I kolejny rozdział :) Dziękuję za komentarze, nawet widzę doszła nam nowa osoba komentująca! Zapewniam was, że czytam wasze opinie i się cieszę, że komuś chce się to komentować, aż wstyd się przyznać, ale czasem jak czytam jakieś opowiadanie, to nie chce mi się go skomentować. Leń ze mnie jest straszny.
Rozdział 33 się pisze, ale muszę wam powiedzieć, że tak trudno mi się go tworzy, że masakra.
Już chyba piszę go od trzech dni, czy nawet dłużej i mam tylko cztery strony...
Początek tego rozdziału potraktujcie z przymrużeniem oka :D
Z
„pamiętniczka” Syriusza Blacka
Szedłem sobie zapchanym
korytarzem, czując się niczym super-model. Rzucałem uśmiechy na wszystkie
strony, kręciłem zadkiem i puszczałem subtelne oczka do dziewcząt. Taaak, Boski
Black zachwyca wszystkie hogwarckie dziewoje! Ale jest wierny tylko jednej, tej
najdoskonalszej, najpiękniejszej i najzgrabniejszej. Czekoladce.
- Witaj Seksowna Kocico –
powiedziałem do mojej słodkiej jak czekolada dziewczyny.
- Witaj o Boski Syriuszu,
uroda twa niczym wiosenna trawa, zachwyca mnie codziennie z rana – odparła
Dorcas, leciutko całując moje pełne usta. I dodajmy, że nie poprawiane
Magicznym Kwasem Hialuronasem, o nie, nie, matka natura dobrze wiedziała co
robi, obdarzając mnie tak ponętnymi usteczkami.
- Porównujesz mnie do trawy,
kobieto? – zapytałem lekko urażony. Ja tam bym siebie porównał raczej do
pięknego zachodu słońca, lub wzburzonej wody.
- Przepraszam, uroda twa
mnie zachwyca, chcę dotknąć twe lica – poprawiła się, czym sobie u mnie
zapunktowała. Może nawet po południu dam jej dotknąć moich włosów? Kto wie!
W końcu dotarliśmy do stołu
Gryfonów w Wielkiej Sali, usadziłem delikatnie, swe pięknie wyrzeźbione
pośladki na twardej ławie i westchnąłem żałośnie:
- Ojojoj.
- Co Łapo, znowu myślisz, że
od siedzenia na twardym spłaszczą ci się pośladki? – zapytała Ruda Istota,
niecnie się ze mnie śmiejąc. O ja biedny! Ale, czy ten Rudy Wiewiór nie czyta
mi w myślach? Przecież przed sekundą właśnie tak pomyślałem…
- Lily, nie dokuczaj
Syriuszowi, znowu się obrazi – obronił mnie mój przyjaciel Rogacz. Chociaż
tekst o obrażaniu mógł sobie darować, no doprawdy, ja? Ja się obrażam?
Oczywiście, że, ech, no tak. Niestety…
Ta Straszna Istota zaśmiała
się szkaradnie i wcisnęła sobie do ust kiełbaskę. Hm, a gdzie jest półmisek z
kiełbaskami?!
- Z-zja-zjadłaś ost-ttatnią?
– zapytałem jąkając się ze złości. Złośliwa Istota tylko uśmiechnęła się okropnie i ze śmiechem hieny wyszła razem z mym obrońcą z sali.
- Tak mi przykro, Syriuszu –
powiedziała Dorcas, pocieszającym tonem – Na pewno na kolację będą kiełbaski,
zobaczysz – dodała, klepiąc mnie lekko po ręce.
Czekoladka to prawdziwy
skarb!
Więc jadłem na śniadanie
zdrowe musli z mlekiem(blee), gdy jakiś cień padł na moją miseczkę płatków.
Cień jakże szkaradny, był to najokropniejszy, z okropnych, był to po prostu
Smarkerus.
- Co tam Smarkerusie,
zgubiłeś się? – zapytałem jakże ironicznie.
- Nie – odparł z jakimś
niesmakiem(?) tłusto-włosy – Dumbledore zaprasza cię do gabinetu. Hasło:
cytrynowe myszy – dodał i odszedł, zabawnie człapiąc i kiwając się na boki jak
pingwin. Dzięki wam o geny! Gdybym wyglądał jak Smark, chyba podciąłbym sobie
żyły starą żyletką do golenia owłosionych pośladków Goyle’a.
- To lecę Dorciku, potem
zabawimy się w Pokoju Życzeń – powiedziałem, ruszając brwiami. Oczywiście
miałem na myśli plecenie warkoczy z włosów Czekoladki, nic innego.
Maszerowałem sobie raźno,
rzucając co ładniejszym niewiastom boskie uśmiechy, a co brzydszym zniesmaczone
spojrzenia. I tak dotarłem pod wejście do gabinetu dyrektora.
