piątek, 10 października 2014

Rozdział 23 Wyjątkowe urodziny


Ekhm, oto rozdział 23. Uwaga, zawiera on treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich, nie chciałabym odpowiadać za deprawowanie młodzieży, także ostrzegam :) Jest to mój debiut z takimi scenami, także błagam, oceńcie to możliwie najdelikatniej. Więc, miłego czytania(lub nieczytania, jeżeli ktoś nie ma 18 lat, lub nie lubi takich momentów w opowiadaniach)!





- Lily, wstawaj! – zawołała Mary, potrząsając moim ramieniem – Za pół godziny zaczynają się lekcje! – dodała i poszła do łazienki.
- Czeemu? – wyjęczałam. Do trzeciej w nocy ślęczałam nad wypracowaniami, a teraz każą mi wstawać o siódmej rano. A może by się tak zerwać z zajęć? Okropny, ale genialny pomysł! Zwlokłam się z łóżka, założyłam szlafrok oraz kapcie i prześlizgnęłam się do dormitorium chłopców. Panowała tu miła cisza i głośne chrapanie Blacka. Podniosłam kołdrę na łóżku Jamesa i wsunęłam się na miejsce obok bruneta.
- Lil? – powiedział, przewracając się na bok i obejmując mnie w talii.
- Tak, śpij – odparłam. I zasnęliśmy.



