Nadszedł ten wyczekiwany
dzień. 20 stycznia 1981 roku, dzień ślubu Mary McDonald i Regulusa Blacka.
Patrząc dzisiaj na blondynkę, można by odnieść wrażenie, że nic szczególnego się
nie dzieje. Ot, ślub jakich wiele. Przecież codziennie ktoś się pobiera,
prawda? Czemu ten ślub miałby być zupełnie inny?
Cóż, z paru powodów.
Pierwszym było to, że zarówno
Mary, jak i Regulus byli czarodziejami, dosyć niezwykłe, prawda? Szczególnie
dla nas, mugoli…
Po drugie, ich rodziny
szczerze się nie znosiły. Odwieczne podziały między czystokrwistymi
czarodziejami, oraz parami mieszanymi. Tak, państwo McDonald byli parą mugol -
czarodziej.
Po trzecie, młoda para
kochała się bezgranicznie.
Tak, tak, wiem! Przecież
każda młoda para, mająca zamiar wziąć ślub powinna się kochać… No, a
przynajmniej lubić.
Ale przecież wiemy jak jest
w życiu, ludzie pobierają się z różnych powodów. Łączą wielkie majątki,
wmawiają sobie uczucie do tej drugiej osoby, chcą mieć przykrywkę, dla swoich
tajemnic…
Ale nie Mary i Regulus. Oni
byli parą doskonałą, chociaż na pierwszy rzut oka, tak nie dobraną!
On, sarkastyczny
arystokrata, wielbiciel wyścigowych mioteł oraz były zwolennik Sami- Wiecie-
Kogo.
Ona, czarownica półkrwi,
były kujon, wielbicielka księgarni Esy i Floresy, nałogowy pochłaniacz
kolejnych książek o tematyce zdrowotnej.
Więc, co ich łączy?
To takie proste, a tak
trudne do znalezienia!
Miłość.
***
Nad ogrodem w domu przy
Grimmauld Place wisiał olbrzymi namiot, który miał za zadanie chronić gości
przed potężnymi opadami śniegu. Swoją rolę spełniał w stu procentach, elegancko
odziani ludzie, siedzieli na złotych krzesełkach, bez grama białych płatków w
misternych fryzurach i zabawnych nakryciach głów.
- Zaczęłam się denerwować –
stwierdziła Mary, wyglądając z okna dawnej sypialni Regulusa na przykryty białą
płachtą ogród – Merlinie, wżeniam się w okropną rodzinę, Walburgia jest taka wredna
i jędzowata! – krzyknęła dziewczyna, niespokojnie poprawiając welon, wpięty w
kok, upleciony ze złocistych włosów.
- Mów do mnie jeszcze –
odparła Dorcas Meadowes- Black, pierwsza druhna – Wczoraj, gdy Leo płakał,
powiedziała, że źle go wychowałam! Rozumiesz? Pięciomiesięczne dziecko, źle wychowałam! – dodała z oburzeniem i
poprawiła krzywo układające się fałdy sukni przyjaciółki.
- No nie wiem, do mnie
dzisiaj zwróciła się per „Istoto” i kazała sobie przynieść wzmocnioną wódką
lemoniadę – zagaiła Lily Potter, druga druhna – A gdy jej to podałam,
powiedziała, że mogę sobie zrobić wolne – dodała, parskając śmiechem.
- Stara nietoperzyca –
wymamrotała Dorcas – Dziewczyny, już czas! – krzyknęła, spoglądając na zegar,
który wybił 17.
***
James Potter stał obok
swojego najlepszego przyjaciela, Syriusz Blacka, oraz jego brata, Regulusa i
czekał na rozpoczęcie ceremonii zaślubin. Prowadzący ceremonię, niski
czarodziej w wielkim cylindrze, spoglądał co jakiś czas na zegarek i głośno
wzdychał.
- Coś je zatrzymało –
stwierdził Syriusz, spoglądając na wciąż puste wejście do namiotu, w którym już
dziesięć minut temu miały pojawić się druhny oraz panna młoda.
- Na pewno straciły poczucie
czasu, wiesz, te makijaże, ubieranie się… - odparł James, żywo gestykulując.
- Jeżeli Mary nie pojawi się
za trzydzieści sekund, idę po nie – powiedział walecznie Regulus, spoglądając
na wykrzywioną w paskudnym grymasie matkę.
- Może… - zaczął James, lecz
przerwał gdy zobaczył wytwornie kroczącą Dorcas – Uff – westchnął cicho i
wyprostował się, aby lepiej widzieć swoją rudowłosą żonę, która zmysłowo
kołysząc biodrami szła za brunetką. James odciągnął palcem uciskający mu szyję
kołnierzyk koszuli i uśmiechnął się.
