1 kwietnia 1979 roku zaczął
się dosyć niefortunnie. Jako żona jednego z największych żartownisiów Hogwartu,
powinnam pamiętać o takim „święcie”. Od samego rana zostałam uraczona
„przeuroczymi” żarcikami typu – zamiana pasty do zębów na lukier (niby nie
takie straszne, ale bądźcie zaspani i umyjcie sobie zęby lukrem… fujka), sól
zamiast cukru, także obryzgałam kawą cały kuchenny stół, oraz zmniejszenie
moich ulubionych botków – gdy je założyłam, skurczyły mi się na stopach i zaczęły
mnie uwierać. Owszem, były to zupełnie niegroźne żarty, ale wiecie jak człowiek
jest rudy i niezrównoważony, w dodatku zaspany dzieją się różne rzeczy. Na
przykład taka osoba może inną osobę o potarganych włosach, zdzielić łokciem w
brzuch, co jasne, może być bolesne. I taka osoba, może się potem zgiąć wpół i
jęczeć coś o przemocy w rodzinie i ofiarach maltretowania…
Także, nasz poranek prima
aprilisowy był dosyć ciekawy i bolesny.
- Pamiętasz, że dzisiaj
przychodzi na kolację moja kuzynka z nowym chłopakiem? – zapytałam męża, przy
okazji przypominając mu o czekającym nas spotkaniu z drugą członkinią Gangu Rudych.
- Oczywiście, że tak –
odparł James, przecierając sobie szmatką okulary i zakładając je z powrotem na
nos – Pamiętam o wszystkim, mam kupić odpowiednie wino, oraz serwetki bo się
skończyły.
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam
głową. Miło mieć kogoś, kto cię słucha,
nawet jeżeli robi ci dziecinne dowcipy.
- Dobra, wszystko kupiłam,
teraz to ugotuję – gadałam do siebie, oraz do składników porozkładanych na
blacie w kuchni. Przygotowanie kolacji potraktowałam całkiem serio, więc
postanowiłam, że upiekę kaczkę według doskonałego przepisu pani Genowefy, oraz
upiekę tort. Taak, całkiem ambitne zadanie!
- Więc teraz cię natrę
przyprawami i nadzieję pomarańczami – powiedziałam do mięsa leżącego w
brytfance.
- No nie wiem, wolałbym
czymś innym – powiedział James (oczywiście mam nadzieję, że to nie odnosi się
do nadziewania, tylko do przyprawiania…).
- Boże, James! Nie zachodź
mnie od tyłu! – zawołałam, łapiąc się za serce. Oczywiście, w przenośni. No,
nieważne.
- Myślałem, że tak lubisz –
odparł, mówiąc zupełnie nie na temat. Zbok.
- Przestraszyłeś mnie,
kretynie – dodałam do mojej wcześniejszej wypowiedzi, wracając do przyprawiania
mięsa – Czemu się skradasz? – zapytałam podejrzliwie.
- Wróciłem do domu,
przyniosłem ci zakupy, a ty nawet nie zauważyłaś, że wszedłem. Rozmawiałaś z
kaczką – odparł, spoglądając na truchło.
- Lubię pogadać z kimś na
poziomie – zarzuciłam dowcipem, łehehe, normalnie boki zrywać (ekhm, nie).
James wzruszył ramionami i
wyszedł z kuchni, uprzednio zabierając paczkę ciastek.
- Nie zjedz wszystkich,
zobaczysz ta kaczka będzie wyśmienita! – krzyknęłam jeszcze za kierującym się
na piętro mężem.
Megan z partnerem mieli
przyjść na 19, więc po 18 już miałam nakryty stół, ogarnięty dom, oraz co
najważniejsze – ja się wyszykowałam.
- Możesz mi zapiąć suwak? –
zapytałam Jamesa, podchodząc do niego z rozpiętą na plecach sukienką.
- Nowa? – zapytał,
przyglądając się zielonej kiecce i zapinając złoty suwak.
- Jasne, że taaak –
odparłam, okręcając się wokół osi i pokazując jak fałdy fajnie falują przy
ruchu – Ładna prawda? – zapytałam, zakładając małe, złote kolczyki.
- Ładna jesteś ty, moja ruda
żono – powiedział James, przelotem całując mnie w policzek – Naprawdę muszę
zakładać krawat? – zapytał, stając przed lustrem.
- Jak ja się odstawiłam, to
ty też możesz. Zresztą, czy już ci mówiłam, że strasznie mnie pociągasz w
krawacie? – zapytałam, próbując nadać swojemu głosowi seksowne brzmienie. I
chyba mi się udało, bo J zaczął wiązać krawat z werwą.
Założyłam jeszcze balerinki
i zajrzałam do piekarnika, danie pachniało bosko, więc miałam nadzieję, że
będzie równie dobrze smakować. W momencie gdy nalewałam wodę do dzbanka,
odezwał się nasz irytujący, świergoczący dzwonek.
