sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 74 Wizyta dziadków



- James, muszę przebrać Harry’ego, ulało mu się… Otwórz drzwi! – krzyknęłam z pokoju dziecięcego do męża.
Właśnie na dzisiaj, 20 sierpnia zaplanowaliśmy rodzinny spęd – zapoznanie Harry’ego z najbliższą rodziną.
Mieli się pojawić Potterowie, Evansowie oraz Dursleyowie.
- No, Harry, nie zawiedź mamusi i tatusia, bądź grzeczny i błagam cię, nie wyj – powiedziałam, patrząc synowi prosto w oczy. Harry lekko przymknął powieki, co uznałam za nieme „dobrze, mamusiu” i zeszłam z dzieckiem na dół.
- Och, Lily, on jest taki śliczny! – zawołała mama, od razu zabierając mi dziecko. Taa.
- Skóra zdjęta z Jamesa, ale oczy ma po Lily – zauważyła Dorea, zaglądając mojej mamie przez ramię.
- Ale co on jest taki chudy? – zapytała Petunia, potrząsając Dudley'em tak, że aż zatrzęsły się jego dwa podbródki.
- James też był szczuplutki jak się urodził… Taki mały chłopczyk z malutkim…
- Mamo! – zawołał James i spojrzał na matkę z pretensją – Może dziadkowie też chcą potrzymać wnuka? – zapytał patrząc na Doreę, która to teraz ściskała i całowała Harry’ego.
- No tak. Masz Charlus, trzymaj wnuka! – powiedziała Dorea i wcisnęła zszokowanemu tacie Ch, dziecko.
Za to Harry, bardzo zainteresował się nowością - oczywiście dla niego. Charlus zapuścił sobie brodę, w którą to teraz Harry wplątywał paluszki i zabawnie kwilił.
- Widzisz James jak mu się podoba? Może sobie zapuścisz? – zaproponował tata E i roześmiał się z miny J.
Cóż, James zdecydowanie lepiej wygląda bez zarostu – gdy nie golił się przez trzy dni, wyglądał jak bezdomny. Oczywiście nie mam nic do ludzi bezdomnych, ale jednak wolałabym, żeby mój mąż ich nie przypominał.
- Och, dajcie mi to dziecko, niech pozna Dudziaczka! – zaświergoliła Tunia i wzięła Harry’ego na ręce – Zobacz Dudziaczku, to Harry! Ależ jest mizerny prawda? Nie to co mój wielki rycerzyk!
Spojrzałam na Jamesa i oboje uśmiechnęliśmy się porozumiewawczo.
Wiemy, że Peti nie miała nic złego na myśli, chociaż „mizerny” nie jest zbyt miłym epitetem, ale mogło być gorzej, prawda?
- I co, daje wam popalić? – zapytał Vernon, popijając drinka – Pamiętam pierwsze noce po urodzeniu się Dudleya, to był hardcore – dodał i przełożył sobie syna na drugie kolano.
- Taak, Harry zdecydowanie lubi rozrabiać po nocach – potwierdził James – Mam nadzieję, że to mu nie wejdzie w nawyk, czasem chcielibyśmy się wyspać – dodał.
- Nie przesadzajcie, na razie jest bardzo grze… - zaczął tata, jednak przerwał mu ryk Harry’ego.
- Och, dajcie mi go, zupełnie sobie nie radzicie z moim synem! – powiedział James i zaczął uspokajać dziecko.
Stanęłam koło Dorei i lekko się uśmiechnęłam.
- Lily, tak wiele ci zawdzięczam. James tak wydoroślał! – zaczęła Dorea lekko odciągając mnie od reszty – Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak się o niego zamartwiałam… W szkole był taki nieznośny! Ale po waszej stracie tak bardzo wydoroślał – dodała, spoglądając ze wzruszeniem na bruneta z dzieckiem – Jestem ci bardzo wdzięczna – skończyła i z uśmiechem ruszyła do męża.
Jedyne co mnie zastanowiło w jej wypowiedzi, to było wspomnienie o naszej stracie. Tylko za nic, nie wiedziałam o czym mówi.


