czwartek, 30 października 2014

Rozdział 34 Ostatnia podróż

Dziewczyny, ale jesteście krwiożercze, wszystkie pragniecie śmierci biednego Snape'a! Ale tak między nami mówiąc, też mi jakoś nie pasuje do tego opowiadania i albo sobie odpuszczę pisanie o nim, albo wymyśli się jakiś wątek wykluczający tego osobnika. Serdecznie witam nową osobę komentującą, fajnie, że skrobnęłaś komentarz, wszystkie czytam i się cieszę. Widzicie jak mi jest mało potrzeba do szczęścia, zwykły komentarz mnie satysfakcjonuje :) Dziękuję za wszystkie i przechodzimy do rozdziału!




- James, ostrożniej z tym kufrem! – zawołałam do bruneta, wciągającego nasze kufry do pociągu. Tak, moi drodzy, nastał ten dzień, ostatnia podróż na trasie Londyn – Hogsmeade. Rogacz chciał się pokazać z tej swojej męskiej, umięśnionej strony i postanowił wciągnąć do pociągu dwa kufry za jednym zamachem, co przeczyło wszelkim prawom fizyki i matematyki. Trochę mi było głupio, on się siłował z bagażami, a ja stałam przed wejściem do przedziału z klatką w której spał Jim, oraz z klatką w której siedział obrażony Paddington i na niego syczałam. Ale wiecie, sam się za to wziął! Bo jednak mózg od czegoś jest, mógł po prostu użyć zaklęcia, jak Remus.
- Uff, no to teraz już tylko na górę – wysapał, wrzucając kufry na półkę nad siedzeniami.
- Jesteś bardzo dzielny – powiedziałam, całując go w spocony policzek. Mój kufer był zapakowany po brzegi, a przecież został potraktowany zaklęciem zwiększająco-zmniejszającym! Więc swoje ważył.
- Pomyślcie, to nasza ostatnia podróż tym pociągiem! – zauważył Remus, siadając obok Mary.
- No chyba, że zostaniesz nauczycielem lub osobą sprzedającą słodycze, to wtedy jeszcze możesz się przejechać tym pociągiem – odparła Dorcas, uśmiechając się znad rozpoczętej tabliczki czekolady.
- Albo maszynistą – dodałam, biorąc od Mary czekoladową żabę.
Więc tak sobie jechaliśmy, każdy zajęty sobą, lub jak w przypadku Dor, czesaniem blackowych włosów.
- Lily, mogę cię prosić na chwilę? – zapytał James, w pewnym momencie wstając z siedzenia i wyciągając do mnie rękę. Bez wahania złapałam za ciepłą dłoń Rogacza i wyszliśmy z przedziału.
- Dokąd idziemy? – spytałam, gdy mijaliśmy kolejne puste przedziały.
- Niespodzianka – odparł James, uśmiechając się. Gdy już przeszliśmy przez dwa wagony, w końcu J stanął i powiedział:
- Wejdź do tego przedziału.
Więc weszłam, rozejrzałam się i pomyślałam „O co chodzi?”. Był to zwykły przedział, zupełnie niczym nie różniący się od reszty.
- Pewnie zastanawiasz się, co tu robimy? – zapytał J – Już wyjaśniam. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie?
- Oczywiście, że tak – odparłam, przypominając sobie zachowanie Jamesa i Syriusza w stosunku do Snape’a. I to jak mnie wtedy wkurzyli.
- Pierwszy raz zobaczyłem cię w tym przedziale. Chciałbym żeby to tutaj zaczęła się nasza wspólna przyszłość – powiedział James, klękając przede mną i wyjmując z kieszeni spodni pudełko – Lily Evans, czy wyjdziesz za mnie? – zadał to tak wyczekiwane przeze mnie pytanie.
Wyobrażałam sobie tę chwilę w przeróżnych miejscach. Na plaży, na romantycznej kolacji przy świecach, przy rodzicach(co by było totalną katastrofą i żenadą), czy nawet po prostu w domu. Jednak nigdy bym nie wymyśliła, że J wymyśli coś takiego! Jadący pociąg jest taki, hm, nieoczywisty?
- James ja… - zaczęłam, czując olbrzymią gulę w gardle. Wzruszenia.
- Oczywiście, że tak! – zawołałam, czując spływające po policzku łzy.
Rogacz szybko podniósł się z klęczek, otworzył pudełeczko i wsunął mi na palec pierścionek.
- Jest piękny – wyszeptałam.
- To pierścionek rodowy. Każda przyszła pani Potter go nosiła – powiedział James, delikatnie łapiąc moją dłoń i oglądając ją z pierścionkiem na palcu – Pasuje idealnie – stwierdził i pocałował wierzch mojej dłoni.
- Mam pomysł – dodał i wyciągnął różdżkę. Przyłożył ją do drewna znajdującego się nad siedziskiem i za pomocą czarów wyrył mały napis.
- L.E+J.P 1978 – przeczytałam i uśmiechnęłam się.


