Po zapakowaniu kufra
niewiarygodną ilością rzeczy(dzięki ci Merlinie za zaklęcie powiększające!),
pokręceniu się po domu i pogawędce z mamą, w końcu do domu wrócił tata. I jak
to on, zajął się „męskimi” sprawami, czyli zaczął dłubać przy samochodzie.
James stwierdził, że musi się podszkolić z typowo mugolskich sprzętów i
przedmiotów, więc poszedł mu pomagać. Chociaż jestem pewna, że ta pomoc skończy
się na wypiciu co najmniej dwóch piw i obgadywaniu mnie i naszych znajomych.
- Właśnie dzwoniła Petunia,
powiedziała że jutro przyjadą i zostaną na weekend – poinformowała mnie mama,
gdy weszła do kuchni w której urzędowałam. Dawno nic nie gotowałam, w szkole
robiły to skrzaty, u Potterów Dorea, która dała mi zakaz na gary, ale u nas,
taaak, w końcu mogę się wyżyć kulinarnie! Więc postanowiłam, że upiekę sernik,
w końcu wszyscy lubią sernik. Bo, znacie kogoś, kto go nie lubi? Ja, nie.
- To świetnie – odparłam,
wyrabiając kruche ciasto – Vernon też zostanie? W końcu mówiłaś, że przejmuje
tą firmę ojca, co to oni produkują? – zapytałam.
- Świdry – odpowiedziała
mama, wsypując do gotowej masy serowej rodzynki – Vernon ich tylko przywiezie i
wraca. Jest strasznie zapracowany.
Mama zaczęła plotkować,
opowiadać co u rodziny i znajomych, a ja zaczęłam rozmyślać. Wszyscy mniej
więcej wiedzą co chcą robić w przyszłości. Petunia postanowiła, że zostanie
gospodynią domową i mamą na pełen etat, a zarabianiem pieniędzy zajmie się
Vernon. Dorcas chce za wszelką cenę otworzyć swój Salon Magosmetyczny na Pokątnej
i znając jej upór, na pewno jej się to uda. Mary uwielbia wszystkim pomagać, więc
jako magomedyk będzie świetna. Syriusz i James, to jest wiadome od dawna –
Aurorzy. Chociaż teraz, to będzie dosyć nudny zawód, Voldemort został pokonany,
z każdym dniem wyłapywani są najgroźniejsi Śmierciożercy. Chociaż, to może
dobrze, nie będę się tak o niego martwic. Z tego co mi wiadomo, to tylko ja i
Remus mamy niesprecyzowane plany na przyszłą karierę zawodową. Tylko, że Remus
ma dobry powód, obawia się, że z jego wilkołactwem nikt go nie będzie chciał
zatrudnić. A ja? Uch, po prostu jestem niezdecydowana!
- Lily, mówię do ciebie!
Wkładaj ciasto do piekarnika, zawołaj tatę i Jamesa, podaję kolację –
powiedziała mama, przerywając moje rozmyślenia.
Zeszłam do garażu i
zawołałam facetów na kolację. Ważne przemyślenia zostawiłam sobie na później.
- Cześć! – zawołała Petunia,
bezceremonialnie wkładając mi w ramiona śpiącego Dudleya. Jaki słodki grubasek!
– Lily, nie trzymaj go jak spleśniałej skarpetki, podtrzymuj mu główkę –
poinstruowała mnie siostra, odkładając na półkę swoją torebkę i miliony innych
przedmiotów przeznaczonych dla dziecka. Właśnie weszła do domu.
- Co tu tak śmierdzi? –
zapytał James, wchodząc do holu. Petunia tylko przewróciła oczami, pomachała do
odjeżdżającego Vernona i skierowała się do salonu. Poszliśmy za nią, ja ze
śmierdzącym Dudley’em na rękach i James ze zniesmaczoną miną.
- Trzeba go przewinąć –
powiedziała Petunia, rozkładając na środku salonu przewijak – Tak w ogóle, to
gdzie jest mama? – zapytała, biorąc ode mnie dziecko i zaczynając operację
rozbierania go z różnych warstw ciuszków i pieluszek.
- Wyskoczyła do sklepu –
odpowiedziałam, próbując nie zaglądać do brudnej pieluszki. Chyba zwymiotuję!
Co ten dzieciak je?!
- Wyjmij z tamtej torby –
powiedziała Peti, wskazując na sporą zieloną torbę – Pieluszki, talk, oliwki,
chusteczki i co tam jeszcze znajdziesz – dodała, zwijając w kulkę zużytą
pieluchę. Fee.
- James, byłbyś tak miły i
wyrzucił to do kosza? – zapytała Tunia, wskazując brunetowi na zużytą pieluchę.