- Otworzę! – wrzasnęłam, bo
James gdzieś polazł.
Na progu stała moja ulubiona
– może dlatego, że jedyna, kuzynka Megan.
- Witaj, Ruda Nimfo! –
zawołała i mnie przytuliła.
- Czołem, Ruda Kokoto! –
odparłam. Taa, nasze stare przezwiska, z czasów gdy nie do końca rozumiałyśmy
co oznacza słowo kokota… Cóż no, wytłumaczę to tym, że usłyszałyśmy to słowo z
ust takiej starej sąsiadki i tak nam się spodobało, że potem ciągle mówiłyśmy,
że jesteśmy kokotami. Co teraz brzmi strasznie.
- A gdzie jest twój chłopak?
– zapytałam rozglądając się po podwórku, ponieważ Megan przyszła sama.
- Będzie za chwilę, widzisz,
ja jechałam samochodem i chociaż były korki, to zdążyłam na czas, a on, chociaż
dostaje się wszędzie tym waszym sposobem to i tak się spóźnia – odparła Meg,
wchodząc do holu i rozbierając się z płaszcza.
- Naszym sposobem? –
zapytałam podejrzliwie. Bo przecież Meg nie wie, usunęliśmy jej niektóre
wspomnienia po weselu!
- Och, Lil, doskonale wiem,
że jesteście tymi, no… magami, hokus- pokus, te sprawy – powiedziała beztrosko,
zasiadając na kanapie. Trochę zszokowana, klapnęłam ciężko na miękkim
siedzisku.
- To znaczy, że twój chłopak
jest czarodziejem? – zapytałam, jakże inteligentnie. Merlinie, brawo ja!
- No tak – odparła i wstała,
żeby przywitać się z Jamesem – Cześć, czarodzieju! Jak zwykle przystojny… -
powiedziała. J zaśmiał się nerwowo i na mnie spojrzał.
- Ona wie – wyszeptałam,
stając obok Rogacza.
- Aaa, to super, cześć Megan,
świetnie wyglądasz – dodał J – A gdzie jest twój chłopak?
- Zaraz będzie – odparła i w
tym momencie usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Podeszłam do drzwi i z
rozmachem je otworzyłam.
- Severus?! – zawołałam.
- SNAPE?! – wydarł się
głośniej James.
- Cześć, misiaczku –
powiedziała Megan, i tym tekstem mnie rozłożyła na łopatki.
- O mój Boże – wyszeptałam,
przyjmując od Sev’a bukiet kwiatów i patrząc jak się wita z Jamesem (myślałam,
że zmiażdżą sobie dłonie), oraz jak całuje Megan w policzek.
- No dobra, to jest dziwne –
zaczęłam, zapraszając ich do salonu – Od kiedy jesteście razem? – zapytałam. W
końcu doskonale wiedziałam gdzie się poznali, ja się do tego przyczyniłam!
- Od miesiąca – odparł
Severus, uśmiechając się (!!). On się często nie uśmiecha! Merlinie!
Z
dziennika Jamesa Pottera
- Od miesiąca – powiedział
uśmiechnięty Snape. Szczerze mówiąc, byłem w szoku. Bo kuzynka Lily, jest
ładną, seksowną dziewczyną i pytanie brzmi: co ona robi z takim wypłoszem?!
Jasne, Snape mi pomógł z Lily, ale ugh, nie polubię go z dnia na dzień, ok.?
- Dzisiaj jest prima aprilis
– wyszeptałem do Lily. Wieeem, to było niegrzeczne – Myślisz, że z nas żartują?
– zapytałem, gdy zobaczyłem, że Megan przytula się do Smarkerusa.
- Myślę, że nie żartują –
odparła, również szeptem Lily – To co, zapraszam do stołu – dodała, wskazując
na kuchnię.
Po kolacji znowu zasiedliśmy
w salonie i popijaliśmy wino.
- Opowiadaj, masz mi
powiedzieć wszyściuteńko – powiedziałam do Megan, siadając obok niej i
obserwując jak James wykłóca się z Severusem, na jakiś dziwny temat – gadali o
Zmutowanych Szarańczach, nowym zespole grającym hard metal. Severus był
zachwycony, a James zażenowany.
- No co mam ci powiedzieć,
doskonale wiesz, że gustuję w bladych kolesiach, z ziemistą cerą – odparła Meg,
spoglądając na Sev’a – Od razu wydawał mi się taki mroczny, ale zarazem
skrzywdzony – wiesz, że mam słabość do takich osób. W dodatku, on ma naprawdę
niezłe ciało – dodała szeptem.
Spojrzałam na Severusa z
niedowierzaniem. Chyba musiał pakować po kryjomu, bo raczej nigdy bym nie
pomyślała, że pod tymi za dużymi czarnymi szatami, kryje się fajne ciało. Ale
kto wie? No dobra, Megan wie…
- To już do tego doszło? –
zapytałam zszokowana. Ale ona jest szybka!
