piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 58 „Ocal siebie”



Z różowego notatnika Dorcas Meadowes – Black
W końcu nadszedł ten wyczekiwany przeze mnie dzień! Otwarcie mojego salonu magismetycznego „Ocal siebie”. Zapewne myślicie skąd taka nazwa? To całkiem proste – poprzez ocalenie siebie, mam na myśli ocalenie swojego wizerunku i wyglądu. 
Bo w końcu co jest najważniejsze? Oczywiście, że ładny wygląd! Niech wam nie dadzą wmówić, że jest inaczej – wnętrze człowieka? Pfff. Jego charakter? Pfff! Wygląd, to jest to! Bo niby z jakiego innego powodu byłabym żoną Blacka? Bo jest przystojniakiem!
No dobra, to nie jest prawda. Wygląd jest ważny, ale uwaga! Nie najważniejszy. Są ważniejsze rzeczy, zapewniam was.
Jednak jako wykwalifikowana magismetyczka, muszę wmawiać ludziom, że wygląd to najważniejsza sprawa – w końcu będę na tym zarabiać.
Także, masz zmarszczki pod oczami?
Rozstępy?
A może chcesz mieć ładne paznokcie?
Przyjdź do „Ocal siebie” i cóż, ocal swój wygląd!!
Jestem mistrzem reklamy!


Otwarcie salonu Dorcas „Ocal siebie” było naprawdę sporym wydarzeniem na Pokątnej. W okolicy gabinetu kręciły się kobiety i czekały na otwarcie podwoi.
Dorcas kręciła się po salonie i co chwilę coś poprawiała.
- Podoba się wam? – zapytała i spojrzała na nas dosyć groźnie. Nikt nie śmiał się jej postawić, zresztą po co? Ten salon był po prostu doskonały i ona dobrze o tym wiedziała!
Urządzony w jasnych barwach, z przeróżnymi kącikami – do manicure, pedicure, oddzielnymi pokojami do przeróżnych zabiegów i masaży, ze świetną recepcją i przystępnymi cenami. Jestem pewna, że to będzie hit na Pokątnej!
- Czekoladko, jest świetnie, otwieraj i miejmy to z głowy – powiedział, jak zwykle głupkowato Black. Dorcas wciągnęła powietrze w płuca i otworzyła drzwi.
- Witamy w Salonie Magismetycznym „Ocal siebie”! – powiedziała do kobiet przepychających się w drzwiach.

Z dziennika Mary McDonald
Otwarcie salonu było niesamowitym doświadczeniem. W życiu nie widziałam tylu zadowolonych kobiet i dziewcząt w jednym miejscu! Dorcas i jej ekipa magismetyczek działały cuda!
- Trochę tu nudno – powiedział Regulus – Dookoła same baby i mój brat – idiota zadowolony z manicure’u – dodał, spoglądając na Syriusza, któremu to Dorcas robiła „manicure dla panów” – taak, oferta dla mężczyzn też była bogata!
- Dorcas jest zadowolona z tego, że ją wspieramy – odparłam całując chłopaka w policzek – Rozchmurz się, bo wszystkie klientki wystraszysz – dodałam, uśmiechając się, gdy tylko oblicze bruneta się rozchmurzyło.
- Alarm! Remus na szóstej – powiedziała Lily podchodząc do nas i odciągając nas w stronę pokoju zabiegowego – Weźcie się tak nie obnoście ze swoim szczęściem – dodała i poszła przywitać się z Remusem, który gawędził z Jamesem.
- Może powinniśmy się ulotnić? – zapytałam, spoglądając zza drzwi na blondyna. Wyglądał kiepsko, poczułam paskudne wyrzuty sumienia.
- Po angielsku – dodał Regulus, złapał mnie za rękę i teleportowaliśmy się.

Z dziennika Jamesa Pottera
Stałem jak kretyn w miejscu stricte przeznaczonym dla kobiet (i może dla Syriusza) i czułem się głupio. Popijałem szampana i patrzyłem na podekscytowaną Lily, latającą po salonie i oglądającą jakieś kosmetyki i przeglądającą ofertę.
- Cześć – powiedział jakiś cichy głos.
- Remus, brachu! – zawołałem i walnąłem po plecach – Nawet nie wiesz jak się cieszę, że tu jesteś, można oszaleć z tymi babami… - dodałem, spoglądając na jakąś kobitkę piszczącą i oglądającą swoją twarz. Wow, Dorcas działa cuda! Wcześniej wyglądała gorzej… Oczywiście ta kobieta, nie Dorcas. No, nieważne.
- Taaa – westchnął Remus, biorąc kieliszek alkoholu ze stolika – Co słychać? – zapytał.
- Co słychać? To chyba ja powinienem się zapytać co u ciebie? Nie odzywałeś się już dłuższy czas… - odparłem – Mówiłem, że będziemy z tobą przy pełniach, tak jak w Hogwarcie – dodałem, gdy zauważyłem nową bliznę na policzku przyjaciela i przypomniałem sobie o ostatniej pełni księżyca.
- Nie ma o czym mówić, nie była to najgorsza pełnia w moim życiu. Cześć Lily – powiedział już trochę radośniejszym głosem.
- Witaj, Remusie – powiedziała i pocałowała go w policzek – Co słychać?
- Jakoś leci, dostałem pełen etat w Gringottcie, przeprowadziłem się do niedużego mieszkania na Pokątnej, jest nieźle – odpowiedział – A co u was?
- Och, wszystko po staremu. Pracuję w sekretariacie Biura Aurorów i jest świetnie – powiedziała Lily – Gorzej, że James tak długo przesiaduje w pracy, ale co ja na to poradzę? – dodała z uśmiechem.
- Gdy skończymy tą sprawę, będę wracał o wiele wcześniej – wtrąciłem – Namierzyliśmy dwóch Śmierciożerców – wyjaśniłem Remusowi. Skinął głową i powiedział, że pójdzie pogratulować sukcesu Dorcas.
- Nadal się nie pozbierał – zauważyła Lily, patrząc z troską na Lunatyka.

