niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 35



Marzec, oprócz tego, że jest miesiącem zwiastującym koniec zimy, jest też czasem, gdy trójka ważnych dla mnie osób ma urodziny.
Świętowanie, zaczyna się 10 marca, gdy to urodziny obchodzi Remus.
Jednak Remus, jako osoba zupełnie niewymagająca, stroniąca od wszelkiego rodzaju imprez, urodziny spędza w gronie najbliższych przyjaciół i znajomych, a od tego roku – także ze swoją dziewczyną.
Organizacją zajęli się Huncwoci, wraz z Amy. Co prawda, obawiałam się współpracy pomiędzy nieco sztywną Amy, a takim wyluzowanym Syriuszem, jednak kolejny raz zostałam mile zaskoczona – nie pozabijali się.
Co prawda, ich wizja urodzin Remusa diametralnie się różniła – Syriusz chciał je urządzić w Pokoju Życzeń, naznosić z kuchni wielkie ilości jedzenia i picia, oraz zaprosić sporo osób, jednak Amy go przystopowała. Stanęło na tym, że urodziny Remusa odbyły się w nieco powiększonej dzięki zaklęciu, sypialni chłopaków, zostało zaproszonych 15 gości, no, ale chociaż w jednym Black miał coś do gadania – było mnóstwo jedzenia.
Następną osobą, obchodzącą urodziny w marcu, jest Dorcas. Czarnowłosa ma urodziny zaraz po Remusie, bo 20 marca.
Niektórzy (w tym ja), optowali za tym, żeby połączyć te dwie uroczystości, ale Syriusz chciał postawić na swoim. Stwierdził, że chociaż swojej dziewczynie urządzi „zajebistą” imprezę… Więc, jak zaplanował – tak zrobił.
Zaprosił gości z każdego domu (tak, nawet Slytherinu!), zamówił wielki tort z Miodowego Królestwa, dostarczył (nie wiem skąd) spore ilości alkoholu i zaproszonym gościom, kazał się przebrać w coś „seksownego” (cały Black!). Wiecie, taka impreza tematyczna.
Okazało się, że Syriusz jest starym zboczeńcem – fetyszystą, bo kupił Dorcas przebranie „Niegrzecznej uczennicy” (tak, dokładnie tak się nazywało).
Jednak największym zaskoczeniem imprezy, była obecność młodszego Blacka, który jak się okazało, został na nią zaproszony przez Dorcas. Nie wnikałam, czemu czarnowłosa go zaprosiła, szczególnie widząc niezbyt zadowoloną minę Syriusza.
Ale kto wie? Może to poprawi ich nie najlepsze stosunki?
I chociaż chciałam, żeby ta impreza, była ostatnią w tym miesiącu, to nie było szans.
Czekały nas jeszcze urodziny Jamesa…                     


***


            - Już możesz swobodnie kupić alkohol w mugolskim sklepie – oznajmiłam, po złożeniu życzeń Jamesowi i gorącym pocałunku – preludium innych przyjemności, które to miały się wydarzyć.
            - Fajnie wiedzieć – stwierdził James, wtulając twarz w moje włosy. – Może darujemy sobie dzisiejsze lekcje i spędzimy moje urodziny w jakiś ciekawszy sposób? – zapytał, jakże delikatnie dając mi do zrozumienia, że ma gdzieś Transmutację i inne zajęcia, a chciałby robić wiadomo co.
A mówią, że facetom wcale nie jedno w głowie… To znaczy, faceci tak mówią.
            - Musimy iść na lekcje – powiedziałam, odrywając usta od jego ciepłych warg. – Ostatnio opuściłeś dwa dni, musisz nadrobić – dodałam, przypominając mu o ostatniej pełni.
            - Lily – jęknął.
            - Żadne Lily, idziemy na zajęcia – odparłam, pociągając go w stronę wyjścia z Pokoju Wspólnego. – To będzie cudowny dzień, więc uśmiechnij się – wyszeptałam, całując go w policzek.


