sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 39 Wakacje



 Mam wolną chwilę, więc dodaję rozdział. Miłego czytania!

***

Wracając z plaży, zrobiliśmy zakupy w mugolskim sklepie. Syriusz był naprawdę szczęśliwy, kupił wielki zapas chipsów i napojów gazowanych. Reszta postawiła raczej na zdrową żywność, jednak Dor nie byłaby sobą, gdyby nie wrzuciła do koszyka na zakupy paru tabliczek czekolady.
- Ale mnie bolą plecy – wyjęczałam wieczorem, kładąc się na łóżku, na brzuchu i rozpinając stanik.
- Mówiłem, żebyś się zakryła – odparł James tonem „wiem-wszystko-najlepiej” i lekko dotknął moich, zapewne czerwonych pleców – Ale ciepłe!
- Ałaaa, weź ich nie dotykaj! – wysyczałam – Albo nie, posmaruj je kefirem – powiedziałam, przypominając sobie stary sposób mamy.
- Po co mam cię smarować jakimś jogurtem? – zapytał James, robiąc zdezorientowaną minę.
- To mi przyniesie ulgę – odparłam, ciężko wzdychając.
- Lily, ja wiem, że ty czasem zapominasz, ale jesteśmy czarodziejami i mamy eliksiry. Mama dała mi parę fiolek, zobaczę co mamy – powiedział J, a ja załamałam się swoją głupotą.
Po chwili James wylał mi jakiś cuchnący płyn na plecy i go lekko wmasował.
- Lepiej? – zapytał brunet, gdy zaczęłam mruczeć. Wiem, Wiewiórki nie mruczą…
- O wiele – odparłam, gdy poczułam, że plecy już mnie nie palą – Możesz masować dalej – dodałam, gdy J już zabierał ręce.
Dalszą część tego wieczoru przemilczę.


- To co dzisiaj robimy? – zapytała Mary. Wszyscy siedzieliśmy w kuchni i jedliśmy śniadanie. No, albo jak w przypadku Syriusza, chipsy.
- Wszystko, tylko nie opalanie – odparłam, poruszając obolałymi ramionami. Chociaż wczoraj James zaaplikował mi sporą dawkę eliksiru, skóra nadal mnie lekko piekła i miała brzydki, różowy odcień. Wyglądałam trochę jak ruda świnka. Co raczej nie brzmi zachęcająco.
- Może pochodzimy po mieście? Możemy zwiedzić stare miasto, pochodzić po sklepikach – zaproponowała Dorcas, oblizując łyżeczkę po Nutelli.
- Jestem jak najbardziej za – odparł James, która doskonale widział jak się męczyłam po tych słonecznych poparzeniach – Kupimy też krem z mocniejszym filtrem – dodał, mrugając do mnie.
- To kierunek: Starówka! – zapowiedział Syriusz.


