Maj mijał niespiesznie.
Pogoda jak na Anglię była zadziwiająca, dzień w dzień świeciło słońce i było
całkiem ciepło.
- James, podaj mi dżem –
powiedziałam do chłopaka, kładąc sobie na talerzu gorący tost. Właśnie odbywało
się sobotnie śniadanie, siedzieliśmy zaspani przy stole i niemrawo spożywaliśmy
posiłek.
- Oo, poczta – zauważyła
Mary, gdy chmara sów wleciała do Wielkiej Sali. Przede mną wylądował
Paddington, którego jak zwykle użyczył mi James, w końcu leniwy kot nie
dostarczy rodzicom poczty...
- Petunia urodziła! –
zawołałam trochę zszokowana. No dobra, wiadome było, że w końcu urodzi to
dziecko, ale to takie dziwne, moja siostra ma dziecko! A ja zostałam ciocią! –
Nazwali go Dudley, w chwili narodzin ważył 4 i pół kilo i miał 54 centymetry –
dodałam, wyczytując najciekawsze wiadomości z listu.
- Trochę spory – stwierdził
James i wypił szklankę soku dyniowego – Co jest Łapo, kiwasz się i gapisz w ten
pergamin jak nawiedzony.
Spojrzałam na Syriusza i
rzeczywiście, jakoś zbladł i przez parę minut nic nie mówił, co było dosyć
niepokojące.
- Zmarł wujek Alfard –
oznajmił, chowając pergamin z powrotem do koperty – Jestem jego jedynym spadkobiercą
– dodał.
- Syriuszu, tak mi przykro z
powodu twojej straty – powiedziałam.
- Co? Ruda, nie przesadzaj, jest
ok., wujek był spoko-kolesiem, ale prawie się nie znaliśmy. Pewnie chciał
doprowadzić do zawału moją matkę, przepisując wszystko na mnie – odparł
wzruszając ramionami i zajmując się jedzeniem owsianki.
- To co ci zapisał? –
zapytał ciekawsko James.
- Nie wiem, mam się zgłosić
do jego prawnika na oficjalne odczytanie testamentu. Mam nadzieję, że
Dumbledore puści mnie w poniedziałek… - dodał, wstając od stołu.
- Ciekawe co arystokraci
zostawiają w spadkach – zaczął rozważać Remus.
- Z tego co wiem, to mnóstwo
galeonów, czasem posiadłości lub biżuterię – odparł James, który trochę
siedział w tym temacie.
- Mógłby odziedziczyć dom,
wcale bym się nie obraziła – stwierdziła Dorcas – To co, babski dzień,
dziewczęta? – zaproponowała, na co z chęcią przystałyśmy. Tylko Remus z Jamesem
coś tam jęczeli, ale kto by się przejmował facetami?
- Czas na maseczkę! –
zarządziła Mary, nakładając brunetce na twarz specyfik z zielonej glinki – Dor,
nie ruszaj się, bo ci pobrudzę włosy – fuknęła.
Siedziałam i malowałam sobie
paznokcie, z mnóstwem wałków na głowie, z maseczką ściągającą pory(małe,
okropne dziady, nienawidzę ich) i nuciłam sobie nową piosenkę zespołu Otruci
Amortencją.
- „… i przyszła, przyszła i
otruła mnie! Otruła mnie, o nieee, o nieee…!” – wyłam sobie, gdy zobaczyłam za
oknem trzy roześmiane postacie.
- Powtórka z przeszłości – skomentowała to Mar, na co przypomniałam sobie początek siódmej klasy i pierwszą
wizytę Huncwotów w naszej sypialni. Też wtedy miałyśmy maseczki na twarzach.
Fatum jakieś, czy co?
- A wy tu czego? –
zapytałam, otwierając szerzej okno, aby mogli wlecieć na miotłach.
- A tego – odparł bardzo
„zabawnie” Syriusz. Haha, boki zrywać!
- Co to za zwierzaki masz we
włosach? – zapytał James, dotykając powkręcane we włosy wałki.
- Mugolskie wałki – odparła
za mnie Dorcas – Dzięki temu, Lil będzie miała prześliczne loki – dodała.
- Lubię cię w lokach –
wyszeptał mi na ucho Rogacz. Aż mi się gorąco zrobiło!