***


Jak na złość, wcale nie szło tak cudownie, jak to sobie zaplanowałam. Miałam naprawdę prosty plan – mieliśmy zaliczyć lekcje, zjeść obiad i miałam do 19 trzymać Jamesa z dala od Pokoju Wspólnego, co naprawdę nie było by trudne.
Ale jak zwykle, moje plany zostały zniszczone…
            - Co zrobiłeś, że masz iść do Dumbledore’a? – zapytałam zdenerwowana, gdy profesor McGonagall poprosiła Jamesa po zajęciach, aby właśnie tam się udał. Natychmiast. I nie miała najweselszej miny.
            - Nic złego – odparł James, ale jego mina świadczyła o tym, że nad czymś się zastanawia.
            - Ostatnio naprawdę dobrze się zachowywałeś, nawet mogłabym powiedzieć, że nie jak Potter, którego znałam kiedyś… - powiedziałam, zupełnie nie słuchając czy coś do mnie mówi. – Może to coś związanego z prefekturą?
            - Może – mruknął, spoglądając na schody prowadzące do Wieży Dyrektora. – Idź na zajęcia, spotkamy się później.
Skinęłam głową i ruszyłam do lochów.


***


James ominął całe, dwugodzinne Eliksiry, przez co, zamiast przyszykować profesorowi Slughornowi jakiś doskonały eliksir, wyszło mi coś godnego Syriusza – jakiś bliżej nieokreślony glut.
            - Jesteś! – zawołałam, widząc Jamesa czekającego pod klasą. Patrząc na jego poważną minę, przystanęłam. – Coś się stało?
            - To nie jest odpowiednie miejsce na rozmowę – odparł, i skinął do Syriusza i Dorcas wychodzących z klasy. – Chodźmy do dormitorium – dodał.
Szliśmy w ciszy. Tylko co jakiś czas rzucałam mu badawcze spojrzenie.
            - Usiądź – powiedział, gdy weszliśmy do męskiego dormitorium. – Dumbledore wezwał mnie z powodu mamy…
Otworzyłam szeroko oczy.
            - Ona… Nie żyje, Lily.
            - James – wyszeptałam, obejmując go. – Co się stało? – zapytałam zszokowana.
            - Chorowała – powiedział, gdy gładziłam go pocieszająco po plecach. – Wiedziałem, że chorowała, ale nie wiedziałem, że to tak poważne, że magomedycy nie mogą pomóc… Zmarła dzisiejszej nocy.
            - Tak mi przykro – powiedziałam.
James spojrzał na mnie.
            - Zostałem sam.
Pokręciłam głową.
            - Masz mnie – odparłam. – I masz przyjaciół.


***


Siedzieliśmy w ciszy parę godzin. Gdy skończyły się zajęcia, poprosiłam Syriusza, aby odwołał imprezę urodzinową.
            - Dumbledore mi coś zaproponował… – powiedział James, przerywając niczym niezmąconą ciszę. – Zaproponował mi wstąpienie do Zakonu Feniksa.
Zamrugałam. Oczywiście, że słyszałam o Zakonie Feniksa. Wśród Gryfonów, było to dosyć popularne – przystępowanie do Zakonu, po zakończeniu szkoły.
            - Co o tym sądzisz? – zapytał, gdy nic nie odpowiadałam.
            - Jeżeli ty w to wejdziesz, to ja też – odparłam tonem nieznoszącym sprzeciwu.
James spojrzał na mnie z podziwem.
            - Aż tak ci na mnie zależy?
            - Najbardziej na świecie – odparłam, zbulwersowana tym, że zadał takie pytanie. – Kocham cię.
            - Ja ciebie też – odpowiedział. – Tak bardzo cieszę się, że cię mam…


***


Dumbledore pozwolił nam na wyjazd do Doliny Godryka. Trzeba było zorganizować pogrzeb pani Potter, załatwić sprawy majątkowe, jednak co najważniejsze – dać czas Jamesowi na pogodzenie się ze śmiercią matki.
Dyrektor załatwił nam w trybie przyśpieszonym świstoklika, którym to, na drugi dzień przenieśliśmy się do rodzinnego domu Jamesa.
            - Tak tu cicho – wyszeptał, rozglądając się po salonie.
I to była prawda. Bez wesołego tonu pani Dorei, dom wydawał się taki… pusty. Obcy.
            - O 13 ma przyjść urzędnik z Ministerstwa – przypomniałam Jamesowi, gdy ruszył schodami na piętro.
            - Będę gotowy.


