1 października, niedziela.
Jak dobrze, że to była niedziela… Mogłam nie wystawiać spod kołdry, mojego
powalonego, głupiego, rudego łba. Mogłam udawać, że nie istnieję, jak
najbardziej próbując się rozpłaszczyć pod pierzyną. Mogłam sobie wmawiać, że to
co zrobiłam po meczu, wcale się nie wydarzyło…
- Wstawaj! – zawołała Dorcas, zrywając ze mnie kołdrę. –
Jesteś głupia, myśląc, że jestem na ciebie wściekła! Chociaż, dobra, jestem
zła! Bo zupełnie wszystko zepsułaś…
- Przepraszam, Dorcas – powiedziałam, czując kolejną
porcję łez, zbierających się pod powiekami. No pięknie, w dodatku zostałam
fontanną! – Nie chciałam pocałować Syriusza…
- Nie o tym mówię! – odparła czarnowłosa, siadając obok
mnie na łóżku. – Przewaliłaś sprawę z Jamesem. Totalnie.
- Wiem – mruknęłam żałośnie.
- Przecież wiem, że wcale nie chciałaś pocałować Syriusza
– powiedziała delikatnie Dor. – Bo wiem, że uważasz, że jest obleśny…
- Prawda? – zapytałam z nadzieją.
- Nie Lily, jak dla mnie nie jest obleśny – odparła Dorcas,
kręcąc głową.
Zapewne nad moją głupotą.
- Przepraszam – szepnęłam.
- Idź pod prysznic i jak już będziesz wyglądać jak
człowiek, porozmawiamy o sprawie – powiedziała, spoglądając na moje wygniecione
ubrania.
Kiwnęłam głową i zgarniając
pierwsze lepsze ciuchy, poszłam do łazienki.
***
- Wszyscy się na mnie gapią – jęknęłam.
Siedziałam otoczona
dziewczynami. Po mojej lewej, siedziała Marlena. Po prawej – Dorcas. A
naprzeciwko Alicja.
Niezawodne przyjaciółki.
- To prawda – powiedziała Alicja. – Jedz, jesteś tak
blada, że mogłabym policzyć wszystkie piegi, które masz na nosie.
Więc posłusznie zajęłam się
jedzeniem. Tost z masłem smakował jak trociny, a sok dyniowy jak pomyje.
I gdy usłyszałam zbiorowe
westchnięcie, wiedziałam co się dzieje. Wiedziałam kto idzie.
Szybko zlustrowałam stół, i widząc, że wolne miejsca są tylko koło nas, zesztywniałam i chciałam wstać. Powstrzymało mnie silne ramię Dorcas.
Szybko zlustrowałam stół, i widząc, że wolne miejsca są tylko koło nas, zesztywniałam i chciałam wstać. Powstrzymało mnie silne ramię Dorcas.
- Cześć – usłyszałam Remusa.
Ale nie mogłam podnieść na
niego wzroku. Siedziałam z opuszczoną głową, czerwona jak piwonia, gniotąc w
dłoni serwetkę.
I gdy w końcu odważyłam się
podnieść głowę, zobaczyłam go.
Blacka z podbitym okiem.
Westchnęłam zszokowana.
- Cześć Rudzielcu, podziwiasz moją śliwę? – zapytał
ironicznie Syriusz.
Zagryzłam wargi i kiwnęłam
głową.
- Mogę cię zapewnić, że przyjąłem ją z dumą – odparł. – W
końcu nieczęsto się zdarza, żeby jakaś dziewczyna mnie napastowała…
Przewróciłam oczami i
spojrzałam dalej.
I oczywiście nie myliłam
się. Siedział obok Syriusza, zupełnie nie zwracając na nic uwagi. Na nikogo nie
patrząc i do nikogo nic nie mówiąc.
Nie wyglądał najlepiej. Był
blady, pod swoją lekką opalenizną i jakiś taki… inny.
