środa, 29 października 2014

Rozdział 33 Bitwa o Hogwart



Przygotowania do walki nie trwały długo. Po tym jak wpadłyśmy do naszego dormitorium, przebrałyśmy się w ciemne, wygodne ubrania, wzięłyśmy różdżki do ręki i cóż to by było na tyle, niech się dzieje wola nieba!
Gdy dotarliśmy do Wielkiej Sali, każdej grupie zostały przydzielone rejony do obrony, zarówno w zamku, jak i na błoniach. W końcu nie wiedzieliśmy kiedy uderzy Voldemort i czy w ogóle się na to zdecyduje. Właśnie to jest najgorsze, niewiedza. Czy dzisiaj zaatakuje? Jak nie to kiedy? Co planuje? A może się podda? Chociaż, w to akurat nikt nie wierzył…
- Lily, zrób coś z włosami, za bardzo się rzucają w oczy – powiedział nerwowym tonem James. Związałam włosy w koka, co jednak chyba prawie nic nie dało, oprócz tego, że nie latały mi wokół głowy.
- James, gdyby cokolwiek mi się stało, chcę żebyś wiedział, że kocham cię najmocniej na… - jednak przerwał mi pocałunkiem.
- Nic się nam nie stanie. Kocham cię – powiedział i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Coś się dzieje na błoniach – zauważyła Dorcas, która stała z nami na pierwszym piętrze – Śmierciożercy atakują aurorów! – dodała, gdy Syriusz przecisnął się koło nas do okna.
- Widać Voldemorta? – zapytał.                                                                      
- Chyba nie myślisz, że on jest taki głupi? Najpierw wyśle swoich sługusów – odparłam, spoglądając na to co się działo na dziedzińcu – Słuchajcie, jeżeli wedrą się do zamku, jesteśmy na drugim rzucie – dodałam, spoglądając na przyjaciół.
Nikt nic na to nie odpowiedział, wszyscy mocno trzymaliśmy różdżki i myśleliśmy, żeby to się skończyło jak najszybciej.


Z dziennika Remusa Lupina
Razem z Mary i dwójką prefektów z Ravenclawu staliśmy koło wejścia do szkoły.
- Zabarykadujcie wejście, nie mogą się dostać do szkoły! – krzyknął jeden z aurorów i padł przed nami trafiony czarno-magicznym zaklęciem. Szybko pocałowałem Mary.
- Zamknijcie wrota – powiedziałem, biegiem kierując się na błonia.


Z dziennika Severusa Snape’a
- Co ty tu robisz? – zapytałem, pogardliwie patrząc na młodszego Blacka.
- Pomagam – odparł lakonicznie, trafiając Drętwotą jednego ze Śmierciożerców, który próbował dostać się do zamku przez Wieżę Astronomiczną.
- Myślałem, że do nich dołączyłeś – powiedziałem, rzucając Sectusemprą w Avery’ego.
- To się myliłeś – powiedział, bezbłędnie trafiając Cruciatusem jednego z naszych przeciwników.


Z dziennika Syriusza Blacka
- Wdarli się do zamku! – krzyczał jakiś puchon, biegnąc po korytarzu i wskazując na parter.
- Bądźcie w gotowości – powiedziałem, widząc zbliżające się czarne sylwetki. Cicho podszedłem do Dorcas i wypowiedziałem pewną inkantację celując w brunetkę. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale zrozumiała.
Zaklęcie Kameleona od razu wtopiło ją w otoczenie.


Z dziennika Jamesa Pottera
Ostatni raz dotknąłem dłoń Lily i popchnąłem ją za siebie.
- Drętwota! – krzyknąłem celując różdżką w napastnika.


