środa, 25 lutego 2015

Parodia :)



Nie macie co robić? Nudzi się wam tak, że aż przeglądacie tą samą stronę parę razy? Poczytajcie sobie moje dziwaczne wymysły!! Oczywiście, nie jest to aktualnie przeze mnie pisane opowiadanie. Wstawiam, hm, właściwie nie wiem czemu… Może ktoś się pośmieje? Tak, to istna parodia, moje drogie!
Miłego czytania :)
Uwaga, to nie jest sprawdzone i mogą się tam czaić okropne błędy, nielogiczne zdania i inne straszne rzeczy. W ogóle ostatnie zdanie świetnie podsumowuje to opowiadanie -  parodia :)

Rozdział 1

1 września 1977
„Okropna pogoda” – pomyślała Lily Evans spoglądając przez okno na przydomowy ogródek. Zatrzasnęła wieko szkolnego kufra i głośno westchnęła. Już od sześciu lat wykonywała tą samą czynność – pakowała się na ostatnią chwilę. Często przypłacała to późniejszym brakiem niektórych rzeczy, czy ubrań, ale niezawodna sowa Cookie, oraz kochana mama, uzupełniały te braki.
Wsunęła różdżkę do kieszeni sweterka i po raz ostatni spojrzała na swój pokój.
Dużo można powiedzieć o Lily Evans, ale z pewnością dziewczyna miała swój styl. Można to stwierdzić po artystycznym bałaganie, książkach walających się na każdej powierzchni płaskiej (włączając w to podłogę) oraz żywych kolorach ścian. Tak, Lily Evans uwielbiała intensywne barwy. Z pewnością nie była wielbicielką pasteli, a już na pewno nie róży. Na samą myśl o różowych rzeczach wzdrygała się z niesmakiem.
- Lily, jeżeli będziesz się dłużej pakować, nie zdążymy na czas – powiedział wysoki brunet, pan Evans. Rudowłosa dziewczyna jeszcze raz omiotła szybkim spojrzeniem swój zagracony pokój i poczuła zniecierpliwienie. Od ostatniego roku nauki w Hogwarcie dzieliła ją już tylko długa podróż pociągiem.
- Ruszajmy – powiedziała z uśmiechem i wzięła klatkę z pohukującą sową.
***
- Łapo, jednak muszę przyznać, że czasami masz głupie pomysły – powiedział zdyszany James Potter, wysoki brunet o orzechowym spojrzeniu – Ledwo zdążyliśmy na pociąg – dodał, siadając obok swojego najlepszego przyjaciela w ostatnim wolnym przedziale w pociągu na trasie Londyn – Hogsmeade.
- Rogaczu, odpalenie łajnobomby w mugolskim metrze nigdy nie jest głupim pomysłem – odparł Syriusz Black, w pewnych kręgach lepiej znany jako „Łapa” – Widziałeś zniesmaczone miny tych sztywnych mugoli? Są rozkoszni – dodał sarkastycznie Łapa i przypomniał sobie miny osób podróżujących londyńskim metrem. Dla uściślenia były one naprawdę zdegustowane.
- Syriuszu, jesteś niepoprawny – westchnął Remus Lupin, niewątpliwie jeden z najlepszych uczniów Hogwartu, oraz Prefekt Naczelny Gryffindoru – Wpędzisz się w tarapaty – dodał spoglądając na przyjaciela z niezachwianą pewnością.
- Lunatyku, co ty, przecież to musiało być świetne! Chciałbym zobaczyć miny tych mugoli… - wtrącił do rozmowy Peter Pettigrew i zrobił rozmarzoną minę. A następnie zjadł czekoladową żabę i westchnął żałośnie. Kolejna karta z Dumbledorem!
- Uwierz mi Glizdogonie, były super zabawne – odparł Black z uśmiechem i spojrzał na drzwi od przedziału. A z całą pewnością było na co, a raczej na kogo patrzeć…
- Cześć chłopcy, zmieścimy się?! – zapytała Dorcas Meadowes, śliczna brunetka o wesołym uśmiechu – Lily, mamy miejsca, ładuj się do środka! – zawołała, gdy Remus kiwnął głową i wskazał na dwa wolne miejsca.
W momencie gdy padło imię „Lily”, brunet, w zabawnych, okrągłych okularach od razu się wyprostował i wyćwiczonym gestem, poczochrał włosy.
- Znalazłaś wolny przedział? – zapytała, jeszcze niczego nieświadoma rudowłosa i zajrzała do środka – O niee – westchnęła.
- Evans, zapraszamy! – zawołał Syriusz Black i uśmiechnął się ironicznie. Uwielbiał dokuczać temu rudzielcowi!
- Dorcas, czemu? – wyszeptała panna Evans i skrzywiła się, gdy zauważyła, że jeden z chłopaków jej intensywnie macha – Potter, wiem, że jesteś opóźniony w rozwoju, ale przestań zachowywać się jak pięciolatek – warknęła i wielce niezadowolona, a nawet lekko obrażona usiadła na ostatnim wolnym miejscu obok przyjaciółki i Petera Pettigrew.
- Evans, jak zwykle milutka – westchnął James vel Rogacz vel Kretyn – Nawet się nie przywitasz? – zapytał i głośno zacmokał.
- Och, wybaczcie moje złe maniery! – krzyknęła z lekka oburzona – Witajcie, dzielni Huncwoci, jaki to dowcip zaraz nam zrobicie? Może odpalicie łajnobombę, żebyśmy śmierdziały na Uczcie Powitalnej? A może wrzucicie nam karaluchy za koszulki? To wasz poziom, poziom obrzydliwych, ohydnych… - nakręcała się panna E.
- Merlinie, Evans, karaluchy za koszulki? Tak nisko nas cenisz? – zapytał zniesmaczony Syriusz Black – Myślę, że Rogacz miałby całkiem inne plany co do twojej koszulki… - dodał, z uciechą spoglądając na zarumienioną ze złości dziewczynę.
- Dorcas, wychodzimy! – rozkazała Lily i wstała z miejsca.
- Lil, nie ma żadnych wolnych miejsc, nie będę siedzieć na korytarzu jak w tamtym roku! – odparła brunetka i uśmiechnęła się do Remusa – Możesz jej przemówić do rozumu?
- Lily, Dorcas ma rację, nie ma wolnych miejsc – potwierdził od razu uczynny blondyn.
Panna Evans obrzuciła cały przedział wojowniczym spojrzeniem i z głośnym jękiem usiadła na swoim miejscu.
- Więc Evans, co u ciebie? Rogacz pisał, ale nawet nie raczyłaś odpisać – zapytał Łapa i obrzucił rudowłosą spojrzeniem. O ile mu się dobrze wydawało, nieznośna ukochana jego najlepszego przyjaciela, przez dwa miesiące wakacji trochę urosła, nabrała apetycznych, kobiecych kształtów i zaczęła się lepiej ubierać. Gdzieś zniknął za duży sweter, a pojawiła się ładna, zielona sukienka i krótki sweterek.
- Och, było świetnie – odparła rudowłosa i uśmiechnęła się do wspomnień – Przez całe dwa miesiące nie widziałam Pottera, to był istny balsam na mą udręczoną duszę – dodała złośliwie.
Jednak James Potter nic sobie z tego nie robił – był przyzwyczajony do wszelkich złośliwości panny Evans. I tylko jej pozwalał nazywać siebie „Kretynem” lub „Rozczochranym Palantem” - gdyby nazwał go tak ktoś inny, od razu zostałby wyzwany na pojedynek… Ale ukochanej nie wypada wyzywać na pojedynki, więc James Potter przyzwyczaił się do tych nieszkodliwych obelg. Chociaż, trochę raniących jego ego.
- Widzisz Evans, a ja każdego dnia cierpiałem… - powiedział Rogacz, ale po chwili dodał z uśmiechem – Na szczęście w tamtym roku zrobiłem ci tyle zdjęć, że wykleiłem sobie nimi cały pokój.
Lily zrobiła przerażoną minę, a reszta przedziału albo się roześmiała, albo uśmiechnęła.
- Ooo tak – potwierdził Syriusz – Cała sypialnia Jamesa jest obklejona różnymi zdjęciami… Najlepsze jest to z podwianą spódniczką, naprawdę dobrze wyszłaś, Evans – dodał uszczypliwie.
Lily zacisnęła usta i spojrzała z pogardą na Pottera.
- W lipcu byłam na kursie z kontrolowania złości, nie sprowokujecie mnie – odparła panna E i spojrzała na Petera – Peter, zamienimy się miejscami? Chciałabym usiąść przy oknie – poprosiła.
Tak naprawdę nie chciała siedzieć naprzeciwko pewnego bruneta, który spojrzeniem próbował przewiercić na wylot jej opiętą na biuście sukienkę.
- Potter, nie gap się – syknęła, gdy już się przesiadła. Naciągnęła sukienkę na odkryte kolano i lekko się zarumieniła. Oczywiście, ze złości, jak to sobie tłumaczyła, w końcu jaki mógłby być inny powód?
- Nie gapię się – zaprzeczył brunet i wyciągnął z kieszeni dżinsów złoty znicz. Puścił go i po chwili widowiskowo złapał.
- To było super! – pisnął Peter, a Lily przewróciła oczami.
Wieczne popisywanie się, pomyślała.
- Niezła technika! – powiedziała ze znawstwem Dorcas, jedyna dziewczyna w składzie drużyny Gryffindoru w Quidditch’a – Zostałeś kapitanem? – zapytała, przypominając sobie, że poprzedni kapitan drużyny, Elijah Wood, skończył szkołę w czerwcu.
- Tak – odparł dumny James i spojrzał z nadzieją na Lily. Liczył chociaż na gratulacje, ale oczywiście się przeliczył. Rudowłosa przewróciła tylko oczami.
- Będzie się jeszcze bardziej puszył – stwierdziła cicho i wyjęła z torebki najnowszą „Czarownicę”, znany magazyn dla dziewczyn.
- Evans, odkąd to czytasz tą szmirę? – zapytał skrzywiony Black.
- Odkąd przestałam prenumerować „Arystokratyczne dupki” – odparła dziewczyna, czym wywołała krótki wybuch śmiechu u przyjaciółki.
- Ouu, ktoś tu całe wakacje obmyślał cięte riposty – powiedział „arystokratyczny dupek” – Masz jeszcze jakąś?
Rudowłosa spojrzała na niego z łaskawym uśmiechem i pokręciła głową. Na chwilę w przedziale zapadła cisza – Remus zajął się czytaniem najświeższego Proroka, Dorcas zaczęła malować paznokcie, Peter pożerał następne opakowanie Fasolek Wszystkich Smaków, Syriusz siedział naburmuszony (Wcale nie jestem arystokratycznym dupkiem!, myślał), a James obserwował pannę E i co chwilę łapał znicza.
- „Dwadzieścia sposobów jak zaspokoić swojego mężczyznę” – przeczytał znudzony Syriusz i od razu wrócił do formy – Evans, fiu, fiu, szkolisz się dla Rogacza? – zapytał i roześmiał się z miny rudowłosej.
- Rozwiązuję krzyżówkę – odparła oburzona dziewczyna i pokazała na prawie ukończoną stronę.
- Ale to bardzo ciekawe… - powiedział Potter i wyrwał z rąk dziewczyny pismo – Ooo, to dobre – skomentował i od razu pokazał „to” swojemu przyjacielowi.
- Evans, ty niegrzeczna dziewczynko, co ty czytasz? – zapytał Black z szatańskim uśmieszkiem – Cytuję: „…aby doprowadzić faceta do orgazmu, włóż…” – jednak przerwał, gdy pismo zostało wyrwane przez ciekawą Dorcas.
- Niezłe – skomentowała i puściła do Lily oko.
Rudowłosa odpowiedziała jej ciężkim westchnięciem i wyjrzała przez okno. Krajobraz zdążył się już zmienić, zamiast gęstego lasu, widać było rozległe pola.
- Lily, co u Andrei? – zapytała Dorcas, wertując szybko strony czasopisma. Rudowłosa uśmiechnęła się lekko na myśl o przyjacielu.
- Wyjechał na studia – odparła i spojrzała na zdziwioną twarz Pottera – Andrea to chłopak– dodała, aby wytłumaczyć to niecodzienne, przynajmniej w Anglii męskie imię.
- Kim jest ten Andrea? – spytał zaciekawiony Black i spojrzał z niepokojem na przyjaciela. James siedział spięty.
- Och, Andrea to mój sąsiad – odparła beztrosko panna E – Spędziliśmy razem całe wakacje – dodała i spojrzała wyzywająco na Pottera.
James wytrzymał spojrzenie rudowłosej i nie dał jej po sobie poznać, że ma nad nim sporą władzę. Czuł się zraniony i o dziwo niepewny.
- Andrea jest boski – westchnęła Dorcas i zaczęła opowiadać – Jest Włochem, ale jakim! Ma śliczne brązowe oczy, czarne loki i słodkie dołeczki w policzkach jak się uśmiecha… No, ale ma też równie ładną dziewczynę – wróciła do rzeczywistości.
Potter uniósł brwi i spojrzał na tajemniczo uśmiechniętą rudowłosą.
- Potter, jesteś przewidywalny do kwadratu – westchnęła dziewczyna – A teraz oddajcie mi gazetę i dajcie spokój – dodała i zniknęła za czasopismem.
***
- Za godzinę dojedziemy – powiedział Remus, wchodząc do przedziału – Wypadałoby się przebrać – dodał, widząc, że nikt nie zwraca na niego uwagi – właśnie rozgrywała się zacięta partia Gargulków, między Jamesem, a Lily.
- Zaraz – odparła dziewczyna i jednym ruchem pokonała przeciwnika – Ha! – krzyknęła, gdy James został oblany śmierdzącym płynem.
- Przebranie się, jest dobrym pomysłem, Luniaczku – stwierdził Potter, spoglądając na swoją brudną koszulkę.
***
- To jest takie smaczne – westchnął Peter i dołożył sobie jeszcze dwie kiełbaski.
Uczta Powitalna trwała już od dobrej godziny i jak na razie jeszcze nikt nie ruszył się z Wielkiej Sali.
- Dorcas, skończyłaś? – zapytała Lily. Brunetka kiwnęła głową i wstała od stołu. Ruszyły w stronę drzwi.
- Te uczty co roku psują moją dietę – powiedziała Dorcas, bacznie oglądając swoje nogi. Całkiem zgrabne, ale wiadomo jak jest z dziewczynami, zawsze jest jakieś „ale”.
- Chyba żartujesz, przecież nie musisz się odchudzać! – odparła rudowłosa i spojrzała za siebie. No tak, mogła się domyśleć, że ruszą za nimi też Huncwoci. Tylko w niepełnym składzie, bo Peter się jeszcze nie najadł, a Remus, jako Prefekt Naczelny, musiał odprowadzić pierwszorocznych do Wieży Gryffindoru.
- Szybko chodzicie – zauważył James, gdy dogonili dziewczyny, i potargał włosy. Rudowłosa od razu zareagowała na ten gest.
- Potter, przestań czochrać tą szczotę – warknęła zirytowana.
- Evans, ty jesteś jakaś nadwrażliwa – stwierdził Syriusz i zmienił temat – Widzieliście Snape’a? Rył tym nochalem po talerzu jak niuchacz! Ciekawe czy zjadł swoje smarki…
Oczywiście chłopcy od razu wybuchli śmiechem na ten tekst. Nawet panna Meadowes uśmiechnęła się lekko – jakoś nigdy nie przepadała za tym Ślizgonem, chociaż szanowała to, że rudowłosa się z nim przyjaźni. Albo raczej, przyjaźniła.
- Black, jesteś żałosny – powiedziała Lily i przyśpieszyła.
- Czemu żałosny, hm? – zapytał urażony chłopak i spojrzał na rudowłosą.
- Dałbyś już spokój Snape’owi! Nie każdy może być takim pięknym arystokratą jak ty – odparła sarkastycznie dziewczyna – Twoje zachowanie jest poniżej krytyki, wiecznie wyżywasz się na słabszych, poniżasz ich!
- Evans, czemu ty zawsze bronisz tego kretyna? – zapytał Syriusz. Nigdy tego nie potrafił zrozumieć, w końcu Evans była całkiem ładna, a kręciła się z takim obleśnym Smarkerusem…
- Bo kiedyś był moim przyjacielem, dupku – odparła Lily i stanęła przed obrazem Grubej Damy. I wtedy sobie przypomniała, że nie zna hasła…
- A może kimś więcej, co Evans? Może lubisz takich obleśnych facetów? Rogaczu mam receptę dla ciebie na zdobycie lodowatego serduszka Evans, przestań myc włosy! – zawołał Black, dumny ze swojej dedukcji.
- Łapooo – jęknął Potter. Doskonale wiedział, że rozmowy dotyczące Snape’a zawsze kończą się tak samo – kłótnią lub nawet rękoczynami.
- Merlinie, Black, jesteś taki pusty! – krzyknęła Lily i ze zdenerwowania tupnęła nogą. Co było całkiem słodkie – uznał James i spróbował załagodzić sytuację.
- Przestańmy mówić o Snape’ie – powiedział i dodał – Lily, obiecuję ci, że zostawimy go w spokoju w tym roku – spojrzał na zdziwioną dziewczynę.
- Co?! – krzyknął Syriusz, ale zamknął się, gdy dostał łokciem między żebra.
- Mówisz serio, Potter? – zapytała rudowłosa, patrząc na bruneta z pewnym szacunkiem (?).
- Oczywiście, że tak – odparł zadowolony ze swojego planu brunet – Nawet się do niego nie zbliżę, oraz nie będę o nim wspominał – dodał, widząc rysujący się na ślicznej twarzy rudowłosej, szok.
- Jeżeli tak… - powiedziała i dodała po chwili zastanowienia – Ale pewnie coś za to chcesz?
James spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.
- Randka z tobą byłaby całkiem niezłym wynagrodzeniem, ale nie, nic nie chcę – odparł i usłyszał głośne westchnięcie Łapy. Cóż, przyjaciel jeszcze nie znał jego genialnego planu…
- Och – westchnęła zaskoczona dziewczyna – No, ee… Dzięki, Potter – wymamrotała i spojrzała na uśmiechniętą Dorcas.
- Znacie hasło? – zapytała brunetka, spoglądając na nadal pusty korytarz.
- Jasne, Remus nam powiedział. Lukrecja – odparł Syriusz, zwracając się do Grubej Damy. Portret uchylił tajemne przejście i po chwili cała czwórka stała w Pokoju Wspólnym.
- To… dobranoc – powiedziała Lily, nieświadomie uśmiechając się lekko do kolegów.
- Dobranoc, Lily – odparł James i udał się za przyjacielem do dormitorium.
***
- Mów Rogaczu, co to za plan! – rozkazał Syriusz po przekroczeniu drzwi od huncwockiego dormitorium.
- Całkiem prosty Łapo – odparł James, rozwalając się na łóżku – Słabym punktem Lily jest niestety Smarkerus. Przez to, że ciągle go dręczymy, co jest zajęciem świetnym, ale cóż, totalnie obniżającym moje szanse u słodkiej Evans… Więc drogi przyjacielu, przy Lily nie wspominamy o osobie Nietoperza, olewamy go zupełnie. A gdy ładne, zielone oczka Lily nie będą widzieć, my po cichutku jak te ninja, dopadniemy Śmiecierusa i trochę go podręczymy.
Syriusz Black spojrzał na przyjaciela.
- Rogaczu, jesteś genialny! Smarkerus nie poskarży się Evans, bo ona go olewa… I nie będziemy go ponizać przy innych, to zostanie naszą słodką tajemnicą… Geniusz! – zawołał Łapa i przybił kumplowi piątkę.
- Będę ideałem, zacznę chodzić do biblioteki, niby żeby się uczyć, ale tak naprawdę podrywać Lily, stanę się pomocny, szarmancki, oraz co ona tam jeszcze pragnie... Trzeba będzie wybadać Meadowes – powiedział James i spojrzał z nadzieją na przyjaciela.
- Że niby ja? – zapytał Syriusz i podrapał się po głowie – Dorcas jest niezła, naprawdę ładna, ale jest w drużynie…
- Łapo, nie każę ci jej podrywać! Ani tym bardziej przelecieć… – powiedział zirytowany Potter – Pogadaj z nią, powiedz że chcesz mi pomóc, bo jestem taki biedny, nie wiem co mam robić, a szaleję za Evans już tak długo... Dziewczyny lubią takie banały, dobrze to wiesz - dodał i ruszył do łazienki.
Syriusz Black został sam ze swoimi myślami.
A myślał on, o długich nogach pewnej brunetki…
***
- Lily, nie cieszysz się? – zapytała Dorcas, spoglądając na przyjaciółkę – James obiecał ci coś, o co walczyłaś od paru lat!
Zielonooka spojrzała na zmywającą makijaż brunetkę.
- Myślę, że on coś knuje… - odparła i usiadła na łóżku.
- Lily, ty i te twoje teorie spiskowe! – krzyknęła Dorcas, wyrzucając do kosza brudne waciki – Może kapitan w końcu wydoroślał? Przyznaj, byłaś miło zaskoczona!
- Oczywiście, że tak, Dorcas – odparła Lily i westchnęła – Tylko nie mogę mu tak od razu uwierzyć, Dor, to największy krętacz w szkole!
- Oj tam, oj tam – powiedziała Dor – James nie jest złym człowiekiem, Lily.
Zamyślona rudowłosa położyła się na łóżku.
- Nie mam pojęcia jakim on jest człowiekiem – odparła. Tak naprawdę nie znała Jamesa Pottera…



