czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 46 Ślub i wesele



Schodziłam wolno po szerokich schodach w rezydencji Potterów i dyskretnie rozglądałam się po przystrojonym pomieszczeniu. Wszędzie wisiały ozdoby oraz świeże kwiaty, przeważnie lilie, które to uwielbia James. Wiem, że brzmi to dosyć banalnie, mam na imię Lily, a mój już-za-chwilę-mąż lubi lilie. Ale tak jest prawda i tyle.
Powoli, próbując się nie zabić w wysokich szpilkach, zeszłam po schodach i podałam tacie dłoń. Czekał na mnie przy wejściu na schody. Teraz miał mnie zaprowadzić do mojego narzeczonego.
- Ślicznie wyglądasz, Lily – szepnął i włożył sobie moją dłoń w zgięcie swojego ramienia.
- Dziękuję – wyszeptałam i spojrzałam w stronę drzwi prowadzących na taras. To tam czekają na nas goście, oraz James.
W wielkim, białym namiocie, pośrodku zaśnieżonego ogrodu.
Sceneria była magiczna, wyszliśmy przez drzwi tarasowe i weszliśmy do namiotu pełnego gości. Jednak nie na nich patrzyłam.
Mój wzrok był skierowany tylko w jeden punkt, mój cały Wszechświat na Ziemi.
James.
Stał obok urzędnika, który to miał być mistrzem ceremonii. Niczym w transie, widziałam tylko ten jeden punkt, jedną osobę.
W tym momencie istnieliśmy tylko my dwoje.
Tata oddał moją dłoń Jamesowi i odszedł na swoje miejsce.
Nasza przyszłość zaczyna się tu i teraz.


- I jak się czujesz jako pani Potter? – zapytał James. Ceremonia ślubna, płynnie przeszła w imprezę weselną. Nasze rodziny zaczęły się zapoznawać, a co odważniejsi razem tańczyli, lub o czymś debatowali. Cóż, szkoda, że niektóre momenty zostaną wymazane z pamięci mojej mugolskiej rodziny…
- Czuję się wyśmienicie – odparłam z szerokim uśmiechem. Mocniej wtuliłam się w ramiona męża i zaczęliśmy tańczyć w takt wolnego kawałka.
- Wyglądasz dzisiaj przepięknie – wyszeptał mi James na ucho i pocałował mnie lekko w policzek.
- To pewnie ta suknia – odparłam.
Brunet spojrzał mi prosto w oczy i pokręcił głową.
- To nie to, bije od ciebie taki blask… Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale w moich oczach, aż się iskrzysz – powiedział i mną zakręcił. Oo, nie piruety w wysokich obcasach!
- Spokojnie, trzymam cię – dodał, gdy spanikowana chwyciłam go za ramię. Uśmiechnęłam się lekko i pocałowałam męża w usta.


Z różowego notatnika Dorcas Meadowes
- Patrz, są tacy słodcy – wyjęczałam do Syriusza. Staliśmy obok dekoracji kwiatowej i przyglądaliśmy się jedynej parze na parkiecie – Myślisz, że wiedzą, że wszyscy na nich patrzą? – zapytałam, spoglądając na narzeczonego.
- Raczej nie, inaczej Wiewióra by się zawstydziła i gdzieś uciekła – odparł i wyciągnął do mnie dłoń.
- Zatańczymy, madame? – zapytał, lekko mi się kłaniając. Noo, co arystokrata, to dobre wychowanie! Hm, no dobra, to dobre wychowanie wychodzi tylko czasami, a zazwyczaj Syriusz zachowuje się… dziko? To chyba dobre określenie dla niego…
- Oczywiście, że tak – odparłam i bez ceregieli zaciągnęłam go na parkiet.


