5 sierpnia wróciliśmy we
trójkę do domu. Oczywiście, zupełnie nie było potrzeby spędzania ponad pięciu
dni w szpitalu - zarówno ja, jak i dziecko czuliśmy się dobrze. Ale James, jako
straszny panikarz (kiedy mu się to stało?) uprosił personel Munga, abyśmy
zostali dłużej pod jego opieką.
Szczerze? Aż wstyd będzie tam
teraz chodzić na wizyty!
- Uważaj Lily! Na pewno nic
cię nie boli? Nadal nie mogę uwierzyć, że wypchnęłaś z siebie takie całkiem
spore dziecko! Oj, Harry nie krzyw się tak, tatuś żartował! Uważaj, na Merlina,
Lily! No i nie patrz tak na mnie! – James popadł w okropny monolog, który
zaczął się już w szpitalu przy wypisie.
Co chwilę prosił mnie lub
raczej rozkazywał, żebym uważała na siebie, na Harry’ego oraz nas asekurował.
Strasznie mnie irytował, ale niestety zupełnie go rozumiałam. Przecież sama się
bałam, że mogłabym zrobić maluszkowi krzywdę! Był taki malutki i chudziutki.
Nie to co Neville, którego pokazał nam dumny Frank. Ten był grubiutki i
wyglądał dosyć mocarnie.
- James, po prostu przestań,
błagam cię – wysyczałam, gdy już znaleźliśmy się w naszym salonie – Uważam na
Harry’ego, zapewniam cię – dodałam zasiadając na sofie.
Brunet spojrzał na nas i
głośno wzdychając usiadł obok mnie.
- Przepraszam, chyba
rzeczywiście przesadzam – powiedział i poprawił Harry’emu kocyk.
- Stanowczo, mój drogi –
odparłam i spojrzałam na spokojną twarzyczkę synka – Teraz się wszystko zmieni,
prawda? Już nic nie będzie takie, jak dawniej – dodałam melancholijnie.
James zmarszczył brwi.
- Och, no chodzi mi o to, że
teraz całe nasze życie będzie kręciło się wokół niego – wytłumaczyłam.
- Myślę, że to wielce
prawdopodobne – stwierdził J – Ale jak tylko wrócisz do formy, zostawimy
Harry’ego pod czułą opieką dziadków i zaszalejemy! – dodał, czym podniósł mnie
na duchu. Bo nie myślcie, że nie jestem szczęśliwa z posiadania dziecka, ale
ono wszystko zmienia!
A ja byłam całkiem zadowolona
z mojego dotychczasowego życia.
- James… James… Harry
płacze, wstań – powiedziałam, gdzieś koło trzeciej w nocy.
Już po raz trzeci tej nocy Harry
budził się i niewiarygodnie głośno płakał. Po kim odziedziczył takie mocne płuca?
- Juuż – wyjęczał James i
zsunął się z łóżka.
Dla ułatwienia ustawiliśmy
łóżeczko w naszej sypialni – po pierwsze nie musieliśmy biegać z pokoju do
pokoju, a po drugie nie martwiliśmy się, że w czasie snu Harry’emu coś się
stanie – będzie miał bezdech senny, albo zaplącze się w kocyk i udusi… To
straszne, ale na takie małe dziecko czyha tak wiele niebezpieczeństw!
- Ma sucho w pieluszce –
stwierdził J kładąc się obok mnie z dzieckiem na rękach – Może jest głodny? –
zapytał, patrząc na wykrzywioną od płaczu twarz malucha.
- Sprawdźmy – powiedziałam i
rozpięłam bluzkę. Kurczę, chyba będę musiała sobie kupić mnóstwo rozpinanych
bluzek, koszul i innych takich, będzie to o wiele sprawniejsze.
- Stanowczo, był głodny –
powiedział James, obserwując ssące pierś dziecko – Pięknie razem wyglądacie –
dodał i uśmiechnął się.
Odpowiedziałam szybkim
uśmiechem i mocniej przytuliłam Harry’ego.
- Och, Dorcas, mówię ci,
dzisiejszej nocy Harry budził się cztery razy! W ogóle nie chciał spać… James
co chwilę musiał mu wyczarowywać ptaszki, bo tylko wtedy przestawał płakać –
żaliłam się brunetce do słuchawki.