Rozdział 2

2 września 1977
Rudowłosa z niechęcią otworzyła oczy. No, ale kto byłby chętny do wyjścia z ciepłego łóżka, żeby iść na lekcje? Nikt. No, może oprócz Remusa Lupina i Mary MacDonald…
- Siódma – wyszeptała spoglądając na zegarek. Spojrzała na śpiące współlokatorki i cicho przemknęła do łazienki.
***
- Plany – powiedziała profesor McGonagall, rozdając swoim uczniom nowe plany lekcji. Spojrzała z niesmakiem na rozwalonego przy stole Syriusza Blacka i głośno chrząknęła.
- Panie Black, nie siedzi pan w pubie, proszę się wyprostować i prezentować jak na ucznia Hogwartu przystało – powiedziała i podała plan lekcji pannie Evans.
- Właśnie, Black, mógłbyś chociaż zapiąć koszulę – powiedziała Lily, spoglądając z niesmakiem na rozchełstane ubranie arystokraty.
- Evans, pewnie nie widziałaś na własne oczy torsu faceta, hm? – odparł Syriusz zaczepnie, ale zapiął parę guzików.
- Syriuszu, oczywiście, że Lily widziała! – odparła Dorcas, jak zawsze gotowa do obrony przyjaciółki – Andrea gdy kosił trawnik u państwa Evans, zawsze chodził bez koszulki… - dodała rozmarzona i lekko westchnęła.
- Ooo, tak – dodała Lily, uśmiechając się do przyjaciółki – A pamiętasz jak poszliśmy na basen? Andrea ma świetne mięśnie… Chcecie zobaczyć zdjęcie? – zapytała, wyjmując z torebki portfel i podała zmieszanemu Blackowi zdjęcie.
- Ekhm… - wykrztusił Łapa, widząc na zdjęciu cóż, bardzo przystojnego chłopaka – Rogaczu, lepiej nie patrz – wyszeptał, ale brunet już mu wyrwał fotografię.
- Cholera – powiedział James, spoglądając na zdjęcie.
- Andrea to ideał… - powiedziała Dorcas i wyrwała koledze zdjęcie – Szkoda, że ma dziewczynę, gdyby nie Isabella, od razu bym go wyrwała – dodała.
Lily roześmiała się i schowała zdjęcie roznegliżowanego chłopaka do portfela.
Spojrzała w końcu na plan lekcji i porównała go z tym Dorcas.
- Ech, mamy razem tylko Zielarstwo i Eliksiry! – westchnęła żałośnie.
- No, Evans, zapewne się ucieszysz – powiedział Black, porównując plan Evans i swój – Ale masz taki sam plan zajęć jak ja i Rogacz – dodał i od razu uśmiechnął się, widząc przerażenie rysujące się na twarzy rudowłosej. Lubił ten widok.
- Chcesz zostać Aurorem? – zapytał James, dowiadując się czegoś nowego o ukochanej. Tak swoją drogą kto by pomyślał, Lily - Auror? W końcu przedmioty wybrane przez pannę E pasują tylko do kariery Aurora…
- Tak, chcę – odparła Lily przez zęby i wyrwała plan z paluchów Syriusza – To będzie ciężki rok…
James Potter uśmiechnął się. Wcale nie będzie ciężki, to będzie rok jego triumfu, zakończony związkiem, być może małżeńskim z panną Evans. Już niedługo Evans… Przynajmniej taką miał nadzieję.
***
- Naprawdę? Za jakie grzechy? – zapytała Lily, gdy obok niej usadził się Potter i Black. Dla uściślenia – dookoła niej.
- Od razu za grzechy… - westchnął Syriusz i puścił oko do rozchichotanych Puchonek – Inne ci zazdroszczą, Evans. Doceń to – dodał, spoglądając na mizdrzące się dziewczyny.
- Taa, nie wątpię – odparła dziewczyna i wyjęła z torby podręcznik, stos pergaminu i kałamarz – Cholera Potter, przestań się o mnie ocierać – warknęła, gdy po raz któryś została potrącona przez bruneta.
- Przepraszam – odparł chłopak i spojrzał na zarumienione policzki dziewczyny. Ciekawe…
- Witam, tą nieliczną grupkę uczniów, która postanowiła kontynuować Obronę przed Czarną Magią! – powiedział profesor Galbraith spoglądając na piętnaścioro uczniów – Zaczniemy od przeczytania pierwszego rozdziału, omówimy go i przejdziemy do praktyki…
***
- Jak było? – zapytała Dorcas, gdy spotkały się z Lily pod szklarnią numer trzy.
- Normalnie, OPCM w tym roku będzie ciekawe – odparła Lily i spojrzała na zachmurzone niebo. Pogoda w Szkocji była brzydka i  niestety było zimno.
- Och, wiesz, że nie o to pytałam – powiedziała Dorcas, pocierając zmarznięte dłonie – Pytałam o Huncwotów – dodała szeptem, spoglądając na gadających z Frankiem Longbottomem brunetów i Remusa.
- Było… - zaczęła panna E, spoglądając dyskretnie na chłopaków – Całkiem normalnie, o dziwo. Nie gadali, nie dokuczali mi… Notowali – dodała, lekko zdziwiona tym ostatnim.
- Hm – westchnęła Dorcas – Widzisz, może nie będzie tak źle? Zawsze fajniej mieć kogoś znajomego na zajęciach, niż samych nierozgarniętych Puchonów – zażartowała.
- Taa – odparła Lily, poprawiając spadający pasek torby – Chodź, Sprout już wpuszcza…
***
- Witajcie moi drodzy! To będzie naprawdę interesujący rok, biorąc pod uwagę rośliny z którymi będziemy mieć do czynienia… – zaczęła profesor Sprout, spoglądając na uczniów – Ale najpierw dobierzcie się w pary – dodała.
W szklarni zapanował istny harmider. Uczniowie zaczęli się przepychać aby znaleźć swoją parę, czyli dobrego znajomego, lub przyjaciela, byle nie wylądować w parze z „nierozgarniętym Puchonem”. A Puchoni, cóż, dobierali się w pary między sobą.
- Dorcas? –zapytała Lily, ale zauważyła, że przyjaciółka została odciągnięta przez rozgadanego Syriusza.
- Cholera – westchnęła, spoglądając na uśmiechniętego Pottera. Cóż, tylko oni jeszcze nie mieli pary, więc niestety dla panny Evans, a „stety” dla pana Pottera, nią zostali.
- Dobrze kochani, dzisiaj będziemy przesadzać tojad! – powiedziała nauczycielka wskazując na doniczki z niepozorną rośliną – Jednak proszę was o ostrożność, tojad jest trujący, przyjęcie do organizmu nawet niewielkiej jego ilość prowadzi do torsji, złego samopoczucia i innych nieprzyjemnych dolegliwości… Mam nadzieję, że jesteście na tyle dorośli, żeby uważać, przy przesadzaniu – mówiła nauczycielka, chodząc po klasie i każdej parze dając doniczkę z rośliną.
- Więc, partnerko, zaczynamy? – zapytał James z uśmiechem i już miał chwycić roślinę…
- Merlinie, Potter, czy ty czasem słuchasz nauczycieli? Rękawice załóż – powiedziała Lily, chwytając za dłonie bruneta, znajdujące się prawie na trującej roślinie. Ten uśmiechnął się lekko i wyjął z kieszeni szaty rękawice.
Tak naprawdę James Potter bardzo dobrze znał Lily. Wiedział, że dziewczyna jest troskliwa i nie pozwoli, żeby dotknął gołymi rękoma trującą roślinę. Dzięki temu, mógł chociaż przez chwilę poczuć jej dłonie na swoich… Tak, James Potter, czuł się w tej chwili zarówno żałośnie, z powodu tego wybiegu, ale też miło. Evans miała bardzo delikatne rączki…
***
- Remusie, kontynuujesz Numerologię? – zapytała Lily, grzebiąc w swoim talerzu.
Właśnie zaczął się obiad i o dziwo, oprócz Remusa siedzącego przy stole nie było nikogo znajomego. No, może oprócz Mary i Alicji, ale te dwie współlokatorki Lily i Dorcas, lubiły siedzieć same, no, albo z Frankiem, chłopakiem Alicji.
- Tak, żałuj, że ją skończyłaś, ten rok będzie bardzo interesujący – odparł blondyn, odkładając czytaną książkę na stół – Widzę, że udało ci się przeżyć wspólne lekcje z Jamesem i Syriuszem? – zagadał chłopak, zresztą tak jak było w planie. („Wiesz wybadaj sytuację” – poprosił Rogacz).
- Taak, nawet nie było tak źle… - odparła zamyślona rudowłosa – Jestem tym lekko zdziwiona, w tamtym roku zachowywali się zupełnie inaczej. Chociaż Black nadal rzuca głupie teksty, ale Potter… Hm, to dziwne, ale wydaje mi się odrobinkę dojrzalszy – dodała zawstydzona. Nie chciała tego mówić na głos!
Remus uśmiechnął się lekko.
- Ooo tak, James bardzo wydoroślał przez te wakacje – powiedział tak, jak było zaplanowane – Wiesz, jego mama spędziła jakiś czas w Mungu, bardzo się o nią martwił…
Lily spojrzała ze zdziwieniem na blondyna.
- A co jej dolega? – zapytała. Lily wiedziała, że pani Potter  była starsza od wszystkich innych matek uczniów. Potter kiedyś wspominał, że był późnym i bardzo wyczekiwanym dzieckiem. Pewnie to tłumaczyło jego zachowanie, był rozpieszczonym do granic przyzwoitości jedynakiem.
- Okazało się, że nic poważnego, ale tata Jamesa i Rogacz nieźle świrowali – odparł Remus, spoglądając na zmartwioną rudowłosą.
- To przykre – wyszeptała i spojrzała na zbliżającą się trójkę chłopaków i Dorcas – Może lepiej nie zdradzajmy, że coś mi mówiłeś na ten temat, ok?
Remus skinął głową i na powrót zajął się swoją książką. Jak to się dzieje, że przyjaciele zawsze wkopują go w jakieś niecne plany? Ale Lunatyk chciał, żeby w końcu ta dwójka była razem! Byli jego przyjaciółmi, a on pragnął dla nich szczęścia. Czyli tego, czego sam miał nigdy nie zaznać…
***
- Dorcas, idę do biblioteki, idziesz ze mną? – zapytała Lily, wkładając do torby spore ilości pergaminu.
- Lily, błagam cię, pierwszy dzień zajęć, a ty już lecisz do biblioteki?! – zapytała Meadowes i zarzuciła włosami – Nie idę, poczytam książkę w wygodnym łóżku – dodał, wskazując na nowe romansidło.
- Nie dam ci spisać wypracowania z Eliksirów – zagroziła zielonooka i z uśmiechem wycofała się z dormitorium.
Szybkim krokiem ruszyła do swojego jednego z ulubionych miejsc w Hogwarcie.
***
Po przekroczeniu progu biblioteki, zwyczajowym zaciągnięciu się zapachem starych ksiąg i znalezieniu odpowiedniej lektury, Lily zaczęła szukać wolnego miejsca przy stolikach stojących przy oknie. W pewnym momencie stanęła jak zamurowana.
- Co ty tu robisz? – zapytała szeptem, podchodząc do dwuosobowego stolika, zajętego przez Jamesa Pottera.
Brunet, udając zdziwienie podniósł głowę znad książki i się uśmiechnął.
- Uczę się – odparł spokojnie.
Lily uniosła brwi i usiadła przy stoliku. Była w niezłym szoku, w końcu żaden z Huncwotów do biblioteki się nie zapuszcza, a już na pewno nie Potter, czy Black!
- To pouczymy się razem – stwierdziła kładąc księgę od Eliksirów – Nigdy cię tu nie widziałam. Z waszej czwórki tylko Remus przesiaduje w bibliotece, no i czasem Peter, jak już jest zagrożony…
James uniósł twarz znad książki.
- Postanowiłem poważnie potraktować ten rok – powiedział, udając zaangażowanie i próbując się nie roześmiać.
Zaskoczona rudowłosa zaczęła przyglądać się twarzy chłopaka. Wyglądał jakby mówił prawdę…
- Czego się uczysz? – zapytała, zdziwiona swoim zachowaniem. Nigdy nie gadała w bibliotece, zazwyczaj znikała zaaferowana za książkami i pochłaniała wiedzę, albo coś notowała.
- Eliksirów – odparł chłopak, doskonale wiedząc, że rudowłosa uwielbia ten przedmiot.
- Oo – powiedziała Lily i przysunęła się z krzesłem bliżej do stolika, niechcący uderzając kolanem o kolano chłopaka – Przepraszam – wybąkała, lekko się rumieniąc.
James uśmiechnął się z satysfakcją i zaczął udawać, że czyta książkę.
Tak naprawdę gratulował sobie w myślach swojego doskonałego planu. Evans w tym roku ulegnie! To więcej niż pewne…
***
Dorcas Meadowes siedziała sama w dormitorium i próbowała skupić się na czytanej powieści. Był całkiem ciekawy moment, lecz niestety przeszkadzały jej dwa papierowe ptaszki, które latały nad jej głową.
- Black – wysyczała i złapała jeden.
„Dorcas, zejdź do Wspólnego, musimy pogadać. S.B” – przeczytała.
Od rana Syriusz Black próbował porozmawiać z dziewczyną, oczywiście aby wypełnić plan swojego druha, Rogacza.
Dorcas spojrzała na napoczętą książkę i kolejnego ptaszka, latającego nad głową.
Poprawiła włosy i zbiegła po schodach do pokoju wspólnego Gryfonów.
- Czego chcesz? – zapytała, stojącego obok wejścia do dormitoriów dziewcząt, Syriusza.
- Przejdźmy się – odparł lakonicznie chłopak i pociągnął zaskoczoną brunetkę w stronę wyjścia z Wieży.
- Możesz mi powiedzieć, gdzie idziemy? – zapytała Dorcas, spoglądając na zamyślonego chłopaka.
- Och, przepraszam, byle gdzie – odparł na co dziewczyna zmarszczyła czoło. Zupełnie nie wiedziała o co mu chodzi!
- Widzisz Dorcas, nie chcę żebyś sobie coś pomyślała… - zaczął chłopak spoglądając na zaintrygowaną brunetkę – Chodzi o Jamesa i Evans.
- Lily – poprawiła odruchowo Dorcas.
- Tak, Lily – odparł Syriusz i usiadł na schodach obok dziewczyny – Widzisz, Rogacz, to jest James, poprosił mnie, żebym cię trochę wypytał o Lily. Co lubi, jakich facetów lubi, kwiatki, książki, takie sprawy… - dodał.
Dorcas szeroko otworzyła oczy.
- Dobra, powiedz mi prawdę, James serio kocha Lily? – zapytała, oczywiście żeby się upewnić. Jej romantyczna dusza od samego początku jej to podpowiadała. I tak swoją drogą, jaki normalny facet marnowałby tyle czasu na jedną dziewczynę? Tylko ten zakochany do szaleństwa.
- Myślisz, że bawił by się tak od dwóch lat, gdyby nic do niej nie czuł? – zapytał Syriusz, unosząc brew.
- Więc… - zaczęła brunetka – Masz pergamin i pióro? Lepiej zacznij notować…
Zdziwiony chłopak wyciągnął różdżkę i przywołał z dormitorium odpowiednie instrumenty.
- Lily uwielbia stokrotki i niezapominajki, lubi kolor zielony oraz czerwony, w przyszłości chce…
***
- Było miło, prawda? – zagaił James, gdy razem z Lily wracali z biblioteki.
Było już po dwudziestej, więc spędzili razem na nauce ponad dwie godziny.
- Tak, było… miło – wykrztusiła rudowłosa, dziwiąc się, że potwierdziła iż w towarzystwie Pottera może być miło.
- Naprawdę mi pomogłaś z tym eliksirem Wiggenowym, ciągle mi się wydawało, że płatki ciemiernika, trzeba dodać po korze, a jest na odwrót… - powiedział James i uśmiechnął się do swojej towarzyszki.
- Przecież tak jest napisane w każdym podręczniku – odparła zdziwiona rudowłosa – Może masz za słabe okulary? – zażartowała, żeby nie wyjść na czepialską.
- Nie, widzę cię całkiem wyraźnie – odparł chłopak, bezwiednie poprawiając sobie spadające szkła.
- Wiesz, że mugole wymyślili takie operacje oczu, po których nie trzeba nosić okularów? – zapytała Lily. Uwielbiała czytać medyczne periodyki. Może jednak powinna się zdecydować na karierę Uzdrowiciela?
- Serio? – zapytał zdziwiony Potter. Czego to ci mugole nie wymyślą…
- Tak, nazywa się to operacją laserową – odparła Lily i spojrzała na twarz chłopaka. Ciekawe jakby wyglądał bez okularów? I ten, jakby czytał jej w myślach ściągnął okrągłe szkła.
- Myślisz, że bez nich wyglądam przystojniej? – zażartował, patrząc na rozmazaną sylwetkę dziewczyny.
Lily głośno wciągnęła powietrze. Nawet ona, w końcu musiała zauważyć, że James Potter, jest niewątpliwie bardzo przystojnym chłopakiem. A bez okularów…
- W okularach jest dobrze – odparła szybko i stanęła przed obrazem Grubej Damy – Lukrecja – dodała i weszła do środka.
James z satysfakcją założył okulary.
Taaak, już niedługo! – pomyślał i wszedł do pokoju wspólnego.



Rozdział 3

6 września 1977
Pierwszy tydzień zajęć minął Lily niespodziewanie szybko. Po zajęciach najczęściej udawała się do biblioteki, do której o dziwo, wcześniej przychodził James Potter. I tak zazwyczaj lądowali przy jednym stoliku, tym najbardziej na uboczu, i uczyli się.
Jamesowi chwile z rudowłosą sprawiały wielką frajdę. Po pierwsze mógł siedzieć bardzo blisko dziewczyny, a po drugie mógł na nią patrzeć, bez ukrywania się z tym, lub tym bardziej pod czymś – jak na przykład pod peleryną niewidką.
W poprzednich latach James spędził niezliczoną liczbę godzin, ukrywając się pod peleryną niewidką aby obserwować rudowłosą. Naprawdę lubił to robić, i komentarze Łapy w stylu „To prześladowanie”, „Nękanie”, „Śledzenie”, zupełnie go nie ruszały. W końcu musiał mieć pewność, że nikt mu nie zgarnie rudej piękności sprzed nosa. Chociaż musiał przyznać, że Evansówna była bezlitosna. Każdego absztyfikanta odprawiała z kwitkiem, co cieszyło bruneta. Żył nadzieją, że odprawia ich wszystkich, ponieważ czuje coś do niego… Jednak najbardziej wkurzały go chwile spędzane ze Smarkerusem. Jak Lily mogła się przyjaźnić z kimś takim? Dobrze, że na piątym roku powiedział co tak naprawdę o niej sądzi!
- Jesteś świetną korepetytorką – powiedział James, gdy wracali do Wieży Gryffindoru piątkowego wieczoru. Kto by pomyślał, James Potter, Huncwot, spędzał piątkowy wieczór w bibliotece! Taak, wszyscy biblioteczni kujoni, byli zdziwieni jego widokiem w ich pieczarze, jednak po pięciu dniach się przyzwyczaili.
- Dzięki – odparła wdzięcznie zarumieniona zielonooka – Jesteś naprawdę pojętny, myślę, że będziesz dostawał lepsze oceny u Slughorna – dodała Lily.
- Na pewno nie lepsze od ciebie – odparł chłopak skromnie – A może uwarzymy razem jakiś eliksir? – zaproponował James.
Lily spojrzała na niego spod przymrużonych powiek.
- Aż tak polubiłeś Eliksiry? – zapytała z nikłym uśmiechem.
- Jasne – odparł brunet, chociaż pomyślał, że woli śliczną korepetytorkę…
- A jaki eliksir chciałbyś uwarzyć? – zapytała dziewczyna, w myślach wyliczając sobie w miarę proste i fajne wywary.
- Felix Felicis – odparł chłopak.
Lily spojrzała na niego niepewnie.
- Wiesz, on jest bardzo skomplikowany… Nawet nie wiem, czy dostalibyśmy wszystkie składniki – powiedziała i zmarszczyła czoło – Tak właściwie, dlaczego ten?
James spojrzał na nią z uśmiechem.
- Może gdybym miał to płynne szczęście, w końcu zgodziłabyś się na randkę – odpowiedział i ucieszył się na widok rumieńców wypływających na blade policzki Lily.
***
- Przejdziemy się po błoniach? Jest taka ładna pogoda! – zaproponowała Dorcas, gdy razem z Lily kończyły śniadanie.
- Jasne, napisałam wszystkie wypracowania w tygodniu, więc możemy się zrelaksować – odparła rudowłosa i podniosła się z krzesła. Wyszły z Wielkiej Sali i skierowały się w stronę jeziora.
- Panowie, ruszamy za koleżankami? – zapytał Łapa, spoglądając na drzwi za którymi zniknęły zgrabne nogi Meadowes. I oczywiście cała jej reszta, równie atrakcyjna co odnóża…
- Jasne, że tak – odparł szybko James i spojrzał na Remusa – Lunatyku, Glizdogonie, idziecie?
Remus spojrzał na dopiero co napoczęte śniadanie i pokręcił głową.
- Muszę przypilnować dwóch pierwszorocznych, mają pierwszy szlaban – odparł.
- A ja idę do kuchni, skrzaty miały mi przygotować lasagne według przepisu mojej mamy – powiedział Peter i zatarł tłuste dłonie z radości. Jego mama robiła boską lasagne, ale znając umiejętności zamkowych skrzatów, może być jeszcze lepsza!
Łapa skrzywił się lekko na te rewelacje i ruszył za Jamesem.
- To chyba dobry moment na wręczenie kwiatków – powiedział, spoglądając pod nogi.
Na pokrytej rosą trawie rosło mnóstwo białych kwiatuszków.
- Dobry pomysł, Łapo – odparł James i przykucnął. Uzbierał spory bukiecik kwiatków – Jakieś takie liche – skomentował widok bukietu.
- Meadowes powiedziała, że Evans uwielbia stokrotki i niezapominajki, ciesz się, że jest taka mało wymagająca, bo róż, czy innych, ładniejszych chwastów byś tu nie uświadczył – odparł arystokrata i ruszył pewnie w stronę jeziora, nad którym siedziały dwie roześmiane dziewczyny.
- … i wtedy Vernonowi pękły spodnie! Wyobrażasz sobie ten widok? – zapytała Lily, szaleńczo się śmiejąc.
- On jest okropny, jak Petunia może się z nim spotykać? – odparła Dorcas, ocierając załzawione od śmiechu oczy – Ooo – dodała, widząc dwóch chłopaków stojących obok ich drzewa.
- Witam, śliczne koleżanki – powiedział Syriusz Black, szarmancko całując dłonie koleżanek – Mamy dziś piękną pogodę, nieprawdaż? – zapytał, figlarnie puszczając oko do Meadowes.
- Prawdaż… - odparła Dorcas i wesoło się roześmiała – To znaczy prawda, jest naprawdę ciepło!
Lily uśmiechnęła się i spojrzała na Pottera, męsko dzierżącego mały bukiecik stokrotek.
- Dla ciebie – powiedział spięty, podając jej kwiatki. Trochę bał się reakcji zielonookiej.
Lily lekko zmarszczyła czoło i przyjęła kwiatki.
- Skąd…? – zapytała i zarumieniła się wdzięcznie – Dziękuję – wyszeptała – Uwielbiam stokrotki – dodała szybko, aby wytłumaczyć swoją niecodzienną reakcję.
James uśmiechnął się, widząc zmieszanie dziewczyny, i gdy się na niego nie wydarła, ani nie zaczęła warczeć, uznał, że może się dosiąść.
- Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzamy? – zapytał Syriusz, puszczając piękną „kaczkę” po wodzie.
- Nie – odparła Dorcas, tajemniczo się uśmiechając i spoglądając na Jamesa i Lily – Tak sobie gadałyśmy o Vernonie.
- A kto to jest Vernon? – zapytał James, przeklinając w myślach, że niedokładnie podsłuchiwał.
- Vernon to chłopak Petunii, mojej siostry – odparła Lily, wkładając sobie skromny bukiecik do kieszonki koszuli i poprawiła go czule – A właściwie narzeczony.
- Taa, miałam przyjemność poznać Vernona – powiedziała zniesmaczona Dorcas – Jest grubym palantem – dodała.
Lily zaśmiała się lekko i spojrzała na iskrzącą się wodę.
- Vernon jest… jedyny w swoim rodzaju – skończyła po chwili namysłu – Ciągle gada o świdrach…
- Świdrach? – przerwał Syriusz, marszcząc czoło – Co to takiego?
- Takie mugolskie narzędzie, służące do wiercenia, jakiś dziur, czy czegoś tam – odparła niedbale Lily i wyprostowała podkurczone nogi – Jego ojciec ma fabrykę tych świdrów, Petunia jest tym podekscytowana, bo wie, że kiedyś przejdzie ona na Vernona – dodała i skrzywiła się, gdy zdała sobie sprawę, że przedstawiła siostrę jako zwykłą materialistkę.
- Więc leci na kasę? – zapytał Łapa – Jak każda… - dodał ze znawstwem.
- Oo, przepraszam, ja z pewnością na kasę nie lecę! – odparła oburzona Lily – Gdybym leciała na kasę, to już bym planowała ślub z Potterem – dodała sarkastycznie.
James obrzucił wkurzonym spojrzeniem Syriusza i lekko się uśmiechnął.
- Jeżeli przeszkadzają ci pieniądze, to mogę się wyrzec mojej skrytki w Gringottcie – powiedział spoglądając na rudowłosą.
- Przecież mi nie o to chodziło! – odparła zdenerwowana Lily i otrzepując spódniczkę z piasku dodała – W ogóle mnie nie obchodzą twoje pieniądze, ani inne rzeczy, bo nic mi do tego.
Spojrzała na Dorcas i ruszyła w stronę zamku.
- Lil, co to było? – zapytała Dorcas, spoglądając na zdenerwowaną przyjaciółkę.
- To… Nie wiem, wkurzył mnie! Zrzeknie się dla mnie swojej skrytki, pfff! Bohater! – odparła wzburzona rudowłosa.
- Wiesz Lil, to było całkiem miłe. Chyba chciał ci pokazać, że wiele dla niego znaczysz, więcej niż pieniądze… - powiedziała Dorcas, na co Lily się zatrzymała.
- Tak myślisz? – zapytała i spojrzała niepewnie w stronę jeziorka.
Taak, panna Evans miała rozbudowane poczucie niesprawiedliwości. Nie lubiła nikogo źle traktować, od razu czuła się źle i chciała osobę skrzywdzoną przeprosić. Oczywiście rzadko to działało w przypadku Pottera, ale teraz czuła się naprawdę paskudnie. Jak zwykle jej wybuchowość zadziałała pierwsza.
- Tak myślę – potwierdziła Dorcas – James na pewno poczuł się urażony, niepotrzebnie się uniosłaś.
Lily zagryzła dolną wargę i szybko ruszyła z powrotem w stronę jeziora.
***
- Cholera, Łapo, nie wiesz, że przy dziewczynach nie porusza się tematów stricte finansowych? – zapytał James i wkurzony kopnął kamyk do wody.
- Oj tam, lepiej pomyśl, co tej rudej wiedźmie odbiło! Ty jej mówisz, że jest dla ciebie więcej warta niż twoja skrytka, a nie ukrywajmy, jest ona spoooro warta, a ona się obraża… Rude to i dziwne.
James pokręcił głową ze zrezygnowaniem i ruszył do zamku.
- Potter, przepraszam! – powiedziała Lily, stając obok bruneta – Coś mi odwaliło, przepraszam.
Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- No nie wiem, zraniłaś mnie – odparł, zakładając ręce na torsie. Czyli tak zwana postawa – „foch… Nie, nie wybaczę ci tak łatwo”. Trochę dziewczyńska, nie?
Lily zamyśliła się.
- Więc może… Ech, no może – zaczęła się plątać i głupio rumienić – Cholera, dobra, mogę iść z tobą na randkę!
Brunet uniósł brwi i uśmiechnął się, uśmiechem leniwego kociska, które doskonale wie, że wygrało. I dostało pełną michę mleka, no, ale w tym przypadku wyczekiwaną od paru lat randkę…
- Chcesz iść ze mną na randkę, bo myślisz, że czuję się skrzywdzony tym co powiedziałaś? – zapytał dla pewności.
Rudowłosa pomyślała i kiwnęła głową.
- Więc… - zaczął Potter, spoglądając na zaczerwienione lico panny E – Pierwsze wyjście do Hogsmeade, kawiarnia pani Pooditfoot – zadecydował.
Lily przewróciła oczami na to oczywiste miejsce (każdy był tam na randce. No prawie każdy, panna E nie była…) i skinęła głową.
***
- Poleciałaś, Lily – powiedziała Dorcas, gdy usłyszała, że jej przyjaciółka zgodziła się na randkę, a tak właściwie sama ją zaproponowała – Mogłaś go tylko przeprosić i było by po sprawie – dodała, spoglądając na bladą rudowłosą, która w końcu zdała sobie sprawę z tego co zrobiła.
- Wiem, Dorcas – jęknęła, gdy szły po schodach w kierunku Wieży – Nie wiem co mi odbiło, ale miał taką minę… Skrzywdzoną – dodała i zamyśliła się.
- Hm, no dobra, ważne, że pierwszy raz go przeprosiłaś za swoje głupie zachowanie – odparła brunetka i głośno się zaśmiała z oburzonej miny przyjaciółki – Taka prawda Lily, często sama prowokowałaś kłótnie, dobrze o tym wiesz!
- Może masz rację… - stwierdziła – Wiesz, w tym roku Potter jest naprawdę… No, jakiś inny. Uczy się, ostatnio w bibliotece pomógł Krukonce z pierwszego roku, jakiś trzecioroczny jej dokuczał, a on go postraszył! Nawet pomógł pani Pince ułożyc podręczniki na półce! To dziwne…
Uśmiechnięta Dorcas spojrzała na Lily.
- Mówiłam ci, że kapitan nie jest taki zły. Za często słuchałaś podszeptów Snape’a – powiedziała brunetka – Lukrecja – dodała, gdy stanęły przed wejściem do pokoju wspólnego.
- Chyba tak – odparła Lily, przypominając sobie te wszystkie komentarze Severusa dotyczące Huncwotów. Oczywiście, wszystkie były negatywne, a najczęściej obraźliwe.
Dziewczyna zaczęła myślec. Owszem, Huncwoci często robili szalone dowcipy innym uczniom, ale nigdy nie były one krzywdzące. Zazwyczaj wywoływały one dużo śmiechu i radości. Tylko ona, Lily się nie śmiała, bo widziała wykrzywione wargi Severusa i jego karcący wzrok.
***
- Mam randkę z Evans! – to były pierwsze słowa Jamesa, skierowane do przyjaciół po przekroczeniu progu dormitorium.
- Co? – powiedział Remus, który właśnie wrócił z okropnego szlabanu, z jeszcze okropniejszymi pierwszorocznymi. Z roku na rok te dzieciaki są coraz gorsze…
- Wiedziałem, że ci się w końcu uda! – pisnął Peter znad sterty słodyczy, przysłanych przez matkę.
- Ale jak? – zapytał Remus, dziwiąc się tak szybkiej akcji. W końcu minął dopiero pierwszy tydzień szkoły! Myśleli, że plan zajmie im przynajmniej z dwa miesiące, a tu takie szybkie postępy? – Na pewno mówimy o randce z Lily Evans?
- Lunatyku, Evans miała wyrzuty sumienia, bo niesprawiedliwie potraktowała Rogacza. To randka z litości i poczucia winy – odpowiedział Syriusz, rzucając się na łóżko i wygrzebując spod niego najnowsze „Motocykle”, mugolskie pisemko o jego największej pasji – motorach.
- Ej, no – powiedział James, zabierając Peterowi dwa kociołkowe pieguski – Nieważne jak, ważne, że pierwsze w tym roku wyjście do Hogsmeade będzie nasze i zaowocuje w nasz przyszły związek małżeński i gromadkę dzieci – dodał, pożerając ciastko – Lily będzie świetną matką – dodał z pełną buzią.
Syriusz spojrzał na przyjaciela z niedowierzaniem.
- Już planujesz dzieci? Rogaczu, a gdzie upchniesz naszą wyprawę motocyklową po Europie? – zapytał zirytowany. Bo przecież już wszystko było omówione! Co z tego, że jeszcze nie mieli motocykli? Kupią.
- Lily pojedzie z nami – odparł James, czym wywołał radość u przyjaciół. Jakoś żaden z nich, nie mógł sobie wyobrazić panny Evans na motocyklu…
- Śmiejcie się – burknął James, kładąc się na łóżku i wyobrażając sobie Lily w obcisłym stroju, najlepiej skórzanym, przy motorze. Wizja godna głębszych przemyśleń pod prysznicem…
- Nie no, nie obraź się stary, ale Evans na motorze? To jak ja w bibliotece, nie do wyobrażenia! – zawołał Syriusz i wyrwał z środka pisma plakat z najnowszym modelem Hondy.
- Może zmieńmy temat – powiedział Remus, widząc malujące się oburzenie na twarzy Jamesa.
- Tak, wymyślmy jakiś nowy, genialny dowcip… I najlepiej wykonajmy go dyskretnie, bo Evans nigdy nie zasiądzie z Rogaczem na tym motocyklu… - odparł Syriusz i głośno krzyknął, gdy dostał jamesowym butem w kolano.
***
- Co się tam dzieje? – zapytała Dorcas, spoglądając na tłum podekscytowanych Gryfonów, przy tablicy ogłoszeń.
- McGonagall wywiesiła datę pierwszego wyjścia do Hogsmeade – odparła Lily i próbowała nie reagować na szaleńcze machanie Blacka.
- Evans, 15 października! – wydarł się na cały pokój i wskazał palcem najpierw na Jamesa, potem na Lily, a następnie na tablicę.
Evans przewróciła oczami i wróciła do czytanej książki. Oczywiście, nie chciała dać po sobie poznać, że to ją cokolwiek obchodzi.
A prawda była zgoła inna – Lily w tej chwila poczuła zaniepokojenie. Bo co będzie, jeżeli Potter tak naprawdę ani trochę się nie zmienił i jest to jego jakiś dziwny, perfidny dowcip?
Nie no, Potter nie jest podły – pomyślała Lily - Chyba.
Zupełnie go nie znała i to tak naprawdę ją przerażało. Nie wiedziała czego ma się spodziewać i po raz pierwszy w życiu, poczuła lekką obawę przed ponownym spotkaniem z brunetem.




