Przygotowania do walki nie
trwały długo. Po tym jak wpadłyśmy do naszego dormitorium, przebrałyśmy się w
ciemne, wygodne ubrania, wzięłyśmy różdżki do ręki i cóż to by było na tyle,
niech się dzieje wola nieba!
Gdy dotarliśmy do Wielkiej
Sali, każdej grupie zostały przydzielone rejony do obrony, zarówno w zamku, jak
i na błoniach. W końcu nie wiedzieliśmy kiedy uderzy Voldemort i czy w ogóle
się na to zdecyduje. Właśnie to jest najgorsze, niewiedza. Czy dzisiaj zaatakuje?
Jak nie to kiedy? Co planuje? A może się podda? Chociaż, w to akurat nikt nie
wierzył…
- Lily, zrób coś z włosami,
za bardzo się rzucają w oczy – powiedział nerwowym tonem James. Związałam włosy
w koka, co jednak chyba prawie nic nie dało, oprócz tego, że nie latały mi
wokół głowy.
- James, gdyby cokolwiek mi
się stało, chcę żebyś wiedział, że kocham cię najmocniej na… - jednak przerwał mi
pocałunkiem.
- Nic się nam nie stanie.
Kocham cię – powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Coś się dzieje na błoniach
– zauważyła Dorcas, która stała z nami na pierwszym piętrze – Śmierciożercy
atakują aurorów! – dodała, gdy Syriusz przecisnął się koło nas do okna.
- Widać
Voldemorta? – zapytał.
- Chyba nie myślisz, że on
jest taki głupi? Najpierw wyśle swoich sługusów – odparłam, spoglądając na to
co się działo na dziedzińcu – Słuchajcie, jeżeli wedrą się do zamku, jesteśmy
na drugim rzucie – dodałam, spoglądając na przyjaciół.
Nikt nic na to nie
odpowiedział, wszyscy mocno trzymaliśmy różdżki i myśleliśmy, żeby to się
skończyło jak najszybciej.
Z
dziennika Remusa Lupina
Razem z Mary i dwójką
prefektów z Ravenclawu staliśmy koło wejścia do szkoły.
- Zabarykadujcie wejście,
nie mogą się dostać do szkoły! – krzyknął jeden z aurorów i padł przed nami
trafiony czarno-magicznym zaklęciem. Szybko pocałowałem Mary.
- Zamknijcie wrota –
powiedziałem, biegiem kierując się na błonia.
Z
dziennika Severusa Snape’a
- Co ty tu robisz? –
zapytałem, pogardliwie patrząc na młodszego Blacka.
- Pomagam – odparł
lakonicznie, trafiając Drętwotą jednego ze Śmierciożerców, który próbował dostać
się do zamku przez Wieżę Astronomiczną.
- Myślałem, że do nich
dołączyłeś – powiedziałem, rzucając Sectusemprą w Avery’ego.
- To się myliłeś – powiedział,
bezbłędnie trafiając Cruciatusem jednego z naszych przeciwników.
Z
dziennika Syriusza Blacka
- Wdarli się do zamku! –
krzyczał jakiś puchon, biegnąc po korytarzu i wskazując na parter.
- Bądźcie w gotowości –
powiedziałem, widząc zbliżające się czarne sylwetki. Cicho podszedłem do Dorcas
i wypowiedziałem pewną inkantację celując w brunetkę. Spojrzała na mnie
zdziwiona, ale zrozumiała.
Zaklęcie Kameleona od razu
wtopiło ją w otoczenie.
Z
dziennika Jamesa Pottera
Ostatni raz dotknąłem dłoń
Lily i popchnąłem ją za siebie.
- Drętwota! – krzyknąłem
celując różdżką w napastnika.
Nagle wszystko zaczęło się
dziać bardzo szybko. Na piętro wpadły zamaskowane osoby, zaklęcia latały we
wszystkie strony, tak samo jak odpadające kawałki ścian, rozbite okna,
poprzewracane rzeźby. Każdy z kimś walczył, chociaż nigdzie w ferworze walki
nie widziałam Dorcas, jednak miałam nadzieję, że po prostu pobiegła pomagać w
innym miejscu.
- Impedimento! – zawołałam,
zwalniając Śmierciożercę, z którym walczyłam.
- Ascendio! – dodałam i
patrzyłam jak go odrzuca na ścianę.
- Crucio! – wrzasnął Regulus
Black, lekko mnie odpychając – Nie patyczkuj się z nimi Evans, ich trzeba niszczyć
– dodał, uśmiechając się okrutnie i patrząc jak zakapturzona postać miota się
na podłodze.
- Dość – powiedziałam – Nie
myślałam, że jesteś po naszej stronie – dodałam, rzucając Drętwotą w kolejnego
wbiegającego po schodach napastnika.
