piątek, 24 października 2014

Rozdział 31 Spadek



Maj mijał niespiesznie. Pogoda jak na Anglię była zadziwiająca, dzień w dzień świeciło słońce i było całkiem ciepło.
- James, podaj mi dżem – powiedziałam do chłopaka, kładąc sobie na talerzu gorący tost. Właśnie odbywało się sobotnie śniadanie, siedzieliśmy zaspani przy stole i niemrawo spożywaliśmy posiłek.
- Oo, poczta – zauważyła Mary, gdy chmara sów wleciała do Wielkiej Sali. Przede mną wylądował Paddington, którego jak zwykle użyczył mi James, w końcu leniwy kot nie dostarczy rodzicom poczty...
- Petunia urodziła! – zawołałam trochę zszokowana. No dobra, wiadome było, że w końcu urodzi to dziecko, ale to takie dziwne, moja siostra ma dziecko! A ja zostałam ciocią! – Nazwali go Dudley, w chwili narodzin ważył 4 i pół kilo i miał 54 centymetry – dodałam, wyczytując najciekawsze wiadomości z listu.
- Trochę spory – stwierdził James i wypił szklankę soku dyniowego – Co jest Łapo, kiwasz się i gapisz w ten pergamin jak nawiedzony.
Spojrzałam na Syriusza i rzeczywiście, jakoś zbladł i przez parę minut nic nie mówił, co było dosyć niepokojące.
- Zmarł wujek Alfard – oznajmił, chowając pergamin z powrotem do koperty – Jestem jego jedynym spadkobiercą – dodał.
- Syriuszu, tak mi przykro z powodu twojej straty – powiedziałam.
- Co? Ruda, nie przesadzaj, jest ok., wujek był spoko-kolesiem, ale prawie się nie znaliśmy. Pewnie chciał doprowadzić do zawału moją matkę, przepisując wszystko na mnie – odparł wzruszając ramionami i zajmując się jedzeniem owsianki.
- To co ci zapisał? – zapytał ciekawsko James.
- Nie wiem, mam się zgłosić do jego prawnika na oficjalne odczytanie testamentu. Mam nadzieję, że Dumbledore puści mnie w poniedziałek… - dodał, wstając od stołu.
- Ciekawe co arystokraci zostawiają w spadkach – zaczął rozważać Remus.
- Z tego co wiem, to mnóstwo galeonów, czasem posiadłości lub biżuterię – odparł James, który trochę siedział w tym temacie.
- Mógłby odziedziczyć dom, wcale bym się nie obraziła – stwierdziła Dorcas – To co, babski dzień, dziewczęta? – zaproponowała, na co z chęcią przystałyśmy. Tylko Remus z Jamesem coś tam jęczeli, ale kto by się przejmował facetami?