Rozdział 4

12 września 1977
- Dorcas, ćwiczyłaś przez wakacje? Świetne ataki, strzeliłaś ponad dziesięć bramek! – zawołał James, gdy drużyna Gryffindoru, udała się po treningu do szatni.
- Dzięki, ćwiczyłam – potwierdziła dziewczyna i szybko odwiesiła ochraniacze do swojej szafki – Przepraszam, ale Lily na mnie czeka na trybunach – dodała i szybko wypadła z szatni.
Syriusz spojrzał za brunetką i zwrócił się do przyjaciela.
- Widziałeś Evans na trybunach? Zamiast nas dopingować, kuła! Stary, to niereformowalny przypadek…
- Lily nie lubi Quidditcha – odparł James. Trochę go to bolało, bo Quidditch, oczywiście zaraz za dziewczyną, był jego największą miłością… No ale właśnie, był za Lily.
- Ech, Rogaczu – westchnął Łapa i ruszył w stronę męskich pryszniców – Pokochałeś jedyną dziewczynę w szkole, która nie lubi Quidditcha…
James uśmiechnął się. Wcale mu to nie przeszkadzało. A poza tym, jaką frajdą będzie ją uczyć wszystkich zasad gry!
***
- Lily! Lily, cholera, zaspałyśmy! – krzyczała Dorcas i miotała się po dormitorium.
Rudowłosa uniosła ciężkie powieki i przecierając oczy spojrzała na zegarek.
- O cholera! – westchnęła i szybko wyskoczyła z łóżka – Czemu Alicja, albo Mary nas nie obudziły? – zapytała z pretensją, szybko zbierając włosy w kucyka i zaczęła rozglądać się za gumką do włosów.
- Nie mam pojęcia – odparła Dorcas, znikając w łazience – Lecę na Zaklęcia, spotkamy się na obiedzie!
Lily przelotnie spojrzała na drzwi i zaczęła szybko zapinać koszulę. Złapała torbę, krawat oraz szatę wierzchnią i pognała na Obronę przed Czarną Magią.
***
James Potter siedział znudzony na OPCM i udawał, że czyta kolejny, beznadziejny rozdział książki. Tak naprawdę, zastanawiał się, co się stało z rudowłosą, że nie przyszła na lekcje. Wyćwiczonym gestem potargał włosy i wyjrzał przez okno.
- Przepraszam profesorze, za spóźnienie, ja… ekhm, zaspałam – powiedziała zasapana dziewczyna, która najwyraźniej pokonała całą drogę z siódmego piętra na pierwsze, biegnąc.
Profesor Galbraith spojrzał na uczennicę.
- Minus pięć punktów, panno Evans – powiedział, spoglądając surowo na rudowłosą – Proszę zając swoje miejsce i czytać kolejny rozdział – dodał i zajął się sprawdzaniem wypracowań.
Zarumieniona Lily usiadła na swoim stałym miejscu, pomiędzy Potterem, a Blackiem i odetchnęła. Spodziewała się szlabanu, a tu tylko odjęcie punktów! Szybko nadrobi tą stratę na Eliksirach…
- Cześć – powiedział szeptem James i spojrzał na zarumienioną dziewczynę – Zapięłaś krzywo koszulę – dodał, spoglądając na niechlujny wygląd Lily.
Zielonooka spojrzała na koszulę i zaczęła dyskretnie przepinać guziki.
- Dzięki, budzik nam nie zadzwonił, nie wiem co się stało – wyszeptała, zakładając krawat na szyję.
- Nam to się bardzo często zdarza – odparł brunet. Lily uśmiechnęła się lekko i wyjęła pergamin – Chociaż, my byśmy nie wpadali na lekcję, tylko poczekali na następną – dodał, spoglądając dyskretnie za spory dekolt koszuli rudowłosej.
Bardzo spodobała mu się taka nieogarnięta Lily. Była słodka i niedopięta na ostatni guzik, co było dosyć niezwykłe. Zwykle prezentowała się nienagannie, to była naprawdę miła odmiana…
- Nie wzięłam podręcznika – jęknęła cicho, przeszukując torbę.
- Możesz czytać z mojej, ja już skończyłem – zaproponował rycersko James, podając swoją książkę dziewczynie. I już Lily chciała mu podziękować, gdy usłyszała głośne chrząknięcie profesora. Uniosła głowę i zauważyła, że stoi przy ich ławce.
- Panno Evans, nie została pani surowo ukarana za spóźnienie na zajęcia, ale gadania na mojej lekcji nie cierpię – powiedział profesor, groźnie spoglądając na dwójkę uczniów – Dlatego widzę panią, oraz pana Pottera, dzisiaj w moim gabinecie o 18. Będziecie mieli sporo czasu żeby poplotkować i przy okazji posprzątać klasę – dodał.
Zarumieniona rudowłosa kiwnęła głową, a James powtórzył ten gest. Nikt nie wiedział, że w środku podskakiwał z radości – zyskał co najmniej trzy godziny sam na sam z Lily.
***
- Dostaliście szlaban? – niedowierzała Dorcas.
Siedzieli w czwórkę w Wielkiej Sali na obiedzie, Remus oraz Peter jeszcze nie przyszli z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami.
- Za gadanie – dodała Lily, nakładając sobie na talerz sałatkę.
- Gadałaś na lekcji? – zapytała z niedowierzaniem Dorcas, na co Syriusz głośno się roześmiał.
- To przez to zaspanie – jęknęła rudowłosa – Muszę sprawdzić baterie w budziku, jesteś pewna, że go wczoraj nastawiałaś?
Dorcas kiwnęła niepewnie głową.
- Ale to co z dzisiejszym treningiem? – zapytała zwracając się do milczącego Jamesa.
- Cholera, zapomniałem! – powiedział brunet i spojrzał na Łapę – Poprowadzisz trening? Znasz taktykę.
- Jasne, Rogaczu. Gdy ty będziesz sobie pucował z Evans podłogę ja będę tymczasowym kapitanem, mamy deal, przyjacielu – odparł Syriusz i spojrzał na rudowłosą. Siedziała wpatrzona w przestrzeń i wyglądała całkiem zabawnie.
- Ruda się zawiesiła – stwierdził Black i pomachał jej dłonią przed oczami – Uhu!
- Przepraszam – powiedziała Lily – To będzie mój pierwszy szlaban – dodała, aby wyjaśnić swoje odpłynięcie.
Łapa zmarszczył czoło i spojrzał na Rogacza.
- Ale żeś sobie znalazł grzeczną dziewczynkę, ja nie wiem jak ty chcesz ją na motorze wozić po całej Europie, skoro ona nawet nigdy nie zaliczyła porządnego szlabanu – powiedział Syriusz, czym wywołał wybuch śmiechu u Dorcas i rumieńce u Lily.
***
Lily siedziała sama w dormitorium i próbowała się skupić na czytanej książce. Dorcas wyszła wcześniej na trening, a pozostałe lokatorki siedziały w pokoju wspólnym, razem z Frankiem Longbottomem.
- Evans, nie myśl o nim – powiedziała do siebie dziewczyna i szybko wstała z łóżka.
Lily miała prawdziwy kłopot. Kłopot, którego myślała, że nigdy nie będzie miała. No, chociaż może nie nigdy, ale na pewno nie w tym roku. I na pewno nie z tą osobą, o której tak intensywnie myślała!
A tym kłopotem, był nie kto inny, a Jamesa Potter.
- Uczy się, odrabia lekcje, jest pomocny, miły, ma ładny uśmiech i gdy nie czochra włosów, wygląda naprawdę dobrze – wyliczała Lily, wyglądając przez okno na opustoszałe błonia.
Evansówna była na siebie zła. Zawsze twierdziła i to całkiem dobitnie, że nigdy, ale to nigdy nie umówi się z Jamesem Potterem, nie będzie z nim przebywać w jednym pomieszczeniu, o ile to nie będą lekcje, a teraz sama szuka jego towarzystwa? Śmieje się z nim i co gorsza, co chwilę się przy nim rumieni, i to nie ze złości, jak było jeszcze w zeszłym roku?
Co się ze mną dzieje? – pomyślała i głośno zatrzasnęła książkę. Spojrzała na zegarek, który ją dzisiaj tak zawiódł i na swój wymięty mundurek.
- Przebranie się na szlaban to chyba nic złego? – wyszeptała i otworzyła drzwi szafy.
***
James Potter siedział w pokoju wspólnym Gryfonów i czekał na swoją towarzyszkę niedoli. Chociaż, dla chłopaka to wcale nie była niedola, no, ale uznajmy, że też cierpiał, w końcu przez szlaban nie mógł iść na trening, a naprawdę był potrzebny drużynie! Chyba… Nie no, był kapitanem, na pewno był potrzebny. Żeby kapitanować? Tak, lider zawsze się przyda!
- Jestem – powiedziała rudowłosa, stając przed chłopakiem.
Potter leniwie przejechał spojrzeniem po sylwetce dziewczyny i lekko się uśmiechnął.
- Nieźle się odstawiłaś na ten szlaban – powiedział, czym wywołał u rudowłosej rumieńce. Złości, dla uściślenia.
- Normalnie się ubrałam – odparła zła. Zła, że zauważył. Oraz zła na siebie, może jednak przesadziła, zakładając tak obcisłe spodnie?
- Jeżeli tak sądzisz… - powiedział James i ruszył za prawie biegnącą zielonooką – Jak myślisz, co będziemy robić? – zapytał, dla podtrzymania rozmowy.
Lily spojrzała przelotnie na Jamesa i wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia, to ty jesteś niemianowanym królem szlabanów – odparła i spojrzała na zegarek –Chyba za wcześnie wyszliśmy.
I to by się zgadzało, bo przed gabinetem profesora Galbraitha byli piętnaście minut przed czasem.
- Więc… - zaczęła Lily – Miałeś już kiedyś szlaban u Galbraitha? – zapytała szybko. Chciała kontrolować rozmowę.
- Nie – odparł lakonicznie James – Ale Syriusz miał, podobno u niego głównie się sprząta… Jakby nie było w szkole woźnego.
Lily kiwnęła głową i oparła się o ścianę. Zupełnie nie wiedziała co się z nią dzieje. Była cała spięta. Zaczęła nerwowo stukać obcasem i spojrzała na zegarek. Minęła minuta.
- Aż tak się stresujesz? – zapytał James, marszcząc czoło.
- Wcale się nie stresuję, tym że stoję z tobą na pustym korytarzu – odparła rudowłosa i od razu się zaczerwieniła – Chodziło ci o szlaban? – zapytała i gdy chłopak z uśmiechem kiwnął głową, w myślach zaczęła się wyklinać.
- Ja… - zaczęła, ale tak właściwie nie wiedziała co ma powiedzieć. Od odpowiedzi uratował ją nadchodzący z zachodniego skrzydła zamku, profesor.
- Już jesteście? Doskonale. Idźcie do pana Filtcha po mopy i inne narzędzia potrzebne do sprzątania. Klasa ma być wysprzątana na błysk! – powiedział profesor Galbraith i już miał wejść do swojego gabinetu, gdy sobie przypomniał – Aaa i poproszę różdżki.
Niezadowolona dwójka, oddała profesorowi różdżki i skierowali się do kanciapy Filtcha.
***
Lily na kolanach zeskrobywała z podłogi wyplutą przez jakiegoś dupka, gumę do żucia i przeklinała pod nosem.
- Uch, to jest bez sensu! – krzyknęła podnosząc się z klęczek. Otrzepała brudne spodnie i spojrzała na stojącego na ławce bruneta, który zabawną miotełką ścierał kurz ze starego żyrandola.
- Jak ci idzie? – zapytała i utkwiła wzrok na pośladkach chłopaka. Całkiem niezłych, pomyślała i spojrzała wyżej.
- Nieźle – odparł James, z zaangażowaniem wymachując miotełką – Uważaj, kurz leci – dodał, ale zagapiona Lily nie zwróciła na to uwagi.
- Fuu – jęknęła, machając głową. Cały, zbierany zapewne latami kurz, wylądował na jej głowie i ramionach – Apsik! – kichnęła głośno.
- Przepraszam! – zawołał rozbawiony, ale i lekko przerażony brunet. Nie chciał podpaść dziewczynie, a obrzucenie jej brudem nie było miłe. I na pewno nie pomagało w jego planie zdobycia dziewczyny.
- Apsik! Cholera, mam alergię na kurz – wyszeptała Lily i przechyliła głowę do przodu żeby otrzepać włosy z kurzu – Możesz mi pomóc? Apsik!
James, ucieszony tym, że jeszcze nie oberwał, zszedł z ławki i zaczął lekko otrzepywać długie loki rudowłosej. Tak się zaangażował, że wyczyścił też jej zakurzone ramiona i spodnie.
- Dzięki – powiedziała Lily i wyjęła z kieszeni spodni listek z pigułkami – Mugolskie lekarstwa na alergie – wyjaśniła, widząc pytający wzrok chłopaka.
- Myślałem, że antykoncepcyjne – odparł James i od razu wyczuł, że strzelił sobie w kolano. Evans zrobiła się cała czerwona. I to chyba ze złości.
- Nie biorę antykoncepcyjnych! – zawołała zirytowana – A tak w ogóle, co cię to obchodzi? Nawet jakbym brała, tobie nic do tego – dodała wojowniczo, patrząc wyzywająco na Pottera.
- Nie obchodzi – skłamał James i spróbował załagodzić sytuację – Może wróćmy do sprzątania? Już po dwudziestej, w każdej chwili Galbraith może wpaść.
Lily kiwnęła głową i wróciła do zdrapywania gumy z podłogi. James chwycił za mop i z wprawą, zaczął myc podłogę.
***
W ciszy wchodzili schodami na siódme piętro. Było już przed dwudziestą drugą i zaraz miała się zacząć cisza nocna.
- Jesteś na mnie zła? – zapytał James, spoglądając na milczącą dziewczynę – Wiesz, za ten kurz – dodał szybko.
- Nie – odparła, patrząc na niego czerwonymi oczami i głośno pociągnęłam nosem – Ostrzegałeś, mogłam się odsunąć – dodała.
A ja stałam i gapiłam się jak to ciele na twoje pośladki, dopowiedziała sobie w myślach i dała sobie mentalnego kopa.
- Nienajlepiej wyglądasz – powiedział brunet – W sensie, przez ten kurz. Bo poza tym wyglądasz świetnie – dodał szybko, widząc karcący wzrok dziewczyny. Jak to się działo, że mówił coś, co go jeszcze bardziej pogrążało? On, elokwentny i wygadany, w towarzystwie zielonookiej strzelał gafę, za gafą.
- Alergia – wyjaśniła Lily i głośno kichnęła – Po mamie, mama jest uczulona na kurz, sierść zwierząt, pyłki… Co sobie wymyślisz, ona jest na to uczulona – dodała.
- Więc to przechodzi na dzieci? – zapytał James, i pomyślał, że ich przyszłe dzieci mogą mieć mały problem.
- Wiesz, genetyka – odparła Lily i gdy zobaczyła niezrozumienie na twarzy bruneta zaczęła wyjaśniac – To nauka o dziedziczności i zmienności organizmów, które są oparte na informacji zawartej w genach.
James był zaskoczony.
- Brzmisz jak jakaś encyklopedia – powiedział, na co rudowłosa wesoło się roześmiała.
- Mama często mi to powtarza – odparła z uśmiechem – Lubię czytać medyczne pisma. Może jednak nie powinnam startować na Aurora, tylko Uzdrowiciela? – zastanowiła się na głos.
- Och, Aurorom też się przydają umiejętności lecznicze – powiedział brunet – Ale jeżeli chcesz poćwiczyć swoje zdolności uzdrowicielskie, mogę zostać szczurem doświadczalnym – dodał.
Albo jeleniem, pomyślał.
- Jasne, jeszcze bym cię uszkodziła – odparła, gdy zaczęli się wspinać po stromych schodach na ostatnie piętro – Chociaż chętnie wypróbowałabym akupunkturę…
- A co to takiego? – zapytał zaintrygowany chłopak.
- Akupunktura polega na nakłuwaniu ciała igłami w odpowiednich punktach – odparła dziewczyna i z wesołym błyskiem w oku spojrzała na Pottera.
- Igłami? – dopytał brunet, głośno połykając ślinę. Cóż, nie brzmiało to zachęcająco.
Lily spojrzała na chłopaka i się roześmiała.
- James, żartowałam – powiedziała, nadal się uśmiechając – Chciałam zobaczyć twoją minę i… Coś się stało? – zapytała, gdy Potter stanął i patrzył się na nią z jakimś dziwnym uczuciem wypisanym na twarzy.
- Zwróciłaś się do mnie po imieniu! – zawołał, zszokowany. Już myślał, że to nigdy nie nastąpi… Już nawet wyobrażał sobie, że nawet po ślubie Lily będzie do niego wołać: Potter!
- Ja… - zaczęła panna Evans, wdzięcznie się rumieniąc, gdy uświadomiła sobie co się stało. Czuła się zakłopotana.
- To miłe, dziękuję – powiedział James i ruszył korytarzem.
Pragnąc pozbyć się irytującego już rumieńca, dziewczyna ruszyła za brunetem i wyklinała się od idiotek.