Nie mogłam tego dłużej
znieść. Z głośnym szurnięciem krzesła, wstałam od stołu i jak największa
idiotka świata, którą niewątpliwie jestem, uciekłam leczyć rany, które sama
zadałam. W samotności.
***
- No mogłeś chociaż powiedzieć „cześć”? – mruknęła
Dorcas, spoglądając na patrzącego się na drzwi od Wielkiej Sali, Jamesa.
- Dor, nie dręcz Rogacza – odparł Syriusz. – To
zrozumiałe, że może być zazdrosny… W końcu dobrze wie, kto lepiej całuje –
dodał ze śmiechem.
- Nie ma z czego żartować – powiedziała Marlena. –
Musicie porozmawiać, rozumiesz James? Bez oskarżeń i innych odchyłów. Jak
dwoje dorosłych ludzi, którzy darzą się uczuciem.
- Uhm – mruknął James, uparcie mieszając łyżką w swojej
owsiance.
- To co ty tu jeszcze robisz, stary? – zapytał Remus,
wyrywając zdziwionemu brunetowi miseczkę.
***
Błonia były zupełnie
opustoszone. Jednak to nie było nic nadzwyczajnego – był niedzielny poranek.
Kto normalny chodził po błoniach o dziewiątej rano?
Ja.
Ale jak już to zdołałam
ustalić, nie jestem normalna.
- Jesteś kretynką, Lily Evans – powiedziałam do siebie.
Wyciągnęłam z kieszeni
spodni różdżkę i obróciłam ją w palcach. Pomyślałam, że to co chciałam zrobić,
będzie całkiem zabawne jeżeli wyjdzie. Tak bardzo, gorzko – zabawne.
- Expecto patronum!
– zawołałam, przypominając sobie moje najszczęśliwsze wspomnienie.
Które okazało się na tyle
silne, że zadziałało.
A ja usiadłam na zroszonej
trawie z szaleńczym śmiechem.
Bo przede mną spokojnie
chodziła srebrzysta łania.
Kpiąc ze mnie i całego
mojego życia. I tym bardziej z moich uczuć.
***
Mapa Huncwotów została w
męskim dormitorium, więc James Potter, musiał zdać się na intuicję. A jego
intuicja, podpowiadała mu, że rudowłosa mogła udać się w dwóch kierunkach –
albo poszła do swojego dormitorium, albo na błonia.
Jako, że do damskiego
dormitorium chłopcy nie mieli wstępu, James skierował się na szkolne błonia.
Rozejrzał się bystro, tak
jakby szukał złotego znicza.
I dostrzegł swój znicz,
który od piątej klasy tak go pociągał.
Jednak nie był on sam. A
raczej ona.
Przed Lily Evans,
przechadzała się srebrzysta łania, tak pasująca do jelenia, którego James niedawno
przywołał w klasie od Obrony przed Czarną Magią…
***
Gdy usłyszałam kroki,
ruszyłam różdżką, a łania zniknęła. Tak samo jak moje nadzieje - rozwiała się w
powietrzu.
- Cześć – powiedział James, siadając na ziemi obok mnie.
Ale nie blisko. Kiedyś usiadłby blisko…
- Hej – odparłam nie podnosząc głowy.
- Udało ci się – powiedział tajemniczo.
Najpierw pomyślałam, że
mówił o tym, że udało mi się zabić jego uczucia do mnie. Ale przypomniałam
sobie o łani.
- Tak, udało – mruknęłam.
Siedzieliśmy w ciszy. Chyba
oboje baliśmy się zacząć pierwsi.
- James, przepraszam – wydukałam. – Zachowałam się jak
totalna kretynka, miałeś rację, nie jesteśmy razem i nie mogę ci powiedzieć z
kim możesz się… - dodałam, ale nie mogłam z siebie wydusić słowa „całować”.
- Zraniłaś mnie, Lily – odparł James, patrząc mi w oczy.