Z dziennika pijaczki Mary McDonald
Siedzieliśmy z Remusem przy stoliku i popijaliśmy szampana. Wiem, obiecywałam sobie, że nie tknę alkoholu, bo działa na mnie destrukcyjnie, ale co miałam robić? Remus siedział przy stole i jadł, prawie nie zwracał na mnie uwagi.
- Zatańczymy? – zapytałam, już trochę niecierpliwie, blondyna.
- Może później? – odparł, wdając się w rozmowę z jednym z kuzynów Jamesa.
Wzruszyłam ramionami i wstałam od stolika. Na nowego partnera nie czekałam długo.
- Chcesz zatańczyć, McDonald? – zapytał Regulus Black, patrząc mi kpiąco w oczy.
- Jasne, Black – odparłam i chwyciłam za jego wyciągniętą rękę.


Z dziennika Severusa Snape’a
Zupełnie nie wiem co ja tutaj robiłem. Patrzyłem na najszczęśliwszy dzień życia byłej przyjaciółki i miłości mojego życia. Sam siebie katowałem widokiem rudowłosej z Potterem. Chociaż teraz ona też ma na nazwisko Potter…
- Severusie, przyszedłeś! – zawołała i lekko mnie uścisnęła – Chciałabym, żebyś kogoś poznał, to moja kuzynka Megan White – dodała i odsłoniła dziewczynę stojącą za nią.
Zobaczyłem najpiękniejszą kobietę w swoim życiu. Trochę podobną do Lily, też była ruda, ale zupełnie inna.
- Witaj, jestem Megan – powiedziała jedwabistym głosem, który pieścił moje zaczerwienione uszy.
- Severus Snape – odparłem i lekko potrząsnąłem jej wyciągniętą ręką.


Z dziennika Jamesa Pottera
Szukałem Lily po całym pomieszczeniu. Nigdzie jej nie było, szczerze mówiąc, zacząłem się martwic, chyba tak szybko by ode mnie nie uciekła?
- Lily? – zapytałem. Stała w gronie hm, rudych osób.
- James! – zawołała i rzuciła mi się w ramiona – Poznaj proszę, to moja kuzynka Megan, oraz kuzyni Matt i Jack. Czyli Gang Rudych – dodała i się zaśmiała. Spojrzałem na nią i załapałem.
- To nimi nam zawsze groziłaś! – krzyknąłem. Tak właściwie, to może nawet było by się czego bać. Kuzyni Lily byli naprawdę wysocy (jakaś rodzinna cecha) oraz bardzo umięśnieni. Za to kuzynka wydawała się dosyć krucha.
- Cześć – powiedział wyższy – Mam nadzieję, że Lily nie będzie musiała korzystać z naszych usług – zażartował. To znaczy, chyba zażartował. Bo mówił to dosyć poważnym tonem.
- Nigdy – odparłem i wytrzymałem jego zabójcze spojrzenie. Kiwnął głową i odszedł gdzieś z bratem.
- Przeszedłeś test! – wykrzyknęła Megan i poklepała mnie po plecach – Możesz być z siebie dumny, mój poprzedni chłopak go nie zaliczył – dodała.
- I co się z nim stało? – zapytałem, bardzo ciekawy odpowiedzi.
- Zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach – powiedziała poważnym tonem Lily.
Musiałem chyba zrobić głupią minę, bo obie wybuchnęły śmiechem.
- Spokojnie, był zwykłym palantem, nic mu nie zrobili – wyjaśniła Megan – Chociaż ostrzę sobie pazurki na nowe mięsko – powiedziała i spojrzała w kierunku… SNAPE’A?!
- Mówisz o Severusie S? – zapytałem, będąc w niezłym szoku.
- Lubię takich Emo – odparła. Spojrzałem na Lily, bo nic nie załapałem.
- Później ci wyjaśnię – wyszeptała mi na ucho. Skinąłem głową.
- Snape lubi rude – powiedziałem, spoglądając na wywracającą oczami Lil.
- Dobrze wiedzieć – odparła Megan, potrząsnęła włosami i ruszyła w kierunku czarnowłosego.


