wtorek, 14 października 2014

Rozdział 26 Ślub



I kolejny rozdział! Jak tak dalej pójdzie, to do końca miesiąca skończę pisać to opowiadanie... Chociaż, raczej się na to nie zanosi, bo jak tak patrze na swoje plany, to chyba jednak wyjdzie mi więcej niż 35 rozdziałów. A pomyśleć, że na początku zakładałam, że napiszę maksymalnie 25! Jednak prawda jest taka, że nie chcę się rozstawać z tym opowiadaniem i zapewne zaserwuję wam tu jakąś telenowelę brazylijską, czy inną modę na sukces :)



Kwiecień nadszedł niespodziewanie szybko. Hogwarckie błonia powoli zaczęły odżywać, śnieg już dawno stopniał, drzewa i krzewy powoli rozkwitały, ciesząc oczy swoją żywą barwą. Wiosna przyszła w tym roku wcześnie, ale nikt się tym nie przejmował, uczniowie coraz częściej spędzali czas na dworze, ciesząc się pierwszymi promieniami słońca.
- Mam nadzieję, że moja sukienka druhny nie będzie obrzydliwa – powiedziałam do dziewczyn. Właśnie siedziałyśmy w naszym dormitorium i pakowałyśmy się na weekendowy wypad na ślub Petunii i Vernona.
- Może twoja mama jej coś doradziła? – pocieszyła mnie Mary. Ech, znając gust Petunii, dostanę ofalbankowaną sukienkę w kolorze zgniłego różu. A kolor różowy zupełnie nie pasuje do moich włosów.
- Ile mam wziąć rzeczy? – zapytała Dorcas, spoglądając na sukienki rozłożone na swoim łóżku.
- Dor, jedziemy tylko na trzy dni, nie pakuj całego kufra – odparłam, spoglądając na swoją zapakowaną torbę – Skoczę do Huncwotów, pewnie jeszcze nie zaczęli się pakować – dodałam, spoglądając na zegarek. Właśnie dochodziła 1 w nocy, a jutro o 9 rano mieliśmy stawić się w gabinecie Dumbledore’a.
- Wiedziałam! – zawołałam wchodząc do ich pokoju. Chociaż był rozświetlony, to chłopcy leżeli już w łóżkach, a bagaże stały przy drzwiach – Jak to? – wyjęczałam zawiedziona. Chciałam sobie ponarzekać…
- To przez Rogacza, powiedział, że będziesz na nas krzyczeć i bić, oraz że nas pozabijasz – odparł Syriusz, wychodząc z łazienki.
- Przecież bym was nie biła… - wyszeptałam smutnym tonem – Zabraliście mugolskie fraki? Wiecie, że szaty wyjściowe mogłyby zostać dziwnie odebrane.
- Taak, sam tego dopilnowałem – powiedział James przyciągając mnie do siebie i zaciągając kotary wokół swojego łóżka – Śpij, bo jutro będziesz nieprzytomna – rozkazał i zgasił różdżką światło.



Do domu dostaliśmy się dzięki starej szczotce, czyli świstoklikowi. Fajnie było znowu być w domu.
- Jesteście! – zawołała mama stając w drzwiach i każdego z nas ściskając – Wchodźcie, jeszcze mamy tyle do zrobienia!
I jak to mama, zaczęła coś gadać o przystrajaniu samochodu oraz innych pierdołach.
- A gdzie jest Petunia? – zapytałam, przerywając jej uciążliwy monolog.
- Na górze – odparła i pobiegła w stronę gabinetu taty. Szalona kobieta!
- Weźmy rzeczy na górę i zobaczymy co nam przydzielą do roboty – powiedziałam do przyjaciół.
- Jesteście! – powtórzyła kwestię mamy, Petunia. Zaczęła każdego z nas przytulać, chociaż jej spory, ciążowy brzuch w tym przeszkadzał.
- Peti, promieniejesz! – zawołałam do siostry, gdy już skończyłyśmy się ściskać – A jak tam maluszek? – zapytałam, lekko dotykając jej brzucha.
- Rośnie jak na drożdżach. Wczoraj byłam u lekarza, zrobili mi USG i okazało się, że to chłopiec! – powiedziała rozsiadając się na moim łóżku – Teraz tylko ślub, przeprowadzka i oczekiwanie na poród – dodała, gładząc się po brzuchu.