Rozdział 5

Wrzesień ciągnął się niczym guma balonowa Drooblesa, jednak nie miał on takich żywych odcieni różu. Już prędzej szarości.
Był to miesiąc pełen napięć, nauki i pisania niewiarygodnej wprost ilości wypracowań. Lily była przemęczona. Lekcje zaczynały się po ósmej rano, trwały do szesnastej, następnie chwila przerwy, i zakuwanie oraz odrabianie prac domowych w bibliotece. Siódmy rok to nie były żarty! I panna Evans odczuwała tego skutki.
- Dorcas, naprawdę mi się nie chce iść na wasz trening – wyjęczała Lily. A miała dwa powody. Według niej, dosyć dobre.
Po pierwsze nie chciała patrzeć na popisującego się na miotle Jamesa Pottera.
Po drugie, jutro, czyli w sobotę 15 października miała się odbyć epokowa chwila. Chwila godna plotek, szeptów i zazdrosnych spojrzeń koleżanek z roku. Albowiem miała nastąpić randka panny E z panem P.
Gdy dziewczyna uświadomiła sobie, że oba powody związane są z osobą Pottera, jęknęła głośno.
Od czasu szlabanu u profesora Galbraitha, panowała między nimi dziwna atmosfera. Lily, bardzo pilnowała, tego co mówiła i już ani razu, nie zwróciła się do chłopaka po imieniu, a James często spoglądał na dziewczynę z dziwnym wyrazem twarzy. Jakby zawodu.
- Lil, obiecałaś! – zawołała Dorcas, wyjmując spod łóżka swój skarb, a mianowicie miotłę. I to nie byle jaką miotłę, ale miotłę wyścigową!
- Wiem, Dor, wiem, ale…
- Żadne ale! Idziesz! Bierz kurtkę i idziemy!
Niezadowolona Lily zwlokła się z łóżka, chwyciła kurtkę i wyszła za zadowoloną z siebie brunetką.
***
- Trudne warunki – stwierdził James Potter, gdy drużyna Gryffindoru wyszła z szatni. I miał całkowitą rację. Wiał porywisty wiatr, padała uciążliwa mżawka, na boisku było okropne błoto, od którego na pewno będzie ciężko się wybic oraz było naprawdę zimno.
- Brrr – wstrząsnęła się Dorcas, gdy poczuła przeszywający jej cienki strój do Quidditcha, wiatr.
- Dobra, nie ma co narzekać! – zawołał James i wsiadł na miotłę – Drużyna na pozycje! Przećwiczymy najnowszą strategię!
Kiwnął głową do Matthew, pomocnika, który zazwyczaj wypuszczał tłuczki oraz złoty znicz ze specjalnego etui.
I polecieli!
Nie wyglądało to jak zwykle, musieli walczyć z wiatrem i deszczem.
- Może odwołajmy dzisiejszy trening?! – zawołał Syriusz, próbując przekrzyczeć wiatr.
- Nie ma mowy! – odwarknął James, przelatując blisko przyjaciela – W przyszłym tygodniu boisko jest zajęte, to nasz ostatni trening przed meczem!
***
Lily Evans siedziała na trybunach i w myślach przeklinała swój brak asertywności. Dorcas zawsze udawało się ją namówić na jakieś głupoty, a siedzenie w deszczu, na trybunach na pewno było głupotą. I to piramidalną.
- Zabiję cię, Dorcas. Poczekaj tylko, wrócimy do dormitorium i urządzę ci rzez – psioczyła sobie pod nosem Lily, mocniej owijając się apaszką. Wcisnęła dłonie do kieszeni i zatrzęsła się. Z zimna.
Właściwie, czemu się zgodziłam na przyjście tutaj?, myślała.
Spojrzała na śmigającą na miotle Dor i przez chwilę jej współczuła. Brunetka była cała przemoczona i wyglądała jak zmokła kura. Ale miała swój bojowy wyraz twarzy, więc Lily przestała się nią przejmować.
***
James latał nad boiskiem i próbował wypatrzeć złoty błysk znicza. Jednak nie było to łatwe, ponieważ jego okulary były zaparowane i zalane kroplami deszczu.
- Cholera – powiedział i szybko przeleciał na drugi koniec boiska.
Był naprawdę dumny z postępów drużyny. Od zeszłego roku poprawili strategię, do drużyny doszedł Jones, świetny pałkarz, oraz Syriusz i Dorcas, ich niewątpliwe talenty do strzelania bramek było widać gołym okiem.
- Gdzie on jest? – wyszeptał James, przecierając okulary rękawem szaty do Quidditcha.
I wybrał sobie naprawdę kiepską chwilę. Nie zauważył nadlatującego tłuczka, który z głośnym szurnięciem trafił go w bark. James Potter po raz pierwszy w życiu spadł z miotły.
***
Syriusz z asystą Dorcas strzelił już dziesiątą bramkę. Był z siebie naprawdę dumny, złe warunki atmosferyczne, wcale nie przeszkadzały mu w zdobyciu znacznej ilości bramek. Odleciał kawałek od bramki, przybił z Dorcas szybkiego „żółwika” i już chciał krzyknąć coś do Rogacza, gdy zauważył, że ten spada na rozmoknięte przez deszcz boisko.
***
Lily głośno szczękała zębami i przeklinała w myślach już nie tylko Dorcas, ale też upartego Pottera, który mimo tak fatalnej pogody nie chciał odwołać treningu.
- Uparty, rozczochrany idiota – mamrotała pod nosem, próbując ogrzać dłonie nad małym płomieniem wyczarowanym różdżką – Żebyś spadł z miotły, kretynie – dodała.
Kto by pomyślał, że życzenie panny Evans tak szybko się spełni? Po chwili usłyszała głuche trzaśnięcie i zobaczyła spadającą z miotły męską sylwetkę.
- James – wyszeptała, zrywając się z trybun.
***
- Merlinie, jak to się stało? – zapytała pani Pomfrey.
Nagle do jej Skrzydła wpadła ubłocona gromada uczniów, z leżącym na niewidocznych noszach chłopakiem, który krzywił się z bólu.
- Mieliśmy trening…
- … tłuczek w niego walnął!
- Spadł, ale na boisku było mnóstwo błota!
- Chyba zamortyzowało upadek, ale myślę, że może mieć wybity bark.
- … on przecież w życiu nie spadł z miotły!
- Ściągnął okulary, albo mu spadły, bo leżały dalej…
- … czy nic mu nie będzie?
- A za tydzień mecz! Wyzdrowieje?!
- Black, kretynie, co tam mecz! On cierpi!
- Dość! – krzyknęła pani Pomfey, gdy wreszcie przeszła do łóżka na którym leżał pacjent – Wszyscy za drzwi!
Drużyna z głośnym jękiem wyszła ze Skrzydła Szpitalnego. Przy łóżku poszkodowanego zostały tylko dwie osoby.
- A co wy tu jeszcze robicie? Zmykajcie, muszę się zając pacjentem! – powiedziała oburzona pani Pomfrey, rozcinając różdżką zabłoconą szatę do Quidditcha.
- Może się na coś przydam? – zapytała nieśmiało Lily – Jeżeli to coś z barkiem, to gdy będzie pani nastawiać, druga osoba na pewno się przyda – dodała odważniej.
- To mój przyjaciel, nie mogę ot tak sobie wyjść – powiedział oburzony Syriusz i spojrzał z niepokojem na nieprzytomnego Rogacza – Czy on powinien być tyle czasu nieprzytomny?
- Umawiamy się tak, pan wychodzi i idzie pod prysznic, bo nabrudził mi tym błotem w całej Sali, a tu przecież leżą chorzy! A panna mi pomaga, masz rację, ma uszkodzony bark. Dobrze, że jest nieprzytomny, może nie poczuje bólu – odparła pani Pomfrey, grzebiąc w szafce z eliksirami.
Syriusz skrzywił się, kiwnął głową do rudowłosej i szybko opuścił Skrzydło Szpitalne, z zamiarem szybkiego powrotu.
***
- Musi wypić ten eliksir – powiedział pani Pomfrey, podając Lily fiolkę z czerwonym płynem.
- Eliksir znieczulający – stwierdziła Lily, a pielęgniarka kiwnęła głową i udała się na zaplecze.
- James, słyszysz mnie? – zapytała rudowłosa, podchodząc do chłopaka leżącego na łóżku – Musisz to wypić – dodała, gdy ten coś wymamrotał.
Nachyliła się nad głową Pottera i przytknęła do jego ust fiolkę z eliksirem.
- Obrzydliwe – wymamrotał brunet, otwierając oczy. Zobaczył przed sobą rozmazaną sylwetkę dziewczyny, kręcącą się wokół łóżka i poprawiającą koce – Zostałaś pielęgniarką?
- Nie żartuj sobie – odparła Lily – Wszystkich przestraszyłeś, ciesz się, że to tylko bark.
James zamknął oczy. Nadal czuł ból po prawej stronie ciała, ale towarzystwo rudowłosej dodawało mu otuchy.
- Wypił? – zapytała pani Pomfrey, wracając z innymi eliksirami i maściami na siniaki – Nastawimy panu bark, panie Potter.
Brunet skrzywił się. Już sobie wyobrażał ten ból, ale nie chciał się zbłaźnić na oczach Lily.
- Niech panna go mocno przytrzyma na łóżku, a ja nastawię. Będzie bolało – stwierdziła pielęgniarka i gdy zobaczyła, że dziewczyna mocno przytrzymuje jej pacjenta szybko nastawiła mu ramię.
- Kurwa – wymsknęło się chłopakowi, gdy poczuł, że bark wraca na swoje miejsce. Może nie było to bardzo bolesne, ale świadomość wędrowania kości pod skórą nie była najmilsza.
- No – powiedziała pani Pomfrey i spojrzała na otwierające się drzwi do Skrzydła. Do środka wtoczyła się dwójka uczniów przytrzymująca trzeciego – Niech panna posmaruje mu bark tą maścią, poda eliksir przeciwbólowy, oraz grubo posmaruje tą maścią siniaki. Ja mam nowego pacjenta – dodała i szybko wyszła zza parawanu.
- Ekhm – chrząknęła Lily – Możesz zdjąć te resztki szaty? – zapytała i szybko odwróciła wzrok. Wolała nie patrzeć na grę widocznych mięśni na brzuchu Pottera.
- Uhm – odparł James i spróbował się uwolnić z pociętego stroju do Quidditcha – Możesz mi pomóc? Ten bark…
- Jasne! – zawołała Lily i szybko ściągnęła z niego szatę – Teraz wypij ten eliksir, a ja posmaruję maścią. Niezłe siniaki, w ogóle ciesz się, że było takie błoto… Chociaż, gdyby nie padał deszcz, to pewnie zauważyłbyś ten tłuczek i nie spadł. No, ale to szczęście w nieszczęściu, przeżyłeś, to ważne… - nerwowo paplała Lily.
James spojrzał na nią zaintrygowany. Zauważył, że panna Evans jest bardzo spięta. I chyba znał tego powód.
- No, skończyłam – powiedziała Lily, z satysfakcją patrząc na swoje dzieło.
- Nie chcę cię rozczarować, ale wydaje mi się, że na nogach też mam siniaki – odparł James. Gdy zobaczył zszokowaną minę dziewczyny, nie mógł się powstrzymać i wybuchnął cichym śmiechem.
- Och, to… Ściągaj spodnie – powiedziała zarumieniona rudowłosa.
- No patrz, a już myślałem, że nigdy tego nie zaproponujesz…
***
Lily wracała do Wieży Gryffindoru. Dobre dwie godziny spędziła na pomaganiu pielęgniarce w Skrzydle i zabawianiu Pottera, który od razu gdy zadziałał eliksir przeciwbólowy, stwierdził, że się nudzi.
- I co z Rogaczem? – zapytał Syriusz, zaczepiając rudowłosą na korytarzu.
- Lepiej – odparła lakonicznie Lily – Dostał przeciwbólowe i ma już nastawiony bark. Ale na weekend zostanie w Skrzydle.
Syriusz kiwnął głową. Zmarszczył czoło.
- Zaraz, zaraz, czy wy jutro nie mieliście iść na randkę? – zapytał, patrząc na rumieniącą się dziewczynę.
- Mieliśmy, ale pani Pomfrey powiedziała, że musi zostać co najmniej do niedzieli w Skrzydle – odparła Lily wzruszając ramionami. Ruszyła do Wieży.
- Ale pójdziesz z nim w innym terminie, prawda? – zapytał Łapa, doganiając rudowłosą.
- Nie wiem – powiedziała Lily i przyśpieszyła kroku.
Zostawiła za sobą wkurzonego Blacka.
***
- Rogaczu, nieźle wyglądasz! – powiedział Syriusz, podchodząc do łóżka kumpla.
- Dzięki – odparł skrzywiony James. Eliksir przeciwbólowy przestał działać i niedawno zaczął odczuwać tego skutki. Całe ciało go bolało.
- Spotkałem Rudą – dodał stalowooki – James pamiętasz, że jutro mieliście razem iść do Hogsmeade?
Brunet szeroko otworzył oczy i walnął pięścią w materac.
- Cholera – warknął.
Łapa usiadł na krześle ustawionym przy łóżku.
- W dodatku, gdy ją zapytałem, czy pójdzie w innym terminie, bo nie masz co marzyc, że do jutra stąd wyjdziesz, to uwaga cytuję, powiedziała „nie wiem” i uciekła – powiedział Syriusz, spoglądając na wzburzonego kumpla.
- Tak powiedziała? – zapytał James – Myślałem, że już się łamie! Została przy mnie, pomagała pani Pomfrey… Co jej znowu odbiło?
- Mnie nie pytaj, Evans jest dziwna – odparł Syriusz – James, może w końcu ją sobie odpuść, jest tyle fajnych lasek w Hogwarcie, każda będzie na skinienie palca…
- Łapo, nie rozumiesz, że ja nie chcę każdej? – odparł oburzony brunet – Chcę tylko tą jedyną, wyjątkową.
Syriusz pokręcił głową i bez słowa wyszedł ze Skrzydła. Zupełnie nie rozumiał przyjaciela, przecież James naprawdę, mógł przebierać w dziewczynach! To wybrał tego niezrównoważonego rudzielca, kujona, spędzającego większość życia w bibliotece, lub nad księgami.
***
- Co z kapitanem? – to były pierwsze słowa Dorcas, skierowane do Lily.
Rudowłosa wreszcie dotarła do swojego dormitorium. Po drodze ze Skrzydła Szpitalnego, co druga osoba ją zaczepiała i pytała o stan zdrowia Pottera. W zamku plotki roznosiły się z prędkością światła.
- Przeżyje – wyburczała Lily i rzuciła wilgotną kurtkę na krzesło.
- Lil, co jest? – zapytała Dorcas, patrząc uważnie na przyjaciółkę. Rudowłosa zachowywała się dziwnie.
- Nic, Dorcas – odparła – Black mnie wkurzył – dodała.
Dorcas zmarszczyła czoło i usiadła obok Lily na łóżku.
- Opowiadaj.
- Pamiętasz, że jutro miała się odbyć ta cholerna randka? – zapytała Lily, a gdy brunetka kiwnęła głową, kontynuowała – Potter będzie w Skrzydle co najmniej do niedzieli. Black zapytał, czy pójdę w innym terminie, a ja powiedziałam, że nie wiem. Bo Dorcas, ja nie mam pojęcia! Czy jest sens iść z Potterem na randkę, robić mu nadzieję? A jeżeli ja do niego nigdy nic nie poczuję? Wiem, jest przystojny, ostatnio nawet miły, ale Dor, ja go nie znam! Tak naprawdę. Wiem o nim jakieś ogólnikowe rzeczy i zazwyczaj te złe… Że dostaje mnóstwo szlabanów, że nic nie bierze na serio, ż lubi dokuczać innym, niekiedy ponizać. Ale gdy przy nim jestem… Ciągle się rumienię jak jakaś pensjonarka, a dzisiaj… Morgano, Dorcas, ja widziałam go prawie bez ubrania! I to mi się tak podobało, ja… Dor, ja się boję, że ja do niego coś zaczynam czuć, ale on jest…
- Nieodpowiedzialny? – podpowiedziała brunetka.
- To też. Ale boję się, że on nie traktuje mnie poważnie. Jak już ulegnę, to mu się zaraz znudzę. Boję się, że się zakocham, a on mnie zwyczajnie rzuci – skończyła Lily.
Spojrzała na poważną Dorcas.
- Lil, myślę, że najwyższa pora zacząć walczyć nie tylko o doskonałe wyniki w nauce – zaczęła brunetka – Ten rok może przeważyć o twoim przyszłym życiu. I ja to czuję, ba, ja to wiem, że James Potter będzie twoim całym życiem. Musisz tylko zaryzykować. Chociaż raz, Lily.
Rudowłosa poczuła zbierające się pod powiekami łzy.
- Chyba trzeba zacząć żyć – wyszeptała.
Podjęła decyzję.



Rozdział 6

Czas spędzony w Skrzydle Szpitalnym, to były najgorsze dwa dni w życiu Jamesa Pottera. Po pierwsze czuł się naprawdę okropnie, wszystko go bolało, a okrutna pani Pomfrey podawała eliksir przeciwbólowy o stałych porach, ale nie w tych, w których najbardziej by się przydał. A po drugie, przeleciała mu przed nosem randka z Lily Evans.
- I jak się czujesz? – zapytał Remus, gdy James ciężko rzucił się na łóżko w męskim dormitorium.
- Pytasz o ciało, czy o ducha? – odparł brunet, nakrywając sobie twarz poduszką.
- Raczej o to drugie – powiedział Remus, podnosząc wzrok znad księgi od Numerologii.
- A jak ma się czuć, skoro rudzielec znowu go olał? Od dawna wiedziałem, że rude jest wredne, ale aż tak? Najpierw się zgadza, ba, sama proponuje! A później, gada, że nie wie. Ruda małpa, wstrętna, mała, podstępna s…
- Dość! – krzyknął James, podnosząc się z łóżka – Nie obrażaj Lily, bo zapomnę o tym, że jesteśmy przyjaciółmi – dodał zirytowany, spoglądając na zdenerwowanego Syriusza.
- A więc tak? Stawiasz rudzielca nad przyjaciół? Świetnie! – krzyknął Black i wypadł z dormitorium. O mało co nie wpadł na Lily, która właśnie nieśmiało przymierzała się do zapukania w drzwi – Oo jest i panna Skłócę- Przyjaciół- Bo- Jestem- Najważniejsza- Na- Świecie! – wysyczał, mijając niczego nierozumiejącą rudowłosą.
- Lily? – zapytał James, stając w drzwiach. Spojrzał znacząco na Remusa, który pomyślał, że to dobry moment na ewakuację. W jakieś spokojne, miłe miejsce.
- Cześć, Lily – powiedział Remus, mijając dziewczynę w drzwiach.
- Cześć – odszepnęła rudowłosa i spojrzała poważnie na Pottera – Możemy porozmawiać?
- Jasne, wejdź – odparł James i wpuścił dziewczynę do dormitorium.
***
Syriusz Black szedł zdenerwowany jednym z wielu, zamkowych korytarzy.
- Przeklęta Evans – powiedział pod nosem.
- Cholerna, cholerna, idiotka!
- No, no, Black, jakaś dziewczyna ci odmówiła? Tobie, królowi podrywu?
Syriusz obejrzał się i zobaczył ironicznie uśmiechniętą Dorcas Meadowes.
- Nie Meadowes, dobrze wiesz, że żadna mi nie odmawia… Twoja przyjaciółeczka doprowadziła do spięcia, pomiędzy mną, a Rogaczem – odparł Syriusz, wkładając ręce do kieszeni spodni, i czując, że zabrzmiał zgoła żałośnie.
- Ach, o to chodzi… Nie martw się, w piątek przemówiłam Lily do rozumu, chyba wszystko się dobrze skończy – powiedziała Dorcas i ruszyła obok Syriusza w stronę Wieży Astronomicznej.
- Nie wiem czy to będzie dobre zakończenie dla Rogacza. Evans jest nieźle popierdolona – odparł Syriusz, z lubością obrażając rudowłosą.
- Black, jeszcze jedno złe słowo o mojej przyjaciółce, a wyciągnę różdżkę, rozumiesz? – powiedziała Dorcas, wrogo spoglądając na chłopaka.
- Meadowes, taka jest prawda! Ruda zwodzi Jamesa, oni nigdy nie będą razem! A wiesz czemu? Bo do siebie nie pasują! W dodatku Ruda jest psychiczna!
Dorcas spojrzała ostro na Syriusza.
- A ja myślę, że oni doskonale do siebie pasują. Bo się uzupełniają, Black. Ale uczucia, to coś o czym ty nie masz bladego pojęcia! Więc bądź tak dobry i zam…
Syriusz Black przerwał wypowiedź Dorcas Meadowes, zamykając jej usta brutalnym pocałunkiem.
***
Remus Lupin wszedł do biblioteki i rozejrzał się za wolnym stolikiem.
- Wolne? – zapytał, podchodząc do tego zajmowanego tylko przez Mary MacDonald, koleżankę z roku.
- Hm? A tak, jasne, wolne – odparła Mary, odrywając się od lektury książki „Zaklęcia, tak łatwo wymówić, tak trudno rzucić”.
- Czytałem, całkiem niezła – powiedział Remus, wskazując na okładkę księgi.
- Ooo, tak, miejscami zabawna – odparła Mary, spoglądając na blondyna – Chcę zostać Łamaczem Zaklęć, przeczytałam chyba większość książek o tej tematyce – dodała blondynka, pragnąc wytłumaczyć swoją niecodzienną lekturę.
Zakłopotany Remus kiwnął głową i położył na stole książkę.
- Nie myślałeś, żeby zapisać się do Klubu Zaklęć? Pamiętam, że byłeś całkiem niezły, a później zrezygnowałeś, bo Potter i Black zostali wyrzuceni – zagaiła blondynka.
Lupin uśmiechnął się lekko na wspomnienie zdziwionych min przyjaciół, gdy profesor Flitwick wyrzucił ich z Klubu i poprosił, żeby już nigdy nie przychodzili na spotkania.
- To może jest dobry pomysł – odparł Lunatyk, patrząc w śliczne, błękitne oczy blondynki.
***
- Więc, chciałaś rozmawiać? – zagaił James, patrząc na spiętą Lily, która nerwowo wyłamywała palce i rozglądała się po zabałaganionym pokoju.
- Tak, jest coś co muszę wiedzieć, żeby podjąć decyzję – odparła rudowłosa i spojrzała prosto w brązowe tęczówki chłopaka – Rozmawiałam ostatnio z Dorcas i uświadomiła mi pewną rzecz. Żyję na jałowym biegu, James.
Chłopak zmarszczył czoło.
- Nie rozumiem – powiedział, czując lekkie zakłopotanie. Zawsze szczycił się tym, że wszystko wie(albo tak mu się wydawało), a przy rudowłosej wychodził na ignoranta. Tak często…
- Och, no tak. To takie mugolskie powiedzenie. Chodzi o to, że obawiam się, że moje życie jest pozbawione sensu, jałowe, bezużyteczne, rozumiesz? Bo widzisz, owszem, mam naukę, cudowną przyjaciółkę, fajnych rodziców… Ale wydaje mi się, że nie żyję pełnią życia. I myślę, że jesteś mi do tego potrzebny. Bo my… w jakiś sposób się uzupełniamy. Ale chodzi o to…
- Tak?
- Chodzi o to… Uch, czy ty do mnie coś czujesz? Czy tylko chcesz sprawić, żebym ci uległa i gdy zdobędziesz tą randkę, czy może coś więcej, uznasz, że to nie jest to? Widzisz, trudno mi rozmawiać o takich sprawach, a rozmawiać o nich z tobą? Merlinie, w zeszłym roku, tylko bym parsknęła śmiechem, ale teraz… Widzisz, czy ty coś do mnie czujesz? – zapytała Lily prosto z mostu, i od razu odwróciła wzrok. Udała zainteresowanie kupką brudnych ubrań, leżących pod szafą.
- Lily, czy ty dobrze widzisz? – zapytał brunet, uśmiechając się.
- Oczywiście, że tak – odparła oburzona dziewczyna – Ale co to ma do rzeczy?
- Bo chyba nie widzisz czegoś, co masz przed samym nosem. Zastanów się, czy gdybym nic do ciebie nie czuł, to czy prosiłbym cię o randkę od piątej klasy? – zapytał James.
- Nie mam pojęcia, wiesz, te niektóre wasze żarty były dosyć sadystyczne… Severus zawsze mówił, że tylko chcesz mnie prze… Ee, no – zakłopotała się dziewczyna.
- Ach tak, Severus – powiedział Potter, ciężko wzdychając – Dobrze, to słuchaj tego Lily i mam nadzieję, że to cię oświeci. Jestem w tobie zakochany! Czasami myślę, że do szaleństwa… Bo jaki normalny facet, latałby za niechętną mu dziewczyną przez prawie dwa lata? Masz swoją odpowiedz, Lily. Teraz pytanie, co z tym zrobisz?
Rudowłosa spojrzała na pełną uczuć twarz chłopaka.
Tak, James Potter odkrył w tym momencie wszystkie swoje karty. I miał nadzieję, że nie był to błąd.
***
- Dorcas?! Jesteś? – zawołała Lily, wpadając do dormitorium dziewcząt.
- Jestem – odparł ponury głos. Lily skierowała się do łóżka przyjaciółki i odkryła przykrytą kołdrą dziewczynę.
- Dor, co jest? – zapytała, widząc mokre policzki brunetki.
- Lil, całowałam się z Blackiem – wyszeptała Dorcas, wdzięcznie się rumieniąc. Lily zmarszczyła brwi.
- Całuje tak okropnie, że aż płaczesz z tego powodu? – zażartowała rudowłosa.
- Nie, no co ty! Tylko, cholera, nie miałam na to ochoty, rozumiesz? To największy dupek w szkole – odparła Dorcas, siadając na łóżku – Ale mów, co się stało, że tak wpadłaś do pokoju?
Lily uśmiechnęła się i usiadła obok przyjaciółki.
- Mam pewność.
- Pewność? – zapytała Dorcas, nie rozumiejąc o czym przyjaciółka mówi.
- I to krystaliczną. Jest we mnie zakochany, rozumiesz Dor? – odpowiedziała Lily, uśmiechając się z satysfakcją.
- Kochana, przecież ja to wiedziałam odkąd zaczął cię namawiać na randki! I co, jesteście razem? Było buzi- buzi?
- No co ty… Chyba, hm, uciekłam – odparła rudowłosa.
- Uciekłaś?! Lil, ty prosiaku! – zawołała Dorcas, śmiejąc się z zakłopotanej miny przyjaciółki – Zmusiłaś go do wyznań i deklaracji, a sama uciekłaś gdzie pieprz rośnie? A raczej, gdzie on nie może wejść?
Lily niepewnie kiwnęła głową.
***
James Potter spędził niedzielny wieczór na łóżku, odgrodzony kotarami od współlokatorów. Cały wieczór myślał o zachowaniu rudowłosej i nie mógł go zrozumieć. Czy on naprawdę wysyłał jej tak sprzeczne sygnały, że musiała się dopytywać o stan jego uczuć do niej? Czy nie pokazywał jej tego codziennie, że mu na niej zależy, że chce się dla niej zmienić? Chciał być lepszym człowiekiem, a nie rozpieszczonym dupkiem. Tylko dla niej!
Wyciągnął z nocnej szafki Mapę Huncwotów i zaczął szukać kropki oznaczonej jako „Lily Evans”.
***
Było po dwudziestej drugiej i Pokój Wspólny Gryfonów powoli pustoszał. Jednak na jednej ze starych kanap, siedziały dwie dziewczyny i wesoło rozmawiały.
- Dobra Lil, mam dość tych podchodów – powiedziała stanowczym głosem Dorcas – Co czujesz do kapitana? – zapytała szeptem i z zadowoleniem zobaczyła, że na blade policzki przyjaciółki występuje rumieniec. To oznaczało, że albo jest zezłoszczona, albo zakłopotana.
- Dor – jęknęła – Myślę, że w piątek powiedziałam ci dość. Chyba mi się podoba.
- Chyba?
- Uch, no dobra, podoba! Chociaż to dziwne, bo jeszcze w czerwcu uznawałam go za wstrętnego gada… - odparła rudowłosa.
Pewnie jeżeli by wiedziała, że chłopak o którym z taką swobodą rozprawia z przyjaciółką, stoi za jej plecami pod peleryną niewidką… Na pewno byłaby bardziej skryta.
- No dobra, wszyscy wiemy co było w poprzednich latach. Ale co jest teraz? – dopytywała Dorcas.
- Dor, minął zaledwie miesiąc z kawałkiem, odkąd wróciliśmy do szkoły. Myślisz, że od razu zapałam do Pottera gorącą miłością i rzucę się na niego? No co ty, przecież wiesz, że taka nie jestem! Muszę być pewna.
- Och, Lil, ty i ta twoja pewność! Zaszalałabyś, poszła na spontan, poddała uczuciom, chwili!
- Dor, znowu czytałaś romanse? – odparła Lily, spoglądając na rozemocjonowaną przyjaciółkę – Wiesz, że prawdziwe życie to nie słodkie opowieści sfrustrowanych czterdziestek, piszących romansidła, prawda?
- Pff, jasne że wiem! Ale pomyśl, masz tak oddanego faceta… Przystojnego, popularnego, no kurczę, każda małolata w zamku ci zazdrości! A ty go tylko odpychasz i uciekasz.
- Dobra, obiecuję, że jak tylko spotkam Pottera, to od razu się na niego rzucę. Zadowolona? – zażartowała Lily.
- Trzymam cię za słowo, Lil – odparła Dorcas, w myślach przybijając sobie piątkę. Co jak co, ale Lily była słowną osobą.
***
James Potter, najciszej jak umiał przemknął do dormitorium i zrzucił na łóżko pelerynę niewidkę. Był ciekawy, tak cholernie ciekawy!
- Co jest…? – zapytał Remus, ale brunet już pomknął z powrotem do Pokoju Wspólnego.
- Masz swoją szansę – wyszeptała Dorcas, spoglądając na swobodnie schodzącego po schodach Pottera, i przemknęła do damskiego dormitorium. Lily z szeroko otwartymi oczami spojrzała na sylwetkę chłopaka, zbliżającego się do kanapy na której siedziała.
Nie jestem tchórzem, pomyślała Lily i wyszła chłopakowi naprzeciw.
Zbierając całą odwagę jaką dysponowała, zarzuciła brunetowi ramiona na kark i przybliżyła twarz do twarzy chłopaka.
- Tylko nic sobie nie pomyśl, Potter – wyszeptała i wpiła się ustami w wargi chłopaka.
***
Syriusz Black uznał, że najwyższa pora wracać do Wieży Gryffindoru. Szybki bieg pod postacią psa po Zakazanym Lesie, pozwolił mu trzeźwo przemyśleć problem i znaleźć rozwiązanie.
Doszedł do wniosku, że jeżeli jego najlepszy przyjaciel kocha tego podłego rudzielca, to on, Syriusz Black, ma obowiązek pomóc mu w zdobyciu lodowatego serca panny E.
Z takim oto postanowieniem wspinał się po schodach. Chciał o tym jak najszybciej powiedzieć Rogaczowi i wesprzeć go w walce.
- Lukrecja – powiedział do usypiającej już Grubej Damy. Namalowana kobieta obrzuciła go zirytowanym spojrzeniem i otworzyła przejście. Wszedł do pokoju wspólnego, a to co w nim zobaczył…
- Ooo – wyjąkał i od razu poczuł zażenowanie. Tak jakby nie widział całującej się pary! Ba, sam się całował i to miliony razy! No, albo tysiące. Więc skąd ta głupia reakcja? Może dlatego, że zobaczył osoby, których się nie spodziewał.
- Ekhm – chrząknęła Lily, gdy oderwała się od ust chłopaka – To nie tak jak myślisz!
- Skąd wiesz, co myślę, Evans? – odparł Syriusz i szybko przemknął obok zakłopotanej pary.
Wchodząc po schodach, miał na twarzy zwycięski uśmiech. Czuł się, jakby to on zdobył ukochaną dziewczynę!
Tak blisko był związany z Rogaczem. Bratem i najlepszym przyjacielem.
***
- To… - zaczęła, zakłopotana dziewczyna – Chyba nie od tego powinniśmy zaczynać.
James spojrzał na jej pełne wargi, teraz rozkosznie zaczerwienione, na zarumienione policzki i potargane włosy.
- Spacer, jutro po lekcjach? – zapytał i przymknął oczy. Bał się porażki.
- Chętnie – odparła dziewczyna – Dobranoc.
Patrzył za wspinającą się po schodach dziewczyną.
- Musisz cholernie dobrze całować, Potter – wyszeptał i wesoło się roześmiał.
***
- Stary, przepraszam! – zawołał Syriusz, gdy tylko Rogacz wkroczył sprężystym krokiem do dormitorium – Nie powinienem tak mówić o Evans…
- Nie ma sprawy, Łapo – odparł szczęśliwy James – Życie jest zbyt piękne, żeby przejmować się takimi głupotami.
- Co mu się stało? – zapytał Peter, spoglądając z niepokojem na kumpla – James, brałeś te grzybki, które zerwaliście na Zielarstwie u Sprout?
- Co? – zapytał brunet – Glizdogonie, nic nie ćpałem… Całowałem się!
- O, z kim? – zapytał Peter, spoglądając z zazdrością na przyjaciela. Jakoś jemu, żadna dziewczyna nie dawała się całować…
- Glizdogonie, nie bądź idiotą! Z czyich pocałunków tak by się cieszył? Chodzi o Rudą! – zawołał Łapa – Dobrze całuje?
- Co cię to? – odparł oburzony James – Wyśmienicie – dodał, głośno wzdychając.
- I co teraz? – zapytał Remus. Trójka przyjaciół obdarzyła go zirytowanymi spojrzeniami.
- Jutro idziemy na spacer – powiedział Rogacz – Tak ładnie pachnie…
Syriusz obrzucił porozumiewawczym spojrzeniem Remusa.
- Ech, odpłynął do krainy tęczy, jednorożców i pachnących rudzielców.
Nieprzytomny ze szczęścia James usłyszał radosne śmiechy przyjaciół.
***
- Dotrzymałam słowa! – zawołała panna Evans, przekraczając drzwi do damskiego dormitorium.
- AAaaa! – pisnęła Dorcas i rzuciła się na przyjaciółkę – I jak?
- Wiesz, że nie mam porównania, ale… fajnie, Dor!
- O Merlinie, wiedziałam! Czułam to każdym porem skóry! Jesteście sobie przeznaczeni! – krzyczała podekscytowana Dorcas i nie zwracała uwagi na uciszanie.
- Dorcas, nie piszcz! – poprosiła Alicja – Masz donośny głos, cały zamek cię słyszy!
- Oj tam, oj tam – westchnęła Dorcas – Lily się całowała! – obwieściła współlokatorkom.
- O kurczę, z kim? – zapytała Mary, wychodząc z łazienki w piżamie i z turbanem z ręcznika na głowie.
- Z Potterem – wyburczała zakłopotana Lily.
Szok, malujący się na twarzach dziewczyn, rozśmieszył rudowłosą.
- No, co? Może w końcu dojrzałam…
Z przeświadczeniem dobrze wykonanego zadania, Lily poszła do łazienki, pod gorący, odprężający prysznic.
Jak nic się jej należał.