- I to nie raz – odparła, z
tajemniczym uśmieszkiem. O ludzie! Chyba wolałam tego nie wiedzieć! – W dodatku
był prawiczkiem, uwierzysz w to? Chociaż, z tego co mówił, to zrozumiałam, że
od zawsze czekał na ciebie… - dodała spoglądając na mnie z uwagą.
- Ekhm, możliwe – odparłam i
wypiłam spory haust wina – Jednak w moim przypadku, to James był mi
przeznaczony.
- I bardzo dobrze! – odparła
zadowolona Meg – Dzięki temu mam swojego Severuska – dodała i uśmiechnęła się w
jego stronę. Aż mi się niedobrze zrobiło. Severusek, uwierzycie?!
- Cieszę się, że jesteś
szczęśliwa – powiedziałam szczerze.
- Ja się cieszę bardziej –
odparła Megan i zaśmiała się z mojej miny.
- No dobra, to było dziwne,
nie sądzisz? – zapytał James, gdy już zamknęliśmy drzwi za naszymi gośćmi.
- To było tak dziwne, że aż
muszę się napić – odparłam i nalałam sobie trochę wina do kieliszka – W życiu
bym nie powiedziała, że moja kuzynka zwiąże się z Severusem Snapem!
- W życiu bym nie
powiedział, że Smarkerus zwiąże się z kimkolwiek, zaliczając do tego gnomy i sklątki
tylno wybuchowe – odparł James, czym mnie rozśmieszył. Jejku, chyba nie
powinnam się śmiać z przyjaciela i kuzynki, ale lepiej się śmiać, niż płakać,
prawda?
- Megan powiedziała, że chcą
zamieszkać razem – dodałam, wkładając naczynia do zmywarki. Wiem, zaklęciem
umyłabym je raz - dwa, ale takie mugolskie przyzwyczajenia niełatwo wyplenić –
Chcą wynająć mieszkanie w Londynie, Meg będzie miała blisko na uczelnie, a
Severus znalazł pracę jako Zastępca Mistrza Eliksirów u Munga.
- Dziwnie się czuję to
mówiąc, ale to dobrze, że znalazł szczęście, a jeszcze lepiej, że odczepił się
od ciebie – powiedział James, chowając resztki jedzenia do lodówki.
Przewróciłam oczami i przytuliłam się do szerokich pleców Rogacza.
- Doskonale wiesz, że nie
zmieniłabym cię na nikogo innego – wyszeptałam w jamesową szyję.
- Dobrze to wiedzieć, ale i
tak bym ci na to nie pozwolił – odparł James i odwrócił się do mnie – A teraz,
pokażę ci jakbym cię zatrzymał, wykorzystując do tego krawaty – dodał, z
diabelskimi ognikami w oczach.
Następny poranek był dosyć
nerwowy - przez „zabawy” krawatami, zaspaliśmy i spóźniliśmy się na zajęcia.
- Jeleniowaci, wyglądacie na
zmęczonych – powiedział Scott, przejmując nasze przezwisko od Syriusza.
- Właśnie, co robiliście? –
zapytał ciekawsko Syriusz.
- Nie twoja sprawa –
odwarknęłam, poprawiając spadający z ramienia sweter – A ty co robisz z Dorcas
po nocach? – zapytałam, robiąc sobie koka vel cebulę na głowie.
- Ahaa, czyli jedliście
czekoladę w łóżku? – zapytał Black. Spojrzałam na niego i szybko przytaknęłam.
Cóż, lepiej żeby nie drążył tematu…
- Scott, daj skopiować
notatki – powiedział James.
Dalszą część dnia mogę
opisać jako wytężoną naukę, uciekanie przed zabójczymi zaklęciami oraz powrót do
domu i błogie lenistwo. Niestety tylko przez godzinę, później wróciła szara
rzeczywistość – trzeba było zrobić pranie i ugotować obiad na następny dzień.
Dorosłość jest zła!
***
Dodaję rozdział dzień wcześniej - jutro nie będę miała czasu.
SPOJLER: właśnie piszę pierwszy rozdział o Harrym. Oczywiście o nienarodzonym Harrym. Więc za 10 rozdziałów - pojawi się! Chociaż w radosnych wzmiankach^^ lecz jeszcze nie cieleśnie.
A teraz, żeby sobie poprawić nastrój idę oglądać The Vampire Diaries (wiem, że jestem na to za stara, ale Damon przeleć wreszcie tą Elenę, może jej wrócą wspomnienia! xD)
o nie! o nie! nie mogłaś mi tego zrobić!!!! znowu ON!!!! ale dobra wybaczam dzięki temu krawatowi (nwm jak to się pisze xDD) :D no i oczywiście z niecierpliwością czekam na za 10 rozdziałów na Harry'ego hihihi
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń