Z
notatnika Dorcas Meadowes – Black
Siedziałam na krześle w
jadalni i myślałam co jeszcze powinnam zrobić. Wszystko musiało być idealne, bo
to dzisiaj, właśnie dzisiaj mieli przyjść na zapoznanie z wnukami dziadkowie Blackowie.
Byłam zestresowana jak
nigdy. Naprawdę chciałam, żeby wszystko było doskonałe i dopięte na ostatni
guzik! Po ostatnim spotkaniu z Walburgią i Orionem, postanowiłam, że zostanę
idealną synową.
- Posprzątałam, ugotowałam
obiad, nastawiłam się na wstrętne komentarze, wypucowałam dzieci, ubrałam się
jak na czarownicę przystało, w idiotyczną szatę wyjściową, kupioną w ulubionym
sklepie Walburgii... – wyliczałam, wpatrując się w kominek.
- Dorcas, czym ty się
przejmujesz? – zapytał Syriusz, wszedł do jadalni i podał mi Carinę – Moja
matka i tak wszystko skrytykuje, chociaż dom lśni, a obiad smakuje jak z
najlepszej restauracji. Nie martw się – dodał.
- Nie martw się –
przedrzeźniłam go, wykrzywiając się. Poprawiłam zabawnie sterczące włoski córki
– Leo śpi?
- Chrapie jak ty… To znaczy
niedźwiedź! Chciałem powiedzieć, że chrapie jak niedźwiedź – poprawił się
Syriusz i z zabójczym uśmiechem, mrugnął.
Pokręciłam głową i z
córeczką na rękach ruszyłam do salonu. Poprawiłam układ niektórych bibelotów,
powąchałam róże w wazonie i usłyszałam donośny dźwięk dzwonka do drzwi.
- Cholera – wyszeptałam i
przywołałam na twarz miły uśmiech.
Z
dziennika Syriusza Blacka
- Syriuszu, chociaż
myślałam, że zostaniesz hańbą mego łona, trafiłeś do tego okropnego
Gryffindoru, przyjaźnisz się z mugolakami i mugolami, to jednak muszę przyznać,
że wybrałeś sobie idealną żonę! Gdyby tylko Regulus nie był taki głupi, i nie
chciał się żenić z tą mugolaczką… - powiedziała matka, na co przewróciłem
oczami.
Obiad minął bez większych spięć.
Dorcas rzeczywiście idealnie wszystko zaplanowała. Nawet wynajęła skrzata do
podawania dań! Moja matka była ukontentowana.
- Walburgio, nie zawstydzaj
Dorcas! Więc, moja droga, kiedy poznamy nasze czystokrwiste wnuki, naszą
przyszłą dumę i chlubę? – zapytał Orion, popijając drinka.
- Przyniesiemy je – odparła
Dorcas i pociągnęła mnie na piętro do pokoju dziecięcego.
- Myślisz, że będą jeszcze
długo siedzieć? – zapytała, biorąc na ręce Leo.
- Mam nadzieję, że niedługo
wyjdą. Moja matka rzuca takie teksty, że mam ochotę ją wywalić z naszego domu –
odparłem, schodząc po schodach z córką w ramionach.
- Och, cudowne! – krzyknęła
matka i wstała z sofy – Orionie, chłopiec odziedziczył dumny nos Blacków!
Niewiarygodne, myślałam, że mój ojciec będzie ostatnim…
- Walburgio, patrz! Mała
Carina ma dokładnie taki sam wykrój ust jak moja świętej pamięci matka! –
odparł Orion – Mogę ją potrzymać? – zapytał.
Czując, że nie mam innego
wyboru, podałem ojcu córkę i usiadłem w fotelu.
- Ale uszy stanowczo mają po
Meadowesach – stwierdziła moja matka, przejmując od Dorcas, Leo.
- Tak, moja mama powiedziała
to samo – potwierdziła brunetka, puszczając do mnie oko. Doskonale
wiedzieliśmy, że rodzice Dor nie zastanawiali się, co dzieci mają po rodzinie.
