poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział 32 Ostatni



Ten dzień nie zapowiadał się jakoś wyjątkowo. Pogoda była do kitu, niestety padał deszcz, wiał porywisty wiatr i w ogóle zapowiadało się na burzę.
Siedziałam z Dorcas i Jamesem w Pokoju Wspólnym, pisaliśmy wypracowanie z Zielarstwa. Pewnie zastanawiacie się, gdzie podziała się pozostała trójka? Cóż, odpowiedz jest prosta, jednak dosyć niezwykła, odbębniali szlaban u Filtch’a. Może w przypadku Syriusza nie było w tym nic dziwnego, jednak nasz dwójka prefektów? To już było niepokojące, w końcu oni razem są prawie święci!
- Skończyliby nam w końcu zadawać te wypracowania, do końca szkoły zostały nam dwa tygodnie! – wyjęczała Dorcas, patrząc niezadowolona na swój usiany kleksami od atramentu pergamin – Jeszcze muszę napisać pół stopy – dodała zdegustowana.
- Oj tam, oj tam, wypracowania są fajne – odparłam, nie odrywając wzroku od podręcznika – Będzie mi tego brakować – dodałam. No bo, co ja będę robić po skończeniu szkoły? Zupełnie nie mam pomysłu na siebie!
- Jak chcesz, to będę ci zlecał różne wypracowania do napisania – zaproponował James – Na przykład „Zaklęcia przydatne w czarodziejskim domostwie” – dodał.
- Jeżeli myślisz, że zrobisz ze mnie kurę domową, to się grubo mylisz, Jamesie Potter – odparłam – Ja pójdę do pracy, a ty będziesz siedział w domu z dziećmi – dodałam. Jednak gdy wyobraziłam sobie co by się mogło dziać, wiecie sam facet z dzieckiem, syf w domu, dziecko głodne, nieprzewinięte i różne inne tragedie.
- Hm, jeszcze to obgadamy – dopowiedziałam, spoglądając w przestrzeń. Z powrotem zajęłam się przeglądaniem książki, mojego wiernego towarzysza, jednak znowu została mi przerwana ta czynność.
- Ty jesteś Lily Evans? Jesteś proszona do gabinetu dyrektora. Razem ze znajomymi – powiedział chłopak z piątego roku, którego kojarzyłam jak przez mgłę. Jednak w tym momencie to nie jest ważne. Istotne jest to, po co prosi nas Dumbledore.
- Dzięki – odparłam i spojrzałam na Jamesa i Dorcas. Oboje byli równie zdziwieni jak ja.
- Jak myślicie, o co może chodzić? – zapytała Dorcas, wygładzając swoją wymiętą szatę.
- Pomyślcie, po co dyrektor może nas wzywać? Łatwo się domyśleć – odparł James, przytrzymując nam obraz w przejściu.
- Niby tak – stwierdziłam niewiarygodnie inteligentnie – Ale, zaraz, czy nie powinniśmy poczekać na resztę? – zapytałam. Dorcas walnęła się w czoło i wymamrotała: „Jak mogłam zapomnieć o Ciasteczku?”, a James wyciągnął coś z kieszeni.
- Serio, będziesz się teraz przeglądał? – zapytałam, patrząc kpiąco na Rogacza. Ten tylko się uśmiechnął i szepnął do lusterka imię swego wiernego kumpla, czyli Łapy. No, zupełnie się nie spodziewaliście, co?
- Co jest Rogaczu? – odpowiedziała twarz Syriusza, która objawiła się w magicznym lusterku. Gdybym nie była czarownicą, to bym krzyknęła „OMG, czary normalnie!”, no ale jestem, także nie było aż takiego zdziwienia. Dobra, przyznaję, trochę się zdziwiłam widząc tam Blacka. Ale tak tyci-tyci.
- Kończycie już szlaban? Mamy iść do Dumbledore’a – powiedział James.
- Już skończyliśmy, Mary jest niewiarygodna, wiesz jak szybko myje podłogi? – odparł Syriusz – Spotkajmy się pod jego gabinetem. Bez odbioru!
Więc tak sobie szliśmy, aż dotarliśmy do posągu chimery, strzegącej wejścia do biura dyrektora Hogwartu.
- Tak właściwie, to zna ktoś hasło? – zapytała Dorcas, patrząc na naszą dwójkę.
- Hm, no nie – odparłam, zastanawiając się nad naszą głupotą.
- Ja znam! – zawołał Black zza naszych pleców – Cytrynowe myszy – powiedział, posąg poruszył się, a my całą szóstką weszliśmy na ruszające się schody. Oczywiście nie mam na myśli takich, jak w mugolskich centrach handlowych…
Podeszliśmy do drzwi, a Remus zapukał.
- Proszę! – odparł dyrektor.
Wewnątrz, za biurkiem siedział Dumbledore, a naprzeciwko Severus Snape. Właściwie, nie powinnam być tym zdziwiona, ale trochę byłam. Wiem, to głupie.
- Wejdźcie, proszę – dodał, wskazując nam na właśnie wyczarowane przez siebie dodatkowe krzesła. Więc zasiedliśmy grzecznie, zupełnie nie jak my, a właściwie Huncwoci. Chociaż nie, Remus jest kulturalny. Tylko tamta dwójka… Nieważne.
- Severusie, co ci jest? – zapytałam dziwnie bladego chłopaka. Wyglądał okropnie, trząsł się jak w chorobie i coś szeptał pod nosem.
- Zaraz wszystko wyjaśnimy – odpowiedział mi profesor – Jesteście już wprowadzeni w poszukiwania horkruksów, więc myślę, że możemy przejść do meritum sprawy. Odnaleźliśmy z Severusem ostatni – powiedział, wskazując na okazały wisior, z literą S na wieczku.