Nie myślałam, że
macierzyństwo będzie takie trudne! Właściwie cały czas przeznaczałam na
pilnowanie, zabawianie, mycie, przewijanie, podawanie jedzenia, wycieranie… To
nie jest tak, że byłam niezadowolona lub nieszczęśliwa, zupełnie nie! Ale to
była już trzecia nieprzespana noc. Było ciężko.
- Lily, twoje opowieści mnie
przerażają. Pomyśl, zrobiłam sobie dziecko z Syriuszem, a doskonale obie wiemy
jaki on jest… Jeżeli kruszynka odziedziczy więcej z niego, to chyba nie będę
spała przez co najmniej 11 lat! – zawołała Dorcas, czym mnie rozbawiła.
- Już ci współczuję… -
powiedziałam i spojrzałam na śpiącego Harry’ego. Właśnie obwąchiwał go nasz
kocur, Jim – Hm, Dor, chyba muszę kończyć, właśnie następuje zapoznanie
Harry’ego z kotem. Do usłyszenia!
- Trzymaj się, mamuśko! –
zawołała Dorcas i rozłączyła się.
- Hej Jim, poznaj Harry’ego
– powiedziałam do kota – Musisz na niego uważać i nie możesz go drapać! Nie
patrz tak na mnie kocie, jak chcesz, to możesz czasem podrapać Jamesa…
Harry był dziwnym dzieckiem
– zupełnie nie spał w nocy, za to w dzień spał jak zabity. Dla mnie nie był to
zły układ, od zawsze byłam nocnym Markiem, ale bardzo współczułam Jamesowi. W
końcu on chodził do pracy, nie mógł sobie pozwalać, tak jak ja, na spanie w
dzień.
- James, odpocznij, masz
bardzo podkrążone oczy – powiedziałam do męża, gdy wrócił z pracy i zjadł
obiad.
- Chcesz, żebym przegapił
najfajniejsze momenty z życia syna? – odparł J.
Pokręciłam głową i
zostawiłam facetów samych.
Następne dni upływały mi
bardzo szybko. Spędzałam je głównie na spełnianiu zachcianek Harry’ego oraz
przekonywaniu Jamesa do spania.
- Wyglądasz jak zombie –
powiedziałam, gdy wrócił w piątek po pracy – Masz się w ten weekend porządnie
wyspać, inaczej wyjadę z Harrym do matki! – zagroziłam.
James spojrzał na mnie z
niedowierzaniem.
- Chcesz się wyprowadzić do
rodziców, bo się nie wysypiam? – zapytał, tak jakby mnie nie zrozumiał od razu.
Kiwnęłam głową.
- Dokładnie to zrobię. Harry
nie chce stracić tatusia, bo ten jest głupkiem i się nie wysypia przed
niebezpieczną pracą! Pamiętasz co zawsze mówi Moody? Oczy dookoła głowy i
ciągła czujność! – odparłam wkurzona.
James spojrzał na mnie
przenikliwie.
- Masz rację – powiedział po
chwili – To może utniemy sobie poobiednią drzemkę? Harry właśnie zasnął –
dodał.
Wzięłam śpiące dziecko na
ręce i skierowałam się do sypialni.
- Więc mówisz, że to jest u
chłopców normalne? – zapytał James odklejając sobie od torsu mokrą koszulkę.
Ale może zacznijmy od
początku.
Po śniadaniu dorosłych oraz
dzieci (normalnie, chyba mi cycki oklapną, Harry jest ciągle nienajedzony!),
nastał czas na zmienienie brudnej pieluszki. Jako, że głównym specem od tego
ciężkiego zadania, zostałam ja, zmusiłam męża do praktyki.
- Oo i teraz odchyl
pieluszkę, przetrzyj mu pupę chusteczkami nawilżanymi, posmaruj kremem,
potraktuj talkiem i zawiń w nową pieluszkę – mówiłam i patrzyłam na wyważone
ruchy rąk męża.
Tylko w momencie odchylania
pieluszki, nastąpiło coś, co jeszcze u nas w domu nie miało miejsca.
