Kwiecień roku 1978 mogę
opisać jako najbardziej nerwowy okres w moim życiu. Do Okropnie Wyczerpujących
Testów Magicznych, pozostał jedynie tydzień, a mi nadal się wydawało, że nic
nie umiem. Zresztą, nie byłam jedyną osobą żyjącą w takim przekonaniu,
większość siódmorocznych, krążyła po zamku z podkrążonymi oczami oraz książkami
i notatkami w ręku.
- Może pouczmy się na dworze?
– zaproponował James. Siedzieliśmy w Pokoju Wspólnym ucząc się Transmutacji,
ale zupełnie nie można było się skupić. Co chwilę ktoś coś krzyczał, syczał,
niektórzy przechodzili małe załamania nerwowe, bo dopiero zaczynali się uczyć,
także atmosfera w Wieży Gryffindoru tego dnia była bardzo nerwowa.
- Chodźmy – odparłam i
chwyciłam torbę z podłogi. Na przekór nauce, pogoda była śliczna. Słońce już od
tygodnia nieprzerwanie świeciło, czułam się tak, jakbym wcale nie była w
deszczowej Anglii, ale chociażby we Francji, w której klimat jest już trochę przyjemniejszy.
Wychodziliśmy już z zakrętu
na siódmym piętrze, aby dotrzeć do schodów, gdy usłyszeliśmy czyjś głos.
- Cholera, cholera, cholera…
- ktoś się tu chyba wkurzył! Jednak nasze zdziwienie było tym większe, gdy pod
ścianą, która była swoistym wejściem do Pokoju Życzeń stał nie kto inny, tylko
Severus Snape. Co było dosyć dziwne, nie wiedziałam, że on wie o istnieniu
pokoju Przychodź- Wychodź!
- Co Snape, pokój nie chce
wpuścić twojego długiego nochala? – zapytał ironicznie James. Ech.
- Co? Nie, ja nie rozumiem…
ON tu musi być! – zawołał chłopak, patrząc na nas dziwnie.
- Hm, Severusie, dobrze się
czujesz? – zapytałam – Może chcesz iść do pani Pomfrey? – zaproponowałam, na co
James tylko się zaśmiał.
- Nie, nie chcę – odparł
oburzony – Muszę się tu po coś dostać, zresztą komu ja to mówię… - dodał, bardziej
do siebie niż do nas – Ale zaraz, wy! Korzystaliście z niego – powiedział,
jakimś takim oskarżycielskim tonem. Spojrzałam zmieszana na Rogacza, ostatnio
ten pokój służył nam tylko do jednego…
- Musisz dobrze wyrazić
swoją prośbę, np. „chcę zobaczyć swój pokój, taki jaki mam w domu”, czy coś
takiego, wiesz… - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Genialne – wysyczał i
zaczął krążyć pod ścianą. Po chwili ukazały się drzwi i chłopak wszedł do
środka. James złapał mnie za rękę i wciągnął do pomieszczenia. Jednak nie było
ono tym, czego się spodziewałam. Wyglądało jak gigantyczna graciarnia, teraz
było tu wszystko. Chcecie miotłę sprzed dwudziestu lat? Proszę bardzo, leży na
barokowym fotelu. Chcecie globus z XVI wiecznym podziałem granic? Nic trudnego,
stoi koło wiktoriańskiego kredensu.
- Wow – wyszeptał James i
zaczął chodzić po pomieszczeniu – Patrz, Lily, to Zmiatacz 919, na takim uczył
się latać mój ojciec – powiedział, pokazując na konkretną miotłę.
- O kurczę, „Eliksiry” z
1854 roku! Ewenement – westchnęłam – A gdzie jest Severus? – zapytałam,
rozglądając się dookoła. Czułam się trochę przytłoczona tymi wszystkimi
przedmiotami.
- Jest tam – odparł James,
wskazując ręką, na buszującego w rzeczach Snape’a, nawet nie odrywając się od
dokładnego oglądania miotły.
- Hm, Severusie? – zaczęłam,
gdy podeszłam do chłopaka – Szukasz czegoś konkretnego? Wiesz, tu jest mnóstwo
rzeczy – zauważyłam, jakże inteligentnie.
Chłopak spojrzał na mnie jak
na głupią(co nie było miłe…) i odparł:
- Szukam diademu.
- Co to jest diadem? –
zapytał James, stając za mną i drapiąc się po głowie. O ludzie!
- Taki rodzaj korony –
odparłam i rozejrzałam się dookoła – A po co ci diadem? – zapytałam całkiem
logicznie. W końcu jest facetem, nie? Chyba nie będzie paradował po szkole w
takiej ozdobie na głowie…
- Bo to jest hor… - zaczął,
ale się zapowietrzył – Cholera, znowu – powiedział, spoglądając to na mnie, to
na Jamesa.
