środa, 21 stycznia 2015

Rozdział 69 Smok norweski



Przełom kwietnia i maja, czyli koniec szóstego miesiąca ciąży był dla mnie ciężki.
Mdłości już mnie nie męczyły, ale zaczęła się inna, typowa przypadłość dla kobiet w ciąży – puchnięcie.
Czułam się źle.
Czułam się niczym ludzik Michelin.
Albo jak smok.
Wielka, spuchnięta ruda baba, z błyskiem szaleństwa w oku.
Chyba nie brzmi to zachęcająco, prawda?
Jak mąż ze mną wytrzymuje? To dobre pytanie, trzeba go o to zapytać…
- James, czy ja nie przypominam ci może smoka norweskiego? – zapytałam pewnego ciepłego, majowego poranka.
Mąż spojrzał na mnie zdumiony i westchnął.
Ostatnio coś często wzdycha, jak go o coś pytam, zastanawiające…
- Lily, nie wyglądasz jak smok... Tym bardziej norweski. Wyglądasz, jak śliczna kobieta w ciąży – odparł przytulając się do mnie.
Tak właściwie bardziej do brzucha, bo teraz on nas od siebie lekko oddzielał. Musiałam się nieźle napracować, żeby przylgnąć do Jamesa inną częścią ciała niż brzuch.
- Serio? – zapytałam i uśmiechnęłam się. Nie jest tak źle! Juhu!
- Serio, serio – odparł.


- Pufff, puff, uff – takie dźwięki wydawałam z siebie.
Siedziałam w sekretariacie i akurat dzisiaj, w pierwszy najcieplejszy dzień maja, musiało się zrąbać zaklęcie atmosferyczne. Masakra!
- Merlinie, jak tu dusznoooo – wyjęczałam, wycierając sobie pot z czoła i próbując się zając dokumentami.
A było ciężko – było gorąco, spuchły mi stopy i musiałam założyć balerinki, które chociaż były najluźniejsze to i tak uciskały mi stopy i w ogóle czułam się okropnie.
Jak kurczak w piekarniku.
Chociaż nie, teraz rozmiarami bardziej przypominałam wielkiego indyka… W dodatku można powiedzieć, że nadzianego – hu hu, ależ jestem zabawna! Cóż, nie. Nie jestem.
- Zaraz naprawią tą awarię – powiedział James wchodząc do sekretariatu. Już od paru dni nie mieli żadnych akcji, ani zebrań, więc J dużo czasu spędzał w biurze i po prostu pomagał mi z dokumentacją.
- Mam nadzieję, najchętniej wróciłabym do domu i poszła pod chłodny prysznic – odparłam popijając zimną wodę.
- To całkiem niezły pomysł, możemy go zrealizować – powiedział J, mrugając do mnie porozumiewawczo.
Uśmiechnęłam się i od razu skrzywiłam.
- Harry dzisiaj często kopie – wyjaśniłam minę i przyłożyłam dłoń męża do brzucha – Chyba zostanie piłkarzem – dodałam i zaraz zaczęłam wyjaśniać – To taki zawodnik sportowy, pamiętasz oglądałeś mecze z tatą. Ten sport w którym są te auty i spalone.
- Aaa, tak, tak, ale nieee, Harry zostanie najlepszym zawodnikiem Quidditcha, zobaczysz Lily! – zawołał z entuzjazmem – Może będzie szukającym, tak jak ja? – zastanowił się.
- Taak, na pewno będzie najlepszy – odparłam z mniejszym entuzjazmem. Sport… - Ważne żeby był szczęśliwy, zdrowy – dodałam – I żeby nie nabył twojego nawyku czochrania włosów, był czas, że strasznie mnie to irytowało.
- Och, serio? – powiedział J i rozczochrał włosy – A co cię w tym tak irytowało? – zapytał z błyskiem w oku i lekko się nade mną pochylił.
- To,  że byłeś wtedy niewiarygodnie seksowny i gryzłam pazury, żeby się na ciebie nie rzucić – odparłam i pocałowałam go w usta.
- Ludzie, tu jest biuro, praca, tu się nie całuje! – zawołał Kretyn Numer 1, wchodząc do biura – Podobno przyszedł do mnie jakiś list, a tak w ogóle, to cześć – dodał Syriusz i wyszczerzył zęby.
- Tu leży – powiedziałam, wskazując na kopertę – I co, Dor przeżyła spotkanie z twoją matką? – zapytałam ciekawa odpowiedzi. Niestety, ale zupełnie nie miałam czasu zadzwonić do Dor – praca i inne obowiązki.
- To była masakra – zaczął Syriusz, rozsiadając się na moim biurku – Rodzice wpadli i od razu wszystko zaczęli krytykować. A to, że salon za mały, albo pokoik dziecięcy. Gderali, że nie mamy skrzata, krzywili się na to że Reg z nami mieszka… Jedynie nie narzekali na Dorcas i jej rodzinę, bo o Mary się trochę nasłuchaliśmy. Regulus zaczął wrzeszczeć na rodziców, że obrażają jego narzeczoną i wypadł z mieszkania, a matka jak zwykle, wyklęła go i powiedziała, że nie ma wstępu do jej domu i że na własnej piersi wychowała wstrętnego gada. Podsumowując, są zadowoleni z wnuka i synowej. Próbują się pogodzić z pochodzeniem Mary, ale jest trudno.
- To nie tak źle – stwierdził James. Spojrzałam na niego – No co, w końcu się nie pomordowali, nie?
Syriusz się zaśmiał i wyszedł z biura. Spojrzałam na zegarek.
- To co, będziemy się zbierać do domu? Zabiorę dokument, tutaj nie da się pracować…


