środa, 4 lutego 2015

Rozdział 73 Czekoladka w akcji



Z dziennika Dorcas Meadowes – Black
Siedziałam wygodnie rozparta na kanapie i zajadałam czekoladowego batonika. Niestety w czasie ciąży musiałam ograniczyć spożywanie produktów czekoladowych. 
Cierpiałam!
Ale teraz, przy końcówce ciąży postanowiłam sobie poluzować i nacieszyć się takim małym kawalątkiem kakaowego przysmaku.
- Kruszynko, to jest takie smaczne – powiedziałam, mlaskając z zadowoleniem. Zachowuję się trochę jak jakiś dzieciuch, ale moja miłość do czekolady to wszystko wyjaśnia!
- Merlinie, kruszynko, nie wiem czy nadal mogę cię nazywać kruszynką… - powiedziałam dosyć smutno do brzucha i go lekko pogładziłam.
Mój brzuch był gigantyczny. Ale jak powiedziała moja uzdrowicielka – nie ma się czym martwic. Pewnie po prostu tak przytyłam… Co w gruncie rzeczy jest dosyć przykre, jeszcze nigdy nie utyłam więcej niż 3 kilogramy! A teraz wyglądam jak hipopotam. Albo inny stwór bagienny z nadwagą.
- Dor, idę do sklepu, chcesz coś? – zapytał Syriusz. Spojrzałam na niego przelotnie i pokręciłam głową.
- Niedługo wrócę – dodał i wyszedł z domu.
Złapałam się ręką za obolały kręgosłup (ponoście sobie tak wielki brzuch i inne wielkie rzeczy…) i poczłapałam do kuchni.
- No dobra – powiedziałam, otwierając lodówkę i przeglądając jej zawartość – Napijemy się chłodnej wody i…
Cóż, nie jest to najprzyjemniejsza chwila w życiu kobiety. Wyobraźcie sobie, nagle pod wami robi się mała kałuża. Nie fajnie, prawda? Można pomyślec, że się zsikało, ale cóż, to było coś zgoła innego...
- O na dorodnego kakaowca! Reg! Regulus! – zaczęłam się drzeć.
Właśnie zaczęłam rodzic! A przynajmniej odeszły mi wody…


Z dziennika Regulusa Blacka
Gdy usłyszałem dosyć dramatyczny wrzask Dorcas, od razu zrozumiałem, że dzieje się coś strasznego.
- Co się stało? – zapytałem, przyznaję, całkiem głupio. W końcu doskonale widziałem co się stało – Dorcas odeszły wody. 
Czemu odłożyliśmy z Mary przeprowadzkę na wrzesień? Nie musiałbym takich stresów przeżywać!
- Wody mi odeszły! Muszę do szpitala. Bierz tą torbę i idziemy! – rozkazała, trzymając się za brzuch.
- Gdzie jest Syriusz? – tego nigdy nie ma, gdy jest potrzebny!
- Wyszedł do sklepu… - odparła brunetka, spazmatycznie oddychając – Zostaw mu kartkę i do szpitala!


Z dziennika Dorcas Meadowes – Black
Regulus okazał się być niezłym porodowym kompanem. Po szybkim dotarciu do szpitala, jego kłótni z uzdrowicielem, oraz ulokowaniu mnie w całkiem przyjemnej sali, chciał z niej wyjść.
- A ty gdzie?! – wysyczałam i złapałam go za rękę – Masz tu być dopóki Syriusz nie dotrze! – zawołałam i głośno jęknęłam. O Merlinie, Lily nie mówiła, że to aż tak boli! Co z niej za przyjaciółka?!
- Ale… - zaczął, ale gdy chwyciłam go z całej siły, bezsilnie usiadł na krzesełku – To co... Przyj!- krzyknął.


