- Grudzień? – zapytał James,
patrząc na mnie z niedowierzaniem – Przecież ty nie lubisz, ani zimy, ani tym
bardziej zimna! – zawołał, zwijając Proroka i popijając poranną kawę.
Był początek października,
czyli najwyższy czas ruszyć z organizacją ślubu i wesela. I to jak najszybciej!
- Może nie lubię, ale
wyobraź sobie zdjęcia ślubne, takie malownicze, będziemy wyglądać jak
wyciągnięci z „Królowej Śniegu”! – dodałam, wyobrażając sobie nas, pozujących
na tle jakiejś wywołanej czarami zawieruchy śnieżnej.
- Co to jest „Królowa
Śniegu”? – zapytał J, marszcząc czoło.
- Taka mugolska bajka –
odparłam – Ale to nieważne, rodzice naciskają żeby ślub odbył się w tym roku,
a do listopada na pewno wszystkiego nie zorganizujemy.
James zaczął się zastanawiać
i rozważać wszystkie „za” i „przeciw”.
A ja zaczęłam tworzyć w
głowię listę gości – nasi rodzice oczywiście, moja siostra z rodziną, moi
dziadkowie, kuzyni Jamesa (którzy jak się okazało, są całkiem pokaźną grupą),
nasi przyjaciele, bliżsi i dalsi (chociażby Severus), ciotki, wujkowie, oraz
moja jedyna kuzynka, Megan, oraz kuzyni Matt i Jack.
- Chyba zbierze się około 60
osób – powiedziałam, wyliczając Rogaczowi gości.
- Jakoś niedużo – powiedział
James. Spojrzałam na niego i wzruszyłam ramionami.
- Trzeba będzie dać
powiadomienia o ślubie, do Proroka – dodał J – A czemu nie policzyłaś
nauczycieli? – zapytał. Spojrzałam na niego jak na nienormalnego.
- Serio? Myślisz, że
McGonagall przyjdzie na nasz ślub? – zapytałam z niedowierzaniem. Jakoś trudno
było mi sobie wyobrazić psorkę na uroczystości ślubnej…
- Jasne, że tak! Zobaczysz,
lubi nas – odparł – No, może raczej ciebie lubi – poprawił się z zawadiackim
uśmiechem.
Lista
ślubna Lily Evans:
- suknia ślubna
- garnitur dla Jamesa
(chociaż Dorea upiera się przy „szacie wyjściowej”, ale nie ma mowy!)
- buty, dodatki
- bukiet
- catering
- alkohol
- ozdoby (kokardki i inne
bzdety do dekoracji domu i ogrodu)
- obrączki (!!)
- lista prezentów (w jednej
liście wymieniam to, że muszę stworzyć inną listę :)
- suknie dla druhen
- inne rzeczy, o których w
tym momencie nie pamiętam, ale które są na pewno bardzo istotne.
Tak oto prezentowała się
moja krótka lista rzeczy, których to jeszcze nie mieliśmy ani kupionych, ani
załatwionych. Czyli tak właściwie nic nie mieliśmy, oprócz daty i miejsca.
Uroczystość ma się odbyć 20
grudnia, w ogrodzie Potterów. Wiem, niby pogoda nie sprzyja, w końcu to będzie
grudzień, ale od czego są czary?
- Przepraszam za spóźnienie!
– krzyknęła Dorcas, ciągnąc za sobą dyszącą Mary. Siedziałam w jednej z
licznych kawiarenek na Pokątnej i czekałam na dziewczyny. Tak, dzisiaj jest ten
dzień, poszukiwanie idealnej sukni ślubnej! Czyli czegoś, co praktycznie nie
istnieje…
- Nic się nie stało –
powiedziałam wstając z wygodnego krzesła. Zostawiłam pieniądze na stoliku i
wyszłyśmy na zewnątrz.
Pokątna o tej porze roku
jest całkiem pusta. Uczniowie już dawno zrobili szkolne zakupy i siedzą w
Hogwarcie, na zakupy świąteczne jest jeszcze za wcześnie, więc ulica świeciła
pustkami. Z większą korzyścią dla nas!
- To co, zaczynamy od Madame
Malkin? – zapytała Mary. Kiwnęłam głową i skierowałyśmy się do znajomego nam
sklepu.
