piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 55 Aurorzy na wakacjach



- Gratuluję serdecznie wszystkim absolwentom kursu Aurorskiego organizowanego przez Ministerstwo Magii! Nie wszyscy zdali, jednak osoby znajdujące się na tej sali, mają te umiejętności i wiedzę, potrzebną doskonałemu Aurorowi. Gratuluję uczestnikom przyśpieszonego kursu! Teraz odbędzie się wręczanie dyplomów oraz krótki wykład końcowy – powiedział pan Abott – nasz hm, nazwijmy go po mugolsku – dziekan.
Tak moi drodzy, ukończyliśmy kurs Aurorski i to z całkiem niezłymi wynikami! Syriusz, Scott, James oraz ja, zaliczyliśmy wszystkie testy na ponad 80%, co jest - uwierzcie mi - świetnym wynikiem.
Dziekan wyczytywał po kolei wszystkie nazwiska i wręczał dyplomy ukończenia kursu.
- Pani Potter, gratulacje, uzyskała pani wyśmienite wyniki – powiedział dziekan, mocno potrząsając moją dłonią.
- Dziękuję – odparłam z uśmiechem, przyjmując ten wypracowany ciężką pracą, oraz zupełnym brakiem czasu, dyplom.
Wyszłam z sali i z chłopakami czekałam na Jamesa.
- To gdzie świętujemy? – zapytał Syriusz.
- U nas w domu, wpadnijcie wieczorem – zaproponowałam i pociągnęłam Jamesa w stronę kominków, znajdujących się w Atrium. Dzięki sieci Fiuu, szybko dostaliśmy się do domu.


- Serio? Oprawiłaś dyplom w ramkę? – zapytał James, patrząc jak wieszam dyplom nad kominkiem.
- Oczywiście, wymęczyłam się żeby go zdobyć, więc będzie wisiał na honorowym miejscu – odparłam – Zresztą twój też zaraz tu zawiśnie.
Rogacz pokręcił głową i poszedł do kuchni.
- Mamy wszystko? – zawołał.
- Taak! – wydarłam się, próbując nie wypluć gwoździ, które trzymałam w ustach – Panna- Zrób-To-Sam, wita was!
- Może ci pomóc? – zapytał, widząc moje wysiłki i chwianie się na drabinie.
- Możesz mi pomóc – odparłam, wypluwając gwoździe i odwracając się do J – Ale nie gapiąc się na mój tyłek! – dodałam, widząc że gapi się na moją tylną część ciała, a nie na to czy prosto zawieszam ramkę. Faceci...
- Przepraszam – powiedział, chociaż widziałam, że wcale nie było mu przykro – Jest prosto – dodał i ściągnął mnie z drabiny.
- No – powiedziałam z satysfakcją – Ależ jestem zdolna – dodałam, jakże skromnie i poszłam do kuchni, szykować jakieś przekąski na wieczór.


