czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział 38 Wreszcie w domu!



Te parę dni spędzonych w rodzinnym domu, naładowały mi akumulatory do dalszego działania. Patrzyłam w przyszłość z niecierpliwością, taaak, jestem bardzo zachłanna, ale wszystko chciałabym mieć już, teraz! Trochę posunęły się do przodu nasze plany ślubne, mama kategorycznie stwierdziła, że ślub musi odbyć się w tym roku, bo jak to tak żyć „na kocią łapę”? I „co sąsiedzi powiedzą”?! Jednak my mieliśmy sąsiadów totalnie gdzieś, niech sobie myślą co chcą. Zresztą, ani James, ani ja, nie jesteśmy takimi osobami, które przejmują się zdaniem innych. Jednak z mamą się nie wygra i powiedzieliśmy, że do końca lipca ustalimy datę ślubu.
Bardzo polubiliśmy z Jamesem, Wielkiego De, jak to go najczęściej nazywał J. Dudley jest wesołym dzieckiem, o twarzyczce niczym jabłuszko, okrąglutkiej i czerwonej. Najczęściej od krzyku, gdy tylko coś chce, strasznie wrzeszczy. Petunia skacze nad nim jak kwoka i ciągle mu dogadza. Myślę, że D będzie bardzo rozpieszczonym dzieckiem.
Wtorek, 30 czerwca 1978 roku był pięknym, słonecznym dniem. Idealnym na przeprowadzkę! Tylko, że moja przeprowadzka wyglądała, przynajmniej dla rodziców, bardzo nietypowo. Miałam tylko mój szkolny kufer i tyle.
- Kochani, miłych wakacji – powiedziała mama, przytulając Jamesa, a potem mnie łapiąc w mocny uścisk.
- Napiszcie do nas czasem – dodał tata, również mnie ściskając i klepiąc J po ramieniu.
- Gotowa? – zapytał James łapiąc kufer za rączkę.
- Jak zawsze – odparłam i chwyciłam J za ramię. Teleportowaliśmy się prosto do Doliny Godryka.


Miasteczko wyglądało jeszcze ładniej niż tydzień temu. Nie wiem jak to jest możliwe, ale może czyniła to unosząca się w powietrzu magia? Przydomowy ogród był całkowicie zarośnięty, odnotowałam sobie w pamięci, że trzeba będzie zmusić Jamesa do pomocy w ogarnianiu tej bujnej zieleni.
- Panie przodem – powiedział J, przepuszczając mnie w drzwiach. Weszłam do naszego (co często podkreśla James) domu i ogarnęło mnie niewiarygodne uczucie szczęścia. Bo pomyślcie, mam 18 lat, najdoskonalszego i najukochańszego narzeczonego w całym Wszechświecie i dom! Czy to nie jest za dużo szczęścia jak dla jednej osoby?
- Jestem taka szczęśliwa! – krzyknęłam do Jamesa i wpadłam w jego wyciągnięte ramiona. J zatrzasnął nogą drzwi wejściowe i wziął mnie na ręce.
Zaniósł mnie prosto do naszej sypialni.


- Dobrze, że Dorea zapełniła nam lodówkę – powiedziałam, gdy wieczorem zwlekliśmy się do kuchni i na szybko coś upichciłam. OK, po prostu odgrzałam to, co mama J zostawiła nam do jedzenia.
- Byłem baaardzo głodny – odparł James, robiąc pewną minę, po której od razu zarumieniły mi się policzki – Byłaś niewiarygodna, Przyszła Pani Potter – dodał z satysfakcją.
Na to stwierdzenie, poczułam, że cała twarz mnie pali i przytuliłam się do ciepłego torsu Jamesa.
- Bardzo łatwo cie zawstydzić, wiesz Lil? – zapytał James i pocałował mnie w czubek głowy. Zatrząsł się lekko ze śmiechu(czy wszyscy muszą się ze mnie śmiać?) i wciągnął mnie na swoje kolana – Trzeba cię tego oduczyć, co ty na to? – dodał, spoglądając mi prosto w oczy i już drugi raz tego dnia rozpinając mi stanik.


