I kolejny rozdział! Jak tak dalej pójdzie, to do końca miesiąca skończę pisać to opowiadanie... Chociaż, raczej się na to nie zanosi, bo jak tak patrze na swoje plany, to chyba jednak wyjdzie mi więcej niż 35 rozdziałów. A pomyśleć, że na początku zakładałam, że napiszę maksymalnie 25! Jednak prawda jest taka, że nie chcę się rozstawać z tym opowiadaniem i zapewne zaserwuję wam tu jakąś telenowelę brazylijską, czy inną modę na sukces :)
Kwiecień nadszedł
niespodziewanie szybko. Hogwarckie błonia powoli zaczęły odżywać, śnieg już
dawno stopniał, drzewa i krzewy powoli rozkwitały, ciesząc oczy swoją żywą
barwą. Wiosna przyszła w tym roku wcześnie, ale nikt się tym nie przejmował,
uczniowie coraz częściej spędzali czas na dworze, ciesząc się pierwszymi
promieniami słońca.
- Mam nadzieję, że moja
sukienka druhny nie będzie obrzydliwa – powiedziałam do dziewczyn. Właśnie
siedziałyśmy w naszym dormitorium i pakowałyśmy się na weekendowy wypad na ślub
Petunii i Vernona.
- Może twoja mama jej coś
doradziła? – pocieszyła mnie Mary. Ech, znając gust Petunii, dostanę
ofalbankowaną sukienkę w kolorze zgniłego różu. A kolor różowy zupełnie nie
pasuje do moich włosów.
- Ile mam wziąć rzeczy? –
zapytała Dorcas, spoglądając na sukienki rozłożone na swoim łóżku.
- Dor, jedziemy tylko na
trzy dni, nie pakuj całego kufra – odparłam, spoglądając na swoją zapakowaną
torbę – Skoczę do Huncwotów, pewnie jeszcze nie zaczęli się pakować – dodałam,
spoglądając na zegarek. Właśnie dochodziła 1 w nocy, a jutro o 9 rano mieliśmy
stawić się w gabinecie Dumbledore’a.
- Wiedziałam! – zawołałam
wchodząc do ich pokoju. Chociaż był rozświetlony, to chłopcy leżeli już w
łóżkach, a bagaże stały przy drzwiach – Jak to? – wyjęczałam zawiedziona.
Chciałam sobie ponarzekać…
- To przez Rogacza,
powiedział, że będziesz na nas krzyczeć i bić, oraz że nas pozabijasz – odparł
Syriusz, wychodząc z łazienki.
- Przecież bym was nie biła…
- wyszeptałam smutnym tonem – Zabraliście mugolskie fraki? Wiecie, że szaty
wyjściowe mogłyby zostać dziwnie odebrane.
- Taak, sam tego
dopilnowałem – powiedział James przyciągając mnie do siebie i zaciągając kotary
wokół swojego łóżka – Śpij, bo jutro będziesz nieprzytomna – rozkazał i zgasił
różdżką światło.
Do domu dostaliśmy się
dzięki starej szczotce, czyli świstoklikowi. Fajnie było znowu być w domu.
- Jesteście! – zawołała mama
stając w drzwiach i każdego z nas ściskając – Wchodźcie, jeszcze mamy tyle do
zrobienia!
I jak to mama, zaczęła coś gadać
o przystrajaniu samochodu oraz innych pierdołach.
- A gdzie jest Petunia? –
zapytałam, przerywając jej uciążliwy monolog.
- Na górze – odparła i
pobiegła w stronę gabinetu taty. Szalona kobieta!
- Weźmy rzeczy na górę i
zobaczymy co nam przydzielą do roboty – powiedziałam do przyjaciół.
- Jesteście! – powtórzyła
kwestię mamy, Petunia. Zaczęła każdego z nas przytulać, chociaż jej spory,
ciążowy brzuch w tym przeszkadzał.
- Peti, promieniejesz! –
zawołałam do siostry, gdy już skończyłyśmy się ściskać – A jak tam maluszek? –
zapytałam, lekko dotykając jej brzucha.
- Rośnie jak na drożdżach.