Młodszy Black uśmiechnął się
kpiąco i poszedł dalej.
- Ty go tak załatwiłaś? –
zapytał James, wskazując na Śmierciożercę.
- Nie, to Regulus – odparłam,
zdejmując maskę nieprzytomnemu.
- To Nott – powiedział
Syriusz, podchodząc do nas. Akurat na korytarzu nic się nie działo,
wykorzystaliśmy ten moment, do powiązania oraz unieszkodliwienia leżących na
ziemi sługów Voldemorta.
- Gdzie jest Dorcas? –
zapytałam, rozglądając się dookoła.
- Tu jestem – odparła –
Syriusz rzucił we mnie Kameleona – dodała odczarowując się na naszych oczach.
- Dzięki temu Dor atakowała
ich znienacka – dopowiedział dumny z siebie Łapa.
- Dumbledore walczy w
Wielkiej Sali z Voldemortem, Śmierciożercy uciekają! – zawołał Michael Button,
biegnąc w stronę parteru. Spojrzeliśmy na siebie i pobiegliśmy za nim.
Wielka Sala nie wyglądała
tak jak zwykle. Nie stały w niej cztery stoły, nie było miłego rozgardiaszu
przy śniadaniu, czy wesołych dowcipów jak przy kolacji.
Na środku pomieszczenia w
zabójczym tańcu walczyli dwaj najpotężniejsi czarodzieje naszych czasów, a pod
ścianami Sali stali uczniowie oraz nauczyciele i obserwowali ten ostatni w tym
dniu pojedynek na śmierć i życie.
- Lily chodź, w sali obok
leżą ranni, musimy pomóc – powiedziała Mary i pociągnęła mnie i Dorcas do klasy
od Numerologii.
- Tam leżą martwi – dodała,
gdy przekroczyłyśmy próg pomieszczenia i zobaczyłyśmy ilość osób znajdujących
się w tym pomieszczeniu. Na miękkich nogach podeszłam do ciał leżących w kącie
Sali. Jedynym plusem, było to że niedużo osób straciło życie. Minusem, jednak
ktoś umarł.
- Lily, nie patrz –
wyszeptała Dorcas i pociągnęła mnie do pani Pomfrey. Po chwili pomagałyśmy
opatrywać rannych, którzy ciągle byli znoszeni z pola bitwy.
- Severus! – zawołałam,
widząc chłopaka niesionego na niewidocznych noszach przez Regulusa. Dopadłam do
czarnowłosego.
- Co mu się stało? –
zapytałam młodszego Blacka, który bez słowa upuścił Snape’a na wcześniej przetransmutowane
z ławki, łóżko.
- Trafili go Cruciatusem,
raczej nie jest w ciężkim stanie – stwierdził i wyszedł z pomieszczenia.
- Myślisz, że możemy mu
ufać? – zapytała Mary, patrząc za odchodzącą postacią.
- Nie mam pojęcia – odparłam
i już chciałam się zając Sev’em, gdy zamek ogarnął ogłuszający wrzask.
- Dumbledore POKONAŁ
Voldemorta! – z tymi słowami, wpadł do Sali Syriusz. Wybiegłam na korytarz
poszukać Jamesa.
- Lily! – krzyknął, mocno
mnie do siebie przytulając – To koniec – wyszeptał mi we włosy.
Miałam w głowie totalny
mętlik. Jedyną myślą, ciągle powracającą było to, że już nie ma zagrożenia.
- „… Aurorzy wyłapują
Śmierciożerców… Magiczny Świat otrząsa się po ostatecznym starciu… powoli
wszystko wraca do normy…” – Mary właśnie skończyła czytać artykuł z Proroka.
Od pokonania przez
Dumbledore’a Voldemorta, minął tydzień, czas pełen radości, świętowania, ale
jednocześnie zadumy i łez wylanymi nad osobami poległymi.
- Dobrze, że jest tak
ciepło, inaczej siedzielibyśmy w kurtkach – jakże dowcipnie zauważył Syriusz.
Zamek nieźle oberwał podczas walki. W Wielkiej Sali była ogromna wyrwa, dzięki
której mieliśmy ładny widok na błonia i jezioro. Wieża Astronomiczna wyglądała
jakby została zbombardowana, wiele okien było powybijanych, ogólnie wszędzie
było pełno gruzu, połamanych i zniszczonych przedmiotów. Jednak powoli wszystko
było odbudowywane i naprawiane. Tak naprawdę już nie mieliśmy lekcji,
zostaliśmy w szkole aby pomóc w przywróceniu jej do stanu pierwotnego, lub
chociaż trochę lepszej kondycji.
- I jak się czuje Remus? –
zapytałam, patrząc na blondynkę. Remus trochę przeszarżował, po tym jak wybiegł
na błonia pomagać Aurorom, został trafiony jakimś zaklęciem.