- Morgano, one wszystkie
były wstrętne! – zawołałam. Byłam załamana, byłyśmy już w paru sklepach i nic, dosłownie
nic godnego uwagi nie było!
- Lily, nie martw się, masz
jeszcze dużo czasu – pocieszyła mnie Dorcas.
- Właśnie, dwa miesiące na
znalezienie sukni, to sporo – dodała Mary.
- To ostatni sklep z
sukniami na Pokątnej – zauważyłam markotnie i wskazałam na zakurzoną witrynę
małego sklepiku. Dorcas zrobiła przerażoną minę, ale dzielnie weszła za nami.
Wnętrze sklepu zupełnie
różniło się od nieciekawej witryny. Pomieszczenie utrzymane było w różnych
odcieniach fioletu, od lila do fuksji. Sofy wyglądały na wygodne, aż chciało
się w nich usiąść. Piękne zwierciadła, porozwieszane na ścianach, ale co
najważniejsze, mnóstwo sukien ślubnych, wieczorowych, koktajlowych, porozwieszanych dosłownie wszędzie!
- Wow – wyszeptała Mary,
rozglądając się po sklepie.
- Witam – powiedziała
eterycznie wyglądająca kobieta, na oko po 40-tce – Szukacie sukni ślubnej? –
zapytała spoglądając mi prosto w oczy. Aż mi włosy na rękach stanęły, miała
bardzo intensywne tęczówki, w kolorze turkusowym. W życiu nie widziałam, tak
niewiarygodnego koloru oczu!
- Tak, dla mnie – odparłam,
jakoś nieśmiało.
- Mam dla pani idealną
suknię, proszę usiąść – powiedziała i poszła do czegoś, co wyglądało na
składzik albo pracownię.
Usiadłyśmy grzecznie na
kanapie i rozglądałyśmy się po tym pięknym wnętrzu.
- Wygląda na nawiedzoną –
wyszeptała Dorcas, brodą wskazując na kobietę, zajętą przeglądaniem
popakowanych w białe pokrowce, sukien. Mogła przywołać zaklęciem, ale w takim
miejscu, gdzie jest mnóstwo podobnych do siebie przedmiotów, mogłoby to być kłopotliwe.
- Mam – powiedziała idąc z
długim pokrowcem – Proszę, tutaj – dodała, wskazując na odgrodzoną brokatowymi
kotarami przebieralnię.
- Proszę się rozebrać –
rozkazała i zaczęła wypakowywać suknię. Gdy stanęłam w samej bieliźnie na
specjalnym podwyższeniu, przełożyła mi ją przez głowę.
Suknia leciutko spłynęła po
moim ciele, wsadziłam ręce w rękawy i czekałam aż kobieta zapnie mi dwa
guziczki, znajdujące się sporo poniżej talii.
- Jest piękna – wyszeptałam,
wpatrując się w swoje odbicie w lustrze.
Suknia była w typowym dla
sukien ślubnych, białym kolorze. Długie, przezroczyste rękawy wykończone
koronką, cały tors sukni lekko prześwitujący, ale ze strategicznie
rozmieszczoną koronką. Lejąca się suknia wykonana z szyfonu lub organzy, o ile się nie
myliłam i odsłonięte plecy. (http://www.madonna.pl/?page_id=1071 zdjęcia numer 14 i 15)
Ekspedientka podała mi białe
buty, na dosyć wysokim obcasie i upięła włosy w gładki kok.
Uśmiechnęła się z
satysfakcją i odsłoniła kotary. Obróciłam się w stronę siedzących na sofie
dziewczyn i łzawo uśmiechnęłam.
- Lily – wyszeptała Mary,
podnosząc rękę do ust.
- Wyglądasz pięknie! –
zawołała, z typowym dla siebie entuzjazmem, Dorcas – Jest pani niewiarygodna! –
dodała, zwracając się, do uśmiechniętej kobiety.
- Już nie nawiedzona? –
zapytała, leciutko się uśmiechając. Dorcas wybałuszyła oczy, na co ta się
zaśmiała.
- Rozumiem, że się pani
podoba? – dodała. Skinęłam głową i się zaśmiałam.
