czwartek, 9 października 2014

Rozdział 22 Veritaserum



- Plan jest prosty, wpraw Slughorna w dobry nastrój swoim idealnym eliksirem, gdy skończymy zajęcia, zostajesz z nim sama w klasie i próbujesz zdobyć potrzebne trzy krople. Tylko tyle wystarczy, żeby Snape wszystko wyśpiewał – pouczył mnie ponownie Remus.
Był poniedziałkowy poranek, dochodziła godzina 9, czyli miały się rozpocząć czterogodzinne Eliksiry. Szczerze mówiąc, miałam małą tremę, w końcu to o co chciałam poprosić profesora było niezgodne z prawem!
- Nie uda się – wyjęczałam patrząc na Jamesa.
- Lil, wszystko będzie dobrze – odparł obejmując mnie ramieniem. Jednak po chwili usłyszeliśmy znajome człapanie profesora, więc odszedł z Syriuszem dalej, "tworzyć pozory".
Już od jakiegoś czasu siedziałam na większości lekcji z Rogaczem, jednak dzisiaj usiadła ze mną w pierwszej ławce Mary.
- Witam moi drodzy! Otwórzcie książki na stronie 244, dzisiaj przygotujemy Wywar Żywej Śmierci. Najlepszy eliksir zostanie nagrodzony aż 30 punktami!
I zabraliśmy się do pracy. Po podgrzaniu wody w kociołku i przyniesieniu odpowiednich składników, zaczęłam tworzenie. Rozdrabniałam w moździerzu piołun, wraz z innymi ziołami, kroiłam lilię Asphodelus, wyciskałam sok z korzenia waleriany i robiłam inne czynności opisane w podręczniku. Po każdorazowym dodaniu kolejnego składnika, sprawdzałam kolor eliksiru, czy zgadza się z tym opisanym w książce.

