- Zaraz mnie szlag trafi –
wyszeptałam. Utknęłam! Sama! W jakiejś niewiarygodnie małej salce, gdzieś na
siódmym piętrze!
Zapytacie, jak ja to
zrobiłam?
To bardzo proste – uciekałam
przed pewnym kretynem.
- Evans, gdzie jesteś?! –
zapytał pewien irytujący głos.
Właściwie nie wiedziałam co robić,
zacząć krzyczeć i błagać, żeby mi pomógł wyjść, czy może siedzieć cicho i co
tam, najwyżej tu zginę marnie, może kiedyś znajdą moje zwłoki.
Tak to jest, jak się łazi po
Hogwarcie bez różdżki!
- Tu jestem! – wrzasnęłam i
walnęłam w zaryglowane drzwi. Usłyszałam przekleństwo, kopnięcie i po chwili do
ciasnego pomieszczenia wpakował się mój odwieczny (no dobra, sześcioletni) wróg
numer 1 – James Potter.
- Uważaj, nie pozwól zamknąć
się tym!… - zaczęłam, ale huk zamykanych drzwi mi przerwał.
No super!
Pięknie!
- Potter, weź tą łapę z
mojego ramienia – wysyczałam, próbując przyjąć jakąś odpowiednią pozę.
Bo to pomieszczenie,
schowek, czymkolwiek to było, miało może z metr na metr.
A teraz siedzą w nim dwie
osoby.
Siedzą, to złe określenie.
Stoją przyciśnięte do siebie i prawie dyszą sobie w twarz.
- No, witaj śliczna –
powiedział Potter, głupio się uśmiechając i czochrając sobie włosy.
- Spadaj, pacanie – odparłam
i spojrzałam na niego z małą nadzieją. Dobra, nie małą – wielką! – Masz różdżkę?
– zapytałam.
Chłopak spojrzał na mnie i
pokręcił głową.
O Merlinie!
- Utknęliśmy! – krzyknęłam i
spróbowałam się odwrócić od chłopaka. Ale nie miałam miejsca! Właściwie stałam
przyciśnięta do niego i czułam się coraz gorzej.
- Mam dzisiaj szczęście –
oznajmił chłopak i oparł się dwoma rękoma o ścianę za mną. Właściwie uwięził mnie
swoim ciałem.
Przełknęłam głośno ślinę i
spojrzałam na niego.
- I co by tu teraz zrobić? –
zapytał, lekko się do mnie przybliżając.
- Odsuń się – wyjęczałam i
spróbowałam przejść pod jego ramieniem.
Gorzej, że nie było gdzie przejść.
- Widzisz Evans, los chce
żebyśmy byli razem – wyszeptał mi chłopak do ucha i lekko pocałował mnie w
szyję. O nie!
- Odsuń się – wyjęczałam,
gdy zaczął ustami sunąc po mojej szyi.
- Czemu miałbym to zrobić? –
zapytał. Zadrżałam lekko. Czułam się pokonana – Przyznaj Evans, podoba ci się –
wyszeptał mi na ucho i przyciągnął mnie jeszcze bliżej do swojego ciepłego
ciała.
Umięśnionego – pomyślałam,
gdy objęłam go ramionami. Mimowolnie!
- Z tobą jest pewien
problem, twoje ciało jak najbardziej mnie chce, lecz umysł się buntuje – dodał,
całując mnie w kącik ust – Chciałbym, żebyś cała mnie chciała…
Drgnęłam nerwowo i zagryzłam
usta. Dłużej nie mogłam odwracać wzroku.
Stało się.
Spojrzałam mu w oczy.
Te niewiarygodne oczy,
koloru orzechów włoskich. Przepiękny brąz ze złotymi plamkami.
Przepadłam.
- Dobra, spróbujmy –
wyszeptałam i przysunęłam się do chłopaka.
Po chwili poczułam jego usta
na swoich.
Było to cudowne uczucie.
- Moment – wyjęczałam, gdy w
końcu przerwał. Chociaż mógł nie przerywać…
Spojrzał na mnie.
- Podoba ci się – powiedział
oskarżycielskim tonem. Zarumieniłam się – Nie martw się, mi też się podobało –
dodał i znowu się do mnie przybliżył.
Teraz już tylko czułam
chłodną ścianę na plecach i gorące ciało chłopaka.
- Evans… - zaczął, jednak mu
przerwałam.
- Lily – wtrąciłam i
poczułam, że się rumienię. Brunet uśmiechnął się drwiąco.
- Boli cię to „Evans”,
prawda? – zapytał – Więc, Lily, doszliśmy do jakiś wniosków. Obojgu nam podoba się całowanie ze sobą. Może zrobimy inny eksperyment? – zapytał.
Po chwili poczułam jego rękę
sunącą pod moją bluzką.
- Przestań – wyjęczałam, gdy
poczułam, że niebezpiecznie zbliża się w rejony zapięcia od stanika.
- Na to za wcześnie –
stwierdził i poprawił mi włosy – To co, kiedy idziemy na randkę? – zapytał,
jakby nigdy nic.
Cholera.
- Niedługo są Walentynki –
dodał.
Skinęłam głową.
Czułam się pokonana, ale dziwnie
podekscytowana.
***
- Tutaj są! – usłyszałam głos
Blacka. Siedzieliśmy w tym pomieszczeniu już od dobrych czterech godzin, które
to przeznaczyliśmy na rozmowę.
I od czasu do czasu, na
pocałunki.
- Cześć – powiedział Black,
stając w otwartych drzwiach – Evans wyglądasz jakbyś robiła coś niegrzecznego…
- dodał, mając zapewne na myśli moje potargane włosy i zarumienione policzki.
Oraz wygniecioną koszulkę.
- Spadaj – wysyczałam i
szybko pobiegłam w stronę Wieży Gryffindoru.
***
- Plan zadziałał? – zapytał Syriusz,
gdy wolno wracaliśmy do Pokoju Wspólnego.
- W stu procentach –
odparłem, przypominając sobie napierające na mnie ciało ukochanej – Spędzimy razem
Walentynki – dodałem dumny.
- To trzeba ułożyć nowy plan
– odparł Łapa.
***
- Co my tu robimy? – zapytała
Lily ze śmiechem. Był już koniec czerwca, naszego ostatniego roku nauki w
Hogwarcie.
- Przypominamy sobie nasze
początki – odparłem, zatrzaskując drzwi w ciasnym pomieszczeniu.
Tym razem miałem różdżkę.
I nowy plan.
Zaręczynowy.
***
Witam!
Usiadłam do napisania nowego rozdziału, a powstało coś takiego. Nie wiem czy jest to dobre, zupełnie nie jest powiązane z tym opowiadaniem! Po prostu, taki twór :) - byle nie potwór...
Chcecie więcej takich miniaturek? Mam jeszcze parę pomysłów, mogłabym czasem coś dodać :)
Miniaturka jest świetna. Jeśli masz takie pomysły to pisz dalej. Historia urocza tylko wydaje mi się, że za szybko wszystko jest opisane. Nie można się nacieszyć historią, ponieważ już się kończy. Na pewno będzie coraz lepiej więc nie zniechęcaj się xD
OdpowiedzUsuńej to jest fajne :D musisz pisać takie częściej ;) mam wrażenie że strasznie długo mnie tu nie było więc lece czytać kolejny rozdział :*
OdpowiedzUsuń