niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 34



Przewróciłam kolejną stronę grubej, starej księgi i westchnęłam. Nudziłam się. To jest straszne, ale nudziłam się czytając książkę. Co prawda, była napisana łaciną i może to był powód mojej nudy – nie znałam łaciny, więc nie rozumiałam co czytam, ale kiedyś, mogłam przeglądać każdą książkę i znajdowałam w niej coś ciekawego.
Pytanie brzmi: Co ten Potter ze mną zrobił, że znudziły mi się książki?
A następne pytanie brzmi: Gdzie on jest, gdy mi się tak nudzi?
            - Lily! – zawołał Syriusz, wpadając do Pokoju Wspólnego, zupełnie burząc spokój wszystkich osób przebywających w pomieszczeniu. – Tylko się nie denerwuj… - poprosił, co przyniosło zupełnie odwrotny skutek – zdenerwowałam się.
            - Co się stało? – zapytałam, wstając z fotela.
            - Tylko spokojnie… Właściwie nic im się nie stało – odparł.
Merlinie, i jak tu zachować spokój?!            
            - Black, gadaj! – zawołałam.
            - James i Remus wylądowali w Skrzydle Szpitalnym.


***


Mogłam zrozumieć to, że czasem przydarza się coś niespodziewanego. Albo ktoś się myli i rzuca jakieś przerobione zaklęcie, co ma często katastrofalne skutki.
Ale będąc Prefektem i Prefektem Naczelnym, nadal robić jakieś dziecinne żarty?
            - Macie za swoje! – zawołałam, gdy już pooglądałam ich obrażenia.
Nie były gigantyczne. Właściwie byli podrapani i jacyś tacy wymięci, ale nie wyglądali znowu aż tak źle.
            - Lily… - zaczął James, ale jaką byłabym dziewczyną, jeżeli bym mu nie przerwała?
            - James, zastanów się nad swoim zachowaniem – powiedziałam. – Pogadamy wieczorem – dodałam i zamaszystym krokiem wyszłam ze Skrzydła.


***


Remus skrzywił się, słysząc trzaśnięcie drzwiami i spojrzał na przyjaciela.
            - Dzięki – mruknął.
            - Nie musisz dziękować, Luniaczku – odparł James, patrząc na sufit. – Będzie obrażona przez parę godzin i jej przejdzie – dodał, wierząc w to, co mówi.
            - Albo i nie przejdzie – zauważył Syriusz, na co poszkodowani spojrzeli na niego ze zdziwieniem. – Może powinny się dowiedzieć. Mówię o Rudej i Dorcas. Przecież nas nie wydadzą, nie?
Remus jeszcze bardziej zbladł, a James patrzył na czarnowłosego z podziwem.
            - Stary, gdybym cię tak dobrze nie znał, to bym powiedział, że jesteś całkiem dojrzałym facetem – powiedział James i od razu dodał: - Dorcas ma cię już pod pantoflem, co? – i od razu zarechotał z oburzonej miny przyjaciela.
            - Nie tak głęboko, jak ciebie Evans – wyburczał Syriusz i spojrzał na Remusa. – Luniaczku, tylko one dwie. Wyglądają krucho, ale to silne dziewczyny, udźwigną twój mały, futrzasty problemik.
            - Problemik – powtórzył blondyn, wzdychając. – Problemikiem jest to, że ostatnio nie poszło ci najlepiej na Zaklęciach, a nie moje wilkołactwo – dodał, przyciszając głos przy słowie kluczu.
            - Oj tam – zlekceważył Syriusz, siadając w nogach szpitalnego łóżka. – Muszą wiedzieć. Dorcas już pytała gdzie znikam na noc… Chyba miała na coś ochotę, jeżeli wiecie o co mi chodzi…
            - Aha, to już rozumiemy! – odparł James, uśmiechając się. – Myślisz, że ona myśli, że ją zdradzasz i dlatego chcesz jej powiedzieć, że Remus jest wilkołakiem, żeby sobie dziewczyna nie myślała, że latasz za innymi!
Syriusz zamrugał, przetwarzając tę skomplikowaną wypowiedz przyjaciela, po czym skinął głową.
            - Poniekąd – wyburczał i spojrzał na blondyna. – Luniaczku, będzie dobrze! Rudzielec i Dor są rozsądne, wyedukowane, przecież nie będą się ciebie bały…


