poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 25 Dział Ksiąg Zakazanych



- Lily, poczekaj! Lily! – wołał James, biegnąc za mną. Był piątek, lekcje właśnie się skończyły, a nasze relacje wcale się nie polepszyły. Dobra, J następnego dnia po pełni mnie przeprosił, powiedział, że palnął głupotę, ale wiecie co? W złości często mówi się to co się naprawdę myśli. Wiem, że jestem czasem upierdliwa, sypię „złotymi radami”, ale myślałam, że właśnie on, akceptuje mnie z tymi wszystkimi wadami.
- Evans! – powiedział z wyrzutem, zatrzymując mnie w okolicach Sowiarni.
- Co, powrót do przeszłości, mówimy sobie po nazwiskach, Potter? – zapytałam ironicznie.
- Żaden powrót, wołałem cię najpierw po imieniu, nawet nie zaczekałaś – odparł chłopak, patrząc na mnie uważnie. Uch, nienawidzę tego badawczego wzroku!
- Widocznie nie usłyszałam – powiedziałam wchodząc po schodach do pomieszczenia przeznaczonego dla sów – Wysyłam list do rodziców i Petunii. Dostałam zaproszenie na jej ślub, zresztą wszyscy jesteście zaproszeni – dodałam, przywołując jednego ze szkolnych puchaczy.
- Lily, możesz mi powiedzieć co się dzieje? – zapytał brunet – Od tygodnia prawie się do mnie nie odzywasz, przesiadujesz cały czas w bibliotece. Nawet posiłków z nami ostatnio nie jadłaś.
Przywiązałam kopertę do nóżki sowy.
- James – zaczęłam – Na początku maja zaczynają się OWTM-y, wiesz, że chcę je zaliczyć na jak najlepsze oceny. Muszę się dużo uczyć – dodałam i poczułam się jakoś dziwnie. Nagle wszystko się rozpłynęło i nastała ciemność.


Z dziennika Jamesa Pottera
W jednej chwili Lily mówiła o OWTM-ach, a w następnej padła omdlała w moje ramiona.
- Lil? – wyszeptałem i lekko potrząsnąłem dziewczyną. Jeszcze w życiu nikt przy mnie nie zemdlał, nie wiedziałem co mam robić. Po chwili jej powieki lekko się poruszyły i zobaczyłem zielone tęczówki ukochanej.
- Zemdlałam? – zapytała.
- Kiedy ty coś jadłaś? – odparłem i biorąc ją na ręce wyszedłem z Sowiarni.
- Rano – odpowiedziała – Nie wiem co się ze mną dzieje, to pewnie stres przed egzaminami – dodała, wtulając twarz w moją szyję.
- Lil, musisz więcej jeść, wysypiać się, nauka nie jest najważniejsza, musisz bardziej o siebie dbać – powiedziałem całkiem rozsądnie, jak na mnie.
- Dobrze – wyszeptała – Jesteś moim rycerzem, Jamesie Potterze – dodała takim dziecięcym głosikiem.
Zaśmiałem się cicho, wyobrażając sobie siebie w zbroi, a Lily w jakiejś średniowiecznej sukni.
- Będę strzegł mojej damy serca przed smokami – odparłem, lekko całując rudowłosą w czoło i mocniej ją do siebie przytulając. Dobrze, że wyrobiłem sobie całkiem niezłą kondycję, dzięki ci Quidditchu! Inaczej nie wiem jakbym doszedł do Pokoju Życzeń z obciążeniem. Oczywiście, nie sugeruję, że Lily powinna przejść na dietę, to chyba ja powinienem wyrobić sobie większe mięśnie.
- Co będziemy robić? – zapytała, robiąc tą swoją zabawną minę wybitnego myśliciela.
- Będziemy się godzić, milady – odparłem, trzaskając drzwiami.



Z dziennika Severusa Snape’a
- Wzywał mnie pan, panie profesorze – zagaiłem, wchodząc do gabinetu Dumbledore’a.
- Usiądź Severusie – odparł, wskazując na krzesło stojące naprzeciwko jego biurka – Zaprosiłem cię dzisiaj, ponieważ zdobyłem dwa, wiele mówiące wspomnienia niejakiej Bujdki, skrzatki, służącej pewnej damie – dodał, wlewając migoczący płyn do myślodsiewni.
- Proszę, ty pierwszy – dodał, wskazując na naczynie.
Po obejrzeniu wspomnienia, wróciliśmy do gabinetu.
- Sugeruje pan, że te dwa przedmioty, medalion Slytherina oraz czara Helgi Hufflepuff zostały skradzione przez Czarnego Pana i zamienione w horkruksy? – zapytałem, uważnie patrząc na dyrektora. Ten tylko uśmiechnął się i lekko skinął głową.
- Jeżeli zrobił z tych dwóch przedmiotów horkruksy, to co z innymi przedmiotami założycieli Hogwartu? Mieczem Gryffindora oraz diademem Ravenclaw? – zapytałem. Chyba powoli coraz bardziej rozumiałem co Dumbledore chciał mi przekazać.
- Miecz leży bezpiecznie w tej gablocie – odparł dyrektor, wskazując na lśniącą klingę – Jednak diadem, taak sądzę, że diadem też może być horkruksem – dodał.
- Jednak gdzie ich szukać? – zapytałem – Przecież to są kawałki jego duszy, na pewno ukrył je tak, że ich nigdy nie znajdziemy.
- To już rozważymy na następnym spotkaniu – odparł dyrektor – Kolacja się zaczęła.