- Już lepiej, pani Pomfrey poiła
go przeróżnymi eliksirami i żaden nie działał, w końcu Slughorn dobrał coś, co
mu pomogło, rany się sklepiły i jutro Remus wychodzi ze Skrzydła – odparła Mary.
- I wszystko wraca do normy,
Złota Szóstka Gryffindoru znowu będzie razem! – zawołał ironicznie Regulus, o
dziwo siadając przy naszym stole i nakładając sobie na talerz stertę tostów –
Co się tak gapisz, Evans? Przyszedłem w odwiedziny do starszego braciszka. Tak
apropo, nasza mamuśka odbierze nas z dworca, teraz będzie udawać, że nigdy nie
popierała Czarnego Pana – dodał, wpychając sobie do ust jedzenie.
- U was chyba jedzenie z
otwartą paszczą jest rodzinne, co Black? – zapytałam, patrząc z niesmakiem na
otwarte usta zarówno młodszego jak i starszego czarnowłosego. Oni tylko
wyszczerzyli zęby i nadal zawzięcie spożywali śniadanie.
- Nadal nie rozumiem, jak to
się stało, że jesteś po naszej stronie? Po szkole krążyły plotki, że dołączyłeś
do Voldemorta – zapytała Dorcas, spoglądając na Regulusa.
- Meadowes, Meadowes,
Meadowes, już wam to tłumaczyłem, ale widocznie wolniej jarzysz. Po pierwsze,
nigdy nie zostałem Śmierciożercą i nie mam Mrocznego Znaku. Po drugie, nasza
rodzina. Jakby to wyglądało, Ślizgon o nazwisku Black uciekający przed swoją
rodową „powinnością”, musiałem udawać, że jestem z nimi. Po trzecie, myślisz,
że Dumbledore jest taki mądry? To ja mu powiedziałem o horkruksie znajdującym
się w naszej skrytce w banku, który to zresztą umieścił tam nasz drogi papcio.
I to też ja, naprowadziłem Snape’a w poszukiwaniach kolejnych horkruksów,
inaczej skąd by wiedział, że Malfoy ma u siebie jeden? Więc tak, możesz być
pewna, że jak najbardziej jestem czysty. No, oprócz tych paru Cruciatusów, nie
mogłem się opanować w czasie bitwy… - powiedział, na końcu się trochę
rozmarzając. Mówiąc szczerze, to czasami się go obawiam.
- Aaa i Evans, nie masz się
co martwic nie mam nic do mugolaków, lub osób półkrwi – dodał spoglądając to na
mnie, to na Mary.
- Oczywiście, że nie ma się
co martwic, bo jestem przy niej – powiedział James, tak słodko-rycersko,
patrząc groźnie na Ślizgona.
- Ech, Gryfoni, ta wasza
odwaga i honor! Przecież mówię, że mogą być spokojne, nie spadną im włosy z
głowy, możesz być pewien – odparł Regulus – Idę pomagać w lochach. Do
zobaczenia.
Patrzyłam za chłopakiem i
miałam mieszane uczucia.
- Jak dla mnie, to on coś
kombinuje – powiedział Syriusz – Po bitwie zapytał się, czy może się do mnie wprowadzić!
Powiedział, że ma dość matki, ale wydaje mi się, że coś z nią planuje – dodał.
- Czy ty czasem nie
przesadzasz, Łapo? Sam mówiłeś, że mieliście ciężko w domu, dobra, ty gorzej,
jesteś Gryfonem, ale pomyśl, jeżeli twoi rodzice wcale nie zmienili zdania co
do czystości krwi, mugolaków, to jak będzie się tam czuł chłopak, który
przeszedł na naszą stronę? – zapytała Mary – Jestem pewna, że twoja matka
będzie mu chciała utrudnić życie… Chociaż przy ludziach zapewne będzie tworzyć
piękne pozory, przecież nawet dopiero powiedział, że po was wyjdzie na dworzec!
W życiu nie widziałam twoich rodziców!
- To się ciesz, moja matka
jest brzydka jak ghul – odparł Syriusz, marząc się na samo wspomnienie
rodzicielki – Ale może coś w tym jest…
- Jasne, że tak! Regulus
jest trochę dziwny, ale całkiem miły – stwierdziła rezolutnie Dorcas.
Po skończonym śniadaniu,
znowu wróciliśmy do tego co robiliśmy wcześniej, czyli sprzątania zamku. Byliśmy
z Jamesem na piątym piętrze, zajmowałam się naprawą czarami witraży w oknach, a
J usuwał co cięższe kawałki cegieł i innego gruzu.
- Hej, James zobacz, byłeś
tu kiedyś? – zawołałam z ciasnego pomieszczenia, rozglądając się po nim. Jakieś
zaklęcie wykruszyło wyłom w ścianie, przez co stworzyło drzwi do tej małej
komnaty.
