niedziela, 15 lutego 2015

Rozdział 77 Blackowie w natarciu



Z notatnika Dorcas Meadowes – Black
Siedziałam na krześle w jadalni i myślałam co jeszcze powinnam zrobić. Wszystko musiało być idealne, bo to dzisiaj, właśnie dzisiaj mieli przyjść na zapoznanie z wnukami dziadkowie Blackowie.
Byłam zestresowana jak nigdy. Naprawdę chciałam, żeby wszystko było doskonałe i dopięte na ostatni guzik! Po ostatnim spotkaniu z Walburgią i Orionem, postanowiłam, że zostanę idealną synową.
- Posprzątałam, ugotowałam obiad, nastawiłam się na wstrętne komentarze, wypucowałam dzieci, ubrałam się jak na czarownicę przystało, w idiotyczną szatę wyjściową, kupioną w ulubionym sklepie Walburgii... – wyliczałam, wpatrując się w kominek.
- Dorcas, czym ty się przejmujesz? – zapytał Syriusz, wszedł do jadalni i podał mi Carinę – Moja matka i tak wszystko skrytykuje, chociaż dom lśni, a obiad smakuje jak z najlepszej restauracji. Nie martw się – dodał.
- Nie martw się – przedrzeźniłam go, wykrzywiając się. Poprawiłam zabawnie sterczące włoski córki – Leo śpi?
- Chrapie jak ty… To znaczy niedźwiedź! Chciałem powiedzieć, że chrapie jak niedźwiedź – poprawił się Syriusz i z zabójczym uśmiechem, mrugnął.
Pokręciłam głową i z córeczką na rękach ruszyłam do salonu. Poprawiłam układ niektórych bibelotów, powąchałam róże w wazonie i usłyszałam donośny dźwięk dzwonka do drzwi.
- Cholera – wyszeptałam i przywołałam na twarz miły uśmiech.


Z dziennika Syriusza Blacka
- Syriuszu, chociaż myślałam, że zostaniesz hańbą mego łona, trafiłeś do tego okropnego Gryffindoru, przyjaźnisz się z mugolakami i mugolami, to jednak muszę przyznać, że wybrałeś sobie idealną żonę! Gdyby tylko Regulus nie był taki głupi, i nie chciał się żenić z tą mugolaczką… - powiedziała matka, na co przewróciłem oczami.
Obiad minął bez większych spięć. Dorcas rzeczywiście idealnie wszystko zaplanowała. Nawet wynajęła skrzata do podawania dań! Moja matka była ukontentowana.
- Walburgio, nie zawstydzaj Dorcas! Więc, moja droga, kiedy poznamy nasze czystokrwiste wnuki, naszą przyszłą dumę i chlubę? – zapytał Orion, popijając drinka.
- Przyniesiemy je – odparła Dorcas i pociągnęła mnie na piętro do pokoju dziecięcego.
- Myślisz, że będą jeszcze długo siedzieć? – zapytała, biorąc na ręce Leo.
- Mam nadzieję, że niedługo wyjdą. Moja matka rzuca takie teksty, że mam ochotę ją wywalić z naszego domu – odparłem, schodząc po schodach z córką w ramionach.
- Och, cudowne! – krzyknęła matka i wstała z sofy – Orionie, chłopiec odziedziczył dumny nos Blacków! Niewiarygodne, myślałam, że mój ojciec będzie ostatnim…
- Walburgio, patrz! Mała Carina ma dokładnie taki sam wykrój ust jak moja świętej pamięci matka! – odparł Orion – Mogę ją potrzymać? – zapytał.
Czując, że nie mam innego wyboru, podałem ojcu córkę i usiadłem w fotelu.
- Ale uszy stanowczo mają po Meadowesach – stwierdziła moja matka, przejmując od Dorcas, Leo.
- Tak, moja mama powiedziała to samo – potwierdziła brunetka, puszczając do mnie oko. Doskonale wiedzieliśmy, że rodzice Dor nie zastanawiali się, co dzieci mają po rodzinie. Po prostu cieszyli się z wnuków, byli szczęśliwi, że są zdrowe i tak świetnie się rozwijają.
- Czy przejawiają już jakieś magiczne zdolności? – zapytała matka, lustrując wzrokiem rączki Leo – Pamiętam, że Regulus dosyć wcześnie ujawnił swoje moce. Syriusz później…
Westchnąłem ciężko i dolałem sobie i ojcu Ognistej.
- Jeszcze nie – odparła Dorcas i zabrała popiskującą Carinę od ojca.
- Od razu, jak tylko zauważycie, że dzieje się magia, macie mnie o tym zawiadomić! – dodała matka i oddała mi syna.
- Orionie, zasiedzieliśmy się! – powiedziała i wykrzywiła usta. Chyba miał być to uśmiech… - Było miło.
- Oo tak – westchnąłem – Zawiadomimy, jeżeli będziemy mieli wpaść.
Po chwili w salonie zapanowała miła cisza, rodzice korzystając z kominka wrócili na Grimmauld Place.
- To była masakra – skomentowała Dorcas i zostawiając mi dzieci pod opieką, poszła odprawić skrzata.
- Oj dzieciaki, módlcie się, żeby dziadkowie nie chcieli za często wpadać – powiedziałem i siedząc w fotelu razem z dwójką szkrabów, nawiązywałem z nimi kontakt i rozkoszowałem się przyjemną ciszą.