Po prostu cieszyli się z wnuków, byli szczęśliwi, że są zdrowe i tak świetnie
się rozwijają.
- Czy przejawiają już jakieś
magiczne zdolności? – zapytała matka, lustrując wzrokiem rączki Leo – Pamiętam,
że Regulus dosyć wcześnie ujawnił swoje moce. Syriusz później…
Westchnąłem ciężko i dolałem
sobie i ojcu Ognistej.
- Jeszcze nie – odparła
Dorcas i zabrała popiskującą Carinę od ojca.
- Od razu, jak tylko
zauważycie, że dzieje się magia, macie mnie o tym zawiadomić! – dodała matka i
oddała mi syna.
- Orionie, zasiedzieliśmy
się! – powiedziała i wykrzywiła usta. Chyba miał być to uśmiech… - Było miło.
- Oo tak – westchnąłem –
Zawiadomimy, jeżeli będziemy mieli wpaść.
Po chwili w salonie
zapanowała miła cisza, rodzice korzystając z kominka wrócili na Grimmauld
Place.
- To była masakra –
skomentowała Dorcas i zostawiając mi dzieci pod opieką, poszła odprawić
skrzata.
- Oj dzieciaki, módlcie się,
żeby dziadkowie nie chcieli za często wpadać – powiedziałem i siedząc w fotelu
razem z dwójką szkrabów, nawiązywałem z nimi kontakt i rozkoszowałem się
przyjemną ciszą.
- Harry, śpij! – jęknęłam,
patrząc na czerwone od krzyku dziecko.
- Może mu wyczarować
ptaszki? – zapytał James.
- Ptaszki już od tygodnia
nie pomagają – odparłam, biorąc syna na ręce –To chyba kolka, ma wszystkie
objawy opisane w „Perfekcyjnym dziecku”.
Harry rzeczywiście miał
podkulone nóżki i rozpaczliwie płakał.
- Więc co robimy? – zapytał
spanikowanym głosem James.
- To samo przechodzi –
odparłam, przytulając głośno płaczące dziecko – Potrzymasz go? Przyniosę ciepły
ręcznik, położymy mu na brzuszku, może pomoże.
W łazience rozpłakałam się z
bezsilności i podgrzałam różdżką ręcznik.
Z
dziennika Remusa Lupina
Praca w norweskim oddziale
Gringotta była naprawdę świetna. Miałem lepszą posadę niż w Londynie, więcej
zarabiałem, ale czegoś mi brakowało.
Przyjaciół.
Peter... Peter chyba tak
naprawdę nigdy nie był moim przyjacielem. Gdy zamieszkaliśmy w Oslo,
zrozumiałem, że Peter wcale się nie zmienił. Nadal szukał przyjaciół w mocnych
osobowościach, i gdy już takich znajdywał, oplatał ich jak bluszcz lub
diabelskie sidła.
Zawsze był słabym
człowiekiem.
Dlatego wyliczając wszystkie
„za” i „przeciw”, zdecydowałem się na powrót do kraju. Może przyjaciele mnie
jeszcze zechcą?
Z
dziennika Jamesa Pottera
- Usnął – stwierdziłem z ulgą.
Harry’emu w końcu przeszła kolka i grzecznie poszedł spać.
- Cudownie – odparła Lily –
Mamy czas, żeby spokojnie porozmawiać – dodała poważnie, przymykając drzwi od
pokoju Harry’ego.
- Co tylko zechcesz –
powiedziałem nie spodziewając się tego co niedługo nastąpi…
- Widzisz James, ja wiem, że
to pewnie nic takiego, ale… - zaczęłam, niespokojnie chodząc po salonie – Gdy
byli u nas rodzice, twoja mama powiedziało coś, co od dłuższego czasu nie daje
mi spokoju. James, jaką my ponieśliśmy stratę? – zapytałam, patrząc mężowi
prosto w oczy.
I w momencie, w którym
zadałam to pytanie, już wiedziałam, że nic nie będzie takie jak dawniej.
