Te parę dni spędzonych w
rodzinnym domu, naładowały mi akumulatory do dalszego działania. Patrzyłam w
przyszłość z niecierpliwością, taaak, jestem bardzo zachłanna, ale wszystko
chciałabym mieć już, teraz! Trochę posunęły się do przodu nasze plany ślubne,
mama kategorycznie stwierdziła, że ślub musi odbyć się w tym roku, bo jak to
tak żyć „na kocią łapę”? I „co sąsiedzi powiedzą”?! Jednak my mieliśmy sąsiadów
totalnie gdzieś, niech sobie myślą co chcą. Zresztą, ani James, ani ja, nie
jesteśmy takimi osobami, które przejmują się zdaniem innych. Jednak z mamą się
nie wygra i powiedzieliśmy, że do końca lipca ustalimy datę ślubu.
Bardzo polubiliśmy z
Jamesem, Wielkiego De, jak to go najczęściej nazywał J. Dudley jest wesołym dzieckiem,
o twarzyczce niczym jabłuszko, okrąglutkiej i czerwonej. Najczęściej od krzyku,
gdy tylko coś chce, strasznie wrzeszczy. Petunia skacze nad nim jak kwoka i
ciągle mu dogadza. Myślę, że D będzie bardzo rozpieszczonym dzieckiem.
Wtorek, 30 czerwca 1978 roku
był pięknym, słonecznym dniem. Idealnym na przeprowadzkę! Tylko, że moja
przeprowadzka wyglądała, przynajmniej dla rodziców, bardzo nietypowo. Miałam
tylko mój szkolny kufer i tyle.
- Kochani, miłych wakacji –
powiedziała mama, przytulając Jamesa, a potem mnie łapiąc w mocny uścisk.
- Napiszcie do nas czasem –
dodał tata, również mnie ściskając i klepiąc J po ramieniu.
- Gotowa? – zapytał James
łapiąc kufer za rączkę.
- Jak zawsze – odparłam i
chwyciłam J za ramię. Teleportowaliśmy się prosto do Doliny Godryka.
Miasteczko wyglądało jeszcze
ładniej niż tydzień temu. Nie wiem jak to jest możliwe, ale może czyniła to
unosząca się w powietrzu magia? Przydomowy ogród był całkowicie zarośnięty,
odnotowałam sobie w pamięci, że trzeba będzie zmusić Jamesa do pomocy w
ogarnianiu tej bujnej zieleni.
- Panie przodem – powiedział
J, przepuszczając mnie w drzwiach. Weszłam do naszego (co często podkreśla
James) domu i ogarnęło mnie niewiarygodne uczucie szczęścia. Bo pomyślcie, mam 18
lat, najdoskonalszego i najukochańszego narzeczonego w całym Wszechświecie i
dom! Czy to nie jest za dużo szczęścia jak dla jednej osoby?
- Jestem taka szczęśliwa! –
krzyknęłam do Jamesa i wpadłam w jego wyciągnięte ramiona. J zatrzasnął nogą
drzwi wejściowe i wziął mnie na ręce.
Zaniósł mnie prosto do
naszej sypialni.
- Dobrze, że Dorea zapełniła
nam lodówkę – powiedziałam, gdy wieczorem zwlekliśmy się do kuchni i na szybko
coś upichciłam. OK, po prostu odgrzałam to, co mama J zostawiła nam do
jedzenia.
- Byłem baaardzo głodny –
odparł James, robiąc pewną minę, po której od razu zarumieniły mi się policzki
– Byłaś niewiarygodna, Przyszła Pani Potter – dodał z satysfakcją.
Na to stwierdzenie,
poczułam, że cała twarz mnie pali i przytuliłam się do ciepłego torsu Jamesa.
- Bardzo łatwo cie
zawstydzić, wiesz Lil? – zapytał James i pocałował mnie w czubek głowy.
Zatrząsł się lekko ze śmiechu(czy wszyscy muszą się ze mnie śmiać?) i wciągnął
mnie na swoje kolana – Trzeba cię tego oduczyć, co ty na to? – dodał,
spoglądając mi prosto w oczy i już drugi raz tego dnia rozpinając mi stanik.
Rano, obudziło nas głośne
dobijanie się do drzwi.