- Harry jest głodny, nie, nie, spokojnie sobie siedźcie, pójdę go nakarmić – powiedziałam i skierowałam się do sypialni. Bo aż tak bezwstydna nie jestem, żeby przy całej rodzinie karmić tego małego głodomora. Chociaż wiem, że to całkiem normalne i naturalne, ale jakoś hm, nie przy Vernonie i reszcie.
- Dobra maluchu, starczy – powiedziałam, gdy zauważyłam, że Harry już zasypia. Poprawiłam ubranie i wsadziłam syna do łóżeczka.
- Już skończyliście? – zapytał James podchodząc do łóżeczka – Był dzielny. Widziałaś jak walnął rączką Wielkiego De? A tamten się rozpłakał  – dodał ucieszony, z pierwszej wygranej walki syna.
Uśmiechnęłam się i sobie o czymś przypomniałam.
- James, twoja mama powiedziała coś dziwnego… Powiedziała, że wydoroślałeś po naszej stracie. Zupełnie tego nie rozumiem – powiedziałam, marszcząc czoło i zastanawiając się o co tak właściwie chodziło teściowej.
James się gwałtownie wyprostował i spojrzał na mnie spłoszony.
- Och, wiesz jak to jest z moją matką, jak się wzruszy to mówi coś od rzeczy – odparł na pozór spokojnym głosem.
Przyjrzałam się twarzy męża, wzruszyłam ramionami i pociągnęłam go do salonu. Jak mógł zostawić gości samych sobie?


- Kochani, wpadniemy niedługo! Szkoda, że mieszkacie od nas tak daleko, ale cieszę się, że macie Doreę i Charlusa w pobliżu – mówiła mama i ściskała mnie oraz Jamesa.
W końcu, a właściwie nareszcie, nadszedł czas pożegnań.
Byłam wykończona! Zajmowanie się gośćmi, Harry’m, obiadem, rozmowa z każdym… Zmęczyłam się. Pewnie jeszcze nie wróciłam do formy sprzed porodu. Chociaż to właściwie nic niezwykłego, właściwie minęły dopiero niespełna trzy tygodnie.
- To fajnie mamo, może zostawimy was sam na sam z wnukiem i gdzieś wyskoczymy z Jamesem – odparłam i pocałowałam matkę w policzek. Pomachałam tacie i zamknęłam za nimi drzwi – Jestem wykończona – powiedziałam, kładąc głowę na torsie męża. O jak miło.
- Taa, nasi rodzice razem są dosyć, hm, specyficzni – stwierdził brunet i pogłaskał mnie po włosach – Tak właściwie już nie pamiętam kiedy była taka cisza – dodał po zastanowieniu.
Przymknęłam oczy i zaczęłam liczyć. Doliczyłam do dziesięciu i rozległ się ryk Harry’ego.
- To się nacieszyliśmy sobą -  powiedział ironicznie James i ruszył do pokoju dziecięcego.


Sierpień mijał błyskawicznie. Dni miałam wypełnione opieką nad moim słodkim synem.
- Dobra Harry, mamusia włączy płytę i będzie ćwiczyć, a ty będziesz na to patrzył, ok? – zapytałam malucha ułożonego w nosidełku.
Automatycznie zaczęłam wykonywać wszystkie ćwiczenia i zajęłam się uwalnianiem endorfin oraz pracą nad lepszą formą.


