W powietrzu było czuć
jesień. Liście na drzewach zmieniły kolor z soczystej zieleni, na złocisto-
czerwoną. Temperatura drastycznie spadła w okolice 10ºC (co oczywiście jeszcze
dramatem nie było - bywało chłodniej), oraz częściej padał deszcz – dzień bez
rozłożonego parasola, był dniem straconym.
W pracy szło mi świetnie,
naprawdę polubiłam bycie Aurorem w „zawieszeniu”. Zajmowałam się organizowaniem
akcji „od kuchni”, planowałam delegacje Aurorów do innych europejskich
Ministerstw Magii, oraz organizowałam kursy doszkalające dla Świeżaków, czyli
najmłodszych Aurorów.
Moody był świetnym szefem,
najczęściej przesiadywał w swoim biurze, brał udział w akcjach albo planował
różne „tajne” sprawy. Nie wtrącał się do mojej pracy, czasem coś mi doradzał,
ale nigdy nie przekroczył żadnej granicy.
Nasze życie rodzinne kwitło
– coraz częściej rozmawialiśmy z Jamesem o dziecku. Moim cichym marzeniem było
zaplanowanie sobie porodu gdzieś na lipiec/sierpień/wrzesień przyszłego roku.
Wiem, że może to się wydawać odrobinkę dziwne – nie jestem w ciąży, a planuję
poród. Jednak jestem osobą która wszystko planuje z wyprzedzeniem – nawet kupno
nowej bluzki.
Wiem, że James ma pewne
obawy związane z ciążą, którymi to nie chce się ze mną podzielić. Dorea
pocieszała mnie, mówiąc, że James bardzo przeżył wiadomość o tym, że zanim się
urodził jego mama trzy razy poroniła, ale ciągle wydawało mi się, że chodzi o
coś zupełnie innego. Tak jakby nie był pewny czy poradzę sobie z ciążą, dzieckiem. Szczerze mówiąc, trochę to psuło
mi nastrój.
Ostatnio, gdy byłam z Mary
na Pokątnej, weszłyśmy do dziecięcego butiku. Było tam tyle ślicznych
przedmiotów, ubranek, przeróżnych dodatków do pokoików, że nie mogłam się
opanować i kupiłam trochę pajacyków, smoczków, kocyków. Wiem, to co robię jest
głupie, może zapeszać, ale nie mogłam się oprzeć tym cudom!
Opróżniłam już jedną
sypialnię gościnną – tą przylegającą do naszej sypialni i planowałam
przemalowanie jej w jakieś ciepłe kolory. Taak, powoli chciałam szykować
dziecięcy pokoik.
Z całą pewnością mogę
powiedzieć, że teraz moim głównym marzeniem i priorytetem było posiadanie
dziecka.
A jak się na coś uprę, to
nikt nie da rady, nawet James.
Z
dziennika Jamesa Pottera
Praca Aurora była
satysfakcjonująca. Cieszyłem się, że podążam drogą wyznaczoną przez mojego
ojca, który był świetnym Aurorem. Może napiszę inaczej – nadal jest świetny,
przecież nie umarł, ale jest na emeryturze i lepiej niech tak zostanie...
Misje, łapanie podejrzanych
to było coś! Ta adrenalina, emocje – napędzało mnie to do dalszego działania.
Już nie wyobrażałem sobie życia bez tej pracy. Było to, oprócz Lily i
przyjaciół, najlepsze co mogło mnie w życiu spotkać. Fajnie jest żyć ze
świadomością, że robi się to co się lubi i ma się z tego ogromną satysfakcję.
Przechodząc do życia
rodzinnego – ostatnio odbyliśmy z Lily długą rozmowę o powiększeniu rodziny.
Mówiąc szczerze, byłem lekko przerażony. Nie perspektywą posiadania potomka, a
tym bardziej tworzenia go, przerażały mnie moje wspomnienia. Nigdy tak naprawdę
nie otrząsnąłem się po stracie dziecka. Myślę, że każdy kto przeżył śmierć
swojego nienarodzonego dziecka, nigdy o nim nie zapominał. Nieraz wyobrażałem
sobie jakby wyglądało - czy to by był chłopiec, a może dziewczynka? Księżniczka
tatusia, mała rudowłosa dziewczynka, o oczach w kształcie migdałów?
