I znowu udaje mi się dodać rozdział dzień po dniu, no sama siebie zadziwiam :) W weekend pewnie nic nowego się nie pojawi, także nowego rozdziału wypatrujcie na początku tygodnia. Miłego czytania i słonecznego weekendu :)
Nie przeszkadzały mi ani
zwały śniegu, piętrzące się na ścieżce, ani mróz szczypiący w policzki.
Biegałam wokół boiska do Quidditcha, próbując pozbierać myśli. A nie było to
łatwym zadaniem, biorąc pod uwagę ostatniego newsa. No i śnieg, który sięgał mi
prawie do kolan i wlatywał do adidasów. Była godzina 7 rano, poniedziałek, a ja
przespałam tylko trzy godziny po powrocie do szkoły i wlałam w siebie litr
coli. Kofeina była mi w tym momencie niezbędna do jako takiego funkcjonowania.
Nadal nie mogłam uwierzyć w
to, że Peter Pettigrew, ten sympatyczny i nierzucający się w oczy człowiek,
mógł nam zrobić coś takiego! A nawet dokładnie nie wiemy co, Dor podsłuchała
tylko jedną rozmowę. Ile ich mogło być? O czym? Jakie informacje przekazywał
Peter? Czy tylko o nas, czy może o innych znajomych też? Może o Franku i
Alicji? Frank szkolił się na Aurora, wszyscy o tym wiedzieliśmy! Po prostu nie
mieściło mi się w głowie, jak on mógł to zrobić! Szczególnie chłopakom,
przecież Huncwoci, to jego najlepsi przyjaciele!
Rozmyślałam tak, biegnąc w
stronę jeziora, gdy na kogoś wpadłam.
- Lily? – wyszeptał Severus
Snape. I jeszcze tylko jego tu brakowało!
- Przepraszam – wybąkałam i
już chciałam go ominąć, kiedy powiedział:
- Uważaj.
Właściwie powinnam to
zignorować, pewnie chodziło mu o bieganie po ciemnych, zaśnieżonych błoniach,
ale przez to wszystko, postanowiłam zrobić coś zupełnie innego.
- O co ci chodzi? –
zapytałam podbiegając do czarnej, pokrytej łatami śniegu postaci.
- Uważaj komu ufasz – odparł
chłopak i ruszył w stronę zamku.
- Ty coś wiesz? Snape, skąd
ty wracasz? Przed kim mnie ostrzegasz?! – ostatnie pytanie wykrzyczałam,
dosłownie zatrzymując chłopaka i łapiąc go za ramię.
- Nie powinienem z tobą
rozmawiać – powiedział, nawet nie patrząc mi w oczy – I na pewno nie powinno
cię obchodzić, co robię. To było ostrzeżenie, Evans – dodał i odszedł, nawet się
nie oglądając.
I w tym momencie doznałam
niemałego olśnienia. Jeżeli Severus mnie ostrzega, to znaczy, że doskonale wie
co się dzieje. Oraz wie o Peterze. Tylko pytanie, jak te ważne informacje z
niego wydusić?
Z
dziennika Severusa Snape’a
Nie powinienem, cholera, ja
nie mam prawa! Nawet nie mogę na nią patrzeć, a co dopiero rozmawiać... Jeszcze
zaprzepaszczę cały plan Dumbledore’a!
Ale gdy zobaczyłem Lily, bez
jej obstawy, wiedziałem że muszę ją ostrzec. Chociaż mogła tego na razie
zupełnie nie zrozumieć, jednak wiem, że w końcu dojdzie do prawdy. W końcu ona
nigdy się nie poddaje.
- Karmelowe orzeszki –
powiedziałem do chimery, strzegącej wejścia do gabinetu dyrektora Hogwartu.
- Już wróciłeś Severusie? –
zapytał Dumbledore, nawet na mnie nie spoglądając. Nie wiem jak on to robi,
poznaje kogoś, nawet nie patrząc.
