środa, 12 listopada 2014

Rozdział 42 Plany ślubne



- Grudzień? – zapytał James, patrząc na mnie z niedowierzaniem – Przecież ty nie lubisz, ani zimy, ani tym bardziej zimna! – zawołał, zwijając Proroka i popijając poranną kawę.
Był początek października, czyli najwyższy czas ruszyć z organizacją ślubu i wesela. I to jak najszybciej!
- Może nie lubię, ale wyobraź sobie zdjęcia ślubne, takie malownicze, będziemy wyglądać jak wyciągnięci z „Królowej Śniegu”! – dodałam, wyobrażając sobie nas, pozujących na tle jakiejś wywołanej czarami zawieruchy śnieżnej.
- Co to jest „Królowa Śniegu”? – zapytał J, marszcząc czoło.
- Taka mugolska bajka – odparłam – Ale to nieważne, rodzice naciskają żeby ślub odbył się w tym roku, a do listopada na pewno wszystkiego nie zorganizujemy.
James zaczął się zastanawiać i rozważać wszystkie „za” i „przeciw”.
A ja zaczęłam tworzyć w głowię listę gości – nasi rodzice oczywiście, moja siostra z rodziną, moi dziadkowie, kuzyni Jamesa (którzy jak się okazało, są całkiem pokaźną grupą), nasi przyjaciele, bliżsi i dalsi (chociażby Severus), ciotki, wujkowie, oraz moja jedyna kuzynka, Megan, oraz kuzyni Matt i Jack.
- Chyba zbierze się około 60 osób – powiedziałam, wyliczając Rogaczowi gości.
- Jakoś niedużo – powiedział James. Spojrzałam na niego i wzruszyłam ramionami.
- Trzeba będzie dać powiadomienia o ślubie, do Proroka – dodał J – A czemu nie policzyłaś nauczycieli? – zapytał. Spojrzałam na niego jak na nienormalnego.
- Serio? Myślisz, że McGonagall przyjdzie na nasz ślub? – zapytałam z niedowierzaniem. Jakoś trudno było mi sobie wyobrazić psorkę na uroczystości ślubnej…
- Jasne, że tak! Zobaczysz, lubi nas – odparł – No, może raczej ciebie lubi – poprawił się z zawadiackim uśmiechem.

Lista ślubna Lily Evans:
- suknia ślubna
- garnitur dla Jamesa (chociaż Dorea upiera się przy „szacie wyjściowej”, ale nie ma mowy!)
- buty, dodatki
- bukiet
- catering
- alkohol
- ozdoby (kokardki i inne bzdety do dekoracji domu i ogrodu)
- obrączki (!!)
- lista prezentów (w jednej liście wymieniam to, że muszę stworzyć inną listę :)
- suknie dla druhen
- inne rzeczy, o których w tym momencie nie pamiętam, ale które są na pewno bardzo istotne.
Tak oto prezentowała się moja krótka lista rzeczy, których to jeszcze nie mieliśmy ani kupionych, ani załatwionych. Czyli tak właściwie nic nie mieliśmy, oprócz daty i miejsca.
Uroczystość ma się odbyć 20 grudnia, w ogrodzie Potterów. Wiem, niby pogoda nie sprzyja, w końcu to będzie grudzień, ale od czego są czary?
- Przepraszam za spóźnienie! – krzyknęła Dorcas, ciągnąc za sobą dyszącą Mary. Siedziałam w jednej z licznych kawiarenek na Pokątnej i czekałam na dziewczyny. Tak, dzisiaj jest ten dzień, poszukiwanie idealnej sukni ślubnej! Czyli czegoś, co praktycznie nie istnieje…
- Nic się nie stało – powiedziałam wstając z wygodnego krzesła. Zostawiłam pieniądze na stoliku i wyszłyśmy na zewnątrz.
Pokątna o tej porze roku jest całkiem pusta. Uczniowie już dawno zrobili szkolne zakupy i siedzą w Hogwarcie, na zakupy świąteczne jest jeszcze za wcześnie, więc ulica świeciła pustkami. Z większą korzyścią dla nas!
- To co, zaczynamy od Madame Malkin? – zapytała Mary. Kiwnęłam głową i skierowałyśmy się do znajomego nam sklepu.