Haha! Wiem, nie powinnam, ale dzięki ci siostro, że to nie mnie o to
poprosiłaś!
James z niezadowoloną miną
poszedł do kuchni z małym, śmierdzącym zawiniątkiem.
- No, dobra, jest już
czyściutki i pachnący – stwierdziła Petunia i znowu wcisnęła mi w ramiona
Dudley’a – Umówiłam się z koleżankami ze szkoły, wszystko macie w torbach, na
pewno sobie poradzicie. To ja lecę, paaa! Będę za parę godzin – dodała
blondynka i najnormalniej w świecie, wyszła z domu!
Chwilę zajęło mi
zrozumienie, co się stało, aż w końcu to do mnie dotarło. Jesteśmy z Jamesem
sami w domu, z małym dzieckiem. No dobra, może nie takim małym, Dudley swoje
waży… Ale, po pierwsze, Petunia nie zostawiła nam instrukcji obsługi dziecka.
Po drugie, w życiu nie zajmowałam się tak małymi dziećmi. A po trzecie,
aaaaaaa, panika!!
- Wyrzuciłem – oznajmił
James, wchodząc z powrotem do salonu i rozglądając się po nim – A gdzie jest
Petunia? – zapytał, widząc moją nieszczęśliwą minę.
- Wyszła na spotkanie z
przyjaciółkami – odpowiedziałam, nadal nie wierząc w to, co zrobiła moja
siostra.
- I zostawiła nas z
dzieckiem? – zapytał James, robiąc przerażoną minę.
Kiwnęłam głową, podeszłam do
J i dałam mu dziecko.
- Trzymaj go, jest strasznie
ciężki – powiedziałam. Serio, ten dzieciak ma około dwóch miesięcy, czy coś
koło tego, a waży tyle, ile średniej wielkości pies. Albo i więcej.
James, zaczął dziwnie
manewrować Dudley’em, aż w końcu usiadł, a właściwie prawie położył się na
sofie i usadowił sobie malucha na torsie.
- Jakiś grzeczny jest, nie?
– powiedział, uśmiechając się do dziecka. I w tym momencie nastąpiło coś tak
obrzydliwego, że chyba jednak odpuszczę sobie posiadanie dziecka.
James lekko poklepał
zadowolonego D po pleckach i po prostu nastąpiła erupcja, poprzedzona głośnym
beknięciem. Z Dudleya ulewało się jak z fontanny, biała, obrzydliwa substancja
była wszędzie. Na koszulce J, na dzieciaku, na sofie i na podłodze.
- Merlinieeee – wyjęczał brunet,
patrząc na swoją upapraną koszulkę. Tą ulubioną ze złotym zniczem – Lily,
ratuj! – zawołał, nie mogąc się ruszyć, żeby bardziej wszystkiego nie uświnić.
A ja, jak ten magik,
wyciągnęłam różdżkę i użyłam, jakże pożytecznego czaru czyszczącego.
- No – powiedziałam
zadowolona. Sofa czysta, podłoga też, jednak gorzej z Dudley’em.
- Chyba trzeba go przebrać –
zauważył J, siadając na kanapie i sadzając sobie popiskującego D na kolanach –
Dobrze, że z koszulki zeszło… - dodał, spoglądając na swój czarny t-shirt.
Zaczęłam grzebać w torbach,
pozostawionych przez Petunię, a James leciutko gilgotał zadowolonego szkraba
pod potężną bródką. Jedną z dwóch.
- Śmieszny jesteś, Wielki De
– powiedział J do malca, gdy ten złapał go za palec i nie chciał puścić – Silny
jest, wiesz jak mocno mnie ściska? – dodał, zwracając się do mnie.
- Znalazłam jakieś ubrania,
zdejmiesz mu te upaprane? – zapytałam, widząc zasychające plamy na pajacyku Dudleya.
James sprawnie uporał się z
rozbrykanymi rączkami i nóżkami dziecka, które przeszkadzały mu w rozbieraniu i
podał mi bobasa w samej pieluszce.
- No dobra, Wielki De,
ciotka cię teraz ubierze – powiedziałam, patrząc w niebieskie oczy malucha. D,
normalnie chyba mnie zrozumiał, bo nagle znieruchomiał i zaczął się ślinić –
Patrz, lubi mnie! Chyba się uśmiechnął – powiedziałam do siedzącego obok mnie
Jamesa. Ten tylko się zaśmiał i wytarł chusteczką oślinioną buzię dziecka.
- Więc przebraliśmy go, jest
zadowolony i jeszcze się obrzydliwie nie wypróżnił – zauważyłam – To co robimy?
– zapytałam, patrząc na Jamesa.
- Może się z nim pobawmy? –
zaproponował. Tak, no spoko, tylko jak się bawić z tak małym dzieckiem?
