Luty
1978
- Gdzie jest ten kretyn? –
wymamrotałam pod nosem, rozglądając się po zatłoczonym, szkolnym korytarzu.
Przelatując spojrzeniem po
podekscytowanych twarzach uczniów w końcu ujrzałam osobę której szukałam. Cicho
niczym lampart, czy inna puma dopadłam swoją ofiarę.
- Black, jesteś totalnym
kretynem – powiedziałam do zdziwionego chłopaka i dyskretnie wcisnęłam mu zwinięty
pergamin w rękę.
Dumna z wykonanego zadania,
poszłam do klasy na Transmutację.
Z
perspektywy Jamesa Pottera
- Łapo, co to było? Znowu
dokuczałeś Evans? – zapytałem, patrząc z niezrozumieniem na przyjaciela.
- Co? Przecież ja jej nie
dokuczam… No dobra! Nie patrz tak na mnie, czasem mi się to przydarza. Ale
teraz nie wiem o co jej chodziło – odparł i zacisnął ręce w pięści.
Z rozmarzeniem spojrzałem za
maszerującą pod klasę rudowłosą. Te biodra! Te nogi! Włosy! Cudowna…
Z
perspektywy Syriusza Blacka
Ciekawość wzięła górę nad
obowiązkiem – powiedziałem chłopakom, że zapomniałem czegoś z dormitorium i
wstąpiłem do toalety.
Zasiadając na „tronie”
rozłożyłem skrawek pergaminu na dłoni.
Spotkajmy się o 19 w starej klasie od Numerologii. Mam do ciebie
sprawę prośbę. L.E
- Ciekawe – wymamrotałem do siebie i usłyszałem dzwonek. Cholera,
Transmutacja!
Równo o 18:50 wyszłam z wieży i nieśpiesznym krokiem ruszyłam w kierunku dawno nieużywanej części zamku. Obejrzałam się za siebie, ale na szczęście Kretyn nie szedł za mną.
- Może nie jest taki głupi,
na jakiego wygląda – wyszeptałam i cicho zachichotałam.
- Kto nie jest głupi, Evans?
– zapytał ironicznie Osobnik.
- Merlinie, jednak jesteś
głupi! Mieliśmy się spotkać w klasie,
a nie przed! – wysyczałam otwierając
drzwi.
Chłopak spojrzał na mnie wrogo
i założył ręce na piersi.
- To jaką masz do mnie prośbę? – zapytał podkreślając słowo
klucz.
Och i tu nastąpił problem.
- Chciałamzaprosicpotteranawalentynkidohogsmeade
– powiedziałam na wydechu.
Czarnowłosy zmarszczył brwi.
- Możesz powtórzyć? Nic nie
zrozumiałem… Powiedziałaś to językiem gryzoni? – dogryzł mi, uśmiechając się wrednie.
- Uch – westchnęłam i czując
gorący rumieniec na policzkach, powtórzyłam – Chciałam zaprosić Pottera, to
jest Jamesa, na Walentynki do Hogsmeade.
Spojrzałam na chłopaka. Jego
twarz wyrażała najszczersze zdumienie.
- Oszalałaś? – zapytał,
badawczo mi się przyglądając.
Żachnęłam się.
- Oczywiście, że nie
oszalałam – odparłam, na pozór spokojnie – Chociaż może… Musisz wiedzieć, że
ciężko mi o tym mówić. Ale… Chyba ten idiota w końcu osiągnął swój cel.
Black spojrzał na mnie debilnym
wzrokiem (o ile coś takiego istnieje – chociaż w jego przypadku na pewno!).
- Cel? – zapytał.
- Wiedziałam, że jesteś
lekko tępy, ale nie myślałam, że aż tak! Jaki miał cel od dwóch lat, kretynie?
Chciał się ze mną umówić! A teraz ja chce się z nim umówić, czaisz bazę? –
zapytałam wkurzona.
- Och, no tak. Ale nie
rozumiem, czemu chcesz się z nim umówić? – zapytał drapiąc się po głowie.
- Ale zadajesz głupie
pytania. Przecież to twój przyjaciel, chyba znasz jego zalety?
- Jasne, że tak! Rogacz jest
szlachetny, rycerski, pomocny, szalony, oczywiście w pozytywnym tego słowa
znaczeniu, odważny, przystojny, chociaż głupio mi to przyznawać…
- Dobra, starczy! –
powiedziałam zniecierpliwiona – Pomożesz mi zaaranżować najlepszą randkę w jego
życiu? – zapytałam z nadzieją.
Black zlustrował mnie
spojrzeniem i wzruszył ramionami.
- W końcu to mój najlepszy
przyjaciel. Chociaż ja wybrałbym sobie bardziej zrównoważoną dziewczynę…
Przewróciłam oczami i
zaczęłam mówić.