- Morgano, one wszystkie były wstrętne! – zawołałam. Byłam załamana, byłyśmy już w paru sklepach i nic, dosłownie nic godnego uwagi nie było!
- Lily, nie martw się, masz jeszcze dużo czasu – pocieszyła mnie Dorcas.
- Właśnie, dwa miesiące na znalezienie sukni, to sporo – dodała Mary.
- To ostatni sklep z sukniami na Pokątnej – zauważyłam markotnie i wskazałam na zakurzoną witrynę małego sklepiku. Dorcas zrobiła przerażoną minę, ale dzielnie weszła za nami.
Wnętrze sklepu zupełnie różniło się od nieciekawej witryny. Pomieszczenie utrzymane było w różnych odcieniach fioletu, od lila do fuksji. Sofy wyglądały na wygodne, aż chciało się w nich usiąść. Piękne zwierciadła, porozwieszane na ścianach, ale co najważniejsze, mnóstwo sukien ślubnych, wieczorowych, koktajlowych,  porozwieszanych dosłownie wszędzie!
- Wow – wyszeptała Mary, rozglądając się po sklepie.
- Witam – powiedziała eterycznie wyglądająca kobieta, na oko po 40-tce – Szukacie sukni ślubnej? – zapytała spoglądając mi prosto w oczy. Aż mi włosy na rękach stanęły, miała bardzo intensywne tęczówki, w kolorze turkusowym. W życiu nie widziałam, tak niewiarygodnego koloru oczu!
- Tak, dla mnie – odparłam, jakoś nieśmiało.
- Mam dla pani idealną suknię, proszę usiąść – powiedziała i poszła do czegoś, co wyglądało na składzik albo pracownię.
Usiadłyśmy grzecznie na kanapie i rozglądałyśmy się po tym pięknym wnętrzu.
- Wygląda na nawiedzoną – wyszeptała Dorcas, brodą wskazując na kobietę, zajętą przeglądaniem popakowanych w białe pokrowce, sukien. Mogła przywołać zaklęciem, ale w takim miejscu, gdzie jest mnóstwo podobnych do siebie przedmiotów, mogłoby to być kłopotliwe.
- Mam – powiedziała idąc z długim pokrowcem – Proszę, tutaj – dodała, wskazując na odgrodzoną brokatowymi kotarami przebieralnię.
- Proszę się rozebrać – rozkazała i zaczęła wypakowywać suknię. Gdy stanęłam w samej bieliźnie na specjalnym podwyższeniu, przełożyła mi ją przez głowę.
Suknia leciutko spłynęła po moim ciele, wsadziłam ręce w rękawy i czekałam aż kobieta zapnie mi dwa guziczki, znajdujące się sporo poniżej talii.
- Jest piękna – wyszeptałam, wpatrując się w swoje odbicie w lustrze.
Suknia była w typowym dla sukien ślubnych, białym kolorze. Długie, przezroczyste rękawy wykończone koronką, cały tors sukni lekko prześwitujący, ale ze strategicznie rozmieszczoną koronką. Lejąca się suknia wykonana z szyfonu lub organzy, o ile się nie myliłam i odsłonięte plecy. (http://www.madonna.pl/?page_id=1071  zdjęcia numer 14 i 15)
Ekspedientka podała mi białe buty, na dosyć wysokim obcasie i upięła włosy w gładki kok.
Uśmiechnęła się z satysfakcją i odsłoniła kotary. Obróciłam się w stronę siedzących na sofie dziewczyn i łzawo uśmiechnęłam.
- Lily – wyszeptała Mary, podnosząc rękę do ust.
- Wyglądasz pięknie! – zawołała, z typowym dla siebie entuzjazmem, Dorcas – Jest pani niewiarygodna! – dodała, zwracając się, do uśmiechniętej kobiety.
- Już nie nawiedzona? – zapytała, leciutko się uśmiechając. Dorcas wybałuszyła oczy, na co ta się zaśmiała.
- Rozumiem, że się pani podoba? – dodała. Skinęłam głową i się zaśmiałam.
Znalazłam idealną suknię dla siebie.