Z dziennika Syriusza Blacka
O Morgano, moje paznokcie nigdy nie wyglądały tak dobrze! Byłem dumny z Czekoladki i jej umiejętności. Chociaż gdy zaproponowała mi depilację męską – stchórzyłem. Jestem przystojniakiem włącznie ze zbędnym (według Dor) owłosieniem.
- Co tam Wiewióro, zajadasz orzeszki? – zapytałem, sam podśmiewając się z tego co powiedziałem. Co w gruncie rzeczy jest głupie, ale dobra.
- Taa, kocham orzeszki – odparła, przewracając oczami – Pokaż pazury – dodała.
Wyciągnąłem dłoń przed siebie i pokazałem jej efekty.
- No nieźle, nigdy nie miałeś tak czystych paznokci…. – powiedziała, śmiejąc się z mojej obrażonej miny. To Wiewiór przebrzydły!

Z dziennika Remusa Lupina
Po przywitaniu się ze szczęśliwą i dumną z siebie Dorcas, pokręceniu się po tym zatłoczonym miejscu, postanowiłem że wrócę do mieszkania. Ostatnio nie lubiłem tłoku.
Od zerwania widziałem Mary dosłownie trzy albo cztery razy, jednak nigdy wcześniej nie wyglądała tak ładnie jak dzisiaj. Myślałem, żeby do niej podejść i porozmawiać, ale zauważyłem, że jest z nią Regulus.
Nikt z moich „przyjaciół” nie powiedział mi, że blondynka nadal spotyka się z tym Ślizgonem!
Byłem tym załamany, myślałem, że zerwała ze mną, żebym przejrzał na oczy, postarał się ją odzyskać. A wychodziło na to, że spotyka się z bratem Syriusza.
Wyjąłem butelkę whisky z szafki w kuchni.
- Życie jest do dupy – stwierdziłem i poszedłem pijąc z gwinta do sypialni.


- Martwię się o Remusa – powiedziałam, gdy wróciliśmy do domu i szykowałam kolację – Nadal jest smutny – dodałam kładąc na stół talerz z kanapkami. Niestety ale ostatnio moja inwencja twórczo - kulinarna była słaba.
- Poradzi sobie, Remus zawsze musiał wszystko przetrawić – odparł James, wpychając sobie kanapkę do ust – Nie martw się, pogadam z nim – dodał.