Mamy teraz mały problem z zapraszaniem znajomych. Po rozstaniu Mary i Remusa, panuje między nimi dziwna atmosfera (wcale się nie dziwię…), także najczęściej spotykamy się tak: faceci razem – dziewczyny razem. Jednak teraz mieliśmy małą zagwozdkę. Bo co, nie zaprosić Mary? Czy Remusa? Czy może olać ich zerwanie i zachowywać się tak, jakby nic się nie stało? Jednak problem sam się rozwiązał – Remus przysłał patronusa – stwierdził, że musi coś załatwić, oczywiście gratuluje nam ukończenia kursu, ale niestety nie może z nami świętować. James zrobił trochę oskarżycielską minę – zapewne myślał wtedy o Mary.
Dzwonek do drzwi przerwał moje rozmyślania – przyszli państwo Blackowie z Regulusem.
- Cześć, wchodźcie! – powiedziałam, szeroko otwierając drzwi i wpuszczając przyjaciół do domu.
- Lily, gratulacje! – krzyknęła Dorcas i mocno mnie przytuliła – James, gratuluję! – dodała, widząc bruneta wchodzącego do salonu.
- Dzięki, Dor – odpowiedziałam, wykręcając się z mocnego uścisku przyjaciółki.
Trójka Blacków zasiadała w salonie i znowu rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
- Mary! Wchodź – powiedziałam, uśmiechając się do blondynki.
- Gratuluję Lily, James, bardzo się cieszę – odparła, zwracając się do naszej dwójki – Syriuszu, gratuluję, nie byłam pewna czy zdasz! – zawołała. Regulus zaczął się śmiać z obrażonej miny Łapy, a zadowolona z siebie blondynka przywitała się z Dorcas.
Nawet nie zdążyłam zamknąć drzwi, gdy teleportował się przed nimi Scott.
- Właź, stary – powiedział James.
Bawiliśmy się naprawdę dobrze. O dziwo, nie było sztucznej atmosfery, której się trochę obawiałam. Mary nawet nie zająknęła się o Remusie – ale bądźmy szczerzy, nikt jej o nic nie wypytywał. Wznieśliśmy niezliczoną liczbę toastów i cieszyliśmy się nadchodzącymi wakacjami.

Czerwiec już się kończył, a ja planowałam nasze wakacje. Niestety, ale nie wyjazd całą paczką – każdy miał inne plany. Mary nadal miała kurs na uzdrowiciela, Dorcas wynajęła już lokal i go urządzała na „najlepszy gabinet magismetyczny na świecie – a przynajmniej na Pokątnej”, Remus odciął się od nas – widywaliśmy się czasami i to głównie gdy odwiedzaliśmy bank – Remus dostał tam pracę. Syriusz złożył papiery w Biurze Aurorskim i czekał na odpowiedz – był pewien, że go tam przyjmą.
Więc wyjazd wakacyjny zaplanowałam tylko dla naszej dwójki.
Postanowiliśmy z Jamesem, że te wakacje spędzimy w Szkocji – jako bazę wypadową uznaliśmy nasz domek, który to dostaliśmy od rodziców na Święta.
- Uwielbiam ten dom – powiedziałam, po przekroczeniu progu naszej chatki (http://architekturawnetrz.pl/artykuly/architektura-wnetrz/ackling-cook-bothy/ chodzi mi o coś takiego – z zewnątrz :).
- Jest przytulny – odparł James. Wiem, że on woli większe pomieszczenia, jednak dla mnie ten dom był cudowny i właściwie mogłabym w nim zamieszkać. No, może wtedy, gdyby nie stał na takim odludziu i był bliżej sklepów…
- To co, dzisiaj słodkie lenistwo, a od jutra zaczynamy zwiedzanie Szkocji? – zapytałam. Wstyd się przyznać, ale nie znałam zbytnio tego kraju. Dobra, znajduje się tu Hogwart, Hogsmeade, mieszka tu potwór z Loch Ness, oraz jest dużo owiec. I to by było na tyle…
- Lenistwo zdecydowanie taak – potwierdził James i wniósł bagaże do sypialni.
- Więc przygotuję obiad – powiedziałam, cóż, do siebie. Gadanie ze sobą – pierwsze objawy dziwactwa…


Z dziennika Jamesa Pottera
Dzisiaj stało się coś nieoczekiwanego i bardzo dziwnego – obudziłem się przed swoją żoną! W naszym związku to ja jestem śpiochem numer 1, jednak tego poranka było zupełnie inaczej. Nie wiem, może to Szkocja tak na mnie działa?
Obudziłem się i popatrzyłem na śpiącą rudowłosą. Wyglądała tak rozkosznie, że aż nie chciało mi się jej budzić.
Stwierdziłem, że dobrym pomysłem będzie przygotowanie śniadania do łóżka, więc najciszej jak umiałem, zszedłem do kuchni.