Lily coraz bardziej na mnie
naciskała, a ja się czułem osaczony. Właściwie czułem się jak tchórz, którym to
nigdy nie chciałem zostać. Dlatego postanowiłem, że trzeba rzucić rękawicę
losowi i nawet bojąc się, spróbować.
Dużo rozmawiałem na ten
temat z mamą, doskonale mnie rozumiała. Pocieszała mnie i mówiła, że na pewno
tym razem nam się uda.
Żyłem nadzieją.
Gdybym mógł być pewien tej
jednej rzeczy w swoim życiu, to tego, że nigdy nie dam za wygraną - w końcu zawsze
walczę do końca.
Z
różowego notatnika Dorcas Meadowes- Black
Otwarcie własnego Salonu
Magismetycznego było najlepszą decyzją w moim życiu! Oczywiście, oprócz
poślubienia Syriusza, żeby nie było.
Interes szedł wyśmienicie,
miałyśmy codziennie wypełniony grafik po brzegi, klientki zapisywały się z
miesięcznym wyprzedzeniem. Czułam, że wbiłam się w lukę – na Pokątnej brakowało
takiego miejsca, a moje klientki bardzo chciały „ocalić siebie”.
Własny interes to jednak nie
tylko różowe jednorożce latające nad głową – to ciężka harówka, oraz brak
czasu.
Syriusz miał nienormowany
czas pracy, ale ostatnimi czasy to ja stałam się pracoholiczką. Zaczynałam
pracę równo o 9 rano, a wychodziłam po 21 lub później. Nie byłam z tego
zadowolona, jednak mój mąż jeszcze mniej.
Syriusz jest bardzo
absorbującą osobą, wszystko odbiera jako lekceważenie go – a to nie było tak!
To, że nie miałam czasu, żeby wieczorem robić mu manicure to nie znaczyło, że
go olewam! Czasami nie zauważał, że wracam do domu wykończona i obolała – bo posiedźcie
sobie cały dzień w pozycji dziwnie przykurczonej, robiąc klientce pedicure, lub
zabieg. Kręgosłup boli, a masażu nie ma kto robić.
Tak to właśnie jest z Łapą –
on tylko wymaga, a jak coś nie idzie po jego myśli to się obraża.
Ale widziały gały co brały –
zawsze wiedziałam jaki jest i myślę, że już tego nie da się zmienić. Nikt nie
wciśnie mi tego banału, że można się/kogoś zmienić…
Dlatego zaplanowałam nam na koniec
listopada wycieczkę – odpoczniemy od pracy, spędzimy czas tylko we dwójkę oraz
naładujemy te przysłowiowe bakterie
(chociaż nie wiem co to jest, ale Lily często to mówi i strasznie mi się podoba
to powiedzonko).
Z
dziennika Syriusza Blacka
Ostatnio wyprzystojniałem.
No jak ja to robię? Z każdym dniem piękniejszy, zabawniejszy, mądrzejszy… To
trzeba być mną, taa, jestem doskonały!
Ale kto tak nie uważał? Moja
śliczna, zapracowana Czekoladka. Ostatnie nasze rozmowy to było tylko fukanie
na mnie i totalna olewka mej skromnej osoby.
Czułem się porzucony.
Jak mały szczeniaczek,
odtrącony przez mamusię.
Chociaż, może to nie brzmi
dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że Dorcas jest moją żoną, a nie mamą?
Ogólnie rzecz ujmując,
czułem się odtrącony, olewany i niepodziwiany. A w moim przypadku codzienna
dawka podziwiania mej doskonałej osoby, znacznie podwyższa moje i tak dosyć
wysokie ego.
Bo cóż zrobić, jestem
ideałem.
Boski Black!