- Szukasz horkruksa! –
zawołał Rogacz, odkrywając Amerykę i Indie na raz. Ech.
Severus spojrzał na nas, był
trochę zmieszany. Co było dosyć dziwne, w końcu robi coś dobrego! A może to
właśnie to go zmieszało? Albo nasza niecodzienna wiedza, jednak powinien się
tego spodziewać, ja zawszę doprowadzam sprawy do końca!
Nie odpowiedział, tylko
skinął lekko głową. No, w końcu zaczyna współpracować!
- To poszukamy razem –
zadecydowałam. Totalnie zapomniałam, że miałam się uczyć do egzaminów, ale, co
mi po dobrze zdanych egzaminach, jeżeli Sami-Wiecie-Kto zapanuje nad krajem?
Będę na gorszej pozycji niż skrzat domowy, więc szukałam tego przedmiotu także
w swoim interesie.
- Mam! – zawołał James, po
paru godzinach poszukiwań. Delikatnie trzymał w ręku otwarte, niebieskie
pudełko biżuteryjne, wyłożone atłasem. Na środku leżał srebrny diadem ozdobiony
dużą ilością diamentów.
- Na Merlina, to jest diadem
Roweny Ravenclaw – wyszeptałam, spoglądając na przedmiot, tak dobrze mi znany z
opisu z „Dziejów Hogwartu” – „Rozum jest największym skarbem człowieka” –
przeczytałam grawer, znajdujący się na przedmiocie.
Spojrzałam na stojących
przede mną chłopaków.
- I co teraz? – zapytałam. Jednak
byłam bardzo ciekawa, co Snape z Dumbledorem robią z tymi horkruksami. Wiadomo,
trzeba je zniszczyć, co nie jest łatwe.
- Teraz zabiorę to do
dyrektora – odparł czarnowłosy, zabierając Jamesowi z rąk pudełko i je
zamykając.
- Severusie, ile jeszcze? –
zapytałam.
Chłopak spojrzał na mnie
tymi swoimi mrocznymi, czarnymi oczami i powiedział:
- Dwa.
- To było dziwne popołudnie,
nie sądzisz? – zapytałam Jamesa. Siedzieliśmy sami w huncwockiej sypialni i
pisaliśmy wypracowanie dla Slughorn’a o eliksirze Wiggenowym.
- Może dziwne, ale jak
owocne! – zawołał podekscytowany – Pomyśl, zostały im do odnalezienia tylko
dwa! Dumbledore je zniszczy i pokona Voldemorta – dodał.
- Gdyby to było takie proste
– odparłam z uśmiechem. James i jego entuzjazm, to połączenie zawsze poprawia
mi humor! Nadal uśmiechnięta, spojrzałam na nasze identyczne tatuaże. Nadal
były intensywnie czarne, co bardzo mnie ucieszyło. Chociaż nigdy nie wątpiłam w
miłość Jamesa, to takie codzienne upewnienie się było całkiem budujące.
- Pomyśl, zostały nam już
tylko niecałe dwa miesiące i nigdy więcej tu nie wrócimy – wyszeptałam
spoglądając na Rogacza.
- Trochę przeraża mnie ta
myśl – odparł, na co zareagowałam podniesieniem brwi – Zaczniemy dorosłe życie,
trzeba będzie się ustatkować, a kto wie, może nawet walczyć z siłami ciemności?
Czasem chciałbym, żeby ten czas spędzony w Hogwarcie nigdy się nie kończył –
dodał.
- Jednak z drugiej strony,
zamieszkamy razem, znajdziemy jakąś ciekawą pracę, rozpoczniemy dorosłe życie!
To jest ekscytujące – powiedziałam, wyobrażając sobie nas, razem mieszkających,
może nawet będących już rodziną?
Coraz częściej zaczęłam się zastanawiać,
kiedy brunet w końcu mi się oświadczy. Bo tak na to patrząc, to zaczęliśmy od
hm, tyłka strony. Najpierw mamy razem zamieszkać, a nawet nie jesteśmy
narzeczeństwem. Owszem, mam swój śliczny pierścionek przed-zaręczynowy, ale
hello, poproszę ten właściwy! To nie jest tak, że jestem jakąś
tradycjonalistką, nie muszę mieć obrączki na palcu, żeby mieszkać z ukochanym,
ale jakieś deklaracje by się przydały. Chociaż, czy nasz uroczy tatuaż nie jest
pewną deklaracją, nawet pewniejszą od pierścionka?
- A gdzie reszta? –
zapytałam, gdy James zaczął mnie całować po szyi. Było to oczywiście bardzo
przyjemne, ale wiecie, przestanie takie być, gdy do pokoju właduje się Black i
będzie sypał jakimiś niewybrednymi komentarzami na ten temat.
- Syriusz z Dorcas mają szlaban,
podpadli Filtch’owi, a Mary z Remusem są na obchodzie – odparł, rozpinając parę
guzików mojej koszuli.