Wczoraj byłam u lekarza, zrobili mi USG i okazało się, że to chłopiec! –
powiedziała rozsiadając się na moim łóżku – Teraz tylko ślub, przeprowadzka i
oczekiwanie na poród – dodała, gładząc się po brzuchu.
- Pani Evans, już wszystko
zrobiliśmy – powiedział Syriusz, wchodząc do domu. Właśnie skończyliśmy
przystrajanie białymi różami małego kościółka, znajdującego się niedaleko domu.
Nie bylibyśmy sobą, jeśli nie wspomoglibyśmy się czarami.
- To świetnie – odparła
zamyślona – Przyjedzie Emily z mężem, nie wiem gdzie ich umieszczę – dodała,
rozglądając się po salonie. No tak, już wszystkie pokoje gościnne zostały
pozajmowane, w małym hoteliku w mieście, wszystkie wolne pokoje zostały
pozajmowane przez naszą rodzinę, krewnych Vernona oraz wszystkich przyjaciół.
- Pani-mamo Evans, proszę
się nie martwic, przeniesiemy się z chłopakami do dziewczyn i będzie po sprawie
– zaproponował James, na co Huncwoci przystali z szerokimi uśmiechami.
- Ale jak wy się
pomieścicie? – zapytała zaniepokojona mama.
- Dzięki magii, pani Evans –
odparła Mary.
Po powiększeniu pokoju i
przetransmutowaniu moich starych butów w dwa dodatkowe łóżka, w końcu mogliśmy
trochę odsapnąć. Dorcas poszła się wykapać, w końcu kolejka do łazienki
znacząco wzrosła, Mary robiła sobie manicure, a chłopcy grali w gargulki.
- Lily, mogę cię prosić na
chwilę? – zapytała Petunia, po uprzednim zapukaniu do drzwi.
Wyszłam z pokoju i weszłam
do jej sypialni.
- Wcześniej nie było czasu,
ale musisz ją przymierzyć – powiedziała pokazując mi najładniejszą(przynajmniej
dla mnie) sukienkę druhny na świecie. W lawendowym kolorze, góra obcisła, na
cienkich ramiączkach, od bioder rozkloszowana i lekko spływająca do ziemi.
- Klasyczny model,
dopasowałam do niej srebrne dodatki – dodała, wskazując na zgrabne sandałki na
obcasie, oraz w takim samym kolorze niedużą kopertówkę.
- Wow, Petunio, cudne! –
zawołałam i od razu zrzuciłam z siebie ubranie które miałam na sobie. Po chwili
poczułam jak suknia delikatnie opływa moje ciało. Petunia zapięła suwak,
znajdujący się na plecach i już tylko założyłam buty.
- Ślicznie wyglądasz –
powiedziała, uśmiechając się do mnie. Przejrzałam się w lustrze. Taak, już
zupełnie nie wyglądałam jak Ruda Wiewióra, teraz określiłabym siebie jako
młodą, pewną siebie kobietę.
Ceremonia ślubna rozpoczęła
się równo o godzinie 13, 2 kwietnia 1978 roku. Mały kościół ledwo mieścił
wszystkich gości(w końcu cała rodzina Dursley, jest dosyć słusznych rozmiarów),
większość kobiet chlipało cicho w chusteczki, chociaż muszę przyznać, że tata,
oraz Syriusz też uronili łezkę, lub dwie. Z kościoła pojechaliśmy do
restauracji, zresztą też przez nas przystrojonej, kwiatami i resztą
pierdółek-ozdóbek.
- Moi drodzy, postaraliście
się – powiedział do naszej szóstki tata, wskazując nam, nasz stolik – Bawcie
się dobrze! – dodał, idąc w stronę mamy, która już plotkowała o czymś z ciocią.
- Jak na razie mugolski ślub
jak najbardziej mi się podoba – stwierdził James – Jednak zupełnie nie wiem jak
zrobimy z naszym ślubem, masz sporą rodzinę, a jednak chciałbym, żeby ślub był
magiczny.
- James, o czym ty mówisz? –
zapytałam, spoglądając na bruneta z rozbawieniem – Jeszcze mi się nawet nie
oświadczyłeś, a już planujesz ceremonię?
- Oj tam, oj tam, to już
niedługo nastąpi – odparł, popijając z kieliszka szampana – Idziemy potańczyć?