Ta
cudowna istota, należy tylko do mnie, pomyślał.
***
Ceremonia ślubna gładko
przeszła w wytworne wesele, o jakim z pewnością marzyła tak nadęta arystokratka
jak Walburgia Black. Kobieta nadal nie mogła przecierpieć, że taka mugolaczka
jak Mary, związała się węzłem małżeńskim z jej cudownym synem. Ale co poradzić?
Świat się zmienił, a wraz z nim jej poglądy. No, może nie tak zupełnie, nadal
chlubiła się swoją czystą, od pokoleń krwią, ale musiała zaakceptować zmiany.
Jej ukochany Lord zginął marnie, a ona cóż, musiała żyć w tym przewróconym do
góry nogami świecie.
Spojrzała spod grubo
namalowanych brwi na nową synową i wykrzywiła usta w uśmiechu.
Już ona wychowa tą małą
mugolaczkę, na damę z krwi i kości!
***
- Przepięknie wyglądasz –
powiedział Regulus, mierząc wzrokiem nową panią Black – Gdyby nie ci wszyscy
goście, już leżelibyśmy na ciepłym piasku w Miami, a ja próbowałbym zdjąć twój
kostium kąpielowy… - wyszeptał zarumienionej blondynce do ucha.
- Regulus! – zawołała
zawstydzona – Przestań, ludzie się gapią – dodała, wysyłając radosnej Lily
uśmiech.
- Niestety – dodał pan młody
i zakręcił dziewczyną – Ale niedługo ta męka się skończy i wylądujemy w łóżku.
Zaśmiał się głośno i
zawadiacko mrugnął.
***
- Więc… - zaczęła Lily,
która tańczyła już czwartą piosenkę w ramionach męża – Nie mogę zatańczyć z
żadnym innym facetem?
James uśmiechnął się lekko i
pokręcił głową.
- Jesteś niepoprawnym
zazdrośnikiem – wyszeptała rudowłosa Jamesowi do ucha, co wywołało u niego
przyjemne mrowienie – A z Łapą? – dopytała dla pewności.
- Z Syriuszem możesz, ale
obawiam się, że możesz zostać znokautowana – odparł James, śmiejąc się z głośno
krzyczącej Dorcas, której to Łapa nadepnął na stopę.
- Och, to chyba wolę nie ryzykować
– wyszeptała Lily, mocniej wtulając się w obłędnie pachnące objęcia męża.
***
- Syriuszu, to było podłe –
powiedziała obrażona Dorcas, masując sobie stopę obutą w niewiarygodnie wysokie
obcasy – Będę miała siniaka jak nic! Ała.
- Dorcas, już przeprosiłem! To
przez Regulusa, dawał mi jakieś dziwne znaki i na coś pokazywał – odparł
skruszony Syriusz – Ale nie wiem o co mu chodziło, chyba… - przerwał, wpatrując
się w kogoś zszokowany.
- Syriuszu? – zapytała
Dorcas i spojrzała w tym samym kierunku, w którym patrzył jej mąż – Oo.
***
Remus Lupin rozglądał się po
zatłoczonym namiocie, w którym odbywało się przyjęcie weselne jego byłej
dziewczyny.
- Lunatyk! – wydarł się ktoś
niedaleko niego i zobaczył przeciskającego się między gośćmi Syriusza, a zaraz
za nim podążała Dorcas – Wróciłeś?!
Remus poczuł wypływający na
usta uśmiech.
- Wróciłem – odparł i znowu
poczuł, że gdzieś pasuje i że nie jest sam.
***
Nimfadora Tonks* rozglądała
się ze znużeniem po znajomych, lub nieznajomych twarzach gości weselnych, jej
kuzyna od strony matki.
Owszem, lubiła Syriusza i
Regulusa, byli całkiem spoko. Dlatego aż tak bardzo nie sprzeciwiała się matce,
gdy ta powiedziała, że musi przyjść
na tą rodzinną uroczystość. O dziwo, nawet ciotka Walburgia, zazwyczaj chłodna
i do cna arystokratycznie nadęta, tańczyła walca z wujkiem Orionem.
- Niepojęte – wyszeptała, popijając
Piwo Kremowe.
- Co jest niepojęte? –
zapytał blond włosy mężczyzna, biorąc z baru szklaneczkę z Ognistą Whisky.
- Moja ciotka tańczy z
wujkiem i wygląda jakby całkiem nieźle się bawiła – odparła dziewczyna i
spojrzała spod różowej grzywki na uśmiechniętego blondyna – Hej, ja cię
przecież znam! Remus Lupin, prawda?