- Harry, śpij! – jęknęłam, patrząc na czerwone od krzyku dziecko.
- Może mu wyczarować ptaszki? – zapytał James.
- Ptaszki już od tygodnia nie pomagają – odparłam, biorąc syna na ręce –To chyba kolka, ma wszystkie objawy opisane w „Perfekcyjnym dziecku”.
Harry rzeczywiście miał podkulone nóżki i rozpaczliwie płakał.
- Więc co robimy? – zapytał spanikowanym głosem James.
- To samo przechodzi – odparłam, przytulając głośno płaczące dziecko – Potrzymasz go? Przyniosę ciepły ręcznik, położymy mu na brzuszku, może pomoże.
W łazience rozpłakałam się z bezsilności i podgrzałam różdżką ręcznik.


Z dziennika Remusa Lupina
Praca w norweskim oddziale Gringotta była naprawdę świetna. Miałem lepszą posadę niż w Londynie, więcej zarabiałem, ale czegoś mi brakowało.
Przyjaciół.
Peter... Peter chyba tak naprawdę nigdy nie był moim przyjacielem. Gdy zamieszkaliśmy w Oslo, zrozumiałem, że Peter wcale się nie zmienił. Nadal szukał przyjaciół w mocnych osobowościach, i gdy już takich znajdywał, oplatał ich jak bluszcz lub diabelskie sidła.
Zawsze był słabym człowiekiem.
Dlatego wyliczając wszystkie „za” i „przeciw”, zdecydowałem się na powrót do kraju. Może przyjaciele mnie jeszcze zechcą?


Z dziennika Jamesa Pottera
- Usnął – stwierdziłem z ulgą. Harry’emu w końcu przeszła kolka i grzecznie poszedł spać.
- Cudownie – odparła Lily – Mamy czas, żeby spokojnie porozmawiać – dodała poważnie, przymykając drzwi od pokoju Harry’ego.
- Co tylko zechcesz – powiedziałem nie spodziewając się tego co niedługo nastąpi…


- Widzisz James, ja wiem, że to pewnie nic takiego, ale… - zaczęłam, niespokojnie chodząc po salonie – Gdy byli u nas rodzice, twoja mama powiedziało coś, co od dłuższego czasu nie daje mi spokoju. James, jaką my ponieśliśmy stratę? – zapytałam, patrząc mężowi prosto w oczy.
I w momencie, w którym zadałam to pytanie, już wiedziałam, że nic nie będzie takie jak dawniej.