- Cytrynowe myszy –
powiedziałem i już po paru sekundach byłem w tym niezwykłym pomieszczeniu,
pełnym pięknych instrumentów, tak wypolerowanych, że mogłem się w nich
przejrzeć i oczywiście podziwiać swą urodę.
- Witam, panie Black. Mam do
pana niecodzienną prośbę…
Siedzieliśmy sobie z Jamesem
w huncwockiej sypialni, w której ostatnio głównie spędzaliśmy czas. Pokój
Wspólny został zagarnięty przez młodszych uczniów, a jakoś nie widziało nam się
siedzenie z tymi nieznośnymi smarkaczami.
- Ale nuuudy – wyjęczałam
siedząc na brudnej podłodze(okruchy po chipsach) i przeglądając po raz
dziesiąty „Czarownicę” – Przed egzaminami było co robić, a teraz tylko siedzimy
i czytamy pisemka – dodałam, wskazując palcem na „Przegląd Quidditch’a”, który
to Rogacz dzierżył w dłoni.
- Zarzuciłem cię
propozycjami, a ty nic z tego nie chciałaś robić – odparł, nadal czytając
ranking najlepszych mioteł na rynku.
- Mając do wyboru latanie na
miotle, albo trenowanie odbijania tłuczków, próbujących rozkwasić mi twarz, to
chyba nic dziwnego? – powiedziałam, wyrywając sportową gazetę z rąk Jamesa –
Poróbmy coś ciekawego – inteligentnie zaproponowałam.
- To hmmm, no nie wiem, może
pograjmy w gargulki? – zapytał.
- Nudy!
- Czarodziejskie szachy?
- Jeszcze większe nudy!
- Szalone warcaby?
- Chyba cię James, pogrzało!
- Nic ci się kobieto nie
podoba! – zauważył. Już otwierał usta, żeby zaproponować kolejną zapewne równie
„zabawną” grę, gdy do pokoju wpadł rozemocjonowany Syriusz.
- Ruda Istota oraz Rogacz za
mną! Weź pelerynę-niewidkę – rozkazał Black. Biorąc pod uwagę, że nic lepszego
nie miałam do roboty, to poszłam razem z Jamesem za Panem Arystokratą.
- Tak właściwie, to co się
dzieje? – zapytał James, zadając świetne pytanie. W końcu z Syriuszem nigdy nie
wiadomo, może chodzi tylko o promocję brylantyny w Biedronexie.
- Mamy misję, moi kochani –
odparł tajemniczo i zaciągnął nas do gabinetu dyrektora.
Że się tak ładnie zapytam,
po co?
Cóż, profesor od razu nam to
wyjaśnił.
- Za pomocą świstoklika
dostaniecie się na ulicę Pokątną, dostaliśmy cynk z pewnego źródła, że w
skrytce bankowej Blacków, znajduje się kolejny horkruks – powiedział i dodał –
Panno Evans, od pewnego czasu was obserwowałem, dobrze wiedziałem, że
odkryliście tą tajemnicę.
No, no, nieoczekiwany zwrot
wydarzeń.
- Za 20 sekund świstoklik
zabierze was na Pokątną! – dodał profesor i po chwili rozpłynął się. Staliśmy
na ulicy Pokątnej, przed wejściem do Banku Gringotta.
- Słuchajcie, musicie
schować się pod peleryną, gobliny nie mogą zauważyć, że ktoś wchodzi ze mną –
powiedział Syriusz – Żeby wejść do rodowej skrytki Blacków, trzeba oddać trochę
krwi, także Lily nie panikuj – dodał, na szczęście mnie ostrzegając.
- Czemu akurat krew? –
zapytałam, chociaż w duchu już znałam odpowiedz.
- Żeby wykazać się jej
czystością – odparł zniesmaczony – Właźcie pod pelerynę, wchodzimy do środka!
Weszliśmy do dobrze nam
znanego bogatego holu banku, wypełnionego pracującymi goblinami.
- Syriusz Black, chcę się
dostać do skrytki numer 3 – powiedział do starego goblina.
- Zapraszam panie Black –
odparł wskazując na schody prowadzące do wózków. Cicho poszliśmy za Syriuszem,
oraz goblinem kierującym tym okropnym wózkiem.
Usiedliśmy w pojeździe i aż
musiałam sobie zatkać usta ręką, żeby nie krzyczeć. Wózek mknął po torach z
zadziwiającą prędkością, w zakręty wchodził tak szybko, że myślałam, że
wypadniemy z torów. Zjechaliśmy na sam dół, właśnie tam znajdowały się
najstarsze skarbce czarodziejów.