Chłopak zmarszczył jasne
brwi.
- Skąd mnie znasz? –
zapytał, biorąc spory łyk bursztynowego alkoholu.
- Chodziło się do Hogwartu,
nie? – odparła różowo włosa – Nimfadora Tonks, ale wolę gdy zwracają się do
mnie po nazwisku… W tym roku kończę Hogwart, dostałam przepustkę na dwa dni, na
ślub kuzyna – dodała dziewczyna i podała bladą dłoń Remusowi.
- Remus Lupin – odparł, i
spojrzał w niewiarygodnie fiołkowe oczy dziewczyny – Chcesz zatańczyć? –
zapytał i nawet nie czekając na odpowiedz Tonks, pociągnął ją na parkiet.
***
Krojenie wielkiego tortu
weselnego, który miał aż piętnaście kondygnacji i przeróżne zdobienia, zrobione
ze słodkiego marcepanu, był szałem. Z jednego powodu. Gdy panna młoda
przystawiła nóż do wypieku, tort wybuchł, przez co zrobiło się małe zamieszanie
wśród oblepionych wypiekiem gości.
- Ej, no! – krzyknęła
Dorcas, gdy dostała prosto w czoło kawałkiem ciasta z białym kremem.
Wybuch był niespodziewany, nie
pomagały okrzyki wzburzonej Walburgii, oraz uspokajanie jej przez Doreę Potter. Krzywda się stała i każdy kto stał w okolicy stołu, został obsmarowany białym
lukrem.
- Chcę dużo zdjęć! –
krzyknął James, szybko rozsmarowując krem po dekolcie żony.
- Ostatni dowcip Huncwotów!
– dodał Syriusz, przybijając piątkę roześmianemu Jamesowi, oraz obsmarowanemu
ciastem Remusowi.
- Myślałam, że chociaż ślub
możecie potraktować z powagą – westchnęła Dorcas, zdejmując sobie z czoła spory
kawałek ciasta.
- Wiesz co, Dor? – zapytała
Lily, ścierając palcem krem z policzka męża – Myślę, że było by strasznie nudno
– dodała, zlizując krem i wybuchając śmiechem z miny przyjaciółki.
***
Przyjęcie weselne trwało do
późnych godzin nocnych. Wszyscy goście bawili się doskonale, młoda para co
jakiś czas obdarzała się czułym pocałunkiem, co zostało zarejestrowane na
gigantycznej ilości zdjęć, robionych przez zatrudnionych fotografów.
- Kocham cię – szepnęła Mary
Black, wtulając się w ciepłe ramiona męża.
- Dlatego tu jesteśmy –
odparł Regulus, po czym dodał – W tej chwili jestem najszczęśliwszym facetem na
ziemi. Trzymam w objęciach piękną, mądrą kobietę, którą kocham całym sercem…
***
- Więc, co robisz na co
dzień? – zapytała Tonks, popijając następny kufel Kremowego Piwa. Spojrzała na
powoli pustoszejący parkiet, a następnie na blondyna.
- Obecnie jestem bezrobotny
– odparł rozbrajająco Remus i dodał z uśmiechem – Jakie masz plany na przyszłość?
- Chcę zostać Aurorem –
odparła różowo włosa i z uwagą popatrzyła na blondyna – I myślę, że chętnie
dałabym się zaprosić na randkę – dodała, spoglądając zalotnie.
Remus Lupin uśmiechnął się i
napił Whisky.
- To całkiem niezły pomysł –
odparł, spoglądając na radosną dziewczynę z błyskiem w oku.
***
Syriusz tańczył w rytm
szybkiej muzyki. Wymachiwał szalenie wszystkimi swoimi odnóżami i głośno się
śmiał. Taak, wypił całkiem sporą ilość Ognistej Whisky.
- Dorcas, moja piękna żono!
Zatańczmy, tak jak na tym filmie, Dirty Dancing?! – zawołał – Ty będziesz
kobitką, a ja facetem – dodał dla uściślenia ról jakie mieli odegrać.
- Merlinie, Łapo, prędzej
dostaniesz czyraków, niż mnie złapiesz w locie! – odparła Dorcas, ale widząc
bojową postawę męża, pokręciła głową i z rozbiegu wykonała finałową scenę z
filmu.
- Kocham cię, ty wariacie! –
zawołała, roześmiana, szybko łapiąc powietrze.
- Ja ciebie też – odparł
Syriusz i mocno przytulił swoją żonę.
***
- Jak za dawnych czasów –
stwierdził James, całując Lily po szyi.
