piątek, 3 października 2014

Rozdział 19 Ostrzeżenie



I znowu udaje mi się dodać rozdział dzień po dniu, no sama siebie zadziwiam :) W weekend pewnie nic nowego się nie pojawi, także nowego rozdziału wypatrujcie na początku tygodnia. Miłego czytania i słonecznego weekendu :)


Nie przeszkadzały mi ani zwały śniegu, piętrzące się na ścieżce, ani mróz szczypiący w policzki. Biegałam wokół boiska do Quidditcha, próbując pozbierać myśli. A nie było to łatwym zadaniem, biorąc pod uwagę ostatniego newsa. No i śnieg, który sięgał mi prawie do kolan i wlatywał do adidasów. Była godzina 7 rano, poniedziałek, a ja przespałam tylko trzy godziny po powrocie do szkoły i wlałam w siebie litr coli. Kofeina była mi w tym momencie niezbędna do jako takiego funkcjonowania.
Nadal nie mogłam uwierzyć w to, że Peter Pettigrew, ten sympatyczny i nierzucający się w oczy człowiek, mógł nam zrobić coś takiego! A nawet dokładnie nie wiemy co, Dor podsłuchała tylko jedną rozmowę. Ile ich mogło być? O czym? Jakie informacje przekazywał Peter? Czy tylko o nas, czy może o innych znajomych też? Może o Franku i Alicji? Frank szkolił się na Aurora, wszyscy o tym wiedzieliśmy! Po prostu nie mieściło mi się w głowie, jak on mógł to zrobić! Szczególnie chłopakom, przecież Huncwoci, to jego najlepsi przyjaciele!
Rozmyślałam tak, biegnąc w stronę jeziora, gdy na kogoś wpadłam.
- Lily? – wyszeptał Severus Snape. I jeszcze tylko jego tu brakowało!
- Przepraszam – wybąkałam i już chciałam go ominąć, kiedy powiedział:
- Uważaj.
Właściwie powinnam to zignorować, pewnie chodziło mu o bieganie po ciemnych, zaśnieżonych błoniach, ale przez to wszystko, postanowiłam zrobić coś zupełnie innego.
- O co ci chodzi? – zapytałam podbiegając do czarnej, pokrytej łatami śniegu postaci.
- Uważaj komu ufasz – odparł chłopak i ruszył w stronę zamku.
- Ty coś wiesz? Snape, skąd ty wracasz? Przed kim mnie ostrzegasz?! – ostatnie pytanie wykrzyczałam, dosłownie zatrzymując chłopaka i łapiąc go za ramię.
- Nie powinienem z tobą rozmawiać – powiedział, nawet nie patrząc mi w oczy – I na pewno nie powinno cię obchodzić, co robię. To było ostrzeżenie, Evans – dodał i odszedł, nawet się nie oglądając.
I w tym momencie doznałam niemałego olśnienia. Jeżeli Severus mnie ostrzega, to znaczy, że doskonale wie co się dzieje. Oraz wie o Peterze. Tylko pytanie, jak te ważne informacje z niego wydusić?



Z dziennika Severusa Snape’a
Nie powinienem, cholera, ja nie mam prawa! Nawet nie mogę na nią patrzeć, a co dopiero rozmawiać... Jeszcze zaprzepaszczę cały plan Dumbledore’a!
Ale gdy zobaczyłem Lily, bez jej obstawy, wiedziałem że muszę ją ostrzec. Chociaż mogła tego na razie zupełnie nie zrozumieć, jednak wiem, że w końcu dojdzie do prawdy. W końcu ona nigdy się nie poddaje.
- Karmelowe orzeszki – powiedziałem do chimery, strzegącej wejścia do gabinetu dyrektora Hogwartu.
- Już wróciłeś Severusie? – zapytał Dumbledore, nawet na mnie nie spoglądając. Nie wiem jak on to robi, poznaje kogoś, nawet nie patrząc.
- Tak. I mam niepokojące, chociaż przydatne dla nas informacje – odparłem siadając na wskazanym przez dyrektora krześle – Regulus Black podzielił się ze mną czymś, o czym Czarny Pan na pewno nie chciał nikogo zawiadamiać. Lucjusz Malfoy dostał od niego pewien przedmiot, jak mi zdradził Black, jest to pamiętnik.
- Ciekawe, proszę, mów dalej.
- Black mówi, że nie jest to zwykły notes. Mówi, że jest przesiąknięty czarną magią. Twierdzi, że jest to horkruks – powiedziałem, spoglądając niepewnie na dyrektora.
- A po czym, Regulus Black to poznał, Severusie? – zapytał dyrektor, spoglądając zza okularów-połówek.
- Bardzo interesuje się czarną magią. Wiem, że jest głównym dowodzącym zwolenników Czarnego Pana, znajdujących się w szkole. I nie wiem czemu, ale ufa mi – odparłem.
- Czy wiesz co to są horkruksy, Severusie? – zapytał siwowłosy.
- To przedmioty w których są umieszczone kawałki duszy – wyszeptałem – Byłem kiedyś w dziale Ksiąg Zakazanych – wytłumaczyłem swoją niecodzienną wiedzę.
- Myślę, że Lord Voldemort, postąpił dość nieroztropnie, dając kawałek swojej duszy swemu słudze – powiedział Dumbledore – Jak myślisz czemu to zrobił?
- Wie, że Malfoy nikomu tego nie odda – przynajmniej tak wnioskowałem, Malfoy jest bardzo oddanym sługą.
- Tylko, że jego plan się sypie, bo już wie o tym parę osób – odparł dyrektor z dobrotliwym uśmieszkiem – Ćwiczysz oklumencję? – zmienił temat.
- Tak. I idzie mi coraz lepiej. Jednak jest coś jeszcze. Yaxley zdradził się z pewną wiadomością. Znaleźli nowego szpiega w Gryffindorze.
- Kto nim został? – zapytał Dumbledore, w końcu przejawiając jakieś inne uczucie, oprócz lekkiego znudzenia. Traktował moje informacje jak coś wiadomego!
- Peter Pettigrew – odparłem – Zdradził już swoich przyjaciół – powiedziałem niechętnie.
- W tym pannę Evans? – zapytał starzec.
- Tak.