***


            - Pani Dorea Potter, zapisała panu cały majątek. Odziedziczony po mężu, a pana ojcu, oraz swój osobisty, odziedziczony ze swojej gałęzi rodu – powiedział urzędnik, przeglądając dokumenty.
James skinął głową. Nie spodziewał się niczego innego, w końcu jest jedynakiem.
            - Dziedziczy pan posiadłość rodową Potterów, dom w Irlandii, ziemię na północy Anglii, dwie skrytki w Gringottcie, oraz dwa skrzaty domowe – dodał urzędnik i podsunął Jamesowi jakiś dokument do podpisania.
Po wyjściu wysłannika z Ministerstwa, James zajął się organizacją pogrzebu, zawiadamianiem rodziny oraz znajomych i przeglądaniem rzeczy matki.
            - Nie musisz teraz tego robić – powiedziałam, gdy jednym machnięciem różdżki opróżnił całą garderobę pani Potter. – Skrzaty ugotowały obiad, może zjesz?
            - Gdy skończę – odparł, pakując kolejne torby wypełnione rzeczami osobistymi.
            - Pomóc ci? – zapytałam, podchodząc bliżej.
            - Tak – wyszeptał, spoglądając na ramkę z ruszającym się zdjęciem.
Wzięłam je do ręki i lekko się uśmiechnęłam. Przedstawiała całą rodzinę Potterów. Zdjęcie musiało mieć już z dziesięć lat, James wyglądał na góra ośmiolatka.
            - To było ulubione zdjęcie mamy – powiedział, stając za mną, aby móc oglądać ze mną uchwycony na fotografii moment.
Uśmiechnięta pani Dorea, obejmowana przez swojego wysokiego męża, patrzyła na syna wdrapującego się na drzewo.
            - Pamiętam, że zaraz po zrobieniu tego zdjęcia, spadłem z drzewa – powiedział James i uśmiechnął się do wspomnień. – Mama bardzo się przestraszyła, i chociaż miałem tylko zbite kolano, zabrała mnie do Munga…
            - Bardzo cię kochała… Kochali – poprawiłam się od razu.
            - Kochali – powtórzył James. – Nie możesz mnie opuścić.
Spojrzałam na niego.
            - Nigdy cię nie opuszczę.


***


Ceremonia pogrzebowa w świecie czarodziei wygląda zupełnie inaczej, niż w świecie mugolskim.
Obie ceremonie są na swój sposób piękne. Smutne, ale piękne.
            - Dobrze się czujesz? – zapytałam, gdy wróciliśmy w trójkę do domu.
Syriusz przybył wraz z Dumbledorem na pogrzeb pani Potter. Powiedział, że nie wybaczyłby sobie, gdyby ją opuścił w ostatniej drodze, ponieważ ona nigdy tego nie zrobiła.
            - Dobrze – odparł James i ruszył schodami na piętro.
            - Źle wygląda – mruknął Syriusz, gdy poszłam do kuchni.
            - Wiem – westchnęłam.
Miałam oczy, doskonale widziałam jak wygląda.
            - Stracił już ojca, śmierć matki go przybiła – dodałam, nalewając nam soku.
            - Nawet nie wiedziałem, że Dorea jest chora… - powiedział Syriusz, przyjmując ode mnie szklankę.
            - James nic nie mówił – odparłam. – Myślę, że też niewiele wiedział o jej chorobie. Był naprawdę zaskoczony.
            - Dorea zawsze była uparta – westchnął. – Wiadomo po kim James to ma…
Uśmiechnęłam się lekko.
            - Pójdę do swojego pokoju – dodał, odstawiając pustą szklankę na blat.
Chwilę po Syriuszu, ruszyłam do pokoju Jamesa.


***


            - James? – zapytałam, otwierając drzwi.
W pokoju były zaciągnięte zasłony, więc mało co widziałam.
            - James? – zapytałam ponownie, stając obok łóżka, mało co nie potykając się o buty leżące na podłodze.
            - Żyję – odparł tonem wypranym z emocji.
            - Mogę odsłonić…? – zapytałam, od razu łapiąc za kotarę i pociągnęłam.
            - Merlinie – westchnął James, osłaniając oczy od jasnego światła.
            - Przepraszam – odparłam, siadając obok bruneta na łóżku. – Uwolniłeś skrzaty – dodałam.
            - Zasłużyły – odpowiedział lakonicznie. – Zresztą, nie miały by komu usługiwać aż do końca czerwca.
Skinęłam głową i złapałam go za rękę.
            - Jak się czujesz?
            - Beznadziejnie – odparł poważnie. – Świadomość tego, że dwójka najbliższych mi osób nie żyje, jest dobijająca, Lily. Nie mam już rodziny.
Pogładziłam go po dłoni i zamyśliłam się.
            - James… - zaczęłam. – Czy poczułbyś się lepiej, gdybyś miał jakąś bliską rodzinę?
            - O czym ty mówisz? – zapytał.
Uśmiechnęłam się lekko, gładząc go po policzku.
            - Chyba ci się oświadczam.