- Rogacz, debilu, zdejmij to
zaklęcie! – darł się Black. Merlinie, znowu on! Otworzyłam jedno oko, później
drugie i ciężko westchnęłam. Taka świetna noc, skończyła się tylko po to, żeby
znowu patrzeć na facjatę Syriusza.
- James, rusz się –
powiedziałam i wbiłam brunetowi palec między żebra. Strasznie tego nie lubi,
więc od razu jakoś tak dziwnie się wzdrygnął i przycisnął mnie do materaca.
- Nieładne zagranie, Evans –
powiedział i pocałował mnie w szyję. O nie!
- James, oni sterczą pod
drzwiami i krzyczą – wyszeptałam, gdy jego pocałunki zjechały na mój dekolt.
- Później to skończymy –
zapowiedział brunet, szybko wciągając na siebie czarne dżinsy. Aż zaczęłam
żałować, że nie jesteśmy sami…
Przeciągając się,
przemknęłam do łazienki i wzięłam szybki, orzeźwiający prysznic. A tak
naprawdę, szykowałam się na konfrontację z Łapą i jego idiotycznymi tekstami.
- … i zajmowaliśmy się
dzieckiem Petunii – James zakończył opowieść o tygodniu spędzonym u moich
rodziców.
- Zostaliście w domu sami, z
dzieckiem? Ja bym się bała zostawić maluszka, pod opieką Jamesa – powiedziała
Dorcas, pokazując brunetowi język. Siedzieliśmy w salonie i opowiadaliśmy
sobie, co się u nas działo, przez te dwa tygodnie od zakończenia szkoły.
- To Remus i Mary przyjadą
jutro? – zapytałam, kładąc na stoliku miskę z chipsami. Black jak wygłodniałe
zwierze zwinął ją i ustawił na swoich kolanach. Z westchnięciem poszłam do
kuchni, aby zapełnić chrupkami kolejną miskę – A James świetnie sobie radził z
Dudley’em, zapewniam cię, Dorcas! – krzyknęłam z kuchni.
- Widzisz Rogaczu, musisz
jak najszybciej postarać się o własne dziecko – powiedział Syriusz, wpychając
sobie do paszczy, garść chipsów.
- Taki jest plan – odparł J,
śmiejąc się z miny Syriusza.
- A właśnie, Łapo, co u
twojego brata? – zapytałam. Bo milczeli na jego temat jak zaklęci.
- Regulus wprowadził się do
domu Syriusza – odpowiedziała za chłopaka Dor.
- Ooo – skomentowałam to,
jakże inteligentnie – I jak ci się mieszka z bratem?
- Całkiem, całkiem. Ogarnia
te domowe zaklęcia i dzięki temu nie mamy syfu – odparł Syriusz – Matka jest na
niego wściekła, jak zabierał z domu swoje rzeczy, wymazała Regulusa z drzewa
genealogicznego i powiedziała, że już nie ma synów – dodał.
James na te rewelacje zrobił
zmartwioną minę i poklepał Blacka po plecach.
- Mary! Remus! Wchodźcie –
powiedziałam, witając się z naszą dwójką blondynów. Był poranek 1 lipca, czyli
już wcześniej zarządzona zbiórka w naszym domu. Jutro mieliśmy ruszać na podbój
Hiszpanii, jednak chcieliśmy jeszcze ten jeden dzień spędzić w Anglii. Ale jak
to bywa z planami, nie zawsze jest tak jak się chce. Wczoraj wieczorem było
załamanie pogody, przez co znowu była typowa, angielska pogoda. Deszcz i
szarówka.
- I co u was słychać? –
zapytała Dorcas, gdy Remus osuszył siebie oraz Mary zaklęciem. Znowu
rozsiedliśmy się w salonie.
- Większość czasu
spędziliśmy u Mary i na parę dni wpadliśmy do moich rodziców – powiedział Remus
– Jednak wydarzyło się coś dziwnego, napisał do mnie Peter.
Po tej rewelacji, dostarczonej
przez Remusa, nastąpiła cisza. A następnie wybuch.
- Jak on śmie?! – zawołał
Syriusz – Mała gnida… - dodał, wyklinając pod nosem na Pettigrew.
- Co napisał? – zapytała
ciekawsko Dorcas, popijając gorącą herbatkę.