W tym roku maj był wyjątkowo ciepłym miesiącem. I wyjątkowo miałam dużo energii. Nie twierdzę oczywiście, że jestem leniem, ale ciąża dała mi niezłego kopa! Serio, chociaż miałam już duży brzuch, to chodziłam szybciej, niż bez niego.
- Lily, może odpocznij, ja umyję podłogę… Odłóż tego mopa… Odłóż go! – krzyczał za mną James i właściwie gonił mnie po domu. Wiem, zachowanie dzieciaka, ale serio, energia mnie rozpierała.
- Nie, nie, nie! – zawołałam i lekko zdyszana usiadłam na sofie – Ufff – sapnęłam sobie i rzuciłam mopa do niezadowolonego Jamesa.
- Miałaś się nie przemęczać… - zaczął swój codzienny jęk. Merlinie, kiedy mój mąż zamienił się w takiego jęczącego dziada?
- Przestań, czuję się świetnie – powiedziałam klepiąc się lekko po brzuchu – Harry czuje się dobrze, ja czuję się dobrze, tylko ty, James jęczysz jak mąż z trzydziestoletnim stażem. Gdzie się podział ten stary, dobry Huncwot, hm? – zapytałam i położyłam nogi na kanapie.
- Umarł wraz z… No, trochę może jestem przewrażliwiony, ale to wynika z tego, że się o was martwię! – odparł naburmuszony.
Zmarszczyłam brwi i pociągnęłam go na kanapę.
- Wyszłam za Huncwota, więc to jego chcę – wyszeptałam przytulając się całą powierzchnią ciała do J – A teraz chcę, żebyśmy poszli do sypialni. Wiesz, że często kobietom w ciąży zwiększa się libido? Serio, nie patrz się tak na mnie, nawet uzdrowicielka o tym wspominała…