- Weźcie mi tu nie
flirtujcie, Ruda, dawaj chipsy, wiem, że pani Evans ci wysłała! – zawołał
oskarżycielsko Syriusz. Westchnęłam głośno i poszłam do mojej jakże tajnej
skrytki, czyli wyjęłam spod łóżka spory karton pełen paczek syriuszowych
przysmaków.
- Tyle chipsów – wyszeptał
Łapa, porywając jedną z paczek. Ech, chipsomaniak.
- W „Czarownicy” jest test
dla par, zrobimy? – zaproponowała Dorcas, wskazując na kolorowy magazyn. Gdy
już wszyscy wyrazili ochotę, i byli zapchani chipsami o smaku papryki, albo
tak jak Syriusz cebuli(Cebulak jeden), zaczęliśmy.
- Dobra, to zasady są takie,
każdy pisze odpowiedzi na swojej kartce, a potem sobie je porównujemy w parze.
Test nazywa się: „Co najbardziej lubi twoja połówka? Czy znacie siebie dostatecznie
dobrze, żeby stworzyć trwały związek?”. Uwaga czytam, pierwsze pytanie!
Co najbardziej lubi
twój/twoja ukochany/na?
a)
Czekoladę
b)
Owoce morza
c)
Pomidory
Tak sobie pomyślałam, że
niezłe połączenie! Czekolada, owoce morza i pomidor, jakiś kretyn układał tak
debilne pytanie. No, ale wiem że James uwielbia pomidory, więc odpowiedz c.
- Pytanie drugie:
Co założyłby/założyła twa
ukochana osoba na imprezę:
a)
Mini
b)
Spodnie
c)
Ogrodniczki
W „Czarownicy” pracują sami
kretyni, ale dobra, odpowiedz b) spodnie. Bo James w ogrodniczkach? Hahaha.
- Pytanie trzecie:
Jaką pozycję seksualną
uwielbia twój/twoja dziewczyna/chłopak?:
a)
Misjonarska
b)
Na jeźdźca
c)
Od tyłu
Cholera jasna, a co my
Kamasutrę już mieliśmy przerobić? Szczerze mówiąc, to ech, dobra, niech będzie
odpowiedz a).
- Pytanie czwarte:
Co twój/twoja
ukochana/ukochany kocha w tobie najbardziej?
a)
Oczy
b)
Usta
c)
Inną część ciała
W końcu jakieś sensowne
pytanie. Tylko hm, co by tu zaznaczyć? Niech będą oczy!
- I uwaga, piąte ostatnie
pytanie:
Gdzie widzisz siebie z
ukochaną osobą za 10 lat?
a)
W domu z piątką dzieci
b)
Na Malediwach
c)
Na Pokątnej
Kolejne idiotyczne pytanie,
ale jestem pewna, że odpowiedz a! James już sobie zaplanował co najmniej trójkę
dzieci, które to chce powiązać z dziećmi DorSyriuszów oraz ReMarów.
- Czytamy odpowiedzi! –
zadecydowała Mary. A że mieliśmy to robić w parach, odwróciłam się do Jamesa i
zaczęłam czytać:
- Pytanie 1 odpowiedz c)
pomidor – powiedziałam, na co zadowolony James kiwnął głową i odpowiedział:
- Odpowiedz b) owoce morze –
teraz ja się uśmiechnęłam, cóż uwielbiam krewetki, kraby, homary! Mniam, mniam!
- Pytanie 2 odpowiedz b)
spodnie.
- Ja u ciebie zaznaczyłem a)
mini – z braku laku, to najlepsza odpowiedz.
- Pytanie numer 3, odpowiedz
a) misjonarska – powiedziałam lekko się czerwieniąc.
- Ja również to zaznaczyłem.
Ale nie martw się, niedługo wypróbujemy inne – zapowiedział. No nic, trzymam go
za słowo.
- Pytanie 4, odpowiedz a)
oczy.
- Doskonale. Ja zaznaczyłem
b) usta – odparł, czym sobie przyplusował, doskonale wie, że uwielbiam jego
usta.
- I ostatnie, odpowiedz a) w
domu z piątką dzieci – powiedziałam, na co James się zaśmiał i kiwnął głową.