Wstaliśmy dopiero po 10 rano.
- Idziemy na resztę zajęć? – zapytał James – Czy może robimy sobie dzień wagarowicza? – dodał, poruszając brwiami.
Siedzieliśmy sami w dormitorium Huncwotów, aż byłam zdziwiona, że Syriusz poszedł na lekcje! Ale znając perswazję Remusa, może nie powinnam się temu dziwić?
- A wiesz jaki dziś mamy dzień? – zapytał Rogacz, na co pokręciłam głową – Lily, dzisiaj 30 stycznia, twoje urodziny! – zawołał.
Po chwili zostałam obdarowana słodkim buziakiem i ślicznie zapakowanym prezentem.
- Pierścionek? – wyszeptałam zdziwiona po odpakowaniu.
- A dokładniej, pierścionek przed-zaręczynowy! – zawołał zadowolony z siebie chłopak. Nawet nie wiedziałam, że istnieje pojęcie pierścionka przed-zaręczynowego, ale ok. Wziął ode mnie pudełeczko i założył mi na palec złoty krążek.
- Jest piękny – powiedziałam, oglądając jak brylantowe oczko rzuca błyski od odbijającego się światła – Dziękuję – dodałam i pocałowałam Jamesa prosto w usta.
- Mam pomysł na ten dzień, idź się wyszykuj i za pół godziny spotkamy się w Pokoju Wspólnym. Aa i weź kurtkę – powiedział, a ja to od razu wykonałam.
Po szybkim prysznicu stałam przed szafą i zastanawiałam się co włożyć.
- Spodnie i sweter będą najodpowiedniejsze – powiedziałam do siebie, spoglądając na krajobraz za oknem. Śnieg nadal nie ustępował i leżał, ale w takim najgorszym wydaniu, na wpół roztopiony. Nienawidzę takiej pluchy!
W ekspresowym tempie wysuszyłam włosy, pomalowałam rzęsy tuszem i pociągnęłam usta czerwoną szminką.
- Jestem – zaanonsowałam się, stając przed Jamesem – To co robimy? – zapytałam owijając szyję szalikiem.
- Spędzimy dzień w Hogesmeade – odparł i pociągnął mnie do wyjścia.
- To bardzo fajny pomysł, ale jak wyjdziemy ze szkoły? – zapytałam. To znaczy pamiętam to wyjście koło Bijącej Wierzby, ale jakoś mi się nie widzi, przedzieranie przez jej zabójcze gałęzie.
- Wyjdziemy tajnym przejściem – odparł James, wskazując na pewien punkt na mapie Huncwotów.
Gdy doszliśmy na trzecie piętro, Rogacz dokładnie sprawdził na mapie czy nikt po nim się nie kręci i podeszliśmy do posągu jednookiej czarownicy.
- Dissendium – wyszeptał J dotykając różdżką posągu, który od razu przesunął się i ukazał ciemny tunel.
- I dokąd on prowadzi? – zapytałam, gdy byliśmy już paręnaście metrów od Hogwartu. A przynajmniej tak mi się wydawało, w tunelu robiło się coraz chłodniej.
- Do piwnicy Miodowego Królestwa – odparł James, gdy w końcu doszliśmy do jakiejś klapy – Teraz bądź cicho, sprawdzę czy nikogo nie ma w pomieszczeniu – dodał i lekko uchylił brązową klapę. Rozejrzał się i stwierdził:
- Czysto, wychodzimy!
Po cichu wyszliśmy z piwnicy i jakimś cudem, niezauważeni ze sklepu.
- To gdzie idziemy? – zapytałam.
- Zabieram cię na zakupy – James powiedział zdanie, które chciałaby usłyszeć każda kobieta z ust swojego mężczyzny! W końcu jak wiadomo, ubrań nigdy za wiele, a jeśli mówimy o książkach, to już w ogóle, z księgarni mnie nie wyciągniecie!
Więc rozpoczęliśmy istny maraton sklepowy. Ubrania, buty, książki, torebki, pióra, słodycze i gadżety od Zonka, to wszystko znalazło się w torbach, które ustawiliśmy przy stoliku w Trzech Miotłach. James poszedł zamówić Piwo Kremowe, a ja siedziałam i przeglądałam jedną z nowych książek „Czary domowe – proste rozwiązania dla perfekcyjnej czarownicy”. 
Tak, nadszedł ten czas, trzeba się podszkolić z zaklęć domowych!
- Proszę – powiedział James, wręczając mi pełny kufel, upiłam łyk i odstawiłam naczynie.
- Masz wąsy – dodał J ze śmiechem, ścierając mi znad ust wąsy z piany.
Zapatrzyłam się na Rogacza i stwierdziłam:
- Na Morganę, jaki ty jesteś przystojny – taaa, wiem, ja to mam zapłon! Chodzimy już ze sobą, hm, parę miesięcy, a ja dopiero teraz to tak naprawdę ujrzałam! Jego poczochrane włosy, już nie wydawały mi się głupie, tylko czarujące, pełne usta kryły mnóstwo uśmiechów przeznaczonych w większości tylko dla mnie, orzechowe oczy, rzucały wesołe spojrzenia, a jego ciało było po prostu idealne. I pomyśleć, że on należy tylko do mnie!
- Poczekaj chwilę – powiedziałam wybiegając z pubu. James tylko spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Poszłam do jednego z licznych sklepów i kupiłam coś, na co już wcześniej zwróciłam uwagę, ale przy brunecie było mi głupio to kupić.
- Wracamy do zamku – rzuciłam, zbierając torby z podłogi i szybko prowadząc Rogacza do wyjścia.
Droga powrotna była taka sama, jak ta prowadząca do wioski, wróciliśmy tunelem z Miodowego Królestwa do Hogwartu. Byliśmy już w Wieży Gryffindoru i zwróciłam się do Jamesa:
- Za pół godziny pod Pokojem Życzeń.
Chłopak skinął mi głową i zniknął na schodach prowadzących do dormitoriów męskich. Szybko wbiegłam do pustego pokoju i zniknęłam w łazience.
Po chwili weszłam do pokoju owinięta w ręcznik i zaczęłam się nerwowo szykować. Założyłam na siebie dopiero zakupioną, szmaragdową bieliznę, założyłam wisiorek, który dostałam od Jamesa na Gwiazdkę, a na to narzuciłam czarną sukienkę. Wysuszyłam włosy, popsikałam się moimi ukochanymi perfumami(Flowerbomb od Victora&Rolfa, wymiatają!) i założyłam balerinki. Do małej torebki włożyłam inny zakup, dokonany w wiosce i spojrzałam na zegar.