***


Ślub.
Jasne, wyobrażałam go sobie całkowicie inaczej. Myślałam, że będą na nim moi, oraz Jamesa rodzice, że będą nasi przyjaciele, a nawet Petunia.
Wyszło zupełnie inaczej.
Byliśmy tylko my, oraz Syriusz. No i urzędnik, nie zapominajmy o osobie udzielającej ślubu.
            - Wszystko jest nie tak – powiedział James, patrząc na jedyną sukienkę którą ze sobą wzięłam – czarną. Od razu skierowałam różdżkę na siebie i zmieniłam jej kolor.
            - Jest tak, jak miało być – odpowiedziałam i złapałam go za rękę.
            - Odważny Wiewiór – pochwalił mnie Syriusz, i uśmiechnął się. – Cieszę się, że to ja jestem świadkiem tego wiekopomnego wydarzenia…
Przewróciłam oczami.
            - Tylko ty byłeś pod ręką.
Uwielbiam rozwiewać nadzieje Blacka. To całkiem przyjemny sport, szczególnie gdy robi tą zabawną minę skrzywdzonego dziecka.
            - Wredota – wymamrotał pod nosem.
Drzwi się otworzyły i stanął w nich niewysoki urzędnik.
            - Pan Potter i panna Evans? – zapytał i gestem zaprosił nas do sali.


***


            - Obrączki?
Spojrzałam zaskoczona na Jamesa, a później Syriusza. Tak zapomnieć!
            - Mam – powiedział James.
Syriusz parsknął cichym śmiechem, widząc moją zaskoczoną minę.
            - Rodziców – wytłumaczył szeptem James, gdy wkładał mi ją na palec. Spojrzałam na cienką, złotą obrączkę. Pasowała idealnie.
Przyjęłam od Jamesa obrączkę i wsunęłam mu ją na palec.
            - Są państwo małżeństwem – oznajmił urzędnik i wyciągnął gigantyczną księgę z szuflady biurka. – Proszę się wpisać, akt ślubu zostanie państwu wysłany w przeciągu trzech dni. Na jaki adres?
Spojrzałam na Jamesa i wzruszyłam ramionami.
            - Hogwart.


***


Wieczorem byliśmy z powrotem w szkole.
            - To się reszta zdziwi – powiedział Syriusz, z uśmiechem witając biegnącą do nas czarnowłosą, wymachującą szalikiem.
            - Jesteście! – zawołała, mocno ściskając nas po kolei. – Mam newsa.
            - My też – odparłam.
Wiadomo czyj news był lepszy, nie? Ale dobrze, powstrzymam się.
            - Mów, Dorcas – rozkazał Syriusz, gdy czarnowłosa się zapowietrzyła.
            - Jadłam obiad z Regulusem… - zaczęła, ale oczywiście Syriusz się wtrącił.
            - Z moim bratem?! – zawołał głosem pełnym pretensji. Zupełnie nietłumionych.
            - A znasz innego Regulusa? – zapytała Dorcas. – Nieważne. Jadłam obiad z Regiem…
            - Regiem?!
            - Merlinie, Regulusem. Powiedział mi coś ciekawego. Hm, pewnie przez przypadek, no, albo tak na niego zadziałałam… Jak chcę, to potrafię, nie?
            - Dorcas – westchnął James. – Do rzeczy.
Dziewczyna popatrzyła na każdego z nas, głośno westchnęła i obejrzała się za siebie.
            - Regulus ma powiązania z Sami – Wiecie – Kim.
Uniosłam brew i spojrzałam na Syriusza. Wcale, ale to wcale nie miał zaskoczonej miny.
            - Ale nie to jest najlepsze… - dodała rozkoszując się chwilą, gdy była w centrum uwagi. – Najlepsze jest to, że Reg zostanie podwójnym agentem. Rozumiecie, jest z nami!
Spojrzała na nasze poważne twarze i głośno westchnęła.
            - Nie cieszycie się, że mamy kogoś w ich szeregach? – zapytała i zastanowiła się chwilę. – Właśnie, a co to mieliście za wiadomość?
Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam lewą rękę przed siebie.
            - Wzięliśmy ślub.
            - CO?!
Zszokowaną minę Dorcas zapamiętam na długo. 


***

Poświęciłam trochę czasu i przeczytałam te swoje wypociny. I tak jak do trzydziestego rozdziału, opowiadanie całkiem mi się podoba (nieskromna ja ;), tak od trzydziestego, uważam, że jest nie za ciekawie. Dlatego, jak same widzicie, trochę zmieniam i wprowadzam akcję. No powiedzcie, że was zaskoczyłam! ;) Mam na myśli ten ślub, którego w żadnym wypadku nie planowałam.