Z dziennika Syriusza Blacka
Tańczyliśmy z Czekoladką gorące tango, seksowną rumbę oraz szaloną lambadę. Naprawdę dobrze się bawiłem, chociaż zazwyczaj nie tańczę, w końcu nie lubię wprawiać ludzi w zachwyt nad moją boską osobą. Chociaż, dobra, przyznaję, uwielbiam! Kocham być w centrum zainteresowania, uwielbiam być podziwiany i naśladowany!
- Nie mam siły! – wydyszała Dor i zaciągnęła mnie do stolika.
- Masz słabą kondycję – zauważyłem. W końcu sam popracowałem nad formą, przestałem jeść chipsy i zacząłem biegać. A musicie wiedzieć, że bieganie, gdy na dworze leży minimum 30 centymetrów śniegu, nie jest łatwe. Dlatego dzisiaj, mogę się pochwalić płaskim brzuchem i niezłą formą. Oraz brakiem drugiego podbródka.
- No, maam – wyjęczała. Nagle uniosła wyżej głowę i głośno wciągnęła powietrze – Czy twój brat tańczy z Mary?! – wykrzyknęła i wskazała palcem.
Owszem, pod ścianą mój młodszy braciszek, z cwaniackim uśmiechem obłapiał zadowoloną blondynkę.
- Chuć Blacków… – skomentowała to Dorcas.


Z dziennika Remusa Lupina
Stałem z panem Potterem obok stołu z przekąskami i rozmawialiśmy o aspektach życia w stricte czarodziejskiej wiosce.
- … także uważam… Czy ty mnie w ogóle słuchasz, Remusie? – zapytał pan Charlus, patrząc na mnie, cóż, całkiem jak syn. Te ich podobieństwo!
- Taak – odparłem, trochę rozkojarzony – Przepraszam na chwilę – dodałem i odszedłem kawałek dalej.
Teraz miałem idealny widok na moją dziewczynę, nieprzyzwoicie tańczącą z bratem Syriusza. Tak jakbym zobaczył przed sobą czerwoną płachtę, ruszyłem na chłopaka niczym taran.


- Merlinie, co oni wyprawiają?! – krzyknęłam do Dorcas. Dosiadłam się do stolika przy którym siedziała Dor wraz z Syriuszem i cicho wymienialiśmy uwagi na temat wesela. Jednak naszą uwagę przyciągnęło zamieszanie na parkiecie. Syriusz wstał z krzesła.
- Remus okłada Regulusa pięściami, a Mary zakrywa sobie dłonią usta – powiedział Syriusz, jakby to było coś najnormalniejszego w świecie.
Wytrzeszczyłam oczy, zebrałam fałdy kiecki w dłoń i podbiegłam do małego tłumu zaaferowanych gości.
- James, zrób coś! – zawołałam do bruneta, który to nadbiegł zaraz za mną.
- Protego! – krzyknął J i między bijącymi się facetami stanęła tarcza.
- Koniec przedstawienia! – krzyknęłam do tłumu, a właściwie do kuzynów Jamesa, oraz do zdziwionych moich kuzynów. Ugh, później wymaże im się to wspomnienie.
- Co was napadło? – wysyczałam do poobijanej dwójki.
- O- on doobierał się do Mary – powiedział Remus, chyba z gniewu się jąkając. O kurczę, a ja myślałam, że on zawsze jest taki spokojny!
- Tańczyliśmy, palancie! – odparł Regulus, wstając na nogi i otrzepując szatę – Spadam. Wesołego życia, czy co to się tam życzy nowożeńcom – dodał, kiwnął nam głową i z cichym trzaskiem się teleportował.
Spojrzałam na Jamesa i ten jakby czytał mi w myślach, odciągnął Remusa na stronę.
- Mar, co tu się stało? – zapytałam.
- Tańczyłam z Regulusem i Remusowi zupełnie odbiło! Rzucił się na niego i zaczął go okładać pięściami – odparła. Po policzkach płynęły jej łzy i rozmazywały jej tusz.
- Chodź – powiedziałam do blondynki i zaprowadziłam ją do stolika, przy którym siedzieli Dor z Syriuszem – Zajmijcie się nią – dodałam i poszłam szukać Jamesa i Remusa.