Taaa, tak Boski, że żona nie
zwraca na mnie uwagi…
Co ja robię źle?
Czy chodzi jej o to, że kupiłem
sobie koszulkę z „Seksownymi Kocicami” – nowym zespołem, naprawdę fajnie
śpiewających czarownic? Ale co, przez głupią koszulkę prawie by ze mną nie
rozmawiała? I nie przytulała mnie do swoich dużych melonów? Merlinie, jak ja
tęsknię za jej melonami…
Wróćcie do mnie! – darłem
się w głowie.
I chyba Merlin mnie
posłuchał, bo właśnie Dorcas wróciła z pracy. O 18!! Magia istnieje! Cholera,
przecież to doskonale wiem… Siła umysłu/życzeń istnieje!
Idę przywitać żonę i jej
dwie przyjaciółki – If you know what I mean ^^.
Z
dziennika Mary McDonald
Wybrałam ciężki zawód – kurs
na uzdrowiciela wysysał wszystkie moje siły. Było ciężko, ale przypominałam
sobie, że od zawsze chciałam pomagać ludziom i siły mi wracały.
A wracały zawsze, gdy
widziałam jego.
Ten specyficzny, krzywy
uśmiech, przeznaczony tylko dla mnie.
Grymas, gdy się
przekomarzamy.
Jego zniecierpliwienie, gdy
go całuję po całej twarzy, a usta skrupulatnie omijam.
Kocham go.
Dopiero teraz czuję, co to
jest miłość, jak silne jest to uczucie.
Przy tej jedynej, ukochanej
osobie można być sobą, nie trzeba udawać kogoś innego, można postawić na naturalność,
bo ma się tą pewność, że ta wyjątkowa osoba akceptuje nas ze wszystkim – naszymi
wadami, zaletami, humorami, płaczem i PMS’em.
Było to dla mnie nowe
doświadczenie, biorąc pod uwagę z lekka olewcze traktowanie mnie przez Remusa.
Apropo Remusa – odbyliśmy
kolejną nieprzyjemną rozmowę. Bardzo chciał się spotkać, pogadać, a ja naiwna
się zgodziłam. Przyszedł skacowany, zarzucał mnie pretensjami i próbował się wybielić.
Przedstawił mnie jako zwykłą dziwkę. Bez słowa wyszłam z podrzędnego pubu w
którym się spotkaliśmy i już od miesiąca nie otrzymałam od niego żadnej
wiadomości. Czułam, że w końcu się od niego odcięłam.
I było mi z tym cholernie
dobrze.
Z
dziennika Regulusa Blacka
Matka dowiedziała się o moim
związku z Mary. Przydybała mnie z ojcem na Pokątnej i kategorycznie
stwierdziła, że mam wracać na Grimmauld Place, że przynoszę szlachetnemu rodowi
Blacków wstyd, oraz że nie mogę kalać naszej czystej od pokoleń krwi, związkiem
z mugolaczką.
Spojrzałem matce prosto w
oczy i zaśmiałem się. Wiem, że odebrała to jako policzek – duma nakazała jej odwrót.
Zapewne zostałem wypalony na
drzewie genealogicznym po raz drugi. Szczerze? Miałem to gdzieś.
Po raz pierwszy w życiu
czułem się naprawdę szczęśliwy.
Odzyskałem brata – Syriusz
znowu stał się moim najlepszym przyjacielem, tak jak to było w dzieciństwie.
Miałem, hm, może jeszcze nie
przyjaciół, ale dobrych znajomych – Lily i Dorcas mnie zaakceptowały, James
oraz Scott też. Pierwszy raz czułem się bezpiecznie, czułem że znajomi nie
wbiją mi noża w plecy.
Ale co najważniejsze –
miałem Mary, którą, chociaż ciężko jest mi to przelać na papier, a jeszcze
trudniej powiedzieć – kocham.
Jeszcze nie wyznałem jej
mojego uczucia – w domu Blacków nigdy nie mówiło się głośno o czymś tak głupim
jak uczucia!
