Przecież zapowiadałam dramat, cieszcie się, że nikogo nie zabiłam (w sensie kogoś urodzonego...) Na przykład taki Black, mógł zostać zjedzony przez rekina, czy no nie wiem, zaatakowany przez żądną czekolady Dorcas...
Dobra, teraz się śmieję, ale no, spojler: BĘDZIE DOBRZE, serio. Właściwie, już w tym rozdziale. Także, nie piszę nic więcej, czytajcie i wybaczcie mi to co zrobiłam :) (też mi było przykro jak o tym pisałam :( )
***
Z
pamiętnika Lily Evans
Lipiec
Sierpień
Wrzesień
Z
dziennika Jamesa Pottera
Minęły niecałe dwa miesiące
odkąd straciliśmy dziecko. Lily nadal była załamana. Magomedyk stwierdził
początki depresji, przepisał jej „cudowne” tabletki, które jeszcze bardziej ją
przytępiały. Jedynym ich plusem było to, że potęgowały apetyt, zaczęła jeść i
już nie przypominała kościotrupa.
- Jesteś tego pewien? –
zapytał Severus Snape. Nigdy nie myślałem, że kiedykolwiek poproszę go o jakąś
przysługę. Zawsze myślałem, że jestem od niego we wszystkim lepszy. Zupełnie
zmieniłem zdanie.
- Jak najbardziej. Gdy ją
zobaczysz, zrozumiesz – powiedziałem do chłopaka, prowadząc go schodami do
naszej sypialni. Chociaż, może już nie powinienem mówić naszej, zajmowała ją
już tylko Lily i jej żałoba.
- Merlinie – wyszeptał,
widząc bladą rudowłosą, leżącą w łóżku. Chociaż Lily znowu wyglądała jak
dawniej, zupełnie nie było w niej życia. Nawet jej włosy, przestały być
ogniście rude, zrobiły się jakieś takie wyblakłe, mdłe.
- Zrób to – powiedziałem,
patrząc na ukochaną. Tak, nadal ją tak nazywam, chociaż coraz częściej wydaje
mi się, że ona tak o mnie nie myśli. Ale to jest moja Lily, zawsze będę ją
kochał, nieważne, co by się nie działo.
- Obliviate – wyszeptał Snape, celując różdżką w śpiącą dziewczynę.
Na jej pobudkę nie trzeba
było długo czekać, od razu otworzyła oczy i zobaczyłem jej tęczówki, w kolorze intensywnej
zieleni. Znowu żywe.
- Severus? A co ty tu
robisz? – zapytała Lily, wstając z łóżka – James, czemu nade mną stoicie?
Merlinie, jestem taka głodna! Zjadłabym konia z kopytami – dodała, kierując się
do łazienki.
- Wezmę prysznic i spotkamy
się w kuchni! – krzyknęła z toalety.
- Dziękuję – wyszeptałem do
czarnowłosego. Ten skinął głową i teleportował się, bez żadnego słowa.
- Zrobię nam jajecznicę na
śniadanie, co ty na to? – zapytałam siedzącego przy stole Jamesa. Zachowywał
się trochę dziwnie, siedział bez ruchu i obserwował każdy mój gest.
- Świetnie – powiedział,
leciutko podnosząc kąciki ust do góry.
- Jak chcesz coś innego, to
powiedz – wyszeptałam, pochylając się nad stołem i całując go lekko w usta.
James oddał pocałunek i znowu zaczął mnie obserwować.
- Jajecznica będzie dobra – stwierdził,
patrząc jak kręcę się po kuchni i szukam patelni.
- Czemu Severus nie został
na śniadaniu? – zapytałam, wbijając jajka do miski i lekko je trzepiąc. Wtedy
jajecznica jest puszysta, taka jak lubi J.
- Wpadł tylko na sekundę, musieliśmy
coś załatwić – odpowiedział. Spojrzałam na niego przelotnie i uśmiechnęłam się
do siebie. Pewnie nie chciał się przyznać, że jednak lubi Sev’a.
- Ooo, ale zaraz, czemu tu
jest kartka 15 września? – zapytałam, wskazując na kalendarz wiszący na ścianie.
James spojrzał na datę i powiedział:
- Lily, możesz nie pamiętać,
ale miałaś mały wypadek. Masz amnezję – dodał, patrząc mi prosto w oczy –
Pamiętasz jak byliśmy w Hiszpanii? – zapytał.
Kiwnęłam głową, doskonale
pamiętałam te parę dni, które spędziliśmy w Marbelli.