– zapytał, gdy usłyszał pierwsze takty, jakiejś skocznej melodii.
Z
różowego notesu Dorcas Meadowes
- Oooo Merlinie, jestem
wykończona! – zawołałam, po przetańczeniu parunastu piosenek z Syriuszem, lub
różnymi innymi ludźmi, najczęściej jakimiś kuzynami Lilki.
- Moje stooopy – wyjęczałam,
zdejmując szpilki i kładąc nogi na kolanach Syriusza – Masuj – powiedziałam,
popijając jakiegoś różowego drinka. Mugolskie alkohole są całkiem fajne.
- Czekoladko, znowu się
rządzisz – odparł Łapa, jednak grzecznie zaczął masować.
- Grzeczny piesek –
wyszeptałam.
Z
notesu kujona Mary McDonald
- Remusie, tak świetnie się
bawię! – zawołałam do tańczącego obok mnie blondyna – Gdzie jest mój kieliszek?
– zapytałam, rozglądając się dookoła.
- Mar, znowu się upiłaś –
odpowiedział mi chłopak, ciągnąc mnie do naszego stolika – Przegryź coś – dodał
i gdzieś poszedł.
- Uwaga, proszę państwa, teraz
panna młoda wykona tradycyjny rzut bukietem! Zapraszamy wszystkie kobiety stanu
wolnego do zabawy! – wołał jakiś facet. Spojrzałam na dziewczyny, zgodnie
wstałyśmy z krzeseł i poszłyśmy na środek Sali, ustawić się koło niezłego tłumu
kobitek.
Po sekundzie Petunia weszła
na zaimprowizowaną scenę, stanęła do nas tyłem i rzuciła w nas wiązanką. Nagle
wszystko zaczęło się dziać w zwolnionym tempie, widziałam Peti, następnie jej
śliczny bukiet, wylatujący z jej dłoni i szybujący w powietrzu. Większość z moich
kuzynek, przyjaciółek rodziny, po prostu rzuciła się za bukietem, a on jak
zaczarowany wpadł w moje wyciągnięte ręce.
- Wow – wyszeptałam do
siebie.
- Lily, jesteś następna w
kolejce ślubnej! – zawołała Dorcas, trochę niezrozumiale. Ten alkohol…
Wróciłam do stolika, przy
którym siedzieli chłopcy, po drodze co chwilę ktoś mi gratulował zdobycia
bukietu. Jakby to było nie wiadomo jakie osiągnięcie, aż zaczęłam wierzyć, że
moje same Wybitne z SUM-ów były mniejszym osiągnięciem…
- No i mamy następną pannę młodą
– zażartował Syriusz, popijając kolejną Szkocką.
- Weeeź, jeszcze mi się nie
śpieszy do zamążpójścia – odparłam, siadając Jamesowi na kolanach i czochrając
mu włosy.
- Lilyyy, tak misternie
układałem fryzurę – wyjęczał J, łapiąc się za te swoje strąki.
- Om-nom-nom, ten tort
weselny jest zajebisty! – powiedziała Dorcas, pakując sobie do ust spory kawał
czekoladowej masy – Jeżeli kiedyś będę miała wesele, sprawię sobie taki sam,
tyle że będzie miał więcej pięter – dodała, wpychając kawałek ciasta do
otwartej paszczy Łapy.
- No, a ja sobie załatwię te
fajne drinki, zaraz, jak one się nazywają? Aa, Sex On The Beach! – zawołała
Mary, wkładając mi w rękę, wcześniej wspomniany napój.
- Ja tam wolę Wściekłego Psa
– odpowiedziałam, na co Black zaczął suszyć obklejone ciastem zęby. Widok
ohydny. Serio, ja się dziwię Dorcas jak ona z takim oblechem wytrzymuje…
- A może Wściekłą Wiewiórkę?
– zażartował James, na co wszyscy zaczęliśmy się zacieszac. Oczywiście, nie był
to żart najwyższych lotów, ale wiecie, człowiek po alkoholu cieszy się z każdej
głupoty. Więc tak sobie siedzieliśmy, piliśmy, coś tam jedliśmy, oraz dużo
tańczyliśmy, aż wesele się skończyło.