Rano, obudziło nas głośne dobijanie się do drzwi.
- Rogacz, debilu, zdejmij to zaklęcie! – darł się Black. Merlinie, znowu on! Otworzyłam jedno oko, później drugie i ciężko westchnęłam. Taka świetna noc, skończyła się tylko po to, żeby znowu patrzeć na facjatę Syriusza.
- James, rusz się – powiedziałam i wbiłam brunetowi palec między żebra. Strasznie tego nie lubi, więc od razu jakoś tak dziwnie się wzdrygnął i przycisnął mnie do materaca.
- Nieładne zagranie, Evans – powiedział i pocałował mnie w szyję. O nie!
- James, oni sterczą pod drzwiami i krzyczą – wyszeptałam, gdy jego pocałunki zjechały na mój dekolt.
- Później to skończymy – zapowiedział brunet, szybko wciągając na siebie czarne dżinsy. Aż zaczęłam żałować, że nie jesteśmy sami…
Przeciągając się, przemknęłam do łazienki i wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic. A tak naprawdę, szykowałam się na konfrontację z Łapą i jego idiotycznymi tekstami.


- … i zajmowaliśmy się dzieckiem Petunii – James zakończył opowieść o tygodniu spędzonym u moich rodziców.
- Zostaliście w domu sami, z dzieckiem? Ja bym się bała zostawić maluszka, pod opieką Jamesa – powiedziała Dorcas, pokazując brunetowi język. Siedzieliśmy w salonie i opowiadaliśmy sobie, co się u nas działo, przez te dwa tygodnie od zakończenia szkoły.
- To Remus i Mary przyjadą jutro? – zapytałam, kładąc na stoliku miskę z chipsami. Black jak wygłodniałe zwierze zwinął ją i ustawił na swoich kolanach. Z westchnięciem poszłam do kuchni, aby zapełnić chrupkami kolejną miskę – A James świetnie sobie radził z Dudley’em, zapewniam cię, Dorcas! – krzyknęłam z kuchni.
- Widzisz Rogaczu, musisz jak najszybciej postarać się o własne dziecko – powiedział Syriusz, wpychając sobie do paszczy, garść chipsów.
- Taki jest plan – odparł J, śmiejąc się z miny Syriusza.
- A właśnie, Łapo, co u twojego brata? – zapytałam. Bo milczeli na jego temat jak zaklęci.
- Regulus wprowadził się do domu Syriusza – odpowiedziała za chłopaka Dor.
- Ooo – skomentowałam to, jakże inteligentnie – I jak ci się mieszka z bratem?
- Całkiem, całkiem. Ogarnia te domowe zaklęcia i dzięki temu nie mamy syfu – odparł Syriusz – Matka jest na niego wściekła, jak zabierał z domu swoje rzeczy, wymazała Regulusa z drzewa genealogicznego i powiedziała, że już nie ma synów – dodał.
James na te rewelacje zrobił zmartwioną minę i poklepał Blacka po plecach.