- Uderzyłaś się w głowę jak
pływałaś w morzu. Dwa miesiące byłaś nieprzytomna – powiedział, lekko gładząc
mnie po dłoni.
- Rzeczywiście, nic nie
pamiętam – wyszeptałam, próbując skupić się, przypomnieć sobie coś co było po
wyjeździe.
Pustka.
- Jejku, zaraz spalę nasze
śniadanie! – zawołałam, szybko mieszając jajka na patelni – Proszę – powiedziałam,
uśmiechając się, do nadal poważnego Jamesa.
- Smaczna – powiedział lekko
się uśmiechając. Jednak wyglądało to bardziej na grymas, niż uśmiech.
- To co się działo, przez te
miesiące? – zapytałam, patrząc jak J szybko zjadał śniadanie.
- Wszyscy się o ciebie
martwili – zaczął delikatnie – Mary zaczęła kurs magomedyka, Dorcas szuka miejsca
na Pokątnej, na swój Salon Magosmetyczny. Syriusz odebrał motor od twojego
taty, pamiętasz jak mu go daliśmy całą paczką, na urodziny? – zapytał.
- Oczywiście, że tak –
odparłam, siadając na kolanach bruneta i mocno się do niego przytulając – Brakowało
mi tego – powiedziałam.
- Mi też, Lily. Mi też –
wyszeptał i wtulił twarz w moje włosy.
- Jak na wrzesień, jest
całkiem niezła pogoda, prawda? – zapytałam Jamesa. Byliśmy w ogródku, najwyższy
czas aby zrobić w nim porządek.
- Śliczna – odparł chłopak,
grabiąc liście – Tak właściwie, nie możemy tego zrobić czarami? – zapytał,
uśmiechając się przymilnie.
- W domu zawsze pomagałam
mamie w pracach w ogrodzie – odparłam – I bardzo to lubiłam – dodałam, widząc
naburmuszoną minę bruneta. Uśmiechnęłam się do niego i podeszłam do ogrodzenia.
- Lily, co jest? – zapytał,
widząc jak się wpatruję w krzak malin.
- Wyrwij je – powiedziałam,
wskazując na dwa, nieduże krzaczki. James spojrzał na mnie i zrobił wielkie
oczy.
- Zajmę się tym, a ty spakuj
liście – powiedział i zajął się wyrywaniem.
Tak właściwie nie wiem o co
mi chodziło, jednak jednego jestem pewna – nienawidzę malin.
- Lily! – krzyknęła Dorcas i
mocno mnie przytuliła. Zaprosiliśmy przyjaciół na wieczór, w końcu nie
widziałam ich od jakiegoś czasu, podczas gdy byłam nieprzytomna. Zresztą nie
wiem, bo nic nie pamiętam… Może mnie odwiedzali?
- Dorcas, spokojnie,
gnieciesz mnie – wydyszałam brunetce do ucha, gdy poczułam, że jej ramiona
mocno zaczęły się wpijać w moje ciało.
- Tak się martwiłam –
wyszeptała mi do ucha i zaczęła mi się intensywnie przyglądać.
- Już jest dobrze – odparłam
i przywitałam się ze zmieszanym Syriuszem.
- Cieszę się, że już się
lepiej czujesz – powiedział i mocno mnie uściskał. Wow. Black nigdy w życiu
mnie nie ściskał!
- Taa, już mi lepiej –
potwierdziłam i wpadłam w kolejne ramiona, tym razem Mary.
- Lil – wyszeptała i
wczepiła się w moje ramiona jak małpka.
- Hej, Mar, już jest dobrze,
serio, nie płacz – powiedziałam, widząc łzy toczące się po zarumienionych
policzkach blondynki. Spojrzałam na Jamesa i wzruszyłam ramionami. Nie
myślałam, że aż tak się o mnie martwili!
- Remusie, cześć – zwróciłam
się do blondyna i też zostałam przez niego wyściskana.
- Miło cię znowu widzieć,
Lily – powiedział i puścił mnie. Po tych uściskach i łzach, usiedliśmy na
kanapie w salonie.
- Upiekłam ciasto –
powiedziałam, idąc do kuchni i przynosząc tacę z pokrojonym brownie.
- Moje ulubione! – krzyknęła
Dorcas i od razu rzuciła się na czekoladowe ciacho, jak wygłodniałe zwierze.
Cała Dor!
- Opowiadajcie, co u was? –
zapytałam, zwracając się do przyjaciół.