- Szkoda, że już musicie
wracać do szkoły – powiedziała Petunia, żegnając się z nami w niedzielne popołudnie.
- Lekcje wzywają – odparła
Mary, przytulając moją mamę.
- Niestety – dodała Dorcas.
- Dziękuję za prezenty,
Vernonowi bardzo przypadły do gustu te zabawne słodycze – zaśmiała się Tunia –
To co Lily, teraz twoja kolej? – wyszeptała mi siostra do ucha, gdy mnie
zgniotła w swoim ciążowym uścisku. Bardzo mocnym, zresztą.
- Chyba tak – odparłam,
cicho się śmiejąc – Niedługo się zobaczymy, pod koniec czerwca wpadniemy tu na
tydzień, a później przeprowadzam się do Doliny Godryka – dodałam.
- Szkoda, że już nigdy nie
będziemy razem mieszkać – powiedziała Peti – Ale przyszłość rysuje się cudownie
– dodała ze śmiechem.
Pożegnaniom w końcu nadszedł
kres i teleportowaliśmy się do Hogesmeade, zresztą dzisiaj było wyjście do wioski, co
bardzo dobrze zgrało się w czasie, nie musieliśmy używać kolejnego świstoklika.
- Mam pomysł! – zawołałam,
gdy weszliśmy w jedną z mniej uczęszczanych alejek – Zawsze sobie chciałam zrobić tatuaż – dodałam, spoglądając na przyjaciół.
- Hm, Lil, wiesz, że to na
całe życie? – zapytała Mary.
- Oczywiście, że tak! Ale
taki malutki – dodałam, otwierając drzwi do „Magicznych Tatuaży Hanka” – Wy nie
chcecie? – zapytałam.
- Ja chyba podziękuję –
odparła Dorcas – Nie mogę na to patrzeć, pójdziemy z Syriuszem do Trzech
Mioteł, ok?
I takim oto sposobem
odstraszyłam czwórkę naszych przyjaciół.
- To co dla was? – zapytał niezłe wydziarany koleś.
- Chciałabym o taki wzór –
zaczęła, pokazując na obrazem – Na lewym nadgarstku – dodałam.
- Ja chcę to samo i w tym
samym miejscu – powiedział James, czym mnie zaskoczył.
- To zaczynamy – odparł, jak
się dowiedzieliśmy po chwili Hank.
- I gotowe – stwierdził po
godzinie.
- Wyszły świetne –
powiedziałam podekscytowana, patrząc na nasze tatuaże.
- Jesteście parą, nie? Jak
chcecie to mogę rzucić na dziary, takie zaklęcie, dopóki będziecie się kochać,
te tatuaże zawsze będą widoczne, gdy przestaniecie, cóż, po prostu znikną –
powiedział, zapalając papierosa.
Spojrzałam na Jamesa i
dokładnie wiedziałam, że oboje tego chcemy.
- Rzucaj, Hank – odparłam.
Po chwili poczułam uczucie ciepła, tatuaż na chwilę rozświetlił się na
czerwono, aby znowu przybrać swoją zwykłą postać.
Po rozliczeniu się i
krótkiej pogawędce, skierowaliśmy się do Trzech Mioteł.
- No, pokazuj – rozkazał
Syriusz. Trochę się zdziwił, gdy oboje wyciągnęliśmy lewe nadgarstki i
pokazaliśmy im tatuaże.
- Nieskończoność ∞ -
wyszeptał Remus, patrząc na nas z podziwem.
- Ale są intensywnie czarne
– zauważyła Dor, spoglądając na nasze ręce.
Gdy już przestaliśmy
zachwycać się tatuażami, wypiliśmy po kremowym piwie i wróciliśmy do zamku.
Ja też chce taki tatuaż *_* rozdział cudny boski magiczny i jak najbardziej kontynuuj opowiadanie jak najbardziej :D czekam na next ^^
OdpowiedzUsuńRozdział przeprześwietny *-* Ja się nie obrażę jak to opowiadanie będzie długości mody na sukces :D
OdpowiedzUsuńCudny ślub. Rozdział niesamowity i szczerze też bym chciała taki tatuaż .
OdpowiedzUsuń