- Pani Evans, już wszystko zrobiliśmy – powiedział Syriusz, wchodząc do domu. Właśnie skończyliśmy przystrajanie białymi różami małego kościółka, znajdującego się niedaleko domu. Nie bylibyśmy sobą, jeśli nie wspomoglibyśmy się czarami.
- To świetnie – odparła zamyślona – Przyjedzie Emily z mężem, nie wiem gdzie ich umieszczę – dodała, rozglądając się po salonie. No tak, już wszystkie pokoje gościnne zostały pozajmowane, w małym hoteliku w mieście, wszystkie wolne pokoje zostały pozajmowane przez naszą rodzinę, krewnych Vernona oraz wszystkich przyjaciół.
- Pani-mamo Evans, proszę się nie martwic, przeniesiemy się z chłopakami do dziewczyn i będzie po sprawie – zaproponował James, na co Huncwoci przystali z szerokimi uśmiechami.
- Ale jak wy się pomieścicie? – zapytała zaniepokojona mama.
- Dzięki magii, pani Evans – odparła Mary.
Po powiększeniu pokoju i przetransmutowaniu moich starych butów w dwa dodatkowe łóżka, w końcu mogliśmy trochę odsapnąć. Dorcas poszła się wykapać, w końcu kolejka do łazienki znacząco wzrosła, Mary robiła sobie manicure, a chłopcy grali w gargulki.
- Lily, mogę cię prosić na chwilę? – zapytała Petunia, po uprzednim zapukaniu do drzwi.
Wyszłam z pokoju i weszłam do jej sypialni.
- Wcześniej nie było czasu, ale musisz ją przymierzyć – powiedziała pokazując mi najładniejszą(przynajmniej dla mnie) sukienkę druhny na świecie. W lawendowym kolorze, góra obcisła, na cienkich ramiączkach, od bioder rozkloszowana i lekko spływająca do ziemi.
- Klasyczny model, dopasowałam do niej srebrne dodatki – dodała, wskazując na zgrabne sandałki na obcasie, oraz w takim samym kolorze niedużą kopertówkę.
- Wow, Petunio, cudne! – zawołałam i od razu zrzuciłam z siebie ubranie które miałam na sobie. Po chwili poczułam jak suknia delikatnie opływa moje ciało. Petunia zapięła suwak, znajdujący się na plecach i już tylko założyłam buty.
- Ślicznie wyglądasz – powiedziała, uśmiechając się do mnie. Przejrzałam się w lustrze. Taak, już zupełnie nie wyglądałam jak Ruda Wiewióra, teraz określiłabym siebie jako młodą, pewną siebie kobietę.



Ceremonia ślubna rozpoczęła się równo o godzinie 13, 2 kwietnia 1978 roku. Mały kościół ledwo mieścił wszystkich gości(w końcu cała rodzina Dursley, jest dosyć słusznych rozmiarów), większość kobiet chlipało cicho w chusteczki, chociaż muszę przyznać, że tata, oraz Syriusz też uronili łezkę, lub dwie. Z kościoła pojechaliśmy do restauracji, zresztą też przez nas przystrojonej, kwiatami i resztą pierdółek-ozdóbek.
- Moi drodzy, postaraliście się – powiedział do naszej szóstki tata, wskazując nam, nasz stolik – Bawcie się dobrze! – dodał, idąc w stronę mamy, która już plotkowała o czymś z ciocią.
- Jak na razie mugolski ślub jak najbardziej mi się podoba – stwierdził James – Jednak zupełnie nie wiem jak zrobimy z naszym ślubem, masz sporą rodzinę, a jednak chciałbym, żeby ślub był magiczny.
- James, o czym ty mówisz? – zapytałam, spoglądając na bruneta z rozbawieniem – Jeszcze mi się nawet nie oświadczyłeś, a już planujesz ceremonię?
- Oj tam, oj tam, to już niedługo nastąpi – odparł, popijając z kieliszka szampana – Idziemy potańczyć? – zapytał, gdy usłyszał pierwsze takty, jakiejś skocznej melodii. 