Znalazłam idealną suknię dla
siebie.
- Ale czemu nie mogę jej zobaczyć?
– pytał po raz któryś James. Wróciłam do domu zadowolona, z wielkim, białym
pokrowcem w którym to, znajdowała się moja prześliczna suknia. James, od razu
zaczął jęczeć, że chce ją zobaczyć i to natychmiast!
- To przynosi pecha –
wyjaśniłam mu – Jednak jak chcesz, mogę ci pokazać bieliznę, którą ekspedientka
mi dobrała – dodałam i uśmiechnęłam się zalotnie. James pokiwał głową, a ja,
jak mały dzieciak, strzeliłam w niego koronkowymi stringami. Wiecie, jak z
procy.
James, jako osoba z
doskonałym refleksem, złapał biały materiał i wybałuszył oczy.
- I tyle? – zapytał.
Kiwnęłam głową i głośno
pisnęłam. James przerzucił mnie sobie przez ramię i skierował się do sypialni.
Z
dziennika Jamesa Pottera
Przygotowania do ślubu szły
z prędkością nowego Nimbusa 1900, czyli niewiarygodnie szybko. Lily chodziła
zadowolona i szczęśliwa, co mnie cieszyło. Po przejściach związanych z jej
depresją nie było śladu, czar Severusa Snape’a był doskonały.
Nadal łapałem się na tym, że
bacznie przyglądałem się rudowłosej, co gorsza, śniły mi się koszmary, że te dni
znowu wracają i Lily znowu wpada w tą „czarną otchłań”, jak to nazwał
magoterapeuta.
Jednak widząc jej uśmiech i radość,
te miesiące coraz bardziej odchodziły w niepamięć. Nie twierdzę, że zapomniałem
o naszym dziecku, jednak jestem pewien, że przyszłość przyniesie nam jeszcze
niejedno dziecko.
- James, mówię do ciebie! –
zawołał Syriusz. Byliśmy na zakupach, tata Lily zabrał nas do mugolskiej części
Londynu, abym mógł kupić garnitur ślubny. Mama nie była tym zachwycona,
widziała mnie w szacie wyjściowej, w której to ojciec brał ślub (co było głupim pomysłem, tak swoją drogą, bo ten ciuch ma chyba ze 100 lat), jednak Lily
postawiła na swoim.
- To garnitur, czy frak? –
zapytał krawiec, pokazując mi dwa wieszaki.
- Lily mówiła o garniturze –
odparłem, na co pan Evans pokiwał głową.
- Wiewióry trzeba słuchać,
pojawisz się na ślubnym kobiercu w tym ferlaku,
to cię rozszarpie – powiedział
Syriusz, przeglądając koszule.
- Ooo, tak, Lily ma fioła na
punkcie ciuchów, pamiętam jak była mała i nie lubiła jak Sara ubierała ją w
różowe ubranka, już wtedy się wykłócała – wtrącił sentymentalnie mój przyszły
teść.
- Zapraszam do przebieralni
– powiedział krawiec sztywno, jakby połknął kij od szczotki.
Po przebraniu się w lśniąco
białą koszulę, założeniu garnituru i dobranych do niego butów, wyszedłem do
facetów (http://www.madonna.pl/?page_id=53
zdjęcie 3, garniak po prawej :)
- I jak? – zapytałem, gdy
stanąłem przed nimi jak sierota.
- Klasyczna marynarka
zapinana na jeden guzik, doskonałej jakości materiał, do tego proponuję cienki,
czarny krawat lub muchę – zachwalał mężczyzna, co chwilę coś mi poprawiając.
- Fiu fiu, Rudzielec padnie,
jak cię zobaczy – skomentował Łapa, oglądając mnie z każdej strony.
- Przy takiej sylwetce,
powinien pan codziennie wkładać garnitur – powiedział napuszony sprzedawca,
chyba prawiąc mi komplement. Kiwnąłem głową i spojrzałem na pana Evansa.
- Zgadzam się, pasuje
doskonale. Gdybym nie wiedział kim jesteś, pomyślałbym, że może jesteś
biznesmenem, lub maklerem – powiedział, chociaż nie wiem, kim jest biznesmen,
ani tym bardziej makler. Chociaż, chyba tata Lily jest maklerem, pewnie dlatego
zazwyczaj widzę go w garniturach, lub innych sztywniackich ciuchach.