- Ale czemu nie mogę jej zobaczyć? – pytał po raz któryś James. Wróciłam do domu zadowolona, z wielkim, białym pokrowcem w którym to, znajdowała się moja prześliczna suknia. James, od razu zaczął jęczeć, że chce ją zobaczyć i to natychmiast!
- To przynosi pecha – wyjaśniłam mu – Jednak jak chcesz, mogę ci pokazać bieliznę, którą ekspedientka mi dobrała – dodałam i uśmiechnęłam się zalotnie. James pokiwał głową, a ja, jak mały dzieciak, strzeliłam w niego koronkowymi stringami. Wiecie, jak z procy.
James, jako osoba z doskonałym refleksem, złapał biały materiał i wybałuszył oczy.
- I tyle? – zapytał.
Kiwnęłam głową i głośno pisnęłam. James przerzucił mnie sobie przez ramię i skierował się do sypialni.


Z dziennika Jamesa Pottera
Przygotowania do ślubu szły z prędkością nowego Nimbusa 1900, czyli niewiarygodnie szybko. Lily chodziła zadowolona i szczęśliwa, co mnie cieszyło. Po przejściach związanych z jej depresją nie było śladu, czar Severusa Snape’a był doskonały.
Nadal łapałem się na tym, że bacznie przyglądałem się rudowłosej, co gorsza, śniły mi się koszmary, że te dni znowu wracają i Lily znowu wpada w tą „czarną otchłań”, jak to nazwał magoterapeuta.
Jednak widząc jej uśmiech i radość, te miesiące coraz bardziej odchodziły w niepamięć. Nie twierdzę, że zapomniałem o naszym dziecku, jednak jestem pewien, że przyszłość przyniesie nam jeszcze niejedno dziecko.
- James, mówię do ciebie! – zawołał Syriusz. Byliśmy na zakupach, tata Lily zabrał nas do mugolskiej części Londynu, abym mógł kupić garnitur ślubny. Mama nie była tym zachwycona, widziała mnie w szacie wyjściowej, w której to ojciec brał ślub (co było głupim pomysłem, tak swoją drogą, bo ten ciuch ma chyba ze 100 lat), jednak Lily postawiła na swoim.
- To garnitur, czy frak? – zapytał krawiec, pokazując mi dwa wieszaki.
- Lily mówiła o garniturze – odparłem, na co pan Evans pokiwał głową.
- Wiewióry trzeba słuchać, pojawisz się na ślubnym kobiercu w tym ferlaku, to cię rozszarpie – powiedział Syriusz, przeglądając koszule.
- Ooo, tak, Lily ma fioła na punkcie ciuchów, pamiętam jak była mała i nie lubiła jak Sara ubierała ją w różowe ubranka, już wtedy się wykłócała – wtrącił sentymentalnie mój przyszły teść.
- Zapraszam do przebieralni – powiedział krawiec sztywno, jakby połknął kij od szczotki.
Po przebraniu się w lśniąco białą koszulę, założeniu garnituru i dobranych do niego butów, wyszedłem do facetów (http://www.madonna.pl/?page_id=53 zdjęcie 3, garniak po prawej :)
- I jak? – zapytałem, gdy stanąłem przed nimi jak sierota.
- Klasyczna marynarka zapinana na jeden guzik, doskonałej jakości materiał, do tego proponuję cienki, czarny krawat lub muchę – zachwalał mężczyzna, co chwilę coś mi poprawiając.
- Fiu fiu, Rudzielec padnie, jak cię zobaczy – skomentował Łapa, oglądając mnie z każdej strony.
- Przy takiej sylwetce, powinien pan codziennie wkładać garnitur – powiedział napuszony sprzedawca, chyba prawiąc mi komplement. Kiwnąłem głową i spojrzałem na pana Evansa.
- Zgadzam się, pasuje doskonale. Gdybym nie wiedział kim jesteś, pomyślałbym, że może jesteś biznesmenem, lub maklerem – powiedział, chociaż nie wiem, kim jest biznesmen, ani tym bardziej makler. Chociaż, chyba tata Lily jest maklerem, pewnie dlatego zazwyczaj widzę go w garniturach, lub innych sztywniackich ciuchach.
- Bierzemy – powiedziałem i poszedłem się przebrać. Dżinsy, to jest to!