Powrót do przedziału w którym siedzieli nasi przyjaciele był długi. Co chwilę zatrzymywałam się, a to żeby popodziwiać swój pierścionek, albo żeby obdarzyć Jamesa pocałunkiem. W tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą w całym Wszechświecie!
- Zgodziła się! – zawołał J na samym wstępie. Dalszą wypowiedz zagłuszył pisk, oraz gratulacje.
- Pokaż pierścionek! – rozkazała Mary. Gdy już każdy nam pogratulował, dziewczyny pozachwycały się pierścionkiem(Dorcas kazała sobie kupić swój pierścionek zaręczynowy jak najszybciej, co Black skwitował ciężkim westchnięciem) wróciliśmy do tego co robiliśmy wcześniej, czyli do typowych podróżnych czynności, jak czytanie, granie w karty i rozmowy.


- James, stresuję się, a co będzie jak twoi rodzice mnie nie polubią? – powiedziałam do Rogacza. Powoli dojeżdżaliśmy do stacji w Londynie, a mnie dopadał coraz większy stres. Nasze wcześniejsze plany wywróciły się o 180º, mieliśmy jechać na tydzień do moich rodziców, odwiedzić Petunię i Vernona oraz Dudley’a, jednak w końcu wrócili z misji rodzice bruneta i napisali w liście, że odbiorą nas z dworca i zabiorą do siebie. No powiedzcie, jak mogłam odmówić? Nie mogłam, to oczywiste!
- Z miejsca cię pokochają, tak samo jak ja – odparł J z uśmiechem. Uch. Więc ze stresu zupełnie zepsułam swój manicure, przez co czułam się jeszcze gorzej, bo w końcu jak to mówi Dorcas: „Paznokcie to wizytówka dziewczyny”. A moje były w opłakanym stanie.
- I dojechaliśmy! – powiedział z entuzjazmem Syriusz, gdy pociąg się zatrzymał. Chłopcy zajęli się bagażami, a my klatkami z naszą zwierzęcą trzodą.
Szłam za chłopakami, gdy usłyszałam:
- James! Syriusz! Remusie, ale wyrośliście! – zawołała pani Potter. Moja przyszła teściowa. O matko.
Stanęłyśmy z dziewczynami trochę z boku, przyglądając się tej sielankowej scenie, gdy to pani Potter ściskała i obcałowywała chłopaków, a pan Potter witał się uściskiem dłoni i klepnięciem w plecy.
- Mamo, wystarczy – wyjęczał James, trochę się wyrywając z objęć rodzicielki – Mamo, tato, poznajcie Lily. Moją narzeczoną – powiedział z dumą w głosie James.
A ja, jak to z rudzielcami bywa, zrobiłam się czerwona jak pomidor i wykrztusiłam powitanie.
- Więc to ty jesteś tą słynną Wiewiórką! – wykrzyknął pan Potter, na co zgromiłam wzrokiem zacieszającego paszczę Syriusza. Zabiję go później…
- Wołałabym po prostu Lily – odparłam z grzecznym uśmiechem, jednak w sercu miałam chęć mordu.
- Niech ci się przyjrzę, Lily – powiedziała pani Potter – Piękna, te włosy i te urocze piegi! Będę miała śliczne wnuki – stwierdziła rodzicielka J, na co Łapa zakrztusił się ze śmiechu.
- Syriuszuuu – wyjęczała Dorcas, strofującym tonem.
- Mamo, nie zawstydzaj Lily. Ale poznaj, to jest Dorcas Meadowes, narzeczona Syriusza – powiedział James, wskazując na brunetkę – I Mary McDonald, dziewczyna Remusa – dodał, gdy Mary podała rękę pani Potter. Więc już wszyscy się poznaliśmy, było miło, jednak jak zwykle taką chwilę psuje Syriusz. I tak było tym razem.
- Musisz wiedzieć Doreo parę rzeczy o Lily. Uwielbia ludziom grozić, dla przykładu naliczyłem, że mi już groziła 17 razy i nawet dopuściła się czynów fizycznych, takich jak walnięcie w nerkę, lub czochranie włosów, co jest niedopuszczalne – powiedział Syriusz.
Pani Potter spojrzała na mnie zdziwiona, James zaczął się śmiać, a pan Potter, cóż dołączył do syna.
- Proszę go nie słuchać, pani Potter – powiedziałam, delikatnie kopiąc Syriusza w kostkę. Chciałam mocniej… - Syriusz sobie żartuje, zresztą jak zawsze, prawda Łapo? – zapytałam, a brunet z niezadowoloną miną pokiwał głową.
Pani Potter lekko odetchnęła(pewnie nie chciałaby mieć terrorysty w rodzinie, ale cóż, będzie miała…), uśmiechnęła się i zapytała:
- Pochodzisz z mugolskiej rodziny, tak Lily?
- Tak, z tego co wiem, to w mojej rodzinie nie ma czarodziei – odparłam, spoglądając na pogrążonego w rozmowie z tatą Jamesa – Mam nadzieję, że to pani nie przeszkadza? – zapytałam, robiąc zmartwioną minę.
- Och dziecko, oczywiście, że nie! Z tego co mówił James, to miałaś najlepsze wyniki na roku!
- Na równi z Remusem – poprawiłam.
- Gdyby tylko James uczył się tak dobrze! – westchnęła pani Potter – O i jest nasz świstoklik!