Nagle wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko. Na piętro wpadły zamaskowane osoby, zaklęcia latały we wszystkie strony, tak samo jak odpadające kawałki ścian, rozbite okna, poprzewracane rzeźby. Każdy z kimś walczył, chociaż nigdzie w ferworze walki nie widziałam Dorcas, jednak miałam nadzieję, że po prostu pobiegła pomagać w innym miejscu. 
- Impedimento! – zawołałam, zwalniając Śmierciożercę, z którym walczyłam.
- Ascendio! – dodałam i patrzyłam jak go odrzuca na ścianę.
- Crucio! – wrzasnął Regulus Black, lekko mnie odpychając – Nie patyczkuj się z nimi Evans, ich trzeba niszczyć – dodał, uśmiechając się okrutnie i patrząc jak zakapturzona postać miota się na podłodze.
- Dość – powiedziałam – Nie myślałam, że jesteś po naszej stronie – dodałam, rzucając Drętwotą w kolejnego wbiegającego po schodach napastnika.
Młodszy Black uśmiechnął się kpiąco i poszedł dalej.
- Ty go tak załatwiłaś? – zapytał James, wskazując na Śmierciożercę.
- Nie, to Regulus – odparłam, zdejmując maskę nieprzytomnemu.
- To Nott – powiedział Syriusz, podchodząc do nas. Akurat na korytarzu nic się nie działo, wykorzystaliśmy ten moment, do powiązania oraz unieszkodliwienia leżących na ziemi sługów Voldemorta.
- Gdzie jest Dorcas? – zapytałam, rozglądając się dookoła.
- Tu jestem – odparła – Syriusz rzucił we mnie Kameleona – dodała odczarowując się na naszych oczach.
- Dzięki temu Dor atakowała ich znienacka – dopowiedział dumny z siebie Łapa.
- Dumbledore walczy w Wielkiej Sali z Voldemortem, Śmierciożercy uciekają! – zawołał Michael Button, biegnąc w stronę parteru. Spojrzeliśmy na siebie i pobiegliśmy za nim.

 
Wielka Sala nie wyglądała tak jak zwykle. Nie stały w niej cztery stoły, nie było miłego rozgardiaszu przy śniadaniu, czy wesołych dowcipów jak przy kolacji.
Na środku pomieszczenia w zabójczym tańcu walczyli dwaj najpotężniejsi czarodzieje naszych czasów, a pod ścianami Sali stali uczniowie oraz nauczyciele i obserwowali ten ostatni w tym dniu pojedynek na śmierć i życie.
- Lily chodź, w sali obok leżą ranni, musimy pomóc – powiedziała Mary i pociągnęła mnie i Dorcas do klasy od Numerologii.
- Tam leżą martwi – dodała, gdy przekroczyłyśmy próg pomieszczenia i zobaczyłyśmy ilość osób znajdujących się w tym pomieszczeniu. Na miękkich nogach podeszłam do ciał leżących w kącie Sali. Jedynym plusem, było to że niedużo osób straciło życie. Minusem, jednak ktoś umarł.
- Lily, nie patrz – wyszeptała Dorcas i pociągnęła mnie do pani Pomfrey. Po chwili pomagałyśmy opatrywać rannych, którzy ciągle byli znoszeni z pola bitwy.
- Severus! – zawołałam, widząc chłopaka niesionego na niewidocznych noszach przez Regulusa. Dopadłam do czarnowłosego.
- Co mu się stało? – zapytałam młodszego Blacka, który bez słowa upuścił Snape’a na wcześniej przetransmutowane z ławki, łóżko.
- Trafili go Cruciatusem, raczej nie jest w ciężkim stanie – stwierdził i wyszedł z pomieszczenia.
- Myślisz, że możemy mu ufać? – zapytała Mary, patrząc za odchodzącą postacią.
- Nie mam pojęcia – odparłam i już chciałam się zając Sev’em, gdy zamek ogarnął ogłuszający wrzask.
- Dumbledore POKONAŁ Voldemorta! – z tymi słowami, wpadł do Sali Syriusz. Wybiegłam na korytarz poszukać Jamesa.
- Lily! – krzyknął, mocno mnie do siebie przytulając – To koniec – wyszeptał mi we włosy.
Miałam w głowie totalny mętlik. Jedyną myślą, ciągle powracającą było to, że już nie ma zagrożenia.