- Nigdy tu nie byłem –
odparł, stając za mną – A to, co to? – zapytał, wskazując głową na spory
przedmiot przykryty zakurzonym płótnem. Podszedł i jednym szarpnięciem zdjął
pokrowiec.
- „AIN EINGARP ACRESO
GEWTELA Z RAWTĄWT EIN MAJ IBDO” – przeczytałam napis na ramie lustra – Co
to za język? – zapytałam zaglądając w zwierciadło. I wtedy stało się coś
dziwnego.
- O Merlinie – wyszeptałam.
Bo w lustrze nie widziałam siebie i stojącego obok mnie Jamesa. Widziałam w nim
nasz dom, a przed nim staliśmy my, z małym dzieckiem, znajdującym się w
ramionach Rogacza – James, co widzisz? – zapytałam, patrząc z rozdziawioną buzią
w to dziwne lustro. Brunet podszedł bliżej do tafli i stwierdził:
- Jak to co? Widzę nas, tak
jak tu stoimy – no zamurowało mnie!
- Ale ja widzę coś zupełnie
innego! – zawołałam i już chciałam dodać co, jednak przerwał mi pewien głos.
- Panie Potter, tylko
pogratulować, jest pan bardzo szczęśliwym człowiekiem – powiedział Dumbledore –
Stoicie przed lustrem Ain Eingarp, to zwierciadło pokazuje to, czego bardzo
pragnie wasze serce. Tylko osoba najszczęśliwsza na świecie może w nim zobaczyć
swoje odbicie – wytłumaczył nam profesor, spoglądając z podziwem na Jamesa..
- To znaczy, że nie jestem
szczęśliwa? – zapytałam. Wydawało mi się, że jestem bardzo szczęśliwa…
- Och, nie. Tylko to oznacza
to, że masz Lily, jakieś pragnienia, bardzo głęboko ukryte w swoim sercu –
odparł dyrektor z dobrotliwym uśmieszkiem – Lustro zostanie przeniesione,
nie chciałbym żebyście go szukali – dodał i wyszedł z komnaty.
Spojrzałam jeszcze raz w
szklaną taflę, ostatni raz chciałam zobaczyć roześmianego szkraba, wywijającego
nóżkami i rączkami.
- On jest taki słodki –
wyszeptałam, podchodząc bliżej do lustra i mimowolnie uśmiechając się do
dziecka.
- Lil, chodź – powiedział James,
łapiąc mnie za rękę i wyprowadzając z pomieszczenia – Co widziałaś w lustrze? –
zapytał Rogacz, zatrzymując się przy jednym z rozbitych okien.
- Widziałam nas – odparłam,
rozmarzonym tonem – Z takim małym, ślicznym dzieckiem, takim miniaturowym tobą
– dodałam, już trochę zawstydzona. Ukryłam twarz na torsie Jamesa.
- Lil – wyszeptał J i
mocniej mnie do siebie przytulił – Obiecuję ci, że już niedługo – dodał, cicho
się śmiejąc.
Koniec jest tak słodki, że aż mnie mdli.
No, ale Voldemort nie żyje, wszyscy przeżyli(chociaż chciałam kogoś zabić, kogoś z naszej Złotej Szóstki)
i cóż, mam nadzieję, że jakoś to przeczytałyście :)
Nie mam pojęcia kiedy następny rozdział, jakoś powoli idzie mi pisanie kolejnych, może do końca tego tygodnia uda mi się jeszcze coś opublikować.
Jak ja kocham takie momentu <3 słodkie aż mnie mdli i to jest najlepsze :D ale czemu Snape żyje???? dlaczego go nie zabiłaś??? xD a tak wgl to Potter co za brudne myśli siedzą w twojej głowie ? xDD haha czekam na next ^^
OdpowiedzUsuńOjejku... Końcówka taka sweet <3 Zgodzę się z Avada Kedavrą, czemu Snape żyje??? Jakoś gościa nie lubię.. No ale koniec końców Voldemort nie żyje, Złota Szóstka w całości, a to znaczy że Harry będzie miał rodziców :D Życzę weny, czekam na nexta ;3
OdpowiedzUsuńCzytam więc komentuje ;) Ostatnio odkryłam tego bloga tak jakoś przez przypadek.Podoba mi się sposób twojego pisania,jest ciekawy i oryginalny.Fajne jest też to że rozdziały pojawiają się dość często ;) Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ~Nox
Jest nareszcie po Voldziu. Szczerze po cichu liczyłam że Snape zginie w bitwie ale cóż nie można mieć wszystkiego. Ja tam się cieszę że nikogo ze Złotej Szóstki nie uśmierciłaś chociaż jak by zmarłą Mary albo Dor to byłoby ciekawiej.
OdpowiedzUsuń