- Tak. I mam niepokojące,
chociaż przydatne dla nas informacje – odparłem siadając na wskazanym przez
dyrektora krześle – Regulus Black podzielił się ze mną czymś, o czym Czarny Pan
na pewno nie chciał nikogo zawiadamiać. Lucjusz Malfoy dostał od niego pewien
przedmiot, jak mi zdradził Black, jest to pamiętnik.
- Ciekawe, proszę, mów
dalej.
- Black mówi, że nie jest to
zwykły notes. Mówi, że jest przesiąknięty czarną magią. Twierdzi, że jest to
horkruks – powiedziałem, spoglądając niepewnie na dyrektora.
- A po czym, Regulus Black
to poznał, Severusie? – zapytał dyrektor, spoglądając zza okularów-połówek.
- Bardzo interesuje się
czarną magią. Wiem, że jest głównym dowodzącym zwolenników Czarnego Pana,
znajdujących się w szkole. I nie wiem czemu, ale ufa mi – odparłem.
- Czy wiesz co to są
horkruksy, Severusie? – zapytał siwowłosy.
- To przedmioty w których są
umieszczone kawałki duszy – wyszeptałem – Byłem kiedyś w dziale Ksiąg
Zakazanych – wytłumaczyłem swoją niecodzienną wiedzę.
- Myślę, że Lord Voldemort,
postąpił dość nieroztropnie, dając kawałek swojej duszy swemu słudze –
powiedział Dumbledore – Jak myślisz czemu to zrobił?
- Wie, że Malfoy nikomu tego
nie odda – przynajmniej tak wnioskowałem, Malfoy jest bardzo oddanym sługą.
- Tylko, że jego plan się
sypie, bo już wie o tym parę osób – odparł dyrektor z dobrotliwym uśmieszkiem –
Ćwiczysz oklumencję? – zmienił temat.
- Tak. I idzie mi coraz
lepiej. Jednak jest coś jeszcze. Yaxley zdradził się z pewną wiadomością. Znaleźli
nowego szpiega w Gryffindorze.
- Kto nim został? – zapytał
Dumbledore, w końcu przejawiając jakieś inne uczucie, oprócz lekkiego
znudzenia. Traktował moje informacje jak coś wiadomego!
- Peter Pettigrew – odparłem
– Zdradził już swoich przyjaciół – powiedziałem niechętnie.
- W tym pannę Evans? –
zapytał starzec.
- Tak.
Po gorącym prysznicu, po
którym poczułam się o wiele lepiej, zarówno fizycznie jak i psychicznie,
spakowałam się i poszłam na śniadanie. Dziewczyny widocznie już dawno poszły,
sądząc po bałaganie w pokoju i porozrzucanych ubraniach musiały się spieszyć.
Szłam sobie powoli, uważając na zdradzieckich schodach gdy ktoś mnie znienacka
klepnął w ramię.
- Na Merlina, James! –
zawołałam oddychając spazmatycznie. Wiem, przesadzona reakcja, ale jakbyście
zareagowali, gdyby was ktoś zaatakował od tyłu? Jeszcze po wczorajszych
rewelacjach…
- Spokojnie Wiewiórko, to my
– powiedział Syriusz – Śledziliśmy Petera na mapie, ale jak na razie nic
niezwykłego nie robił. Poszedł do kibla, a później na śniadanie – dodał widząc
moją pytającą minę.
- Muszę wam coś powiedzieć,
ale to po lekcjach i przy wszystkich. W sensie…
- Wiadomo – przerwał mi
Rogacz – Bez Petera.
- Tylko gdzie? Tak, żeby
nikt nie podsłuchał? – zapytałam.
- Pokój Życzeń – odparł
Black wchodząc do Wielkiej Sali.
Już w ciszy skierowaliśmy
się do stołu gryfonów. Tak jak się spodziewałam, dziewczyny kończyły śniadanie.