Z dziennika James Pottera
Czułem, że ten moment kiedyś nadejdzie. W końcu kłamstwo ma krótkie nogi. Nie miałem do matki pretensji o to, że jej się coś wymsknęło. Powinienem być odważny i powiedzieć Lily, co się stało.
- Lily, pamiętasz wakacje w Hiszpanii? – zapytałem i spojrzałem na poważną rudowłosą.
- Oczywiście, że tak, było świetnie – odparła – Ale co to ma do rzeczy?
- Widzisz Lily, wtedy stało się coś cudownego… Ale trwało to tak krótko.
- James, możesz nie mówić zagadkami? – zapytała Lily, siadając obok mnie na kanapie – Co się stało?
- Byłaś w ciąży, Lily – odparłem, szybko odwracając wzrok od zszokowanej miny żony.


- Jak to? Jak to, byłam w ciąży? – zapytałam. W głowie miałam milion myśli i pytań. Jedna myśl była najgorsza, jeżeli byłam w ciąży, a dziecka nie ma, to…
- Straciłam dziecko?! – zapytałam, wyrywając rękę z mocnego uścisku Jamesa – Czemu nic nie pamiętam? James, co ty zrobiłeś?
Spojrzałam w oczy bruneta.
- Wy… Wymazałeś mi pamięć? – zapytałam zszokowana, w końcu pojmując. Strata. Boże, jak mogłam być tak głupia?
- Lily, ja… Lily, chciałem dobrze! – zawołał James, gdy czując napływające do oczu łzy, rzuciłam się w kierunku schodów.
Musiałam to przemyśleć. Sama.


Z dziennika Jamesa Pottera
Usiadłem ciężko na kanapie i usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwiami. Zapewne powinienem biec za Lily, dobijać się do drzwi i próbować jej wszystko wyjaśnić. Jednak znałem żonę i wiedziałem, że powinna to przemyśleć.
Bałem się jedynie tego, że znowu pogrąży się w apatii.


Siedziałam na łóżku i próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć. Nie mogłam, ktoś kto rzucił zaklęcie, był naprawdę dobry.
- Straciłam dziecko – wyszeptałam. W którym byłam miesiącu ciąży? Jak to się stało? Czemu je straciłam? Czemu James zdecydował się na wymazanie mi pamięci?
- Znasz siebie, na pewno się załamałaś – powiedziałam, spoglądając na swoją bladą twarz w lusterku – A on nie chciał cię stracić, to James…
I w tym momencie spłynął na mnie spokój.
Już wiedziałam, co powinnam zrobić…


Z dziennika Jamesa Pottera
- James – usłyszałem. Spojrzałem na schody, na których stała Lily – Musimy porozmawiać…
Kiwnąłem głową i wstałem z kanapy. Czemu złe wiadomości lepiej przyjmować na stojąco? I czemu miałem pewność, że będą złe?
- James, to co się stało… Nie cofniemy czasu. Ale pokazałeś się z zupełnie innej strony. Jestem tym przerażona. James, musimy się rozstać…


***

;)

3 komentarze:

  1. Co? O co chodzi z tym rozstaniem ? Oni nie mogą się rozstać! Wiem ! Może to chodzi aby rozstali się ze złymi wspomnieniami albo czymś podobnym. Dziewczyno namieszałaś mi w głowie więc musisz dodać szybko nowy rozdział bi inaczej wyląduje w Mungu na oddziale zamkniętym.
    Pozdrawia
    Dziewczyna która czeka niecierpliwością na kolejny rozdział czyli Gabriela Black

    OdpowiedzUsuń
  2. :O nie wiem co powiedzieć... chyba się idę zamknąć w sobie i czekać na kolejny rozdział . No ten, to tyle.

    ~Zdruzgotana Nox , która przechodzi ciężką depresje bo Jily ma kryzys...

    OdpowiedzUsuń
  3. Yyyyy... co!?!?!?!?! jaja se robisz prawda??? co sie zastanawiam ide czytac dalej xDDD

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.