poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 21



Profesor McGonagall dała nam okrutną karę. Szlaban polegający na segregacji szkolnych mioteł w schowku, tym obok boiska do quidditcha. Taak, tym samym, który całkiem niedawno próbował doprowadzi do jako takiego porządku James.
Ogólnie powinno nam pójść szybko. Cztery osoby zapędzone do głupiej pracy, polegającej na oglądaniu mioteł i sprawdzaniu, czy jeszcze do czegoś się nadają.
Jednak było parę „ale”. Jedyna osoba, która znała się na miotłach, siedziała w kącie pomieszczenia, i wyrzucała sobie swoje zachowanie.
Taa, Dorcas całkiem szybko pojęła, że popełniła błąd, myląc starszego Blacka z młodszym. I z pewnością flirtowanie z Remusem, na oczach Syriusza, nie było dobrym posunięciem. Doprowadziło tylko do tego, że czarnowłosy poderwał jakąś blondwłosą Puchonkę. I dokonał tego podczas półgodzinnego obiadu.
Byłam pod wrażeniem. Takiemu Jamesowi podryw zajął dwa lata. A Black uwinął się z tym błyskawicznie!
Więc siedziałyśmy wśród sterty mioteł, zupełnie nie ogarniając tematu. Pilnujący nas Remus, też nie był zbyt pomocny.
            - Myślicie, że ta się do czegoś nadaje? – zapytała Alicja, oglądając miotłę, która chyba nadawała się już tylko do zamiatania. Miała powyginane witki i nadłamaną rączkę.
            - Do wyrzucenia – mruknęłam, i wyciągnęłam kolejną miotłę ze sterty. – Myślicie,  że McGonagall wiedziała, że to dla nas będzie katorga? – zapytałam, wycierając zakurzone dłonie o spódnicę.
            - Chyba tak – odparła Marlena, odkładając na stojak kolejną, zdatną do użytku miotłę. – Ale jesteś naczelną, dlatego dała nam taki okropny szlaban. Żebyś ich więcej nie zarabiała.
            - Taa, bo daję wtedy zły przykład – odparłam i podeszłam do cichej Dorcas. – Hej, będziesz coś robiła, czy przyszłaś posiedzieć? Nie przejmuj się Blackiem, niedługo ją rzuci…
Dorcas spojrzała na mnie swoimi wielkimi, błękitnymi oczami dziecka i już wiedziałam, że to co powiedziałam,  było błędem.
            - A gdyby to był James, hm? Wątpię, żebyś coś takiego olała i przeszła do porządku dziennego. Bo tak się nie da, gdy się do kogoś coś czuje – powiedziała, już płacząc.
Wypadła z pomieszczenia jak torpeda.
            - Uch, Lily, czasami jesteś niezbyt delikatna – zauważyła Alicja, spoglądając na zatrzaśnięte drzwi. – Wróćmy do szlabanu, później zajmiemy się Dorcas i jej problemami.
Może gdybyśmy wiedziały, że potem będzie za późno, pobiegłybyśmy za nią i obiecały jej, że wszystko się ułoży. Zatrzymałybyśmy ją. Powiedziały, że jej pomożemy i naprawi to, co wydaje jej się że straciła. Ale kto to mógł przewidzieć? No, kto?


***


Zapłakana dziewczyna biegła plątaniną szkolnych korytarzy. Ocierając załzawione oczy, stanęła obok jednego z wielu skrótów, prowadzących do Wieży Gryffindoru.
            -… jesteś pewien, Pettigrew, że cię nie podejrzewają?
Dorcas przylgnęła do chłodnej ściany.
            - Jestem pewien – odpowiedział drżącym głosem.
            - Więc, co nam ciekawego powiesz, Pettigrew? – zapytał czyjś szydzący głos.
Czarnowłosa wychyliła się lekko zza rogu. Głośno wciągnęła powietrze i już miała się wycofać…
            - Obliviate!
Dziewczyna upadła na kolana.
            - Drętwota!
Dorcas Meadowes straciła przytomność. Jednak nie to było najgorsze. Straciła wspomnienia.


