poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 68 Wyjazd



Był koniec marca, ptaszki ćwierkały, czuć było nadchodzącą wiosnę – powoli rozkwitała zieleń. Taak, wszystko kwitło, piękniało, a ja na odwrót – brzydłam.
- Jak ja wyglądam?! – wyszeptałam, gdy przejrzałam się w lustrze.
Dobra, aż tak bardzo nie przytyłam – pilnowałam zdrowej i racjonalnej diety, dużo spacerowałam, ok, miałam już duży brzuch (no, ale to normalne w ciąży :), ale cała reszta…
- Wory pod oczami, przyklapnięte włosy, na Merlina, pierwsza zmarszczka na czole?! – wyliczałam przed lustrem – Krem od Dorcas, gdzie on jest? James, gdzie jest mój krem?!!! – wydarłam się.
Taa, emocje buzują!
- Co? – zapytał wystawiając głowę spod kołdry.
- Gdzie jest mój krem na zmarszczki? – wysyczałam.
- Pod lustrem w łazience – odparł i zaczął się zwlekać z łóżka – O tutaj – dodał, wskazując mi go palcem.
No spoko, nie zauważyłam.
- Ech, przepraszam, że od rana na ciebie krzyczę, ale zobacz jak ja wyglądam? Nie dość, że jestem cała spuchnięta to jeszcze pojawiła mi się zmarszczka, o tutaj, widzisz? – zapytałam, wskazując mężowi miejsce powstania tej okropnej przypadłości oznaczającej starzenie się.
- Ja tam nic nie widzę – stwierdził wchodząc pod prysznic.
Faceci! Oni nigdy nic nie widzą i nie wiedzą o co nam, kobietom chodzi!
Niedomyślne dupki.
Komplementy, głąby, nawet jeśli wyglądamy kiepsko, pragniemy je usłyszeć!
- Ech, nic mi już nie pomoże – wyjęczałam i zeszłam smętnie do kuchni.
Na kaloryczne śniadanko.


Z dziennika Remusa Lupina
Przyznaję – długo nie mogłem się pogodzić z decyzją Mary o zakończeniu naszego związku. Ba! Byłem wściekły!
Jednak Peter mi wszystko uzmysłowił.
Oni wszyscy po prostu na mnie nie zasługują. Na moją przyjaźń, pomoc.
Jeżeli wolą Regulusa, to proszę bardzo – zostawiam im wolną rękę.
Wyjeżdżam.


- Potter, ładnie dzisiaj wyglądasz – powiedział Moody przechodząc przez sekretariat. Zmarszczyłam czoło.
- Dzięki, szefie – odparłam i zajęłam się przeglądaniem i porządkowaniem raportów. Gdy byłam przy tych pisanych przez Scotta (Merlinie, jak można napisać „wziąśc”? Wziąć, pacanie!) przed moim biurkiem ukazał się Syriusz.
- Cześć Ruda, ładnie wyglądasz, tak promiennie – powiedział i uśmiechnął się tak, jak to tylko Syriusz potrafi – głupio.
- Cześć Łapo – odparłam i przyjrzałam się brunetowi – Co słychać? Jak tam Dorcas, nadal ma mdłości? – zapytałam, poprawiając byki zrobione przez Scotta.
- Och, już jest lepiej, dzięki za polecenie koperku. Pomógł – powiedział i zasiadł na krześle – Słuchaj, mam problem… - zaczął. Spojrzałam na niego ciekawie – Syriusz nigdy nie zwracał się do mnie z problemami, już prędzej do Jamesa.
- Słucham? – ponagliłam go, bo się zamyślił.
- Moja matka chce poznać Dorcas. Ale Dorcas stanowczo odmawia.
- Wcale się jej nie dziwię, z tego co opowiadała Mary… cóż, to ciekawa persona – zakończyłam kulawo. Nie powtórzę Łapie tego co powiedziała blondynka – że jego matka to stary smok, w dodatku rasistowski.
- Doskonale wiem jaka jest moja matka – odparł Syriusz, wykrzywiając się – Ale wiesz, nie będzie przynajmniej jęczeć do Dor, że jest brudnej krwi, u Meadowesów nie ma chyba ani jednego mugola.
- Więc chcesz, żebym przekonała Dor do spotkania z twoją matką, dobrze cię zrozumiałam? – zapytałam i spojrzałam na Syriusza. Od razu się rozpromienił!
- Tak, zrobisz to? – zapytał. Kiwnęłam głową – Dzięki Ruda, jesteś boska! – zawołał i wypadł z biura.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Och, Harry, będziesz miał ciekawego wujka.


Z dziennika Jamesa Pottera
- Gdzie wyjeżdżasz? – zapytałem.
Stałem w drzwiach mieszkania Remusa i patrzyłem na pakującego się przyjaciela.
- Do Norwegii – odparł, nawet na mnie nie spoglądając – Zaproponowali mi pracę w ich oddziale banku. Będę lepiej zarabiał – dodał i zamknął wieko kufra.
- Ale czemu tak nagle? Nic nie wspominałeś…
- James, co ja mam tu robić? Patrzeć na wasze szczęście? Na radosną Mary, tego idiotę Regulusa? Chcę zacząć od nowa – powiedział i pociągnął kufer za sobą.
Poszedłem za nim i otworzyłem mu drzwi.
- Odezwiesz się jak dotrzesz? – zapytałem.
- Jasne – odparł i ruszył w dół po schodach.
Patrzyłem na oddalającego się przyjaciela i czułem, że go zawiodłem.