- Kupiłeś?! – zawołała Lily, gdy przekroczyłem próg domu. W salonie rozchodziły się zachęcające zapachy, więc położyłem pokrowiec z garniturem na sofie, i skierowałem się do kuchni.
- Kupiłem – potwierdziłem i pocałowałem Lily w upaćkany policzek – Co gotujesz? – zapytałem, patrząc na zaaferowaną dziewczynę. Wtedy jest taka słodka!
- Piekę kurczaka, szarlotka już jest gotowa – odparła, mieszając sałatę – Nawet nie próbuj! – zawołała, nie odwracając się. Próbowałem uszczknąć trochę ciasta…
- Masz oczy dookoła głowy – zauważyłem, odnosząc garnitury do garderoby.
- Oczywiście, że tak! – odkrzyknęła, wesoło sobie coś nucąc pod nosem – Zobacz co znalazłam w torebce, którą miałam w Hiszpanii, leży na stole! – dodała. Wyszedłem z garderoby i stanąłem przy stole w kuchni.
- Co to jest? – zapytałem, czując rosnącą gulę w gardle. Na stole leżało małe pudełeczko, z dziecięcymi bucikami. Spojrzałem z paniką na Lily.
- James, spokojnie, nie jestem w ciąży! Chyba musiały mi się bardzo spodobać, jeżeli je kupiłam – powiedziała, podchodząc do mnie i obejmując mnie ramieniem – Myślę, że miesiąc miodowy przeznaczymy na akcję pod tytułem „Zróbmy sobie dziecko” – dodała, uśmiechając się.
Odpowiedziałem jej wymuszonym uśmiechem i ciężko usiadłem przy stole.
- James, co jest? – zapytała widząc moje zachowanie.
- Nic, Lil. Ale nie sądzisz, że powinniśmy trochę poczekać? – zapytałem delikatnie.
- Dlaczego? – odparła, wykrzywiając usta w podkówkę. Cholera!
- Jesteśmy młodzi, możemy zwiedzać świat, poznawać nowe miejsca, ludzi! Chcesz się już babrać w pieluszkach? – zapytałem, gładząc ją po dłoni.
- Nie myślałam tak o tym – odparła, zastanawiając się przez chwilę, i usiadła mi na kolanach – Ale chcę mieć dziecko przed dwudziestką! – dodała i pocałowała mnie. Oddałem pocałunek z całą czułością, na jaką było mnie stać.
Prawda zawsze wychodzi na jaw.

***

Te "Powiadomienia" to był chyba głupi pomysł, znowu dodaję następny rozdział ot, tak sobie, a nie zgodnie z rozpiską... Ale napisałam trochę notatek do przodu, więc możemy zaszaleć!  
W rozdziale macie linki do strony na której są zdjęcia sukni ślubnej i garnituru, które wybrałam dla Jeleniowatych. Tak swoją drogą, gdy tylko przechodzę koło tego sklepu, przystaję i patrzę, mają tam prześliczne suknie ślubne! Następny rozdział, tak jak jest napisane w ramce po prawej, w piątek.

5 komentarzy:

  1. Nie mogę doczekać się ślubu Jeleniowatych. Poza tym suknie ślubna Rudej jest przepiękna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Suknia po prostu cudowna, a o gajerze nie wspomne :D kocham muszki <3 ej niech oni robią małego Pottera xD plose hehehe cudne, boskie i wgl jak zawsze :) do piątku ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. jaki ten garnitur jest seksowny *.* ściągałabym hahaha :D a suknia prześliczna <3 tylko czekać na ślub :D i na jelonka małego :D Do następnej notki :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mega rozdział czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne <3 Brak mi weny na komentarz a więc życzę Ci weny i czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.