Był koniec marca, ptaszki ćwierkały, czuć było nadchodzącą wiosnę – powoli rozkwitała zieleń. Taak,
wszystko kwitło, piękniało, a ja na odwrót – brzydłam.
- Jak ja wyglądam?! –
wyszeptałam, gdy przejrzałam się w lustrze.
Dobra, aż tak bardzo nie
przytyłam – pilnowałam zdrowej i racjonalnej diety, dużo spacerowałam, ok,
miałam już duży brzuch (no, ale to normalne w ciąży :), ale cała reszta…
- Wory pod oczami, przyklapnięte
włosy, na Merlina, pierwsza zmarszczka na czole?! – wyliczałam przed lustrem –
Krem od Dorcas, gdzie on jest? James, gdzie jest mój krem?!!! – wydarłam się.
Taa, emocje buzują!
- Co? – zapytał wystawiając
głowę spod kołdry.
- Gdzie jest mój krem na
zmarszczki? – wysyczałam.
- Pod lustrem w łazience –
odparł i zaczął się zwlekać z łóżka – O tutaj – dodał, wskazując mi go palcem.
No spoko, nie zauważyłam.
- Ech, przepraszam, że od
rana na ciebie krzyczę, ale zobacz jak ja wyglądam? Nie dość, że jestem cała
spuchnięta to jeszcze pojawiła mi się zmarszczka, o tutaj, widzisz? –
zapytałam, wskazując mężowi miejsce powstania tej okropnej przypadłości
oznaczającej starzenie się.
- Ja tam nic nie widzę –
stwierdził wchodząc pod prysznic.
Faceci! Oni nigdy nic nie
widzą i nie wiedzą o co nam, kobietom chodzi!
Niedomyślne dupki.
Komplementy, głąby, nawet jeśli
wyglądamy kiepsko, pragniemy je usłyszeć!
- Ech, nic mi już nie pomoże
– wyjęczałam i zeszłam smętnie do kuchni.
Na kaloryczne śniadanko.
Z
dziennika Remusa Lupina
Przyznaję – długo nie mogłem
się pogodzić z decyzją Mary o zakończeniu naszego związku. Ba! Byłem wściekły!
Jednak Peter mi wszystko
uzmysłowił.
Oni wszyscy po prostu na
mnie nie zasługują. Na moją przyjaźń, pomoc.
Jeżeli wolą Regulusa, to
proszę bardzo – zostawiam im wolną rękę.
Wyjeżdżam.
- Potter, ładnie dzisiaj
wyglądasz – powiedział Moody przechodząc przez sekretariat. Zmarszczyłam czoło.
- Dzięki, szefie – odparłam
i zajęłam się przeglądaniem i porządkowaniem raportów. Gdy byłam przy tych
pisanych przez Scotta (Merlinie, jak można napisać „wziąśc”? Wziąć, pacanie!)
przed moim biurkiem ukazał się Syriusz.
- Cześć Ruda, ładnie
wyglądasz, tak promiennie – powiedział i uśmiechnął się tak, jak to tylko
Syriusz potrafi – głupio.
- Cześć Łapo – odparłam i
przyjrzałam się brunetowi – Co słychać? Jak tam Dorcas, nadal ma mdłości? –
zapytałam, poprawiając byki zrobione przez Scotta.
- Och, już jest lepiej,
dzięki za polecenie koperku. Pomógł – powiedział i zasiadł na krześle – Słuchaj,
mam problem… - zaczął. Spojrzałam na niego ciekawie – Syriusz nigdy nie zwracał
się do mnie z problemami, już prędzej do Jamesa.
- Słucham? – ponagliłam go,
bo się zamyślił.
- Moja matka chce poznać
Dorcas. Ale Dorcas stanowczo odmawia.