Całe popołudnie spędziliśmy w Pokoju Życzeń, robiąc różne przyjemne rzeczy. I nie naukę mam tu na myśli!
- Chodźmy już – wyszeptałam, gdy na chwilę oderwałam się od ust Jamesa – Black pożre wszystkie kiełbaski – dodałam, po kolejnym pocałunku, żeby jakoś zachęcić Rogacza do pójścia na kolację.
- Uch racja, chodźmy – powiedział, uśmiechając się i otwierając mi drzwi – Panie przodem – dodał. Wyszłam tyłem, wciąż patrząc Jamesowi w oczy i idiotycznie się uśmiechając. Cóż, zakochani już tak mają. Ale to nieważne, ważne jest to, że znowu na kogoś wpadłam.
- Severus? – wyszeptałam, patrząc na chłopaka – Przepraszam – dodałam, nieśmiało na niego spoglądając. Po tym jak na ostatniej kolacji u Ślimaka, podałam mu Veritaserum, ani razu go nie spotkałam. Oczywiście oprócz lekcji, na nie przychodził.
- Nie ma sprawy – burknął i odszedł szybkim krokiem.
- Mam wyrzuty sumienia – powiedziałam do bruneta, wciąż patrząc na odchodzącą, czarną postać.
- Czemu? – zapytał James biorąc mnie za rękę i kierując się w stronę Wielkiej Sali.
- Czy to nie oczywiste? Podałam mu eliksir bez jego zgody – odparłam – Wiesz, jedno mnie dręczy, wtedy jak wyznał, że został szpiegiem dyrektora, powiedział: „… i teraz szukamy hork…” i tu urwał. Szukałam w bibliotece jakiś informacji, ale nic nie znalazłam.
James spojrzał przed siebie i się zamyślił. Doszliśmy już do Wielkiej Sali, gdy zatrzymał się.
- Dział ksiąg zakazanych – wyszeptał mi do ucha. No tak, jak mogłam o tym nie pomyśleć!
- Na gacie Merlina, Jamesie Potter, jesteś genialny! – wydarłam się i rzuciłam brunetowi w objęcia. Cieszyliśmy się jak głupi, chociaż jeszcze nic się nie dowiedzieliśmy, gdy od strony wyjścia z zamku, przyszli Doriuszowie, czyli nasza anonimowa czekoladoholiczka i Pan Boski.
- Co tam jelenie, pogodziliście się? – zapytał Syriusz, szczerząc swoje białe zęby.
- Taaak – odparłam nakręcona – James coś wydedukował – obwieściłam, gdy szliśmy do naszych miejsc przy stole.
- Znowu się uczyliście? Myślałem, że poszliście na numerek – co za kretyn...
- Jaki ty jesteś tępy, Łapo – odparłam – Chociaż, to swoją drogą. Ale chodzi o coś zupełnie innego. Pogadamy o tym później – dodałam, rozglądając się. W końcu musimy ciągle mieć się na baczności, nie wiadomo czy Ślizgoni nie znaleźli nowego szpiega.
- Kiełbaski – powiedział Syriusz, łapiąc za półmisek z tym mięsnym przysmakiem i nakładając sobie niezłą stertę – Kocham mięso – dodał.
- Nutella – wyszeptała Dorcas, gdy wyciągnęłam z torby słoik, przesłany od drogiej mamuśki – Morgano, Lil, twoja mama jest najlepsza na świecie. Kocham nutellę – dodała. I widzicie jak świetnie się dobrali? Para kochając kiełbaski i nutellę. Dobrze, że nie kiełbaski z nutellą… Fu.
Jedliśmy sobie kolacje, dołączyła do nas nawet, nasza ulubiona para prefektów, czyli tak zwani Remary.
- Właśnie, zupełnie zapomniałam, Petunia przysłała zaproszenia na ślub! – powiedziałam, grzebiąc w torbie i wyjmując koperty – Proszę – dodałam, rozdając.
- Jakie śliczne – skomentowała Dorcas – To kiedy ślub? – zapytała, szukając daty na zaproszeniu.
- 2 kwietnia, to sobota. Myślicie, że dyrektor nas puści? – zapytałam.
- Raczej nie powinno być z tym problemu – powiedziała Mary. Skończyliśmy kolację(chociaż Syriusz nadal tęsknie spoglądał na pusty już talerz po kiełbaskach) i poszliśmy do huncwockiej sypialni.
- To co tam Rogaczu wymyśliłeś? – zapytał Syriusz, rozwalając się na swoim łóżku i przyciągając do siebie piszczącą Dorcas.
- Pamiętacie to co Lily nam powtórzyła z rozmowy ze Snape’m? Powiedział, że jest szpiegiem Dumbledore’a, oraz zaczął coś mówić o jakiś „hork”, jednak nie dokończył. Lily szukała informacji w bibliotece, niestety nic na ten temat nie znalazła. Pomyślałem, że szukała w złym miejscu, w końcu pewnie mówimy o czarnej magii, trzeba szukać w Dziale Ksiąg Zakazanych – wytłumaczył James.
- No tak! – zawołał Remus, waląc się w czoło – Że też o tym nie pomyślałem…
- No, no, James, jestem pod wrażeniem. A co cię tak nastroiło do myślenia? – zapytał Syriusz.
- Rozkoszne chwile w Pokoju Życzeń – odparł J robiąc rozmarzoną minę. O ludzie! Black zaśmiał się po swojemu, a Dor poruszała brwiami.
- Ech. To co, kto idzie do biblioteki? – zapytałam.
- Rudzielcu, przecież nikt od tak nie może sobie wejść do działu Ksiąg Zakazanych – wytłumaczył mi Syriusz. Jakbym nie wiedziała!
- Oj, Black. A myślisz, że z tym na głowie, uda się nam wejść nielegalnie? – zapytałam, trzymając w ręku wyciągniętą z jamesowego kufra pelerynę niewidkę.
W pokoju zapanowała cisza, którą przerwał Rogacz.
- Lily, nasze dziecko będzie genialne!
Taa, skromność nie jest jego główną zaletą.
- Najlepiej jeżeli pójdzie Lily z Jamesem – powiedziała Mary – Najlepiej wyszukuje informacje w bibliotece, a Jim najlepiej obsługuje się niewidką. Zresztą my z Remusem mamy patrol, to jak coś, będziemy was ubezpieczać.
- To ustalone! Dzisiejszej nocy, wyruszacie – zapowiedziała Dor.