- Lil, gdzie byłaś? Jak
wstałyśmy, to ciebie nie było – zapytała Dorcas popijając kanapkę sokiem
dyniowym.
- Poszłam pobiegać - odparłam
nakładając sobie na talerz tosty i nalewając kawy. Ach, więcej kofeiny! Tego mi
potrzeba, żeby jakoś przetrwać ten dzień.
- Trzeba było mnie obudzić,
pobiegałbym z tobą – powiedział James.
- Chciałam pobyć sama.
Zresztą dobrze, że cię tam nie było, bo na kogoś wpadłam – odparłam beztrosko.
Ups.
- Na kogo? – zaczął
przepytywanie J. To się wkopałam.
- Później o tym pogadamy –
powiedziałam, uśmiechając się sztucznie do Rogacza. Załap człowieku! Spojrzał
na mnie podejrzliwie i:
- Dobra – odparł, zajmując się
swoim talerzem.
- Ale mi się nie chce iść na
zajęciaaa – wyjęczała Dorcas, żałosnym głosem – Znowu zakuwanie, pisanie
wypracowań, ćwiczenie zaklęć, masakra – mówiła, gdy już byliśmy pod klasą od
transmutacji.
- Panno Meadowes, proszę nie
przesadzać, akurat pani trochę ćwiczeń nie zaszkodzi – powiedziała profesor
McGonagall, pojawiając się niczym duch. Albo ninja. Lub po prostu ona. W czym
tkwi jej sekret pojawiania się tak nagle i bez zauważenia, to ja nie wiem.
- Proszę zając miejsca.
Cisza! Dzisiaj powtórzymy Feraverto, powtórka przed OWTM-ami jest wam niezbędna
– dodała i cóż każdy zajął się ćwiczeniami.
Ćwiczyliśmy na białych
myszkach, które były mega wkurzające, co chwilę któraś gdzieś uciekała, albo
kogoś gryzła. Mam nadzieję, że nie mają wścieklizny, bo Blacka ugryzła chyba ze
dwa razy.
Jako kujonowi, udało mi się
za pierwszym razem przemienić mysz w kielich. Chociaż, powiedzmy sobie
szczerze, to materiał z klas 1-3, także myślałam, że nikt nie powinien mieć z
tym problemu. Ale niestety myliłam się… Black, został pogryziony przez swoją
mysz, ale w końcu ją przemienił, Mary, jako kujon numer 2 poradziła sobie
świetnie i od razu przemieniła myszkę, James też nie poradził sobie najgorzej,
jest całkiem niezły z transmutacji. O Remusie chyba nawet nie muszę wspominać,
w końcu to kujon numer 3. Ale Dorcas i Peter…
- Panno Meadowes! 1, 2, 3
Feraverto! Proszę tak nie dźgać, lekki ruch nadgarstka – powiedziała
McGonagall, stając nad ławką biednej Dor, gdy ta ćwiczyła zaklęcie.
- Panie Pettigrew,
delikatnie, zaraz pan wydłubie oko temu zwierzęciu! Proszę tak nie usztywniać
nadgarstka – dodała pani profesor widząc wyczyny chłopaka.
Ćwiczyliśmy tak jeszcze
paręnaście minut, aż dzwonek obwieścił zakończenie lekcji.
- Wypracowanie na dwie
stopy, opis ruchu ręki, zastosowanie zaklęcia i jego historia! – zawołała za
nami McGonagall. Chociaż jestem pewna, że już kiedyś podobne wypracowanie pisaliśmy,
muszę poszukać w moich segregatorach z pracami domowymi.
Kolejne lekcje ciągnęły się
jak guma balonowa Drooblesa, było nudno. Historia Magii, Zielarstwo, jedynie
Eliksiry były ciekawe. Oczywiście dla mnie, nie wiem jak tam reszcie się
podobało.
Po obiedzie w końcu mieliśmy
czas wolny. Chociaż tak właściwie nie do końca wolny, już mieliśmy zadane
wypracowania i ćwiczenia ze wszystkich dzisiejszych lekcji.
