piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 52 Prima aprilis?!



1 kwietnia 1979 roku zaczął się dosyć niefortunnie. Jako żona jednego z największych żartownisiów Hogwartu, powinnam pamiętać o takim „święcie”. Od samego rana zostałam uraczona „przeuroczymi” żarcikami typu – zamiana pasty do zębów na lukier (niby nie takie straszne, ale bądźcie zaspani i umyjcie sobie zęby lukrem… fujka), sól zamiast cukru, także obryzgałam kawą cały kuchenny stół, oraz zmniejszenie moich ulubionych botków – gdy je założyłam, skurczyły mi się na stopach i zaczęły mnie uwierać. Owszem, były to zupełnie niegroźne żarty, ale wiecie jak człowiek jest rudy i niezrównoważony, w dodatku zaspany dzieją się różne rzeczy. Na przykład taka osoba może inną osobę o potarganych włosach, zdzielić łokciem w brzuch, co jasne, może być bolesne. I taka osoba, może się potem zgiąć wpół i jęczeć coś o przemocy w rodzinie i ofiarach maltretowania…
Także, nasz poranek prima aprilisowy był dosyć ciekawy i bolesny.
- Pamiętasz, że dzisiaj przychodzi na kolację moja kuzynka z nowym chłopakiem? – zapytałam męża, przy okazji przypominając mu o czekającym nas spotkaniu z drugą członkinią Gangu Rudych.
- Oczywiście, że tak – odparł James, przecierając sobie szmatką okulary i zakładając je z powrotem na nos – Pamiętam o wszystkim, mam kupić odpowiednie wino, oraz serwetki bo się skończyły.
Uśmiechnęłam się i kiwnęłam głową. Miło mieć kogoś, kto cię słucha,  nawet jeżeli robi ci dziecinne dowcipy.


- Dobra, wszystko kupiłam, teraz to ugotuję – gadałam do siebie, oraz do składników porozkładanych na blacie w kuchni. Przygotowanie kolacji potraktowałam całkiem serio, więc postanowiłam, że upiekę kaczkę według doskonałego przepisu pani Genowefy, oraz upiekę tort. Taak, całkiem ambitne zadanie!
- Więc teraz cię natrę przyprawami i nadzieję pomarańczami – powiedziałam do mięsa leżącego w brytfance.
- No nie wiem, wolałbym czymś innym – powiedział James (oczywiście mam nadzieję, że to nie odnosi się do nadziewania, tylko do przyprawiania…).
- Boże, James! Nie zachodź mnie od tyłu! – zawołałam, łapiąc się za serce. Oczywiście, w przenośni. No, nieważne.
- Myślałem, że tak lubisz – odparł, mówiąc zupełnie nie na temat. Zbok.
- Przestraszyłeś mnie, kretynie – dodałam do mojej wcześniejszej wypowiedzi, wracając do przyprawiania mięsa – Czemu się skradasz? – zapytałam podejrzliwie.
- Wróciłem do domu, przyniosłem ci zakupy, a ty nawet nie zauważyłaś, że wszedłem. Rozmawiałaś z kaczką – odparł, spoglądając na truchło.
- Lubię pogadać z kimś na poziomie – zarzuciłam dowcipem, łehehe, normalnie boki zrywać (ekhm, nie).
James wzruszył ramionami i wyszedł z kuchni, uprzednio zabierając paczkę ciastek.
- Nie zjedz wszystkich, zobaczysz ta kaczka będzie wyśmienita! – krzyknęłam jeszcze za kierującym się na piętro mężem.