***


            - I co, zrzuciłaś już bombę na „K”? – zapytała Marlena.
Wracałyśmy do wieży ze szlabanu. Okropnego szlabanu, tak dla uściślenia.
            - Nie – odparłam. – James ma to powiedzieć pierwszy.
            - Ech, ja musiałam to powiedzieć pierwsza, w przypadku Franka – wtrąciła Alicja. – Faceci nie są zbyt wylewni…
Wzruszyłam ramionami. James był inny. Przecież już mi to powiedział mnóstwo razy! Tylko, że wtedy nie byliśmy razem… I wtedy go szczerze nie znosiłam.
Czy powinnam zacząć się martwic?
            - Nie bój żaby, powie – powiedziała zdecydowanym głosem Marlena. – To widać.
            - Widać? – zapytałam ucieszona.
Uf. Odetchnęłam z ulgą. Ale, to czemu mi jeszcze tego nie powiedział? A może czeka na odpowiednią chwilę? Tylko jaka chwila jest odpowiednia, do wyznawania miłości? Hm. Zapewne jakaś romantyczna.
            - Po Jamesie wszystko widać… - skomentowała Alicja.
No tak, James ma bogatą mimikę. Zawsze wiem, kiedy coś kręci, wtedy pojawia mu się taka mała zmarszczka pomiędzy brwiami. To go zawsze wkopuje.
Przeszłyśmy przez wejście, pilnowane przez Grubą Damę (hasło: Olabogarety) i od razu zobaczyłam bruneta.
            - Wreszcie – wyszeptał, mocno mnie przytulając.
Nie powiem. Jest to fajne! Gdy ktoś tak żywo i miło reaguje na twoją obecność, jest to fajne.
            - Tęskniłam – wymruczałam mu do ucha.
            - Ja bardziej – odpowiedział James, całując mnie w policzek.
Co jak co, ale nienawidzę publicznego obściskiwania się. I tak mieliśmy sporą widownię.
            - Rudzielcu, odklej się od Rogacza i opowiadaj! Co za cuda widziałaś? – zapytał Syriusz.
Kiwnęłam głową i usiadłam na kanapie obok rozwalonej Marleny, narzekającej na obolałe palce, od drzazg z mioteł.
            - Znalazłyśmy miotłę z 1920 roku – obwieściłam.
I uzyskałam odpowiedni efekt.
            - Wow – wydusił z siebie Syriusz, szeroko otwierając oczy. – Czy to była Księżycowa Brzytwa?
            - Taa – mruknęła Alicja. – Idę do dormitorium… Widzieliście może Dorcas? – zapytała, patrząc prosto na Syriusza.
            - Nie – odparł ponuro.
Cała ekscytacja z naszego znaleziska przeminęła.
I już chciałam poprosić Jamesa, żeby poszukał Dorcas na Mapie Huncwotów, gdy do Pokoju Wspólnego wpadł zdyszany i naprawdę zdenerwowany Peter.
            - Znaleziono Dorcas na korytarzu! Ktoś ją zaatakował, trafiła do Skrzydła Szpitalnego! – powiedział szybko, gdy nas zobaczył.
Syriusz poderwał się z fotela i wybiegł z pokoju.