Po gorącym prysznicu, po którym poczułam się o wiele lepiej, zarówno fizycznie jak i psychicznie, spakowałam się i poszłam na śniadanie. Dziewczyny widocznie już dawno poszły, sądząc po bałaganie w pokoju i porozrzucanych ubraniach musiały się spieszyć. Szłam sobie powoli, uważając na zdradzieckich schodach gdy ktoś mnie znienacka klepnął w ramię.
- Na Merlina, James! – zawołałam oddychając spazmatycznie. Wiem, przesadzona reakcja, ale jakbyście zareagowali, gdyby was ktoś zaatakował od tyłu? Jeszcze po wczorajszych rewelacjach…
- Spokojnie Wiewiórko, to my – powiedział Syriusz – Śledziliśmy Petera na mapie, ale jak na razie nic niezwykłego nie robił. Poszedł do kibla, a później na śniadanie – dodał widząc moją pytającą minę.
- Muszę wam coś powiedzieć, ale to po lekcjach i przy wszystkich. W sensie…
- Wiadomo – przerwał mi Rogacz – Bez Petera.
- Tylko gdzie? Tak, żeby nikt nie podsłuchał? – zapytałam.
- Pokój Życzeń – odparł Black wchodząc do Wielkiej Sali.
Już w ciszy skierowaliśmy się do stołu gryfonów. Tak jak się spodziewałam, dziewczyny kończyły śniadanie.
- Lil, gdzie byłaś? Jak wstałyśmy, to ciebie nie było – zapytała Dorcas popijając kanapkę sokiem dyniowym.
- Poszłam pobiegać - odparłam nakładając sobie na talerz tosty i nalewając kawy. Ach, więcej kofeiny! Tego mi potrzeba, żeby jakoś przetrwać ten dzień.
- Trzeba było mnie obudzić, pobiegałbym z tobą – powiedział James.
- Chciałam pobyć sama. Zresztą dobrze, że cię tam nie było, bo na kogoś wpadłam – odparłam beztrosko. Ups.
- Na kogo? – zaczął przepytywanie J. To się wkopałam.
- Później o tym pogadamy – powiedziałam, uśmiechając się sztucznie do Rogacza. Załap człowieku! Spojrzał na mnie podejrzliwie i:
- Dobra – odparł, zajmując się swoim talerzem.
- Ale mi się nie chce iść na zajęciaaa – wyjęczała Dorcas, żałosnym głosem – Znowu zakuwanie, pisanie wypracowań, ćwiczenie zaklęć, masakra – mówiła, gdy już byliśmy pod klasą od transmutacji.
- Panno Meadowes, proszę nie przesadzać, akurat pani trochę ćwiczeń nie zaszkodzi – powiedziała profesor McGonagall, pojawiając się niczym duch. Albo ninja. Lub po prostu ona. W czym tkwi jej sekret pojawiania się tak nagle i bez zauważenia, to ja nie wiem.
- Proszę zając miejsca. Cisza! Dzisiaj powtórzymy Feraverto, powtórka przed OWTM-ami jest wam niezbędna – dodała i cóż każdy zajął się ćwiczeniami.
Ćwiczyliśmy na białych myszkach, które były mega wkurzające, co chwilę któraś gdzieś uciekała, albo kogoś gryzła. Mam nadzieję, że nie mają wścieklizny, bo Blacka ugryzła chyba ze dwa razy.
Jako kujonowi, udało mi się za pierwszym razem przemienić mysz w kielich. Chociaż, powiedzmy sobie szczerze, to materiał z klas 1-3, także myślałam, że nikt nie powinien mieć z tym problemu. Ale niestety myliłam się… Black, został pogryziony przez swoją mysz, ale w końcu ją przemienił, Mary, jako kujon numer 2 poradziła sobie świetnie i od razu przemieniła myszkę, James też nie poradził sobie najgorzej, jest całkiem niezły z transmutacji. O Remusie chyba nawet nie muszę wspominać, w końcu to kujon numer 3. Ale Dorcas i Peter…
- Panno Meadowes! 1, 2, 3 Feraverto! Proszę tak nie dźgać, lekki ruch nadgarstka – powiedziała McGonagall, stając nad ławką biednej Dor, gdy ta ćwiczyła zaklęcie.
- Panie Pettigrew, delikatnie, zaraz pan wydłubie oko temu zwierzęciu! Proszę tak nie usztywniać nadgarstka – dodała pani profesor widząc wyczyny chłopaka.
Ćwiczyliśmy tak jeszcze paręnaście minut, aż dzwonek obwieścił zakończenie lekcji.
- Wypracowanie na dwie stopy, opis ruchu ręki, zastosowanie zaklęcia i jego historia! – zawołała za nami McGonagall. Chociaż jestem pewna, że już kiedyś podobne wypracowanie pisaliśmy, muszę poszukać w moich segregatorach z pracami domowymi.
Kolejne lekcje ciągnęły się jak guma balonowa Drooblesa, było nudno. Historia Magii, Zielarstwo, jedynie Eliksiry były ciekawe. Oczywiście dla mnie, nie wiem jak tam reszcie się podobało. 