- Wow – wyszeptał Syriusz. Cóż, odpowiedni komentarz do tej sprawy.
- Odnalezienie tego ostatniego horkruksa było najcięższe, musieliśmy się zagłębić w przeszłości Lorda Voldemorta, jednak nasze poszukiwania były owocne. Mamy to – wskazał na biżuterię – Oraz resztę – dodał, wyjmując z szuflady inne przedmioty. Czarkę, którą już dobrze znałam, diadem, pierścień oraz czarny notatnik.
- Mamy wszystkie, ale co się stało Severusowi? – przerwałam dyrektorowi. Och, no byłam ciekawa!
- Severus wypił pewien eliksir, który ukazał mu różne przerażające wizje, panno Evans – odparł dyrektor – Był to wymóg, aby zdobyć horkruksa.
- To nie powinien pan tego wypić? – zapytałam, trochę wkurzona. Nafaszerował czymś Snape’a i ten teraz wygląda jak obłąkany! Wcześniej też tak trochę wyglądał, ale teraz bardziej…
- E-evans, ja mu-usiałem to wypić – wyszeptał Severus, patrząc na mnie smutno.
- Severus uparł się, że dzięki temu odkupi swoje winy – dodał Dumbledore. Spojrzałam na niego przelotnie i kiwnęłam głową. Uparciuch.
- Ludzie, skupmy się na sprawie – wtrącił się Syriusz patrząc z niesmakiem na trzęsącego się Snape'a – Może je zniszczmy i będzie po sprawie, co? – dodał, patrząc na Dumbledore’a z nadzieją.
- Niedługo je zniszczymy, jednak musicie wiedzieć, że Voldemort to odczuje. I myślę, że będzie bardzo zaniepokojony, wiedząc, że jego wszystkie horkruksy zostały zniszczone. Pewnie najpierw sprawdzi, czy zniszczyliśmy wszystkie, jednak później ze swoją armią Śmierciożerców, może ruszyć na Hogwart – dodał dyrektor.
W gabinecie zaległa cisza.
- Sugeruje pan bitwę? – zapytał Remus.
- Obawiam się, że tak, panie Lupin – odparł profesor.
- To może ich jeszcze nie niszczmy? – zaproponowała przerażona Dorcas.
- Powiadomiłem już nauczycieli, właśnie wyprowadzają ze szkoły najmłodszych. Aurorzy zostali już też poinformowani, tworzą oddziały chętnych do walki. Hogwart jest gotowy na ostateczną rozgrywkę – powiedział – Naszym zadaniem jest zniszczenie horkruksów, jednak jeżeli nie czujecie się na siłach, możecie opuścić szkołę – dodał.
- Gryfoni są zawsze gotowi do walki – odparł James, z czym wszyscy się zgodziliśmy.
- Więc chodźmy – odparł dyrektor, uśmiechając się dobrodusznie (serio, jakby było z czego…).
Poszliśmy za Główną Szychą Hogwartu, czyli inaczej dyrektorem. I o dziwo wylądowaliśmy po chwili na siódmym piętrze.
- Pokój Życzeń? – zapytał z niedowierzaniem Syriusz. Dumbledore przeszedł trzy razy pod ścianą, aż pojawiły się drzwi.
- Wejdźcie – powiedział, przytrzymując nam wrota. Grzecznie weszliśmy do środka i stanęliśmy w półkolu, obok dziwnego wyglądającego pojemnika.
Dumbledore wyjął horkruksy z woreczka i wsadził je do pojemnika. Nadal je widzieliśmy, pudełko wyglądało na wykonane ze szkła, jednak to zapewne tylko pozory.
Dyrektor przytknął do niego swoją różdżkę i cicho wyszeptał zaklęcie.
Wszystko to, co widziałam w całym swoim życiu, to nic, przy tym co zaczęło się dziać. W pojemniku pojawiły się ogniowe węże, atakujące po kolei każdy horkruks. Gdy go niszczyły, z przedmiotów wylatywała czarna ciecz, trochę przypominająca krew. W pomieszczeniu słychać było straszne krzyki, nie chcę żeby zabrzmiało to górnolotnie, ale okrzyki agonalne, takie jakie mógłby wydawać torturowany człowiek.
Języki ognia trawiły każdy przedmiot po kolei, aż krzyki i jęki ustały. W pomieszczeniu zrobiło się cicho. Ciszę przerwał dyrektor:
- Aqua Eructo – powiedział, po czym ogień zgasł. Tak po prostu, jakby go tam wcale nie było. Podeszłam trochę bliżej do pojemnika i zobaczyłam w nim tylko zwęglone i spopielone kawałki horkruksów.
- Ałł – wyjęczał Snape, łapiąc się za przedramię. Lekko podciągnął rękaw szaty, a naszym oczom ukazał się Mroczny Znak.
- Już wzywa Śmierciożerców – powiedział Dumbledore i szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia. To samo chciał zrobić Severus, jednak go zatrzymałam.
- Severusie, musisz się ukryć! Jeżeli Voldemort dowie się, że miałeś coś wspólnego z horkruksami… - zaczęłam mówić, łapiąc go za ramię i zatrzymując.
- Nie jestem tchórzem – odparł, wyrywając swoje ramię z mojego uścisku i opuszczając pokój.
- Musimy się przygotować, chodź Lily – powiedział James, ciągnąc mnie w stronę wyjścia z Pokoju Życzeń. Ruszyliśmy do Pokoju Wspólnego, jednak rozgardiasz jaki ujrzeliśmy na korytarzu był niepokojący. Tabuny uczniów chodziły po korytarzach, niektórzy gdzieś biegli, inni szli w kierunku schodów z kuframi, a jeszcze inni stali z różdżkami w ręku, szykując się.
Bitwę czas zacząć. 