Megan z partnerem mieli przyjść na 19, więc po 18 już miałam nakryty stół, ogarnięty dom, oraz co najważniejsze – ja się wyszykowałam.
- Możesz mi zapiąć suwak? – zapytałam Jamesa, podchodząc do niego z rozpiętą na plecach sukienką.
- Nowa? – zapytał, przyglądając się zielonej kiecce i zapinając złoty suwak.
- Jasne, że taaak – odparłam, okręcając się wokół osi i pokazując jak fałdy fajnie falują przy ruchu – Ładna prawda? – zapytałam, zakładając małe, złote kolczyki.
- Ładna jesteś ty, moja ruda żono – powiedział James, przelotem całując mnie w policzek – Naprawdę muszę zakładać krawat? – zapytał, stając przed lustrem.
- Jak ja się odstawiłam, to ty też możesz. Zresztą, czy już ci mówiłam, że strasznie mnie pociągasz w krawacie? – zapytałam, próbując nadać swojemu głosowi seksowne brzmienie. I chyba mi się udało, bo J zaczął wiązać krawat z werwą.
Założyłam jeszcze balerinki i zajrzałam do piekarnika, danie pachniało bosko, więc miałam nadzieję, że będzie równie dobrze smakować. W momencie gdy nalewałam wodę do dzbanka, odezwał się nasz irytujący, świergoczący dzwonek.
- Otworzę! – wrzasnęłam, bo James gdzieś polazł.
Na progu stała moja ulubiona – może dlatego, że jedyna, kuzynka Megan.
- Witaj, Ruda Nimfo! – zawołała i mnie przytuliła.
- Czołem, Ruda Kokoto! – odparłam. Taa, nasze stare przezwiska, z czasów gdy nie do końca rozumiałyśmy co oznacza słowo kokota… Cóż no, wytłumaczę to tym, że usłyszałyśmy to słowo z ust takiej starej sąsiadki i tak nam się spodobało, że potem ciągle mówiłyśmy, że jesteśmy kokotami. Co teraz brzmi strasznie.
- A gdzie jest twój chłopak? – zapytałam rozglądając się po podwórku, ponieważ Megan przyszła sama.
- Będzie za chwilę, widzisz, ja jechałam samochodem i chociaż były korki, to zdążyłam na czas, a on, chociaż dostaje się wszędzie tym waszym sposobem to i tak się spóźnia – odparła Meg, wchodząc do holu i rozbierając się z płaszcza.
- Naszym sposobem? – zapytałam podejrzliwie. Bo przecież Meg nie wie, usunęliśmy jej niektóre wspomnienia po weselu!
- Och, Lil, doskonale wiem, że jesteście tymi, no… magami, hokus- pokus, te sprawy – powiedziała beztrosko, zasiadając na kanapie. Trochę zszokowana, klapnęłam ciężko na miękkim siedzisku.
- To znaczy, że twój chłopak jest czarodziejem? – zapytałam, jakże inteligentnie. Merlinie, brawo ja!
- No tak – odparła i wstała, żeby przywitać się z Jamesem – Cześć, czarodzieju! Jak zwykle przystojny… - powiedziała. J zaśmiał się nerwowo i na mnie spojrzał.
- Ona wie – wyszeptałam, stając obok Rogacza.
- Aaa, to super, cześć Megan, świetnie wyglądasz – dodał J – A gdzie jest twój chłopak?
- Zaraz będzie – odparła i w tym momencie usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
Podeszłam do drzwi i z rozmachem je otworzyłam.
- Severus?! – zawołałam.
- SNAPE?! – wydarł się głośniej James.
- Cześć, misiaczku – powiedziała Megan, i tym tekstem mnie rozłożyła na łopatki.
- O mój Boże – wyszeptałam, przyjmując od Sev’a bukiet kwiatów i patrząc jak się wita z Jamesem (myślałam, że zmiażdżą sobie dłonie), oraz jak całuje Megan w policzek.
- No dobra, to jest dziwne – zaczęłam, zapraszając ich do salonu – Od kiedy jesteście razem? – zapytałam. W końcu doskonale wiedziałam gdzie się poznali, ja się do tego przyczyniłam!
- Od miesiąca – odparł Severus, uśmiechając się (!!). On się często nie uśmiecha! Merlinie!


Z dziennika Jamesa Pottera
- Od miesiąca – powiedział uśmiechnięty Snape. Szczerze mówiąc, byłem w szoku. Bo kuzynka Lily, jest ładną, seksowną dziewczyną i pytanie brzmi: co ona robi z takim wypłoszem?! Jasne, Snape mi pomógł z Lily, ale ugh, nie polubię go z dnia na dzień, ok.?
- Dzisiaj jest prima aprilis – wyszeptałem do Lily. Wieeem, to było niegrzeczne – Myślisz, że z nas żartują? – zapytałem, gdy zobaczyłem, że Megan przytula się do Smarkerusa.
- Myślę, że nie żartują – odparła, również szeptem Lily – To co, zapraszam do stołu – dodała, wskazując na kuchnię.


Po kolacji znowu zasiedliśmy w salonie i popijaliśmy wino.
- Opowiadaj, masz mi powiedzieć wszyściuteńko – powiedziałam do Megan, siadając obok niej i obserwując jak James wykłóca się z Severusem, na jakiś dziwny temat – gadali o Zmutowanych Szarańczach, nowym zespole grającym hard metal. Severus był zachwycony, a James zażenowany.
- No co mam ci powiedzieć, doskonale wiesz, że gustuję w bladych kolesiach, z ziemistą cerą – odparła Meg, spoglądając na Sev’a – Od razu wydawał mi się taki mroczny, ale zarazem skrzywdzony – wiesz, że mam słabość do takich osób. W dodatku, on ma naprawdę niezłe ciało – dodała szeptem.
Spojrzałam na Severusa z niedowierzaniem. Chyba musiał pakować po kryjomu, bo raczej nigdy bym nie pomyślała, że pod tymi za dużymi czarnymi szatami, kryje się fajne ciało. Ale kto wie? No dobra, Megan wie…
- To już do tego doszło? – zapytałam zszokowana. Ale ona jest szybka!
- I to nie raz – odparła, z tajemniczym uśmieszkiem. O ludzie! Chyba wolałam tego nie wiedzieć! – W dodatku był prawiczkiem, uwierzysz w to? Chociaż, z tego co mówił, to zrozumiałam, że od zawsze czekał na ciebie… - dodała spoglądając na mnie z uwagą.
- Ekhm, możliwe – odparłam i wypiłam spory haust wina – Jednak w moim przypadku, to James był mi przeznaczony.
- I bardzo dobrze! – odparła zadowolona Meg – Dzięki temu mam swojego Severuska – dodała i uśmiechnęła się w jego stronę. Aż mi się niedobrze zrobiło. Severusek, uwierzycie?!
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa – powiedziałam szczerze.
- Ja się cieszę bardziej – odparła Megan i zaśmiała się z mojej miny.