- Bierzemy – powiedziałem i
poszedłem się przebrać. Dżinsy, to jest to!
- Kupiłeś?! – zawołała Lily,
gdy przekroczyłem próg domu. W salonie rozchodziły się zachęcające zapachy,
więc położyłem pokrowiec z garniturem na sofie, i skierowałem się do kuchni.
- Kupiłem – potwierdziłem i
pocałowałem Lily w upaćkany policzek – Co gotujesz? – zapytałem, patrząc na
zaaferowaną dziewczynę. Wtedy jest taka słodka!
- Piekę kurczaka, szarlotka
już jest gotowa – odparła, mieszając sałatę – Nawet nie próbuj! – zawołała, nie
odwracając się. Próbowałem uszczknąć trochę ciasta…
- Masz oczy dookoła głowy – zauważyłem,
odnosząc garnitury do garderoby.
- Oczywiście, że tak! –
odkrzyknęła, wesoło sobie coś nucąc pod nosem – Zobacz co znalazłam w torebce,
którą miałam w Hiszpanii, leży na stole! – dodała. Wyszedłem z garderoby i
stanąłem przy stole w kuchni.
- Co to jest? – zapytałem,
czując rosnącą gulę w gardle. Na stole leżało małe pudełeczko, z dziecięcymi
bucikami. Spojrzałem z paniką na Lily.
- James, spokojnie, nie
jestem w ciąży! Chyba musiały mi się bardzo spodobać, jeżeli je kupiłam –
powiedziała, podchodząc do mnie i obejmując mnie ramieniem – Myślę, że miesiąc
miodowy przeznaczymy na akcję pod tytułem „Zróbmy sobie dziecko” – dodała,
uśmiechając się.
Odpowiedziałem jej
wymuszonym uśmiechem i ciężko usiadłem przy stole.
- James, co jest? – zapytała
widząc moje zachowanie.
- Nic, Lil. Ale nie sądzisz,
że powinniśmy trochę poczekać? – zapytałem delikatnie.
- Dlaczego? – odparła,
wykrzywiając usta w podkówkę. Cholera!
- Jesteśmy młodzi, możemy
zwiedzać świat, poznawać nowe miejsca, ludzi! Chcesz się już babrać w
pieluszkach? – zapytałem, gładząc ją po dłoni.
- Nie myślałam tak o tym –
odparła, zastanawiając się przez chwilę, i usiadła mi na kolanach – Ale chcę
mieć dziecko przed dwudziestką! – dodała i pocałowała mnie. Oddałem pocałunek z
całą czułością, na jaką było mnie stać.
Prawda
zawsze wychodzi na jaw.
***
Te "Powiadomienia" to był chyba głupi pomysł, znowu dodaję następny rozdział ot, tak sobie, a nie zgodnie z rozpiską... Ale napisałam trochę notatek do przodu, więc możemy zaszaleć!
W rozdziale macie linki do strony na której są zdjęcia sukni ślubnej i garnituru, które wybrałam dla Jeleniowatych. Tak swoją drogą, gdy tylko przechodzę koło tego sklepu, przystaję i patrzę, mają tam prześliczne suknie ślubne! Następny rozdział, tak jak jest napisane w ramce po prawej, w piątek.
Nie mogę doczekać się ślubu Jeleniowatych. Poza tym suknie ślubna Rudej jest przepiękna.
OdpowiedzUsuńSuknia po prostu cudowna, a o gajerze nie wspomne :D kocham muszki <3 ej niech oni robią małego Pottera xD plose hehehe cudne, boskie i wgl jak zawsze :) do piątku ^^
OdpowiedzUsuńjaki ten garnitur jest seksowny *.* ściągałabym hahaha :D a suknia prześliczna <3 tylko czekać na ślub :D i na jelonka małego :D Do następnej notki :D
OdpowiedzUsuńMega rozdział czekam na next :)
OdpowiedzUsuńŚwietne <3 Brak mi weny na komentarz a więc życzę Ci weny i czekam na nexta ;)
OdpowiedzUsuń