Byli w jakimś niedużym
pomieszczeniu, w domu państwa Black. Może była to stara komórka na graty? W
każdym razie coś w tym stylu.
- Och – westchnęła
rudowłosa, gdy usta męża zjechały po szyi na jej już odsłonięty biust – Tak,
tak – wymamrotała, szybko ściągając z bruneta koszulę.
- Chyba Harry szybko doczeka
się rodzeństwa – stwierdził James, patrząc w zamglone z pożądania oczy żony.
- Mam nadzieję – odparła,
sprawnymi ruchami rozpinając rozporek w spodniach Jamesa – Kochajmy się –
zażądała, całując gorące wargi męża…
- Kocham cię – wyszeptała
już po wszystkim, czując słodkie rozleniwienie i miłe odprężenie w mięśniach.
- Kocham cię – odparł James.
Przyciągnął do siebie Lily i
obdarzył ją czułym pocałunkiem.
Jednym z wielu…
Koniec
***
Więc tak, koniec. Chociaż nie taki koniec - koniec, bo
będzie jeszcze epilog :) Ale w każdym razie koniec opowiadania. Co do nowego, to nie
wiem. Mam kryzys. Utknęłam na 12 rozdziale, i nie wiem o czym dalej pisać. To
nadal nie jest to, co chciałam stworzyć. Wszystko jest przewidywalne,
takie gunwo totalne, że aż nie mogę tego czytać i poprawiać, bez załamywania się. Może już nie powinnam pisać następnego opowiadania? Obawiam się, że może być zbyt podobne do tego, a to przecież było by bez sensu... Przepraszam, pewnie w tekście są błędy, czytałam myśląc zupełnie o czymś innym.
* Wprowadziłam Nimfadorę Tonks, chociaż jak wiadomo, była ona jeszcze młodsza od Remusa. Ale hej! To tylko dziwny twór mojej wyobraźni, więc niech Remus też będzie szczęśliwy :)
Edit1:
Uwaga, zmiana planów!! Zaczynam pisac opowiadanie od początku... Taa, to co napisałam, zupełnie nie nadaje się do opublikowania (to też się nie nadawało, ale, taaa). Wstąpiły we mnie nowe siły, poczytałam Harry'ego Pottera, źle się do tego zabierałam. Będzie tak jak miało być :) Czyli lecimy schematem, będą się mordować i w ogóle, będzie Sami-Wiecie-Kto itd. No nic, byle tego entuzjazmu mi starczyło :)
Jeżeli ktoś chce się pośmiac, mogę wam zaserwowac to, co do tej pory napisałam, ale ekhm. To jest złe. Chyba, że naprawdę się bardzo, ale to bardzo nudzicie :) Wiecie, tak czekając na to, co spróbuję teraz stworzyć :)
W każdym razie, startuję ponownie.
Edit1:
Uwaga, zmiana planów!! Zaczynam pisac opowiadanie od początku... Taa, to co napisałam, zupełnie nie nadaje się do opublikowania (to też się nie nadawało, ale, taaa). Wstąpiły we mnie nowe siły, poczytałam Harry'ego Pottera, źle się do tego zabierałam. Będzie tak jak miało być :) Czyli lecimy schematem, będą się mordować i w ogóle, będzie Sami-Wiecie-Kto itd. No nic, byle tego entuzjazmu mi starczyło :)
Jeżeli ktoś chce się pośmiac, mogę wam zaserwowac to, co do tej pory napisałam, ale ekhm. To jest złe. Chyba, że naprawdę się bardzo, ale to bardzo nudzicie :) Wiecie, tak czekając na to, co spróbuję teraz stworzyć :)
W każdym razie, startuję ponownie.
OMGOMGOMG Remus wrócił !!!! Tak za nim tęskniłam <3 Nie mogę uwierzyć że to już koniec :c A co do nowego opowiadania to może powinnaś poszukać jakieś historie Lily i może coś cię zainspiruje ?Trochę akcji,ataków i złych ślizgonów ? :) Ale nie za dużo !Ja mogę tą historie i 100 razy od nowa czytać :D Do następnej ;)
OdpowiedzUsuńJeej! Lunatyk wrócił ! Jeeej jestem szczęśliwa. Rozdział fajny i wiem że się powtarzam ale smutno mi że to koniec tego opowiadania.
OdpowiedzUsuńty jesteś głupia!!! płacze jak najęta hahaha uwielbiam cie normalnie xD chce już kolejne opowiadanie ;) i chętnie poczytam to co napisałaś do tej pory :D serio bardzo chciałabym to przeczytać xx
OdpowiedzUsuń