- Napisał, że jest mu
przykro, że wcale nie popierał Voldemorta, że tak właściwie to został do tego
zmuszony – odparł Remus, wzruszając ramionami.
- Taa, Regulus powiedział mi
coś zupełnie innego – powiedział, w końcu spokojny Syriusz – Peter sam do nich
przylatywał z co lepszymi informacjami, podobno powielał nasze listy,
pozdradzał nasze adresy, opowiadał o rodzinach – wyliczał Łapa.
- Myślę, że nie powinieneś
mu odpisywać – powiedziała Mary, zwracając się do blondyna – Trzeba uciąć z nim
kontakt i tyle.
- Napisał też, że po
wakacjach wraca do kraju – dodał Remus.
- To udało mu się skończyć
Durmstrang? – zapytał ironicznie James.
- Widocznie, tak – odparł
blondyn.
- Dobra, ludzie, nie rozmyślajmy
o tym szczurze! – Dorcas podniosła głos – Jutro wybieramy się do słonecznej
Hiszpanii, musimy spakować zapas bikini…
- I kremów z filtrem UV –
skończyłam za Dor. Brunetka tylko się uśmiechnęła i zaciągnęła mnie i Mary na
piętro.
- Pokazuj co wybrałaś –
rozkazała mi Dorcas, przeglądając moje ciuchy – Po co ci długie spodnie? –
zapytała i wrzuciła je z powrotem do szafy – Tam jest z 30º C w cieniu…
- No, Mary, teraz ty –
dodała i zaczęła przerzucać i rozrzucać ubrania blondynki – Mar, masz ciuchy
jak dla babci, trzeba będzie odświeżyć twoją garderobę – dodała nasza
„stylistka”.
- Mam dla was prezenciki –
powiedziała i dała nam po różowej torebce z logo Victoria’s Secret.
- OMG, DORCAS! – wydarłam
się, gdy zobaczyłam co brunetka mi wręczyła. Mega skąpe bikini w kolorze
zielonym. Spojrzałam na prezent Mary, ale zobaczyłam ten sam kostium, tylko, że
w kolorze czerwonym.
- Ja mam czarny –
powiedziała zadowolona z siebie Dor.
- Nie założę tego –
zapowiedziała Mary, paląc buraka. No, jak ona na sam widok się rumieni, to
pewnie, że nie założy!
- Dziewczyny, tam laski
chodzą topless, a wy się wstydzicie pokazać swoje sexi ciałka? – zapytała Dor –
Chcesz żeby James oglądał się za innymi dziewczynami? – dodała.
- Oczywiście, że nie! –
odparłam, oburzając się.
- To, to założysz –
powiedziała.
- Remus nie jest taki, nie
będzie się patrzył… - zaczęła Mary.
- Dziewczyno, Remus też jest facetem! Oczywiście, że będzie
się gapił na roznegliżowane panienki. Dlatego musimy mieć tajną broń. I tak,
mówię o tym bikini – powiedziała Dorcas wskazując na kostiumy. Cóż, jak to bywa
z Dor, jej się nie da przegadać…
- To co, gotowi?! – zawołał
entuzjastycznie Black, wydzierając mi się prosto do ucha.
- Ałaaa – wyjęczałam,
rozcierając poszkodowaną część ciała.
- Gotowi! – wrzasnęła
Dorcas. Co oni mają z tym krzykiem?
Właśnie staliśmy w ogródku i
mieliśmy teleportować się do Hiszpanii. Dorea, jako osoba ze świetnymi
znajomościami, załatwiła nam przyśpieszone pozwolenie na teleportację
międzynarodową, więc nasza podróż miała trwać tylko chwilkę.
- To widzimy się w Hiszpanii
– powiedziałam i poczułam jak James łapie mnie za rękę.
- Jak gorąco – wysapał
Black. Od dziesięciu minut wspinaliśmy się na niewysokie wzniesienie, na którym
stał dom Meadowesów.
- Trzeba było się luźniej
ubrać – odparłam rezolutnie, ciesząc się, że założyłam białą sukienkę przed
kolana.