Po obiedzie w końcu mieliśmy czas wolny. Chociaż tak właściwie nie do końca wolny, już mieliśmy zadane wypracowania i ćwiczenia ze wszystkich dzisiejszych lekcji.
- Jak tak dalej pójdzie, to chyba się zabije – powiedziała Dorcas, zanurzając końcówkę pióra w atramencie. Siedzieliśmy sobie w Pokoju Wspólnym, na naszych stałych miejscach przy kominku.
- Nie przesadzaj, dzisiaj była tylko powtórka – odparła Mary, nie odrywając wzroku od książki do transmutacji – Musisz więcej ćwiczyć.
- Ughhh – wyjęczała Dor – Łapo, nie zżeraj moich żelek! – wykrzyknęła i wyrwała paczkę z łap Syriusza. I stało się coś niemiłego, paczka pękła, a żelki rozwaliły się po całym pokoju.
- Nienawidzę cię – wyszeptała Dorcas płaczliwym tonem i pobiegła do dormitorium.
- A tej co, okres ma? – zapytał James.
- Co tak na mnie patrzysz, nie wiem, jeszcze nam się cykle nie zsynchronizowały! – odparłam nadal patrząc na schody prowadzące do dormitoriów dziewcząt – Black, co żeś jej zrobił?
- Ja?! Nic – odpowiedział obrażonym tonem. Jak zwykle.
- Wy nigdy nic nie robicie! – zawołałam i poszłam śladami brunetki. Jeszcze tylko usłyszałam pytający głos Rogacza i jego typowe „Lily?”.
- Dor, co jest? – zapytałam po przekroczeniu progu pokoju. A pomieszczenie było w opłakanym stanie, dziki łoś nieźle zaszalał. Kotary wokół łóżek były pozrywane, pergaminy walały się po podłodze, a krzesło było po prostu połamane.
- Nie wiem. To znaczy wiem. J-ja jestem taaaka głu-upia! – wychlipała Dorcas – Zupełnie nie radzę sobie z transmutacją i jeszcze ta afera z Peterem!
- Och, Dorcas – wyszeptałam mocno przytulając dziewczynę – Nie jesteś głupia! Kto jest ode mnie lepszy z zaklęć? Kto najlepiej z naszej trójki lata na miotle? I w końcu kto jest naszym kochanym detektywem? Gdyby nie ty, nadal nie widzielibyśmy kim tak naprawdę jest Glizdogon.
- To był zwykły fuks – odparła – Chociaż owszem, nieźle latam.
- Obiecuję ci, podszkolimy cię z transmutacji – powiedziałam – A teraz chodź do tych głupków.
Dorcas zgodziła się dzięki czemu do wieczora odrabialiśmy zadane wypracowania i ćwiczyliśmy zaklęcia.