- I czas minął! Zaraz zobaczymy, co mi uwarzyliście. Panie Black, proszę się lepiej odsunąć od kociołka, eliksir wygląda podejrzanie… Pan Snape, oo tak, podręcznikowy kolor, sprawdźmy działanie – powiedział i wrzucił listek do kociołka – Trzeba jeszcze poćwiczyć, liść tylko się skurczył, a powinien zniknąć. I panna Evans.
Merlinie, Morgano, Boże, Zeusie, Mahomecie i ty Buddo, sprawdźcie, żeby ten eliksir był bezbłędny, proszę, proszę, proszę…!
- Doskonały! – krzyknął Slughorn, patrząc jak liść po prostu zniknął w moim wywarze – Panna Evans otrzymuje 30 punktów dla swojego domu i moje najszczersze gratulacje! Doskonały eliksir.
Dzięki wam, o bóstwa!
Uśmiechnęłam się lekko do profesora i spojrzałam do tyłu na chłopców. James uniósł kciuk do góry, a Black cieszył się jak szalony. OK., połowa planu wypełniona!
Pakowałam powoli swoje rzeczy do torby, patrząc jak klasa pustoszeje. Gdy zamknęły się drzwi za ostatnim uczniem podeszłam do Slughorna.
- Panie profesorze…
- Och, jeszcze nie wyszłaś? – zapytał nauczyciel.
- Panie profesorze, chciałam się zwrócić do pana z pewną prośbą… - zaczęłam dość formalnie.
- Słucham – odparł i popatrzył się na mnie.
- Pan wie, że jest moim ulubionym nauczycielem, do nikogo innego nie przyszłabym z taką sprawą, bo wiem, że nikt oprócz pana by mnie nie zrozumiał – pochlebstwa, to uwielbia profesor!
- Nie wiem czy pan słyszał, ale od pewnego czasu jestem z Jamesem Potterem – uszczypnęłam się mocno w rękę aż mi łzy w oczach stanęły – I ja go tak bardzo ko-kocham – specjalnie zaczęłam się jąkać.
- A on… on…
- A on, co? – zapytał profesor.
- On mnie chyba zdradza – wyszeptałam tragicznym tonem.
- Panno Evans, to bardzo przykre, ale co ja mogę…?
- Panie profesorze, ja wiem, to jest niedozwolone, w ogóle jak ja mogę pana o coś takiego prosić?!
- Proszę spróbować.
- Chciałam sprawdzić, czy te plotki to prawda, śledziłam Jamesa, ale nie udało mi się go przyłapać. Chciałam, och, nie powinnam! Chciałam zapytać czy może mógłby mi pan dać odrobinkę Veritaserum? – zapytałam cicho, patrząc z nadzieją na profesora. Zaczęłam pociągać nosem i czułam jak po policzkach spływały mi łzy.
- Panno Evans, to jest zabronione, ja nie powinienem – zaczął profesor.
- Jednak nie to jest najgorsze – wyszeptałam – Przeżyłabym tą zdradę, tak go kocham! Ale on… on chyba zrobił sobie ze mnie przykrywkę, dla związku z Syriuszem B-Blackiem! – wyjęczałam i zaczęłam już serio ryczeć.
- Pa-panno Evans! – krzyknął profesor, gdy beczałam jak szalona – Ja nie powinienem, ale taka sytuacja, wiem, że użyje go pani w dobrej sprawie… Trzy krople starczą na przepytanie pana Pottera – powiedział profesor i poszedł do swojej kanciapy. Po chwili wrócił z maluteńką buteleczką z małą ilością bezbarwnego płynu.
- Proszę o tym nikomu nie mówić, oboje mielibyśmy problemy. A teraz proszę iść na pozostałe zajęcia i tak się nie przejmować panem Potterem – dodał Slughorn klepiąc mnie po ramieniu. Chyba chciał mnie pocieszyć.
- Jestem panu taka wdzięczna! – powiedziałam wychodząc z klasy i ocierając łzy. Żesz, makijaż mi się rozmazał!! Przeszłam parę kroków, weszłam w zakręt i:
- Masz? – zapytał James patrząc na mnie z nadzieją. Otworzyłam zaciśniętą w pięść dłoń i pokazałam reszcie fiolkę.
- Jak? – zapytała Mary.
- Też byłam pewna, że się nie uda – dodała Dorcas. Taa, fajnie, że we mnie wierzyli.
- Chyba zostanę aktorką – odparłam – Jednak sama zdrada tak na niego nie zadziałała. Wytoczyłam najcięższe działa i powiedziałam, że podejrzewam romans na linii Potter-Black – dodałam, uśmiechając się filuternie.
- Co? – wyjęczał Syriusz – Ruda, ja już więcej na Eliksiry przez ciebie nie pójdę! Slughorn teraz myśli, że jestem gejem! – i nie on jedyny – tak sobie pomyślałam…
- Powiedziałam, że jestem tylko przykrywką, dla waszego prawdziwego związku – dopowiedziałam, wyjmując z torebki lusterko i oglądając szkody na swojej twarzy. Oo ludzie, wyglądam jak panda! Tusz rozmazał mi się na wszystkie strony i wyglądałam okropnie.
- Chodźcie do kibla – powiedziałam i wszyscy,  chociaż tak właściwie miałam na myśli tylko dziewczyny, no ale ok., poszliśmy do łazienki Jęczącej Marty.
- Już nigdy więcej nie spojrzę Slughornowi w oczy – powiedział James.
- Oj tam, wytłumaczę profesorkowi, że może coś mi się tylko wydawało, i że pod Veritaserum powiedziałeś prawdę, czyli że kochasz tylko mnie – odparłam, klepiąc Rogacza po ręce.
- Czyli połowa planu jest wykonana – powiedział Remus – Teraz musimy już tylko czekać do piątkowego spotkania u Ślimaka i niepostrzeżenie podać Snape’owi eliksir.
- Co nie będzie łatwe – dodał Syriusz – Ślimak zaprosił tylko Rudą i Rogacza, a z tej dwójki tylko Lily może zbliżać się do Smarka bez różdżki w ręku.
- Jakoś to będzie – powiedziała Dor, która uczynnie poprawiała mój makijaż – Myślę, że eliksir powinien trzymać Remus, jest najodpowiedzialniejszy z naszej szóstki.
Wszyscy się z tym zgodziliśmy i poszliśmy na obiad. Już tylko Transmutacja oraz Zielarstwo i wolne popołudnie!



Tydzień zleciał szybko. Nawet nie wiem kiedy minęły te wszystkie dni i godziny, ale jakimś cudem już było piątkowe popołudnie i do kolacji u Slughorna została mi godzina.
- Myślicie, że ta będzie dobra? – zapytałam wskazując na beżową sukienkę do kolan.
- Elegancka, niezbyt frywolna, myślę że najlepsza ze wszystkich, oczywiście jak na takie spotkanie – powiedziała Mary. Dorcas robiła mi makijaż, a Mar suszyła różdżką pomalowane paznokcie. Dobrze mieć takie uczynne przyjaciółki!
- I jak wyglądam? – zapytałam, gdy już zaprezentowałam się w całej stylizacji – beżowej sukience z czarnymi dodatkami.
- Świetnie! Masz eliksir w torebce? – zapytała Dorcas.
- Mam – odpowiedziałam, po sprawdzeniu. Nie rozstanę się z tą kopertówką przez cały wieczór! – Idę, życzcie mi szczęścia.
- Jak zwykle!