Z różowego notesu Dorcas Meadowes
- Oooo Merlinie, jestem wykończona! – zawołałam, po przetańczeniu parunastu piosenek z Syriuszem, lub różnymi innymi ludźmi, najczęściej jakimiś kuzynami Lilki.
- Moje stooopy – wyjęczałam, zdejmując szpilki i kładąc nogi na kolanach Syriusza – Masuj – powiedziałam, popijając jakiegoś różowego drinka. Mugolskie alkohole są całkiem fajne.
- Czekoladko, znowu się rządzisz – odparł Łapa, jednak grzecznie zaczął masować.
- Grzeczny piesek – wyszeptałam.


Z notesu kujona Mary McDonald
- Remusie, tak świetnie się bawię! – zawołałam do tańczącego obok mnie blondyna – Gdzie jest mój kieliszek? – zapytałam, rozglądając się dookoła.
- Mar, znowu się upiłaś – odpowiedział mi chłopak, ciągnąc mnie do naszego stolika – Przegryź coś – dodał i gdzieś poszedł.



- Uwaga, proszę państwa, teraz panna młoda wykona tradycyjny rzut bukietem! Zapraszamy wszystkie kobiety stanu wolnego do zabawy! – wołał jakiś facet. Spojrzałam na dziewczyny, zgodnie wstałyśmy z krzeseł i poszłyśmy na środek Sali, ustawić się koło niezłego tłumu kobitek.
Po sekundzie Petunia weszła na zaimprowizowaną scenę, stanęła do nas tyłem i rzuciła w nas wiązanką. Nagle wszystko zaczęło się dziać w zwolnionym tempie, widziałam Peti, następnie jej śliczny bukiet, wylatujący z jej dłoni i szybujący w powietrzu. Większość z moich kuzynek, przyjaciółek rodziny, po prostu rzuciła się za bukietem, a on jak zaczarowany wpadł w moje wyciągnięte ręce.
- Wow – wyszeptałam do siebie.
- Lily, jesteś następna w kolejce ślubnej! – zawołała Dorcas, trochę niezrozumiale. Ten alkohol…
Wróciłam do stolika, przy którym siedzieli chłopcy, po drodze co chwilę ktoś mi gratulował zdobycia bukietu. Jakby to było nie wiadomo jakie osiągnięcie, aż zaczęłam wierzyć, że moje same Wybitne z SUM-ów były mniejszym osiągnięciem…
- No i mamy następną pannę młodą – zażartował Syriusz, popijając kolejną Szkocką.
- Weeeź, jeszcze mi się nie śpieszy do zamążpójścia – odparłam, siadając Jamesowi na kolanach i czochrając mu włosy.
- Lilyyy, tak misternie układałem fryzurę – wyjęczał J, łapiąc się za te swoje strąki.
- Om-nom-nom, ten tort weselny jest zajebisty! – powiedziała Dorcas, pakując sobie do ust spory kawał czekoladowej masy – Jeżeli kiedyś będę miała wesele, sprawię sobie taki sam, tyle że będzie miał więcej pięter – dodała, wpychając kawałek ciasta do otwartej paszczy Łapy.
- No, a ja sobie załatwię te fajne drinki, zaraz, jak one się nazywają? Aa, Sex On The Beach! – zawołała Mary, wkładając mi w rękę, wcześniej wspomniany napój.
- Ja tam wolę Wściekłego Psa – odpowiedziałam, na co Black zaczął suszyć obklejone ciastem zęby. Widok ohydny. Serio, ja się dziwię Dorcas jak ona z takim oblechem wytrzymuje…
- A może Wściekłą Wiewiórkę? – zażartował James, na co wszyscy zaczęliśmy się zacieszac. Oczywiście, nie był to żart najwyższych lotów, ale wiecie, człowiek po alkoholu cieszy się z każdej głupoty. Więc tak sobie siedzieliśmy, piliśmy, coś tam jedliśmy, oraz dużo tańczyliśmy, aż wesele się skończyło.