- Wcale się jej nie dziwię,
z tego co opowiadała Mary… cóż, to ciekawa persona – zakończyłam kulawo. Nie
powtórzę Łapie tego co powiedziała blondynka – że jego matka to stary smok, w
dodatku rasistowski.
- Doskonale wiem jaka jest
moja matka – odparł Syriusz, wykrzywiając się – Ale wiesz, nie będzie
przynajmniej jęczeć do Dor, że jest brudnej krwi, u Meadowesów nie ma chyba ani
jednego mugola.
- Więc chcesz, żebym
przekonała Dor do spotkania z twoją matką, dobrze cię zrozumiałam? – zapytałam
i spojrzałam na Syriusza. Od razu się rozpromienił!
- Tak, zrobisz to? –
zapytał. Kiwnęłam głową – Dzięki Ruda, jesteś boska! – zawołał i wypadł z
biura.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Och, Harry, będziesz miał
ciekawego wujka.
Z
dziennika Jamesa Pottera
- Gdzie wyjeżdżasz? –
zapytałem.
Stałem w drzwiach mieszkania
Remusa i patrzyłem na pakującego się przyjaciela.
- Do Norwegii – odparł,
nawet na mnie nie spoglądając – Zaproponowali mi pracę w ich oddziale banku.
Będę lepiej zarabiał – dodał i zamknął wieko kufra.
- Ale czemu tak nagle? Nic nie
wspominałeś…
- James, co ja mam tu robić?
Patrzeć na wasze szczęście? Na radosną Mary, tego idiotę Regulusa? Chcę zacząć
od nowa – powiedział i pociągnął kufer za sobą.
Poszedłem za nim i
otworzyłem mu drzwi.
- Odezwiesz się jak
dotrzesz? – zapytałem.
- Jasne – odparł i ruszył w
dół po schodach.
Patrzyłem na oddalającego
się przyjaciela i czułem, że go zawiodłem.
- James, jesteś w domu?! –
zawołałam wchodząc do domu i zrzucając szybko płaszcz – Wszyscy mi dzisiaj
prawili komplementy, to twoja zasługa? – zapytałam wchodząc do salonu.
- Oooo – powiedziałam
inteligentnie.
Zastałam widok, który widuję
rzadko – James siedział i pił whisky.
- Coś się stało? –
zapytałam, lekko przestraszona. J spojrzał na mnie i pokręcił głową.
- To co jest? – zapytałam, siadając
obok niego na sofie.
- Remus wyjechał.
- Na wakacje? – dobra, wiem,
marzec to nie jest fajny miesiąc na urlop, ale…
- Nie, raczej na zawsze –
powiedział, wychylając bursztynowy płyn – Chyba go zawiodłem – stwierdził
odstawiając szklankę na stolik.
- Niby jak? – zapytałam,
zupełnie nie rozumiejąc rozumowania męża.
- Mogłem być lepszym
przyjacielem… Widziałem, że nie radzi sobie po stracie Mary, a nic nie
zrobiłem… - odparł – W dodatku Peter…
Zmarszczyłam brwi.
- Co Peter ma wspólnego z
ucieczką Remusa? – zapytałam. James spojrzał na mnie ostro.
- To nie jest ucieczka –
odparł – Chociaż może… To Peter namówił go do wyjazdu.
Spojrzałam mężowi w oczy i
głośno westchnęłam.
- James, spójrz na mnie –
powiedziałam – Remus ma własny rozum i wie co robi. Wie komu ufa. Może to nie
jest głupi pomysł, może musi coś przemyśleć… Myślę, że wróci. Jestem tego pewna
– dodałam i przytuliłam się do bruneta.
Przesiedzieliśmy tak
przytuleni i zatopieni w myślach do wieczora.
- Dorcas, ale czemu nie?
Może nie będzie tak źle – powiedziałam pewnego dnia do przyjaciółki.
Jako, że obie jesteśmy w
ciąży i nie możemy pic kawy – umówiłyśmy się na herbatę.