***


Pani Pomfrey wpuszczała nas dwójkami. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby przy tym nie gderała, oraz na nas nie fukała. Ale Syriusz dosadnie jej wytłumaczył ile Dorcas dla nas znaczy…
            - Jest taka blada… - wyszeptałam, patrząc na przyjaciółkę.
O dziwo, Syriusz zażyczył sobie, żebym to ja z nim weszła do czarnowłosej.
            - Ale będzie dobrze, prawda? – zapytał, patrząc na mnie z wyraźną nadzieją.
            - Na pewno – odparłam. – Pani Pomfrey mówi, że dostała Drętwotą, wiesz że po dostaniu tym zaklęciem można stracić przytomność…
            - Dorwę tego, który jej to zrobił – powiedział, lekko przejeżdżając palcem po opuchniętym policzku dziewczyny.
Skinęłam głową i poklepałam go po plecach.
            - Chcesz zostać dłużej? Powiem reszcie, żeby na razie nikt nie wchodził… - zaproponowałam.
            - Dzięki – mruknął Syriusz, ciągle patrząc na spokojną twarz Dorcas.
            - I co? – zapytała Alicja, gdy tylko wyszłam z sali.
            - Pani Pomfrey podała jej eliksir nasenny, Syriusz z nią został – odparłam i złapałam Jamesa za rękę. – Nie przeszkadzajmy mu, naprawdę się przejął…
            - Do czego to dochodzi… - westchnął Remus. – Żeby atakować dziewczynę, od tyłu! Tylko tchórz tak postępuje.
            - Skąd wiesz, że dostała w plecy? – zapytał Peter.
Zmarszczyłam brwi i odpowiedziałam za Remusa.
            - Przecież Pomfrey powiedziała… Jestem ciekawa, czy Dorcas zauważyła napastnika.
Spojrzałam przelotnie na spiętego Petera i zwróciłam się do Marleny:
            - Mogłyśmy ją zatrzymać…
Blondynka pokręcił głową.
            - Lily, to nie jest nasza wina. Mogło to spotkać każdego z nas! Trafiło na Dorcas – odparła.
            - Będzie dobrze – dorzucił James.
Westchnęłam i skinęłam głową.
Ale jak może być dobrze, jeżeli nasza przyjaciółka cierpi?


***


Noc Duchów zbliżała się wielkimi krokami. Uświadomił mi to James, podczas śniadania, następnego dnia po ataku na Dorcas.
            - Masz dzisiaj zajęty wieczór, prawda? Będziecie dekorować Wielką Salę? – zapytał wcinając tosty.
            - Zapomniałam! – zawołałam.
Jak mogłam? No cóż, miałam inne zmartwienia. Czemu mój chłopak mi nie mówi, że mnie kocha? Kto zaatakował Dorcas? Dlaczego? Co Syriusz do niej czuje? Czemu Peter jest taki spięty? Kto napisał do Marleny, że ma taki dobry humor? Taa, dużo pytań mnie dręczyło.
            - A co, masz jakieś plany? – zapytałam. – Po dwudziestej będę wolna…
            - Uch, nie – odparł zakłopotany James. – Dzisiaj robimy coś z chłopakami.
Przewróciłam oczami.
            - Kolejny dowcip? Czy to wam się nigdy nie znudzi? – zapytałam, zwracając się do Remusa, jako osoby najpoważniejszej i najrozważniejszej.
            - To nie dowcip, chłopacy będą mi w czymś… pomagać – odparł Remus.
Skinęłam głową i zwróciłam się do dziewczyn:
            - Babski wieczór? Może Pomfrey wypuści już Dorcas…
Zaaferowana listem Marlena, skinęła głową i wpakowała sobie do ust kolejną łyżkę owsianki.
            - Idę do niej przed lekcjami – obwieścił Syriusz, łapiąc w locie tosta. – Zobaczymy się na Eliksirach!
Spojrzałam za wychodzącym z sali Blackiem i kopnęłam pod stołem, usypiającego nad śniadaniem Jamesa.
            - Mów co wiesz! Co Syriusz czuje do Dorcas? – zapytałam.
James, jak to typowy facet zaczął kręcić.
            - Nie mam pojęcia – odparł, podnosząc się od stołu. – Idziemy?
Skinęłam głową i ruszyliśmy w stronę lochów. Na szczęście reszta jeszcze została na śniadaniu.
            - No powiedz mi, na pewno wiesz – wyjęczałam, zdecydowanie się do niego przybliżając.
Jasne, szkolny korytarz, to nie jest dobre miejsce na obściskiwanie. Jest spora widownia, złożona z uczniów, nauczycieli oraz duchów, ale cóż. To najlepiej działa na chłopaków. Obściskiwaniem się, można wiele ugrać. Zdążyłam się już tego nauczyć…
            - Lubi ją o wiele bardziej, niż resztę tych dziewczyn, które się przy nim kręciły! Zadowolona? – zapytał, gdy go lekko od siebie odepchnęłam.
Nie chciałabym za daleko zajść z czymkolwiek na korytarzu…
            - Zadowolona – wymruczałam, wtulając twarz w moje ulubione jamesowe miejsce.
Miejsce jakże miłe i kochane. Zlokalizowane przy wycięciu kołnierzyka koszuli, a dokładniej ten zabawny dołek pomiędzy jabłkiem Adama, a mostkiem. Uwielbiam tam wsadzać nos, i wiem, brzmi to dziwacznie.
Rozkoszując się przyjemnym zapachem chłopaka, odpłynęłam. Oczywiście, przywrócił mnie do rzeczywistości skrzek Syriusza.
            - Dorcas straciła pamięć – obwieścił.