- „… Aurorzy wyłapują Śmierciożerców… Magiczny Świat otrząsa się po ostatecznym starciu… powoli wszystko wraca do normy…” – Mary właśnie skończyła czytać artykuł z Proroka.
Od pokonania przez Dumbledore’a Voldemorta, minął tydzień, czas pełen radości, świętowania, ale jednocześnie zadumy i łez wylanymi nad osobami poległymi.
- Dobrze, że jest tak ciepło, inaczej siedzielibyśmy w kurtkach – jakże dowcipnie zauważył Syriusz. Zamek nieźle oberwał podczas walki. W Wielkiej Sali była ogromna wyrwa, dzięki której mieliśmy ładny widok na błonia i jezioro. Wieża Astronomiczna wyglądała jakby została zbombardowana, wiele okien było powybijanych, ogólnie wszędzie było pełno gruzu, połamanych i zniszczonych przedmiotów. Jednak powoli wszystko było odbudowywane i naprawiane. Tak naprawdę już nie mieliśmy lekcji, zostaliśmy w szkole aby pomóc w przywróceniu jej do stanu pierwotnego, lub chociaż trochę lepszej kondycji.
- I jak się czuje Remus? – zapytałam, patrząc na blondynkę. Remus trochę przeszarżował, po tym jak wybiegł na błonia pomagać Aurorom, został trafiony jakimś zaklęciem.
- Już lepiej, pani Pomfrey poiła go przeróżnymi eliksirami i żaden nie działał, w końcu Slughorn dobrał coś, co mu pomogło, rany się sklepiły i jutro Remus wychodzi ze Skrzydła – odparła Mary.
- I wszystko wraca do normy, Złota Szóstka Gryffindoru znowu będzie razem! – zawołał ironicznie Regulus, o dziwo siadając przy naszym stole i nakładając sobie na talerz stertę tostów – Co się tak gapisz, Evans? Przyszedłem w odwiedziny do starszego braciszka. Tak apropo, nasza mamuśka odbierze nas z dworca, teraz będzie udawać, że nigdy nie popierała Czarnego Pana – dodał, wpychając sobie do ust jedzenie.
- U was chyba jedzenie z otwartą paszczą jest rodzinne, co Black? – zapytałam, patrząc z niesmakiem na otwarte usta zarówno młodszego jak i starszego czarnowłosego. Oni tylko wyszczerzyli zęby i nadal zawzięcie spożywali śniadanie.
- Nadal nie rozumiem, jak to się stało, że jesteś po naszej stronie? Po szkole krążyły plotki, że dołączyłeś do Voldemorta – zapytała Dorcas, spoglądając na Regulusa.
- Meadowes, Meadowes, Meadowes, już wam to tłumaczyłem, ale widocznie wolniej jarzysz. Po pierwsze, nigdy nie zostałem Śmierciożercą i nie mam Mrocznego Znaku. Po drugie, nasza rodzina. Jakby to wyglądało, Ślizgon o nazwisku Black uciekający przed swoją rodową „powinnością”, musiałem udawać, że jestem z nimi. Po trzecie, myślisz, że Dumbledore jest taki mądry? To ja mu powiedziałem o horkruksie znajdującym się w naszej skrytce w banku, który to zresztą umieścił tam nasz drogi papcio. I to też ja, naprowadziłem Snape’a w poszukiwaniach kolejnych horkruksów, inaczej skąd by wiedział, że Malfoy ma u siebie jeden? Więc tak, możesz być pewna, że jak najbardziej jestem czysty. No, oprócz tych paru Cruciatusów, nie mogłem się opanować w czasie bitwy… - powiedział, na końcu się trochę rozmarzając. Mówiąc szczerze, to czasami się go obawiam.
- Aaa i Evans, nie masz się co martwic nie mam nic do mugolaków, lub osób półkrwi – dodał spoglądając to na mnie, to na Mary.
- Oczywiście, że nie ma się co martwic, bo jestem przy niej – powiedział James, tak słodko-rycersko, patrząc groźnie na Ślizgona.
- Ech, Gryfoni, ta wasza odwaga i honor! Przecież mówię, że mogą być spokojne, nie spadną im włosy z głowy, możesz być pewien – odparł Regulus – Idę pomagać w lochach. Do zobaczenia.
Patrzyłam za chłopakiem i miałam mieszane uczucia.
- Jak dla mnie, to on coś kombinuje – powiedział Syriusz – Po bitwie zapytał się, czy może się do mnie wprowadzić! Powiedział, że ma dość matki, ale wydaje mi się, że coś z nią planuje – dodał.
- Czy ty czasem nie przesadzasz, Łapo? Sam mówiłeś, że mieliście ciężko w domu, dobra, ty gorzej, jesteś Gryfonem, ale pomyśl, jeżeli twoi rodzice wcale nie zmienili zdania co do czystości krwi, mugolaków, to jak będzie się tam czuł chłopak, który przeszedł na naszą stronę? – zapytała Mary – Jestem pewna, że twoja matka będzie mu chciała utrudnić życie… Chociaż przy ludziach zapewne będzie tworzyć piękne pozory, przecież nawet dopiero powiedział, że po was wyjdzie na dworzec! W życiu nie widziałam twoich rodziców!
- To się ciesz, moja matka jest brzydka jak ghul – odparł Syriusz, marząc się na samo wspomnienie rodzicielki – Ale może coś w tym jest…
- Jasne, że tak! Regulus jest trochę dziwny, ale całkiem miły – stwierdziła rezolutnie Dorcas.