- Lily, jak możesz mnie namawiać
do spotkania z tą kobietą? – zapytała lekko wzburzona brunetka – Mary
powiedziała, że jest okropna – dodała, popijając herbatę malinową.
Siedziałyśmy u nas w salonie
i cóż, próbowałam namówić Dorcas do spotkania z matką Syriusza.
- Wiesz, dziecko powinno znać
babcię… - zaczęłam.
- Babcię, pfff!! Widziałam
to babsko na zdjęciu, samym wyglądem przypomina Rogogona Węgierskiego, a
zachowanie… Niby arystokratka, a zwykły burak!
Spojrzałam na Dor i
uśmiechnęłam się.
- Słuchaj, zawsze istnieje
prawdopodobieństwo, że cię polubi i może szybko opuści ziemski padół? I co
wtedy zrobi z majątkiem? Przepisze wam!
Dobrze wiem, co działa na
Dorcas. Wspomnienie o pieniądzach… To nie jest tak, że Dor leci na kasę, o nie!
Ale kogo nie pociąga wielka fortuna?
- Pomyśl co mogłabyś za to
kupić… Co zobaczyć! – zachęcałam ją.
Dorcas spojrzała na mnie i
zmrużyła oczy.
- Doskonale wiem co
próbujesz zrobić, Potter. Nie myśl, że jesteś taka sprytna – powiedziała – Ale
tak, to może nie jest zły pomysł? Może wnuczka ją zmiękczy?
Uśmiechnęłam się i
siorbnęłam herbatę.
Dorcas jest taka prosta w
obsłudze!
Marzec minął i zaczął się
kwiecień. Taak wiem, to bardzo odkrywcze…
- Popatrz James, czy to jest
rozstęp? – zapytałam pewnego kwietniowego dnia, męża.
Spędziłam trochę czasu przed
lustrem, oglądając się dokładnie i porównując w myślach ten widok z tym, sprzed
ciąży.
Bez komentarza!
- Skąd mam wiedzieć? –
zapytał z bliska przyglądając się mojemu sporemu brzuchowi – Nie roztarłaś
balsamu – stwierdził, gdy obmacał mi brzuch.
Speszyłam się lekko. Może za
bardzo przejmuję się swoim wyglądem?
- Nie martw się głuptasie,
nawet jeżeli pojawią ci się te rozstępy, to i tak będę cię kochał i podziwiał –
powiedział J, czym mnie zupełnie rozbroił.
***
Jakiś krótki ten rozdział, hmm. No, ale jest :) Uwaga, poprawiłam już prolog, oraz napisałam trzy rozdziały nowego opowiadania, także jest nieźle. Więc to doprowadzam do końca i ruszamy z nową historią - bez Voldemorta! W tym opowiadaniu też go prawie nie było, ale mam zbyt dobry humor, żeby pisać o tragediach i śmierciach. Niektórych sytuacji też nie będzie i w ogóle jestem podekscytowana :) A i mały spojler, Harry - cielesny, pojawi się już w 71 rozdziale! Więc już zaraz :) Dziękuję za komentarze, wyświetlenia, no cieszę się, że jesteście :)
OMGOMGOMGOMGOMG 71? To już tak niedługo :O Nie mogę wytrzymać ;D A co do rozdziału to Lily za bardzo przejmuje się wyglądem... taki urok bycia w ciąży ;P Remus wyjeżdża ?! Co ten Peter z nim zrobił :O gnida jedna ! Do następnego !!! :*
OdpowiedzUsuń71 ? To już nie długo,nie mogę się doczekać. Rzeczywiście rozdział trochę krótki ale dobrze się go czytało. Uuu widzę że Lily zaczyna z lekka dramatyzować. Co Lunio nie może wyjechać ? Jak tak Hunwoci bez niego ? Mam nadzieję że wszystko sb w Norwegii przemyśli i wróci.
OdpowiedzUsuńGabriela Black