- No dobra, to było dziwne, nie sądzisz? – zapytał James, gdy już zamknęliśmy drzwi za naszymi gośćmi.
- To było tak dziwne, że aż muszę się napić – odparłam i nalałam sobie trochę wina do kieliszka – W życiu bym nie powiedziała, że moja kuzynka zwiąże się z Severusem Snapem!
- W życiu bym nie powiedział, że Smarkerus zwiąże się z kimkolwiek, zaliczając do tego gnomy i sklątki tylno wybuchowe – odparł James, czym mnie rozśmieszył. Jejku, chyba nie powinnam się śmiać z przyjaciela i kuzynki, ale lepiej się śmiać, niż płakać, prawda?
- Megan powiedziała, że chcą zamieszkać razem – dodałam, wkładając naczynia do zmywarki. Wiem, zaklęciem umyłabym je raz - dwa, ale takie mugolskie przyzwyczajenia niełatwo wyplenić – Chcą wynająć mieszkanie w Londynie, Meg będzie miała blisko na uczelnie, a Severus znalazł pracę jako Zastępca Mistrza Eliksirów u Munga.
- Dziwnie się czuję to mówiąc, ale to dobrze, że znalazł szczęście, a jeszcze lepiej, że odczepił się od ciebie – powiedział James, chowając resztki jedzenia do lodówki. Przewróciłam oczami i przytuliłam się do szerokich pleców Rogacza.
- Doskonale wiesz, że nie zmieniłabym cię na nikogo innego – wyszeptałam w jamesową szyję.
- Dobrze to wiedzieć, ale i tak bym ci na to nie pozwolił – odparł James i odwrócił się do mnie – A teraz, pokażę ci jakbym cię zatrzymał, wykorzystując do tego krawaty – dodał, z diabelskimi ognikami w oczach.

Następny poranek był dosyć nerwowy - przez „zabawy” krawatami, zaspaliśmy i spóźniliśmy się na zajęcia.
- Jeleniowaci, wyglądacie na zmęczonych – powiedział Scott, przejmując nasze przezwisko od Syriusza.
- Właśnie, co robiliście? – zapytał ciekawsko Syriusz.
- Nie twoja sprawa – odwarknęłam, poprawiając spadający z ramienia sweter – A ty co robisz z Dorcas po nocach? – zapytałam, robiąc sobie koka vel cebulę na głowie.
- Ahaa, czyli jedliście czekoladę w łóżku? – zapytał Black. Spojrzałam na niego i szybko przytaknęłam. Cóż, lepiej żeby nie drążył tematu…
- Scott, daj skopiować notatki – powiedział James.
Dalszą część dnia mogę opisać jako wytężoną naukę, uciekanie przed zabójczymi zaklęciami oraz powrót do domu i błogie lenistwo. Niestety tylko przez godzinę, później wróciła szara rzeczywistość – trzeba było zrobić pranie i ugotować obiad na następny dzień. Dorosłość jest zła!

*** 

Dodaję rozdział dzień wcześniej - jutro nie będę miała czasu.
SPOJLER: właśnie piszę pierwszy rozdział o Harrym. Oczywiście o nienarodzonym Harrym. Więc za 10 rozdziałów - pojawi się! Chociaż w radosnych wzmiankach^^ lecz jeszcze nie cieleśnie.
A teraz, żeby sobie poprawić nastrój idę oglądać The Vampire Diaries (wiem, że jestem na to za stara, ale Damon przeleć wreszcie tą Elenę, może jej wrócą wspomnienia! xD)

2 komentarze:

  1. o nie! o nie! nie mogłaś mi tego zrobić!!!! znowu ON!!!! ale dobra wybaczam dzięki temu krawatowi (nwm jak to się pisze xDD) :D no i oczywiście z niecierpliwością czekam na za 10 rozdziałów na Harry'ego hihihi

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.