Można powiedzieć, że jestem
uczuciowym degeneratem.
Jednak Mary skutecznie
uczyła mnie tej sztuki. Dzięki niej moje życie stało się pełniejsze – wypełniła
wszelkie pustki i rany, jakich byłem pełen.
Z
dziennika Remusa Lupina
Postąpiłem beznadziejnie,
tak beznadziejnie jak tylko ja potrafię – nie jestem pewien, ale możliwe, że
nazwałem Mary dziwką. Jestem pochrzaniony! Miałem ją odzyskać, a zachowałem się
jak kretyn. Coraz częściej uświadczam się w przekonaniu, że Mary dobrze zrobiła
zrywając ze mną.
Co mogłem jej dać?
Jestem niebezpiecznym
wilkołakiem, mam kiepską pracę, wynajęte mieszkanie z karaluchami – moimi
ostatnio jedynymi kompanami.
Beze mnie będzie jej lepiej.
Tego byłem pewien.
Z
dziennika Severusa Snape’a
Megan. Megan. Megan – to
imię miałem na ustach każdego dnia. Ta niepozorna istota, czyniła mnie
najszczęśliwszym mężczyzną na Ziemi.
Jej uśmiech, dobroć,
szczerość – to wszystko składało się na jej wyjątkową osobę.
To niewiarygodne – zawsze
myślałem, że mogę być szczęśliwy tylko z Lily – teraz wiem jak bardzo się
myliłem.
Megan pokazała mi zupełnie
inny Świat – pełen barw, nie tylko czerni i szarości.
Z
pamiętnika Megan White
Gdy zostałam kiedyś przez
Lily nazwana „totalnym mugolem” – myślałam, że to jakaś paskudna obelga. Teraz
wiem, że tylko jej się to wyrwało i wiem, że jestem mugolem.
Ale mugolem poznającym świat
magii – Severus pokazał mi Pokątną, zabrał mnie do Hogsmeade, oraz odwiedziłam
Dolinę Godryka – miasteczko zamieszkane zarówno przez czarodziei jak i zwykłych
śmiertelników – chociaż to może nie było niewiarygodne, w końcu tam mieszka
moja kuzynka.
Sev był już moim piąty
chłopakiem – ale ten związek był zupełnie inny, był całkowicie na poważnie.
Byłam tym zarówno przerażona jak i podekscytowana. Czułam, że to może być ten
jedyny.
Z
dziennika Scotta Gill’a
Praca Aurora od zawsze była
moim marzeniem – już gdy byłem wesołym ośmiolatkiem wiedziałem, że będę tym
„dobrym”. Uwielbiałem zabawę w Aurora i złoczyńcę – rolę złoczyńcy zawsze
odgrywała moja starsza siostra.
Ostatnio byłem jak robot –
tylko pracowałem. Od dłuższego czasu nie miałem nawet chwili, żeby pomyśleć o
związku. Jednak myślenie swoją drogą, gorzej znaleźć tą odpowiednią osobę…
Z
dziennika Petera Pettigrew
Dawno nic nie pisałem.
Jednak ostatnio stało się coś dziwnego – napisał do mnie Remus. Nie sądziłem,
że którekolwiek z moich przyjaciół jeszcze się do mnie odezwie…
Remus mnie potrzebuje.
Wracam do Anglii.
***
Postaram się dodać jutro miniaturkę - następny rozdział po Świętach!
Wow! Remus nazwał Mary dziwką?! Remus napisał do Petera?! Ruda chce dziecko? Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńPOTTEREK POTTEREK POTTEREK !!! :D tak nareszcie jest o nim wzmianka :D jak to Remus napisał do Petera ?! coś się szykuje :/ Przepraszam że nie komentuje za często ale laptop dalej w stanie spoczynku :O Rozdziały czytam na telefonie (cudem) a komentowanie to już wyższa technologia :/ Jeśli znajdę czas to wbije się na komputer brata i postaram się komentować na bieżąco :) Do następnego
OdpowiedzUsuń~Nox