- Mary! Remus! Wchodźcie – powiedziałam, witając się z naszą dwójką blondynów. Był poranek 1 lipca, czyli już wcześniej zarządzona zbiórka w naszym domu. Jutro mieliśmy ruszać na podbój Hiszpanii, jednak chcieliśmy jeszcze ten jeden dzień spędzić w Anglii. Ale jak to bywa z planami, nie zawsze jest tak jak się chce. Wczoraj wieczorem było załamanie pogody, przez co znowu była typowa, angielska pogoda. Deszcz i szarówka.
- I co u was słychać? – zapytała Dorcas, gdy Remus osuszył siebie oraz Mary zaklęciem. Znowu rozsiedliśmy się w salonie.
- Większość czasu spędziliśmy u Mary i na parę dni wpadliśmy do moich rodziców – powiedział Remus – Jednak wydarzyło się coś dziwnego, napisał do mnie Peter.
Po tej rewelacji, dostarczonej przez Remusa, nastąpiła cisza. A następnie wybuch.
- Jak on śmie?! – zawołał Syriusz – Mała gnida… - dodał, wyklinając pod nosem na Pettigrew.
- Co napisał? – zapytała ciekawsko Dorcas, popijając gorącą herbatkę.
- Napisał, że jest mu przykro, że wcale nie popierał Voldemorta, że tak właściwie to został do tego zmuszony – odparł Remus, wzruszając ramionami.
- Taa, Regulus powiedział mi coś zupełnie innego – powiedział, w końcu spokojny Syriusz – Peter sam do nich przylatywał z co lepszymi informacjami, podobno powielał nasze listy, pozdradzał nasze adresy, opowiadał o rodzinach – wyliczał Łapa.
- Myślę, że nie powinieneś mu odpisywać – powiedziała Mary, zwracając się do blondyna – Trzeba uciąć z nim kontakt i tyle.
- Napisał też, że po wakacjach wraca do kraju – dodał Remus.
- To udało mu się skończyć Durmstrang? – zapytał ironicznie James.
- Widocznie, tak – odparł blondyn.
- Dobra, ludzie, nie rozmyślajmy o tym szczurze! – Dorcas podniosła głos – Jutro wybieramy się do słonecznej Hiszpanii, musimy spakować zapas bikini…
- I kremów z filtrem UV – skończyłam za Dor. Brunetka tylko się uśmiechnęła i zaciągnęła mnie i Mary na piętro.


- Pokazuj co wybrałaś – rozkazała mi Dorcas, przeglądając moje ciuchy – Po co ci długie spodnie? – zapytała i wrzuciła je z powrotem do szafy – Tam jest z 30º C w cieniu…
- No, Mary, teraz ty – dodała i zaczęła przerzucać i rozrzucać ubrania blondynki – Mar, masz ciuchy jak dla babci, trzeba będzie odświeżyć twoją garderobę – dodała nasza „stylistka”.
- Mam dla was prezenciki – powiedziała i dała nam po różowej torebce z logo Victoria’s Secret.
- OMG, DORCAS! – wydarłam się, gdy zobaczyłam co brunetka mi wręczyła. Mega skąpe bikini w kolorze zielonym. Spojrzałam na prezent Mary, ale zobaczyłam ten sam kostium, tylko, że w kolorze czerwonym.
- Ja mam czarny – powiedziała zadowolona z siebie Dor.
- Nie założę tego – zapowiedziała Mary, paląc buraka. No, jak ona na sam widok się rumieni, to pewnie, że nie założy!
- Dziewczyny, tam laski chodzą topless, a wy się wstydzicie pokazać swoje sexi ciałka? – zapytała Dor – Chcesz żeby James oglądał się za innymi dziewczynami? – dodała.
- Oczywiście, że nie! – odparłam, oburzając się.
- To, to założysz – powiedziała.
- Remus nie jest taki, nie będzie się patrzył… - zaczęła Mary.
- Dziewczyno, Remus też jest facetem! Oczywiście, że będzie się gapił na roznegliżowane panienki. Dlatego musimy mieć tajną broń. I tak, mówię o tym bikini – powiedziała Dorcas wskazując na kostiumy. Cóż, jak to bywa z Dor, jej się nie da przegadać…


- To co, gotowi?! – zawołał entuzjastycznie Black, wydzierając mi się prosto do ucha.
- Ałaaa – wyjęczałam, rozcierając poszkodowaną część ciała.
- Gotowi! – wrzasnęła Dorcas. Co oni mają z tym krzykiem?
Właśnie staliśmy w ogródku i mieliśmy teleportować się do Hiszpanii. Dorea, jako osoba ze świetnymi znajomościami, załatwiła nam przyśpieszone pozwolenie na teleportację międzynarodową, więc nasza podróż miała trwać tylko chwilkę.
- To widzimy się w Hiszpanii – powiedziałam i poczułam jak James łapie mnie za rękę.