Rozdział 7

Zamyślony James szedł opustoszałym korytarzem na piątym piętrze. Rozmyślał o wydarzeniach mijającego tygodnia. W poniedziałek, spędził bardzo miłą godzinę w towarzystwie Lily, na błoniach. Naprawdę dobrze im się rozmawiało, chociaż nie poruszali żadnych poważniejszych tematów. Omówili wszystkie banały, takie jak pogoda, cholernie trudne wypracowanie na Transmutację, nowo wypożyczoną książkę z biblioteki, czy dziwne schodzenie nóżki sowy Lily.
I może to nie była prawdziwa randka, tylko najzwyczajniejszy na świecie spacer, ale był naprawdę miły! Tylko czegoś mu brakowało…
Był moment, gdy zatrzymali się nad jeziorem i wtedy widząc niechlujnie zawiązany szalik rudowłosej, targany przez wiatr, poprawił go. I owszem, popatrzyli sobie wtedy w oczy, przez całe dziesięć sekund! Tylko, gdy zaczął przysuwać głowę do twarzy rudowłosej, ona z nerwowym śmiechem odsunęła się od niego i zaczęła go wypytywać o Quidditch’a! A gdy zaczął o nim opowiadać, wyczuł, że go w ogóle nie słucha…
I tak od poniedziałku minęły cztery dni, a on widział Lily tylko na lekcjach, albo czasami w bibliotece, do której nadal udawał się po zajęciach.
- Co robię nie tak? – wyszeptał, stając na środku korytarza.
Był piątek, było po lekcjach, a on miał taki paskudny humor!
- Zaraz mi się poprawi – wyszeptał, widząc wchodzącego na korytarz Severusa Snape’a.
***
Lily Evans szukała Pottera już od dobrej godziny. Miała mu przekazać datę i godzinę szlabanu, zarobionego na zajęciach u McGonagall.
- Black, widziałeś Pottera? – zapytała Lily, widząc Syriusza, otoczonego wianuszkiem rozchichotanych dziewcząt z szóstego roku.
- Stęskniłaś się, Evans? – odparł chłopak z głupim uśmiechem i spojrzał na jakiś pergamin – Sterczy jak kołek na piątym piętrze – dodał, widząc zniecierpliwienie malujące się na twarzy rudzielca.
- Dzięki – powiedziała dziewczyna i zaczęła się wspinać po schodach.
***
Severus Snape wszedł szybko w zakręt, kierując się w stronę opuszczonej klasy na piątym piętrze, w której to, urządził sobie potajemną pracownię eliksirów. Szedł zaczytany w nowowydanej księdze o wdzięcznym tytule „Eliksiry dla mistrzów” i czuł wielką ekscytację. Zdobył wszystkie ingrediencje do uwarzenia nowoodkrytego eliksiru. Nie mógł się doczekać!
- Znowu ryjesz nosem po książkach, Smarkerusie? – zapytał pewien znienawidzony przez Snape’a, głos. Podniósł głowę znad książki i wykrzywił wargi.
- Nic ci do tego, Potter – odparł Severus, mierząc go pogardliwym wzrokiem – Sfrustrowany, bo Evans ci jeszcze nie dała? – wysyczał, od razu czując wyrzuty sumienia, z tak obrzydliwych insynuacji. Ale tak bardzo chciał wkurzyć tego idiotę!
***
James cały się spiął, słysząc to obraźliwe pytanie. Nikt, nie będzie obrażał Lily! – pomyślał i szybko wyjął różdżkę.
- Drętwota! – zawołał, nim skrzywiony Smarkerus, wyciągnął z wielkiej, czarnej szaty, różdżkę.
- Nikt nie będzie obrażał Lily! A zwłaszcza ty, śmieciu – powiedział, nachylając się nad swą ofiarą, a następnie przywalił żałośnie wyglądającemu Smarkerusowi, prosto w nos.
***
Lily właśnie weszła na korytarz, gdy zobaczyła zbliżającego się w jej stronę Jamesa.
- Dobrze, że cię widzę, mam dla ciebie wiado… Co ci się stało?! – zawołała, widząc krew na dłoni chłopaka.
- Nic takiego – odparł James, próbując odciągnąć nieświadomą niczego Lily, od leżącego kawałek dalej, Smarkerusa. Dla uściślenia, ze złamanym nosem i krwią zalewającą twarz oraz szatę.
- Przecież… - zaczęła Lily i szybko wyrwał się z mocnego uścisku bruneta – Ty…! – zawołała, wreszcie zauważając pobitego Snape’a.
- A ja głupia myślałam, że się zmieniłeś – wyszeptała, przerażona tym co zobaczyła. Szybko odczarowała Ślizgona i ruszyła w stronę wieży Gryffindoru.
***
- Lily, poczekaj, Lily! – wołał James, biegnąc za dziewczyną po korytarzu – To nie tak jak myślisz, naprawdę, gdybyś słyszała co on powiedział…
- Nie obchodzi mnie co on powiedział, Potter! – odparła zatrzymana dziewczyna – Niestety, ale obchodzi mnie, że mu złamałeś nos, dosłownie za nic! Za jakieś głupie teksty! Ile ty masz lat, żeby nie panować nad emocjami, hm? Myślałam, Merlinie, ależ jestem głupia! Naprawdę myślałam, że w końcu się zmieniłeś, wydoroślałeś… Pamiętasz co mi obiecywałeś? Że nie tkniesz Snape’a! – zawołała, czując zbierające się pod powiekami łzy bezsilności – Jesteś zwykłym dupkiem, Potter. I dobrze ci radzę, nie zbliżaj się do mnie. Już nigdy więcej, rozumiesz?! – dodała, zostawiając oniemiałego chłopaka w opustoszałym korytarzu.
***
James Potter, największy żartowniś Hogwartu, kapitan najlepszej, szkolnej drużyny Quidditcha, niekwestionowany numer jeden, na listach pożądanych chłopaków, miał złamane serce. Zmiażdżone i pocięte na malutkie kawałeczki. Krwawiące i hm, może starczy tych obrzydliwych opisów.
- Stary, co jest? – zapytał Syriusz, wstając z kanapy w Pokoju Wspólnym – Evans wpadła zapłakana, a ty wyglądasz… Źle – dokończył zdanie po chwili zastanowienia.
- Nie tutaj – odparł brunet, widząc zaciekawione spojrzenia reszty Gryfonów. Powlókł się do dormitorium i rzucił na łóżko.
- Mów, co się stało?! – zapytał Łapa, patrząc na załamanego przyjaciela. Spojrzał na niczego nierozumiejącego Remusa i na Petera, który o dziwo przestał jeść.
- Lily mnie nienawidzi – powiedział brunet.
- Nie no, przecież już było dobrze! Co znowu zrobiła? – zapytał Syriusz i skrzywił się, widząc karcący wzrok Lunatyka.
- Ona? – zapytał James – Raczej ja – dodał i spojrzał na zmartwionych przyjaciół – Złamałem nos Snape’owi.
- Eee, wielkie rzeczy! – zawołał Syriusz, lekceważąco machając ręką – Pójdzie do Pomfrey i zaraz się zrośnie… I dlatego Ruda płakała?
- Syriuszuu – westchnął Remus – Płakała bo James jej obiecał, że go więcej nie zaatakuje! Płakała, bo się zawiodła… Tak dziewczyny okazują uczucia!
- Oj tam, nie rozumiem o co ten cały szum… Ale zaraz, czemu beze mnie zaatakowałeś Smarkerusa? – zapytał Łapa, spoglądając na skrzywionego kumpla.
- Lepsze pytanie, to czemu go zaatakowałeś? – zapytał Peter, czym zdziwił przyjaciół.
- Bo jestem głupi – odparł James, wstał z łóżka i zatrzasnął się w łazience.
***
- Lily! – zawołała zdziwiona Dorcas, gdy zapłakana rudowłosa wpadła do dormitorium, a następnie w jej  ramiona.
- Lil, co jest? – zapytała, gdy rozpaczliwe szlochanie trochę ustało i dziewczyna głośno pociągała nosem.
- Dor, jak ja mogłam być taka ślepa? – wyszeptała Lily, patrząc na swoje dłonie, które teraz wydały jej się bardzo ciekawe.
- Hm, możesz zacząć od początku?
- Tak – odparła Lily, głośno wysmarkując nos, w chusteczkę podaną przez przyjaciółkę – Wracając z biblioteki zaczepiła mnie McGonagall, żeby przekazała Potterowi godzinę i miejsce szlabanu… Więc zaczęłam go szukać, nawet pytałam Blacka, czy wie gdzie jest. I o-on wiedział, i ja tam poszłam, i on tam był i och, miał całą okrwawioną rękę! Przejęłam się, myślałam, że sobie coś niechcący zrobił, ale gdy zaczął mnie odciągać… Obejrzałam się i zauważyłam leżącego na ziemi Snape’a. Był zakrwawiony, pod działaniem Drętwoty, ze złamanym nosem… Dorcas, on z jakiegoś idiotycznego powodu, go tak urządził! Jeszcze się tłumaczył, ale powiedziałam, że… że ma się do mnie ni-nigdy więcej nie-e zbliżać! – zakończyła, znowu wybuchając głośnym płaczem.
- Och, Lily – wyszeptała Dorcas, gładząc przyjaciółkę po wstrząsanych szlochem plecach – Może miał powód? Może Snape powiedział mu coś naprawdę przykrego?
- Dor – jęknęła rudowłosa – Nawet jeżeli wykląłby całą jego rodzinę, powinien być na tyle odpowiedzialnym, żeby nie rzucać się na niego z pięściami! Jak jakiś gówniarz…
Brunetka lekko kiwnęła głową i naciągnęła kołdrę, na leżącą i płaczącą przyjaciółkę.
- Nie martw się Lily, wszystko się wyjaśni – powiedziała, gładząc rudowłosą po głowie. Usiadła na podłodze i słuchała głośnych szlochów, w myślach przeklinając zarówno Snape’a jak i Jamesa Pottera.
***
- Proszę! – wydarł się Syriusz, gdy usłyszał natarczywe pukanie do drzwi dormitorium – O, Meadowes, stęskniłaś się? – zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
- Nie, palancie. Gdzie jest ten padalec? – zapytała, trzymając w ręce różdżkę.
- Ooo – powiedział Syriusz i od razu wskazał na drzwi łazienki. Był bardzo ciekawy dalszego rozwoju wydarzeń.
- Wyłaź Potter, bo rozwalę te drzwi! – krzyknęła Dorcas, waląc otwartą ręką w futrynę.
- Dorcas, hm, może porozmawiamy? – zaproponował Remus, z niepokojem spoglądając na zdenerwowaną brunetkę.
- Nie – wyburczała i mruknęła – Alohomora.
Tylko w tym samym momencie drzwi się uchyliły i wyszedł zza nich James Potter, sprawca całego zamieszania.
- Zepsułeś moją przyjaciółkę – stwierdziła Dorcas, spoglądając na żałośnie wyglądającego kapitana – Zamieniła się w fontannę – dodała.
- Lily płacze? – zapytał James, czując paskudne wyrzuty sumienia.
- I to jak płacze! W sensie, już nie, usnęła – odparła brunetka, opuszczając różdżkę – Coś ty jej znowu zrobił?
Syriusz głośno chrząknął, a Peter ewakuował się z pokoju.
- Zawiodłem ją – powiedział James, wsadzając sobie rękę we włosy, aby zrobić jeszcze gorszy bałagan na głowie – Ale gdybyś usłyszała Snape’a… Te jego insynuacje. Ja…
- Nieważne – przerwała wojowniczo Dorcas – Masz ją naprawić, rozumiesz? Wypłakała przez ciebie cały ocean łez i wiesz czemu? – zapytała.
Potter pokręcił przecząco głową. Cóż, pewnie dlatego że złamał dane słowo…
- Kretynie, bo coś do ciebie czuje! Gdyby tak nie było, tylko by na ciebie nawrzeszczała i odpuściła! – zawołała Dorcas i szybko wyszła z pokoju Huncwotów.
James stał oszołomiony. A po chwili na jego twarzy wykwitł zwycięski uśmiech.
- Rogaczu, weź już tego nie spierdol – powiedział poważnie Syriusz.
***
Dni mijały Lily na usilniej próbie niezwracania uwagi na Jamesa Pottera. Naprawdę robiła co mogła! Zamieniła się miejscami z Samem May’em, nie przesiadywała w bibliotece, pokoju wspólnym, ani żadnym innym miejscu publicznym, oraz zupełnie nie patrzyła w jego kierunku.
A brunet naprawdę się starał! Słał pannie Evans przepraszające liściki, kwiatki, maskotki, czekoladki, po każdej lekcji czekał na nią pod klasą i próbował nawiązać kontakt. Jednak to wszystko było na nic, Lily się uparła i już!
Dlatego też, wiedząc, że rudowłosa jadała teraz śniadania już o siódmej rano, James spędził piątkową noc w pokoju wspólnym i od szóstej rano, czekał na zejście rudowłosej ze schodów, prowadzących z dormitoriów dziewcząt.
- Cholera – powiedziała Lily, gdy zobaczyła siedzącego na fotelu Pottera. Było dopiero dwadzieścia po szóstej, a ona nie mogła spać, więc uznała, że poczeka do siódmej właśnie w pokoju wspólnym.
- Lily – zaczął Potter, patrząc z uwagą na zielonooką – Lily, chciałbym cię przeprosić, postąpiłem jak dupek, miałaś rację! Obiecałem, że zostawię Smar, ekhm, Snape’a w spokoju i jak największy kretyn nie dotrzymałem obietnicy. I to danej tobie… Możesz na mnie spojrzeć? – zapytał, gdy panna E uparcie patrzyła na dogaszający w kominku ogień.
- Nie mogę na ciebie spojrzeć, bo jeżeli to zrobię, pewnie odejdzie mi chęć zamordowania cię – odparła dziewczyna.
- Lily, błagam, wybacz mi! Już nigdy więcej nie zrobię takiej głupoty, zostanę twoim niewolnikiem, będę robił co tylko zechcesz! Obiecuję… - dodał, kładąc prawą dłoń na sercu.
Lily uniosła brew i spojrzała na bruneta.
Wygląda dosyć żałośnie, chyba w ogóle nie spał, pomyślała.
- Dobrze – wyburczała – Ale mam jeden warunek, Potter.
- Zrobię co zechcesz – obiecał zadowolony James.
- Przeprosisz Snape’a – powiedziała dziewczyna i z dziką satysfakcją patrzyła na zmieniające się oblicze chłopaka – Na niedzielnym obiedzie, przy całej szkole!
***
- Ruda, jesteś okrutna – stwierdził Syriusz Black.
Właśnie zaczynał się niedzielny obiad, na którym to miała stać się epokowa chwila.
- Wiem to doskonale, Black – odparła dziewczyna, patrząc na spiętego Jamesa – No, Potter, twój cel właśnie wchodzi do Sali… - dodała ze słodkim uśmiechem.
- Muszę?! – zapytał żałośnie.
- Potter! – warknęła Lily, czym przywróciła chłopaka w ryzy.
- To będzie piękny moment – stwierdziła Dorcas, wpychając sobie do ust spory kawałek sałaty.
- No, ruszaj – zachęciła rudowłosa, patrząc na niechętnie zwlekającego się z krzesła bruneta.
- Powodzenia, Rogaczu! – krzyknął Syriusz – Ale mam odważnego kumpla – stwierdził z dumą, widząc Jamesa już przy stole Ślizgonów.
***
- Czego tu szukasz, Potter? – warknął Mulciber, widząc zbliżającego się do stołu Slytherinu, Jamesa.
- Na pewno nie ciebie – odparł James i stanął obok paskudnie wykrzywionego Severusa – Słuchaj Snape, głupio wyszło. Nie chciałem ci złamać nosa, naprawdę… – dodał z emfazą.
- Więc, przepraszam – skończył brunet i nawet nie spoglądając na głupie miny Ślizgonów, spojrzał prosto na Lily.
Nie zwracając uwagi na głośne szepty uczniów, nieśpiesznym krokiem wyszedł z Wielkiej Sali.
***
- Musisz przyznać Lily, zrobił to, co mu kazałaś – powiedziała Dorcas, gdy opuściły Wielką Salę, która aż huczała od plotek.
- Mhm – przyznała Lily – Myślisz, że byłam zbyt okrutna? – zapytała, z niepokojem spoglądając na przyjaciółkę. W końcu doskonale znała nienawiść, łączącą tych dwóch chłopaków.
- Oczywiście, że tak, Ruda! Ja w życiu nie przeprosiłbym tego nietoperza, za nic! – stwierdził Syriusz, kiedy dogonił koleżanki.
- Więc dobrze, że nie rozmawiamy o tobie – stwierdziła brunetka – Teraz Lily, powinnaś mu pokazać, że dobrze zrobił, że jesteś z niego dumna i jakiś mały buziak też by nie zaszkodził – dodała, mrugając do Łapy.
- Ooo tak – podłapał Black – Ale raczej nie mały buziak, tylko duży z małym macankiem.
- Black, jesteś obleśny – stwierdziła rudowłosa.
***
- James? – zapytała Lily, patrząc na posępną minę bruneta.
James już od dobrej godziny stał na szczycie Wieży Astronomicznej i myślał.
- Jeszcze nikt mnie tak nie upokorzył… Nigdy – stwierdził, nawet nie spoglądając na dziewczynę.
Lily lekko drgnęła i podeszła do chłopaka. Dotknęła lekko jego zaciśniętą na barierce dłoń i próbując nie patrzeć w dół, przysunęła się do chłopaka.
- Przepraszam, może trochę przesadziłam – powiedziała, czując wiatr smagający policzki i czując coraz większą panikę, spowodowaną wysokością – Możemy porozmawiać w innym miejscu? Chyba puszczę pawia – stwierdziła, na co James wysoko uniósł brwi.
- Jesteś strasznie blada! No tak, lęk wysokości… - powiedział, odsuwając się z dziewczyną od barierek – Nie wiem, czy jest o czym rozmawiać.
- Oczywiście, że jest! – krzyknęła Lily, gdy poczuła się pewniej - już nie widziała tej przerażającej ją, wysokości.
- Mów – powiedział James, zakładając ręce na piersi.
- Widzisz, przemyślałam to wszystko. I już wiem, że wcale mi nie chodziło o to, że miałeś jakieś dziwne zatargi ze Snape’m... Byłam wściekła, bo chociaż dałeś mi słowo honoru, złamałeś je! Mówiłeś mi, że traktujesz mnie poważnie, że ci na mnie zależy, a tak zwyczajnie olałeś to, co mi obiecałeś… O to byłam zła. Ale jeszcze bardziej dlatego, że uświadomiłam sobie, że to ma zupełnie inne podłoże. Bo zaczęłam coś czuć, do tego doroślejszego, mądrzejszego Jamesa, zaczęło mi na nim zależeć… A okazało się, że stary James powraca w mgnieniu oka – powiedziała Lily, mocno się rumieniąc pod czujnym spojrzeniem chłopaka.
- Pozwól, że zrobię szybkie podsumowanie – powiedział Potter – Podobam ci się w wersji poważniejszej, ale nie tej sprzed chociażby roku, i nie możesz znieść, że tak się dzieje.
- Uch, nie! Właśnie chodzi o to, że to mi się całkiem podoba – odparła Lily – Ty mi się podobasz, rozumiesz?
James spojrzał na zażenowaną wyznaniem dziewczynę i zaśmiał się cicho.
- Ty też mi się podobasz, Evans… Chyba zaczynasz w końcu rozumieć, jak bardzo – powiedział, przytulając lekko dziewczynę. Poczuł jej chłodne dłonie na karku i przymknął oczy. Mógłby tak spędzić z nią całą wieczność.