- To miło – odparłam,
przytulając się do Jamesa. Nie no, to nie jest tak, że cieszyłam się z niedoli
przyjaciół, ale wiecie, hormony buzują.
Także, gdy zaczęło się robić
fajnie w okolicy moich Victoria’s Secret(tak chodzi mi o cycki), wydyszałam:
- Prysznic.
James od razu to załapał i
dosłownie wrzucił mnie pod ciepłą wodę. Nadal się całując, zdarłam z ramion
chłopaka, mokrą koszulkę i pomyślałam, że będzie fajnie wyglądał z malinką na
szyi…
- Jestem wykończona –
wyszeptałam, owijając się ręcznikiem i spod przymrużonych powiek obserwując wycierającego
włosy Jamesa. Jego mięśnie w tym momencie absorbowały całą moją uwagę i nie
mogłam się skupić na szukaniu bielizny.
- Chwile z tobą działają na mnie lepiej niż trening Quidditcha, bolą mnie wszystkie mięśnie – poskarżył się chłopak, odwieszając ręcznik i spoglądając na mnie – Z czym masz problem?
- Chwile z tobą działają na mnie lepiej niż trening Quidditcha, bolą mnie wszystkie mięśnie – poskarżył się chłopak, odwieszając ręcznik i spoglądając na mnie – Z czym masz problem?
- Chyba zgubiłam majtki –
odparłam, rozglądając się po pomieszczeniu.
- Tu są – powiedział po
chwili, wyjmując je z kabiny prysznicowej.
Wysuszyłam bieliznę
zaklęciem, zresztą ciuchy też, wszystko było mokre, no ale dobra. Ubrałam się i
weszliśmy z powrotem do pokoju.
- To teraz skończymy
wypracowanie – zapowiedziałam i usiadłam na łóżku, opierając się o Jamesa.
- Jak chcesz, żebym się
skupił, to nie rób tego – powiedział z żarem w oczach. Hm, a ja tylko jeździłam
palcem po jego udzie… Ale dobra, już nie będę rzucać seksualnych aluzji.
Skupiliśmy się na nauce, w końcu niedługo OWTM-y, a my w najlepsze zajmujemy
się hm, czymś bardzo przyjemnym!
Lily, przestań, skup się –
gadałam do siebie w myślach, gdy do pokoju weszła nasza parka, nazywająca się
jak jakaś choroba zakaźna, czyli Dorsyr!
- Jestem wykończona, Filtch
jest szatanem, kazał nam umyć toalety w lochach bez użycia czarów! Wyobrażacie
sobie? Ktoś miał chyba problemy żołądkowe, no wolę wam nie obrzydzać wieczoru,
ale OHYDA! – ględziła Dorcas, siadając obok nas na łóżku i spoglądając na nasze
wypracowania – Tak mało napisaliście, przez tyle godzin?! – zapytała.
- No, ekhm, jakoś nam nie
szło – odparłam, co zostało skomentowane śmiechem Syriusza.
- Pewnie mieli lepsze
zajęcia – powiedział Black i wszedł do łazienki – Chyba się nie myliłem! –
krzyknął do nas, wskazując na zalaną i zaparowaną toaletę.
- Miałeś usunąć ślady –
wysyczałam do zmieszanego Jamesa. Ech, z facetami tak jest, żadnego pożytku! No
może oprócz jednego… Ugh, znowu zaczynam!
- Ech, wy tu mieliście małe
sam-na-sam, a my czyściliśmy taki syf… – westchnęła brunetka i wyjęła z
szuflady czekoladę – Morgano, jaka smaczna! – skomentowała.
- Zostaw mi trochę, to
ostatnia! – zawołał Syriusz spod prysznica.
- Trzeba uzupełnić zapasy –
zauważyła Dorcas, zżerając pół tabliczki i resztę odkładając na łóżko Łapy –
Dobra, dajcie te swoje wypociny, coś sobie ściągnę – dodała.
I tak siedzieliśmy do nocy,
pisząc wypracowanie i powtarzając materiały do owutemów. Przed 22 dołączyli do
nas Mary z Remusem, dzięki czemu pisanie poszło nam szybciej, pomoc prefektów była w tym momencie nieoceniona!
Uuu bardzo fajny rozdział. Zostały jeszcze tylko dwa horkruksy i po Voldziuu. Ciekawi mnie w jaki sposób i kiedy James się Lily oświadczy.
OdpowiedzUsuńJeszcze dwa horkruksy i voldziu będzie gnił! Jej! Rozdział bardzo fajny :)
OdpowiedzUsuńOMG *_* hahah sam-na-sam xDDDD cudne i nie moge się doczekać aż zniszczą voldzia ;) (mam nadzieje że to będzie Lilka z Jim'em ^^)
OdpowiedzUsuń