- Szkoda, że już musicie wracać do szkoły – powiedziała Petunia, żegnając się z nami w niedzielne popołudnie.
- Lekcje wzywają – odparła Mary, przytulając moją mamę.
- Niestety – dodała Dorcas.
- Dziękuję za prezenty, Vernonowi bardzo przypadły do gustu te zabawne słodycze – zaśmiała się Tunia – To co Lily, teraz twoja kolej? – wyszeptała mi siostra do ucha, gdy mnie zgniotła w swoim ciążowym uścisku. Bardzo mocnym, zresztą.
- Chyba tak – odparłam, cicho się śmiejąc – Niedługo się zobaczymy, pod koniec czerwca wpadniemy tu na tydzień, a później przeprowadzam się do Doliny Godryka – dodałam.
- Szkoda, że już nigdy nie będziemy razem mieszkać – powiedziała Peti – Ale przyszłość rysuje się cudownie – dodała ze śmiechem.
Pożegnaniom w końcu nadszedł kres i teleportowaliśmy się do Hogesmeade, zresztą dzisiaj było wyjście do wioski, co bardzo dobrze zgrało się w czasie, nie musieliśmy używać kolejnego świstoklika.
- Mam pomysł! – zawołałam, gdy weszliśmy w jedną z mniej uczęszczanych alejek – Zawsze sobie chciałam zrobić tatuaż – dodałam, spoglądając na przyjaciół.
- Hm, Lil, wiesz, że to na całe życie? – zapytała Mary.
- Oczywiście, że tak! Ale taki malutki – dodałam, otwierając drzwi do „Magicznych Tatuaży Hanka” – Wy nie chcecie? – zapytałam.
- Ja chyba podziękuję – odparła Dorcas – Nie mogę na to patrzeć, pójdziemy z Syriuszem do Trzech Mioteł, ok?
I takim oto sposobem odstraszyłam czwórkę naszych przyjaciół.
- To co dla was? – zapytał niezłe wydziarany koleś.
- Chciałabym o taki wzór – zaczęła, pokazując na obrazem – Na lewym nadgarstku – dodałam.
- Ja chcę to samo i w tym samym miejscu – powiedział James, czym mnie zaskoczył.
- To zaczynamy – odparł, jak się dowiedzieliśmy po chwili Hank.
- I gotowe – stwierdził po godzinie.
- Wyszły świetne – powiedziałam podekscytowana, patrząc na nasze tatuaże.
- Jesteście parą, nie? Jak chcecie to mogę rzucić na dziary, takie zaklęcie, dopóki będziecie się kochać, te tatuaże zawsze będą widoczne, gdy przestaniecie, cóż, po prostu znikną – powiedział, zapalając papierosa.
Spojrzałam na Jamesa i dokładnie wiedziałam, że oboje tego chcemy.
- Rzucaj, Hank – odparłam. Po chwili poczułam uczucie ciepła, tatuaż na chwilę rozświetlił się na czerwono, aby znowu przybrać swoją zwykłą postać.
Po rozliczeniu się i krótkiej pogawędce, skierowaliśmy się do Trzech Mioteł.
- No, pokazuj – rozkazał Syriusz. Trochę się zdziwił, gdy oboje wyciągnęliśmy lewe nadgarstki i pokazaliśmy im tatuaże.
- Nieskończoność ∞ - wyszeptał Remus, patrząc na nas z podziwem.
- Ale są intensywnie czarne – zauważyła Dor, spoglądając na nasze ręce.
Gdy już przestaliśmy zachwycać się tatuażami, wypiliśmy po kremowym piwie i wróciliśmy do zamku. 

3 komentarze:

  1. Ja też chce taki tatuaż *_* rozdział cudny boski magiczny i jak najbardziej kontynuuj opowiadanie jak najbardziej :D czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział przeprześwietny *-* Ja się nie obrażę jak to opowiadanie będzie długości mody na sukces :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudny ślub. Rozdział niesamowity i szczerze też bym chciała taki tatuaż .

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.