- Jak gorąco – wysapał Black. Od dziesięciu minut wspinaliśmy się na niewysokie wzniesienie, na którym stał dom Meadowesów.
- Trzeba było się luźniej ubrać – odparłam rezolutnie, ciesząc się, że założyłam białą sukienkę przed kolana.
- Jesteśmy! – powiedziała Dorcas i wskazała na znajomy nam, czyli dziewczynom dom. Nie był on jakoś przesadnie duży, ot, zwykły biały budynek w kształcie kwadratu, dosyć typowy dla tej okolicy. Dalej, znajdowały się już tylko wille gwiazd kina i innych krezusów.
- Twój tata założył klimatyzację? – zapytałam, gdy po wejściu do środka poczułam miły chłodek.
- Taa, mówi, że to jedyny fajny mugolski sprzęt – odparła brunetka, kierując się do kuchni – Będziemy musieli iść na zakupy, lodówka jest pusta! – krzyknęła do nas, na co Syriusz głośno jęknął.
- Jednak najpierw chodźmy na plażę! – zarządziła Dorcas, na co wszyscy się zgodziliśmy.
Dor poprzydzielała pokoje i każdy poszedł się przebrać.


Byliśmy już na plaży, rozłożyliśmy się dosyć blisko wody. Chłopcy jak to oni, porozbierali się i zaczęli się rozglądać. Mina Dorcas mówiła „A nie mówiłam?”. Wzruszyłam ramionami i ściągnęłam sukienkę przez głowę.
- Lily, zobacz jakie… - zaczął James, ale zaniemówił, gdy na mnie spojrzał – Zakryj się! – krzyknął i szybko owinął mnie ręcznikiem. Śmiech Blacka było słychać chyba na całej plaży.
- Niezłe melony, Wiewióro – wyjęczał, trzymając się za brzuch. Jednak przestał się śmiać, gdy Dor ściągnęła swoje szorty i koszulkę.
- Dooorcas! – powiedział i zarzucił na brunetkę koc. Kurczę, oni są chyba trochę nienormalni.
Jedynie Remus zareagował trochę inaczej. Gdy Mar ściągnęła swoją sukienkę i została w samym bikini, zarumienił się i usiadł na piasku. Może to szok, nie wiem, ale jego reakcja była ciekawa.
- James, nie trzymaj na mnie tego ręcznika, gorąco mi – powiedziałam do chłopaka, próbując ściągnąć zbędny materiał. Czułam się jak tortilla. Zwinięta.
- Co ty założyłaś? – zapytał J z pretensją w głosie – W sypialni jak najbardziej, możesz takie rzeczy nosić, ale nie na publicznej plaży – powiedział do mnie cicho – Faceci się na ciebie gapią – dodał, oglądając się na siedzących za nami Hiszpanów.
- James, nie będziesz mi zabraniał noszenia bikini – odparłam i odwinęłam się z tego naleśnika. Usłyszałam tylko głośne gwizdnięcie facetów rozłożonych za nami i usiadłam na rozłożonym wcześniej kocu – Możesz mi posmarować plecy, krem jest w torbie – dodałam, kładąc się na brzuchu i rozwiązując troczek od góry kostiumu. James tylko stęknął głośno, ale przystąpił do tej „ciężkiej” pracy. 

***

I jest kolejny rozdział, już się nie mogę doczekac waszej reakcji na dwa-trzy następne!
Będzie draaamat, nie lubię pisac dramatycznych/smutnych/poruszających scen, 
ale wydaje mi się (czyli może mi się zle wydawac :), 
że te rozdziały będą niezłe.
Przynajmniej nie będzie tak słodko.
Następny rozdział dopiero w poniedziałek, no chyba, że uda mi się dodac wcześniej,
zawsze istnieje taka możliwośc :)
Do następnego!
 
 



4 komentarze:

  1. Potter co to za niemoralne zachowanie? hehehhe uwielbiam to xDD Pobyt w Hiszpanii czas acząć i po prostu nie mogę sie doczekać następnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuuu... Potter zazdrony... Uuuu... Nooo to pobyt w Hiszpani zaczęty. ;) Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę im Hiszpanii :< Nie mogę sie doczekać następnego ! W końcu jakieś dramaty ;) ale nie przesadzaj !

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział bardzo fajny. Cóż..nie spodziewałam się że Rogacz i Łapa będą tak zazdrośni o swoje narzeczone. Mam nadzieje że nie spotkają Petera kiedy wrócą z wakacji.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.