- Czas na maseczkę! – zarządziła Mary, nakładając brunetce na twarz specyfik z zielonej glinki – Dor, nie ruszaj się, bo ci pobrudzę włosy – fuknęła.
Siedziałam i malowałam sobie paznokcie, z mnóstwem wałków na głowie, z maseczką ściągającą pory(małe, okropne dziady, nienawidzę ich) i nuciłam sobie nową piosenkę zespołu Otruci Amortencją.
- „… i przyszła, przyszła i otruła mnie! Otruła mnie, o nieee, o nieee…!” – wyłam sobie, gdy zobaczyłam za oknem trzy roześmiane postacie.
- Powtórka z przeszłości – skomentowała to Mar, na co przypomniałam sobie początek siódmej klasy i pierwszą wizytę Huncwotów w naszej sypialni. Też wtedy miałyśmy maseczki na twarzach. Fatum jakieś, czy co?
- A wy tu czego? – zapytałam, otwierając szerzej okno, aby mogli wlecieć na miotłach.
- A tego – odparł bardzo „zabawnie” Syriusz. Haha, boki zrywać!
- Co to za zwierzaki masz we włosach? – zapytał James, dotykając powkręcane we włosy wałki.
- Mugolskie wałki – odparła za mnie Dorcas – Dzięki temu, Lil będzie miała prześliczne loki – dodała.
- Lubię cię w lokach – wyszeptał mi na ucho Rogacz. Aż mi się gorąco zrobiło!
- Weźcie mi tu nie flirtujcie, Ruda, dawaj chipsy, wiem, że pani Evans ci wysłała! – zawołał oskarżycielsko Syriusz. Westchnęłam głośno i poszłam do mojej jakże tajnej skrytki, czyli wyjęłam spod łóżka spory karton pełen paczek syriuszowych przysmaków.
- Tyle chipsów – wyszeptał Łapa, porywając jedną z paczek. Ech, chipsomaniak.
- W „Czarownicy” jest test dla par, zrobimy? – zaproponowała Dorcas, wskazując na kolorowy magazyn. Gdy już wszyscy wyrazili ochotę, i byli zapchani chipsami o smaku papryki, albo tak jak Syriusz cebuli(Cebulak jeden), zaczęliśmy.
- Dobra, to zasady są takie, każdy pisze odpowiedzi na swojej kartce, a potem sobie je porównujemy w parze. Test nazywa się: „Co najbardziej lubi twoja połówka? Czy znacie siebie dostatecznie dobrze, żeby stworzyć trwały związek?”. Uwaga czytam, pierwsze pytanie!
Co najbardziej lubi twój/twoja ukochany/na?
a)    Czekoladę
b)    Owoce morza
c)    Pomidory
Tak sobie pomyślałam, że niezłe połączenie! Czekolada, owoce morza i pomidor, jakiś kretyn układał tak debilne pytanie. No, ale wiem że James uwielbia pomidory, więc odpowiedz c.
- Pytanie drugie:
Co założyłby/założyła twa ukochana osoba na imprezę:
a)    Mini
b)    Spodnie
c)    Ogrodniczki
W „Czarownicy” pracują sami kretyni, ale dobra, odpowiedz b) spodnie. Bo James w ogrodniczkach? Hahaha.
- Pytanie trzecie:
Jaką pozycję seksualną uwielbia twój/twoja dziewczyna/chłopak?:
a)    Misjonarska
b)    Na jeźdźca
c)    Od tyłu
Cholera jasna, a co my Kamasutrę już mieliśmy przerobić? Szczerze mówiąc, to ech, dobra, niech będzie odpowiedz a).
- Pytanie czwarte:
Co twój/twoja ukochana/ukochany kocha w tobie najbardziej?
a)    Oczy
b)    Usta
c)    Inną część ciała
W końcu jakieś sensowne pytanie. Tylko hm, co by tu zaznaczyć? Niech będą oczy!
- I uwaga, piąte ostatnie pytanie:
Gdzie widzisz siebie z ukochaną osobą za 10 lat?
a)    W domu z piątką dzieci
b)    Na Malediwach
c)    Na Pokątnej
Kolejne idiotyczne pytanie, ale jestem pewna, że odpowiedz a! James już sobie zaplanował co najmniej trójkę dzieci, które to chce powiązać z dziećmi DorSyriuszów oraz ReMarów.
- Czytamy odpowiedzi! – zadecydowała Mary. A że mieliśmy to robić w parach, odwróciłam się do Jamesa i zaczęłam czytać:
- Pytanie 1 odpowiedz c) pomidor – powiedziałam, na co zadowolony James kiwnął głową i odpowiedział:
- Odpowiedz b) owoce morze – teraz ja się uśmiechnęłam, cóż uwielbiam krewetki, kraby, homary! Mniam, mniam!
- Pytanie 2 odpowiedz b) spodnie.
- Ja u ciebie zaznaczyłem a) mini – z braku laku, to najlepsza odpowiedz.
- Pytanie numer 3, odpowiedz a) misjonarska – powiedziałam lekko się czerwieniąc.
- Ja również to zaznaczyłem. Ale nie martw się, niedługo wypróbujemy inne – zapowiedział. No nic, trzymam go za słowo.
- Pytanie 4, odpowiedz a) oczy.
- Doskonale. Ja zaznaczyłem b) usta – odparł, czym sobie przyplusował, doskonale wie, że uwielbiam jego usta.
- I ostatnie, odpowiedz a) w domu z piątką dzieci – powiedziałam, na co James się zaśmiał i kiwnął głową.
- Zaznaczyłem b) Malediwy, bo wiem, że z piątką dzieciaków byś nie wytrzymała – odparł. I tu ma rację, dwójka ok., trójka może być, ale nigdy więcej! Chyba bym oszalała, gdyby były podobne do nadpobudliwego Jamesa. Gdy już wszyscy przeczytali sobie odpowiedzi i pozmywałyśmy z dziewczynami maseczki, oraz zdjęłam z głowy niewygodne wałki, zdecydowaliśmy, że resztę dnia spędzimy na błoniach.