***


            - Chyba nie myślisz, że chcą czworokąt? – zapytała Dorcas.
Szłyśmy do sypialni Huncwotów „na rozmowę”, jak to określił James z Syriuszem, w króciutkim liściku.
            - Dorcas, no weź – jęknęłam.
Brunetka roześmiała się, dając mi znać, że jedynie żartowała.
            - Chociaż nigdy nie zapraszali nas listownie, nie? – zapytałam, przeczuwając najgorsze.
Merlinie, widok nagich pośladków Blacka mógłby mnie pozbawić wzroku! Już nie mówiąc o innych czynnościach z nim związanych. O fu.
            - Nie stresuj się, idziemy do naszych facetów, a nie na dywanik do McGonagall – mruknęła Dorcas, pukając do drzwi.
Które od razu zostały otworzone przez Remusa. Dzięki ci Merlinie za Remusa!
            - Wejdźcie – powiedział, otwierając szerzej drzwi.
No dobra, było dziwnie. James z Syriuszem siedzieli obok siebie z poważnymi minami, a Remus wyglądał, jakby szedł na ścięcie, lub przełamanie różdżki.
            - Coś się stało? – zapytałam, lekko zestresowana.
            - Nic – od razu odparł James. Za szybko.
Spojrzałyśmy na siebie z Dorcas i usiadłyśmy naprzeciwko chłopaków, na łóżku Franka.
            - Dorcas, Lily… - zaczął Syriusz, z poważną miną. – Musicie się o czymś dowiedzieć.
            - Tak, i nie martwcie się. To nic strasznego! – zapewnił nas James i spojrzał na Remusa.
            - To tylko tak źle zabrzmi… - pocieszył nas Remus.
Popatrzyłam na chłopaków.        
            - Jest źle, Lily – wyszeptała Dorcas, a Remus zaczął mówić.


***


To był szok. I nie tylko dla mnie, Dorcas siedziała z rozdziawioną buzią i szeroko otwartymi oczyma.
            - Rozumiem – mruknęłam, nie patrząc na żadnego z chłopaków.
Nie chciałam dać po sobie poznać, że panikowałam.
            - Doskonale – westchnął James.
Wcale nie było doskonale. Ciężko było mi sobie uzmysłowić fakt, że mój chłopak co miesiąc przemienia się w jelenia. W ogóle, czemu jeleń?! Czemu nie, no ja wiem, borsuk? Chociaż, jeleń jest dosyć dumnym zwierzęciem, a jeszcze biorąc pod uwagę okazałe poroże, mogłam zrozumieć, czemu James się w niego zamienia.
Bo, hello! Jego włosy! Zawsze mi coś przypominały, tylko nie wiedziałam co!
Poroże.
O Merlinie, spotykam się z dzikim zwierzem…
            - I tak pod samym nosem McGonagall? Dumbledore'a?  - zapytałam.
            - Cóż, jesteśmy genialni, to jedyna możliwość – odparł Syriusz, uśmiechając się.
            - Dumbledore wie – wtrącił Remus. – To znaczy, wie o mojej… przypadłości.
            - Nielegalni animadzy – mruknęła Dorcas, nagle wybudzona z jakiegoś transu. – Czarny pies… O Merlinie, to byłeś ty?! Randka z Smith’em, na szóstym roku, to z tobą się bawiłam?!
            - Ekhm, taa – odparł Syriusz.
            - I drapałam cię po brzuchu?! – zawołała zbulwersowana.
Zaśmiałam się z niedowierzającej i na raz wzburzonej miny Dorcas.
            - Remusie, niczym się nie martw – powiedziałam, gdy Syriusz zaczął się tłumaczyć Dor. – Wszystko będzie dobrze.
Co innego mogłam powiedzieć?


***


            - Całkiem dobrze to przyjęły – powiedział James, spoglądając na nadal bladego przyjaciela.
            - Dorcas najbardziej przejęła się tym drapaniem po brzuchu… - dodał Syriusz, w ogóle nie rozumiejąc dziewczyny.
            - Jedyne wytłumaczenie, to takie, że są tak samo nienormalne jak wy – odparł Remus, widocznie odzyskując rezon.
            - Dzięki, stary – burknął Syriusz, patrząc na dwie kropeczki na Mapie Huncwotów. – Widocznie dobrze trafiliśmy.
            - Najlepiej – dodał James.


***


            - Jestem przerażona – mruknęłam do Dorcas, gdy zaszyłyśmy się w łazience, aby przypadkiem dziewczyny nas nie podsłuchały.
            - Ja też – odparła Dorcas. – Ufam Remusowi, ale przecież jako wilkołak nie panuje nad sobą! Może im zrobić krzywdę…
Od razu przed oczami stanęła mi wizja zakrwawionego ciała Jamesa, porozrywanego przez ostre pazury bestii… Nie był to miły widok, a moja wyobraźnia jest naprawdę bogata.
            - Ale z drugiej strony, nie możemy im nic zakazać – powiedziałam.
James słuchał mnie w wielu sprawach, i zawsze był wyrozumiały. Ale zakazać mu czegoś? Pf. To tak, jakby trzymać niedźwiedzia na sznurku i myśleć, że nie ucieknie. Nie da się.
            - Zostaje nam tylko wspieranie.