- Ok., Lily, nie panikuj, nigdy nie byłaś bardziej gotowa – wyszeptałam sama do siebie(taa, wiem, niepokojąca oznaka) i skierowałam się do Pokoju Życzeń.
James już pod nim czekał, wyglądając po prostu bosko! Nadal miał mokre włosy po prysznicu, ale może dzięki temu wyglądał jeszcze seksowniej? Później to rozważę!
- Poczekaj – powiedziałam, skupiając się na wyobrażeniu sobie wnętrza pomieszczenia i trzy razy przeszłam pod ścianą.
- Wejdź – dodałam, wskazując na drzwi. James chwycił za mosiężną klamkę i otworzył ciężkie drzwi. Wszedł, uprzednio mnie przepuszczając i stanął w szoku.
Pokój miał krwiście czerwone ściany, oświetlenie było przyciemnione, co dawało ciekawy efekt półmroku. Czarna drewniana podłoga cicho trzeszczała pod naszymi stopami, gdy pociągnęłam Jamesa za rękę w stronę dużego łóżka, na którym leżało mnóstwo poduszek oraz ciemna, satynowa pościel.
- Lily, czy ty…? – zaczął, ale mu przerwałam(wiem, to niekulturalne i niegrzeczne).
- James, kocham cię jak szalona i dzisiaj do mnie dotarła pewna rzecz, jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi! Tak bardzo się cieszę, że nigdy ze mnie nie zrezygnowałeś. Byłam ślepa tyle lat, nie chciałam cię do siebie dopuścić, a przecież to było takie proste… Miłość do ciebie zupełnie mnie zmieniła, zrozumiałam, że nie tylko książki się liczą, przyjaciele, rodzina, ukochana osoba, teraz to są moje priorytety. Jak zwykle przemawiam, chcę ci jedynie powiedzieć, że te miesiące spędzone razem, były najszczęśliwszymi w moim życiu i nigdy nie chciałabym zmienić naszej historii, wszystko w niej było wyjątkowe, tak wyjątkowe jak ty. Jesteś jedyny w swoim rodzaju, darzysz mnie uczuciem, o którym mogłam jedynie marzyc, jesteś dla mnie najważniejszą osobą w całym Wszechświecie i dzisiaj chcę ci ofiarować siebie – wyszeptałam ostatnie słowa i nieśmiało uśmiechnęłam się do bruneta.
- Lily, tak bardzo cię kocham… - znowu mu przerwałam. Uniosłam się na palcach i mocno pocałowałam Jamesa. Chłopak przez chwilę nie reagował, ale po chwili dołączył. Był to jeden z najważniejszych pocałunków w moim życiu, oboje chcieliśmy nim sobie udowodnić, jak bardzo się kochamy.
- Poczekaj – powiedziałam i trochę odsunęłam się od J. Zsunęłam ze stóp balerinki i zdjęłam przez głowę sukienkę. James już widział mnie tylko w bieliźnie, ale jeszcze nigdy w takiej. Jeśli miałabym ją opisać jednym słowem, to odpowiednie będzie: przezroczysta.
- Lil – wyjęczał J jakimś nie swoim głosem i od razu przywarł do mnie. Znowu zaczęliśmy się całować, z każdą chwilą coraz namiętniej. Drżącymi palcami odpinałam guziki w koszuli bruneta, aby przejść pocałunkami po jego podbródku, szyi, do umięśnionego torsu. Jego oddech był coraz szybszy, a ja prawie hiper wentylowałam. Popchnęłam chłopaka na łóżko i również się na nie wdrapałam. Nachyliłam się nad Jamesem i znowu zaczęłam go całować po szyi. Schodziłam szlakiem pocałunków coraz niżej, aż dotarłam do paska od spodni.
- Mogę? – zapytałam zachrypniętym głosem. Po chwili pozbyliśmy się spodni bruneta i teraz to on przejął inicjatywę.
Leżałam na plecach, a James całował mnie po ramionach. Poczułam jak jego dłonie skierowały się na plecy, lekko się uniosłam i chłopak odpiął haftkę od biustonosza. Delikatnie go zdjął i zajął się pieszczeniem mojego biustu. Gdy zaczął ssać moje sutki, myślałam, że eksploduję, nigdy nie czułam czegoś takiego. Schodził z pocałunkami coraz niżej, aż do miejsca, które teraz wszystko odczuwało tak intensywnie. Gdy pozbył się reszty mojej bielizny, poczułam jego palce w tym najintymniejszym miejscu. Jego kciuk odnalazł moją łechtaczkę, a ja myślałam, że oszaleję z rozkoszy.
- James… w mojej torebce są prezerwatywy – wyjęczałam, czując narastającą przyjemność. Chłopak szybko rozerwał paczuszkę i pozbył się swoich bokserek. Jedno słowo: cholera!
James do mnie wrócił i znowu zaczął mnie gorąco całować i pobudzać.
- Teraz – wyjęczałam, gdy czułam, że nie wytrzymam tej udręki. Bardzo miłej, zresztą.
Rozchyliłam nogi i poczułam jak jego penis we mnie wchodzi. Gdy natrafił na przeszkodę, w postaci błony dziewiczej, zatrzymał się i po chwili mocniej pchnął.
- Ochh – wyjęczałam i ścisnęłam między palcami prześcieradło.
- Lily? – zapytał chłopak.
Nie odpowiedziałam, tylko delikatnie się ruszyłam i przyciągnęłam do siebie chłopaka tak blisko jak tylko się dało. Zrozumiał, że daję mu przyzwolenie i zaczął się we mnie poruszać coraz szybciej i głębiej.
Coraz bardziej czułam, że zbliżamy się do wyczekiwanego finału, który był pełen fajerwerków i niewiarygodnych uczuć.
- Kocham cię, Lily – wyjęczał chłopak, przeżywając orgazm. Nawet nie miałam siły odpowiedzieć tym samym, zatraciłam się w przeżywaniu tej chwili, tych silnych emocji i po chwili czułam już tylko totalne rozluźnienie. Leżałam nieruchomo, oddychając spazmatycznie.
- To było niesamowite – wyszeptałam do Jamesa, który nadal na mnie leżał, chociaż zupełnie mnie nie przygniatał, ciężar ciała przeniósł na ręce.
- To ty jesteś niesamowita – odpowiedział, kładąc się koło mnie. Położyłam głowę na jego szerokim torsie i przykryłam nas kołdrą. Po chwili w pokoju było słychać tylko nasze spokojne oddechy, unormowane przez sen.