Ledwo mogłam patrzeć w jego. – Zrobiłaś coś tak ohydnego… I to z Syriuszem. Ale
wiesz, co jest w tym najgorsze? – zapytał.
- Nie – wyszeptałam, obawiając się najgorszego.
- Najgorsze jest to, że już ci wybaczyłem. Nie potrafię
się na ciebie gniewać, nie przebywać w twoim towarzystwie. I gdy już wiem…
Spojrzałam na niego.
- Łania i jeleń – dodał, jakby to miało mi cokolwiek
wyjaśnić.
Zmarszczyłam czoło.
- Bratnie dusze, Lily – dodał, patrząc tak jakbym była co
najmniej głupia.
I przypomniałam sobie mój
sen i słowa profesora Galbraitha.
Zaczerwieniłam się. I z
nerwów zaczęłam wyrywać trawę z ziemi. Dziwna reakcja, na ostatnią rewelacje
chłopaka, ale cóż. Nerwy! I wstyd.
- Powiesz coś, czy będziesz wyręczać Hagrida z jego pracy,
wyrywając chwasty? – zapytał.
Przewróciłam oczami i
westchnęłam.
- Nie wiem, czy to jest dobry czas na jakiekolwiek
wyznania – odparłam. – Myślę, że musimy poukładać sobie to, co się stało i
dopiero wtedy spróbować.
- Możesz nazwać to, czego będziemy próbować? – zapytał
James z uśmiechem.
- Cokolwiek zechcesz – odparłam zrywając się z ziemi.
Razem ruszyliśmy w stronę
zamku. I gdy James szedł już blisko mnie, uwierzyłam, że wszystko może się
dobrze skończyć.
***
Niedziela minęła nam na
pokazywaniu innym uczniom, którzy tak chętnie zaczęli o nas plotkować, że wcale
nic złego się nie stało.
Chociaż, oczywiście stało
się, ale po co mieli by o tym wiedzieć? Niech żyją w błogiej nieświadomości i o nas nie plotkują… To takie
niegrzeczne.
- Dorwę ją – wyszeptałam do Dorcas, gdy z paskudnym
uśmiechem minęła nas Jane McClusky, osoba winna naszego paskudnego
nieporozumienia.
O ile coś takiego można
nazwać tylko nieporozumieniem…
- Cóż, masz całkiem spore możliwości – odparła czarnowłosa.
– Jesteś prefektem naczelnym, a ona tylko wredną Puchonką.
- Prawda, że jest brzydka? – zapytałam, cały czas mając
przed oczami jej ohydny uśmiech.
- Jesteś od niej o wiele ładniejsza – zapewniła mnie
Dorcas.
I może to nie była do końca
prawda, w końcu mam oczy. McClusky była naprawdę ładna. Ale jej okrutny wyczyn
na zawsze miał zostać przez nas potępiony.
- Więc – zaczęła czarnowłosa. – Na czym stanęło?
- Tak właściwie na niczym – odparłam, przypominając sobie
nasz cichy marsz do Wieży Gryffindoru.
Szliśmy obok siebie,
właściwie prawie ocierając się o siebie ramionami. Ale czułam, że już nie
będzie jak dawniej.
Bo przecież już nie mogliśmy
być tylko przyjaciółmi!
Mieliśmy dwa wyjścia – albo
rozstać się zupełnie – nie odzywać się do siebie, udawać, że nie istniejemy. Ale gdy o tym myślałam, moje
serce krwawiło.
Albo mogliśmy spróbować.
Związać się. Chodzić ze sobą. Zostać partnerami.
Drugie wyjście o wiele
bardziej mi się podobało. I myślę, że Jamesowi też, w końcu tak długo do tego
dążył…
***
James siedział na podłodze w
Pokoju Wspólnym Gryfonów i dyskretnie obserwował rudowłosą.
Odkąd zobaczył jej
patronusa, nie mógł przestać o tym myśleć!