Po skończonym śniadaniu, znowu wróciliśmy do tego co robiliśmy wcześniej, czyli sprzątania zamku. Byliśmy z Jamesem na piątym piętrze, zajmowałam się naprawą czarami witraży w oknach, a J usuwał co cięższe kawałki cegieł i innego gruzu.
- Hej, James zobacz, byłeś tu kiedyś? – zawołałam z ciasnego pomieszczenia, rozglądając się po nim. Jakieś zaklęcie wykruszyło wyłom w ścianie, przez co stworzyło drzwi do tej małej komnaty.
- Nigdy tu nie byłem – odparł, stając za mną – A to, co to? – zapytał, wskazując głową na spory przedmiot przykryty zakurzonym płótnem. Podszedł i jednym szarpnięciem zdjął pokrowiec.
- „AIN EINGARP ACRESO GEWTELA Z RAWTĄWT EIN MAJ IBDO” – przeczytałam napis na ramie lustra – Co to za język? – zapytałam zaglądając w zwierciadło. I wtedy stało się coś dziwnego.
- O Merlinie – wyszeptałam. Bo w lustrze nie widziałam siebie i stojącego obok mnie Jamesa. Widziałam w nim nasz dom, a przed nim staliśmy my, z małym dzieckiem, znajdującym się w ramionach Rogacza – James, co widzisz? – zapytałam, patrząc z rozdziawioną buzią w to dziwne lustro. Brunet podszedł bliżej do tafli i stwierdził:
- Jak to co? Widzę nas, tak jak tu stoimy – no zamurowało mnie!
- Ale ja widzę coś zupełnie innego! – zawołałam i już chciałam dodać co, jednak przerwał mi pewien głos.
- Panie Potter, tylko pogratulować, jest pan bardzo szczęśliwym człowiekiem – powiedział Dumbledore – Stoicie przed lustrem Ain Eingarp, to zwierciadło pokazuje to, czego bardzo pragnie wasze serce. Tylko osoba najszczęśliwsza na świecie może w nim zobaczyć swoje odbicie – wytłumaczył nam profesor, spoglądając z podziwem na Jamesa..
- To znaczy, że nie jestem szczęśliwa? – zapytałam. Wydawało mi się, że jestem bardzo szczęśliwa…
- Och, nie. Tylko to oznacza to, że masz Lily, jakieś pragnienia, bardzo głęboko ukryte w swoim sercu – odparł dyrektor z dobrotliwym uśmieszkiem – Lustro zostanie przeniesione, nie chciałbym żebyście go szukali – dodał i wyszedł z komnaty.
Spojrzałam jeszcze raz w szklaną taflę, ostatni raz chciałam zobaczyć roześmianego szkraba, wywijającego nóżkami i rączkami.
- On jest taki słodki – wyszeptałam, podchodząc bliżej do lustra i mimowolnie uśmiechając się do dziecka.
- Lil, chodź – powiedział James, łapiąc mnie za rękę i wyprowadzając z pomieszczenia – Co widziałaś w lustrze? – zapytał Rogacz, zatrzymując się przy jednym z rozbitych okien.
- Widziałam nas – odparłam, rozmarzonym tonem – Z takim małym, ślicznym dzieckiem, takim miniaturowym tobą – dodałam, już trochę zawstydzona. Ukryłam twarz na torsie Jamesa.
- Lil – wyszeptał J i mocniej mnie do siebie przytulił – Obiecuję ci, że już niedługo – dodał, cicho się śmiejąc.                     


Koniec jest tak słodki, że aż mnie mdli. 
No, ale Voldemort nie żyje, wszyscy przeżyli(chociaż chciałam kogoś zabić, kogoś z naszej Złotej Szóstki)
i cóż, mam nadzieję, że jakoś to przeczytałyście :)
Nie mam pojęcia kiedy następny rozdział, jakoś powoli idzie mi pisanie kolejnych, może do końca tego tygodnia uda mi się jeszcze coś opublikować.

4 komentarze:

  1. Jak ja kocham takie momentu <3 słodkie aż mnie mdli i to jest najlepsze :D ale czemu Snape żyje???? dlaczego go nie zabiłaś??? xD a tak wgl to Potter co za brudne myśli siedzą w twojej głowie ? xDD haha czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku... Końcówka taka sweet <3 Zgodzę się z Avada Kedavrą, czemu Snape żyje??? Jakoś gościa nie lubię.. No ale koniec końców Voldemort nie żyje, Złota Szóstka w całości, a to znaczy że Harry będzie miał rodziców :D Życzę weny, czekam na nexta ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam więc komentuje ;) Ostatnio odkryłam tego bloga tak jakoś przez przypadek.Podoba mi się sposób twojego pisania,jest ciekawy i oryginalny.Fajne jest też to że rozdziały pojawiają się dość często ;) Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział.

    Pozdrawiam ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest nareszcie po Voldziu. Szczerze po cichu liczyłam że Snape zginie w bitwie ale cóż nie można mieć wszystkiego. Ja tam się cieszę że nikogo ze Złotej Szóstki nie uśmierciłaś chociaż jak by zmarłą Mary albo Dor to byłoby ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.