Pieluszka była sucha, ale
cóż, że to tak nazwę „armata” była gotowa…
I po prostu Harry zsikał się
prosto na Jamesa!
- …
- Hahahahaha, przepraszam,
ale twoja mina…! – zawołałam, krztusząc się ze śmiechu.
Mina Jamesa podczas tego
niecodziennego czynu naszego syna, była bezbłędna!
Zdziwienie pomieszane z
lekkim obrzydzeniem.
- Lily, czy możesz przestać
się śmiać? – zapytał James, trzymając koszulkę w ręku i patrząc na zadowolonego
Harry’ego – Synu, zupełnie nie rozumiem, czym sobie na to zasłużyłem – dodał,
robiąc do Harry’ego zabawną minę.
- Może zdziwił się, że to
nie mamusia zmienia pieluszkę i postanowił się zemścić na tatusiu? – zapytałam
dziecko, patrząc na męża.
- To całkiem możliwe –
odparł James, czochrając sobie włosy – Skończysz zmienianie pieluszki? Chyba
muszę wziąć prysznic – dodał, czym znowu wywołał u mnie napad śmiechu.
- Harry, musimy się umówić,
że zrobisz tak jeszcze raz, ale jak mamusia będzie miała aparat fotograficzny
pod ręką, ok?
Następne dni okupowały w
jeszcze wiele zabawnych wydarzeń. I nie wiem czemu, ale zazwyczaj miały one
związek z Harry'm i Jamesem.
- Lily! Lily! Weź ode mnie
Harry’ego! – zawołał J i właściwie wrzucił mi dziecko do łóżka.
- Co się stało? – zapytałam,
przeciągając się i ziewając.
Sprawa się wyjaśniła, gdy
tylko brunet odwrócił się do mnie tyłem – po całej długości koszulki oraz
nogawki spodni, wiodła cienka, biała plama. Harry’emu po prostu ulało się
śniadanie…
- Kąpiemy się – powiedział
James – Woda jest przyjemna, prawda? – zapytał i lekko poruszył nieruchomą
taflę wody.
Staliśmy przy wanience
Harry’ego i dokonywaliśmy wieczornych ablucji.
- A co mamusia trzyma w
ręce? – zapytał James – Popatrz Harry, to kaczuszka! – zawołał i wydał z siebie
zabawne – Kwa! Kwa! Tak robi kaczuszka!
I pewnie tak by sobie dalej gadał
z synem, gdyby nie nastąpiła głośna „eksplozja”.
- Czemu to zawsze przy mnie
dzieją się takie rzeczy? – zapytał nieszczęśliwym głosem James i wskazał na
zabarwioną na brązowo wodę.
Pokręciłam głową i szybko
wyłowiłam dziecko z brudnej wanienki, zaśmiewając się przy tym szaleńczo.
- Ojejku, on jest taki
słodki! Taki rozkoszny! Harry, tu ciocia Dorcas! Twoja ulubiona! Dam ci przyszłą
narzeczoną, oraz zapewne dużo czekolady! – mówiła Dorcas, trzymając na rękach
dziwnie struchlałego Harry’ego. Pewnie to wspomnienie o narzeczonej tak go
przeraziło…
- Dorcas, daj mi na moment
Harry’ego… Cześć szkrabie, tu wujcio Łapa! Ależ masz śliczne oczy, chyba po
swojej mamie, Rudej Wiewiórze! Och, przecież ty myślisz, że ona nazywa się
Lily! Ale wcale tak nie jest, nie daj się oszukać! To już zawsze będzie Ruda
Wiewióra… Ciesz się chłopie, że nie jesteś rudy jak mama, rudzi są wredni. O
widzisz, właśnie dostałem cios w moją idealnie ufryzowaną głowę! Ach, ta mama.
Ale za to tatuś! To jest gość, Harry! Wiesz, że umie przemienić się w jelenia?
Taaak, razem z wujkiem grasował po lasach Hogwartu… Ale zaraz, ty nie wiesz co
to jest Hogwart! Hogwart to… Ej, nie zabieraj mi dziecka! Mary!
