- Plan jest prosty, wpraw
Slughorna w dobry nastrój swoim idealnym eliksirem, gdy skończymy zajęcia,
zostajesz z nim sama w klasie i próbujesz zdobyć potrzebne trzy krople. Tylko
tyle wystarczy, żeby Snape wszystko wyśpiewał – pouczył mnie ponownie Remus.
Był poniedziałkowy poranek,
dochodziła godzina 9, czyli miały się rozpocząć czterogodzinne Eliksiry.
Szczerze mówiąc, miałam małą tremę, w końcu to o co chciałam poprosić profesora
było niezgodne z prawem!
- Nie uda się – wyjęczałam
patrząc na Jamesa.
- Lil, wszystko będzie
dobrze – odparł obejmując mnie ramieniem. Jednak po chwili usłyszeliśmy znajome
człapanie profesora, więc odszedł z Syriuszem dalej, "tworzyć pozory".
Już od jakiegoś czasu
siedziałam na większości lekcji z Rogaczem, jednak dzisiaj usiadła ze mną w
pierwszej ławce Mary.
- Witam moi drodzy!
Otwórzcie książki na stronie 244, dzisiaj przygotujemy Wywar Żywej Śmierci.
Najlepszy eliksir zostanie nagrodzony aż 30 punktami!
I zabraliśmy się do pracy.
Po podgrzaniu wody w kociołku i przyniesieniu odpowiednich składników, zaczęłam
tworzenie. Rozdrabniałam w moździerzu piołun, wraz z innymi ziołami, kroiłam
lilię Asphodelus, wyciskałam sok z korzenia waleriany i robiłam inne czynności
opisane w podręczniku. Po każdorazowym dodaniu kolejnego składnika, sprawdzałam
kolor eliksiru, czy zgadza się z tym opisanym w książce.
- I czas minął! Zaraz
zobaczymy, co mi uwarzyliście. Panie Black, proszę się lepiej odsunąć od
kociołka, eliksir wygląda podejrzanie… Pan Snape, oo tak, podręcznikowy kolor,
sprawdźmy działanie – powiedział i wrzucił listek do kociołka – Trzeba jeszcze
poćwiczyć, liść tylko się skurczył, a powinien zniknąć. I panna Evans.
Merlinie, Morgano, Boże,
Zeusie, Mahomecie i ty Buddo, sprawdźcie, żeby ten eliksir był bezbłędny,
proszę, proszę, proszę…!
- Doskonały! – krzyknął
Slughorn, patrząc jak liść po prostu zniknął w moim wywarze – Panna Evans
otrzymuje 30 punktów dla swojego domu i moje najszczersze gratulacje! Doskonały
eliksir.
Dzięki wam, o bóstwa!
Uśmiechnęłam się lekko do
profesora i spojrzałam do tyłu na chłopców. James uniósł kciuk do góry, a Black
cieszył się jak szalony. OK., połowa planu wypełniona!
Pakowałam powoli swoje
rzeczy do torby, patrząc jak klasa pustoszeje. Gdy zamknęły się drzwi za ostatnim
uczniem podeszłam do Slughorna.
- Panie profesorze…
- Och, jeszcze nie wyszłaś?
– zapytał nauczyciel.
- Panie profesorze, chciałam
się zwrócić do pana z pewną prośbą… - zaczęłam dość formalnie.
- Słucham – odparł i
popatrzył się na mnie.
- Pan wie, że jest moim
ulubionym nauczycielem, do nikogo innego nie przyszłabym z taką sprawą, bo
wiem, że nikt oprócz pana by mnie nie zrozumiał – pochlebstwa, to uwielbia
profesor!
- Nie wiem czy pan słyszał,
ale od pewnego czasu jestem z Jamesem Potterem – uszczypnęłam się mocno w rękę
aż mi łzy w oczach stanęły – I ja go tak bardzo ko-kocham – specjalnie zaczęłam
się jąkać.
- A on… on…
- A on, co? – zapytał
profesor.
- On mnie chyba zdradza –
wyszeptałam tragicznym tonem.
- Panno Evans, to bardzo
przykre, ale co ja mogę…?
- Panie profesorze, ja wiem,
to jest niedozwolone, w ogóle jak ja mogę pana o coś takiego prosić?!
- Proszę spróbować.
- Chciałam sprawdzić, czy te
plotki to prawda, śledziłam Jamesa, ale nie udało mi się go przyłapać.
Chciałam, och, nie powinnam! Chciałam zapytać czy może mógłby mi pan dać
odrobinkę Veritaserum? – zapytałam cicho, patrząc z nadzieją na profesora.
Zaczęłam pociągać nosem i czułam jak po policzkach spływały mi łzy.
- Panno Evans, to jest
zabronione, ja nie powinienem – zaczął profesor.
- Jednak nie to jest
najgorsze – wyszeptałam – Przeżyłabym tą zdradę, tak go kocham! Ale on… on
chyba zrobił sobie ze mnie przykrywkę, dla związku z Syriuszem B-Blackiem! –
wyjęczałam i zaczęłam już serio ryczeć.