Obudziło mnie dziwne uczucie – wlepiały się we mnie spojrzeniem orzechowe tęczówki mojego męża.
- Dzień dobry – powiedziałam, przeciągając się – Śniadanie do łóżka? – zapytałam, robiąc zdziwioną minę. Przy łóżku stał James z tacą z przyjemnie pachnącym śniadankiem.
- Dla mojej księżniczki, wszystko – odpowiedział Rogacz, stawiając na moich nogach tacę i uwalając się koło mnie.
- No, no, ktoś tu się postarał – powiedziałam, spoglądając na naleśniki oraz świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy – Czy ktoś coś ode mnie chce, hm?
James spojrzał na mnie spod zmrużonych oczu.
- Od razu coś chce – przedrzeźnił mnie – Czy sprawienie przyjemności ślicznej żonie, to mało? – zapytał i wpakował sobie naleśnika do ust.
Westchnęłam i z uśmiechem wzięłam się za jedzenie.

- Jakieś takie… hm, takie zwykłe jest to jezioro – powiedziałam.
Staliśmy przy Loch Ness i cóż, byłam zawiedziona! Te wszystkie opowieści o potworze pływającym w tym jeziorze, zdjęcia i inne poszlaki – gdy patrzyłam na spokojną wodę jeziora zupełnie nie mogłam sobie wyobrazić, że gdzieś tam ma żyć wielki gad, czy inny stwór.
- Widzisz, to jest tak jak z nami - czarodzieje muszą się ukrywać, ale to nie znaczy, że nie istnieją – odparł James, ciągnąc mnie za rękę w stronę zamku – Z baszty zamku będziemy mieli lepszy widok.
Więc poszliśmy zwiedzać zamek, a właściwie jego ruiny.

- Zapomniałam, że mam lęk wysokości – wyszeptałam, szeroko otwierając oczy. Staliśmy na zamkowej baszcie, niby niewysokiej, ale przez mój irracjonalny lęk, napięłam całe ciało i nie chciałam się dalej ruszyć.
- To może zejdźmy? – zaproponował J, widząc moje przerażenie.
- Chyba nie mogę się ruszyć – odparłam i zaczęłam z lekka panikować.
- Zamknij oczy – powiedział Rogacz. Zrobiłam to, o co poprosił. Po chwili poczułam, że jestem znoszona po schodach.
- Jesteś moim rycerzem – wyszeptałam, do zadowolonego z siebie Jamesa.
Następnym miastem, które odwiedziliśmy było Inverness. Było to nieduże miasto, przez które przepływało jezioro Ness, czyli można powiedzieć, że podążaliśmy szlakiem „potwora”.
- Jest tu coś ciekawego? – zapytałam Jamesa, zakładając okulary przeciwsłoneczne. Słońce grzało mocno, trochę byłam tym zdziwiona – w końcu wiadome jest to, że w Szkocji jest zazwyczaj pochmurnie.
- Zamek – odparł J.
- Więc ruszajmy zwiedzać kolejny zamek – powiedziałam, łapiąc męża za dłoń i kierując się w stronę tego odrestaurowanego przybytku.

Codziennie odwiedzaliśmy inne miasto, jednak zawsze wracaliśmy na noc do naszego domku.
- Może dzisiaj zostaniemy w domu? – zapytałam – Jest brzydka pogoda, nie chce mi się ruszać z łóżka – dodałam, widząc, że za oknem mocno zacina deszcz. I skończyła się sielankowa pogoda! Ech, Szkocja…
- I to jest bardzo dobry pomysł, pani Potter – powiedział James i wtulił twarz w moją klatkę piersiową. OK, no w cycki, chciałam, żeby to brzmiało lepiej, ale i tak każdy się domyśla gdzie.
- Ja to mam same świetne pomysły – odparłam i naciągnęłam na nas koc.