- James, jesteś w domu?! – zawołałam wchodząc do domu i zrzucając szybko płaszcz – Wszyscy mi dzisiaj prawili komplementy, to twoja zasługa? – zapytałam wchodząc do salonu.
- Oooo – powiedziałam inteligentnie.
Zastałam widok, który widuję rzadko – James siedział i pił whisky.
- Coś się stało? – zapytałam, lekko przestraszona. J spojrzał na mnie i pokręcił głową.
- To co jest? – zapytałam, siadając obok niego na sofie.
- Remus wyjechał.
- Na wakacje? – dobra, wiem, marzec to nie jest fajny miesiąc na urlop, ale…
- Nie, raczej na zawsze – powiedział, wychylając bursztynowy płyn – Chyba go zawiodłem – stwierdził odstawiając szklankę na stolik.
- Niby jak? – zapytałam, zupełnie nie rozumiejąc rozumowania męża.
- Mogłem być lepszym przyjacielem… Widziałem, że nie radzi sobie po stracie Mary, a nic nie zrobiłem… - odparł – W dodatku Peter…
Zmarszczyłam brwi.
- Co Peter ma wspólnego z ucieczką Remusa? – zapytałam. James spojrzał na mnie ostro.
- To nie jest ucieczka – odparł – Chociaż może… To Peter namówił go do wyjazdu.
Spojrzałam mężowi w oczy i głośno westchnęłam.
- James, spójrz na mnie – powiedziałam – Remus ma własny rozum i wie co robi. Wie komu ufa. Może to nie jest głupi pomysł, może musi coś przemyśleć… Myślę, że wróci. Jestem tego pewna – dodałam i przytuliłam się do bruneta.
Przesiedzieliśmy tak przytuleni i zatopieni w myślach do wieczora.


- Dorcas, ale czemu nie? Może nie będzie tak źle – powiedziałam pewnego dnia do przyjaciółki.
Jako, że obie jesteśmy w ciąży i nie możemy pic kawy – umówiłyśmy się na herbatę.
- Lily, jak możesz mnie namawiać do spotkania z tą kobietą? – zapytała lekko wzburzona brunetka – Mary powiedziała, że jest okropna – dodała, popijając herbatę malinową.
Siedziałyśmy u nas w salonie i cóż, próbowałam namówić Dorcas do spotkania z matką Syriusza.
- Wiesz, dziecko powinno znać babcię… - zaczęłam.
- Babcię, pfff!! Widziałam to babsko na zdjęciu, samym wyglądem przypomina Rogogona Węgierskiego, a zachowanie… Niby arystokratka, a zwykły burak!
Spojrzałam na Dor i uśmiechnęłam się.
- Słuchaj, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że cię polubi i może szybko opuści ziemski padół? I co wtedy zrobi z majątkiem? Przepisze wam!
Dobrze wiem, co działa na Dorcas. Wspomnienie o pieniądzach… To nie jest tak, że Dor leci na kasę, o nie! Ale kogo nie pociąga wielka fortuna?
- Pomyśl co mogłabyś za to kupić… Co zobaczyć! – zachęcałam ją.
Dorcas spojrzała na mnie i zmrużyła oczy.
- Doskonale wiem co próbujesz zrobić, Potter. Nie myśl, że jesteś taka sprytna – powiedziała – Ale tak, to może nie jest zły pomysł? Może wnuczka ją zmiękczy?
Uśmiechnęłam się i siorbnęłam herbatę.
Dorcas jest taka prosta w obsłudze!

Marzec minął i zaczął się kwiecień. Taak wiem, to bardzo odkrywcze…
- Popatrz James, czy to jest rozstęp? – zapytałam pewnego kwietniowego dnia, męża.
Spędziłam trochę czasu przed lustrem, oglądając się dokładnie i porównując w myślach ten widok z tym, sprzed ciąży.
Bez komentarza!
- Skąd mam wiedzieć? – zapytał z bliska przyglądając się mojemu sporemu brzuchowi – Nie roztarłaś balsamu – stwierdził, gdy obmacał mi brzuch.
Speszyłam się lekko. Może za bardzo przejmuję się swoim wyglądem?
- Nie martw się głuptasie, nawet jeżeli pojawią ci się te rozstępy, to i tak będę cię kochał i podziwiał – powiedział J, czym mnie zupełnie rozbroił.


 ***

Jakiś krótki ten rozdział, hmm. No, ale jest :) Uwaga, poprawiłam już prolog, oraz napisałam trzy rozdziały nowego opowiadania, także jest nieźle. Więc to doprowadzam do końca i ruszamy z nową historią - bez Voldemorta! W tym opowiadaniu też go prawie nie było, ale mam zbyt dobry humor, żeby pisać o tragediach i śmierciach. Niektórych sytuacji też nie będzie i w ogóle jestem podekscytowana :) A i mały spojler, Harry - cielesny, pojawi się już w 71 rozdziale! Więc już zaraz :) Dziękuję za komentarze, wyświetlenia, no cieszę się, że jesteście :)

2 komentarze:

  1. OMGOMGOMGOMGOMG 71? To już tak niedługo :O Nie mogę wytrzymać ;D A co do rozdziału to Lily za bardzo przejmuje się wyglądem... taki urok bycia w ciąży ;P Remus wyjeżdża ?! Co ten Peter z nim zrobił :O gnida jedna ! Do następnego !!! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. 71 ? To już nie długo,nie mogę się doczekać. Rzeczywiście rozdział trochę krótki ale dobrze się go czytało. Uuu widzę że Lily zaczyna z lekka dramatyzować. Co Lunio nie może wyjechać ? Jak tak Hunwoci bez niego ? Mam nadzieję że wszystko sb w Norwegii przemyśli i wróci.
    Gabriela Black

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.