Z
dziennika James Pottera
Czułem, że ten moment kiedyś
nadejdzie. W końcu kłamstwo ma krótkie nogi. Nie miałem do matki pretensji o
to, że jej się coś wymsknęło. Powinienem być odważny i powiedzieć Lily, co się
stało.
- Lily, pamiętasz wakacje w
Hiszpanii? – zapytałem i spojrzałem na poważną rudowłosą.
- Oczywiście, że tak, było
świetnie – odparła – Ale co to ma do rzeczy?
- Widzisz Lily, wtedy stało
się coś cudownego… Ale trwało to tak krótko.
- James, możesz nie mówić
zagadkami? – zapytała Lily, siadając obok mnie na kanapie – Co się stało?
- Byłaś w ciąży, Lily –
odparłem, szybko odwracając wzrok od zszokowanej miny żony.
- Jak to? Jak to, byłam w
ciąży? – zapytałam. W głowie miałam milion myśli i pytań. Jedna myśl była
najgorsza, jeżeli byłam w ciąży, a dziecka nie ma, to…
- Straciłam dziecko?! –
zapytałam, wyrywając rękę z mocnego uścisku Jamesa – Czemu nic nie pamiętam?
James, co ty zrobiłeś?
Spojrzałam w oczy bruneta.
- Wy… Wymazałeś mi pamięć? –
zapytałam zszokowana, w końcu pojmując. Strata.
Boże, jak mogłam być tak głupia?
- Lily, ja… Lily, chciałem
dobrze! – zawołał James, gdy czując napływające do oczu łzy, rzuciłam się w
kierunku schodów.
Musiałam to przemyśleć.
Sama.
Z
dziennika Jamesa Pottera
Usiadłem ciężko na kanapie i
usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwiami. Zapewne powinienem biec za Lily,
dobijać się do drzwi i próbować jej wszystko wyjaśnić. Jednak znałem żonę i
wiedziałem, że powinna to przemyśleć.
Bałem się jedynie tego, że
znowu pogrąży się w apatii.
Siedziałam na łóżku i
próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć. Nie mogłam, ktoś kto rzucił zaklęcie,
był naprawdę dobry.
- Straciłam dziecko –
wyszeptałam. W którym byłam miesiącu ciąży? Jak to się stało? Czemu je
straciłam? Czemu James zdecydował się na wymazanie mi pamięci?
- Znasz siebie, na pewno się
załamałaś – powiedziałam, spoglądając na swoją bladą twarz w lusterku – A on
nie chciał cię stracić, to James…
I w tym momencie spłynął na
mnie spokój.
Już wiedziałam, co powinnam
zrobić…
Z
dziennika Jamesa Pottera
- James – usłyszałem.
Spojrzałem na schody, na których stała Lily – Musimy porozmawiać…
Kiwnąłem głową i wstałem z
kanapy. Czemu złe wiadomości lepiej przyjmować na stojąco? I czemu miałem
pewność, że będą złe?
- James, to co się stało…
Nie cofniemy czasu. Ale pokazałeś się z zupełnie innej strony. Jestem tym
przerażona. James, musimy się rozstać…
***
;)
Co? O co chodzi z tym rozstaniem ? Oni nie mogą się rozstać! Wiem ! Może to chodzi aby rozstali się ze złymi wspomnieniami albo czymś podobnym. Dziewczyno namieszałaś mi w głowie więc musisz dodać szybko nowy rozdział bi inaczej wyląduje w Mungu na oddziale zamkniętym.
OdpowiedzUsuńPozdrawia
Dziewczyna która czeka niecierpliwością na kolejny rozdział czyli Gabriela Black
:O nie wiem co powiedzieć... chyba się idę zamknąć w sobie i czekać na kolejny rozdział . No ten, to tyle.
OdpowiedzUsuń~Zdruzgotana Nox , która przechodzi ciężką depresje bo Jily ma kryzys...
Yyyyy... co!?!?!?!?! jaja se robisz prawda??? co sie zastanawiam ide czytac dalej xDDD
OdpowiedzUsuń