5 komentarzy:

  1. Nieznoszę Lily. Żaden blog tego nie zmieni. Zawsze się zastanawiałam co Jim w niej widzi. Jest głupia i brzydka do tego wymadrzała. Możecie mnie olśnić za co ją lubicie? Szczerze to spotkałam się z wieloma osobami którzy nie lubią Lily. Rozdział jest świetny. Szkoda mi Jamesa :( Ich ślub mnie niezbyt ucieszył. Ale tak wgl nie uważasz, że to za wcześnie. W końcu są jeszcze w szkole. Dorcas moim zdaniem przyniosła lepsze wieści. Dobrze jest mieć szpiega. Czekam na nexta i pozdrawiam;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, w końcu jakaś nietypowa opinia, dziękuję! Owszem, Lily może być wkurzająca, jeżeli wkurzają Cię (wkurzali?) klasowi kujoni, postać Evans może wydawać się odpychająca. Jednak nie rozumiem, czemu twierdzisz, że jest głupia, brzydka i wymądrzała? Wymądrzała to może jeszcze, na niektórych blogach. Staram się, żeby za często się nie wymądrzała ;) Brzydka, no cóż, kwestia gustu, właściwie jakoś dokładnie tutaj nie opisywałam jej wyglądu, myślę, że każdy wyobraża go sobie trochę inaczej. Np, Lily filmowa to kobieta na oko 40 letnia, która w żaden sposób nie wpisuję się w moje wyobrażenie tej postaci. Głupia? Wątpię, nie raz w książce było wspominane, że była całkiem zdolną czarownicą :)
      Ślub pojawił się z bardzo prostego powodu - nie miałam ciekawszego pomysłu, zresztą, tak naprawdę, chcę to opowiadanie skończyć wcześniej niż poprzednie. I wydawało mi się, że powód tego szybkiego ślubu wyjaśniłam w rozdziale - James został sam, Lily chciała, żeby miał kogoś bliskiego, rodzinę. Spokojnie, nie będą się obnosić z tym, że są małżeństwem.
      Rozumiem, że postaci Lily można nie lubić, ale pomyśl, gdyby nie ona, to nie było by Harry'ego. Myślę, że sam fakt tego, że uratowała go przed śmiercią z rąk Voldemorta sprawia, że można ją chociaż szanować ;) O ile nie podziwiać, nie każda matka by tak postąpiła... Dla mnie, jest jednym z fundamentów całej historii o Harry'm Potterze.
      A i jedno pytanie, jeżeli jej nie lubisz, to czemu czytasz opowiadanie w którym jest, cóż, poniekąd główną bohaterką?
      Pozdrawiam serdecznie, i dziękuję za całkowicie inną opinię :)

      Usuń
  2. Zgodzę się z osobą wyżej, że jakoś za szybko ten ślub, ale przyznam, że sam motyw, w którym to Lily oświadcza się Jamesowi jest naprawdę dobry i zaskoczył mnie, a mnie trudno zaskoczyć.
    Fajnie pokazałaś to, że niekoniecznie ich ślub to było piękne i cudowne wydarzenie jak w większości opowiadań.
    Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, miałam wątpliwości co do tego ślubu, ale tak naprawdę on niewiele zmieni, po prostu mają obrączki na palcach, a James czuje się lepiej. Ślub z bajerami opisywałam w poprzednim opowiadaniu, więc nie chciałam się powtarzać, bo to by było zupełnie bezsensu. Jednak, komuś z pewnością wyprawię jakiś "piękny i cudowny" ślub :D, pytanie: komu? ^^

      Usuń
  3. Hejo!
    Więc tak, na początek chcę przeprosić, że ostatni rozdział jaki komentowałam to był...hmm nie pamiętam, w sumie nie mam wytłumaczenia. Po prostu od początku wakacji mam wielkiego lenia :( No ale chyba się już go pozbyłam. Jak czytałam rozdział to najpierw był smutek. Mama Jimego zmarła :'( Później takie OMG! LILKA się oświadczyła...fajnie, ale pierwszy raz spotkałam się z opowiadaniem kiedy to dziewczyna oświadcza się przed facetem :D Jejku, jak ja zazdroszczę im, że zobaczyli tę bezcenną minę Dor :P
    No dobra to ja chyba kończę, bo zaraz mi bateria w telefonie padnie i czekam na nexta :>
    Pzdr:****

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.