Rozdział 8

Peter Pettigrew był bardzo zadowolony. Siedział w szkolnej kuchni, skrzaty podawały mu co lepsze kąski dań, popijał herbatę zaprawioną odrobinką Whisky Ogdena, było mu ciepło i ciągle coś sobie wkładał do paszczy. Oczywiście coś smacznego…
Życie jest piękne, pomyślał, wpychając sobie kawałek długiej żelki.
Popił trochę herbaty i z wielkimi zapasami jedzenia, ruszył do wieży Gryffindoru.
***
- Jestem wy-koń-czo-na! – krzyknęła Lily, nakrywając zmęczone oczy dłonią – Po co ja się zgłosiłam do tego projektu? – wyjęczała, kładąc się na kanapie.
Był czwartkowy wieczór, a panna E siedziała otoczona grubymi księgami z trudnością przytachanym z biblioteki. Dorcas za to wpółleżała na fotelu i spoglądała a to na załamaną przyjaciółkę, a to na następną stronę „Czarownicy”.
- Mnie nie pytaj – odparła Dor, zajadając żelki zostawione przez Petera(zapewne przez przypadek…) – Ja nie chodzę na Obronę, na szczęście – dodała.
- A szkoda Meadowes, mielibyśmy całkiem niezłe widoki – powiedział Syriusz, wchodząc do pokoju wspólnego z męskich dormitoriów. Ukradkiem spojrzał na wyeksponowane nogi brunetki – Czemu jęczysz, rudzielcu?
Lily wykrzywiła wargi.
- Zgłosiłam się do dodatkowego projektu – odparła rudowłosa, po czym zmarszczyła czoło – Czemu was dzisiaj nie było na lekcjach? – zapytała, spoglądając na zasiadającego na kanapie Jamesa, który podkradł ostatnią żelkę nieszczęśliwej Dorcas.
- Jutro też nas nie będzie – powiedział James i spojrzał na książki – Na jaki temat ten projekt? – zapytał.
- Nie możecie od tak sobie opuszczać lekcji, McGonagall znowu nam odejmie punkty! – zawołała Lily – „Wilkołactwo przez wieki. Rozległa charakterystyka wilkołaka” – dodała.
Syriusz zakrztusił się właśnie pitą wodą.
- Co? – wyskrzypiał, głośno kaszląc.
- Głuchy jesteś? – odparła Lily, z niesmakiem patrząc na oplutą podłogę – Referat o wilkołakach… To takie stworzenia Black, co mają wielkie, ostre zęby, które bardzo chętnie rozszarpałyby takiego kretyna jak ty – dodała.
- Wiem, kim jest wilkołak – odparł zażenowany Łapa i spojrzał na poważnego Rogacza – Więc, hm, dużo napisałaś?
- Trochę – westchnęła rudowłosa – Właśnie siedzę w tabelach astronomicznych. Tak swoją drogą, wiecie, że właśnie na dzisiaj przypada pełnia? – zapytała, przeglądając książki i notatki.
- Coś na ten temat wiem – odparł James, czując się bardzo niezręcznie.
Bo tych dwóch chłopaków miało pewną tajemnicę. Której za żadną cenę, nie chciało nikomu zdradzić.
***
- Dor? – zapytała Lily – Śpisz?
Było już dobrze po dwudziestej trzeciej, a rudowłosa nie mogła spać. Coś jej nie dawało spokoju, ale zupełnie nie wiedziała co.
- Tak, Lily, śpię – wymamrotała przebudzona Dorcas.
Lily przewróciła oczami, i cicho wstała z łóżka. Założyła ciepły szlafrok i usiadła na szerokim parapecie.
Błonia w świetle księżyca wyglądały naprawdę malowniczo. Oszroniona trawa, drzewa uginające się pod silnymi podmuchami wiatru, gdzieniegdzie przemykająca zwierzyna oraz wesoło rozświetlona chatka gajowego.
- I po co mi była ta kawa popołudniu? – wyszeptała rudowłosa, spoglądając na Bijącą Wierzbę, która właśnie przegoniła ze swych gałęzi, jakiegoś ptaka.
- Chyba mam omamy – wyszeptała, przecierając oczy ze zdumienia.
Spod Bijącej Wierzby, w towarzystwie psa oraz jelenia wyszedł najprawdziwszy w świecie wilkołak.
***
- Jestem nienormalna… Odbiło mi… Psychiczna, o Boże, Black miał rację! – gadała Lily do siebie, spoglądając na swoje blade oblicze w szkolnej toalecie.
Właśnie trwało Zielarstwo, z którego się wykręciła wyimaginowanym bólem brzucha.
„Wie pani, profesor Sprout, damskie sprawy!”
- Idę do Pomfrey. Może mi coś da na halucynacje. I czemu ja ciągle mówię do siebie na głos?! – powiedziała Lily, mijając jakąś przerażoną pierwszoroczną.
***
- Co ty tu robisz? – zapytała Lily, patrząc na niespokojnie kręcącego się pod drzwiami od Skrzydła Szpitalnego, Syriusza Blacka.
Czarnowłosy spojrzał na dziewczynę i się skrzywił.
- A ty? Czemu nie na lekcji? – odpowiedział pytaniem na pytanie, czego tak strasznie nie znosiła rudowłosa.
- Mam… ekhm, problem – odparła, rumieniąc się – Nie gap się! – dodała gdy zobaczyła porozumiewawczy wzrok Blacka. Podeszła do drzwi i złapała za klamkę.
- Nie możesz tam wejść! – zawołał Syriusz, łapiąc za chłodną rękę dziewczyny i trochę ją odciągając od drzwi.
- Black, co jak co, ale to akurat mogę – wysyczała przez zęby, czując coraz większy ból głowy i nienawiść do całego świata. Bo w końcu zwariowała, stało się! Ma omamy i halucynacje, jej przeciążony nauką mózg, tworzy jakieś dziwaczne obrazy! To jedyne wytłumaczenie…
- Nie możesz, bo tam… Rogacz się przebiera! – zawołał Syriusz, szybko szukając w głowie jakiejś wymówki – Na pewno lata nago, on tak ma – dodał, czując, że pogrąża kumpla.
- Black, weź się lecz… - powiedziała zniesmaczona Lily i szybko dopadła do drzwi – Wcale nie lata – dodała odkrywczo rudowłosa, spoglądając na zażenowanego Blacka.
Weszła głębiej do Sali i zobaczyła coś co ją nieźle przeraziło.
- O cholera…
***
- Black, naprawdę jesteś tępy. Tak tępy, jak tylko może być facet. Co to ma znaczyć? – wyszeptała rudowłosa, spoglądając na pokiereszowane plecy Jamesa Pottera – Co mu się stało? – zapytała, podchodząc bliżej do łóżka na którym leżał nieprzytomny brunet.
- Spadł z miotły – wymyślił na poczekaniu Black, spoglądając z niepokojem na drzwi. Gdzie jest pani Pomfrey, gdy jest potrzebna? Pomyślał, spoglądając na wścibskiego rudzielca.
- Co jak co, ale głupia nie jestem – odparła Lily, i zmrużyła oczy – Pojedynkowaliście się?
- Co? Nie! To znaczy tak, ooo tak, takim paskudnym zaklęciem mu przywaliłem… - odparł szybko Łapa, myśląc, że w końcu znalazł dobrą wymówkę, do urazów Rogacza.
- Jakim? – spytała Lily, w myślach wyliczając składniki do eliksirów, jakie pomogłyby Jamesowi.
- Eeee… Ciężkim – wyszeptał Syriusz, czując się jak kretyn. Był kretynem, skoro dał tutaj wejść tej Wiewiórze!
- Merlinie – westchnęła zniecierpliwiona Lily, dosyć fachowym okiem oceniając stan chłopaka – Czym pani Pomfrey mu posmarowała plecy? I gdzie ona jest? Black, coś tu śmierdzi i o dziwo, nie ty…
Czarnowłosy westchnął.
- Niczym nie posmarowała, bo gdzieś wybiegła. Chyba do Slughorna. A ty co, uzdrowicielka cholerna? Spadaj stąd Evans – odparł bojowo chłopak.
- Naprawdę jesteś kretynem. Jeżeli zaraz mu czymś nie posmarujemy ran, wda się zakażenie. Serio chcesz, żeby później musiał przeżywać rozcinanie zainfekowanych ran? To naprawdę boli…
Lily spojrzała na przerażonego Blacka i ruszyła do składziku pielęgniarki.
- Dyptam nigdy nie szkodzi – powiedziała z pewnością w głosie i szybko umyła ręce – No Black, moja pielęgniareczko – zaczęła ironicznie, próbując ukryć strach. Te rany były paskudne! – Wylej mi to na ręce, ale nie dużo – zastrzegła.
Zaczęła wcierać preparat w plecy bruneta i zastanawiać się, co mu się tak naprawdę stało.
***
- Więc? – zapytała Lily.
Siedziała z Syriuszem pod Skrzydłem Szpitalnym ze zwolnieniem z lekcji w ręku. Kończyli smarowanie ran, akurat w momencie gdy do Skrzydła wpadła zdenerwowana pani Pomfrey. Oczywiście nawrzeszczała na nich, ale po chwili się opanowała. Podała pojękującemu Potterowi eliksir przeciwbólowy i udała się do ostatniego łóżka, które było z każdej strony otoczone białym parawanem.
- Co, więc? – udał głupa Syriusz. Przecież nie mógł powiedzieć wszystkiego Rudej!  Ale gdzieś z tyłu głowy miał świadomość, że dziewczyna nie odpuści i będzie drążyć temat.
- Co się stało? – zapytała i szybko dodała – Słuchaj, jestem niewyspana, w nocy widziałam jakieś dziwne… ekhm, zwierzęta, później nie mogłam usnąć, a te twoje liche uniki, w ogóle nie robią na mnie wrażenia, tylko mnie wkurzają. Więc pytam, co się stało Jamesowi?
- Przejęłaś się, Evans? – spróbował z drugiej strony. Przecież nie mógł wyjawić tajemnicy Remusa!
- Oczywiście, że tak – odparła rudowłosa, międląc w dłoniach kartkę – Te rany wyglądały naprawdę paskudnie, trochę jak w tej książce, którą wczoraj… przeglądałam… NIE! – zawołała, szeroko otwierając oczy – Black, lepiej mi powiedz, że wy… Nie… Że, o Boże – dodała, widząc wszystko zdradzającą twarz Syriusza. Nie byłby dobrym aktorem.
- Słuchaj, Evans…
- Nie! Już rozumiem, znowu wczoraj gdzieś się szlajaliście, a ja… Black, ja widziałam na błoniach wilkołaka. Myślałam, że mi naprawdę odwala, naczytałam się mnóstwo informacji, więc myślałam, że może już mam jakieś urojenia, czy coś, ale…
Spojrzała na chłopaka groźnie marszcząc oczy.
- Chyba nie jesteście na tyle głupi, żeby zadzierać z wilkołakiem, prawda? On naprawdę spadł z miotły? – zapytała z nadzieją, próbując sobie to wmówić.
- Evans, ja nie jestem dobrą osobą do rozmowy o tych sprawach… Porozmawiaj z Jamesem i Remusem – dodał chłopak i szybkim krokiem odszedł jak najdalej od dziewczyny.
***
- Panna jeszcze tu siedzi? – zapytała pani Pomfrey, kierując się na obiad. Było już po 14, stan pacjentów się poprawiał, więc pielęgniarka miała chwilę dla siebie.
Rudowłosa kiwnęła głową.
- Mogę na chwilę wejść? – zapytała.
Pielęgniarka chwilę popatrzyła na przejętą dziewczynę, która dzisiaj jej bardzo pomogła (jak mogła zapomnieć, że jeszcze ma zapas dyptamu? Gdyby nie ta uczennica, jej pacjent mógłby… Cóż, mógłby cierpieć w przyszłości).
- Wejdź, ale jak wrócę, to bez gadania wyjdziesz.
Lily kiwnęła głową i weszła do Sali. Podeszła cicho do łóżka, na którym leżał brunet i usiadła na krześle.
- Cześć Lily – powiedział James, nawet nie otwierając oczu.
Rudowłosa głośno westchnęła.
- Skąd wiedziałeś, że to ja? – zapytała podejrzliwie. Chłopak otworzył oczy i spojrzał na nią wesoło. Oczywiście na tyle wesoło, na ile może, obolały człowiek po przejściach z wilkołakiem.
- Poznałem po perfumach – odparł, patrząc na rozmazaną twarz dziewczyny – Podałabyś mi okulary? – zapytał, czując, że przez bandaże nie może się za bardzo ruszyć.
- Jasne – powiedziała Lily – Reparo – wyszeptała, wskazując różdżką na potłuczone szkła i założyła je chłopakowi na nos.
- Dzięki – powiedział James, w końcu widząc rudowłosą w rozdzielczości HD.
Lily popatrzyła na przykrytą prawie po uszy postać chłopaka.
- Powiesz, co się stało? – zapytała, patrząc mu prosto w oczy.
Zazwyczaj tego unikała, bała się tego, co może w nich dojrzeć, ale teraz było inaczej…
- Nie mogę… - odparł James, ciężko wzdychając – To nie dotyczy tylko mnie, gdybym mógł naprawdę, powiedziałbym ci. Tobie w szczególności, przecież wiesz!
Lily spojrzała na niego poważnie i nachyliła się nad twarzą chłopaka.
- Powiedz mi chociaż jedno – wyszeptała mu prosto do ucha – Czy od dzisiaj, raz w miesiącu, będziesz się zamieniał w wilkołaka?
Rzuciła mu miażdżące spojrzenie i szybko opuściła Skrzydło Szpitalne.
***
James Potter miał problem. Nie były to jego rany na plecach, te zagoiły się szybko i prawie bezboleśnie. Nie było to też grożące mu wilkołactwo, pani Pomfrey, oraz profesor Slughorn, wykluczyli tę możliwość (Jamesowi wielki kamień spadł z serca).
Miał problem z pewną tajemnicą i dziewczyną. A może na odwrót, z dziewczyną i tajemnicą?
- James, powiedz jej – powiedział Remus, patrząc na pogrążonego w myślach przyjaciela – Prędzej czy później by się wydało, a Lily… Ona nie zasługuje na kłamstwa.
Rogacz pokręcił głową.
- Obiecałem, że nie pisnę ani słowa – odpowiedział z ciężkim sercem. Naprawdę chciał o wszystkim opowiedzieć Lily, ale dał słowo honoru! I co z tego, że Remus mu teraz pozwala? James czułby się z tym źle, tak jakby zdradził przyjaciela… A tego nie chciał nigdy zrobić!
- Wydaje mi się, że Lunatyk ma rację, James ona się domyśla! Co jak co, ale sprytna z niej Wiewióra. I jeszcze ten projekt… Pewnie by się nie domyśliła, ale naczytała się o wilkołakach, w dodatku wiecie co mi powiedziała? Że widziała wilkołaka na błoniach, tylko myślała, że jej odbija od nauki! – zawołał Syriusz.
- Oo – westchnął James – Niedługo o tym zapomni - dodał z nadzieją.
- Pff, Evans ma pamięć słonia! Niczego nie zapomina… – odparł Łapa. Spojrzał na bladego Remusa i przestraszonego Petera – Trzeba jej powiedzieć, ale tak, żeby nie zrobiła afery.
- Ej, Lily nie jest taka! – zawołał James, broniąc dziewczyny – Przecież dobrze wiecie, że nie plotkuje, ani nic…
- Rogaczu, wszystkie baby plotkują, i Święta Evans Od Książek, nie jest wyjątkiem – odpowiedział Black.
W pokoju zaległa cisza, przerywana żałosnymi westchnięciami Rogacza.
Remus siedział na łóżku jak sparaliżowany. Stał w obliczu wyjawienia swojego największego, najgorszego sekretu. Był tym przerażony. Przecież nawet Huncwoci nie powinni o tym wiedzieć, a co dopiero Lily!
- Ja jej powiem – usłyszał swój cichy głos.
Trójka przyjaciół spojrzała na niego z niepokojem.
***
- Jestem – powiedziała Lily, wchodząc do sypialni Huncwotów.
Przed dziesięcioma minutami dostała „ptaszka”, popularny środek komunikacji wśród uczniów Hogwartu – złożony pergamin z wiadomością, zaczarowany odpowiednią inkantacją aby doleciał do adresata.
- Usiądź – poprosił James, poklepując materac łóżka obok siebie.
- Dzięki, postoję – odparła Lily – Słucham – powiedziała, ze zniecierpliwieniem stukając obcasem.
- Lily – zaczął Remus, a rudowłosa spojrzała na niego ze zdziwieniem. Myślała, że to Potter będzie objaśniał całą sprawę…
- Tak, Remusie? – popędziła go. Miała naprawdę mnóstwo rzeczy do zrobienia – referat dla Galbraitha, dokończenie wypracowania dla Slughorna, poćwiczenie zaklęcia zmniejszającego…
- Jestem wilkołakiem – wypalił blondyn, patrząc z przerażeniem na rudowłosą.
W pokoju zaległa nieprzyjemna cisza.
- Ha, ha, bardzo śmieszne – powiedziała Lily, spoglądając na chłopaków z niecierpliwością – Słuchajcie ja mam kupę roboty, a wy jak zwykle robicie sobie głupie żarty, naprawdę nie wiem, czemu zawsze ze mnie i czemu takie durne, ale Remusie, serio? Po tobie się tego nie spodziewałam… - zaczęła monolog, rozglądając się po zabałaganionym pokoju – I w ogóle jak możecie mieszkać w takim syfie, dałabym sobie rękę uciąć, że pod tymi stertami rzeczy macie nielegalną hodowlę karaluchów, lub innego paskudztwa…
Syriusz szybko zamrugał powiekami, aby nie zacząć się śmiać. Rudzielec był całkiem zabawny!
- Ruda, on mówi prawdę.
- Aha, jasne, a ja wieczorami lubię polatać na miotle – odparła Lily, przewracając oczami. Remus wilkołakiem? Przecież to śmieszne!
- Serio? – zapytał James z nadzieją.
- Co? Oczywiście, że nie. Lęk wysokości, pamiętasz? Mózg sobie też uszkodziłeś? – zapytała – Dobra, mówcie co się tak naprawdę stało i stąd idę. Wiecie, że pokój się czasami wietrzy? Co to za dziwny zapach?
- Lily, ja naprawdę jestem wilkołakiem – powiedział załamany Remus – I to ja tak urządziłem Jamesa…
Lily szybko zamrugała oczami.
- Załóżmy, że jesteś wilkołakiem… - powiedziała spokojnie – Skąd miałby ci się nawinąć pod ręką Potter? I gdzie? Więc nie miałam omamów? To jedyna dobra wiadomość dzisiaj… - dodała, jednak siadając na potterowym łóżku.
Zaczęła analizować całą sytuację. Remus = wilkołak. Nawet by pasowało, co miesiąc znikał, niby jeździł do chorej matki, ale… No właśnie, ale!
- Wilkołak… Jeleń i pies? – zapytała piskliwym głosem. Remus skinął głową.
- O Boże – wymamrotała, opuszczając głowę między nogi.
- Lily? – zapytał James, delikatnie dotykając jej pleców.
- Weźcie otwórzcie okno… - poprosiła, co szybko zostało wykonane przez niczego nierozumiejącego Syriusza. Zachowanie Rudej było dziwne.
- Jesteś wilkołakiem – powiedziała, patrząc Remusowi prosto w oczy – To kto jest psem? I czemu mam dziwaczną pewność, że Black? – zapytała, patrząc na głupio uśmiechającego się Syriusza – Ale jak? Animagia? Przecież to… Skomplikowane! I trzeba być zarejestrowanym, oglądałam ten spis, gdy dowiedziałam się, że McGonagall jest animagiem. To jest krótka lista, bo animagia jest trudną dziedziną magii.
- Nie jesteśmy zarejestrowani – potwierdził przypuszczenia dziewczyny James – Ja jestem jeleniem, a Peter szczurem.
- Super – westchnęła Lily – Założymy zoo?
Syriusz zmarszczył brwi.
- A co to? Coś fajnego? – zapytał.
- Merlinie… - wyjęczała Lily, kładąc sobie rękę na czole – Weźcie mi powiedzcie, że to nie dzieje się naprawdę, mam jakiś dziwaczny sen, jak wtedy gdy mordowałam gigantyczną żelką Pottera…
- Ej, no! Ja mam milsze sny związane z twoją osobą… - wymamrotał urażony James.
- Remusie? Ale jak? – zapytała Lily.
- Zostałem ugryziony w dzieciństwie – odparł Remus, spoglądając z niepokojem na bladą dziewczynę – Nie ma co się zagłębiać w szczegóły, jestem w Hogwarcie tylko dzięki Dumbledore’owi.
- On wie? – wyszeptała Lily – I naraża uczniów na…? Przepraszam Remusie!
- Nie ma za co – odparł skrzywiony Lupin – Taka jest prawda, naraża niewinnych uczniów na towarzystwo potwora!
- Luniaczku, już nie przesadzaj! Taki z ciebie potwór, jak ze mnie primabalerina – powiedział lekceważąco Syriusz.
- Łapo, zaatakowałem Jamesa! Na szczęście był pod postacią jelenia, bo…
- Przecież żyję! Nic mi się nie stało, serio, nie zaprzątaj sobie tym głowy, było minęło! – odparł beztrosko brunet.
Lily spojrzała na niego spod byka.
- Potter, może trzeba cię uświadomić, ale gdyby drasnął cię głębiej, albo ugryzł, to w przyszłym miesiącu hasałbyś sobie po błoniach jako wilkołak, a twoje dziecko, o ile jakaś kobieta zechce mieć dziecko z tak nieodpowiedzialną osobą, mogłoby odziedziczyć gen wilkołactwa.
W pokoju zaległa cisza.
- O – westchnął James, w końcu czując grozę sytuacji.
- Yhm, o – przedrzeźniła go Lily – Remusie, nie martw się, nikomu nic nie powiem… Myślę, że na razie to do mnie nie dociera i dlatego jestem taka spokojna. Zapewne gdy dojdę do dormitorium, wtedy do mnie dotrze, że zadaję się z bandą, nieodpowiedzialnych kretynów, ale co poradzić? Uczepił się taki Potter i nawet gdybym go kijem odganiała, on by się nie odczepił. Wpadłam w nerwowy monolog? Chyba tak… Znowu! Może ktoś go przerwać, nim bardziej się zbłaźnię? Ktokolwiek?
- Chcesz żelkę? – zapytał Peter.
Lily spojrzała na niego z szeroko otwartymi oczami i wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Rogaczu, ona jest jakaś nienormalna – skomentował jej zachowanie Black, gdy dziewczyna poczęstowała się glutowatym przysmakiem, i nadal się zaśmiewając wyszła z huncwockiego dormitorium.


