rodziny. Niestety, ale coraz częściej słyszało się o niby takich niegroźnych
„atakach” na uczniów z mugolskich rodzin. Jednak, jak wiadomo agresja zawsze
przybiera na sile, słyszałam jak profesor McGonagall mówiła do Sprout, że
trzeba będzie zwracać szczególną uwagę na uczniów pochodzących z mugolskich
rodzin.
Nastają niebezpieczne czasy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.