- I co? – zapytał James. Staliśmy razem pod peleryną w bibliotece. Była 1 w nocy, zamek pogrążony był w ciszy i ciemności.
- To dopiero trzecia księga, na razie nic nie znalazłam – odparłam. Przejrzeliśmy już z Jamesem parę książek, ale nie natknęliśmy się na słowo zaczynające się od hork…
Przeglądałam już dziesiątą książkę, gdy:
- James, mam! – zawołałam szeptem. Skopiowałam całą regułkę z książki na czysty pergamin i szybko opuściliśmy bibliotekę.
- Znaleźliśmy – powiedział J do Remusa, gdy obok niego przechodziliśmy – Za 10 minut u nas w sypialni – dodał, na co Lunatyk kiwnął głową.
- Mamy! – zawołałam wchodząc do pokoju. Odpowiedziało mi tylko chrapanie Syriusza.
- Black! Dorcas, znaleźliśmy – powiedziałam, potrząsając ramieniem brunetki.
Rozsiedliśmy się na rogaczowym łóżku i czekaliśmy na parę prefektów.
- Jesteśmy – zaanonsował Remus, po strasznie dłużących się dwudziestu minutach.
- Czytaj, Lily – pośpieszył mnie James.
- OK. Horkruks, przedmiot, w którym ktoś ukrył cząstkę własnej duszy. Cząstkę tę można powierzyć także innej istocie żywej. Jeśli jednak ciało zostanie zaatakowane lub nawet zniszczone, nie można umrzeć, ponieważ część duszy pozostaje na ziemi, nieuszkodzona. Rozczepienie duszy to, akt gwałtu, jest to sprzeczne z naturą. Dokonuje się tego poprzez morderstwo. Czarodziej, który zamierza stworzyć horkruksa, wykorzystuje to rozdarcie do swoich celów: zamyka oddartą część odpowiednim zaklęciem. W związku z tym, horkruks jest całkowitym przeciwieństwem istoty ludzkiej, ponieważ ukryta w nim cząstka duszy jest zależna od swojego magicznego ciała. Nie może bez niego istnieć. Do zniszczenia horkruksa jest potrzebna bardzo silnie niszcząca substancja, po której użyciu horkruks nie jest w stanie się naprawić (np. jad bazyliszka lub szatańska pożoga). Na poskładanie swojej duszy od nowa jest tylko jeden sposób: trzeba dogłębnie odczuć, co się zrobiło.
- Wow – wyszeptał Syriusz – Czyli to znaczy, że…
- Że Voldemort, stworzył coś, dzięki czemu może być nieśmiertelny – skończył Remus.
- I Snape z Dumbledorem tego szukają – dodała Mary.

3 komentarze:

  1. Wiesz że cię kocham? Kocham tak strasznie (nie najbardziej bo pierwszy jest Jim, a potem pan Boski xD nie no dobra są na jednym miejscu) :D niech Hunce i dziewcyny wykopią Snape'a z jego roli wielkodusznego no prosze ;) Ale mimo to cię kocham więc rób co chcesz byle cała 6 przeżyła <3 czekan na next ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielbie Cię! Stwarzam nową religię! I oficjalnie jesteś tam Bogiem! <33

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.