- Pa-panno Evans! – krzyknął
profesor, gdy beczałam jak szalona – Ja nie powinienem, ale taka sytuacja,
wiem, że użyje go pani w dobrej sprawie… Trzy krople starczą na przepytanie
pana Pottera – powiedział profesor i poszedł do swojej kanciapy. Po chwili wrócił
z maluteńką buteleczką z małą ilością bezbarwnego płynu.
- Proszę o tym nikomu nie
mówić, oboje mielibyśmy problemy. A teraz proszę iść na pozostałe zajęcia i tak
się nie przejmować panem Potterem – dodał Slughorn klepiąc mnie po ramieniu.
Chyba chciał mnie pocieszyć.
- Jestem panu taka
wdzięczna! – powiedziałam wychodząc z klasy i ocierając łzy. Żesz, makijaż mi
się rozmazał!! Przeszłam parę kroków, weszłam w zakręt i:
- Masz? – zapytał James
patrząc na mnie z nadzieją. Otworzyłam zaciśniętą w pięść dłoń i pokazałam
reszcie fiolkę.
- Jak? – zapytała Mary.
- Też byłam pewna, że się
nie uda – dodała Dorcas. Taa, fajnie, że we mnie wierzyli.
- Chyba zostanę aktorką –
odparłam – Jednak sama zdrada tak na niego nie zadziałała. Wytoczyłam
najcięższe działa i powiedziałam, że podejrzewam romans na linii Potter-Black –
dodałam, uśmiechając się filuternie.
- Co? – wyjęczał Syriusz –
Ruda, ja już więcej na Eliksiry przez ciebie nie pójdę! Slughorn teraz myśli,
że jestem gejem! – i nie on jedyny – tak sobie pomyślałam…
- Powiedziałam, że jestem
tylko przykrywką, dla waszego prawdziwego związku – dopowiedziałam, wyjmując z
torebki lusterko i oglądając szkody na swojej twarzy. Oo ludzie, wyglądam jak
panda! Tusz rozmazał mi się na wszystkie strony i wyglądałam okropnie.
- Chodźcie do kibla –
powiedziałam i wszyscy, chociaż tak
właściwie miałam na myśli tylko dziewczyny, no ale ok., poszliśmy do łazienki
Jęczącej Marty.
- Już nigdy więcej nie
spojrzę Slughornowi w oczy – powiedział James.
- Oj tam, wytłumaczę profesorkowi,
że może coś mi się tylko wydawało, i że pod Veritaserum powiedziałeś prawdę,
czyli że kochasz tylko mnie – odparłam, klepiąc Rogacza po ręce.
- Czyli połowa planu jest
wykonana – powiedział Remus – Teraz musimy już tylko czekać do piątkowego
spotkania u Ślimaka i niepostrzeżenie podać Snape’owi eliksir.
- Co nie będzie łatwe –
dodał Syriusz – Ślimak zaprosił tylko Rudą i Rogacza, a z tej dwójki tylko Lily
może zbliżać się do Smarka bez różdżki w ręku.
- Jakoś to będzie –
powiedziała Dor, która uczynnie poprawiała mój makijaż – Myślę, że eliksir
powinien trzymać Remus, jest najodpowiedzialniejszy z naszej szóstki.
Wszyscy się z tym
zgodziliśmy i poszliśmy na obiad. Już tylko Transmutacja oraz Zielarstwo i
wolne popołudnie!
Tydzień zleciał szybko. Nawet
nie wiem kiedy minęły te wszystkie dni i godziny, ale jakimś cudem już było
piątkowe popołudnie i do kolacji u Slughorna została mi godzina.
- Myślicie, że ta będzie
dobra? – zapytałam wskazując na beżową sukienkę do kolan.
- Elegancka, niezbyt frywolna,
myślę że najlepsza ze wszystkich, oczywiście jak na takie spotkanie –
powiedziała Mary. Dorcas robiła mi makijaż, a Mar suszyła różdżką pomalowane
paznokcie. Dobrze mieć takie uczynne przyjaciółki!
- I jak wyglądam? –
zapytałam, gdy już zaprezentowałam się w całej stylizacji – beżowej sukience z
czarnymi dodatkami.
- Świetnie! Masz eliksir w
torebce? – zapytała Dorcas.
- Mam – odpowiedziałam, po
sprawdzeniu. Nie rozstanę się z tą kopertówką przez cały wieczór! – Idę,
życzcie mi szczęścia.
- Jak zwykle!
Z Jamesem spotkałam się w
Pokoju Wspólnym. Czekał na mnie, ubrany bardzo formalnie w garnitur i białą
koszulę.
- Gotowa? – zapytał i
położył moją dłoń w zagłębieniu swojego ramienia.
- Bardziej się nie da –
odparłam i poszliśmy w kierunku lochów.