- Tak właściwie, to gdzie zaginęli Jeleniowaci? – zapytał Syriusz.
- Przecież dzisiaj są urodziny Lily, pewnie gdzieś szaleją – odpowiedziała Dorcas i przytuliła się do swojego chłopaka – Zanieś mnie do Wieży – dodała i wskoczyła na jego plecy.


- Remusie, zrobiłeś tu błąd – powiedziała Mary, patrząc na wypracowanie blondyna – Jesteś ostatnio jakiś rozkojarzony – dodała, spoglądając na niego z uśmiechem.
- Kocham cię, Mary – odpowiedział Remus, poważnym tonem – Wiem, że możesz do mnie nie czuć tego samego… - zaczął, ale dziewczyna mu przerwała.
- Ja ciebie też kocham, Remusie – powiedziała i pocałowała szczęśliwego blondyna.



„No masters or kings when the ritual begins
There is no sweeter innocence than our gentle sin
In the madness and soil of that sad earthly scene
Only then I am human
Only then I am clean”*




*Cytat pochodzi z piosenki Hozier - Take Me To Church, 
zainteresowanych tym utworem odsyłam tu:

2 komentarze:

  1. No, u nom zrobiło mi sie trochę gorąco haha xD To był mega świetny rozdział i wgl ;) Mary i Remus jak słodko <3 hehe świetne serio extra ^^

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.