Z dziennika Dorcas Meadowes – Black
- Córeczko, mamusia jest wykończona. Tatuś jest leniem, w niczym nam nie pomaga – powiedziałam do brzucha i ciężko westchnęłam.
Z przyczyn czysto przekornych, nie zapytałam się uzdrowicielki o płeć dziecka. Syriusz jest przekonany, że to chłopiec, kompan dla Harry’ego, ale ja jestem pewna, no dałabym sobie różdżkę złamać, że to będzie dziewczynka!
Śliczna, ciemnowłosa, z jasnymi oczami – po Syriuszu i lokami – po mnie.
Już się nie mogłam doczekać porodu!
- Syriusz! – zawołałam i nasłuchiwałam. Zero odzewu – Syriusz, lepiej tu przyjdź!! – wydarłam się.
I tak, po chwili pojawił się mój mąż, odziany w obcisły t-shirt i obcięte pod kolanami dżinsy. Seksowny…
- Obiad gotowy – powiedziałam, już miło i pocałowałam go w policzek – Ałaa, musisz się ogolić, kłujesz – dodałam.
- Oj, Czekoladko, nie wydaje ci się, że z zarostem jestem seksowniejszy? – zapytał, jak zwykle mało skromnie – Taki look na zarośniętego drwala, dzikusa prosto z puszczy – dodał i rozczochrał przydługie włosy.
- Raczej look na menela – westchnęłam i zajęłam się obiadem. Nieskromnie mówiąc – gotuję coraz lepiej!
- Ale ekskluzywnego – dodał. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem i wybuchnęłam śmiechem.


- Chyba przesadziliśmy, jestem wykończona – powiedziałam wieczorem.
- Czy muszę przypominać kto tu ma, oczywiście według „Perfekcyjnej Czarownicy” podwyższone libido, i nieee, wcale się nie męczy, a nawet rozpiera go energia, chociaż dźwiga przed sobą spory brzuch i duże eee, piersi? – zakończył koślawo, ale jakże ironicznie mój małżonek.
- Och, jacy jesteśmy sarkastyczni, proszę, proszę – powiedziałam i spojrzałam na J zza włosów – Ale podobało ci się, prawda? – zmieniłam temat.
- Doskonale wiesz, moja lisico, że zawsze mi się podoba – odparł James.
Poczułam się ukontentowana i spełniona.
Bycie żoną i przyszłą matką, jest super!


Ostatni tydzień maja był dla mnie ciężki.
- James, śpisz? – zapytałam. Była druga w nocy, a ja zupełnie nie mogłam usnąć. Albo przysypiałam i się budziłam – co chwilę mi się wydawało, że muszę do łazienki.
- Nie śpię – odparł J, widocznie przebudzony. Upss.
- Nie mogę się ułożyć – poskarżyłam się, leżąc na plecach – Może położę się na boku?
- To dobry pomysł – powiedział J i pomógł mi się przekręcić. Bo zróbcie to z takim brzuchem!
- W miarę wygodnie – wyszeptałam i się chwilę zastanowiłam – Ale chyba muszę do łazienki – wyjęczałam.
Szczerze? Chciałabym już urodzić…


 ***

Heeej! I następny krótki rozdział. Hm, następny będzie dłuższy! W ogóle, ja to jestem ogarnięta - jadę sobie autobusem do Centrum i sobie myślę "o ludzie, gdzie te bachory jadą? I czemu ich jest tutaj tyle?", bo po prostu caluteńki autobus był zajęty przez rozwrzeszczane dzieci! I wtedy załapałam, że przecież zaczęły się ferie :) Ech, człowiek jest już stary i zapomina, że istnieje coś takiego jak "zima w mieście", czy co to tam była za wycieczka. A mnie w ten weekend czekają egzaminy... Buu! Dlatego następny rozdział pewnie dopiero w niedzielę wieczorem. No chyba, że uda mi się wcześniej, nigdy nie wiadomo ;) Aaa i nowość - w tabelce "Powiadomienia" można sprawdzać status rozdziałów nowego opowiadania. Szczerze? Pisze mi się ono o wiele łatwiej, niż końcówkę tego... Czasami już nie wiem co mam wymyślać. 

1 komentarz:

  1. Te kobiety w ciąży to mają przewalone :/ Z jednej strony szkoda że to opowiadanie się skończy ale też nie mogę się doczekać następnego :D Życzę zdanych egzaminów ! :D Do następnej ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.