Z
perspektywy Jamesa Pottera
- Remusie, nie wiesz gdzie
jest Łapa? – zapytałem blondyna wchodząc do dormitorium – Mieliśmy dzisiaj
ustalić strategię na następny mecz.
- Nie mam pojęcia, sprawdź
na mapie – odparł zaczytany w jakiejś stanowczo za grubej i za starej księdze,
Lunatyk.
Spod sterty ubrań, pudełek
po czekoladowych żabach, oraz pergaminów wygrzebałem nasz najcenniejszy skarb –
Mapę Huncwotów.
- Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego – wymamrotałem i
zacząłem poszukiwania czarnej kropki oznaczonej jako „Syriusz Black”.
I
gdy ją znalazłem, przeżyłem niemałe zdziwienie.
-
Muszę wyjść! – powiedziałem, biegiem pokonując odległość od dormitorium do
pewnej starej klasy…
- Dobra, więc to już zostało
omówione. Powiesz Potterowi, to znaczy Jamesowi, że musi z tobą skoczyć do
Trzech Mioteł. I będziesz od niego odpędzał te wszystkie napalone dziewczyny –
powiedziałam stanowczym głosem.
- Czyżby ktoś tu był
zazdrosny? – zapytał Syriusz przez śmiech. Spojrzałam na niego mrużąc oczy i
głośno prychnęłam.
- Jasne, że nie. To, że mnie
wkurzają, nie oznacza, że jestem zazdrosna! Nie gap się tak Black, dobrze ci
radzę! Serio? Och, no dobra, jestem zazdrosna! Jak jasna cholera! – dodałam i
zaczęłam się śmiać zaraz za Syriuszem.
Właściwie okazało się, że
nie jest taki zły, jak zawsze sądziłam.
Aż nie wierzę, że to piszę!
- Ale jeszcze jedno. Musisz
przećwiczyć to swoje wyznanie – powiedział czarnowłosy i stanowczym głosem
dodał – Ja będę do tego najlepszy. W końcu jestem taki przystojny…
Spojrzałam na niego i
uśmiechnęłam się ironicznie.
- Jasne. Czekaj, może tak:
Och, od zawsze uważałam cię za takiego przystojnego faceta! Chcesz się całować?
A może od razu…
- Nie, nie, nie! – zawołał
Łapa kręcąc głową – Musisz być romantyczna! Może coś takiego: Już od dwóch lat
myślę tylko o tobie! Szaleję za tobą! Kocham cię…
I w momencie w którym
chciałam się głośno roześmiać z rozmarzonej miny Blacka, drzwi od klasy głośno
trzasnęły. Zobaczyłam tylko znajomy, kasztanowy sweter i rozczochrane włosy.
Z
perspektywy Jamesa Pottera
Cicho podkradłem się pod
otwarte drzwi od klasy i zacząłem podsłuchiwać. Tak właściwie nie wiedziałem,
czego mam się spodziewać, ale na pewno nie tego!
- Już od dwóch lat myślę
tylko o tobie! Szaleję za tobą! Kocham cię…
Nie myślałem, że najlepszy
przyjaciel może mi wbić nuż w serce i dla pewności parę razy nim dźgnąć.
- To był James –
powiedziałam z szeroko otwartymi oczami.
- Czekaj, wytłumaczę mu
wszystko – odparł zdenerwowanym głosem Syriusz – Przecież to zwykłe
nieporozumienie… - dodał i spojrzał na mnie.
Zagryzłam wargę i szybko wstałam
z krzesła.
- To ja muszę z nim
porozmawiać – powiedziałam zdecydowana, i biegiem rzuciłam się za chłopakiem.
Jak to jest w moim życiu, że
zawsze coś się komplikuje?
- Potter! Potter, poczekaj!
– krzyknęłam wybiegając za chłopakiem z zamku. Super, bez kurtki! Brr! Bieganie
po śniegu i w ciemności, Merlinie, do czego ta miłość zmusza…
- James, do cholery,
zatrzymaj się! – zawołałam i gdy chłopak tego nie uczynił, podcięłam mu nogi
niegroźnym zaklęciem – Mówiłam, poczekaj! – zawołałam, stając nad nim –
Słuchaj, to… źle to zrozumiałeś – dodałam, gdy otrzepywał się ze śniegu.
- Och, zapewne – powiedział
sarkastycznym tonem – Przewidziało mi się, że mój niby najlepszy przyjaciel
wyznaje mojej… ci uczucia? Skrywane od dwóch lat?! – dodał, wrzeszcząc.
Ekhm.
- To nie było tak –
powiedziałam znowu i zaczęłam szybko – To wszystko moja wina, widzisz,
poprosiłam Syriusza…
- Teraz to Syriusza, tak? –
zapytał i zdenerwowany poszedł w stronę boiska do Quidditcha.