Sierpień powoli się kończył, co przyczyniało się też do coraz gorszej pogody. Jesień nadchodziła i odczuwało się to coraz bardziej.
- Udało się? – zapytałam gdy James, Syriusz oraz Scott weszli do sekretariatu w Biurze Aurorów. Pod wodzą Starszego Aurora Brooksa rozpracowywali miejsce pobytu dwóch Śmierciożerców. Cały dzień się zamartwiałam – James pierwszy raz uczestniczył w akcji, a przecież wiadomo, że Śmierciożercy to nie są słodkie kotki - znają czarną magię i ją wykorzystują.
- Udało – potwierdził James i potarł policzek – Masz dyptam? – zapytał, rozcierając sobie krew po całym policzku – miał na nim paskudne rozcięcie.
- Pewnie – odparłam i zaczęłam grzebać w torebce – Usiądź, oczyszczę to i przemyję eliksirem – dodałam – Wy też siadajcie, nie wyglądacie najlepiej – zwróciłam się do Syriusza i Scotta.
- Ważne, że złapaliśmy Poszukiwanych – westchnął Syriusz i spojrzał na swoje poparzone dłonie – Ale to paskudnie wygląda…
I tak z sekretarko-aurorki, zamieniłam się w pielęgniarkę. Dyptam błyskawicznie zadziałał i faceci wyglądali trochę lepiej.
- Co się działo? – zapytałam.
- Cóż, Scott jest fajtłapą i gdy bezszelestnie weszliśmy do domu w którym się ukrywali, przewrócił stojak na parasole – powiedział James patrząc z pretensją na chłopaka – Wypadli z pokoju i zaczęli w nas rzucać klątwami, rozwalili zaklęciem drewnianą komodę i tak właściwie to ona nas tak urządziła. Aaa, no i Syriusz dostał zaklęciem parzącym – dodał, spoglądając na już trochę lepiej wyglądające przedramiona Łapy – bąble zniknęły i skóra zrobiła się lekko różowa.
- Jak na pierwszą akcję, poszło nam dobrze – stwierdził Scott i dodał – Macie tu może coś do żarcia? Kiszki mi marsza grają.
Kiwnęłam głową i skierowałam się do aneksu kuchennego po ciasto dyniowe.
- Już wróciliście? – zapytał szorstko Moody, wychodząc ze swojego gabinetu – I jak poszło? – dodał, biorąc z talerza kawałek ciasta.
- Świetnie, szefie – odparł Syriusz – Śmierciożercy złapani i czekają na osądzenie – dodał.
- Doskonale – stwierdził Szalonooki – Wyśmienite ciasto, pozazdrościć tak zdolnej żony, Potter – dodał, kiwnął głową i poszedł z powrotem do swojego biura.
- Zguadzam siee doble ciachsto – powiedział Scott z zapchaną buzią. Chyba widzę tu wpływ Łapy…
- Już po 16, wracamy do domu? – zapytałam Jamesa.
- Wracajcie, ja napiszę protokół. O ile zostawisz mi resztę ciasta... – wtrącił się Scott.
Przyniosłam z aneksu więcej ciasta i zostawiliśmy go nad papierami. Jesteśmy okropni.

- Jestem wykończony – powiedział James, gdy już wróciliśmy do domu – Dobrze, że jutro sobota – dodał, wkładając do mikrofalówki wczoraj przygotowany obiad – lazanie.
- To sobie odpocznij, usiądź – odparłam i zaprowadziłam J do krzesła – Co będziemy robić w weekend? – zapytałam, masując mu ramiona. Spięty był na maxa.
- Odpoczywajmy, najlepiej nie wychodźmy z łóżka – powiedział i westchnął – Ale chyba jeszcze czeka mnie spotkanie z Lunatykiem.
- To chyba fajnie? – zapytałam. W końcu to nasz przyjaciel, spotkanie z nim powinno być przyjemnością.
- Jasne, że fajnie, ale ugh, tak długo przeżywa rozstanie z Mary! Otrząsnął by się, poszukał nowej dziewczyny – odparł.
- Gdybym ja z tobą zerwała, a raczej chciała wziąć rozwód, to też od razu szukałbyś sobie nowej dziewczyny? – zapytałam, mocniej ugniatając mu ramiona. Faceci i ich pomysł – system klin klinem nie zawsze się sprawdza!
James spojrzał na mnie spode łba.
- Mamy zupełnie inną sytuację, my się kochamy i nigdy by mi do głowy nie przyszło zdradzanie cię, a tym bardziej szukanie innej kobiety – zapewnił mnie.
- Dobrze to wiedzieć – odparłam ze śmiechem, całując go w czubek głowy. Mikrofala zapiszczała – Obiad gotowy – stwierdziłam i nałożyłam jedzenie na talerze.


***

Witam :) Popijając kawę, jedząc pierniczki i słuchając w kółko "Last Christmas" skończyłam piekielny rozdział 67. Niestety jest do dupy, ale jest! 
Nie wiem jak to będzie z rozdziałami przed Świętami, biorąc pod uwagę, że wszelakie przygotowania do tych paru dni obżarstwa spoczywają głównie na moich barkach... 
No i miniaturka świąteczna! Będzie :) Tylko muszę ją poprawić.
Tak w ogóle przeżyłam ostatnio chwilę grozy - woda sikająca ze ścian o mało nie zalała mi laptopa i moich cennych plików na nim! Miałam niezłe atrakcje - pożar w bloku. Masakra, myślałam, że będę musiała pakować koty do klatki i gdzieś uciekać :) Z klatką z dwoma kotami i laptopem pod pachą, jak sobie to wyobrażam to się śmieję  :D Widziałam przystojnego pana Strażaka, ale no mówię wami, taki że go schrupać :) 
Więc nowego rozdziału oraz miniaturki możecie się spodziewac może w niedzielę? Poniedziałek? 
Pozdrawiam, i oczywiście dziękuję za komentarze!

2 komentarze:

  1. Z tego tytułu wywnioskowałam że będzie jakaś akcja i ktoś będzie umierał xD hahaha ale miło się zaskoczyłam :D Fajny rozdział ;) Do następnego

    OdpowiedzUsuń
  2. ej ja też chce manicure xDD tylko pozazdrościć Blackowi ;) gratuluję chłopcy udanej misji i powtarzam po raz kolejny chce Harry'ego !!!! :D czekam na next :**

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.