Kolejnymi miastami w naszym planie zwiedzania były: Glasgow, Edynburg oraz Stirling.
Edynburg – stolica Szkocji, przywitała nas ładną pogodą, korkami na ulicach oraz tłumem ludzi.
- Co jest? – zapytał James, widząc tych wszystkich podekscytowanych ludzi.
Rozejrzałam się po centrum i po chwili zrozumiałam.
- Merlinie, dzisiaj daje koncert Queen! James, musimy zdobyć bilety! – zawołałam.
James spojrzał na mnie jak na nienormalną.
- To taki zespół mugolski, pamiętasz, ostatnio puszczałam ci ich płytę… Pamiętasz, Bohemian Rhapsody? – dodałam. W tym momencie J załapał o co mi chodzi.

- Tak się cieszę, że jesteśmy czarodziejami – oznajmiłam. Zdobycie biletów graniczyło z cudem. Nigdzie w Edynburgu nie było dwóch wolnych biletów, nawet na jakieś najgorsze miejsca.
- No nie wiem, wydaje mi się, że łamiemy prawo – odparł James. Się znalazł przestrzegający prawa osobnik.... Chyba nie muszę przypominać, że w Hogwarcie złamał wszystkie zasady i regulaminy?
Niestety, ale właśnie to robiliśmy. Wślizgiwaliśmy się na stadion, na którym miał się odbyć koncert dzięki Zaklęciu Kameleona – bez biletów. Wiem, jesteśmy źli… Ale to Queen!
- Raz w życiu można zaszaleć – wyszeptałam, gdy przedzieraliśmy się jakimiś korytarzami – Chyba już jesteśmy blisko – dodałam, słysząc hałas, który robili ludzie na widowni.
- I to całkiem blisko – powiedział James, zatrzymując się w drzwiach prowadzących na „płytę” przed sceną. Zdjął z nas zaklęcie.
- Udało się – wyszeptałam, gdy stanęliśmy całkiem niedaleko sceny, trzymając się za ręce. Był taki tłok, że wolałam trzymać się jak najbliżej bruneta.
- Udało – potwierdził J i patrzył jak Freddy Mercury wybiega na scenę.


W Szkocji spędziliśmy całe dwa tygodnie. Był to naprawdę świetny czas – zwiedziliśmy sporo ciekawych miejsc, zaliczyliśmy koncert i odpoczęliśmy po nauce. Jednak był już najwyższy czas wracać do szarej rzeczywistości. Chociaż, czy w naszym przypadku mogę mówić – szarej? Chyba jednak nie, ciągle coś się dzieje i mam nadzieję, że tak będzie jeszcze długo. 
Na razie czekało nas składanie podań o pracę w Biurze Aurorów – Syriusz wysłał patronusa, że zarówno on jak i Scott dostali się – będą pracować w biurze. Z miny Jamesa mogłam wywnioskować jedno – był pewny że i my wylądujemy wśród stert papierów i dokumentów. Nie byłam tym zbytnio zaskoczona, w końcu nie wyślą na misje takich świeżaków! James był odmiennego zdania - on chciał łapać podejrzanych i uczestniczyć w misjach jak jego ojciec.
Nasze podania wysłaliśmy od razu po powrocie do domu i powiem szczerze - mam nadzieję, że na razie uziemią nas w biurze. Na tyle dobrze znam Jamesa i Syriusza, że wiem, a nawet jestem tego pewna, że byliby wszędzie pierwsi i szarżowali, narażając się. A wiecie, jeszcze nie nacieszyłam się J na tyle, żeby pozwolić mu się ranić, ani tym bardziej umierać. A ilu jeszcze jest Śmierciożerców na wolności? Tego tak naprawdę nikt nie wie, ukrywają się, jednak nie wiadomo kiedy ponownie uderzą.



3 komentarze:

  1. fajny rozdział ;) do następnego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Co ja mam ci powiedzieć?? Mam wrażenie że ciągle cie powtarzam no ale co zrobie jak z dnia na dzień rozdział jest lepszy :D taki słodki ^^ i wgl chciałabym pojechać do Szwecji :) czekam na 56 :**

    OdpowiedzUsuń
  3. Nadrobiłam! Rozdział świetny, boski, cudowny! Życzę weny i czekam na next *u*

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.