Przepraszam, tak strasznie jest mi wstyd publikowac tak kiepski rozdział!
Jednak to nie jest najgorsze, następny wcale nie będzie lepszy, ba!
 nawet powiedziałabym, że będzie jeszcze gorszy(ale sobie reklamę robię:)
No nic, jakoś to przeczytałyście, przez następny może też przebrniecie.
Avado, mam nadzieję, że ucieszyłaś się, że Snape trochę pocierpiał przez ten eliksir, 
szczerze mówiąc też mnie on wkurza,
a szczególnie w moim opowiadaniu. No nic, trzeba go będzie wysłać do Honolulu, czy gdzieś indziej i będzie spokój :) Dziękuję za komentarze 
i do następnego! :)

3 komentarze:

  1. Jaki kiepski ja się pytam?! Rozdział fajny, fajniutki i wogóle superdupersweet <3 No dobra nie aż taki superdupersweet, bo wojna. Szybkomyjąca podłogi Mary xD No leże i nie wstaje.. :D Znów brak ładu i składu w moim komentarzu! To jakaś klątwa... Dobra koniec dziwacznego komentarza, życzę weny i czekam na nexta!
    PS.Życzę Voldemortowi aby gnił w piekle!

    OdpowiedzUsuń
  2. Co ? Kiepski rozdział ? Ty chyba sobie żartujesz. Ten rozdziała jest moim zdaniem jednym z najlepszych tylko nie rozumiem jak mogłaś skończyć w takim momencie ? Teraz to musisz szybko dodać następny rozdział bo umrę z ciekawości. Liczę na to że w następnym rozdziale wielu ludzi nie straci życia w wojnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyno nawet nie wiesz jak się ciesze ze stanu Snape'a :D tylko czemu on jest taki szlachetny? zabij go podczas bitwy xD której swoja drogą nie moge się doczekać ;) a co do Honolulu uważam że jest za fajne :) trzeba go wysłac na antarktyde i niech tam zamarznie xDDD ja zła hehe do następnego ^^

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.