- Jak tak dalej pójdzie, to
chyba się zabije – powiedziała Dorcas, zanurzając końcówkę pióra w atramencie.
Siedzieliśmy sobie w Pokoju Wspólnym, na naszych stałych miejscach przy
kominku.
- Nie przesadzaj, dzisiaj
była tylko powtórka – odparła Mary, nie odrywając wzroku od książki do
transmutacji – Musisz więcej ćwiczyć.
- Ughhh – wyjęczała Dor – Łapo,
nie zżeraj moich żelek! – wykrzyknęła i wyrwała paczkę z łap Syriusza. I stało
się coś niemiłego, paczka pękła, a żelki rozwaliły się po całym pokoju.
- Nienawidzę cię –
wyszeptała Dorcas płaczliwym tonem i pobiegła do dormitorium.
- A tej co, okres ma? –
zapytał James.
- Co tak na mnie patrzysz,
nie wiem, jeszcze nam się cykle nie zsynchronizowały! – odparłam nadal patrząc
na schody prowadzące do dormitoriów dziewcząt – Black, co żeś jej zrobił?
- Ja?! Nic – odpowiedział
obrażonym tonem. Jak zwykle.
- Wy nigdy nic nie robicie! – zawołałam i poszłam
śladami brunetki. Jeszcze tylko usłyszałam pytający głos Rogacza i jego typowe
„Lily?”.
- Dor, co jest? – zapytałam
po przekroczeniu progu pokoju. A pomieszczenie było w opłakanym stanie, dziki
łoś nieźle zaszalał. Kotary wokół łóżek były pozrywane, pergaminy walały się po
podłodze, a krzesło było po prostu połamane.
- Nie wiem. To znaczy wiem.
J-ja jestem taaaka głu-upia! – wychlipała Dorcas – Zupełnie nie radzę sobie z
transmutacją i jeszcze ta afera z Peterem!
- Och, Dorcas – wyszeptałam
mocno przytulając dziewczynę – Nie jesteś głupia! Kto jest ode mnie lepszy z
zaklęć? Kto najlepiej z naszej trójki lata na miotle? I w końcu kto jest naszym
kochanym detektywem? Gdyby nie ty, nadal nie widzielibyśmy kim tak naprawdę jest
Glizdogon.
- To był zwykły fuks –
odparła – Chociaż owszem, nieźle latam.
- Obiecuję ci, podszkolimy
cię z transmutacji – powiedziałam – A teraz chodź do tych głupków.
Dorcas zgodziła się dzięki
czemu do wieczora odrabialiśmy zadane wypracowania i ćwiczyliśmy zaklęcia.
- Są już wszyscy? –
zapytałam, chociaż sama mogłam sobie odpowiedzieć na to głupie pytanie, byliśmy
wszyscy.
- Peter jest teraz w kuchni
– odparł Black, patrząc na kropkę oznaczoną jako „Peter Pettigrew” na słynnej
mapie Huncwotów.
- OK. Rano, zerwałam się,
nie mogłam spać, a nie wiem czy wiecie, ale jak nie mogę spać, to muszę pobiegać
– zaczęłam.
- Że co? To głupie, Ruda –
powiedział Syriusz.
- Nie udzieliłam ci prawa
głosu – odparłam spoglądając groźnie na pana B. Przynajmniej miało być groźnie
– Nie przerywaj. Więc, biegałam sobie po błoniach, śniegu w adidasach miałam od
cholery! Ale nowe legginsy się sprawdziły, nie przemokły…
- I co dalej? – zapytał
zniecierpliwiony James.
- Przerywasz mi! – no dobra –
Wpadłam na Snape’a i jestem pewna, że skądś wracał. Szedł od strony bramy –
powiedziałam spoglądając na ich twarze.