Tak jak się spodziewałam, u
Slughorna było całkiem sporo osób. I nawet nie mówię o uczniach, bo tak na
dobrą sprawę, było nas tylko 12 osób. Jednak Ślimak ze swoimi znajomościami
pozapraszał różne znane, oraz te mniej rozpoznawane osobistości. Była
wokalistka „Gazeli” jednego z czarodziejskich zespołów jazzowych, Brian Cooper,
gracz Quidditcha, Amelia Sweets, dziennikarka Proroka Codziennego i mogłabym
tak jeszcze sporo osób wymienić, ale przecież to nie o to chodzi.
Kelnerzy roznosili drinki,
raczej bezalkoholowe, chociaż trafiła się też Ognista Whisky.
- Teraz się rozdzielimy? –
zapytałam po uroczystej kolacji. Taak, to ten czas na rozmowy z różnymi znanymi
ludźmi, czyli tak zwane zawieranie kontaktów.
- Teraz – odparł James i
poszedł w kierunku Briana Coopera. A ja szukałam wzrokiem pewnej niepozornej
postaci, która już mignęła mi kilkakrotnie tego wieczoru.
Przygotowałam sobie szklanki
z napojami, jedną doprawiając eliksirem. Och, niech się uda!!
- Cześć – powiedziałam do
stojącego pod ścianą Snape’a – Chciałam pogadać – dodałam.
- O czym? – zapytał,
spoglądając na mnie ze zdziwieniem.
- Wiesz, o starych czasach,
o tym, że może jednak jestem w stanie wybaczyć ci twoje grzeszki… Napijemy się?
– zapytałam, właściwie wpychając mu w dłoń odpowiednią szklankę. Severus tylko
skinął głową i pociągnął spory łyk ze szklanki. Pewnie ze zdenerwowania zaschło
mu w gardle, doskonale to znam, sama też mam takie objawy stresu.
- Więc, Severusie, co u
ciebie słychać? – zaczęłam od całkiem niewinnego pytania, patrząc jak chłopak połykał
kolejną dawkę eliksiru zmieszanego z sokiem ananasowym.
- Wszystko w porządku. Od
pewnego czasu działam z Dumbledorem – odpowiedział, zaciekawiając mnie tym, co
powiedział.
- W jakim sensie? –
spytałam, również pijąc swój sok i patrząc uważnie na chłopaka.
- Miałem straszne wyrzuty
sumienia, po tym jak trafiłem cię Sectusemprą. Poszedłem do dyrektora i
powiedziałem mu, że jestem Śmierciożercą. Zostałem jego szpiegiem i teraz
szukamy hork… Zaraz, czemu ja ci to mówię? – zapytał, spoglądając na mnie z
szokiem. Przysunął się do mnie bliżej, właściwie unieruchamiając mnie, między
ścianą i sobą – Co ty mi podałaś? – zapytał, tym okropnym zimnym tonem.
- Ja nic, Severusie,
chciałam poro…- nie dokończyłam zdania, Snape szybkim krokiem wyszedł z sali.
Cholera!
- Severusie, chciałam
porozmawiać! – zawołałam, biegnąc za nim. Co nie było łatwe, biorąc pod uwagę
fakt, że robiłam to w dziesięciocentymetrowych szpilkach.
- Podałaś mi Veritaserum? –
zapytał, nagle stając na środku korytarza – Mów!
- Ja, och ja, tak, ale Sev…
- Jak mogłaś, jak? To jest
nielegalne! Ja… O nic mnie nie pytaj! Powiedziałem ci rzeczy, które nie miały
ujrzeć światła dziennego!
- Chciałam się przekonać co
wiesz, po tym jak mnie ostrzegłeś przed Peterem… – zaczęłam, ale znowu mi
przerwał.
- Skąd wiesz o Pettigrew? –
zapytał.
- Dorcas podsłuchała jak
rozmawiał z jakimiś Ślizgonami. Ale Severusie, to wszystko zmienia, ty jesteś
dobr… - znowu nie skończyłam, bo zostały mi zatkane usta przez rękę chłopaka.
- Nic więcej
nie mów – powiedział, robiąc dziwne przerwy między słowami – Nigdy
więcej, nie poruszaj tego tematu, rozumiesz? – zapytał, ściskając mocno mój
nadgarstek. Aż mi łzy w oczach stanęły. Kiwnęłam tylko głową i patrzyłam jak
Severus znika za kolejnym zakrętem.
- Lily? – usłyszałam po
chwili kojący głos Jamesa.
- Chodźmy do dormitorium –
powiedziałam, uśmiechając się i robiąc dobrą minę do złej gry.
Jednak dzięki tej dosyć
przykrej akcji dowiedziałam się paru rzeczy.
Po pierwsze, Severus Snape,
już nie jest tym za kogo się podaje wśród Ślizgonów.
Po drugie, ma razem z
Dumbledorem jakiś większy plan.
Po trzecie, upewniłam się,
że Severus Snape nadal jest moim przyjacielem, jednak w tym momencie bardzo
odległym.
No weś.. Dlaczego Snape musi być taki szlachetny? :/ le wybacze ci za romans na linii Potter-Black haha boskie ;)
OdpowiedzUsuńHaa romans Potter-Black nie powiem bardzo pomysłowe. Noo szkoda że Snape nic więcej nie powiedział.
OdpowiedzUsuń