Wyposażona w krem z filtrem 50 oraz nim wszędzie obsmarowana, raźno maszerowałam po Starym Mieście, oglądając śliczne kamienice oraz urokliwe zakamarki, starszej części Marbelli.
- Wejdźmy tam, proszęęę – wyjęczała Dorcas, wskazując na kolejny sklep z ciuchami. Postawiła sobie za punkt honoru, skompletowanie nowszej oraz ciekawszej garderoby letniej Mary. Blondynka nie była tym zachwycona, ale cóż, na Dorcas nie ma rady, trzeba się poddać jej tyrani i nie narzekać.
- Kolejny butik? – wyjęczał James, łapiąc mnie za rękę i odciągając od kolorowej witryny sklepu do której się zbliżałam – To my pójdziemy na lody, spotkajmy się tutaj za pół godziny! – krzyknął, i odciągnął mnie od szalejącej Dorcas, niezadowolonej Mary i zirytowanych chłopaków.
- Tego mi było trzeba – odparłam, gdy zamówiliśmy sobie malinowe sorbety – Ładna pogoda, świetne towarzystwo i smaczne lody – dodałam, gdy zaczęliśmy spacerować po porcie.
James zachowywał się trochę jak małe dziecko, zachwycał się wszystkimi normalnymi dla mugoli rzeczami. Statki, ciężarówki stojące przy dokach, maszyny budowlane, jachty. Reagował na to bardzo żywo.
- James, przestań się kręcić przy tym samochodzie, bo ludzie pomyślą, że chcemy go ukraść – syknęłam do chłopaka, gdy ten zatrzymał się przy nowiutkim modelu Royce Rolls’a i zaczął coś kombinować przy klamce.
- Nie myślałem, że mugole potrafią budować tak świetne maszyny – powiedział J, jeszcze oglądając się za czarnym cackiem – Chyba sobie taki kupię – dodał.
Spojrzałam na bruneta z niedowierzaniem.
- Po pierwsze, musiałbyś nauczyć się jeździć. Po drugie, mieć prawo jazdy. I po trzecie, mieć mnóstwo pieniędzy, ta marka jest ekstremalnie droga – odparłam, siadając na plaży na ciepłym piasku, który od razu dostał się pod moje szorty. Tak to jest z piaskiem – dostaje się wszędzie tam, gdzie nie chcesz żeby był. Ależ mądrości ludowe prawie…
- Ależ ty we mnie nie wierzysz! Jestem pewien, że jazda samochodem wcale nie jest taka trudna. A pieniędzmi się nie przejmuj, skrytka w banku którą dostałem od rodziców na 17 urodziny jest całkiem pełna – powiedział – Myślę, że wcale nie musielibyśmy pracować przez co najmniej dwadzieścia lat – dodał, po chwili namysłu.
Spojrzałam na Jamesa i pokręciłam głową.
- Rozpieszczony dzieciak – wyszeptałam.
- Wcale nie jestem rozpieszczony – odparł J – Hm, no może – dodał, widząc moją minę.
- Zresztą, ty nie jesteś lepsza, twój tata mi ostatnio mówił „Lily pokazała na coś palcem i od razu to dostawała” – zacytował, zabawnie naśladując gruby głos ojczulka.
Uniosłam brew do góry.
- Tak właściwie… hm, to rzeczywiście, też jestem rozpieszczona. Zadowolony? – odparłam, lekko uderzając Rogacza pięścią w ramię.
- Zadowolony – odparł z uśmiechem – Wracajmy, nasze pół godziny spokoju dobiega końca – dodał spoglądając na zegarek i pomagając mi otrzepać zapiaszczony tyłek.


Z dziennika Syriusza B.
Siedzieliśmy z Remusem, w przeraźliwym skwarze przed sklepem. Było niewiarygodnie gorąco, z jednej strony był to minus, spociłem swe boskie ciało i skalałem je niezbyt przyjemnym zapachem, ale z drugiej, laski w samych kostiumach kąpielowych chodzące po ulicach! Takich widoków nie uświadczy się w chłodnej Anglii, oo nie!
- Gdzie są ci Jeleniowaci? – wyjęczałem, wachlując się jakimś damskim pisemkiem Dorcas. Okładka była dosyć zachęcająca – mugolska dziewczyna w skąpej sukience. No i te artykuły „100 sposobów na zaspokojenie faceta”, „Jak upiec smaczne ciasto”, oraz „Ty i on, sposoby na romantyczny wieczór”.
- Spóźniają się dopiero 10 minut – odparł Remus, przeglądając jakąś ulotkę czy broszurkę. Ten wiecznie coś czyta!
- Ech, z babami tak zawsze! Jak już wlezą do sklepu, to tylko trolle by je przegoniły – powiedziałem, zakładając ręce na piersi. A co, mały foch na poprawę humoru!
- Idą – zauważył Lunatyk, wskazując na jedną z uliczek. Roześmiany Wiewiór był niesiony przez zadowolonego Rogacza. Gdyby mi ktoś powiedział na piątym roku, że będę świadkiem takich widoków, to bym mu nie uwierzył!
- Mamy dla was lody! – krzyknęła Evansówna, gdy James postawił ją na jej wiewiórczych nóżkach. Całkiem zgrabnych, tak swoją drogą.
- Omnomnomnom – powiedziałem, gdy wsadziłem sobie łyżeczkę lodowego przysmaku, do mej przystojnej jamy gębowej. Ale zaraz, przystojna jama gębowa? Głupio to brzmi. Ech, no, do ładnych ust? OK., więc, wsadziłem sobie łyżeczkę lodowego przysmaku do mych ładnych usteczek. Ponętnych, uściślijmy to.
- Gdzie to was zaprowadziły, wasze wiewiórcze i jelenie nóżki? – zapytałem, ciesząc się lodami i obecnością Wiewióry. Uwielbiam ją irytować.
- Spacerowaliśmy – odparła wyniośle, patrząc na mnie z niesmakiem. No, co ja znowu zrobiłem?
- Black, zamknij gębę jak jesz – dodała, wchodząc do sklepu, po którym to nadal buszowała ma słodka Czekoladka oraz Pijaczka Mary.
- Co to Rogaczu, nie zadowoliłeś naszej Wiewióry w nocy, że taka sykliwa? – zapytałem i sam się zaśmiałem, ze swojej genialnej wypowiedzi.
Mój najlepszy kumpel spojrzał na mnie jak na idiotę (chyba widzę tu wpływy Wiewióry!) i powiedział:
- Oczywiście, że zadowoliłem, jak zawsze.
Łohohoho, ktoś tu się chyba obrazi, a przecież to jest wiadome, że Pierwszym Obrażalskim w tym towarzystwie, jestem ja!
- Wyszły! – powiedział Remus z ulgą, patrząc na obładowane torbami, reklamówkami i innymi pakunkami nasze piękne dziewczęta.
- Syriuszu, chodź tutaj, nadasz się na coś, weź proszę te torby – rozkazała Czekoladka (już nie taka słodka, powiedziałbym nawet, że gorzka) i wręczyła mi swój cały majdan. Wiewiór nikczemnie zaczął zacieszac swoją wiewiórczą facjatę i wręczył Jamesowi jedną, skromną torebeczkę. Cholera, czemu trafiłem na zakupoholiczkę?
- To co, wracamy do domu na obiad? Te zakupy mnie wykończyły… - zapytała Mary, rozdzielając swoje torby pomiędzy siebie i Remusa.
- No, jestem głodna, zjadłabym śledzia – powiedziała Ruda Istota.
- Śledzia? – zapytała Dor, marszcząc brwi – Myślałam, że nie lubisz ryb.
Rudy lis pomyślał chwilę i powiedział:
- Wiem, ale jesteśmy nad morzem, więc zjedzmy jakąś rybę.
Jako, że wszyscy się jej boją (nie wiem czemu, chociaż, potrafi człowieka doprowadzić do płaczu - chociażby potarganiem układanych przez godzinę włosów) poszliśmy do jednej z nadmorskich knajpek.