Moje poszukiwania nie trwały długo, zakończyły się w łazience na parterze.
- Remus, co ci odwaliło? – zapytałam chłopaka. Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Przepraszam Lily, zrujnowałem wasze wesele – odparł patrząc na naszą dwójkę.
- No stary, aż takich zasług sobie nie przypisuj – powiedział James. Uśmiechnęłam się na ten tekst i poklepałam Lunatyka po ramieniu.
- Ochłoń trochę i przeproś Mary. Była przerażona – powiedziałam i wyciągnęłam Jamesa z toalety.
- Wisisz mi co najmniej dwa tańce – dodałam. Skierowaliśmy się na zapchany parkiet.


Z pamiętnika Petunii Dursley
Mama przejęła obowiązek opieki nad Dudziaczkiem, więc mogłam szaleć razem z Vernonem na parkiecie! Tak naprawdę określiłabym nas Królem i Królową imprezy, gdyby nie to, że jest to wesele mojej siostry, więc to jej się należą honory.
- Mogłabym tak co wieczór! – krzyknęłam do męża, próbując przekrzyczeć głośną muzykę.
- A ja chyba nie! – odkrzyknął zasapany. Zaśmiałam się z jego nieporadnej miny i mocno przytuliłam.


Po tych idiotycznych zabawach w rzucanie bukietu (złapała Dorcas!), oraz krawatu (Syriusz, to chyba coś oznacza…), impreza powoli się kończyła.
- Jestem wykończona – powiedziałam, zdejmując z obolałych stóp szpilki. Ziewnęłam i przytuliłam się do cieplutkiego Jamesa – Zaniesiesz mnie? – zapytałam. Brunet uśmiechnął się i teleportowaliśmy się do domu.


- Już nie jesteś zmęczona? – zapytał James, gdy władowałam mu się do kabiny prysznicowej.
- Nie bardzo – odparłam i przejechałam palcem po jego linii kręgosłupa. Po plecach przeszedł mu dreszcz.
- Nieładnie się bawisz – powiedział i odwrócił się do mnie przodem. Uśmiechnęłam się lekko i przysunęłam najbliżej jak mogłam. James spojrzał mi w oczy i gorąco pocałował.
Ta noc była niewiarygodna.


***

Zupełnie nie podoba mi się ten rozdział. Tak właściwie nie opisałam ceremonii ślubnej z dwóch powodów - po pierwsze chciałam, żebyście sobie same to wyobraziły, po drugie - jestem leniem, nie miałam głowy do wymyślania jakiś formułek, czy innych tekstów, które się mówi przy takich uroczystościach i nie chciałam wpaść w jakieś płaczliwo-wzruszające tony. Także, cóż, jest jak jest. Następny rozdział dodam w niedzielę wieczorem, no chyba że uda mi się wcześniej.

4 komentarze:

  1. Och chyba Lunatyk jest zazdrosny o swoją dziewczynę. Wesele cudowne ( pomijająć tą bójkę.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten rozdział jest cudowny <3 Taki, taki awww *U* Życzę weny i czekam na next ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem ci że ten rozdział wcale nie jest zły ba jest nawet bardzo dobry :D uuu Lupin zazdrosny i nawet wybacze ci to że nie zabiłaś Snape'a xDDD czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nareszcie poznałyśmy Gang Rudych hahaha :D Luniaczek zazdrosny? Nowość ::P Czeka na kolejną ;) Chce potterka !!! :3

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.