- Są już wszyscy? – zapytałam, chociaż sama mogłam sobie odpowiedzieć na to głupie pytanie, byliśmy wszyscy.
- Peter jest teraz w kuchni – odparł Black, patrząc na kropkę oznaczoną jako „Peter Pettigrew” na słynnej mapie Huncwotów.
- OK. Rano, zerwałam się, nie mogłam spać, a nie wiem czy wiecie, ale jak nie mogę spać, to muszę pobiegać – zaczęłam.
- Że co? To głupie, Ruda – powiedział Syriusz.
- Nie udzieliłam ci prawa głosu – odparłam spoglądając groźnie na pana B. Przynajmniej miało być groźnie – Nie przerywaj. Więc, biegałam sobie po błoniach, śniegu w adidasach miałam od cholery! Ale nowe legginsy się sprawdziły, nie przemokły…
- I co dalej? – zapytał zniecierpliwiony James.
- Przerywasz mi! – no dobra – Wpadłam na Snape’a i jestem pewna, że skądś wracał. Szedł od strony bramy – powiedziałam spoglądając na ich twarze.
- Ale nie to jest najważniejsze. Gdy na niego wpadłam powiedział „uważaj”. Nawet chciałam to zignorować, ale zapytałam go, o co mu chodzi i na co mam uważać. Powiedział, cytuję „uważaj komu ufasz”. I co o tym myślicie?
- Chcesz przez to powiedzieć, że Snape ostrzegł cię przed Peterem? – zapytał Remus. No, w końcu ktoś myślący!
- Czy to nie oczywiste? – odpowiedziałam pytaniem – W końcu już wiemy, że Snape należy do popleczników Sami-Wiecie-Kogo. Wie co się dzieje w ich szeregach.
- To doskonale wiemy – powiedział James, zapewne przypominając sobie atak Ślizgonów na tego małego gryfona i przy okazji na nas – Tylko pytanie czemu cię ostrzegł?
- Och, czy to nie oczywiste? Przecież Smarkerus kocha się w Wiewiórze! – zawołał Black.
- Znowu zaczynasz? Ile razy mam wam mówić, że to była zwykła, czysto platoniczna przyjaźń? – zapytałam zniecierpliwiona. No bo, cholera, ile można drążyć ten temat?!
- Smarkerus twierdził coś innego – powiedział dziad Black – Mówił, że często się obściskujecie i takie tam.
Co? Ughh.
- I mu wierzyliście? – zapytałam Jamesa i Syriusza, na co oni pokiwali głowami. Na Morganę!
- Skomentuję to tak: jesteście głupi, trzeba było się zapytać, a nie robić głupie przedstawienia ze Snape’a.
- Ale Lily…- zaczął J.
- Nie ma, „ale Lily”! – powiedziałam – Zresztą, teraz to jest nieważne.
- Dokładnie. Pytanie, jak wydusić z niego przydatne dla nas informacje? – spytała Mary, jak to ona przytomnie i na temat.
- Wysłać Lilkę w bieliźnie i po temacie. Powie wszystko – odparł Syriusz.
- Co? W życiu! – zawołał James. Wiedziałam, że to wszystko tak się skończy.
- Może podać mu Veritaserum? – zapytała Dor.
- Skąd ja ci wezmę Veritaserum? – odparłam patrząc powątpiewająco na brunetkę.
- Tak właściwie… Slughorn cię lubi. Gdybyś powiedziała, że chcesz troszeczkę, bo no nie wiem, podejrzewasz, że zdradza cię chłopak, albo…
- To żeś wymyślił, Remusie! – zawołał James – Nigdy nie zdradziłby, Lily! Za nic w świecie!
Jak miło.
- Nie mówię, że masz ją zdradzić! Ale może powiedzieć, że podejrzewa. Jestem w 90 procentach pewien, że Slughorn da ci parę kropel – powiedział Remus.
- W sumie… - zaczął Black.
- OK., załóżmy, że go poproszę, dostanę i co dalej? Jak go podam Severusowi?
- Jeszcze trzeba to przemyśleć. Hej, Syriuszu, miałeś patrzeć na mapę! Gdzie jest Pettigrew? – zapytała Mary.
- Uch. Hmm, o tu jest! W Dormitorium. Serio myślicie, że znowu będzie gadał ze Ślizgonami? Nic nowego z nas nie wydusił…
I po tych spostrzeżeniach Łapy wyszliśmy z Pokoju Życzeń i wróciliśmy do Wieży Gryffindoru. Nasz plan jest lipny, ale zawsze to jakiś plan – i z tą myślą poszłam spać.

2 komentarze:

  1. Moim zdaniem ich plan wcale nie jest dupny tylko lekko niedopracowany bo ja na ich miejscu eliksir prawdy podałabym Peterowi. Podobał mi się za to plan Syriusza żeby wysłać Lily w bieliźnie wtedy sądzę że więcej by wyciągnęli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Plan godny mistrza ;) boskie boskie cudne *_* magiczne ;D

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.