Po obiedzie wróciliśmy do domu, Dorcas zarządziła, że musi nauczyć Mary dobierać jej odświeżoną garderobę, więc dziewczyny zamknęły się w pokoju, który to Mar dzieliła z Remusem.
Lunatyk, jak to on, coś sobie czytał, a Syriusz, uznał, że w końcu przestanie udawać skunksa i poszedł pod prysznic. Alleluja!
- Jaaames, pomasuj – poprosiłam, spoglądając zalotnie na Rogacza. OK., nie wiem czy to było zalotne spojrzenie, bo nie umiem tego ocenić nie patrząc na siebie, ale uznajmy, że takie było. Ale kręcę…
James zadowolony, wziął z łazienki balsam (chyba trzeba będzie kupić jakiś olejek, wiecie, żeby było profesjonalniej) i zaczął mi miło ugniatać plecy. Serio, chyba sprawdziłby się w zawodzie masażysty. Jednak wolę mu tego nie podpowiadać, jeszcze spodobało by mu się masowanie innych niewiast i musiałabym nasłać na niego Gang Rudych. A raczej by tego nie chciał… Nikt o zdrowych zmysłach, by tego nie chciał…
Więc wieczór był miły, było ciepło, ręce Rogacza delikatnie jeździły po moich, już nie obolałych plecach. Jednak spokój nie może trwać wiecznie.
- Jeleniowaci, co wy na to… Aaaa, oni się seksą! – Black wybiegł z pokoju, zasłaniając sobie oczy, tak szybko jak do niego wparował.
- Merlinie, co za kretyn – wyszeptałam w poduszkę, na której trzymałam głowę.
- Serio, seksicie się przy otwartych drzwiach? – zapytała Dorcas, stając we wcześniej wspomnianych wrotach spoglądając na nas, zza zasłoniętych dłońmi oczu – Syriuszu, oni się tylko masują! – ryknęła brunetka na cały dom i sobie poszła.
James zasiadł obok mnie na łóżku i zaczął się trząść ze śmiechu, a ja leżałam załamana.
- Otaczają mnie kretyni – powiedziałam, zapinając sobie stanik i szybko wkładając t-shirt. W końcu nie wiadomo, czy Pan B znowu nie wparuje do pokoju. A wolałabym sobie oszczędzić wstydu, gdyby zobaczył mnie topless.
Wyszliśmy z pokoju i skierowaliśmy się do kuchni, z której to było słychać głosy naszych przyjaciół.
- Już skończyliście? – zapytał Syriusz, idiotycznie się szczerząc. Merlinie, tak chętnie wybiłabym tą gablotę białych zęboli…
- I tak wytrzymuję dłużej niż ty, stary – odparł James.
Ouuu.
- Ostrooo – powiedziała Mary, na co się zaśmiałam.
- Ej no, przecież Syriusz wytrzymuje te dziesięć minut… - dowaliła Dorcas.
Black zabawnie się zapowietrzył i założył ręce na piersi. Każdy wie, co to oznacza.
- Foch? – zapytał Remus, śmiejąc się z obrażonej miny Syriusza.
Łapa tylko kiwnął głową i poszedł do swojego pokoju.
- Pomyślcie, jeżeli w przyszłości będziemy mieli dzieci i będą one miały więcej z Syriusza, to będę miała co najmniej dwie obrażające się panienki na głowie – powiedziała Dor, wpychając sobie do ust kawałek czekolady.
- Już ci współczuję – odparłam i włożyłam ogórek do miodu. Boże, jakie to smaczne!
Dorcas patrzyła z niedowierzaniem, na moją dziwną, ale smaczną przekąskę.
- To co robimy? – zapytałam – Wieczór jeszcze młody – dodałam melancholijnie.
- Może chodźmy na plażę? Zobaczymy zachód słońca! – zaproponował James, spoglądając jak oblizuję palce po miodzie.
- Może być, tylko wezmę bluzę – powiedziałam i wbiegłam po schodach do pokoju. Wyciągnęłam z komody dwie bluzy Jamesa(chociaż wyglądam w niej jak w kiecce) i zeszłam na dół.
Plaża o tej porze była zupełnie pusta. Byliśmy tylko my i szum morza.
- To będą świetne wakacje – zapowiedziała Mary i zaczęła brodzić w chłodnej wodzie.
Razem z James usiedliśmy na jeszcze ciepłym piasku i patrzyliśmy jak słońce powoli zachodzi za widnokręgiem. Było to piękny widok.
Zapamiętałam ten moment doskonale, bo po chwili pobiegłam w krzaki żeby zwymiotować. 