Rozdział 9

Poniedziałkowy poranek
- Kawy – wyjęczała Lily, przysuwając do siebie dzbanek z czarnym, gorącym napojem – W ogóle nie spałam – wytłumaczyła zdziwionej Dorcas.
- Znowu? – zapytała brunetka, nakładając sobie sporą porcję sałatki owocowej – Czyżbyś rozmyślała o kimś konkretnym? – zapytała przebiegle.
- Uhm – mruknęła Lily, przymykając powieki.
Oczywiście myślała o Remusie i jego problemie. Cóż, teraz nie tylko jego problemie…
- Serio, Lily? – zapytała podekscytowana Dorcas – Opowiadaj, jakie masz fantazje o kapitanie? Tylko ze szczegółami proszę!
- Co? – warknęła rudowłosa, od razu czując, że kofeina wcale nie jest jej potrzebna – Nie o nim myślałam!
- O kim myślałaś? – zapytał Black, siadając naprzeciwko dziewczyn.
- O kapitanie – odpowiedziała Dorcas, puszczając uśmiechniętemu Jamesowi oko.
- Wcale nie – jęknęła Lily – Myślałam o kimś innym…
- O kim? – spytał szybko brunet.
Lily spojrzała na niego porozumiewawczo.
- Aa.
- Be, inteligencie – odparła i napiła się kawy.
- Evans niewyspana, Evans zła – skomentował Syriusz – Meadowes, na kogo się tak patrzysz? Nie wiesz, że przed tobą siedzi najprzystojniejszy facet w Hogwarcie?
- Taa – westchnęła Dorcas – Widzę Eryka, zobaczymy się na Zielarstwie, Lily!
Brunetka ruszyła za wysokim blondynem, który właśnie wstał od stołu Ravenlcawu, a Syriusz patrzył na tą scenę z niedowierzaniem.
- Ostatnio byli na randce – powiedziała wreszcie rozbudzona Lily – Tak apropo randek… Potter, czekałam na jakąś odezwę, a tu głucha cisza – dodała, wstając od stołu.
Lekko się uśmiechając z głupich min Huncwotów, ruszyła w stronę cieplarni.
***
Połowa Obrony przed Czarną Magią, to był czas Lily. Z lubością popisywała się przed kolegami swoją wiedzą, przedstawiając swój referat o Wilkołactwie.
- Rozbudowana wypowiedź, panno Evans – stwierdził profesor Galbraith, gdy Lily przy rzewnych oklaskach Jamesa, zasiadła w ławce – Dwadzieścia punktów dla Gryffindoru.
Rudowłosa uśmiechnęła się. Cóż, dwadzieścia punktów piechotą nie chodzi, ale to pikuś, przy punktach traconych przez Huncwotów.
- Ja bym ci dał co najmniej pięćdziesiąt punktów – wyszeptał James, uśmiechając się do rudowłosej.
Bardzo poprawiła mu humor, tym nawiązaniem do randki. To znaczy, że chciała z nim spędzić czas! W dodatku sam na sam.
- Dzięki – odparła Lily i zajęła się szybkim notowaniem wiadomości o wampirach.
***
Po lekcjach, Lily swoim starym zwyczajem udała się do biblioteki. Odebrała od pani Pince książki, które sobie w poprzednim tygodniu zaklepała (na niektóre trzeba było czekać dwa tygodnie!) i skierowała się do swojego ulubionego stolika pod oknem.
- Jak ci się udało tutaj dotrzeć przede mną? – zapytała, patrząc na zadowolonego z siebie Pottera.
- Zna się parę tajnych przejść – odparł beztrosko – Jak chcesz, to ci pokażę – dodał, przypominając sobie o tym prowadzącym z drugiego piętra na parter, które było ciemne. Może Lily boi się ciemności? Złapałaby go za rękę i mocno się do niego przytuliła, i…
- Nie, dziękuję – rozwiała jego fantazję w sekundę – A przyszedłeś tu, bo…?
- Mamy randkę – odparł odważnie James, patrząc z lubością, na czerwieniące się policzki dziewczyny.
- No taak – westchnęła Lily, kładąc ciężkie księgi na stole – Może trzeba było mnie chociaż zaprosić na tą „randkę”, hm? – zapytała, otwierając księgę, którą sobie zarezerwowała już na początku roku, a dopiero teraz wpadła w jej ręce. Ech, te kolejki!
- Więc, zapraszam – powiedział jakże dowcipnie brunet i spojrzał z obrzydzeniem na starą, brudną książkę – Masz zamiar to czytać?
- Hm, pomyślmy – odparła Lily – Znajdujemy się w bibliotece, to nasz pierwszy trop… A co się robi w bibliotece? Czyta książki! Więc tak, będę to czytać.
- A może spacer? – zaproponował brunet, chociaż skrzywił się, gdy dziewczyna wyjrzała za okno. Była niezła ulewa i chyba właśnie gdzieś strzelił piorun… - Ech.
Lily spojrzała na chłopaka.
- Słuchaj, jeżeli chcesz, to możesz mnie zabrać w jakieś fajne miejsce gdy skończę to czytać – powiedziała – Na pewno znasz w zamku jakieś miejsce, o którym nie mam pojęcia…
James spojrzał na już zaczytaną dziewczynę. Znał od groma takich miejsc! Hm, tylko które z nich wybrać…
***
- Jesteśmy! – powiedział, zatrzymując się pod pustą ścianą na siódmym piętrze. Lily rozejrzała się uważnie.
- Korytarz? – zapytała trochę rozczarowana. A nawet bardzo, myślała, że James jest bardziej pomysłowy…
- Nie – odparł brunet i nad czymś głęboko rozmyślając przeszedł parę razy pod ścianą.
- Jak? – zapytała Lily, z niedowierzaniem patrząc na drzwi. Drzwi, których wcześniej nie było, tak dla wyjaśnienia.
- Czary – odparł kpiąco James i otworzył drzwi – Zapraszam.
Lily przeszła przez drzwi i oniemiała z zachwytu.
Właśnie stała na pięknej plaży, o złocistym piasku i spoglądała na turkusową wodę.
- Usiądziesz? – zapytał chłopak, wskazując na czerwony koc, leżący na piasku. Zielonooka skinęła głową i opadła na koc.
- Niewiarygodne – wyszeptała, patrząc na mieniące się w słońcu fale – Co to za pomieszczenie? – zapytała, gdy James usiadł koło niej.
- Pokój Życzeń – odparł – Odkryliśmy go z Syriuszem, gdy uciekaliśmy przed Filtchem… Tylko wtedy objawił się nam jako komórka na miotły, później odkryliśmy jego możliwości.
Spojrzał na zachwyconą dziewczynę i zacisnął dłonie w pięści. Tak bardzo chciał ją dotknąć! Włożyć rękę w jej gęste włosy, sprawdzić, czy skóra jest tak jedwabista, na jaką wygląda.
- Pięknie – westchnęła, kładąc się na kocu – Jestem zaskoczona, myślałam, że zabierzesz mnie do jakiegoś wstrętnego przejścia, albo starej klasy… - dodała, z łobuzerskim uśmiechem.
James nie odpowiedział, tylko położył się obok dziewczyny. Zaległa cisza, przerywana chlupotem wody. Potter zastanawiał się jaki temat poruszyć, żeby nie zepsuć tej chwili.
- Więc… - zaczął spoglądając na dziewczynę. Umilkł, gdy zobaczył, że zasnęła.
***
Lily poczuła przyjemne łaskotanie na policzku. Westchnęła lekko, przeciągnęła się i wtuliła w poduszkę. Tylko czemu ta poduszka pachnie zupełnie inaczej niż zazwyczaj? I jest jakaś taka niezbyt miękka?
- Ooo – wyszeptała, gdy otworzyła oczy.
Leżała przytulona do Jamesa Pottera. Ba, prawie na nim leżała!
- Ja… Przepraszam, źle dziś spałam – wytłumaczyła szybko, czując żar na policzkach – Ta cała sprawa z Remusem i… - przerwała, gdy zobaczyła twarz chłopaka tak blisko swojej.
***
Gdy Lily usnęła, James uznał, że musi być strasznym nudziarzem. Ale gdy spojrzał na bladą twarz dziewczyny i zobaczył ciemne kręgi pod jej oczami, poczuł rozczulenie. A gdy śpiąca rudowłosa się przekręciła i wylądowała na nim prawie całym ciałem, poczuł coś innego, zgoła gdzie indziej. Ale to pomińmy, niech się nie czuje zażenowany…
I wreszcie mógł sprawdzić swoje wcześniejsze wątpliwości. W istocie, skóra Lily była tak gładka, jak sobie wyobrażał. A włosy! Gęste i jedwabiste w dotyku, leciutko przelewały mu się przez palce, gdy rozczesywał długie pasma.
Utopia, pomyślał gdy jej twarz przesunęła się z jego torsu w okolice szyi. Prawie mógł poczuć jej usta, jeszcze dosłownie parę centymetrów i…
Nie, kretynie, bo się obudzi! Odezwał się jakiś cichy głosik w jego głowie. Rozluźnił się i poczuł, że dziewczyna się budzi.
- Oo – usłyszał, gdy otworzyła zaspane oczy.
Ta mina!
- Ja… Przepraszam, źle dziś spałam – wytłumaczyła, wdzięcznie się rumieniąc. James uwielbiał to w Lily, że tak łatwo się przy nim rumieniła…
- Nie ma sprawy – odparł szybko – Miło było zostać twoją poduszką – zażartował, na co dziewczyna lekko zmarszczyła brwi.
- Cóż, dziękuję – powiedziała zażenowana – Coś nam nie idzie to randkowanie – stwierdziła z uśmiechem.
James zaśmiał się i pomógł dziewczynie wstać.
- Nie wiem jak ty, ale ja tę randkę zapamiętam na długo – odparł, wyprowadzając dziewczynę z tego wyjątkowego dla nich miejsca.
***
- Rogaczu, ogarnij się! – krzyknął Syriusz, próbując przekrzyczeć hulający wiatr – Latasz dzisiaj jak baba! – dodał.
W każdy wtorek, drużyna Gryffindoru miała dwugodzinny trening Quidditcha. I żadne jęki, ani usprawiedliwienia zawodników nie działały na ambitnego kapitana. Dopiero małe sam na sam z panną Evans, tak go rozmarzyło, że latał bezwładnie na miotle i nie zwracał uwagi na trenującą drużynę.
- Taa – odparł James, znowu w myślach przywołując moment przebudzenia dziewczyny. Miała wtedy tak intensywnie zielone oczy! Jak trawa na boisku w lato… Albo nie, prześwietlona słońcem szałwia! Albo najpiękniejszy szmaragd! Tak, James miał sporo porównań i dotyczyło to większości części ciała ukochanej. Chociażby włosy, piękne, niczym utkane z gwiezdnego pyłu, posypane złotem w odcieniu miedzi… Hm, nie miedź nie jest ładna, o barwie cegły? Hm, to też nie to…
- Rogacz, do jasnej cholery! Przestań śnic na jawie i patrz na trening! Meadowes strzeliła już sześć bramek i czeka na pochwały, to laska, one lubią komplementy, pamiętaj!
James potrząsnął głową i odegnał obraz dziewczyny w jakieś dalsze rejony świadomości.
- Dobra, drużyno, zbiórka! Byliście dziś świetni, kończymy! – zawołał po niespełna godzinie treningu i poleciał do szatni.
***
Lily Evans siedziała głęboko wciśnięta w fotel obok kominka i udawała, że czyta książkę. Tak naprawdę myślała nad wczorajszą „randką”. Była ona dosyć nietypowa.  Najpierw zaskoczenie spowodowane widokiem rajskiej plaży w zamku, a następnie ta cała sprawa ze spaniem, i to co gorsza, na Jamesie! Nadal się rumieniła na same wspomnienia jego twarzy, i tej miny, którą zobaczyła po przebudzeniu.
Jakbym była czymś do zjedzenia, pomyślała.
Ale tak cudownie się czuła w jego ramionach! Ciągle jej się wydawało, że czuje dłonie chłopaka na swojej talii, włosach…
- Paranoja – wyszeptała i spojrzała na zadowoloną z siebie Dorcas, która z głośnym jękiem oznajmiła swoje przyjście.
- Chyba mnie przewiało – obwieściła i spojrzała na zamyśloną przyjaciółkę – Co tam Lil? Uczysz się?
- Taa – odparła rudowłosa, patrząc niewidzącym wzrokiem na książkę.
- A to ciekawe, nie wiedziałem, że umiesz czytać do góry nogami! – powiedział Syriusz, siadając na kanapie obok Dorcas.
Lily szybko odłożyła książkę na stolik i od razu napotkała czułe spojrzenie orzechowych tęczówek.
- Cześć – powiedział James, chociaż dzisiaj się witali i rozmawiali, ale miał jakąś dziwną potrzebę przywitania się… Chyba mu odbijało.
- Cześć – szepnęła Lily, czując zdradliwe rumieńce – Jak trening? – zapytała.
- Zaskakująco krótki – odparł Syriusz, spoglądając to na dziewczynę, to na przyjaciela – Wiesz, Meadowes, chyba musimy przedyskutować strategię… - dodał, szybko pociągając protestującą dziewczynę za sobą.
- Pogoda nie dopisuje? – zapytała Lily, próbując utrzymać rozmowę. Wolała rozmawianie, niż to milczące wpatrywanie się w siebie.
- Nie – odparł James – Nie mogłem się skupić na grze. Lily, co ty ze mną robisz? – zapytał. Spojrzał na dziewczynę i poszedł do dormitorium.
***
Lily, co ty ze mną robisz? To pytanie dręczyło pannę Evans cały wtorkowy wieczór.
- Tak jak ja bym mogła się na czymkolwiek skupić – wymamrotała, przeglądając kolejną księgę.
Po raz pierwszy w życiu, rudowłosa nie mogła się skupić na nauce. I nie pomagało grożenie sobie w myślach, zadawanie kary (nie jedzenie żelek przez miesiąc!), oraz czytanie tej samej strony co najmniej pięć razy.
- A ty nadal tutaj? – zapytała Dorcas, siadając obok przyjaciółki – Blackowi coś odwala, najpierw mówi, że chce pogadać o strategii, a później robi coś innego. Wyobraź sobie, że przedstawiał mi wszystkie swoje zalety…
- Bo myśli, że jesteś z Erykiem – odparła Lily – Black uwielbia podrywać zajęte dziewczyny…
- To ma problem, bo ja nie jestem zajęta – stwierdziła Dorcas, wyjmując z kieszeni swetra lakier do paznokci – W ogóle chyba na razie nie chcę mieć faceta, tylko z nimi problemy.
- Oo, tak – westchnęła Lily, spoglądając na trójkę Huncwotów, która właśnie weszła do pokoju wspólnego z męskich dormitoriów.
- Meadowes, to co, kiedy randka? – zapytał Syriusz, prezentując dziewczętom swój zalotny uśmiech starego podrywacza – Może teraz?
- Weź spadaj, Black – wyburczała Dorcas, malując paznokcie – Znajdź inną ofiarę.
- Evans, może ty? – zażartował, za co dostał łokciem od Rogacza.
- Jasne Black, już lecę – odparła znudzona Lily – Może zaproponuj to Brunhildzie Miller, ona pewnie była by chętna – powiedziała, uśmiechając się łobuzersko.
Brunhilda Miller, była to szósto roczna Puchonka, ważyła co najmniej tyle ile Peter na czwartym roku i miała twarz pełną ropnych pryszczy. Ale była miła.
- Merlinie, Evans, jesteś okrutna! – zawołał Black, siadając na krawędzi fotela zajmowanego przez rudowłosą – A co to, pusty pergamin? Rudzielcu, jesteś chora? Gdzie wypracowanie na co najmniej sześć stóp?
Lily przewróciła oczami.
- Może zmieńmy temat – zaproponowała i spojrzała na milczącego Remusa, który wyraźnie unikał jej wzroku – Remusie, jak mama? – zapytała, mrugając porozumiewawczo okiem.
- Och… lepiej – odparł Lupin i szybko się poderwał z kanapy – Przepraszam, mam dyżur – dodał, wychodząc z wieży.
- No i mi wystraszyłaś kumpla – stwierdził szeptem Syriusz – Rogaczu, co tak usta zaciskasz? Chcesz zając moje miejsce? – dodał, z uciechą patrząc jak James obrzuca go piorunującym spojrzeniem.
- Skończyłam – obwieściła Dorcas, która zupełnie nie słuchała rozmów – I co o tym sądzisz? – zapytała, pokazując nowy kolor przyjaciółce.
- Niezły – stwierdziła Lily i szybko przesiadła się na kanapę – Black zajmij sobie ten fotel, bo wisisz mi nad głową jak jakiś upiór. Potter, suń się, Dorcas zabawi się w manicurzystkę – dodała.
Jednak nie mogła odpędzić od siebie myśli, że miło się siedzi obok bruneta.
***
Dni mijały Lily w żółwim tempie. Od poniedziałku chodziła zamyślona i co gorsza wcale nie rozmyślała o wypracowaniach, nauce i przyszłości.
Cały czas myślała o pewnym brunecie. Analizowała wszystkie swoje zachowania przy nim, oraz jego przy niej. To był doprawdy zajmujący temat.
- Lily, już wszyscy poszli – zauważyła Dorcas, rozglądając się po opustoszałym pokoju wspólnym. Było już po pierwszej, a one nadal siedziały, zamyślone – Idę spac – zdecydowała brunetka i zabierając swoje rzeczy ze stolika, ruszyła do sypialni.
Rudowłosa została i sprawiała wrażenie jakby na coś czekała. Tylko, że sama nie widziała na co…
- Mogę? – zapytał James Potter, wskazując na wolne miejsce na kanapie obok dziewczyny.
- Jasne – odparła, czując szybsze bicie serca.
Lily siedziała nieruchomo, dyskretnie spoglądając na bruneta.
- Ja… - przerwała panującą między nimi ciszę – Już tego nie wytrzymuję – dodała, czując, że to jest w końcu odpowiedni moment.
Szybko przysunęła się do Jamesa.
- Co ty ze mną robisz, Jamesie Potterze? – zacytowała chłopaka i pocałowała go.




Rozdział 10

Lily zamknęła oczy (zawsze tak robią na filmach!) i oplotła ramionami kark bruneta. Zaangażowała wszystkie zmysły do tego pocałunku. Zmieniła pozycję, nie odrywając ust od wyczyniających cuda warg chłopaka i lekko się zachwiała. Poczuła, że leci do przodu i z głuchym tąpnięciem upadła na tors bruneta.
- No dobra, trzeba będzie jeszcze poćwiczyć – stwierdziła, czym rozśmieszyła zachwyconego Jamesa.
- Myślę, że będziemy potrzebowali mnóstwo praktyki – dodał z błyskiem w oku.
***
- Nie wierzę w to! – krzyknęła Eleonora Woods, szóstroczona Gryfonka, skrycie podkochująca się w szkolnej gwieździe Quidditcha, Jamesie Potterze.
Krzyknęła głośno, ponieważ schodząc w sobotę na śniadanie, zobaczyła na kanapie w pokoju wspólnym niecodzienny widok. Taki, który doprowadził ją do łez i wielkiego nieszczęścia.
- Nie śpi się tutaj! – wrzasnęła głośno, wybiegając z pokoju wspólnego i głośno trzaskając drzwiami od przejścia, co przebudzona Gruba Dama, skomentowała słowami „Co za niewychowana młodzież!”. Biedna, lekko niedomagała po imprezie u mnichów z obrazu na piątym piętrze…
- Mmm – wymruczała przebudzona panna Evans, przeciągając się niczym zadowolona kocica.
- Dzień dobry – wyszeptał czyjś (?) głos prosto do ucha. Po chwili uświadomiła sobie czyj.
- Ooo – dodała, widząc nad sobą twarz chłopaka – Dzień dobry – odpowiedziała, szybko siadając na kanapie.
Skrzywiła się lekko, czując ból w plecach (kanapa była naprawdę niewygodna!) i spojrzała na Jamesa.
- Wyglądasz prześlicznie o poranku – stwierdził, na co dziewczyna wdzięcznie się zarumieniła i pomyślała, że to na pewno nie jest prawda (potrzebowała szczotki do włosów! I może odrobiny błyszczyka).
- Ty wyglądasz… ciekawie – powiedziała, próbując opanować wybuch śmiechu. Włosy sterczały mu na wszystkie strony… Właściwie gdyby przelatywał tędy jakiś zbłąkany ptak, na pewno chętnie urządziłby sobie gniazdo na czubku głowy Pottera.
- Widzisz, to nie moja wina, one żyją własnym życiem! – odparł James, próbując zaprowadzić na głowie jako taki porządek.
- Poczekaj – powiedziała Lily i zaczęła przeczesywać palcami gęste włosy bruneta – Już jest dobrze – stwierdziła po chwili, zadowolona.
James podziękował szybkim skinieniem głowy i przysunął się do dziewczyny.
- Pamiętasz? Mieliśmy trenować… - dodał, całując rozkosznie czerwone usta Lily.
I  mogłoby być całkiem miło, gdyby nie pewien osobnik, który o dziwo wstał tego ranka, wyjątkowo wcześnie.
- Rogaczu, nie wróciłeś na noc– powiedział, podchodząc do kanapy – Mam omamy? – zapytał, szeroko otwierając oczy gdy zobaczył za przyjacielem zaróżowioną rudowłosą – O cholera, Ruda, czy ty chcesz się do czegoś przyznać?!
***
Lily nieśpiesznie jadła śniadanie, głęboko zamyślona. Trzeba przyznać, miała doskonały powód…
- Mmm – westchnęła, uśmiechając się.
- Jajecznica powiedziała coś zabawnego? – zapytał James, który po szybkim prysznicu i jeszcze szybszym, nawrzeszczeniu na Syriusza, niczym na skrzydłach zleciał do Wielkiej Sali na śniadanie.
- Nie – odparła i spojrzała w bok. Zmarszczyła brwi, gdy zobaczyła, że jakaś dziewczyna wskazuje na nią palcem i szepcze coś do swoich koleżanek – Nie wydaje ci się, że one o nas… plotkują? – zapytała.
- Wydaje mi się, że to będzie główny temat plotek co najmniej do grudnia – odparł James, wzruszając ramionami. Co go to obchodziło, skoro był tak cholernie szczęśliwy?! Zresztą, nigdy nie przejmował się plotkami, a trochę ich słyszał na swój temat…
- To? – zapytała Lily, udając, że nie rozumie.
- Nasz związek – szybko odparł James, mocniej ściskając widelec.
Lily uśmiechnęła się prowokująco.
- Związek? Hm, czy ja wiem… - powiedziała, udając głębokie zamyślenie – Miałam zamiar przeznaczyć ten rok na intensywną naukę, a nie na romansowanie, Potter.
- Więc… - zaczął James, załapując - … randka w bibliotece?
Lily uśmiechnęła się.
- Szybko się uczysz.
***
Dorcas Meadowes latała wokół boiska. Chociaż dzisiaj nie było treningu, Dorcas pomyślała, że poćwiczy nad formą. Dlatego najpierw obiegła dwadzieścia razy całe boisko (przy czym się nieźle zmachała - jedzenie na śniadanie czterech tostów z serem, to nie był dobry pomysł), porobiła wszystkie ćwiczenia jakie poznała w swoim życiu (nie było ich dużo) i wsiadła na miotłę.
Uwielbiała takie pochmurne poranki. Ostatnio pasowały do jej kiepskiego humoru.
- Meadowes! – usłyszała i spojrzała w dół.
- Czego chcesz, Black? – zawołała, zlatując niżej.
- Nudzę się, Meadowes! Rogacz siedzi z Evans w bibliotece, Remus pilnuje jakiś głupków na szlabanie, a Peter przepadł…
- Nie rozumiem, co ja mam do tego? – zapytała, schodząc z miotły. Widok Blacka przepędził jej chęci treningowe.
- Jak to co? Jesteś ładna, miła, możesz mnie zabawić – stwierdził czarnowłosy, wzruszając ramionami.
Dorcas zmierzyła chłopaka wściekłym spojrzeniem.
- Słuchaj Black, nie jestem jedną z tych tępych lasek, które są na każde skinienie twojego arystokratycznego paluszka… Wal się! – odparła i ruszyła do szatni.
Słyszała oburzone pokrzykiwania Blacka, ale miała to głęboko gdzieś.
***
- Tępych lasek… Arystokratyczny paluszek… Wal się? – powtarzał oburzony Syriusz, idąc korytarzem szkolnym, w tylko sobie znanym kierunku.
Syriusz Black popadł w zadumę. Zastanawiał się, czy rzeczywiście jest tak odbierany przez te trochę inteligentniejsze dziewczyny, niż te, w których gustował na co dzień.
- Głupia Meadowes – stwierdził, po przeanalizowaniu swojego i jej zachowania.
Zaproponował jej coś wyjątkowego! Sobotę w towarzystwie samego Syriusza Blacka! A ona z taką łatwością ją odrzuciła…
- Hej, Syriuszu! – usłyszał piskliwy, dziewczęcy głos. Odwrócił się i zobaczył Eleonorę, dziewczynę głupią, ale jak śliczną!
- Witaj, piękna! – odparł, głębokim głosem, prostując się i spoglądając w brązowe oczy – Co powiesz, na spędzenia dnia z mą skromną osobą? – zapytał, na co dziewczyna z cichym chichotem pokiwała głową.
***
- Tak, tu będziemy mieć spokój – stwierdził James, otwierając przed Lily drzwi do pokoju Huncwotów – Wejdź.
Rudowłosa przekroczyła próg pokoju i stanęła jak wryta.
- Łapo! – warknął James, szybko wyprowadzając zielonooką.
Na łóżku Syriusza, leżała do połowy rozebrana Eleonora…
***
- Przepraszam – szybko powiedział James, widząc zażenowanie, malujące się na twarzy Lily – Mamy ustalone, że nie sprowadzamy dziewczyn do dormitorium, ale… - przerwał, zdając sobie sprawę z tego, że sam tam chciał przyprowadzić Lily, bez wcześniejszego uzgodnienia z chłopakami.
- Dobra, rozumiem – odparła Lily i nad czymś się zastanowiła – Może pójdziemy do Pokoju Życzeń?
- Doskonały pomysł – stwierdził, ciesząc się, że rudowłosa nie drąży tematu.
***
Znowu znaleźli się na tej samej plaży.
- Powiedz mi o sobie coś, czego nie wiem – poprosiła dziewczyna, spoglądając na chłopaka.
- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz – odparł James, patrząc na promienie słońca igrające we włosach dziewczyny – Zacznijmy od początku, byłem późnym, bardzo wyczekiwanym dzieckiem… Jestem jedynakiem, w dodatku rozpieszczonym, myślisz, że jest to powód mojego zachowania?
- Z pewnością – powiedziała Lily, z lekkim uśmiechem.
- Rodzice dbali, żebym miał wszystko czego zapragnąłem… James chciał nową miotłę? Matka z radością biegła na Pokątną! Bilety na mecze? Tylko w najlepszych lożach. Przyznaję się, rodzice mnie rozpuścili… - powiedział, spoglądając w dal.
- Prosiłam o coś, czego nie wiem – stwierdziła z uśmiechem.
- Gdy miałem osiem lat, stwierdziłem, że zostanę mugolem – powiedział ze śmiechem James.
- Czemu? – zapytała zdziwiona Lily. Cóż, gdy ona się dowiedziała, że nie jest taką całkiem zwyczajną dziewczyną jak myślała, była szczęśliwa!
 - Wydawało mi się, że mugole mają fajnie. Widziałem dzieciaki sąsiadów, bawiące się całe dnie, chodzące do szkoły. A mnie matka pilnowała na każdym kroku… Żebyś słyszała jej lament, gdy spadłem z dziecięcej miotełki! Nic poważnego sobie nie zrobiłem, ale miotła została zamknięta w szopie. I to zaklęciami, nie myśl, że nie próbowałem się włamać. Więc, gdy w końcu trafiłem do Hogwartu… W końcu mogłem robić co zechcę, to może trochę mi…
- Odbiło? – podpowiedziała rudowłosa z zawadiackim uśmiechem.
- Tak – przyznał James – Byłem nieznośny, prawda? – zapytał.
- Och, okropny. Na piątym roku chciałam cię zamordować… No, może chociaż poważnie uszkodzić, ta sprawa z Severusem, egzaminy, to był ciężki rok – powiedziała Lily
I naprawdę był to paskudny rok dla Lily Evans. Na każdym kroku była zaczepiana przez tego okropnego Pottera, Severus zaczął się dziwnie zachowywać, miała mnóstwo nauki, prac domowych, wypracowań, ćwiczeń zaklęć, całe popołudnia spędzała w bibliotece…
Wydarzenia po egzaminach przelały czarę goryczy. Skończyła się jej przyjaźń ze Snapem,  co było dla niej sporym ciosem. Nie mogła przeboleć tego, że nazwał ją szlamą. On, który zawsze powtarzał, że to jest nieważne!
- Taa, piąty rok był okropny – przyznał James patrząc Lily w oczy – Ale tylko dlatego, że się prawie do mnie nie odzywałaś…
***
- To kiedy się zobaczymy? – zapytała Eleonora.
Syriusz spojrzał na ubierającą się dziewczynę. Miał okropne poczucie winy. Tylko nie wiedział czemu.
- Odezwę się – odparł, na co dziewczyna się skrzywiła.
- Będę czekać, kotku – powiedziała, wzburzając włosy i seksownym krokiem wychodząc z dormitorium. Ze zwycięską miną zeszła do pokoju wspólnego.
***
- Lily, ile można na ciebie czekać? – wymamrotała Dorcas, niecierpliwie postukując obcasem.
Umówiła się z przyjaciółką na szesnastą, a było już dobrze dwadzieścia po. Rudowłosa nigdy się nie spóźniała!
- Przepraszam! – usłyszała Dorcas. Zobaczyła szybko idącą Lily, a za nią szedł uśmiechnięty James.
- Czy ja o czymś nie wiem? – zapytała brunetka, patrząc uważnie na tę dwójkę.
- Nie ma o czym mówić – stwierdziła Lily, na co James się skrzywił – Zobaczymy się ee… jutro? – zwróciła się do chłopaka.
Brunet skinął głową i szybko pocałował ją w policzek.
- No dobra, czy ja się przeniosłam do jakiejś równoległej rzeczywistości? – zapytała Dorcas, spoglądając na zarumienioną przyjaciółkę. Ruszyły w stronę wschodniej części zamku.
- Nie – odparła rudowłosa – To co robimy? – szybko zmieniła temat.
Dorcas przewróciła oczami.
- Miałaś mi wytłumaczyć o co chodzi z tym eliksirem wielosokowym, ale widzę, że mamy ciekawsze tematy…
***
James wszedł do dormitorium i z pewnym niesmakiem spojrzał na skotłowaną pościel na łóżku Syriusza. Szybkim machnięciem różdżki, doprowadził łóżko do jako takiego stanu, i z czystym sumieniem położył się na swoim.
Włożył ręce pod głowę i spojrzał na sufit. Zrobił szybkie podsumowanie dnia.
Po pierwsze, spał z Lily na kanapie w pokoju wspólnym (co tam, że później bolała go każda część ciała, bo te stare kanapy do niczego się nie nadają, a już na pewno nie do spania!).
Po drugie, całowali się. I to tak naprawdę! Z wszelkimi bajerami.
Po trzecie, byli w nienazwanym związku. A przynajmniej Lily nie potwierdziła, że są w związku… Hm, a może nie są?
Po czwarte, spędzili miłe godziny w Pokoju Życzeń. Naprawdę dobrze mu się rozmawiało z rudowłosą! Prawie tak samo dobrze jak całowało…
- Śnisz na jawie? – zapytał Syriusz, wychodząc z łazienki.
- Taa – odparł brunet. Usiadł na łóżku i spojrzał na kręcącego się po pokoju przyjaciela – Łapo, jakby to powiedzieć… Weź tu nie sprowadzaj chętnych lasek, co?
Syriusz słysząc te słowa, odwrócił się do kumpla i uniósł brew.
- Bo co? Rani to uczucia delikatnej panny Evans?
James przewrócił oczami.
- Nie dlatego! Chociaż może trochę też, wchodzimy a tu ta laska, z cyckami na wierzchu… Umawialiśmy się, że nie będziemy tu przyprowadzać dziewczyn – powiedział James.
- A Evans to co, facet? – odparł Łapa, uśmiechając się sarkastycznie.
- Wiesz o co mi chodzi, już to ustalaliśmy – powiedział James – Zresztą, to niezła puszczalska, słyszałeś co o niej mówił Frank? Podobno ją już przeleciała połowa zamku…
- Może dlatego jest tak dobra… - zaczął Łapa, ale gdy zobaczył potępiający wzrok Rogacza przystopował – Merlinie, okej, nie będę tu sprowadzał puszczalskich lasek! Zadowolony?
James skinął głową i wrócił do poprzedniej pozycji.
- I co z Evans? Było jakieś konkretne macanko? – zapytał Syriusz, i zaczął się śmiać z oburzonej miny przyjaciela.
- Lily nie jest taka – stwierdził – Raczej – dodał, marszcząc brwi.
Łapa uśmiechnął się obleśnie.
- A co jeśli niepozorny Smarkerus ją przeleciał?
James szeroko otworzył oczy i skrzywił się z obrzydzenia.
- Oni się tylko przyjaźnili. Jestem tego pewien, nie rób takich min – dodał, widząc, że Syriusz strzela naprawdę głupie miny.
- No nie wiem, ja tam bym się upewnił… Fu, mieć laskę po Smarkerusie – wzdrygnął się z niesmakiem.
- Taa – westchnął James, zapisując sobie w pamięci, żeby się spytać Lily (gdy już będzie wiadomy status ich związku) czy kiedykolwiek to robiła.
***
- Słyszałyście? – zapytała Mary, gdy Dorcas z Lily przekroczyły próg dormitorium – Syriusz Black przespał się z Eleonorą Woods, cała szkoła o tym trąbi! A przecież wszyscy wiedzą, że ona od zawsze leciała na Pottera…
Dorcas skrzywiła się z niesmakiem.
No tak, o takie dotrzymywanie towarzystwa mu chodziło, pomyślała.
- Leci na Pottera? – zapytała Lily, jakby nie usłyszała reszty.
Mary kiwnęła głową.
- Ale nie martw się Lily, już wszystkie dziewczyny w zamku wiedzą, że jesteście razem.
Dorcas uniosła brew i spojrzała na Lily z pretensją.
- Czemu nie powiedziałaś, że jesteście razem?
- Bo nie jesteśmy – odparła Lily, wzruszając ramionami – Spotykamy się, o!
Dorcas przewróciła oczami.
Taa, prędzej czy później, ta dwójka będzie razem, pomyślała, patrząc na uśmiechniętą rudowłosą.