- Wiem! – powiedział i
wyciągnął różdżkę. Po chwili po pokoju latały światełka, ptaszki i małe
wiewiórki(ekhm).
- Jest zachwycony –
zauważyłam, gdy popatrzyłam na skupioną na tych cudach, twarzyczkę D.
- A kto by nie był
zachwycony, co kolego? – zapytał James, gilgocząc D po tłustym brzuszku.
- Myślę, że każdy –
odpowiedziałam, czując łzy wzruszenia pod powiekami. Bo nagle okazało się, że
James ma taki fajny kontakt z dziećmi! I tak ładnie się nimi zajmuje, no
powiedzcie, czy to nie ideał?
- Hej, Lil, co jest? –
zapytał James, przyciągając mnie do siebie. Siedzieliśmy we trójkę przytuleni,
a ja sobie, nie wiem z jakiego powodu, cichutko pociągałam nosem.
- Już jestem! – zawołała
Petunia, wchodząc do domu razem z mamą. A to świnki!
- Zaplanowałyście to? –
wyszeptałam wściekle. W salonie, w rozstawionym przez Jamesa turystycznym łóżeczku
spał Dudley.
- Oczywiście, że tak.
Musieliście się sprawdzić – odparła Petunia, jakby to było coś
najnormalniejszego w świecie, zostawiać malutkie dziecko, pod opieką dwóch,
nieznających się na obsłudze szkrabów, osobach.
- Jesteś straszna – powiedziałam,
przytulając lekko siostrę – Ale było fajnie – dodałam, uśmiechając się do
kobiet.
- Ważne, że przeżył –
zauważyła mama(no, dzięki!) i poszła do salonu, w którym to siedział James i
pilnował śpiącego Dudleya.
- Cześć, Dudziaczku –
wyszeptała Tunia i pogłaskała malucha po brzuszku – To macie już wolne –
dodała, zwracając się do nas. Dzięki ci, łaskawco!
Piątkowy wieczór spędzaliśmy
u mnie w sypialni. Tylko bez podtekstów! Głównie odpisywaliśmy na listy od
przyjaciół, a ja nadal przeglądałam moją gigantyczną garderobę.
- Syriusz namawia nas na
wakacyjny wyjazd. Pisze, że rodzice Dorcas mogą udostępnić nam swój letni domek
w Hiszpanii, na początku lipca – powiedział James, przeglądając te parę
pergaminów wysłanych przez Blacka. To się rozpisał!
- Fajnie, byłam tam z
dziewczynami. Marbella to typowo wypoczynkowe miasto, jest śliczne, odpisz
Syriuszowi, że jedziemy! – krzyknęłam z garderoby, wkładając do kufra moją
ulubioną czarną sukienkę.
- To co, plan mamy taki, we
wtorek przenosimy się do naszego domu – zaczął mówić James – I za parę dni
jedziemy na wakacje? – dodał z uśmiechem.
Kiwnęłam głową i zamknęłam
kufer. Koniec pakowania!
- O, Wielki De płacze –
zauważył James, gdy przez ściany dotarł do nas dziki ryk dziecka. Ale ma maluch
płuca, niewiarygodne!
Wyciszyłam pokój i wsunęłam
się koło Jamesa, pod kołdrę.
.
***
Sprawy organizacyjne - jak zauważyłyście(albo i nie:) dodałam nowe "coś" na blogu.
Po prawej stronie, na samej górze znajdują się "Powiadomienia", będą tam informacje o stanie następnych rozdziałów, data dodania następnego posta, oraz inne głupoty. Będziecie mogły sobie sprawdzać, kiedy będzie następny rozdział i inne takie, no genialne, nie?
Uwaga, umieściłam dramat, i sama jestem przerażona tym co napisałam...
Także, bójcie się :)
Uwierz że się boję :D ale to było takie słodkie ^^ po prostu nie mogę sie doczekać młodego Pottera xDD Do następnego :)
OdpowiedzUsuńZjadłabym sernik o.O Jakoś z dzieckiem sobie poradzili :D Ale też się doczekać małego Potterka nie mogę :D Świetny pomysł z tym powiadomieniem :)
OdpowiedzUsuńUch ale mam ochotę teraz na sernik.Nieźle to sb Petunia i jej mama wymyśliły ale Rogaczowi i Rudej udało się zdać ,,sprawdzian''
OdpowiedzUsuńNo fajnie, narobiłaś mi smaka na sernik >.< No ale mniejsza z tym. Rozdział fajny, boski i ogólnie taki słodziaśny. No, no, no Ruda i Rogacz zdali "sprawdzian", to teraz tylko czekamy na Harrego <3 PS. Czy tylko mnie rozbawia określenie Wielki De? ;3
OdpowiedzUsuń