Dzięki świstoklikowi przenieśliśmy się do Doliny Godryka. Niestety tylko my, w sensie ja, James i jego rodzice. Syriusz z Dorcas pojechali do jego odziedziczonego domu, a Mary zmusiła Remusa do odwiedzenia jej rodziny.
- Mają państwo piękny dom – powiedziałam, gdy przekroczyliśmy próg posiadłości.
- Dziękuję kochana. Ależ oni się guzdrzą z tymi kuframi! – odparła kobieta – Wnieście je od razu na górę, Lily zajmie sypialnię naprzeciwko twojej, James.
- A nie może spać u mnie? – zapytał Rogacz, robiąc smutną minę. O Boże.
- Jameees – jęknęłam cicho i spojrzałam z naganą na bruneta. Pani Potter zaśmiała się i powiedziała:
- Jeżeli tylko chce nocować w tym bałaganie, to proszę bardzo. Chodź Lily do kuchni, napijemy się herbaty – powiedziała, prowadząc mnie korytarzem do sporego pomieszczenia. Kuchnia państwa Potter była wielka i wysprzątana na wysoki połysk, pani Genowefa nigdy nie uzyskała u nas takiego efektu.
- To powiedz mi, jakie macie plany? – zapytała kobieta, podając mi parującą filiżankę.
- Po wizycie u państwa wybierzemy się do moich rodziców i pewnie odwiedzimy moją siostrę, niedawno urodziła dziecko, a jeszcze go nie widziałam – odparłam, prawie sobie parząc usta gorącą herbatą.
- A kiedy ślub? – zapytała, podając paterę z ciastkami. O nie, wyjdzie na jaw moje łakomstwo!
- Mamoo, dopiero co się oświadczyłem! – powiedział James, wchodząc do kuchni i pakując sobie do ust spore ciastko.
- Ale ja chcę mieć wnuka – oświadczyła pani Potter, śmiejąc się z mojej przerażonej miny – Oczywiście, nie naciskam. Jednak swoje lata już mam i chciałabym mieć pewność, że mój jedynak ma swoją rodzinę.
Do kuchni wszedł pan Potter, mówiąc małżonce że zawsze wygląda bosko(to chyba jakaś rodzinna cecha) i zaproponował, żeby James oprowadził mnie po domu.
- … I moja sypialnia – powiedział, otwierając drzwi. Pokój typowego faceta, bałagan, chociaż przebywał w nim może z dziesięć minut.
- Podobają mi się te gryfońskie proporczyki – stwierdziłam, rozglądając się po pokoju. Bo chyba nie będę komentować rozwalonego na środku kufra, oraz brudnej klatki Paddingtona, stojącej na biurku.
- Więc nocujesz tutaj? – zapytał James, zamykając mnie w swoich ramionach.
- Chcesz, żeby twoi rodzice pomyśleli, że jestem puszczalska? – odpowiedziałam pytaniem.
- Nigdy tak nie pomyślą! – odparł James, mocniej mnie przytulając – Chcesz żebym się do ciebie zakradał w nocy, jak ten, jak mu tam było, hmmm, o wiem, Romeo?
Cóż, gdy wyobraziłam sobie J jako Romea to cóż, tylko parsknęłam śmiechem.
- Lily, no weeeź. Przecież byłem grzeczny, nie karz mnie – wyszeptał, zbliżając się z ustami do mojej szyi. O nie, alarm, alarm! Niestety, moją wadą jest to, że mam bardzo czułą szyję. Jak tylko James ją dotknie lub pocałuje, od razu się rozpływam jak masło, czy inny tłuszcz. Co jest dosyć dziwnym porównaniem, ale dobra.
- Będziesz tutaj nocować? – zapytał, sunąc ustami po szyi i co chwilę, składając na niej pocałunek. O Morgano.
- Tak – odparłam, przymykając oczy i dając się pocałować w usta.
- Łatwizna – skwitował to James, gdy już się od siebie oderwaliśmy.