- Jesteśmy! – powiedziała
Dorcas i wskazała na znajomy nam, czyli dziewczynom dom. Nie był on jakoś
przesadnie duży, ot, zwykły biały budynek w kształcie kwadratu, dosyć typowy
dla tej okolicy. Dalej, znajdowały się już tylko wille gwiazd kina i innych
krezusów.
- Twój tata założył
klimatyzację? – zapytałam, gdy po wejściu do środka poczułam miły chłodek.
- Taa, mówi, że to jedyny
fajny mugolski sprzęt – odparła brunetka, kierując się do kuchni – Będziemy
musieli iść na zakupy, lodówka jest pusta! – krzyknęła do nas, na co Syriusz
głośno jęknął.
- Jednak najpierw chodźmy na
plażę! – zarządziła Dorcas, na co wszyscy się zgodziliśmy.
Dor poprzydzielała pokoje i
każdy poszedł się przebrać.
Byliśmy już na plaży,
rozłożyliśmy się dosyć blisko wody. Chłopcy jak to oni, porozbierali się i
zaczęli się rozglądać. Mina Dorcas mówiła „A nie mówiłam?”. Wzruszyłam
ramionami i ściągnęłam sukienkę przez głowę.
- Lily, zobacz jakie… -
zaczął James, ale zaniemówił, gdy na mnie spojrzał – Zakryj się! – krzyknął i
szybko owinął mnie ręcznikiem. Śmiech Blacka było słychać chyba na całej plaży.
- Niezłe melony, Wiewióro –
wyjęczał, trzymając się za brzuch. Jednak przestał się śmiać, gdy Dor ściągnęła
swoje szorty i koszulkę.
- Dooorcas! – powiedział i
zarzucił na brunetkę koc. Kurczę, oni są chyba trochę nienormalni.
Jedynie Remus zareagował
trochę inaczej. Gdy Mar ściągnęła swoją sukienkę i została w samym bikini,
zarumienił się i usiadł na piasku. Może to szok, nie wiem, ale jego reakcja
była ciekawa.
- James, nie trzymaj na mnie
tego ręcznika, gorąco mi – powiedziałam do chłopaka, próbując ściągnąć zbędny
materiał. Czułam się jak tortilla. Zwinięta.
- Co ty założyłaś? – zapytał
J z pretensją w głosie – W sypialni jak najbardziej, możesz takie rzeczy nosić,
ale nie na publicznej plaży – powiedział do mnie cicho – Faceci się na ciebie
gapią – dodał, oglądając się na siedzących za nami Hiszpanów.
- James, nie będziesz mi
zabraniał noszenia bikini – odparłam i odwinęłam się z tego naleśnika.
Usłyszałam tylko głośne gwizdnięcie facetów rozłożonych za nami i usiadłam na
rozłożonym wcześniej kocu – Możesz mi posmarować plecy, krem jest w torbie –
dodałam, kładąc się na brzuchu i rozwiązując troczek od góry kostiumu. James
tylko stęknął głośno, ale przystąpił do tej „ciężkiej” pracy.
***
I jest kolejny rozdział, już się nie mogę doczekac waszej reakcji na dwa-trzy następne!
Będzie draaamat, nie lubię pisac dramatycznych/smutnych/poruszających scen,
ale wydaje mi się (czyli może mi się zle wydawac :),
że te rozdziały będą niezłe.
Przynajmniej nie będzie tak słodko.
Następny rozdział dopiero w poniedziałek, no chyba, że uda mi się dodac wcześniej,
zawsze istnieje taka możliwośc :)
Do następnego!
Potter co to za niemoralne zachowanie? hehehhe uwielbiam to xDD Pobyt w Hiszpanii czas acząć i po prostu nie mogę sie doczekać następnego rozdziału :D
OdpowiedzUsuńUuuu... Potter zazdrony... Uuuu... Nooo to pobyt w Hiszpani zaczęty. ;) Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ;3
OdpowiedzUsuńZazdroszczę im Hiszpanii :< Nie mogę sie doczekać następnego ! W końcu jakieś dramaty ;) ale nie przesadzaj !
OdpowiedzUsuńRozdział bardzo fajny. Cóż..nie spodziewałam się że Rogacz i Łapa będą tak zazdrośni o swoje narzeczone. Mam nadzieje że nie spotkają Petera kiedy wrócą z wakacji.
OdpowiedzUsuń