- Ale nie to jest
najważniejsze. Gdy na niego wpadłam powiedział „uważaj”. Nawet chciałam to
zignorować, ale zapytałam go, o co mu chodzi i na co mam uważać. Powiedział,
cytuję „uważaj komu ufasz”. I co o tym myślicie?
- Chcesz przez to
powiedzieć, że Snape ostrzegł cię przed Peterem? – zapytał Remus. No, w końcu
ktoś myślący!
- Czy to nie oczywiste? –
odpowiedziałam pytaniem – W końcu już wiemy, że Snape należy do popleczników
Sami-Wiecie-Kogo. Wie co się dzieje w ich szeregach.
- To doskonale wiemy –
powiedział James, zapewne przypominając sobie atak Ślizgonów na tego małego
gryfona i przy okazji na nas – Tylko pytanie czemu cię ostrzegł?
- Och, czy to nie oczywiste?
Przecież Smarkerus kocha się w Wiewiórze! – zawołał Black.
- Znowu zaczynasz? Ile razy
mam wam mówić, że to była zwykła, czysto platoniczna przyjaźń? – zapytałam
zniecierpliwiona. No bo, cholera, ile można drążyć ten temat?!
- Smarkerus twierdził coś
innego – powiedział dziad Black – Mówił, że często się obściskujecie i takie
tam.
Co? Ughh.
- I mu wierzyliście? –
zapytałam Jamesa i Syriusza, na co oni pokiwali głowami. Na Morganę!
- Skomentuję to tak:
jesteście głupi, trzeba było się zapytać, a nie robić głupie przedstawienia ze
Snape’a.
- Ale Lily…- zaczął J.
- Nie ma, „ale Lily”! –
powiedziałam – Zresztą, teraz to jest nieważne.
- Dokładnie. Pytanie, jak
wydusić z niego przydatne dla nas informacje? – spytała Mary, jak to ona przytomnie
i na temat.
- Wysłać Lilkę w bieliźnie i
po temacie. Powie wszystko – odparł Syriusz.
- Co? W życiu! – zawołał
James. Wiedziałam, że to wszystko tak się skończy.
- Może podać mu Veritaserum?
– zapytała Dor.
- Skąd ja ci wezmę
Veritaserum? – odparłam patrząc powątpiewająco na brunetkę.
- Tak właściwie… Slughorn
cię lubi. Gdybyś powiedziała, że chcesz troszeczkę, bo no nie wiem,
podejrzewasz, że zdradza cię chłopak, albo…
- To żeś wymyślił, Remusie!
– zawołał James – Nigdy nie zdradziłby, Lily! Za nic w świecie!
Jak miło.
- Nie mówię, że masz ją
zdradzić! Ale może powiedzieć, że podejrzewa. Jestem w 90 procentach pewien, że
Slughorn da ci parę kropel – powiedział Remus.
- W sumie… - zaczął Black.
- OK., załóżmy, że go
poproszę, dostanę i co dalej? Jak go podam Severusowi?
- Jeszcze trzeba to
przemyśleć. Hej, Syriuszu, miałeś patrzeć na mapę! Gdzie jest Pettigrew? –
zapytała Mary.
- Uch. Hmm, o tu jest! W
Dormitorium. Serio myślicie, że znowu będzie gadał ze Ślizgonami? Nic nowego z
nas nie wydusił…
I po tych spostrzeżeniach
Łapy wyszliśmy z Pokoju Życzeń i wróciliśmy do Wieży Gryffindoru. Nasz plan
jest lipny, ale zawsze to jakiś plan – i z tą myślą poszłam spać.
Moim zdaniem ich plan wcale nie jest dupny tylko lekko niedopracowany bo ja na ich miejscu eliksir prawdy podałabym Peterowi. Podobał mi się za to plan Syriusza żeby wysłać Lily w bieliźnie wtedy sądzę że więcej by wyciągnęli.
OdpowiedzUsuńPlan godny mistrza ;) boskie boskie cudne *_* magiczne ;D
OdpowiedzUsuń