- Witaj Harry, tu ciocia
Mary! Och Harry, nawet nie wiesz jakim byłeś wyczekiwanym dzieckiem! Twoja
mamusia już się nam, czyli ciotkom żaliła, że może tatuś nie może… Cholera, to
chyba miała być tajemnica, przepraszam! Więc, zaraz gdzie ja to… Aaa, no więc,
mamusia i tatuś czekali na ciebie długo, ale teraz są tacy szczęśliwi, że z
nimi jesteś! Ciocie i wujkowie też się cieszą, żeby nie było. Ależ masz śliczne
włoski, to akurat masz po tacie. Tylko ciocia cię prosi, nie czochraj w
przyszłości włosów! To może irytować, szczególnie dziewczyny! Reg, co ty
robisz?
- Cześć Harry, tu jedyna
normalna osoba w twoim otoczeniu. Harry, jeżeli trafisz w przyszłości do
Slytherinu – nie przejmuj się, nie wszyscy którzy tam trafią są źli… Chociaż,
patrząc na twoich rodziców, będziesz stuprocentowym Gryfonem, z czerwono –
złotym szalikiem i odwagą wypisaną w czynach… Jest w tym coś przykrego, ale,
ała, czemu? Odejdź, Syriuszu, nie skończyłem! Ała! Merlinie, ci Gryfoni to
psychole, mówię ci Harry, nie chcesz zostać Gryfonem! Nie wyrywaj mi dziecka,
dupku!
- Harry, mówi tata! Nie
słuchaj tych głupków, wszyscy wszystko przekręcają! Masz słuchać tylko tatusia…
Ałaaa, mamusi też, bo mamusia bije… To znaczy wyje! Nie, ałaa, nie to chciałem
powiedzieć, mamusia ma zawsze racje! Tak, chłopie. No nic, kto chce jeszcze
potrzymać mojego syna? Nikt? Aa, bo zrobił kupę. No dobra, to zmienię mu
pieluszkę. Sam… Jak palec, albo coś tam… Widzisz Harry, tak to jest, jak jesteś
słodki i pachnący to sobie wyrywają ciebie z rąk, a jak już narobisz do
pieluszki to nie… Ale wtedy wkracza tatuś i niczym czarodziej, którym tak
naprawdę jest, zmienia brudną pieluchę na czyściutką! Ojej, Harry, ciocia
Dorcas znowu chce cię wziąć na ręce! Ale się jej nie damy, uciekniemy do
sypialni i popatrzymy na miotły w książeczce! Wiedziałem, że spodoba ci się ten plan… To
idziemy, pa ciotki, pa wujkowie! – zawołał na koniec James i pomachał rączką dziecka.
Uśmiechnęłam się do
znajomych.
- Przepraszam, ale James powoli
zamienia się w kwokę, nikomu nie udostępnia Harry’ego na dłużej niż dziesięć
minut – wytłumaczyłam zachowanie męża – To co, napijecie się czegoś?
Idąc do kuchni po napoje
spojrzałam w stronę schodów i z uśmiechem pokręciłam głową. James jako tata
spisywał się doskonale.
***
Witam, w tą słoneczną niedzielę! Rozdział miał być wcześniej, ale oglądałam mecz piłki ręcznej, uhu, mamy brązowy medal!! Emocje do ostatnich sekund :) Więc, chciałam tu coś napisać, ale zapomniałam co... Hm, no nic. Skończyły mi się egzaminy, więc z czystym sumieniem będę mogła zasiąść do pisania rozdziałów :) co tak swoją drogą naprawdę muszę zrobić, bo zostały mi tylko niecałe 4 rozdziały w zapasie.
Hahahah rozdział genialny. Moim zdaniem chyba jeden z najlepszych jakie napisałaś. Nie mogłam przestać się śmiać kiedy wszyscy wyrywali sb nawzajem Harry'ego i gadali do niego.
OdpowiedzUsuńAAAAA!!!!!!!
OdpowiedzUsuńMój Potter na świecie!!!
Nawet nie wiesz jak się cieszę xDDD
A co z tym nowym opowiadaniem? Gdzie je mogę znaleść? :D
Wiesz że kocham wszystko co piszesz hehe
Czekam na next i mam nadzieję że nie będę zmuszona znów na tak długo cię opuszczać xoxo