- Zaznaczyłem b) Malediwy,
bo wiem, że z piątką dzieciaków byś nie wytrzymała – odparł. I tu ma rację,
dwójka ok., trójka może być, ale nigdy więcej! Chyba bym oszalała, gdyby były
podobne do nadpobudliwego Jamesa. Gdy już wszyscy przeczytali sobie odpowiedzi
i pozmywałyśmy z dziewczynami maseczki, oraz zdjęłam z głowy niewygodne wałki,
zdecydowaliśmy, że resztę dnia spędzimy na błoniach.
Poniedziałkowe popołudnie
spędzaliśmy w Pokoju Wspólnym, rozwaleni na kanapach po ciężkich lekcjach. Niby
koniec roku szkolnego tuż-tuż, a cisną nam strasznie! McGonagall wyżywała się
na nas, jakbyśmy jej kota zatłukli balonem, no masakra.
Głównie czekaliśmy na
Syriusza, który dostał pozwolenie od Dumbledore’a na wyjście ze szkoły i
spotkał się z prawnikiem swojego zmarłego wujka.
- Ile może trwać takie
spotkanie? – zapytała Dorcas. W końcu Black wyruszył ze szkoły o 9 rano, a było
już po 17 i nadal go nie było.
- Pewnie muszą wszystko
pozałatwiać, wiesz jakieś sprawy notarialne czy coś – odparłam piłując Mary
paznokcie.
- Notarialne? – zapytał
James.
- Hm, nie wiem jak to się
nazywa w magicznym świecie. U mugoli są prawnicy, notariusze… - zaczęłam
wyliczać, jednak jak zwykle przerwało mi nadejście Syriusza.
- Cześć wam! – zaczął,
rozpinając marynarkę i zdejmując ją z ramion. Następnie rozsiadł się na wolnym
fotelu i wypił resztki soku dyniowego z butelki.
- Weź nie przeciągaj i powiedz co
odziedziczyłeś? – zapytał James.
- No, moi drodzy,
Czekoladko, już nie jestem bezdomny – oznajmił Syriusz i błysnął zębami –
Przypadł mi dom wuja, jego całkiem pełna skrytka u Gringotta, trochę biżuterii
rodowej oraz różne lokaty.
- Fiu fiu – gwizdnęła Dorcas
– To co, już spokojnie cię stać na pierścionek zaręczynowy – zauważyła i dodała
marzycielsko – Z pięciokaratowym brylantem.
- Hm, no nie szalej
Czekoladko – odparł Łapa – Ale trzy karaty na pewno dostaniesz – dodał, widząc
jej zabójczy wzrok.
- To się cieszę, będziemy
mieć z Jamesem spokój w naszym gniazdku – powiedziałam, uśmiechając się do
Rogacza.
- Chyba wiewiórczej norze –
rzucił Black i zaśmiał się ze swojego dowcipu, który nikogo nie rozśmieszył.
- Aleś zabawny – odparłam.
Z
dziennika Severusa Snape’a
- Odnalazłem miejsce ukrycia
ostatniego horkruksa – oznajmił Dumbledore.
- I gdzie on się znajduje? –
zapytałem ciekawy.
- Jutro po niego wyruszę,
jednak chciałbym żebyś mi towarzyszył – powiedział zupełnie ignorując moje
pytanie, jednak pokiwałem głową na zgodę.
- Będziesz musiał wykonać
wszystkie moje prośby, gdy powiem uciekaj, uciekniesz na nic się nie oglądając,
gdy powiem schowaj się, od razu to wykonasz, rozumiemy się? – dodał,
spoglądając na mnie zza tych okularów-połówek.
- Tak, panie profesorze –
odparłem. Już czekałem na możliwość zniszczenia wszystkich części duszy
Voldemorta.
Ostatni rozdział w tym tygodniu.
Muszę trochę nadrobić pisanie kolejnych części, już mam tylko trzy w zapasie!
Więc, miłego weekendu i dzięki za komentarze :)
<3 <3 <3 <3 nie wiem już co pisać po prostu cudowne :D ale no nwm spraw że Snape będzie zły nie lubie go :( fajnie że szczęniaczki będą miały swoją budę xDDDD
OdpowiedzUsuńUuu jeszcze tylko medalion i po Voldziu. Noo Syriusz szaleje no to teraz chatę i kasę czyli Dor nasz przyszła pani Black będzie miała wygodne życie.
OdpowiedzUsuńCuuudooo<3 (nie mam pomysłu na resztę komentarza więc będą serduszka) <3<3<3<3
OdpowiedzUsuń