To znaczyło, że się nie
mylił. Chociaż każdy tyle razy mu powtarzał, żeby odpuścił sobie Lily, on
wiedział.
A teraz miał tego
potwierdzenie. Byli bratnimi duszami.
Byli sobie przeznaczeni, i
nic, a tym bardziej nikt, nie mógł tego zepsuć.
James wiedział, że gdy minie
pierwsze zażenowanie, w końcu będą mogli zacząć pracować nad związkiem.
Czymś, co było im od
dłuższego czasu pisane.
***
Doskonale wiedziałam, że
James mnie obserwuje. To było całkiem przyjemne. Bo gdy przyłapałam go na
jednym z tych spojrzeń, wcale nie było one złe, czy potępiające.
W gruncie rzeczy, było
całkiem miłe. Obiecujące.
Więc z czystym sumieniem,
mogłam się zając pisaniem wypracowania na Zaklęcia…
***
Syriusz Black był
nietuzinkowym chłopakiem. W zeszłym roku został okrzykniętym najseksowniejszym
facetem w Hogwarcie. Uwielbiał robić dowcipy. Kochał piękne dziewczyny. Miał
najlepszych przyjaciół pod słońcem, a przynajmniej tak uważał. Uczył się
dobrze, bez potrzeby zakuwania. Można by powiedzieć, że był chodzącym
szczęściarzem.
Jednak, nie zawsze jest tak,
jakby się wydawało na pierwszy rzut oka.
Został wyklęty przez
własnych rodziców.
Brat go nienawidził, zresztą
z wzajemnością…
A dziewczyna, która mu
zawróciła w głowie, nagle, przestała na niego zwracać uwagę.
- Słyszałaś? Piętnastego ma być wyjście do Hogsmeade –
zagaił Syriusz, spoglądając na Dorcas.
- Widziałam ogłoszenie – odparła Dorcas, nawet nie
odrywając wzroku od czytanej książki.
- Więc?
- Co więc? – zapytała.
- Idziemy razem, Meadowes? – zapytał ze swoim specjalnym
uśmiechem, zarezerwowanym tylko dla ślicznych dziewczyn.
- Wiesz co, Black? – odparła Dorcas. – Zastanowię się –
dodała, z satysfakcją uśmiechając się z niedowierzającej miny Syriusza.
***
W tym miesiącu wypadały mi
patrole z moim ulubionym prefektem – czyli Remusem. Jako prefekt naczelny,
układam rozpiskę takich patroli, więc większym zaskoczeniem to nie było...
Zaczynaliśmy po 21, czyli w
chwili gdy zaczynała się tak zwana godzina policyjna. Był to czas, gdy
bezkarnie mogliśmy każdemu szlajającemu się nielegalnie po korytarzu uczniowi,
wlepiać szlabany, lub odejmować punkty.
Taak, lubiłam tą robotę!
Więc możecie sobie wyobrazić
moje zadowolenie, gdy razem z Remusem złapaliśmy na korytarzu Jane McClusky, od
niedawna - mojego wroga numer jeden.
- No, no, McClusky – powiedziałam, uśmiechając się
słodko. – A co ty tu robisz? O takiej porze? Nie wiesz, że może ci się coś
stać?
- Spadaj, Evans – odparła, nawet się nie zatrzymując.
Mała suka. O sorry.
- Jako prefekt naczelny, wlepiam ci miesięczny szlaban u
pana Filtcha, spowodowany złamaniem godziny policyjnej, oraz pyskowaniu
prefektowi – powiedziałam.
- Nie słyszałaś? Spieprzaj! – zawołała.
Otworzyłam szeroko oczy i
wyjęłam z kieszeni swetra różdżkę.
- Minus 20 punktów – wysyczałam. – A teraz odprowadzimy
cię do twojego domu – powiedziałam, a w myślach dodałam „suko”.