- Syriusza, Blacka, co
wolisz! Poprosiłam go o to spotkanie, bo miałam do niego pewną prośbę – mówiłam
idąc za chłopakiem – Chciałam, żeby mi pomógł w organizacji walentynkowej
randki z …
- Odczep się, Evans –
wysyczał i wkurzony szedł dalej.
Lecz teraz i ja się wkurzyłam…
- Odczep się? Odczep się? A
ile razy ja to powtarzałam? Mówiłam, „odczep się, Potter!” a ty nie reagowałeś!
A gdy ja, coś do ciebie… Patrz na mnie gdy do ciebie mówię!! – wrzasnęłam i
szybko lepiąc kulkę z mokrego śniegu rzuciłam nią w pusty czerep tego palanta.
Odwrócił się do mnie z
szaleńczym błyskiem w oku i dosłownie powalił mnie na śnieg.
- Nie… muszę… cię… słuchać!
– krzyknął, gdy oboje ostro wkurzeni obrzucaliśmy się śniegiem.
- Masz mnie słuchać,
kretynie! Bo cię kocham, do jasnej cholery! – wrzasnęłam i dostałam centralnie
w czoło śnieżką.
I gdy wylądowałam na
plecach, na mokrym śniegu i gdy widziałam te przysłowiowe gwiazdy, pochyliła
się nade mną zatroskana twarz chłopaka.
- Lily? Lily, boli cię coś? Możesz
mówić? – zapytał, spanikowanym głosem.
- Oczywiście, że mogę! –
zawołałam i szybko podniosłam się z nadtopionego śniegu – Jesteś kretynem –
dodałam i ze łzami w oczach skierowałam się do zamku.
Pokonując biegiem śnieżne
zaspy, znowu wylądowałam na ziemi. Tym razem na kolanach.
- Przepraszam, nie chciałem
cię popchnąć! Musisz powtórzyć to, co powiedziałaś… To po tym, że mam cię słuchać
– poprosił chłopak, pomagając mi wstać.
Rumieniąc się, nie wiem czy
ze złości, czy zażenowania, powiedziałam:
- Kocham cię, chociaż nie
wiem… - jednak przerwał mi najczulszym pocałunkiem.
- Też cię kocham… Tak długo
i…
Tym razem to ja mu
przerwałam. Żarliwym pocałunkiem.
- Będziemy mieli grypę,
zobaczysz – powiedziałam, wskazując na nasze przemoczone ubrania.
- Byle razem – odparł z
uśmiechem.
14
luty 1978
- Mówiłam, że będziemy
chorzy – powiedziałam i wyżej naciągnęłam ciepłą kołdrę.
- Co tam, że chorzy. Ważne,
że w końcu wylądowaliśmy w jednym łóżku – odparł brunet z rozbawieniem i głośno
kichnął – Łapo, rzuć chusteczki! – rozkazał.
- Ruda, gdy planowałaś tą
randkę, nie myślałem, że to się skończy twoją prawie przeprowadzką do naszego
dormitorium… - powiedział Syriusz, podając nam pudełko chusteczek – Mam gorącą randkę
z Meadowes, trzymajcie się! – zawołał wychodząc z dormitorium.
- Skoro nie możemy wybrać
się do Hogsmeade, opowiedz co zaplanowałaś – poprosił James.
- Och, mnóstwo atrakcji! Szperanie
w antykwariacie, herbatkę u pani Pooditfoot, wybór nowego pióra… - i
wkręcałabym go dalej, gdyby nie jego coraz bardziej przerażona mina – Żartuję,
mieliśmy zaszyć się w kącie Trzech Mioteł i na spokojnie porozmawiać. A
później, cóż, miałam nadzieję, że znajdziemy sobie jakiś miły kącik w zamku i…
Przerwał mi pocałunkiem.
- No, właśnie to miałam na
myśli – wyszeptałam, wtulając się w ciepłe ciało chłopaka i głośno kichnęłam.
Tak wyglądały nasze pierwsze
Walentynki. Z wysoką temperaturą i obsmarkanymi chusteczkami higienicznymi rozwalonymi
dookoła.
Ale jak to mówią, nieważne
jak, ważne z kim!
***
Mega stary wytwór mojej głowy :) Ale... Udanych Walentynek! Czy coś tam, w ogóle składa się życzenia z okazji Walentynek? Chyba nie :p no, ale niech będą miłe (Przyznawać się, kto idzie do kina na Grey'a? haha)
Uch nie mam weny na pisanie komentarza więc napisze suuuper miniaturka (tak wiem kreatywnie)
OdpowiedzUsuńhahah zarąbista miniaturka :D "Black spojrzał na mnie debilnym wzrokiem (o ile coś takiego istnieje – chociaż w jego przypadku na pewno!)." hahahaha padłam :D Przyznaje się - miałam iść na Grey'a bo nic lepszego u mnie w kinie nie ma,ale bilety wykupione od tygodnia :O masakra . Udanych Walentynek haha :D
OdpowiedzUsuń