 ***
I proszę, są wakacje, nadal jest miło :) A ja już was straszyłam dramatami!
Chociaż, te pojawią się niedługo.
Właśnie, zrobiłam sobie małą rozpiskę rozdziałów i na razie wychodzą mi 74 rozdziały, ale co gorsza (lub wcale nie), to nie jest koniec.
Zaczynam dochodzic do wniosku, że powstanie jakiś straszny tasiemiec  :> 
Masakra, na początku zakładałam, że zamknę tą historię w góra 30 rozdziałach...
Ha, głupia ja!!
Więc, przygotujcie się, że to będzie trwało, i trwało, i trwało i chyba nigdy nie skończę tego opowiadania, bo żeby wszystko zawrzeć, przynajmniej to co chcę, to serio, zaczynam być coraz bardziej pewna, że dobrnę do setki... 
Dobra, bo już kręcę, miłej resztki weekendu, 
następnego rozdziału spodziewajcie się na początku tygodnia, zresztą uzupełnię ramkę "Powiadomienia", tam macie te ważniejsze informacje.





4 komentarze:

  1. Ocho czyżby nasza Wiewióra zaszła w ciąże ? Najpierw to dziwne jedzeni a potem wymioty. No chyba że się zatruła czymś. Bardzo cieszy mnie fakty że masz za,miar napisać tyle rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyżby Ruda była w ciąży?? Albo zaszkodził jej ten ogórek w miodzie. Rozdziałów pisz jak najwięcej, bo fajnie piszesz :3 A więc życzę weny i czekam na nexta :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ja to wiem, ty to wiesz i wszyscy to wiedzą że na świecie pojawi się Jelonek :D o Merlinie ale mam zaciesz hehe to jest super boskie niczym Black normalnie xD a pro po Blacka to uwielbiam jego punkt widzenia :: przystojny otwór gębowy leże i nie wstaje ;) jeszcze jak sie dowiedziałam że będzie co najmniej 100 rozdziałów to nie mogę przestać zębów suszyć xD jedyne co moge zrobić to podziękować ci za to że dzielisz się z nami swoim talentem ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. A i nie przyjmuje opcji że się zatruła :P jak to zrobisz to złamiesz mi serce :'(

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.