Z dziennika Regulusa Blacka
Wycierałem spocone czoło rodzącej, pocieszałem ją i wytrzymywałem jej chwyt (chyba połamała mi wszystkie palce). Ale w myślach wyklinałem mojego tępego braciszka. Ile czasu można być na zakupach?!
- Przyj! Już widzę główkę! – wołała uzdrowicielka, Dorcas sapała i jęczała, a ja czułem że zaraz padnę. Jednak nie lubię takich widoków…


Z dziennika Dorcas Meadowes – Black
- To dziewczynka! – obwieściła uzdrowicielka, przelotem pokazując nam dziecko. Byłam zachwycona! Chociaż kruszynka była cała w takich obrzydliwych, oślizgłych dziwolągach, byłam dumna z takiej ślicznej córeczki!
- Regulus, widziałeś?! Dziewczynka! Taka… Ałaaa! – zawołałam, chwytając się za brzuch. Znowu skurcze?!
Uzdrowicielka przekazała dziecko położnej i do mnie podeszła.
- Zaczęła się druga akcja porodowa – stwierdziła po chwili, zdziwiona – Będziecie mieli państwo bliźniaki – dodała.
Spojrzałam na Regulusa i zawołałam:
- Niech cię tylko dorwę, Syriuszu Black!


Z dziennika Syriusza Blacka
- W której sali rodzi Dorcas Black? Jestem mężem – powiedziałem do pielęgniarki.
- Sala 208. Ale proszę pana, nie wolno! – krzyknęła, gdy biegiem skierowałem się na drugie piętro.
205… 206… 207…  i jest 208!
- Niech cię tylko dorwę, Syriuszu Black!
Usłyszałem na wstępie i się uśmiechnąłem. Moja waleczna Czekoladka!
- Co pan tu robi? Proszę wyjść, trwa poród! – zawołała położna zajmująca się dzieckiem. Dziewczynka! Taka śliczna!
- Jestem ojcem – wyjaśniłem. Ale coś mi nie pasowało – Jak to trwa poród? – zapytałem, podchodząc do łóżka i wywalając z sali, mojego młodszego, głupszego i mniej atrakcyjnego brata, który sobie na mnie złorzeczył pod nosem.
- To ciąża bliźniacza, palancie – powiedziała Dorcas i zaczęła sapać – A teraz daj mi rękę – dodała i tak mocno złapała mnie za dłoń, że aż mi łzy w oczach stanęły.


-Harry, śpij, mamusia jest wykończona – powiedziałam do synka i lekko nim zatrzęsłam. H strasznie to lubi.
- Jutro poznasz dziadków, musisz być wyspany – dodałam i pocałowałam dziecko w pachnącą główkę.
Chodziłam z synkiem jeszcze z pół godziny na rękach i gdy wreszcie zasnął do salonu wpadł patronus Łapy:
- Dorcas urodziła! To bliźnięta, chłopiec i dziewczynka! Jesteśmy w szoku, Dorcas o mało co mnie nie zabiła przy narodzinach syna!
Patronus, głosem Syriusza, coś tam jeszcze wrzeszczał, ale wbiegłam (o ile ze śpiącym dzieckiem na rękach, da się biegać) do sypialni i obudziłam Jamesa.
- Co… jest? – zapytał rozespany brunet.
- James, Dorcas urodziła! Nie uwierzysz… Bliźnięta! Dziewczynka i chłopiec! – powiedziałam podekscytowana szeptem. Oczywiście, żeby nie obudzić z trudem uśpionego Harry’ego.
James otworzył szeroko oczy i założył okulary.
- Nieźle… Ale, jak to się stało? Przecież była badana! – zapytał. Wzruszyłam ramionami i włożyłam Harry’ego do łóżeczka.
- Nie mam pojęcia, jak mogli tego nie wykryć. Chociaż… Dorcas, rzeczywiście miała większy brzuch niż ja – powiedziałam i się zamyśliłam.
- Pomyśl, jeżeli my ledwo wyrabiamy przy jednym dziecku, to co oni będą mieli? – zapytał James i spojrzał mi w oczy.
Po chwili chichotaliśmy, ciesząc się z niedoli, a równocześnie wielkiego szczęścia naszych przyjaciół.