Rozdział 11

Noc Duchów zbliżała się wielkimi krokami. Zamek wyglądał w tym roku bajecznie. Specjalnie powycinane dynie, ozdabiały wejście do Wielkiej Sali, oraz w wersji miniaturowej, zwisały nad głowami uczniów. Papierowe nietoperze, odpowiednio zaczarowane, co jakiś czas machały skrzydełkami, oraz wydawały ciche piski - dekorowały dosłownie każdy zakątek szkoły.
Wśród uczniów dawało się wyczuć podekscytowanie. Lecz nie wszystkich…
- Dumbledore oszalał – wyjęczała Lily, zwracając się do przyjaciółki podczas obiadu – Potańcówka? Normalnie jak na mugolskich filmach, oni tam zawsze mają szkolną imprezę i przynajmniej jeden taniec synchroniczny. Tak swoją drogą, skąd oni wszyscy wiedzą, jaki będzie następny ruch…? – rozmyślała rudowłosa na głos.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz – odparła Dorcas, spoglądając na nieszczęśliwą dziewczynę – Tańce są fajne! Ładnie się ubierzemy, znajdziemy sobie partnerów… Hm, chociaż nie, ty chyba już masz – dodała, widząc zbliżającego się do stołu podekscytowanego Jamesa, oraz niestety dla brunetki, Syriusza.
- Tańce! – powiedział James, zajmując miejsce naprzeciwko dziewczyn – Dumbledore to ma pomysły, co?! – dodał uśmiechnięty.
Lily skrzywiła się nieznacznie i zaczęła grzebać w talerzu.
- Rogaczu, twoja partnerka, którą tak swoją drogą, jeszcze nie zaprosiłeś, nie jest zbyt szczęśliwa – stwierdził Syriusz patrząc na rudowsłosą – I co Meadowes, masz jakąś kieckę? Zaszalejemy, huh? – dodał.
- My nie zaszalejemy, Black – odparła Dorcas. Spojrzała na zegarek i szybko zerwała się od stołu – Widzimy się po lekcjach! – zawołała, chwytając za torbę i pobiegła spóźniona na Zaklęcia.
- Co jest z tą Meadowes? – zapytał Syriusz, spoglądając za dziewczyną.
- Och, może to, że nie chce mieć do czynienia z takim żigolakiem jak ty – wyburczała Lily, nadal obrażona na dyrektora szkoły i jego głupie pomysły. Tańce!
- Żigolak? Evans, skąd ty bierzesz te słowa? – spytał Black, uśmiechając się szeroko.
Lily prychnęła i znowu zaczęła grzebać w talerzu.
- Myślicie, że można opuścić Noc Duchów? – zapytała, zamyślając się. Udanie choroby, lub kontuzji to całkiem niezły pomysł! Przynajmniej nie zbłaźni się, swoim brakiem koordynacji ruchowej. Czy tam tanecznej.
- Co? Nie, idziemy! – odparł James, spoglądając z niepokojem na rudowłosą – To będzie nasza pierwsza impreza, w dodatku z tańcami! A nie zwykła kolacja, jak co roku…
- Właśnie te tańce są największym problemem – wymamrotała Lily i wstała od stołu – Zobaczymy się w klasie – dodała, szybko kierując się do Sowiarni.
Musiała jak najszybciej wysłać do mamy sowę, aby przysłała jej jakąś sukienkę. Tak, gdyby co…
***
Transmutacja trwała w najlepsze, a James siedział zamyślony. Wyobrażał sobie, jak będzie wirował po Sali z rudowłosą dziewczyną w ramionach. Westchnął, przymykając oczy. Widział to! Lily, w jakiejś ślicznej sukience, z rumieńcem na bladych policzkach i błyskiem w zielonym oku! Doskonały moment, aby zapytać ją, czy w końcu może ją nazywać swoją dziewczyną, bo zupełnie nie wiedział kim są dla siebie… Parę razy się całowali, spędzali ze sobą sporo czasu, nawet flirtowali! I co?
- Panie Potter! Ćwiczymy! – powiedziała profesor McGonagall, przerywając jego sny na jawie.
Spojrzał przelotem na skupioną na ćwiczeniach Lily i uśmiechnął się.
To będzie cudowna noc!
***
Syriusz Black cały czwartek opędzał się od swoich wielbicielek. Oczywiście, wszystkie, nagrodziłby dniem spędzonym z własną osobą, ale… No właśnie, było pewne ale. Nie zapraszała go ta dziewczyna, którą on sobie upatrzył! To było nie do przyjęcia! I trzeba było to jak najszybciej zmienić.
- Meadowes! – krzyknął, doganiając brunetkę po Eliksirach – Słyszałem, że nie masz partnera na jutrzejszą noc… Dostąpisz prawdziwego zaszczytu, zaprasza cię sam Syriusz Black! – powiedział Syriusz, łapiąc Dorcas za łokieć.
- Merlinie, Black, czy ty siebie słyszysz? – odparła Dorcas, spoglądając na Syriusza z zażenowaniem – Sadzisz takie teksty, że głowa mała… Nie, dziękuję, za ten niewiarygodny zaszczyt, idę z Erykiem – dodała, wskazując brodą na blondwłosego chłopaka, który na nią czekał obok zejścia do lochów.
Syriusz puścił łokieć dziewczyny i cicho przeklął.
- Zawsze zostaje ci Eleonora – zauważył James, klepiąc Łapę po plecach.
***
Remus Lupin szedł z drugim prefektem na patrol. Pech chciał, że drugim prefektem Gryffindoru, była dziewczyna. I to dziewczyna, która mu się skrycie podobała. On to chyba ma w życiu niefart…
- Masz partnerkę na jutrzejszą potańcówkę? – zagaiła Mary, spoglądając na Remusa. Lubiła te ich „ciche” patrole, dobrze jej się milczało z Lupinem. Ale czasem nawet ona, lubiła porozmawiać.
- Hm? Nie, raczej się nie wybieram – odparł Remus, rozglądając się po pustym korytarzu. Byle nie patrzeć na blondynkę.
- Ja chyba też nie idę – powiedziała, zapinając sweter. Zima się zbliżała i coraz bardziej to było czuć – Chyba mam pecha, nikt mnie nie zaprosił…
- Nikt?! – zapytał zdziwiony Remus. Mary zaśmiała się gorzko.
- Pewnie żaden chłopak, nie chce zabierać na imprezę takiego kujona jak ja – zażartowała, jednak skrycie myśląc, że to musi być powód.
- Ja bym chciał… - wyrwał się Remus, zanim cokolwiek przemyślał. Mary uniosła brwi i lekko się uśmiechnęła.
- Zapraszasz mnie? – zapytała. Chłopak kiwnął głową.
- Zapraszam.
***
- Ładna! – skomentowała Dorcas, patrząc na Lily.
Pani Evans wzięła prośbę córki do serca i kupiła rudowłosej nową sukienkę.
- Zielona… Nie wydaje ci się to banalne? Wiesz, ruda z zielonym oczami, to zielona kiecka – zapytała, pełna wątpliwości dziewczyna, przeglądając się w lustrze.
- Przestań, jest dobrze – stwierdziła Dorcas, fachowym okiem oceniając stylizację przyjaciółki.
- A ty w co się ubierasz? – zapytała Lily, spoglądając na rozwaloną na łóżku brunetkę, która zawzięcie bazgrała po pergaminie.
- Niespodzianka – odparła Dor, robiąc jakże tajemniczą minę. Rudowłosa uniosła brwi, i lekko podskoczyła, gdy z hukiem otworzyły się drzwi do dormitorium.
- Idę! – obwieściła zadowolona Mary, a za nią weszła roześmiana Alicja.
Dorcas zmarszczyła brwi.
- No, z facetem, na Noc Duchów – dodała Mary, widząc nierozumiejące miny współlokatorek.
- Ooo, z kim?! – zapytała od razu Dorcas, zupełnie zmieniając obiekt zainteresowania. Zrzuciła wypracowanie na podłogę i wpatrywała się w zarumienioną blondynkę.
- Z Remusem.
Lily uniosła brwi. Remus unikał jej od jakiegoś czasu, można powiedzieć, że wszystkich unikał. A teraz umówił się na… randkę? Dosyć nietypowe zachowanie. Przynajmniej jak na niego!
- A ty, Al, z kim idziesz? – dopytywała Dorcas. Przy czym mrugnęła porozumiewawczo okiem, w końcu chyba każdy wiedział, z kim szła Alicja.
- Z Frankiem – westchnęła, siadając na łóżku. Czasami miała wątpliwości, czy dobrze robi związując się z Frankiem. Jego mama… Uch, temat rzeka! Była to bardzo specyficzna czarownica, w dodatku przeraźliwie zazdrosna o swojego jedynaka. Uważała Alicję za sukuba, uwodzącego jej mądrego i grzecznego syna.  
- Lily, ładna sukienka. Jamesowi na pewno się spodoba – dodała, z pewnością w głosie.
- Dzięki – odparła Lily, siadając na łóżku. Skrupulatnie rozłożyła zakładki spódnicy – Dziewczyny, ja nie chcę na to iść! – dodała, tonem rozkapryszonego dziecka.
- Czemu? – zapytała zaciekawiona Mary.
- Bo rusza się niczym trzydrzwiowa szafa – odparła Dorcas, ze śmiechem przyjmując cios poduszką.
***
James stał przy wejściu do Wielkiej Sali i czekał na swoją partnerkę. Właśnie minął go niezadowolony Łapa, pod rękę z przeszczęśliwą Eleonorą, oraz Peter ze swoją dzisiejszą partnerką – Evelyn Moore, niziutką szóstoroczną z Hufflepoofu.
- Jestem, miejmy to z głowy – powiedziała Lily, szybko przechodząc obok oniemiałego bruneta.
Rudowłosa się naprawdę postarała. Zielona sukienka podkreślała kolor jej tęczówek, oraz ognistą barwę włosów. Buty na niewysokich obcasach, dodawały jej parę centymetrów wzrostu, co spowodowało, że sięgała swemu partnerowi do podbródka, a nie ledwo co do ramion. Delikatny makijaż podkreślił jej delikatne rysy, a ukrył, tak typowe dla rudych, piegi.
- Wyglądasz naprawdę… ślicznie – stwierdził James, po chwili zastanowienia. Zabrakło mu słów, co było zjawiskiem jakże niecodziennym.
- Ty też wyglądasz… w sensie, dobrze – odparła dziewczyna, lekko marszcząc czoło. O mało co nie powiedziała, że wygląda ślicznie! Ale trzeba przyznać, James Potter wyglądał naprawdę przystojnie.
Jakoś udało mu się okiełznać włosy, prezentowały się nad wyraz porządnie. Czarna szata wyjściowa, podkreślała jego wysoki wzrost, oraz męską sylwetkę.
- Ooo – westchnęła Lily, gdy w końcu przepchnęli się przez tłum, który stał w drzwiach, prowadzących do Sali.
A Wielka Sala wyglądała naprawdę dobrze. Ozdobiona dyniami, nietoperzami, zabawnymi kościotrupami, które w teorii miały powodować uczucie strachu, a w rzeczywistości, wywoływały sarkastyczne uśmieszki na twarzach uczniów.
- Nieźle. Remus mówił, że prefekci i nauczyciele postarali się w tym roku, ale… - zaczął James.
- Jest pięknie – skończyła Lily.
Znajome cztery, długie stoły, zniknęły, na rzecz niedużych, okrągłych stolików. Podium, stojące na miejscu stołu nauczycielskiego, było zajęte przez muzyków, którzy stroili różdżkami instrumenty.
- Usiądźmy! – zaproponowała Lily, gdy usłyszała pierwsze takty, jakiejś rockowej piosenki.
Właśnie tego najbardziej się obawiała! Zaraz zaczną się jakieś idiotyczne tańce, a ona się totalnie i nieodwołalnie zbłaźni, swoim brakiem, hm, umiejętności tanecznych. Brakiem koordynacji ruchowej. Ruchami robota, albo czymś równie okropnym.
- Jestem okropnie głodna – dodała, widząc zmarszczone brwi bruneta, gdy zaczęła sobie nakładać ogromne ilości jedzenia na talerz.
- Jesteś pewna, że zjesz to wszystko? – zapytał z podziwem w głosie James.
- Taa – wyburczała rudowłosa, i dla pewności kiwnęła głową. Wszystko byle nie ośmieszenie!
***
Syriusz Black poczucie rytmu miał wrodzone, tak jak urok osobisty, oraz nienaganną fryzurę. Poruszał się niczym lampart, wśród swojej zwierzyny, paru antylop, zebr, mangust, lub innych wiewiórek.
A nie, wiewiórki są zarezerwowane dla jeleni…
Więc, Syriusz Black tańczył. Ruszał swoimi apetycznymi, dla tych antylop i zebr, kształtami, zarzucał włosami, unosił ręce, czy nogi. Trząsł pupą.
Był w swoim żywiole.
- Merlinie, Syriuszku, myślałam, że lepiej tańczysz! – zaskrzeczała mu do ucha, wyginająca się niczym węgorz, Eleonora.
Syriusz szeroko otworzył oczy. On? Źle tańczył? Mała, głupiutka mangusta!
Już on jej pokaże, jakim jest doskonałym tancerzem! Już on jej zrobi takie szubidubicandens (So you think you can dance*), że zapamięta to na zawsze!
***
Dorcas Meadowes weszła do Wielkiej Sali, opierając się na silnym ramieniu blondwłosego adonisa, Eryka.
- Dorciku, wszamiemy żarełko? – zapytał, ten jakże przystojny, ale głupi, blondyn.
- Mówiłam, żebyś nie nazywał mnie Dorcikiem – wysyczała brunetka, rozglądając się czujnie po Sali.
Rzuciła jej się w oczy Lily, która z apetytem zjadała jakiś ogromny kawałek ciasta, następnie James, który tupał stopą i spoglądał na swoją partnerkę z mieszaniną czułości i zniecierpliwienia. Następie zobaczyła tłum odstawionych dziewczyn, chłopaków, którzy zazwyczaj źle wyglądali w wieczorowych szatach oraz Syriusza Blacka, który radośnie wywijał swoimi wszystkimi odnóżami. Trochę przypominał Dorcas wielką muchę, zaplątaną w siec pająka.
- Palant – westchnęła Dorcas, łapiąc Eryka za rękę – Chodź, zatańczymy – dodała, ciągnąc swoje ciacho, w stronę parkietu.
***
- Ekhm, Lily, leci wolna piosenka, może jednak zatańczymy? – zaproponował James. Siedzieli przy stole już drugą godzinę, którą rudowłosa przeznaczyła na jedzenie, picie oraz opowiadanie anegdotek z jej życia. Nie to, żeby Jamesowi się to nie podobało, ale chciał chociaż raz z nią zatańczyć!
- Dobrze – westchnęła Lily, gdy James pociągnął ją za sobą na parkiet – Tylko nie bądź zdziwiony, jeżeli wbiję ci obcas w stopę!
***
Remus Lupin tańczył. O dziwo, robił to z dziewczyną. O dziwo, taką, która by się wydawało, że nie tańczy. Bo jest kujonem. I jest nieśmiała. I w ogóle, jakaś taka szaro-bura.
Ale przecież kujon też człowiek. Prefekt też. I wilkołak…
Ekhm.
- Ładnie wyglądasz! – rzucił komplementem Remus, spoglądając na blondynkę.
I miał zupełną rację. Mary miała na sobie sukienkę, w pastelowym odcieniu różu, który podkreślał jej okraszone rumieńcem policzki. Włosy ułożone w gładkiego koka i czarna kreska na powiekach, podkreślały jej wielkie oczy.
- Dziękuję! – odparła, wielce ucieszona. Naprawdę długo rysowała te kreski…
***
- Naprawdę nie chciałam! Mówiłam, ja nie umiem… Przepraszam! – mówiła Lily, patrząc na masującego sobie stopę, oraz pojękującego żałośnie, Jamesa.
- Nic się nie stało – powiedział dzielnie James, chociaż miał wrażenie, że ma dziurawą stopę. Przebitą. Normalnie stygmat mu się zrobił. Tylko, że James Potter z pewnością nie był osobą świętą…
- Jestem okropną niezdarą – powiedziała Lily – Przepraszam – dodała skruszona – Jeżeli mogę ci to jakoś wynagrodzić, to mów!
James postawił bolącą stopę na podłodze i spojrzał żywo na rudowłosą.
Uśmiechnął się i już wiedział, co mu doskonale wynagrodzi, tę bolesną chwilę. Albo stratę, bo być może miał dziurę w nodze.
***
- Meadowes, niezła kiecka! – krzyknął Syriusz, przekrzykując głośną muzykę.
Dorcas miała na sobie obcisłą i dosyć krótką czarną sukienkę, która doskonale eksponowała jej długie, zgrabne nogi.
- Niezły… taniec! – odkrzyknęła, wybuchając śmiechem, gdy Eleonora, w tanecznym transie walnęła chłopaka małą torebeczką w głowę.
Syriusz głośno prychnął, i niczym prawdziwy lampart, poszedł lizać swoje rany z dala od wyśmiewających się z niego antylop.
***
- Więc, za zmiażdżenie ci stopy obcasem, chcesz poznać status naszego związku? – zapytała Lily, gdy rozsiedli się z Jamesem w pustym pokoju wspólnym.
- Dokładnie – odparł chłopak.
- To trudne – stwierdziła Lily – Bo widzisz, ja nadal nie wiem co czuję…
Cholera! Pomyślał James.
- Lubisz naukę, prawda? – zapytał. Rudowłosa kiwnęła głową – Zrobimy eksperyment, po którym powiesz, co czujesz. Zgoda?
Rudowłosa znowu kiwnęła głową. Popatrzyła w oczy Jamesa, w których wyraźnie rysowała się determinacja i poczuła jego usta na swoich.
I w tym momencie, ją olśniło…


 

Rozdział 12

I w tym momencie ją olśniło…
- Dobra, coś czuję! – stwierdziła, gdy oderwała się od coraz śmielej poczynających sobie ust chłopaka.
- Co? – zapytał James, czując wielkie zniecierpliwienie. W końcu nadszedł ten moment! Po tylu latach podchodów, podrywów, rzucania tekstów typu „Evans, umówisz się ze mną”, w końcu…
- Lubię się z tobą całować – powiedziała zadowolona z siebie rudowłosa.
- Co?! – powtórzył pytanie James, czując podnoszące się ciśnienie. Przecież miała mu wyznać, że go kocha, że będą razem aż po grób, że będę mieli co najmniej czwórkę dzieci…!
- Wiesz, nie dałeś mi zbyt wiele czasu do namysłu. Dopiero od dwóch miesięcy zachowujesz się normalnie, a nie jak pal… ekhm, kiedyś. Ciągnie nas do siebie, ale nie mogę wyznać ci miłości, skoro, nie wiem, czy ją do ciebie czuję – wytłumaczyła szybko Lily, obserwując twarz chłopaka.
Nie miał najszczęśliwszej miny, ale jaką minę, może mieć chłopak, który właśnie usłyszał z ust ukochanej, że tkwi w jakimś friendzone? Tylko, że z całowaniem…

Ekhm, koniec :) Piszę nowe, mam nadzieję, że lepsze.

3 komentarze:

  1. Serio i w takim momencie koniec :O hahahahaha pozdro z podłogi, leże i nie wstaje hahaha okreśnie "głębsze przemyślenia pod prysznicem" mnie chyba najbardziej rozbroiły hahahahahah :D i te posoby na zaspokojenie chłopaka haha nie bd Ci wszystkich najlepszych momentów pisać bo chyba można książkę z tego napisać :D Do następnej :D

    ~Nox

    OdpowiedzUsuń
  2. ej no co to ma być? masz to pisać dalej bo jest genialne no i zakończone w kompletnie beznadziejnym i nieodpowiednim momencie xDD a tak serio to leje ze wszystkich tam zebranych i boli mnie brzuch ze śmiechu i wgl to jestem zachwycona tym i było super mega ekstra czad i nie wierze w to że możesz następne opowiadanie napisać lepiej bo się po prostu nie da :D dziękuje za uwage i do następnego, buzi xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahah nie mogę przestać się smać. Nwm czy jestem inna ale mnie się podoba. Czemu skończyłaś w takim momencie ?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.