- Mów Dorcas, jak sobie radzicie? – zapytałam. W jednej ręce trzymałam słuchawkę od telefonu, a drugą kołysałam wózek z Harry’m. Takie bujanie szybko go usypiało, więc mogłam spokojnie porozmawiać z przyjaciółką.
- Lily, nie spałam od trzech nocy. Jak nie płacze Car, to beczy Leo… Jestem wykończona – odparła Dor, po czym usłyszałam głośne ziewanie – Przepraszam, ale no, rozumiesz.
- Jasne, że rozumiem! A Syriusz, pomaga ci? – zapytałam i napiłam się wody.
- Wyobraź sobie, że tak! Nawet przewija dzieci. Chociaż gdybyś widziała jego minę, gdy Leo zrobił taką obrzydliwą kupkę! Po prostu ufajdał całe ubranko – odparła Dor ze śmiechem.
Jak to jest, że gadamy teraz o dziecięcych kupkach i w dodatku się z nich śmiejemy? Desperatki! Żadnych tematów oprócz dzieci i ich wypróżnień.
- Nieźle – mruknęłam – Regulus z waszą czwórką wytrzymuje? Kiedy planują z Mary wyprowadzkę? – zapytałam i poprawiłam Harry’emu spadający kocyk.
- Jakoś na początku września. Oho, słyszysz to wycie? Normalnie jak mugolska syrena tych palacjantów, Carina jest pod tym względem niewiarygodna! Kończę, zdzwonimy się jeszcze.
- Jasne, Dorcas. Paa – odparłam i odłożyłam słuchawkę. Spojrzałam na śpiącego Harry’ego i wzięłam się za przygotowywanie obiadu.


- Harry, ale dzisiaj bez niespodzianek, dobrze? Umyjemy się, chlap, chlap – mówił James i delikatnie mył dziecko.
Zazwyczaj przy kąpielach Harry’ego dzieją się różne, dziwne rzeczy – chociażby ta przygoda z „zabarwioną” wodą, albo nagłe znikanie kaczuszki. Jednak dzisiaj H był nad wyraz spokojny i z miną małego myśliciela, dzielnie znosił dziecinne gadki taty.
- I teraz, brrrrrrr, brrrrrr – wydawał jakieś dziwne dźwięki J.
Uśmiechnęłam się i zaczęłam zmywać tusz z rzęs. Czemu, och czemu muszę mieć rude rzęsy? Uhh.
- Lily? Lily, patrz, Harry się uśmiecha! – zawołał James. Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na dziecko.
- James, to tylko grymas, w każdym poradniku dla rodzica, jest napisane, że dzieci w tym wieku jeszcze się nie uśmiechają. A przynajmniej nie świadomie – odparłam, połaskotałam Harry’ego po brzuszku i zawinęłam go w jego ulubiony ręcznik z wyszytą miotełką.
- Poradniki… Co oni tam wiedzą! Syn się do mnie uśmiechnął – odparł James naburmuszonym głosem. Duży dzieciak! – Wiem to, nie patrz tak na mnie.
Kiwnęłam głową na zgodę i zaczęłam wycierać usypiającego malucha.


***

Ale nudny rozdział. Aż mi wstyd to publikować. Mam ogłoszenie - ogarnęłam bazę, będzie 80 rozdziałów + epilog. Myślę, że do końca lutego wyrobię się z zamknięciem tej historii. Coraz bardziej mnie męczy i tak trudno pisze mi się kolejne rozdziały! Chyba za dużo pozmieniałam w schemacie... Ale, teraz nie ma się co przejmować, to już prawie finisz :)

3 komentarze:

  1. Eee tam nie znasz się bo rozdział nie był nudny bynajmniej nie dla mnie. Widzę że kłamstwo powoli wychodzi na jaw. Mam przeczucie że Lily dowie się o tym że poronila i zostało jej to wymazane z pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiedziałam! Po prostu wiedziałam że ktoś o tym wspomni, tylko nie wiedziałam kto i kiedy. Rozdział wcale nie był nudny.Trochę trudno bd pożegnać się z tą historią, ale pocieszam się faktem że wszystko zacznie sie od nowa ;) (trochę masło maślane chyba).Do następnej ;)

    ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  3. I co? Ona się teraz o wszystkim dowie? A rozdział bardzo przyjemny :D Harry daje im popalić xDD Jestem dumna z Syriusza :P dlaczego to opowiadanie sie tak szybko kończy ?? :( no ale piszesz nowe co mnie bardzo cieszy :* do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.