***


            - Ile to może potrwać? – zapytałam.
Całą paczką odbieraliśmy Dorcas ze Skrzydła Szpitalnego. Okazało się, że jej utrata pamięci nie była znaczna. Zapomniała ostatnie dwa tygodnie.
            - Panno Evans, doprawdy… - odparła pani Pomfrey. – To nie jest odgórnie ustalone. Każdy reaguje inaczej. Chociaż, żeby stracić pamięć od Drętwoty? Nie słyszałam o tym… Możliwe, że panna Meadowes zareagowała inaczej, lub uderzyła się w głowę przy upadku.
Skinęłam głową i wyszłam ze Skrzydła.
            - Idziemy – zadecydowała Marlena.
            - Jak się czujesz? – zapytałam, patrząc na czarnowłosą.
            - Dobrze, dzięki – odparła Dorcas i spojrzała mi w oczy. – Czy coś się wydarzyło pomiędzy mną, a Syriuszem? Ostatnie co pamiętam, to nasza randka w Hogsmeade…
Uśmiechnęłam się krzywo i pokręciłam głową. OK, nie powinnam kłamać. Ale przecież Dorcas się myliła! To Regulus kogoś obcałowywał, a nie Syriusz. To po co jej mącić w głowie?
            - Remusie, pamiętasz o przystrajaniu Wielkiej Sali? Zaraz się spóźnimy – mruknęłam, patrząc na zegarek. – Widzimy się jutro – zwróciłam się do Jamesa.
I wiecie, to nie jest tak, że nie ufam Jamesowi. Ale przeczuwałam, że coś kombinują… A kto z nich najmniej kłamie? Oczywiście, Remus.
            - Więc – zaczęłam, gdy ruszyliśmy po schodach w kierunku sali. – Co sobie zaplanowaliście na wieczór? Mam nadzieję, że nie podryw – zażartowałam.
            - Lily, no co ty! – odparł Remus. – Nie martw się, to nie ma żadnego związku z dziewczynami, ani dowcipami – dodał.
Aha, no to zaczęłam się martwic.
            - To z czym? – zapytałam.
Wiem, wiem. Jestem upierdliwa. Ale co na to poradzę? Lubię wiedzieć.
            - Ze mną – wyszeptał blondyn.
Zmarszczyłam brwi.
            - Remusie, czy coś się stało? Coś w domu? Co miesiąc jeździsz do matki, czy ona jest chora?
Lupin skinął głową.
            - Taak, jadę do matki. Ale naprawdę Lily, nie chcę o tym rozmawiać… - odparł.
            - Jak chcesz – powiedziałam.