Poniedziałkowe popołudnie spędzaliśmy w Pokoju Wspólnym, rozwaleni na kanapach po ciężkich lekcjach. Niby koniec roku szkolnego tuż-tuż, a cisną nam strasznie! McGonagall wyżywała się na nas, jakbyśmy jej kota zatłukli balonem, no masakra.
Głównie czekaliśmy na Syriusza, który dostał pozwolenie od Dumbledore’a na wyjście ze szkoły i spotkał się z prawnikiem swojego zmarłego wujka.
- Ile może trwać takie spotkanie? – zapytała Dorcas. W końcu Black wyruszył ze szkoły o 9 rano, a było już po 17 i nadal go nie było.
- Pewnie muszą wszystko pozałatwiać, wiesz jakieś sprawy notarialne czy coś – odparłam piłując Mary paznokcie.
- Notarialne? – zapytał James.
- Hm, nie wiem jak to się nazywa w magicznym świecie. U mugoli są prawnicy, notariusze… - zaczęłam wyliczać, jednak jak zwykle przerwało mi nadejście Syriusza.
- Cześć wam! – zaczął, rozpinając marynarkę i zdejmując ją z ramion. Następnie rozsiadł się na wolnym fotelu i wypił resztki soku dyniowego z butelki.
- Weź nie przeciągaj i powiedz co odziedziczyłeś? – zapytał James.
- No, moi drodzy, Czekoladko, już nie jestem bezdomny – oznajmił Syriusz i błysnął zębami – Przypadł mi dom wuja, jego całkiem pełna skrytka u Gringotta, trochę biżuterii rodowej oraz różne lokaty.
- Fiu fiu – gwizdnęła Dorcas – To co, już spokojnie cię stać na pierścionek zaręczynowy – zauważyła i dodała marzycielsko – Z pięciokaratowym brylantem.
- Hm, no nie szalej Czekoladko – odparł Łapa – Ale trzy karaty na pewno dostaniesz – dodał, widząc jej zabójczy wzrok.
- To się cieszę, będziemy mieć z Jamesem spokój w naszym gniazdku – powiedziałam, uśmiechając się do Rogacza.
- Chyba wiewiórczej norze – rzucił Black i zaśmiał się ze swojego dowcipu, który nikogo nie rozśmieszył.
- Aleś zabawny – odparłam.


Z dziennika Severusa Snape’a
- Odnalazłem miejsce ukrycia ostatniego horkruksa – oznajmił Dumbledore.
- I gdzie on się znajduje? – zapytałem ciekawy.
- Jutro po niego wyruszę, jednak chciałbym żebyś mi towarzyszył – powiedział zupełnie ignorując moje pytanie, jednak pokiwałem głową na zgodę.
- Będziesz musiał wykonać wszystkie moje prośby, gdy powiem uciekaj, uciekniesz na nic się nie oglądając, gdy powiem schowaj się, od razu to wykonasz, rozumiemy się? – dodał, spoglądając na mnie zza tych okularów-połówek.
- Tak, panie profesorze – odparłem. Już czekałem na możliwość zniszczenia wszystkich części duszy Voldemorta.



Ostatni rozdział w tym tygodniu. 
Muszę trochę nadrobić pisanie kolejnych części, już mam tylko trzy w zapasie! 
Więc, miłego weekendu i dzięki za komentarze :)

3 komentarze:

  1. <3 <3 <3 <3 nie wiem już co pisać po prostu cudowne :D ale no nwm spraw że Snape będzie zły nie lubie go :( fajnie że szczęniaczki będą miały swoją budę xDDDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Uuu jeszcze tylko medalion i po Voldziu. Noo Syriusz szaleje no to teraz chatę i kasę czyli Dor nasz przyszła pani Black będzie miała wygodne życie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cuuudooo<3 (nie mam pomysłu na resztę komentarza więc będą serduszka) <3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.