Gdy stanęliśmy pod skrytką
numer 3, goblin wyjął z kieszeni mały, srebrny nożyk, którym Syriusz delikatnie
naciął sobie skórę na dłoni. Gdy ze skaleczenia zaczęła cieknąc krew, przyłożył
rękę do drzwi, które otworzyły się z cichym pyknięciem.
- Poczekaj na mnie w wózku –
powiedział wyniośle Black do goblina. Weszliśmy za Syriuszem do pomieszczenia i
po zamknięciu drzwi ściągnęliśmy niewidkę.
- Wow – wyszeptałam, patrząc
na góry monet, sztabki złota, srebra, oraz mnóstwo bogatej biżuterii, cennych
obrazów i innych drogocennych przedmiotów.
- Całkiem nieźle –
powiedział James. Jeżeli na nim to nie zrobiło wrażenia, to ja nie wiem co jest
w skrytce jego rodziców…
- Dobra, teraz szukamy
małego złotego pucharu. Może mieć na sobie herb Helgi Hufflepuff – powiedział
Syriusz, czujnie rozglądając się po pomieszczeniu. Poszukiwania zajęły nam
całkiem sporo czasu, Łapa co chwilę nerwowo zerkał na swój zegarek, za
paręnaście minut mieliśmy mieć powrotny świstoklik do Hogwartu.
- Jest! – zawołał James,
wskazując na niepozorny przedmiot stojący na półce. Syriusz podszedł i wziął
czarę/horkruks do ręki i schował do kieszeni szaty.
- Spadamy stąd – powiedział,
jeszcze wsypując sobie do kieszeni trochę galeonów – Peleryna na głowę! –
wysyczał, gdy o mało co nie wyszliśmy bez niewidki na sobie.
Powrót kolejką do holu
głównego wspominam źle, jeżeli to możliwe jechaliśmy jeszcze szybciej, niż
wcześniej.
- Łapcie za to – powiedział
Syriusz, podnosząc puszkę, leżącą koło ławki, stojącej koło Banku Gringotta. Po
chwili poczuliśmy znajome szarpnięcie w okolicach pępka i znowu staliśmy w
gabinecie Dumbledore’a.
- Udało się! – zawołał
Black, stawiając na biurku czarkę.
- Czy to, to, panie
profesorze? – zapytałam. Trochę byłby obciach, gdybyśmy przynieśli nie to co
trzeba…
- Tak, panno Evans. Niewątpliwie
jest to horkruks – odparł Dumbledore, oglądając z bliska pucharek – Świetnie
się spisaliście, jednak chciałbym żebyście tą przygodę zachowali tylko dla
siebie. No, możecie jeszcze powiedzieć panu Lupinowi, oraz pannom Meadowes i
McDonald.
Po tych słowach wyszliśmy z
gabinetu, zapewniając dyrektora, że nikomu się nie zdradzimy o naszej „misji”.
- Ciekawe popołudnie,
prawda? Chyba się nie nudziłaś? – zapytał James, uśmiechając się.
- Zupełnie – odparłam i
poszliśmy do Wieży Gryffindoru.
Do odnalezienia pozostał ostatni horkruks.
Słowem wyjaśnienia, w opowiadaniu, jak zapewne już policzyłyście jest mniej
horkruksów. Wiadomo, nie ma horkruksa w Harry'm, bo Harry dopiero jest w planach :) (ależ cudne wyjaśnienie) i pomyślałam, że nie będę uwzględniać Nagini, załóżmy, że jeszcze Sami-Wiecie-Kto, nie umieścił w niej cząstki swojej duszy(albo może Nagini jeszcze nie istnieje, możecie sobie to same/sami(?) dopowiedzieć:). Wiem, że te poszukiwania idą szybko, w ogóle ten Dumbledore jest taki niewiarygodny, już wszystko wie, ale to tylko moja dziwna interpretacja i wymysł, także, nie dziwcie się :>
W takim razie skoro nie mam Nagini i Harry'ego ( czego się sama domyśliłam) to został chyba tylko medalion ? Rozdział jest bardzo fajnie.
OdpowiedzUsuńBiedronex haha leże i nie wstaje xDD dziewczyno rozwalasz system hehe i wgl jest świetny rozdział (jak zwykle) i mi się podoba tempo pracy :D jest wszystko lepiej niż mogłam sobie wyobrazić a potem będą żyć długo i szczęśliwie z synkiem i Boskim Blackiem co weekend xD czekam na nn ^^
OdpowiedzUsuńCzemu ja to czytam dopiero dzisiaj? Oto jest pytanie! Rozdział świetny, boski i taki wogóle omnomnom <3 Taak cierpię na niedobór słów... Biedronex tym to wygrałaś moje życie xD Komentarz taki bez ładu i składu, ale chyba może być prawda? ;)
OdpowiedzUsuń