***


Tego samego dnia, spotkałam się z Jamesem na patrolu.
            - I jak? – zapytał na przywitanie.
I co ja mogłam odpowiedzieć? Świetnie? Cudownie wiedzieć, że co miesiąc ryzykujesz swoim życiem i zdrowiem? Ale wiem, że robisz to dla przyjaciela, więc to szanuję?
            - Dobrze – odparłam, zapinając guziki sweterka.
Trafił nam się patrol od 22 do 1 w nocy, a w zamku było naprawdę zimno. Zresztą, czego chcieć, to koniec lutego.
            - Twoja mina wcale nie oddaje tego słowa – powiedział, przyciągając mnie do swojego boku. – Powiedz, co ci leży na wątrobie.
            - Raczej na sercu – odparłam. Na wątrobie leżała mi tylko pożarta w samotności czekoladowa żaba. – Martwię się.
            - Martwisz się, czym? – zapytał, gdy ruszyliśmy schodami na szóste piętro, oświetlając sobie drogę różdżkami.
            - Tym, że stanie ci się krzywda, i nie będę mogła ci pomóc – powiedziałam, splatając palce z jego palcami.
            - Nie stanie mi się krzywda! – zaprzeczył gwałtownie.
            - Tego nie wiesz – syknęłam.
James się zatrzymał i spojrzał mi w oczy.
            - Jeżeli to poprawi ci nastrój, to mogę obiecać, że nie będę szarżował. Będę zachowywać się odpowiedzialnie i nie będę ryzykował.
Mówił to takim tonem, jakby to było coś okropnego…
            - Dziękuję.
            - Ale ty też musisz mi coś obiecać – powiedział, lekko całując mnie w policzek.
            - Co zechcesz – odparłam zadowolona.
            - Nie będziesz się zamartwiać przy każdej pełni. Jak dotąd wychodziliśmy z nich cali i przy okazji, nieźle się bawiliśmy.
Skinęłam głową.


***


Wracaliśmy z patrolu.
            - Idziesz ze mną do łazienki prefektów? – zapytałam, gdy zmieniliśmy się z prefektami z Hufflepuffu.
            - Po co? – zapytał James.
Co za kretyn.
            - Wiesz, łazienka prefektów ma całkiem  sporą wannę… Powiedziałabym, że dwuosobową – odparłam uśmiechając się, gdy zobaczyłam zmieniającą się minę chłopaka. – I można wytworzyć wieeeelkie ilości piany – dodałam.
            - Czy ty próbujesz mnie uwieść? – zapytał James z niedowierzaniem.
            - Tak, tylko wydajesz się nieco oporny.
            - W żadnym wypadku nie jestem oporny! – zawołał James, przez co musiałam uciszyć go wkurzającym „ciii”. – I jestem chętny.
Roześmiałam się.
            - Gdybyś nie był chętny, pomyślałabym, że coś jest z tobą nie tak – odparłam, zatrzymując się przed obrazem, ukrywającym łazienkę. – Fioletowa piana.
Wpijając się w usta chłopaka, objęci weszliśmy do jasnego pomieszczenia.


***

Jest i to nawet dzień wcześniej ;) Co prawda jakiś krótki ten rozdział, ale lepszy niż żaden, prawda? Pisanie idzie mi naprawdę kiepsko. Czuję, jakbym cały czas pisała to samo, niektóre momenty dublują się ze starym opowiadaniem. Albo tylko tak mi się wydaje? Następny rozdział będzie w sierpniu, o ile w najbliższym czasie skończę pisać 36.

4 komentarze:

  1. Rozdział fajny. Dobrze że Lunatyk powiedzial dziewczynom o swojej przypadłości a one całkiem nieźle to przyjęły.
    Obliviate

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo !
    Też się cieszę, że Lunio powiedział dziewczynom o swoim małym futerkowym problemie ;)
    Czekam na nexta :D
    ~Zaczarowana ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam, że spodobało mi sie to, ze Lily w jakiś sposób wstrząsnął sekret Remusa. Chodzi mi o to, ze martwiła sie o Jamesa. W większości opowiadań wszystkie bohaterki odpowiadają ze nie przeszkadza im to i po chwili zapominają o futerkowym problemie kolegi, co jest po prostu nienaturalne. Przecież każdym by to w jakiś sposób wstrzasnelo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czemu, ale nie dodała się połowa komentarzu. Ogólnie to rozdział bardzo w porządku. Podoba mi się, to że postacie nie są takie typowe jak w większości historii. :)
      A no i zapomniałam wspomnieć, że ogromnie podoba mi się pomysł z fragmentem rozdziału na bocznym pasku! Bardzo fajne!

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.