Z dziennika Syriusza Blacka
- Są takie śliczne – powiedziałem, głaszcząc leciutko główkę córeczki. Jak mogłem nie chcieć córeczki? Przecież one są takie śliczne! Delikatne! Kochane. Cudo.
- Są najładniejszymi dziećmi na świecie – stwierdziła Dorcas i uśmiechnęła się – Byłam przerażona, gdy znowu zaczęły się skurcze.
- Ale dzięki temu, zobaczyłem poród – powiedziałem i pogładziłem syna po brzuchu – Przynajmniej nie mamy problemu – dodałem, po chwili zastanowienia.
Dorcas zmarszczyła czoło i zapytała:
- Jakiego problemu?
Uśmiechnąłem się.
- Z nadaniem imion. Ustaliliśmy, że jeżeli będzie dziewczynka, to będzie się nazywała Carina*(http://pl.wikipedia.org/wiki/Gwiazdozbi%C3%B3r_Kila ), a jeżeli chłopiec – Leo (http://pl.wikipedia.org/wiki/Gwiazdozbi%C3%B3r_Lwa ) – powiedziałem.
- Blackowie i ich przywiązanie do tradycji – wyszeptała Dor – Carina i Leo, pasuje – dodała i uśmiechnęła się słodko.
Pocałowałem żonę w usta.
- Dziękuję, za te dwie gwiazdki – wyszeptałem usypiającej brunetce do ucha.
Uśmiechnęła się słodko przez sen i jak to Dor, zaczęła donośnie chrapać.
Popatrzyłem na swoją powiększoną rodzinę i cicho się zaśmiałem. Kto by pomyślał, że Syriusz Black kiedyś się ustatkuje?


***

No i co, spodziewał się ktoś bliźniaków? Ktoś tu chyba się naoglądał za dużo "Ciąży z zaskoczenia", stąd to drugie, nieprzewidziane dziecko :) Taa, myślałam, że w tym tygodniu będę miała mnóstwo czasu, to nie, zaczęły mi się praktyki... Wychodziłam z domu przed 7 rano, a wracałam po 18, masakra! Więc nie napisałam ani słowa, dobrze, że mam jeszcze malutki zapas rozdziałów. No, ale właśnie, jest on mały, muszę ponadrabiac. Dlatego nie wiem kiedy następny rozdział. Jutro mam dzień wolny, więc jeżeli uda mi się coś skrobnąć dodam w weekend, po zajęciach. Czyli zapewne wieczorem. I witam po długiej nieobecności Avadę, cześć! Pytałaś w komentarzu gdzie można czytać nowe opowiadanie, odpowiadam - jeszcze nigdzie, dopiero się pisze. Zacznę je publikować po zakończeniu aktualnego, na tym blogu. Jestem leniwa, więc nawet nie chce mi się adresu zmieniać. Dzięki za komentarze i do następnego! 
* Blackowie mają imiona związane z nazwami gwiazd i konstelacji, więc tutaj też to zastosowałam.

2 komentarze:

  1. Ojej Dor urodziła bliźniaki , muszę przyznać że się tego nie spodziewałam. Byłam pewna że urodzi dziewczynkę tylko dziewczynkę. Bardzo ale to bardzo podoba mi się imię ich syna. Leo to tak pięknie brzmi. Kto by się spodziewał że Reg będzie takim dobrym kompanem w rodzeniu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje za miłe powitanie :D cieszę się z nowego opowiadania :) ale szkoda że to się kończy :( a tak wgl ............... AAAA!!! Black kocham cię !!! Bliźniaki musze przyznać że Boski Black ma niezłe nasienie xDDD jestem też dumna z Regulusa za jego postawe ;) życze powodzenia w dalszym pisaniu i nauce <3333

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.