Z Jamesem spotkałam się w Pokoju Wspólnym. Czekał na mnie, ubrany bardzo formalnie w garnitur i białą koszulę.
- Gotowa? – zapytał i położył moją dłoń w zagłębieniu swojego ramienia.
- Bardziej się nie da – odparłam i poszliśmy w kierunku lochów.
Tak jak się spodziewałam, u Slughorna było całkiem sporo osób. I nawet nie mówię o uczniach, bo tak na dobrą sprawę, było nas tylko 12 osób. Jednak Ślimak ze swoimi znajomościami pozapraszał różne znane, oraz te mniej rozpoznawane osobistości. Była wokalistka „Gazeli” jednego z czarodziejskich zespołów jazzowych, Brian Cooper, gracz Quidditcha, Amelia Sweets, dziennikarka Proroka Codziennego i mogłabym tak jeszcze sporo osób wymienić, ale przecież to nie o to chodzi.
Kelnerzy roznosili drinki, raczej bezalkoholowe, chociaż trafiła się też Ognista Whisky.
- Teraz się rozdzielimy? – zapytałam po uroczystej kolacji. Taak, to ten czas na rozmowy z różnymi znanymi ludźmi, czyli tak zwane zawieranie kontaktów.
- Teraz – odparł James i poszedł w kierunku Briana Coopera. A ja szukałam wzrokiem pewnej niepozornej postaci, która już mignęła mi kilkakrotnie tego wieczoru.
Przygotowałam sobie szklanki z napojami, jedną doprawiając eliksirem. Och, niech się uda!!
- Cześć – powiedziałam do stojącego pod ścianą Snape’a – Chciałam pogadać – dodałam.
- O czym? – zapytał, spoglądając na mnie ze zdziwieniem.
- Wiesz, o starych czasach, o tym, że może jednak jestem w stanie wybaczyć ci twoje grzeszki… Napijemy się? – zapytałam, właściwie wpychając mu w dłoń odpowiednią szklankę. Severus tylko skinął głową i pociągnął spory łyk ze szklanki. Pewnie ze zdenerwowania zaschło mu w gardle, doskonale to znam, sama też mam takie objawy stresu.
- Więc, Severusie, co u ciebie słychać? – zaczęłam od całkiem niewinnego pytania, patrząc jak chłopak połykał kolejną dawkę eliksiru zmieszanego z sokiem ananasowym.
- Wszystko w porządku. Od pewnego czasu działam z Dumbledorem – odpowiedział, zaciekawiając mnie tym, co powiedział.
- W jakim sensie? – spytałam, również pijąc swój sok i patrząc uważnie na chłopaka.
- Miałem straszne wyrzuty sumienia, po tym jak trafiłem cię Sectusemprą. Poszedłem do dyrektora i powiedziałem mu, że jestem Śmierciożercą. Zostałem jego szpiegiem i teraz szukamy hork… Zaraz, czemu ja ci to mówię? – zapytał, spoglądając na mnie z szokiem. Przysunął się do mnie bliżej, właściwie unieruchamiając mnie, między ścianą i sobą – Co ty mi podałaś? – zapytał, tym okropnym zimnym tonem.
- Ja nic, Severusie, chciałam poro…- nie dokończyłam zdania, Snape szybkim krokiem wyszedł z sali. Cholera!
- Severusie, chciałam porozmawiać! – zawołałam, biegnąc za nim. Co nie było łatwe, biorąc pod uwagę fakt, że robiłam to w dziesięciocentymetrowych szpilkach.
- Podałaś mi Veritaserum? – zapytał, nagle stając na środku korytarza – Mów!
- Ja, och ja, tak, ale Sev…
- Jak mogłaś, jak? To jest nielegalne! Ja… O nic mnie nie pytaj! Powiedziałem ci rzeczy, które nie miały ujrzeć światła dziennego!
- Chciałam się przekonać co wiesz, po tym jak mnie ostrzegłeś przed Peterem… – zaczęłam, ale znowu mi przerwał.
- Skąd wiesz o Pettigrew? – zapytał.
- Dorcas podsłuchała jak rozmawiał z jakimiś Ślizgonami. Ale Severusie, to wszystko zmienia, ty jesteś dobr… - znowu nie skończyłam, bo zostały mi zatkane usta przez rękę chłopaka.
- Nic    więcej    nie mów – powiedział, robiąc dziwne przerwy między słowami – Nigdy więcej, nie poruszaj tego tematu, rozumiesz? – zapytał, ściskając mocno mój nadgarstek. Aż mi łzy w oczach stanęły. Kiwnęłam tylko głową i patrzyłam jak Severus znika za kolejnym zakrętem.
- Lily? – usłyszałam po chwili kojący głos Jamesa.
- Chodźmy do dormitorium – powiedziałam, uśmiechając się i robiąc dobrą minę do złej gry.
Jednak dzięki tej dosyć przykrej akcji dowiedziałam się paru rzeczy.
Po pierwsze, Severus Snape, już nie jest tym za kogo się podaje wśród Ślizgonów.
Po drugie, ma razem z Dumbledorem jakiś większy plan.
Po trzecie, upewniłam się, że Severus Snape nadal jest moim przyjacielem, jednak w tym momencie bardzo odległym.

2 komentarze:

  1. No weś.. Dlaczego Snape musi być taki szlachetny? :/ le wybacze ci za romans na linii Potter-Black haha boskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haa romans Potter-Black nie powiem bardzo pomysłowe. Noo szkoda że Snape nic więcej nie powiedział.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.