***


Przystrajanie Wielkiej Sali było by fajne, gdyby nie to, że przeszkadzały w tym trzy osoby. A właściwie dwie, oraz jeden duch. Irytek doprowadzał profesor McGonagall do szału, przez co nauczycielka skutecznie postraszyła go Krwawym Baronem.
A prefekci ze Slytherinu… Cóż, nic nie robili. Tylko gadali. Oczywiście, niezbyt miłe rzeczy.
            - Patrz jak szlama sobie dobrze radzi z różdżką – powiedział Avery do Priscilli McRoy. – Nawet rozróżnia jej końce…
I tak to wyglądało. Głupie komentarze, które słyszałam co chwilę.
            - Zamknij się Avery, i weź do roboty – powiedziałam, przechodząc obok ławki na której siedział.
            - Bo co, szlamo? Dorwie mnie twój chłopak? Już się boję Pottera…
            - Ja cię dorwę, Avery – odparłam, tracąc cierpliwość. – Zapewniam cię, znam parę niemiłych klątw, które mogłabym na tobie wypróbować…
            - Głupia szlama – wyszeptała Priscilla i zaczęła rozwieszać powycinane dynie.
            - Remusie, jak ja mam ich dość! – powiedziałam do blondyna, który na drugim końcu sali zawieszał nietoperze, które dzięki umiejętnemu użyciu zaklęcia, zaczynały machać skrzydłami.
            - Nie przejmuj się, zaraz kończymy – odparł Remus. – Jednak muszę przyznać, że Avery robi się coraz bardziej bezczelny… W jawny sposób obraża prefekta naczelnego, prawie przy nauczycielach – dodał. – Chodzą plotki, że jest jednym ze Śmierciożerców – powiedział szeptem.
Uniosłam brwi. Avery Śmierciożercą?
            - Nie jest za głupi na takie stanowisko? – zapytałam, na co Remus wesoło się uśmiechnął.
            - Pewnie tak.
Wzruszyłam ramionami, i podbiegłam do profesora Flitwicka, który został przygnieciony pudełkiem z resztą nietoperzy.


***


            - Nie mogę usnąć – powiedziałam.
Siedziałyśmy z Marleną na szerokim parapecie okna i wyglądałyśmy na ciemne błonia. Dorcas z Alicją, już od dobrych dwóch godzin chrapały, a my siedziałyśmy i gadałyśmy o głupotach.
            - Thomas do mnie napisał – wyszeptała Marlena, ogrzewając dłonie kubkiem z gorącą herbatą. – Podobno szkoła beze mnie jest okropna i tęskni. Przyjedzie do Anglii na święta…
            - To świetnie – odparłam. – Wreszcie się zobaczycie… Nie wiem czy potrafiłabym być w związku na odległość z Jamesem. Czegoś by mi brakowało…
            - Jego fryzury? – zażartowała blondynka.
            - Możliwe – odparłam, parskając śmiechem w herbatę. – Ale chodzi mi o resztę… Wiesz, o to że nie możecie w każdej chwili pogadać, czy nawet się do siebie przytulic. Nie brakuje ci tego?
            - Uch, jasne że tak – powiedziała Marlena. – Ale da się wytrzymać. Wiem, że to ten jedyny. I będę na niego czekać.
Uśmiechnęłam się i wyjrzałam na błonia.
            - Chodźmy spać, bo znowu zaśpimy i zarobimy kolejny szlaban… Zresztą jutro będzie Noc Duchów! Musimy być wyspane.
Marlena skinęła głową, a ja ostatni raz wyjrzałam na błonia. Może gdybym zrobiła to parę minut później, zobaczyłabym dziwną zbieraninę zwierząt, której przewodził wilkołak…


***


Znowu dzień wcześniej dodaję, ale to wynika tylko z tego, że mam chwilę czasu. A do końca tego tygodnia, mogę tylko pomarzyć o chwili dla siebie :)  Rozdział, hm, taki sobie :| 
Dziękuję za komentarze, i do następnego!

2 komentarze:

  1. Rozdział świetny. ( dzisiaj napisze tylko tyle gdyż zostałam wkopana w konkurs z historii który jest jutro)
    Pozdrawiam
    Gabriela Black

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej no ale Dora ma sobie przypomnieć wszystko xDD rozdział super i nie mogę się doczekać kiedy Lilka dowie się o "przypadłości" Remusa :D do następnego xx

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.