- I jak ci smakuje creme brulee? – zapytała pani Potter, gdy już byliśmy przy deserze. W domu Rogacza kolacja jest bardzo wykwintna, przebraliśmy się do niej, James o dziwo się uczesał i zostały podane wielkie ilości przeróżnych dań.
- Jest przepyszny, tak dobry jadłam tylko we Francji – odparłam uśmiechając się do pani domu.
- Lily zwiedziła z rodzicami kawał Świata – zagaił brunet – Zwiedziła pół Europy, byli też w Stanach, Brazylii – zaczął wyliczać James.
- Moi rodzice uwielbiają podróże, co wakacje tata zabierał nas w coraz to ciekawsze miejsca – powiedziałam, myśląc czy poproszenie o dokładkę deseru nie będzie odebrane jako wielkie łakomstwo.
- A czym zajmują się twoi rodzice? – zapytał pan Potter, popijając kawę.
- Mój tata jest maklerem na giełdzie, a mama była modelką – odparłam.
- To już wiemy skąd się wzięła twoja uroda, mama modelka! – powiedział pan Potter, na co się zaczerwieniłam jak burak – James zawsze miał dobry gust – dodał, patrząc z dumą na syna.
- Ale powiedz, jak to się stało, że jesteście razem? Z tego co James opowiadał, od początku go odtrącałaś – zauważyła pani P.
- James bardzo w tym roku wydoroślał, zaczęło się od trochę wymuszonej randki, a skończyło na zaręczynach – odparłam, przypominając sobie naszą pierwszą randkę w kawiarence u pani Pudditfoot.
- Tak , widzę, że James się zmienił – powiedziała pani Potter, gdy J odsunął mi krzesło jak wstawałam – Miłej nocy kochani – dodała, odprowadzając wzrokiem naszą dwójkę.

***
Mam jeszcze pytanie, znacie jakieś opowiadania o Huncwotach,
gdzie są dodawane rozdziały częściej niż raz na miesiąc? Zastanawiam się, czy to tylko ja, jestem tak płodna "twórczo"? :) W tym miesiącu dodałam 18(!!) rozdziałów, aż zaczynam się zastanawiać, czy wszystko jest ze mną OK i czy nie przesadzam...
Więc, jak znacie jakieś fajne blogi, możecie podrzucić linki w komentarzach, będę wdzięczna.

4 komentarze:

  1. Rozdział znakomity jak zawsze. Rodzice naszego Rogacza to bardzo mili ludzie. Znam parę blogów o huncwotach gdzie autorki dodawaj ą raz na dwa tygodnia mniej więcej i jeszcze o innej tematyce gdzie autorki starają się dodawać dwa lub trzy razy w tygodniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww... zaręczyny <3 cudownie ;) a tak wgl to się ciesze że sie cieszysz że komentujemy :D rozdział super :) zgodzę się z Gabrielą państwo Potter są bardzo mili, a w szczególności pan Potter xD co do blogów znam kilka, ale nie rozdziały nie są tak często dodawane jak twoje (za co normalnie kocham), a jednym z moich ulubionych blogów jest:
    http://marauders-another-story.blogspot.com/
    niestety rozdziały są bardzo rzadko :(
    dobra wracając czekam na następny rozdział ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie oryginalne zaręczyny :D Zawsze wyobrażałam sobie takich rodziców jelenia :D :D Normalnie jestem we wstępie co za zaszczyt :D Również witam ;)
    Cieszę się że się cieszysz że ci zrobiłam dobrze :D (jakkolwiek by to nie brzmiało,nie osądzaj !! o.O) haha :D Znam kilka takich blogów gdzie notki zdarzają się kilka razy w miesiącu.Ale niestety to jest zaledwie tylko garstka :( Zazwyczaj trzeba czekać w cholere czasu na kolejną notkę o ile się w ogóle pojawi :/ Ale ty jesteś normalna i wszystko z tobą OK!!! Pojedyncza notka nie ma długości z 20 str w wordzie ale dodawane są regularnie co jest najlepsze :D Dobra bo ja zacznę się rozpisywać to nie skończę haha.Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością.

    Pozdrawiam ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojeju...ojeju...ojeju... Rozdział boooooski <3 Calusieńki czytałam z bananem na ustach ;) I ten napis wyryty w drewnie... Awww <3 Komentarz krótki, bo głowa mnie boli :( Życzę weny i czekam na nexta ;3

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.