- Nie myśl, Evans, że to mi w czymś przeszkodzi –
wyszeptała, tak, aby Remus nie usłyszał tego co do mnie mówi. – Gdy wybiorę
jakiegoś chłopaka, zdobywam go – dodała z uśmiechem.
- Och, nie wątpię – odparłam. – Ale tego sobie odpuść, bo
jak nie, to niedługo będziesz się cieszyć tak ładnymi, długimi włosami –
dodałam spoglądając na kaskadę jej ciemnych włosów.
Pogróżki są całkiem
przydatne. Oczywiście, jeżeli zna się słabe punkty wroga.
- Nie ośmielisz się – wyszeptała, oglądając się na
Remusa.
- Chcesz się przekonać?
Pokręciła głową. Jasne,
słyszałam jak na mnie złorzeczy pod nosem. I może kiedyś to miało się na mnie
zemścić. Ale z całą pewnością, nie teraz.
***
- Możemy porozmawiać?
Wróciliśmy z Remusem dobrze
po drugiej w nocy, gdy patrol przejęła para z Ravenclawu.
- Jasne – odparłam lekko zdziwiona tym, że James czekał
na nasz powrót aż do tej godziny. – O co chodzi? – zapytałam, patrząc się na
plecy Remusa, który wchodził po schodach do męskich dormitoriów.
- O wyjście do Hogsmeade – odparł krótko. – Pomyślałem,
że to dobry moment, żeby zorganizować drugą randkę…
Uśmiechnęłam się, naprawdę
szczęśliwa. Bo raczej jeżeli ktoś chce rozmawiać prawie o trzeciej w nocy, to
człowiek myśli, że to będą złe wieści. A te były wprost wyśmienite!
- To bardzo dobry pomysł – odparłam zapalczywie. Może za
bardzo. Cóż, pewnie tak.
- Serio? – zapytał James z uśmiechem.
- Tak –
potwierdziłam. – Już się nie mogę doczekać, James – dodałam, powoli kierując
się do schodów, prowadzących do damskich dormitoriów.
- To świetnie, jesteśmy umówieni! – zawołał i złapał mnie
za rękę. – Dobranoc, Lily.
Myślałam, że mnie pocałuje.
I może, początkowo, miał taki zamiar. Jednak w ostatniej chwili jego usta
wylądowały na moim policzku.
***
Rozdział z cyklu - "Gimbaza i jej problemy" xD
Miłej Majówki! Pogoda co prawda nie zachęca do grillowania, ale hej! Przecież to nasz "sport" narodowy :) Także, co tam deszcze i burze - smrodźmy przypalonymi kiełbasami!! Dookoła i wszędzie! Taa, ktoś tu próbuje zostać wegetarianinem. Znowu...
Ejj, a czy mamy tu jakąś maturzystkę? Nauczona? To już niedługo! :)
Nie maturzystka xDD dopiero za 4 lata :D czy tylko ja czytam "MakKluski"? Inaczej nie potrafie :'D rozdział na 6+ ;) wszystko wychodzi na prostą i to mi się podoba ^^ czekam na next xx
OdpowiedzUsuńJa tez czytam makkluski hahahah
UsuńCzytając ten rozdział jem kiełbase z grilla. Przypadek ? Nie sądzę :D Do matury jeszcze czasu jest :) a co do rozdziału to powiem ze jeden z tych lepszych (ale wszystkie są lepsze hehe ) . Ciesze się ze James pogodził się z Lily ^^ i jeszcze ten patronus:D COŚ czuje ze ruda znalazła sobie niezłego wroga . Zobaczymy co czas pokaże :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ~Nox
Dobrze że pomiędzy Lily i Jamesem wszystko się wyjaśniło i może niedługo wreszcie będą parą. Coś nie poszło po myśli Łapy w jego mniemaniu Dor miała się zgodzić a ona postanowiła się zastanowić nad propozycją.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Gabriela Black