Mary zaczęła opowiadać, jak
jej się powodzi na kursach magomedycznych (z tego co wywnioskowałam, to szło
jej doskonale), Syriusz zachwycał się motocyklem (podobno codziennie wieczorem
jeżdżą sobie z Dorcas po wiejskich drogach), z kolei, Dorcas z typowym dla
siebie entuzjazmem opowiadała o wybranym punkcie, dla swojego Salonu.
- A co u ciebie Remusie? –
zapytałam, zwracając się do blondyna.
- Dostałem się na staż, w
Gringottcie – odparł, uśmiechając się, zza kawałka ciasta.
- To wychodzi, że tylko my z
Jamesem się obijaliśmy – zażartowałam, na co wszyscy zrobili smętne miny –
Przecież, to był żart, no ludzie – dodałam, uśmiechając się. Nie wiedziałam, że
rzucam aż takimi sucharami…
Po chwili atmosfera zrobiła
się trochę lepsza, James podał skrzacie wino, które dostał od mamy i puściliśmy
płytę, jakiegoś niewiarygodnego nowego zespołu, oczywiście według Dorcas…
Z
dziennika Jamesa Pottera
- Ona rzeczywiście nic nie
pamięta – powiedziała do mnie Mary. Staliśmy w kuchni i obserwowaliśmy porwaną
do tańca Lily. Syriusz wymyślił dziwny taniec i powiedział, że musi go
zatańczyć z „Wiewiórką”.
- Na szczęście – odparłem,
lekko wykrzywiając usta w uśmiechu.
- A jak ty się trzymasz? –
zapytała blondynka, biorąc łyk wina.
- Staram się przestawić,
jednak jest trudno. Jeszcze wczoraj Lily leżała w łóżku, otumaniona tabletkami,
a dzisiaj tańczy z Syriuszem – odparłem, przypatrując się dzikim wygibasom
Łapy.
- Nie o to mi chodziło –
Mary spojrzała mi w oczy – Jak się czujesz po stracie dziecka? Wszyscy zajęli
się Lily, ale przecież ty też je straciłeś – zauważyła.
- Było ciężko, przez
pierwsze dni nie mogłem w to uwierzyć. Ale później miałem inny problem – odparłem.
- Lily – wyszeptała
blondynka.
- Tak – kiwnąłem głową –
Wiesz, że jeszcze wczoraj, jej tatuaż był wyblakły? – zapytałem, pokazując Mary
swój. Intensywnie czarny, jak zwykle.
- Dzisiaj tatuaż Lily jest
czarny, jak smoła – dodałem, widząc jej minę.
- Myślę, że dobrze
postąpiłeś – powiedziała i lekko poklepała mnie po ramieniu.
- Też tak sądzę. To był
ostatni moment – wyszeptałem. Pociągnąłem spory łyk wina i podszedłem do narzeczonej – Zatańczymy ten
wasz wiewiórczy taniec? – zapytałem i zobaczyłem jej roześmiane oczy. Kiwnęła
głową i mocno się do mnie przytuliła.
Tak,
postąpiłem właściwie – zapewniłem się w myślach i pocałowałem
dziewczynę w czubek głowy.
***
I jak? Nie martwcie się, Harry jak najbardziej jest w planach, tylko cóż, jeszcze nie teraz. Mam nadzieję, że mnie nie znienawidziłyście, już nie planuję więcej tragedii, zapewniam :)
Do następnego!
No tego to ja się zupełnie nie spodziewałam. Dziewczyna zaskakujesz mnie z notki na notkę. Myślałam że Lily sama przejdzie ta depresja i nie sądziłam że Rogacz posunie się do tego aby usunąć jej pamięć. Liczę że prawda co do utraty pamięci Lily nie wyjcie na jaw bo wtedy będzie z Rogaczem kiepsko.
OdpowiedzUsuńTak będzie lepiej ;) Tylko oby wymazanie pamięci nie wyszło na jaw ;P bo wtedy bd rozpierducha :/ Ja dalej liczne na Potterka i nie odpuszczę!! A nawet na kilka Potterków :D Czekam na następną.
OdpowiedzUsuń*bije pokłony* O dzięki ci, że wyciągnęłaś Rudą z deprechy! Miejmy nadzieję, że pamięć jej nie wróci. I tak jak ~Nox liczę nawet na kilka małych Potterków. ;3 Życzę weny i czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuńJaki Sev jaki Sev? potórka z rozrywki? hehe ale wybaczam ci :) chyba że Lilka sie zorientuje co jej Rogaś zrobi to cie ukatrupie :D supcio <3
OdpowiedzUsuń